Rozdział pierwszy
Jarzębince co noc śnił się tata. Czasem to pomagało, a czasem sprawiało, że jeszcze mocniej za nim tęskniła. Tym razem śniły jej się jego śmiech i głęboki głos, którym mówił, gdy pracowali razem w pałacowych stajniach.
- Zawsze miałaś świetne podejście do koni - powiedział w jej śnie. - A teraz wiemy dlaczego: bo jesteś leśmistrzynią!
Obudziła się i gwałtownie poderwała - okazało się, że wcale nie znajduje się w swoim domu w Harducie, lecz w dziadkowej chatce koło Ciemnego Boru. Ogarnęła ją nowa fala rozczarowania, gdy zdała sobie sprawę, że tata nadal jest daleko. Chciałaby mu powiedzieć, że okazała się leśną czarodziejką, czyli leśmistrzynią - kimś, kto potrafi rozmawiać ze zwierzętami i je leczyć. Ale ojciec został w mieście, gdy wybuchła wojna, a Jarzębinka z mamą wyjechały.
Leżała bezpiecznie w ciepłym łóżku, a przez zasłony wpadał pas bladego księżycowego światła. Biały wilk Arton, który spał w jej nogach, nagle podniósł łeb i zawarczał.
Jarzębinka znów usłyszała głęboki głos ojca, tym razem huczący pod podłogą. To nie sen! To prawda!
- Tato! - krzyknęła i popędziła po schodach na dół, z wilkiem u boku. - Tato, to naprawdę ty?!
Wpadła do kuchni.
Ojciec klęczał, trzymając w rękach spore zawiniątko.
- Nie przyszło mi do głowy żadne inne miejsce, do którego mógłbym go zabrać - mówił do mamy i dziadka.
Córka z piskiem rzuciła mu się na plecy i przylgnęła do szerokich ramion.
- Tato! Jak dobrze znów cię widzieć!
Żyje! Jest bezpieczny! Przyjechał! Nareszcie!
Dziadek szybko wziął od niego zawiniątko, żeby go nie upuścił.
A potem tata wstał, z Jarzębinką wciąż zawieszoną na jego szyi. Obrócił ją i mocno przytulił.
- Moja kochana dziewczynka - powiedział. Ramiona miał mocne i ciepłe.
Chciała mu zadać tyle pytań, że nie wiedziała, od czego zacząć. Co z wojną? Dlaczego przyjechał? Czy już wracają do domu? Przez chwilę wisiała na nim, mocno w niego wczepiona, jak miś wchodzący na drzewo.