Leśna przygoda z tajemniczym ekoskrzatem - Justyna Nosorowska

Kup ebooka

18.90 zł

-
Proszę czekać
Rozdział 4 - Spotkanie z Ekoludkiem  
Po pysznym obiedzie w leśniczówce dzieci wciąż siedziały przy  
stole razem z dorosłymi. Rodzice i gospodarze zajęci byli rozmową o  
ogródkach, warzywach i planach na wakacje. Pan Leszek opowiadał  
zabawne historie o zwierzętach, które przychodziły pod leśniczówkę: o  
wiewiórce złodziejce, która kradła orzechy z kuchni, i o zającu, który  
przestraszył listonosza.  
Na początku dzieci chichotały, ale potem zaczęły coraz szerzej  
ziewać.  
Krzyś podpierał głowę ręką i marzył, żeby wydarzyło się coś... no,  
bardziej przygodowego.  
- Ech - westchnął cicho do Kamilki. - Niby fajnie, ale jakoś...  
nudno.  
- Cii, nie narzekaj. Zobacz, ile tu ładnych widoków - szepnęła  
dziewczynka, patrząc na las za oknem.  
I właśnie wtedy coś mignęło między drzewami.  
Krzyś wstrzymał oddech.  
- Widzisz to? - szturchnął Kamilkę w bok.  
- Co? - spytała zaspana.  
- Tam! Światełko... Tańczy! - powiedział podekscytowany.  
Rzeczywiście, w ciemniejącym lesie coś świeciło i przesuwało się  
lekko, jakby wabiło ich do siebie. Było małe, złote, trochę jak świetlik, ale  
za duże, żeby nim być.  
Krzyś nachylił się do przyjaciółki i wyszeptał:  
- Chodźmy sprawdzić.  
- Teraz? - Kamilka spojrzała na rodziców, zajętych rozmową.  
- Teraz. Albo zniknie.  
Kamilka zawahała się, ale po chwili już razem przemykali w stronę  
drzwi, uważając, żeby nikt ich nie zauważył.  
Za gankiem światełko znów zatańczyło między drzewami. Krzyś i  
Kamilka zbijali się o to, kto pierwszy je dogoni.  
- Hej, poczekaj! - syknęła Kamilka, gdy Krzyś wpadł w krzaki.  
- No już, już! - odpowiedział, a jego głos brzmiał coraz cichszej w  
gęstwinie.  
Wtedy usłyszeli coś jeszcze. Cichutki... szloch?  
Oboje przystanęli jak wryci i rozejrzeli się niepewnie.  
- To nie ty? - spytał Krzyś.  
- Nie... to chyba... - Kamilka zamilkła, bo przed nimi, na wielkim  
kamieniu, siedział ktoś maleńki, skulony, w zielonym kubraczku i z  
latarenką w dłoniach.  
Leśne światełko emanowało właśnie z tej latarenki. Mała postać  
pochylała głowę i cicho płakała.  
Krzyś zrobił krok naprzód i odchrząknął.  
- Eee... Hej? - zagadnął niepewnie.  
Zielona postać podniosła zapłakane oczka.  
- Kim... kim jesteście? - zapytała cichutkim, drżącym głosem.  
Kamilka przykucnęła obok niego i uśmiechnęła się delikatnie.  
- Jesteśmy Krzyś i Kamilka. Dlaczego płaczesz?  
Mały ludzik otarł nosek i powiedział:  
- Jestem Ekoskrzatem... i stało się straszne nieszczęście. Mój  
przyjaciel dzięcioł zaplątał się w sznurek i nie może latać. A przecież  
dzięcioł jest lekarzem drzew! Bez niego las choruje... I jeszcze ten  
strumyk...  
Jego głosik się załamał, a oczy napełniły się łzami.  
- Co ze strumykiem? - spytał Krzyś, nachylając się.  
Ekoskrzat wskazał maleńkim paluszkiem w głąb lasu.  
- Jest brudny... pełno w nim śmieci. Butelki, papiery... zwierzęta  
nie mogą pić. Rybki umierają, żabki też... Ludzie przychodzą i  
zostawiają wszystko, co im niepotrzebne.  
Dzieci spojrzały na siebie z przerażeniem. Rzeczywiście, wokół  
leżały papierki, plastikowe kubki i potłuczone szkło.  
- To okropne - wyszeptała Kamilka.  
Krzyś podniósł głowę i spojrzał na Ekoskrzata.  
- Pokaż nam dzięcioła. Pomagaliśmy już w domu różnym  
zwierzątkom... damy radę i tu.  
Na twarzyczce Ekoskrzata pierwszy raz pojawił się cień uśmiechu.  
- Naprawdę? Chodźcie za mną... tylko szybko, bo jego skrzydełko  
boli coraz bardziej.