I.Człowiek, który jest słuchem
Damian Jankowski: Kiedy i gdzie się poznaliście?
Wiesław Dawidowski OSA: Było to w 1999 roku w Rzymie. Studiowałem wówczas teologię fundamentalną na Uniwersytecie Gregorianum. Pisałem doktorat. A o. Robert Prevost był prowincjałem w Chicago. Pamiętam dokładnie ten moment, przedstawił nas sobie jego przyjaciel z nowicjatu, o. Robert Dodaro. Działo się to na tarasie naszego Kolegium św. Moniki, wieczorową porą. Siedział też z nami mój nieżyjący już przyjaciel i mentor o. George Lawless. Była to moja pierwsza rozmowa z o. Prevostem - bardzo swobodna i serdeczna - trwała chyba z godzinę. Ojciec Dodaro przekazał nam wtedy, że to będzie nasz przyszły generał. Robert Prevost uśmiechnął się i nic nie powiedział.
DJ Przez następne dekady tych spotkań było więcej.
WD O tak, nasze kontakty zintensyfikowały się w 2012 roku, kiedy zostałem prowincjałem w Polsce. Od tego momentu o. Prevost był generałem naszego zakonu jeszcze przez rok. W ciągu tych dwunastu miesięcy blisko współpracowaliśmy. Wiele razy jeździłem do Rzymu, bo potrzebowałem wsparcia. Był zawsze serdeczny.
DJ A potem?
WD A potem widywaliśmy się na zakonnych kapitułach albo właśnie w Wiecznym Mieście.
Formalnie dużą zmianę w jego życiu stanowił rok 2014.
DJ Został wtedy biskupem w Peru.
WD Tak jest, to sprawka papieża Franciszka. Znali się jeszcze z czasów, gdy Jorge Bergoglio był metropolitą Buenos Aires, a Robert prostym misjonarzem działającym w terenie. Pracowali razem choćby nad słynnym dokumentem z Aparecidy, który określił program ewangelizacyjny dla Ameryki Łacińskiej.
Już jako biskup o. Prevost uczestniczył w naszych kapitułach generalnych. Prawo kanoniczne i zakonne określa, że zakonnik biskup nie ma wtedy czynnego ani biernego prawa głosu, ale może doradzać. Absolutnie się nie narzucał. Podczas obrad siadał najczęściej w ostatniej ławce, czasem - to w końcu świetny kanonista - spokojnie formułował jakąś prawną podpowiedź. Chociaż czasem lubił też puszczać oko lub je przymykać. Pamiętam, że kiedyś usiedliśmy obok siebie w tej ostatniej ławce. W pewnym momencie nachylił się w moim kierunku i cicho stwierdził: "Słuchaj, oni źle interpretują konstytucję...". Chodziło o naszą konstytucję zakonną.
Pamiętam taką sytuację, że podczas kapituły odprawialiśmy mszę, której przewodniczył ojciec generał, a biskup Prevost był jednym z koncelebransów. Zgodnie z przepisami liturgicznymi biskup zawsze powinien przewodzić liturgii, jeśli jest obecny, ale nasz brat Robert odstępował od tej zasady. Był po prostu wśród nas, jako jeden z nas. Nie obnosił się ze swoją biskupią godnością.
Szedł za piękną augustiańską tradycją. Znam współbraci, którzy zostawali biskupami, a na emeryturze zdejmowali pierścień, pastorał zawieszali w swoim pokoju jako ładną pamiątkę i wracali do zwyczajnego życia w klasztorze. Znowu stawali się zwykłymi mnichami - funkcja, którą wcześniej pełnili, nic a nic ich nie zmieniła. Zakładam, że o. Robert, gdyby nie został papieżem i w spokoju doczekał biskupiej emerytury, postąpiłby podobnie.
Pamiętaj, że przez ostatnie dwa lata był prefektem Dykasterii do spraw Biskupów, czyli kimś odpowiedzialnym za biskupie nominacje. Wydaje mi się, że z tym będzie się wiązało jedno z głównych zadań jego pontyfikatu w najbliższych latach. Mam na myśli zaproszenie całego Kościoła do tego, by przemyślał, na czym polega dziś rola biskupa i episkopatów. Jak powinien być sprawowany ten urząd.