Lennon. Człowiek, mit, muzyka - Tim Riley

-
Proszę czekać

1. No Reply

Największe cierpienie to być niechcianym, zdać sobie sprawę, że rodzice nie potrzebują cię w takim samym stopniu jak ty potrzebujesz ich. Jako dziecko niekiedy nie miałem ochoty patrzeć na podłość... Ten brak miłości odcisnął piętno na moich oczach i moim umyśle.

John Lennon, 19711

Mieszkańcy Liverpoolu przeżywali dramatyczne chwile 9 października 1940 roku, kiedy Julia Stanley Lennon urodziła pierwszego i jedynego syna w Oxford Maternity Home. Od trzech miesięcy Niemcy bombardowali miasto, próbując naruszyć szlaki zaopatrzeniowe zbiegające się w rozległej sieci liverpoolskich portów. Zbudowany wzdłuż głębokiego ujścia rzeki Mesey, którego brzegi są w najszerszym miejscu oddalone od siebie na pięćdziesiąt kilometrów, a głębokość pozwala poruszać się po nim statkom oceanicznym, port w Liverpoolu był kluczowym punktem, przez który do znękanego społeczeństwa angielskiego docierały żywność i paliwo. Alianci nazywali go swoim "atlantyckim podejściem". Bombardując Liverpool, Hitler miał nadzieję odciąć Wielką Brytanię od dostaw żywności, zmusić głodem do kapitulacji i dodać do reszty europejskich podbojów.

Pierwsze bomby spadły na Liverpool w sierpniu, zaledwie dwa miesiące przed narodzinami Johna. Hitler spuścił na miasto czterysta pięćdziesiąt cztery tony bomb kruszących i tysiąc dwadzieścia dziewięć ton zapalających, więcej niż Luftwaffe zrzuciła tamtego miesiąca na jakiekolwiek inne angielskie miasto, w tym Londyn. W następnych tygodniach nieustający grad niemieckich bomb siał spustoszenie w dokach, fabrykach, na lotniskach. Zrównał z ziemią dom dla nieletnich rekonwalescentów i więzienie. Zniszczenia pozbawiły dachu nad głową tysiące sąsiadów Julii Stanley Lennon. Ponad połowa z nich mieszkała w "Butelce", najbardziej dotkniętej zniszczeniami dzielnicy robotników portowych. Wielu z nich przeniosło się do odległych miast, ale dziesięć tysięcy osób powracało codziennie na nadbrzeża, dzięki czemu doki funkcjonowały nieprzerwanie do końca wojny.2

Przerażona ludność dokładała starań, aby zachować przynajmniej pozory normalności. Ludzie chodzili do pracy i pielęgnowali swoje ogródki; nikt nie wiedział, jak długo potrwają bombardowania. Większość historyków twierdzi, że tamtej jesieni wśród ludności cywilnej panowało wysokie morale.3 W rzeczywistości Liverpool, nie wspominając o reszcie Anglii, przerażały konsekwencje wojny: czy wielka Brytania będzie nadal Wielką Brytanią, czy też, śladem Europy i znacznej części Afryki Północnej, stanie się kolaborującym satelitą albo dodatkiem do Trzeciej Rzeszy?

Ósmego października 1940 roku, na dzień przed narodzinami Johna Lennona, BBC wyemitowało wystąpienie premiera Winstona Churchilla przed Izbą Gmin. Churchill zapowiedział, że miasta zniszczone przez niemieckie bomby "powstaną z ruin, zdrowsze i, mam nadzieję, piękniejsze"4. Słowa Churchilla natchnęły odwagą znękanych obywateli Liverpoolu oraz innych miast, gdzie bombardowania zdawały się nie mieć końca. "Tak hipnotyzująca była ich siła - pisał później Isaiah Berlin - tak silna jego wiara, że mocą swego oratorstwa rzucił na ludzi urok, aż zaczęło im się zdawać, że przemawiał prosto z ich serc i umysłów"5.

Julia Stanley Lennon - przez cztery siostry zwana Judy - wychowała się w rodzinie należącej do klasy średniej. Jej dziadek ze strony ojca, William Henry Stanley, asystent radcy prawnego i muzyk amator, nauczył muzykalną wnuczkę gry na bandżo. Kiedy jego syn George żenił się z Annie Jane Milward, rodzina zdążyła się już wyprowadzić z biednej dzielnicy portowej. George i Annie przenieśli się kawałek dalej do leżącego w południowej części miasta Toxtech, wówczas dzielnicy domów szeregowych, willi i zadbanych parków. Pozostali Stanleyowie mieszkali w niewielkiej odległości od doków Queen i Albert. George pracował tam w Towarzystwie Ratunkowym Liverpoolu iącej do klasy średniej. Jej dziadek ze strony ojca, William Henry Stanley, asystent radcy prawnego i muzyk amator, nauczył muzykalną wnuczkę gry na bandżo. Kiedy jego syn George żenił się z Annie Jane Milward, rodzina zdążyła się już wyprowadzić z biednej dzielnicy portowej. George i Annie przenieśli się kawałek dalej do leżącego w południowej części miasta Toxtech, wówczas dzielnicy domów szeregowych, willi i zadbanych parków. Pozostali Stanleyowie mieszkali w niewielkiej odległości od doków Queen i Albert. George pracował tam w Towarzystwie Ratunkowym Liverpoolu i Glasgow, początkowo jako nurek, a później szef oddziału ratunkowego zajmującego się wydobywaniem zatoniętych statków z morskiego dna. Judy, jedna z pięciu córek, przyszła na świat w 1914 roku - po Mimi, Elizabeth i Anne, a przed Harriet. Uciążliwe obowiązki zawodowe George'a skutkowały tak długimi i wyczerpującymi nieobecnościami, że córki traktowały go jak jednego z wielu ludzi morza. Podobnie jak liczne liverpoolskie rodziny, Stanleyowie byli typowym portowym matriarchatem.

George nigdy nie dorobił się własnej nieruchomości, przez co nie cieszył się dużym poważaniem i musiał o nie zabiegać w inny sposób. W uporczywie klasowym społeczeństwie angielskim, gdzie każdy człowiek miał precyzyjnie wyznaczoną "pozycję" (widoczną w relacjach z ludźmi "wyżej postawionymi"), najniższym szczeblem była przynależność do "gminu". Stanley awansował i nie zamierzał utracić zdobytej pozycji. Pierwsza żona Johna Lennona, Cynthia, wspominała, że przynależność do gminu była najgorszym wyrzutem, jaki można było usłyszeć z ust jego ciotki Mimi.6

Troska Stanleyów o utrzymanie statusu odzwierciedlała kompleksy całego Liverpoolu, brudnego miasta wypełnionego przejezdnymi, imigrantami, potomkami handlarzy narkotyków, Amerykanami z pobliskiej bazy lotniczej Burtonwood oraz najemcami nędznych mieszkań. Elita rządząca Anglią uważała Liverpool za godny pożałowania produkt uboczny rewolucji przemysłowej. Miasto pełniło istotną funkcję ze względu na tętniący życiem port, ale w hierarchii kulturalnej lokowało się nawet niżej od pobliskiego Manchesteru i było całkowicie ignorowane przez krajową arystokrację. Liverpool "leżał na terenie Anglii, ale niespecjalnie do niej przynależał - zauważa Jan Morris - jako hałaśliwy i niekiedy wybuchowy tygiel różnych narodowości: Irlandczyków, Walijczyków, Chińczyków, Afrykańczyków i wielu innych grup. U jego fundamentów leżała najbardziej bezwzględna forma kapitalizmu"7. Nie należy również zapominać o tym, że Liverpool, dawny punkt przerzutowy niewolników przewożonych z Afryki do Ameryki Północnej, borykał się z niewygasłymi moralnymi i klasowymi resentymentami.

Zanim niemieckie bombardowania zdewastowały miasto, typowy mieszkaniec Liverpoolu bynajmniej nie cierpiał na kompleks niższości, co wyrażał zgorzkniałym, komicznym językiem przesyconym antypatią klasową (idealne środowisko, w którym mogła rozwinąć się osobowość Johna). Pracownicy portu porozumiewali się mocną gwarą zwaną scouse, typowo robotniczym żargonem, pełnym obrazowych, slangowych wyrażeń, wymyślnych sprośności i barwnych nielogiczności. Gwara scouse, często mylona z londyńskim cockneyem, znacznie słabszym akcentem klasy niższej, zdecydowanie bardziej przypomina silną irlandzką modulację, z której się zresztą wywodzi. Końcówki wygłaszanych zdań często wznoszą się niczym pytania, przez co rozmowa prowadzona w scouse odznacza się muzykalnością i nieodłączną autoparodią. Już jako człowiek dorosły Lennon, choć nie wychowywał się w dokach i mówił ze słabym akcentem, często używał scouse'a, kiedy chciał "zrobić sobie jaja" z jakiegoś idioty. Jak większość mieszkańców Liverpoolu posługujących się tą gwarą, chętnie potwierdzał swoim zachowaniem najgorsze wyobrażenia na temat biednych mieszkańców Północy, których charakteryzowała niesłychanie silna lokalna duma.

W okresie rozkwitu liverpoolskich stoczni, trwającym od roku 1881 do 1921, lokalne elity wybudowały szereg monumentalnych budynków użyteczności publicznej, czym chciały podnieść status miasta i rządzących nim obywateli. W trakcie kilku dekad rozwoju Liverpool obrósł pierścieniem przedmieść zbudowanych na nieużytkach; wyeksploatowane przez dwa wieki hodowli przestały się nadawać na gospodarstwa mleczne, które od średniowiecza stanowiły podstawę lokalnej gospodarki. W okresie prosperity liczba ludności miasta rosła, powiększając się o nową klasę nauczycieli, księgowych, krawców, urzędników, zegarmistrzów i sklepikarzy. Wszyscy oni aspirowali do lepszego życia i nie chcieli mieć nic wspólnego z obiegowym wyobrażeniem o liverpoolskich robotnikach.

Potomstwo George'a Stanleya przyłączyło się do tego wielkiego awansu społecznego w stronę klasy średniej, niemniej lubiąca dobrą zabawę Judy nie zamierzała postępować zgodnie z regułami przyzwoitości właściwymi "szanowanym" obywatelom. Ta pewna siebie egocentryczka, niska i ładna, robiła niesamowite wrażenie w szpilkach, z paznokciami pomalowanymi na jaskrawoczerwono i kasztanowymi włosami ufryzowanymi zgodnie z modą dyktowaną przez ówczesne gwiazdy filmowe. "Ludzie odwracali za nią głowy - opowiada kuzynka Johna, Leila Harvey. - A kiedy jakiś zuchwały chłopak zagwizdał z uznaniem na jej widok, potrafiła odpowiedzieć: "Hmmm, sam jesteś niezły""8. Judy Stanley zamierzała robić wyłącznie to, co sprawiało jej przyjemność - a tym czymś było szokowanie własnych rodziców. Alfred Lennon, młody mężczyzna pozbawiony jakichkolwiek kompetencji, znajomości czy klasy idealnie nadawał się do postawienia na głowie reguł przyzwoitości starannie przestrzeganych w rodzinie Stanleyów.

Alfred urodził się w 1912 roku jako czwarte z sześciorga żyjących dzieci Jacka Lennona juniora, irlandzkiego urzędnika transportowego. Jack lata dziewięćdziesiąte XIX wieku spędził w Stanach Zjednoczonych, pracując jako jeden ze śpiewaków Kentucky Minstrels Andrew Robertsona, objazdowego zespołu występującego w wodewilach i na festynach. Ze skąpych informacji wynika, że malowali twarze na czarno i zabawiali amerykańskie widownie popularnymi piosenkami, co należy uznać za niezwykłą zapowiedź wydarzeń, które miały się rozegrać kilkadziesiąt lat później.

Około 1900 roku dziadek Johna ze strony ojca przybył do Wielkiej Brytanii z żoną Amerykanką, której imienia nie znamy. Zamiast powrócić do Irlandii, znalazł pracę jako urzędnik firmy transportowej w Liverpoolu, który zwano wtedy "Małą Irlandią"9. Po śmierci pierwszej żony Jack ożenił się z irlandzką gospodynią domową, Mary "Polly" McGuire. Urodziła mu ośmioro dzieci, z których przeżyło sześcioro. W 1917 roku Jack - urzędnik, podróżnik, śpiewak i pijak - zmarł w wieku sześćdziesięciu dwóch lat na "chorobę wątroby", jak w owych czasach eufemistycznie określano zaawansowany alkoholizm. Polly była zdruzgotana. Została sama z czwórką dzieci (najstarszy syn, George, skończył szesnaście lat i zaczął pracować) i kolejnym w drodze. W akcie desperacji, który miał się powtórzyć w następnym pokoleniu, oddała pięcioletniego Alfa i jego dwuletnią siostrzyczkę Edith do sierocińca Blue Coat, instytucji charytatywnej zajmującej się dziećmi biedoty. Odtąd Alf i Edith widywali matkę i rodzeństwo tylko w czasie wakacji, niemniej ich bracia Sydney i Charles pozostawali w stałym kontakcie z Alfem. Sierociniec Blue Coat nie przypominał może dickensowskich manufaktur, ale obowiązywał w nim surowy reżim, zwłaszcza jak na dzisiejsze standardy. Alf niejeden raz próbował uciekać.10

Od najwcześniejszych lat prześladowały go też problemy zdrowotne. Podczas zabaw na pokrytych sadzą ulicach przemysłowego Liverpoolu nabawił się krzywicy, choroby wywołanej niedoborem promieni ultrafioletowych, której stan pogorszyła uboga dieta. Krzywica powoduje skrócenie i deformację kończyn dolnych, więc Alf dostał aparat ortopedyczny, który nosił na nogach do dwunastego roku życia. Mimo to jako dorosły mężczyzna mierzył zaledwie sto pięćdziesiąt osiem centymetrów, piętnaście mniej od swojego słynnego syna; obie nogi miał wygięte na zewnątrz (warto tu przywołać włóczęgę Charliego Chaplina, którego pałąkowate nogi symbolizowały ubóstwo).

Podobnie jak ojciec, Alf uwielbiał śpiewać. Kiedy jako czternastolatek dostał kiedyś na weekend przepustkę z sierocińca Blue Coat, jego brat Sydney zaprowadził go za kulisy po wokalno-tanecznym występie Will Murray Gang w Liverpool Empire. Alf zaczął z zapałem śpiewać I Do Like to Be Beside the Seaside. Swoją śmiałą interpretacją zaskarbił sobie uznanie Murraya, który zaproponował mu występy w swoim przedstawieniu. Następnego dnia Alf zabrał harmonijkę, uciekł z sierocińca i wyruszył do Glasgow, aby dołączyć do zespołu.

Strażnicy z Blue Coat szybko go schwytali, zaciągnęli z powrotem i zrugali przed kolegami. Nie stłumiło to w Alfie głodu wolności i zabawy, który naznaczył resztę jego życia i znalazł odbicie w osobowości jego syna.11 Pragnąc zerwać z ograniczeniami dzieciństwa, ten pokrzywiony chłopiec odesłany przez matkę do sierocińca, któremu na kilka lat uwięziono nogi w aparacie ortopedycznym, uciekł, podobnie jak później jego syn, na spotkanie przygody, niezależności, muzyki, których nie mógł mu zaoferować sierociniec. Uciekał w zasadzie przez resztę życia, robiąc jeden drobny przekręt za drugim, wiecznie pełen nadziei na "przełom", który pozwoli mu się uwolnić od trudów życia z dnia na dzień.

Alf poznał Judy w 1927 roku. Ona miała trzynaście lat, on piętnaście. Ich spotkanie, choć całkowicie przypadkowe, wydawało się niemal zrządzeniem losu. Alf szedł przez park Sefton, jeden z licznych liverpoolskich terenów zielonych, położony na południe od cmentarza Toxteth Park, nieopodal ronda Penny Lane. Po dziesięciu latach pobytu w Blue Coat i dwóch próbach ucieczki opuścił ostatecznie sierociniec i znalazł sobie pracę jako boy w hotelu Adelphi. Tamtego dnia wybrał się na przechadzkę, aby zbadać, co jeszcze świat ma mu do zaoferowania. "Dopiero co kupiłem sobie fifkę i melonik. Chciałem sprawdzić, jak mi pójdzie"12.

Alf szedł przez park w towarzystwie kumpla, który uczył go podrywania dziewczyn. W pewnej chwili dostrzegli ładnego rudzielca siedzącego na ławce przy stawie z łódkami. Zanim Alf miał okazję wypróbować jakąś nową sztuczkę, dziewczyna odezwała się pierwsza: "Wyglądasz głupkowato", zawołała. "A ty uroczo", odparł i przysiadł się do niej. "Jeżeli chcesz tu zostać - oświadczyła - musisz zdjąć ten kapelusik". Alf Lennon wstał i bez wahania wrzucił nowy melonik do stawu. Tym impulsywnym gestem rozbawił Judy Stanley i zdobył jej serce.13

Wzajemnie się uzupełniali. Poza krnąbrnym pragnieniem korzystania z życia oboje starali się zapomnieć o przeszłości: Alf uciekał przed dyscypliną sierocińca, a Judy chciała wyzwolić się spod klaustrofobicznego, postwiktoriańskiego klosza rodziców. Alf nie mógł lepiej skorzystać z odzyskanej wolności, niż wiążąc się z elegancką, rozrywkową dziewczyną, która miała w nosie swoją rodzinę. Stanleyowie uważali, że stoją znacznie wyżej w klasowej hierarchii niż chłopak z sierocińca, który nie mógł się nawet pochwalić żadnymi krewnymi. Ale w oczach Judy wszystko to jedynie czyniło Alfa atrakcyjniejszym. Lubiła jego lekceważący sposób bycia i pikantny humor; dokuczała tym swojej rodzinie. Przez kilka następnych lat wielokrotnie rozstawali się i ponownie schodzili, łażąc po pubach i salach tanecznych (z powodu pokrzywionych nóg Alf częściej śpiewał, niż tańczył), w tym kilku w pobliżu doków, gdzie zaglądali marynarze - do takich lokali "porządnym dziewczynom" nie wypadało chodzić. Ojczulek Stanley przez jakiś czas zabraniał im umizgów, co bynajmniej nie zniechęcało Judy - po prostu musieli wykazywać się większą przebiegłością i trzymać spotkania w tajemnicy.

W tamtym czasie w Liverpoolu każdy obibok mógł bez problemu nająć się jako marynarz na statku handlowym; wystarczyło rano stanąć przy jednej z bram portowych i zaczekać, aż jakiś statek zacznie uzupełniać załogę. Bez wykształcenia inżynierskiego, doświadczenia w nawigacji czy umiejętności zarządzania rachunkami bankowymi albo magazynami Alf mógł liczyć na zatrudnienie jako kucharz lub steward. Do chwili zaciągnięcia się nie wiedział, jak długo pozostanie na morzu: trzy tygodnie czy trzy miesiące. Pracę dostawało się na jeden rejs - stałe zatrudnienie należało do rzadkości. Po powrocie zawsze zaczynał od zera; w poszukiwaniu nowej roboty wystawał przy bramach portowych lub chodził po biurach firm transportowych. Wykonując niepewną, marnie opłacaną pracę, Alf szybko nauczył się uzupełniać swoje dochody zyskami z hazardu i przemytem poszukiwanych towarów, które sprzedawał na czarnym rynku.14

Po ośmiu latach przerywanych randek Alf i Judy pobrali się w sobotę 3 grudnia 1938 roku. Alf przeznaczył trzytygodniowe wynagrodzenie, aby zapłacić za akt ślubu. Nie wiadomo, dlaczego w końcu postanowili się pobrać. Druga żona Alfa, Pauline Lennon, opracowała po jego śmierci pamiętniki męża i wydała je w 1990 roku pod tytułem Daddy Come Home15. Według niej Judy podpuściła Alfa do wystosowania "zapowiedzi" - starej praktyki publicznego ogłaszania zamiaru wzięcia ślubu z trzytygodniowym wyprzedzeniem. Dawało to czas wszystkim zainteresowanym do zgłoszenia ewentualnego sprzeciwu. Alf podobno przyjął wyzwanie. Z kolei Bill Harry, znawca historii Beatlesów i kolega z akademii plastycznej Lennona, sugeruje inny powód: Alf, chwilowo bezrobotny, potrzebował aktu ślubu, aby otrzymywać zasiłek.16 Niezależnie od motywacji Alf i Judy połączyli się węzłem małżeńskim w urzędzie stanu cywilnego Mount Pleasant; świadkiem był Sydney, starszy brat Alfa. Po ceremonii udali się do kina Trocadero na Camden, gdzie Judy niekiedy pracowała jako bileterka, i obejrzeli film The Boy from Barnardo's z Mickeyem Rooneyem (w Anglii wyświetlany pod tytułem Lord Jeff17). Żartowali, że to był ich miesiąc miodowy. Ona miała dwadzieścia cztery lata, Alf dwadzieścia pięć.

"Stało się! Wyszłam za niego!", obwieściła tamtego wieczoru Judy po wejściu do rodzinnego domu w Toxteth. Choć długość zalotów wskazuje, że łączyła ich silna więź, niefrasobliwość, z jaką Alf i Judy podeszli do zaślubin, sugeruje, że cenili przede wszystkim wspólne umiłowanie do frywolności i awersję do powagi.

Judy i Alf tworzyli nietypową młodą parę - nawet jak na Anglię w przededniu drugiej wojny światowej. Alf wkrótce po ślubie wypłynął na morze, z kolei Judy nadal mieszkała z rodzicami, pracując dorywczo jako kelnerka i bileterka w kinie Trocadero. W 1939 roku George i Annie Stanleyowie zamienili dom w Toxteth na skromniejsze mieszkanie przy Newcastle Road 9 w Wavertree, nieopodal sierocińca Blue Coat; w nowe miejsce przeprowadziła się z nimi Judy. Alf był na morzu i Stanleyowie uznali zapewne, że będzie z nimi tylko pomieszkiwał. Pozostałe cztery córki zdążyły do tego czasu wyjść za mąż i się wyprowadzić. Choć Judy nie wykazywała szczególnego zainteresowania macierzyństwem, John został poczęty, jak wspominał Alf, "w zimne styczniowe popołudnie 1940 roku na kuchennej podłodze"18, niedługo po tym, gdy w kraju zaczęto racjonować żywność.

Dziewięć miesięcy później Judy sama zjawiła się w szpitalu i urodziła dziecko. Albo nie powiedziała rodzinie, gdzie idzie, albo wszyscy zostali w domu z powodu bombardowań (a może nie chcieli nadstawiać karku dla dziecka Alfa Lennona). Nikt nie trzymał jej za rękę w poczekalni, nie troszczył się o jej bezpieczeństwo ani nie wyraził zainteresowania powitaniem jej dziecka. Wieczorem następnego dnia, 9 października o 18.30, po trzydziestu godzinach skomplikowanego porodu Judy - samotna i wyczerpana - w końcu wydała na świat zdrowego, trzykilogramowego chłopca. Trudno sobie wyobrazić, jak dziwnie musiała się czuć, kiedy, opuszczona przez męża, po raz pierwszy wzięła syna w ramiona. Miała dwadzieścia sześć lat i lubiła swoją wolność. Jak będzie wyglądało jej życie z dzieckiem? Nadała mu imię John, po ojcu i dziadku Alfa. W pamięci miała jeszcze radiowe przemówienie Churchilla z poprzedniego dnia, więc jako drugie imię wybrała Winston. Wyrażało ono ambiwalentny stosunek Judy do struktury klasowej, a jednocześnie skomplikowało wizerunek jej syna jako "bohatera klasy pracującej".

Tamtej nocy pielęgniarka zadzwoniła do domu Stanleyów i poinformowała: "Pani Lennon urodziła syna". Najstarsza siostra Judy, Mimi, zelektryzowana wieścią pobiegła do szpitala, aby zobaczyć niemowlę. Później pisała:

Na zmianę kucałam w bramach i puszczałam się pędem ile sił w nogach [...]. Byłam dosłownie przerażona. Komunikacja nie działała, ponieważ bombardowanie zaczynało się zawsze o zmierzchu. Wokół latały odłamki, słychać było kanonadę. Kiedy zrobiło się trochę spokojniej, wbiegłam na oddział w szpitalu i zobaczyłam ślicznego niemowlaczka.19

Wspomnienia Mimi opisywały chyba jedyną część miasta, gdzie tamtej nocy spadały bomby. W Liverpoolu bez wątpienia obowiązywała godzina policyjna i nie kursowały autobusy, ale zapisy historyczne wspominają o bombardowaniu Londynu oraz innego "miasta na północy", ale nie Liverpoolu.20 Niemniej opowieść Mimi ukształtowała tożsamość Lennona: dorastał w przekonaniu, że urodził się podczas nalotu bombowego i czuł się naznaczony imieniem Churchilla. Mimi napisała, że ledwo wzięła siostrzeńca na ręce, syreny obrony przeciwlotniczej zawyły ponownie. Pracownicy szpitala nalegali, aby zeszła do piwnicy lub wróciła do domu. Mimi wybrała to drugie. Wykończona Judy została w szpitalu. "Johna, podobnie jak pozostałe dzieci, położono pod łóżkiem"21.

Podczas tych kilku chwil, kiedy tuliła małego Johna, Mimi najnormalniej w świecie się w nim zakochała. Czy dlatego, że miała same siostry, a on był chłopakiem, czy dlatego, że sama nie miała dzieci? Z takiego czy innego powodu narodziny Johna zaspokoiły w Mimi jakąś potrzebę. Miała ją zresztą zaspokajać - często kosztem chłopca, którego w swoim mniemaniu chroniła - przez całe jego dzieciństwo. Do końca życia twierdziła, że od tych pierwszych chwil w szpitalu wiedziała, że to ona, a nie Judy, powinna być matką Johna. "Czy to nie straszne? - spytała, relacjonując tę historię Billowi Harry'emu, i sama sobie odpowiedziała: - Wcale nie, ponieważ Julia uznała takie rozwiązanie za całkowicie naturalne. Zwykła zresztą mawiać: "Ty jesteś jego prawdziwą matką. Ja go tylko urodziłam""22. Judy nie miała co prawda specjalnego serca do macierzyństwa, ale oddała siostrze syna dopiero kilka lat później. Po standardowym tygodniu połogu zabrała Johna do rodzinnego mieszkania przy Newcastle Road i pokazała go dziadkom. 12 października "Liverpool Echo" opublikowało ogłoszenie następującej treści: "Lennon - 9 października, w szpitalu, Julii (z domu Stanley), żonie ALFREDA LENNONA, Flota Handlowa (na morzu), urodził się syn, Newcastle Road 9".

Trzy tygodnie później "Cesarzowa Kanady" zawinęła do portu w Liverpoolu i Alf Lennon po raz pierwszy zobaczył syna. Z żoną i dzieckiem spędził kilka tygodni, po czym ponownie wypłynął na morze. Był to jedyny okres w życiu Johna, kiedy mieszkał w spokoju pod jednym dachem z matką i ojcem (choć znajdowali się tam również rodzice Judy). W ciągu następnych pięciu lat Alf spędził w Liverpoolu w sumie zaledwie trzy miesiące; sporą część tego czasu przesiedział z żoną i dzieckiem w schronie przeciwlotniczym albo na warcie w dokach, wypatrując pożarów wzniecanych przez bomby.23

Kulminacja bombardowań przypadła na maj następnego roku. Niemcy zrzucili wtedy na Liverpool dwa tysiące trzysta piętnaście bomb kruszących i sto dziewiętnaście zapalających, unieruchamiając połowę portów, zabijając tysiąc siedemset czterdzieści jeden osób i raniąc tysiąc sto pięćdziesiąt cztery. 3 maja Niemcy wysadzili statek "Makaland", zacumowany w porcie i wypełniony ponad tysiącem ton bomb oraz materiałów wybuchowych. Kiedy opadł pył eksplozji, doliczono się dwóch i pół tysiąca ofiar. Ponad pięćdziesiąt tysięcy liverpoolczyków straciło dach nad głową, a tyle samo należało przesiedlić poza granice narażonej na ciągłe niebezpieczeństwo metropolii. Dzieci, które pozostały w mieście, często osierocone, wychowywały się w ruinach. John zapamiętał, że bawił się w lejach po bombach.

W czerwcu 1941 roku Annie zmarła w wieku siedemdziesięciu lat. Dziadek George mieszkał odtąd sam w mieszkaniu przy Newcastle Road z Judy i Johnem.24 Nie bacząc na obecność ojca, Judy niefrasobliwie podchodziła do wychowania syna i przestrzegania przysięgi małżeńskiej. Przez miasto przepływała rzeka żołnierzy i marynarzy, wojenne romanse kwitły, więc Judy miała wiele okazji do złagodzenia niedogodności związanych z racjami żywnościowymi, odwrócenia uwagi od nalotów i wydobycia się z wojennego marazmu. Mimo że Alf przysyłał rodzinie większość zarobionych pieniędzy, po powrocie do domu często zastawał Johna u Mimi, a w mieszkaniu dostrzegał ślady obecności innych mężczyzn. Ponieważ wcześniej powiedział żonie, "aby korzystała z okazji i dobrze się bawiła" pod jego nieobecność, a sam zapewne nie unikał typowych dla marynarskiego życia "przysług" w innych portach, na niewierności żony reagował początkowo ze spokojem.

Kiedy John miał dwa lata, Mimi zaproponowała, aby Judy i chłopiec przeprowadzili się do chaty w Woolton przy Allerton Road 120a, stojącej za jej domem (zwanym Mendips), gdzie mieszkała ze swoim mężem George'em Smithem. Judy ochoczo skorzystała z okazji, aby uciec od ojca, który nie aprobował jej stylu życia. Jednak kolejna wizyta Alfa okazała się nieprzyjemna. Judy zdążyła się już przyzwyczaić do conocnych wycieczek do pubów i tancbud, więc wkrótce po powrocie Alfa zostawiła pod jego opieką Johna - "dla odmiany", jak się wyraziła - i wyszła na miasto sama. Wyminęła protestującego męża i opuściła dom w towarzystwie przyjaciółek.25

Następnego ranka Alf zrobił jej awanturę: powiedział, że jej matka wstydziłaby się za nią. Judy wylała mu na głowę kubek gorącej herbaty, Alf ją spoliczkował - jest to jedyny odnotowany przypadek przemocy w ich związku.26 Judy dostała krwotoku z nosa, a Alf zadzwonił do Mimi, żeby "wyklarować sytuację". Ale sytuacja nigdy nie wróciła do poprzedniego stanu. Kolejny kontrakt na statku zakończył się awansem: Alf został głównym stewardem na "Berengarii", która płynęła do Nowego Jorku. Miał poczucie, że jego kariera nabiera tempa, ale rejs przedłużał się w nieskończoność. Alf zobaczył Liverpool i swoją rodzinę dopiero osiemnaście miesięcy później.

Niedługo po wyjeździe Alfa z niewiadomych powodów Stanley przeniósł się do innych krewnych, a Judy przeprowadziła się z Johnem z powrotem do mieszkania przy Newcastle Road; chłopak był wtedy pełnym energii trzylatkiem. Judy mieszkała tam do końca wojny, zdołała nawet przepisać umowę najmu z jej ojca na Alfa. Żyli z przysyłanych przez niego pieniędzy, a Judy nadal wiodła bogate życie nocne i często wracała z pubu pijana. Bez większych skrupułów przyprowadzała do domu mężczyzn i sypiała z nimi pod obecność syna, może nawet we wspólnym łóżku. "Mama, jak to mama, każdej nocy owijała go kołdrą obok siebie w ich wielkim, podwójnym łóżku"27, wyjaśniała później przyrodnia siostra Johna, Julia.

Na pokładzie "Berengarii" talent wokalny Alfa uczynił z niego gwiazdę Świni i Gwizdka, baru dla załogi; występy marynarzy przychodzili obejrzeć nawet pasażerowie. Statki handlowe były w tamtych czasach ostoją subkultury i oferowały między innymi szeroki wachlarz przedstawień w wykonaniu drag queen. Podpokładzia statków okazywały się jedynym obszarem w kulturze Wielkiej Brytanii, gdzie geje mogli otwarcie prezentować swoje preferencje i upodobania; stworzyli nawet gwarowy język zwany parole, żartobliwe odgałęzienie slangu scouse.

Alf często pełnił funkcję konferansjera. Wyszukiwał talenty, prowadził przedstawienia, a między skeczami śpiewał piosenki. Kiedy czteroletni John zaczął wypytywać, czy ojciec przyjedzie do domu na Boże Narodzenie, Judy dała mu dołączony do ostatniego listu Alfa program, w którym jego ojciec figurował jako wykonawca Begin the Beguine. John był zafascynowany, ale Judy musiała ukrywać zaniepokojenie - listy, a wraz z nimi czeki, przestały przychodzić. W trakcie wojny większość statków handlowych przewoziła zaopatrzenie i uzbrojenie dla armii. Stawały się celem niemieckich U-Bootów i pływały w konwojach. Podczas wojny co dwudziesty "komercyjny" statek został zatopiony.28 Alfowi groziło równie wielkie niebezpieczeństwo co marynarzom pływającym na statkach wojennych.

Na szczęście to nie nazistowskie torpedy wpędziły Alfa w kłopoty, a hulaszczy tryb życia. W Nowym Jorku opuścił pokład "Berengarii" i miał zaokrętować się na trawler "Middle East", ale przegapił godzinę wypłynięcia statku, ponieważ całą poprzednią noc prześpiewał w jednym z portowych barów. (W Daddy Come Home Alf twierdzi, że padł ofiarą wyrafinowanego przekrętu. Właściciele statków mieli namówić pracowników do zgody na niższe zarobki obietnicami awansu, ale wyrolowali ich po dopłynięciu do Nowego Jorku.) Pozbawiony wizy i pracy Alf został internowany przez amerykański Urząd do spraw Imigracji i Naturalizacji i osadzony na wyspie Ellis, skąd nie miał jak skontaktować się z żoną. Odbierając jeden z comiesięcznych czeków, Judy dowiedziała się, że jej mąż "uciekł ze statku". Pozbawiona gotówki spodziewała się najgorszego: że Alf ją porzucił, zaginął na morzu albo zginął. Stanleyowie, w tym Mimi, robili przemądrzałe miny i kręcili głowami. Nawet jeśli żyje, mówili, nie można przecież na nim polegać. Bez przysyłanych przez Alfa czeków Judy dysponowała skromnymi środkami, zwłaszcza że jej ojciec nie mieszkał już przy Newcastle Road. W owym czasie zaczęły krążyć pogłoski, którym wiele lat później mocno zaprzeczała jej córka, że Judy zaczęła sypiać z mężczyznami za pieniądze.29 Niezależnie od tego, jak działo się naprawdę, dobro syna najwyraźniej nie należało do priorytetów Judy.

Tymczasem brytyjski konsulat w Nowym Jorku znalazł Alfowi pracę na parowcu "Sammex", co uchroniło go przed oskarżeniem o dezercję, które wytoczyłyby mu amerykańskie władze. Spotkała go jednak degradacja, a "Sammex" przewoził "gorący" towar - alkohol i papierosy. Kiedy w Afryce Północnej na pokład wkroczyła policja, skonfiskowano kontrabandę, a Alf został zatrzymany za "kradzież i przywłaszczenie dóbr". Trafił do więzienia na trzy miesiące, skąd nie pozwolono mu wysłać pieniędzy Judy. Ostatecznie powrócił do Liverpoolu na pokładzie statku "Monarch of Bermuda", który zawitał do portu pod koniec wojny, w połowie 1945 roku.

Jeżeli Alf spodziewał się radosnego powitania, musiał być zawiedziony. Nie znalazł Judy w mieszkaniu przy Newcastle Road, a John przebywał pod opieką sąsiadów. Kiedy żona Alfa wróciła do domu koło północy, spostrzegł, że jest w dość wyraźnej ciąży. Osłupiałego męża poinformowała, że zgwałcił ją żołnierz. Początkowo nie chciała zdradzić jego nazwiska, ale Alf naciskał i w końcu ustąpiła. Alf poszedł od razu do koszar w Cheshire, skąd przytargał do miasta niejakiego "Taffy'ego" Williamsa, aby "wyjaśnić sprawy". Williams oświadczył, że wcale nie zgwałcił Judy i przysiągł, że nieustająco ją kocha. Historyjka z gwałtem szybko okazała się fałszywa: Judy i Williams spotykali się od ponad dziewięciu miesięcy. Ale kiedy Alf skonfrontował mężczyznę z żoną, Judy tylko się roześmiała i wyrzuciła kochanka z domu.

Drugie dziecko zmieniło układ sił w rodzinie. Alf wielkodusznie oświadczył, że pozostanie u boku Judy i pomoże wychować nowe dziecko. Ona odmówiła. Co dziwne, poparł ją Stanley, który zignorował propozycje Alfa, Mimi, a nawet Williamsa - wszyscy oni zaofiarowali się, że wezmą dziecko na wychowanie - a ponieważ nie zamierzał skazywać dwójki pozbawionych ojca dzieci na opiekę wiecznie nieobecnej, lekkomyślnej matki, domagał się oddania dziecka do adopcji. Mimi załatwiła siostrze miejsce w Elmswood, schronisku prowadzonym przez Armię Zbawienia przy North Mossley Hill Road. Judy urodziła córeczkę 19 czerwca 1944 roku, niecałe dwa tygodnie po lądowaniu aliantów w Normandii. Nadała jej imiona Victoria Elizabeth (czyżby tak patriotyczne imiona pomogły Judy w legitymizacji potomstwa?), po czym pozwoliła ją zaadoptować norweskiemu marynarzowi. (W 1998 roku Norweżka Ingrid Pedersen przedstawiła wiarygodne dowody, że jest przyrodnią siostrą Johna Lennona.30) Judy zabroniła Alfowi kiedykolwiek wspominać o dziecku. W swoich pamiętnikach Alf pisze, że oddanie dziecka na zawsze zmieniło osobowość jego żony, a sam przywiązywał do tego zdarzenia olbrzymią wagę i musiał je uważać za punkt zwrotny w małżeństwie. Z innych relacji wynika, że Judy pozostała sobą, a od Alfa zaczęła się oddalać znacznie wcześniej.

9 października 1944. Jedna z serii czterdziestu ośmiu fotografii i wykonanych jedna po drugiej kamerą Polyfoto w czwarte urodziny Johna.

Z różnych wersji historii rodzinnej nie wynika jednoznacznie, czy niemal pięcioletni John wiedział o ciąży matki i czy rozumiał, co się stało z dzieckiem. Większość dzisiejszych pięciolatków pojmuje istotę ciąży i potrafi rozpoznać ciężarną kobietę. Wiele osób opisało Lennona jako uważnego, bystrego, ciekawego świata chłopca, wydaje się więc mało prawdopodobne, aby nie zdawał sobie sprawy z tak znaczącego wydarzenia w rodzinie. Choć Mimi Smith upiera się, że zatajono przed nim prawdę, być może sama chciała w to wierzyć. Jeżeli John rzeczywiście orientował się w sytuacji, mogło to wzmocnić w nim poczucie niepewności, a nawet zagrożenia. Skoro jego matka oddała obcej osobie swoje dziecko - może pewnego dnia pozbędzie się również jego?

Tuż przed piątymi urodzinami Johna, jesienią 1945 roku, występująca w roli matki Mimi zapisała go do przedszkola Mosspits Lane. Na wiosnę został stamtąd wyrzucony, ponieważ stwarzał poważne problemy wychowawcze. Wynikałoby z tego, że już wtedy był zagubiony i przepełniony gniewem; zanim jeszcze Julia oddała inne dziecko. Nigel Walley, kolega z przedszkola, tak to zapamiętał: "Johna wydalili za zakłócanie spokoju... Pamiętam, że znęcał się nad dziewczyną o nazwisku Polly Hipshaw"31.

Po narodzinach Victorii Alf, uznawszy, że jego małżeństwo znów ma się nieźle, wypłynął w morze. Zniknął na długo, a kiedy w marcu 1946 roku powrócił na Newcastle Road, sprawy ponownie miały się inaczej: Stanley senior wprowadził się z powrotem i usunął nazwisko Alfa z umowy najmu. Mieszkał tam jeszcze ktoś: nowy chłopak Judy, kelner Bobby Dykins, pracujący w tym samym hotelu Adelphi, w którym Alf był w przeszłości boyem. Tajemnicą pozostaje, dlaczego Stanley zgodził się mieszkać pod jednym dachem z kochankiem zamężnej córki; można przypuszczać, że pogarda dla Alfa przewyższała dezaprobatę dla Dykinsa.

Na nową sytuację Alf zareagował następująco: wyrzucił Dykinsa z domu i dał teściowi dobę na wyniesienie się. W czasie swojej nieobecności wspierał Judy finansowo, uznał więc, że przysługują mu z tego powodu pewne prawa. Ale tym razem Judy się zbuntowała i oświadczyła, że w tej sytuacji ona również się wyprowadza. Alf nie potraktował jej słów poważnie, ale kiedy obudził się następnego dnia rano, z mieszkania wynoszono właśnie połowę mebli. Błagał żonę, aby została, jeśli nie dla swojego dobra, to dla dobra ich dziecka. We wspomnieniach - zawierających jedyną wersję tej rozmowy - Alf w ten sposób opisuje odpowiedź Judy: "A jaką to będzie dla niego stanowiło różnicę?". Przypomniała mu, że John i tak widuje ojca sporadycznie. "Morze zawsze było dla ciebie ważniejsze niż my". Winą za rozpad związku obarczyła jego nieszczęśliwe przygody w Nowym Jorku i Maroku. "Nie można tak po prostu zniknąć na osiemnaście miesięcy i oczekiwać, że wszystko będzie po staremu"32.

Judy zabrała Johna i zamieszkała z Dykinsem w maleńkim mieszkaniu z jedną sypialnią po drugiej stronie miasta, w Gatecare. Alf uznał, że jego małżeństwo rozpadło się na dobre, a ponieważ był wściekły z powodu zachowania żony, za radą swojego brata Sydneya zatrudnił prawnika, który umieścił w lokalnych gazetach ogłoszenia stwierdzające, że Alfred Lennon przestaje od tej pory odpowiadać za długi swojej żony.33 Tymczasem pobyt Judy w Gatecare okazał się krótkotrwały: po kilku miesiącach Judy, John i Bobby Dykins wrócili pod numer 9 przy Newcastle Road.

Nie był to bynajmniej ostatni zwrot akcji w tej historii. W maju 1946 roku, na kilka godzin przed wypłynięciem w morze z Southampton na pokładzie "Queen Mary", Alf odebrał telefon od Mimi Smith. W jej domu pojawił się John, który przeszedł na piechotę trzy kilometry z Newcastle Road do Mendips, ponieważ nie chciał dłużej mieszkać z Judy i Dykinsem. Mimi podała Johnowi słuchawkę, a chłopiec zaczął błagać ojca, aby nie wyjeżdżał. Alf wyjaśnił, że jeśli nie wsiądzie na pokład, straci pracę (wciąż starał się odzyskać zaufanie pracodawcy po aresztowaniach w Nowym Jorku i Afryce). Kazał Johnowi zostać u ciotki Mimi i obiecał, że to nie potrwa długo.34

Wrócił do Anglii w czerwcu. Statek zacumował w Southampton i Alf pojechał prosto do Mendips po Johna. Mimi położyła już dziecko do snu, zaprosiła więc Alfa do kuchni na herbatę, gdzie drobiazgowo wyliczyła wydatki poniesione na opiekę nad chłopcem. Alf wręczył jej dwudziestofuntowy banknot i zgodził się przenocować. Ledwie przyłożył głowę do poduszki, podjął decyzję: zabierze Johna ze sobą. Rano poinformował Mimi, że jedzie z Johnem na krótkie wakacje do Blackpool, kurortu położonego około pięćdziesięciukilometrów na północny zachód od Liverpoolu. Mimi miała wątpliwości. Judy wyjechała z miasta "na krótką wycieczkę" - nie wiadomo dokąd ani z kim. We wspomnieniach Alfa Mimi przyznaje, że John pomieszkiwał u niej przez poprzednich dziewięć miesięcy. Być może już wtedy miała nadzieję, że zatrzyma go u siebie na zawsze. Teraz obawiała się, czy powinna wydać dziecko pod nieobecność Judy. Niemniej Alf był jego ojcem i być może głupio jej było odmówić po tym, jak przyjęła od niego pieniądze.

Kiedy John się obudził, usłyszał od Mimi, że poprzedniego wieczoru przyjechał do niego ojciec. Pobiegł na górę i wskoczył do łóżka Alfa. Oczywiście znał ojca, ale jego wszystkie poprzednie wizyty kończyły się kłótniami z Judy, zaburzeniem rytmu życia Johna, a często także przeprowadzkami. Podczas rzadkich wizyt Alfa na lądzie w czasie pierwszych pięciu lat życia chłopca John nie miał szansy zżyć się z ojcem. Judy opowiadała mu tylko o dziesięcioletnich zalotach i że w tamtych czasach "nieustannie robili jakieś wygłupy i ciągle się śmiali". Z kolei listy i pocztówki przysyłane przez Alfa wypełniły głowę Johna obrazami egzotycznych podróży. Teraz ojciec w końcu przyjechał tylko do niego, a na dodatek zapowiedział, że wybierają się na wspaniałe wakacje.

Czy jakikolwiek inny pięciolatek dostał kiedyś bardziej kuszące zaproszenie? John błagał ciotkę, żeby go puściła. Mimi zapakowała mu trochę rzeczy i chłopiec podążył za Alfem. Czuł się, jakby śnił na jawie.

Blackpool od dawna uchodziło za ulubiony nadmorski kurort robotników, marynarzy i ich rodzin z okolicznych miast przemysłowych. Było to Atlantic City zachodniego wybrzeża Wielkiej Brytanii. Przyciągało promenadą, kolejkami górskimi, parkiem rozrywki i sklepikami. Zbudowana w 1894 roku wieża była repliką paryskiej wieży Eiffla, a na trzech molach królowali drobni sprzedawcy. Urlopowicze chętnie przechadzali się po promenadzie, bawili się w morzu i odwiedzali wesołe miasteczko zbudowane w amerykańskim stylu.35 Choć w 1946 roku Blackpool lata świetności miało już za sobą, wciąż można się tam było przejechać kolejką, pobawić w lunaparku, dosiąść osiołka i wygrać jakąś nagrodę. Dramatopisarz John Osborne wybrał nieprzywołane z nazwy Blackpool na miejsce akcji swojej sztuki Music-hall z 1957 roku; miało symbolizować upadek imperium w czasie kryzysu sueskiego w 1956 roku. W jednej ze swoich wielkich tragicznych ról (która przeszła do historii za sprawą filmu Tony'ego Richardsona z 1960 roku) Laurence Olivier odegrał odrażającego, starzejącego się komika rewiowego Archiego Rice'a, a wiele rysów tej postaci można dopatrzyć się w Alfie - kabotyn mający najlepsze lata za sobą, próbujący utrzymać się na powierzchni w mieście tonącym pod ciężarem minionej chwały.

Dla pięcioletniego chłopca, przyzwyczajonego do niewygód wojny, Blackpool musiało wydawać się rajem na ziemi. Alf jednym posunięciem wyciągnął Johna z fizycznego i emocjonalnego gruzowiska, jakim było życie w Liverpoolu. Na skąpanym w słońcu wybrzeżu mógł zajadać cukierki i bawić się od rana do wieczora. Wojna dobiegła końca i ojciec wreszcie znalazł czas dla syna.

Rzecz w tym, że Alf nie powiedział Mimi całej prawdy. Pewien znajomy marynarz, niejaki Billy Hall, zamierzał przenieść się do Nowej Zelandii - Alf postanowił pójść w jego ślady i zabrać ze sobą Johna. Po dwóch odsiadkach w więzieniu i rezygnacji z dalszych prób ratowania małżeństwa z Judy Alf zamierzał rozpocząć nowe życie. Judy i tak nie opiekowała się chłopcem w należyty sposób. We wspomnieniach Alf pisał tak: "Wyjechałem z Johnem do Blackpool i nie zamierzałem kiedykolwiek powrócić".

Alf zabrał Johna do mieszkania rodziców Billy'ego Halla w Blackpool i zaczął przygotowania do zrobienia tego wielkiego kroku. Aby sfinansować podróż, musieli z Billym opchnąć trochę towaru. "W tamtym czasie, tuż po wojnie, interes kręcił się sam - pisał później Alf. - Robiłem wiele przekrętów, głównie wprowadzając na czarny rynek rajstopy. Podejrzewam, że w Blackpool wciąż sprzedają towar, który zdobyłem za łapówki"36. W pewnym momencie Alf musiał wyjechać na kilka dni z miasta. Johna zawiózł do znajdującego się w pobliżu domku letniskowego swojego brata Sydneya. John był przyzwyczajony do takich sytuacji, ponieważ Judy wielokrotnie zostawiała go w domu Sydneya w Liverpoolu. Po powrocie Alf zaczął snuć wizje ich wspólnej przyszłości za granicą.

Większość biografii Lennona niespecjalnie daje wiarę relacji Alfa, którego punkt widzenia poznaliśmy dopiero w 1990 roku, kiedy jego druga żona opublikowała wspomnienia męża - niemal czternaście lat po śmierci męża i dziesięć lat po śmierci Johna. Wcześniej za obowiązującą uznawano relację Mimi Smith. W jej wersji wydarzeń Alf był ordynusem z marginesu społecznego, który zrobił dziecko Judy, a później powrócił do życia pozbawionego perspektyw włóczęgi. Do Blackpool pojechał, aby zbudować czarny rynek bielizny ze swoim szemranym kumplem Hallem, a Johna zostawił u brata. Zdaniem Mimi Alf bynajmniej nie zamierzał uratować Johna, tylko podrzucił go krewnym dokładnie tak samo, jak robiła to Judy. A skoro John miał już trafić do kogoś z rodziny, to Mimi chciała, by padło na nią.

W ocenie Alfa z postępowania Judy nie wynikało, aby specjalnie zależało jej na synu. Mimo to chyba szczerze ją kochał, a nawet brał na siebie część odpowiedzialności za jej zachowanie. Mimo kolejnych zdrad Judy zawsze był gotów odbudować związek. Kiedy w końcu zdecydowanie go odrzuciła, Alf doszedł do wniosku, że ma takie samo prawo do wychowywania syna, uważał zresztą, że nie poradzi sobie gorzej. Trudno ocenić, czy rzeczywiście sprawdziłby się w tej roli; sam przecież w dzieciństwie nie miał stabilnego domu rodzinnego. Pewnego dnia podczas spaceru po plaży w Blackpool Alf zatrzymał się, aby zapalić papierosa, a biegnący przodem John akurat w tej chwili wpadł do głębokiego rowu, z którego nie potrafił się samodzielnie wydostać. Alf nie widział miejsca, w którym zniknął syn, i przez następnych pięć minut biegał zdezorientowany po plaży, zanim dostrzegł go w rozpadlinie. John był przestraszony, ale nic mu się nie stało.37 Choć to zdarzenie nie świadczy dobrze o Alfie, fakt, że sam o nim wspomina, podnosi wiarygodność pozostałej części relacji.

Długość wakacji w Blackpool jest sprawą dyskusyjną, niemniej trwały chyba nie dłużej niż trzy tygodnie. Zakończyły się nagle 26 czerwca, kiedy Judy zapukała do drzwi Billy'ego Halla. Miejsce pobytu męża ustaliła na podstawie kart pracy robotników portowych. Przybyła zabrać swojego syna. Alfa zatkało: za kilka dni miał wypłynąć do Nowej Zelandii i ostatnią osobą, którą podejrzewał o pokrzyżowanie mu planów, była jego beztroska żona.

Judy towarzyszył Dykins; kiedy weszła na górę, czekał w nerwach pod bramą. Alf zapamiętał, że Judy zachowywała się dziwnie i unikała jego wzroku. Wydawała się nietypowo potulna; jej ognista i wyzywająca osobowość jakby schowała się w cieniu. Normalnie zawsze nosiła się ekstrawagancko, tymczasem tamtego dnia miała na sobie "źle dopasowane" ubranie, w którym wyglądała wręcz na matronę - a to zupełnie nie pasowało do wizerunku dziewczyny, którą wiele lat wcześniej poznał Alf, oraz "koszmarnie" nieodpowiedzialnej matki, którą opisała mu Mimi.38 Czy Judy włożyła bardziej stonowany strój, aby przekonać Alfa do szczerości swojego zamiaru ponownego zaangażowania się w wychowanie syna? A może dziwne wyciszone zachowanie wynikało z niezdecydowania, czy faktycznie słusznie postępuje, domagając się oddania Johna? Czy zabrała Dykinsa, aby wspierał ją moralnie i pomógł obronić się przed urokiem Alfa, czy żeby przypomnieć mu o swojej stabilnej sytuacji życiowej, o życiu niemającym nic wspólnego z Alfem i jego dzieckiem?

Alf odesłał Johna do kuchni, aby posiedział z rodzicami Halla, tymczasem on i Judy zaczęli rozmawiać. Błagał, żeby do niego wróciła. Zapewnił, że nadal ją kocha. Przekonywał, że ich ponowne zejście się byłoby korzystne dla chłopca. We trójkę mogliby rozpocząć w Nowej Zelandii wszystko od zera. "Widziałem, że Judy wciąż mnie kocha", napisał we wspomnieniach. Ale odmówiła. Pogodzenie się z Alfem nie wchodziło w grę. Zaprezentowała się jako zrównoważona kobieta, gotowa podjąć wyzwanie i zapewnić Johnowi prawdziwy dom, którego tak bardzo potrzebował. Związała się z nowym mężczyzną i sama zamierzała zacząć wszystko od początku z Dykinsem, między innymi urodzić mu dzieci.

Zapanował pat, a dwoje dorosłych ludzi, którzy chwilę wcześniej zobowiązywali się otoczyć syna jak najlepszą opieką i zapewnić mu możliwie najlepsze dzieciństwo, zdecydowało się na szokująco okrutne rozwiązanie. Alf zawołał Johna. Chłopiec przybiegł z kuchni, wskoczył ojcu na kolana i zapytał, czy mama z nimi zostanie, czy wyjadą w trójkę. Alf zaprzeczył. John ma zdecydować, z którym rodzicem chce zostać. Kogo woli: tatusia czy mamusię? Czy chciałby u boku ojca wyjechać za granicę i ruszyć na spotkanie wspaniałej przygodzie w Nowej Zelandii, czy też wrócić do domu z matką (do szarego Liverpoolu), do znanego sobie życia (i poczucia braku przynależności)?

Dwoje dorosłych wyczekiwało na decyzję pięciolatka - byli gotowi uszanować jego wybór - tymczasem jego świat musiał się zawalić w gruzy. Jeżeli nigdy nie miałeś prawdziwego ojca, a twoja matka to kobieta wesoła i wrażliwa, ale niesolidna i skupiona na sobie; jeżeli twój ojciec jest fascynującym podróżnikiem, ale nigdy nie ma go w domu; jeżeli kochasz swoją matkę, bo w końcu to twoja matka, ale jest ona kobietą nieobliczalną (nawet jeśli czarująco tajemniczą); jeżeli zdajesz sobie sprawę, że wybrawszy matkę, tak naprawdę nie będziesz miał matki, a wybrawszy ojca, dostaniesz... no właśnie, co dostaniesz?; jeżeli widziałeś, jak twoja matka oddała swoje drugie dziecko; jeżeli miałeś za sobą wakacje u boku jedynego mężczyzny, który był tylko i wyłącznie twój - biorąc to wszystko pod uwagę, kogo wybierasz? John, przez wszystkich opisywany jako wrażliwe dziecko, mógł przeczuwać, że każdy wybór przyniesie tragiczne konsekwencje: każdy w istocie oznaczał porzucenie drugiego rodzica.

John wybrał Alfa. Siedział u niego na kolanach i miał za sobą kilka najszczęśliwszych tygodni życia, które spędził u jego boku. Zresztą propozycja ojca, choć oparta na domysłach, prawdopodobnie wydawała się bardziej kusząca niż jakiekolwiek wspomnienie związane z matką. Judy zapytała go ponownie, a kiedy John powtórzył to samo, wstała, pożegnała się i wyszła. Przy bramie podeszła do Dykinsa i razem ruszyli ulicą. Zrzuciwszy na zdezorientowanego pięciolatka obowiązek wyboru własnego losu, Judy była gotowa odejść z innym mężczyzną i ostatecznie porzucić dziecko; pozwalała mu na podróż na drugi koniec świata z pełną świadomością, że może go już nigdy nie zobaczyć.

John wybrał Alfa. Siedział u niego na kolanach i miał za sobą kilka najszczęśliwszych tygodni życia, które spędził u jego boku. Zresztą propozycja ojca, choć oparta na domysłach, prawdopodobnie wydawała się bardziej kusząca niż jakiekolwiek wspomnienie związane z matką. Judy zapytała go ponownie, a kiedy John powtórzył to samo, wstała, pożegnała się i wyszła. Przy bramie podeszła do Dykinsa i razem ruszyli ulicą. Zrzuciwszy na zdezorientowanego pięciolatka obowiązek wyboru własnego losu, Judy była gotowa odejść z innym mężczyzną i ostatecznie porzucić dziecko; pozwalała mu na podróż na drugi koniec świata z pełną świadomością, że może go już nigdy nie zobaczyć.

Kilka sekund później spanikowany John wybiegł z domu i rzucił się w pogoń za Judy. Jaki pięciolatek pozwoliłby odejść matce, nawet tak niefrasobliwej? No więc pobiegł za nią. Tym razem to Alf się od niego odwrócił. Nie próbował zatrzymać syna. Zapewnił chłopakowi kilka tygodni zabawy, zasypywał go cukierkami i zabawkami, a mimo to John nie zdecydował się zostać z nim? Jak nie, to nie. Alf nie zmienił planów i nie pozostał w Anglii, aby znajdować się bliżej syna. Wyjechał z Hallem do Nowej Zelandii, a później nadal podróżował po świecie. Jego matka również go porzuciła, kiedy miał kilka lat - w jego świecie porzucanie dzieci i oddawanie je innym ludziom na wychowanie było czymś normalnym. Dał chłopcu szansę na życie u boku ojca, ale mały wybrał inne rozwiązanie. Później wspominał, że tamtego wieczoru podczas występu w pubie miał łzy w oczach i zmienił tekst piosenki z My Little Pal na My Little John. Mimo to nie podjął żadnej próby skontaktowania się z synem do czasu, gdy ten stał się sławny. Dopiero wtedy - osiemnaście lat później - przyszedł na plan A Hard Day's Night.39

Traumatyczne konsekwencje wydarzeń w Blackpool odbiły się raz jeszcze czkawką w Liverpoolu. Choć zapewne to Mimi zmobilizowała Judy do odzyskania Johna, sama musiała uważać, że chłopak należy do niej. Była zdegustowana, że Judy zamieszkała z innym mężczyzną, choć wciąż formalnie pozostawała żoną Alfa i wychowywała jego syna. Nawet jeśli taki układ pasował Judy, jaki los czekał dziecko? Judy najwyraźniej miała w nosie z trudem wypracowaną reputację Stanleyów. Mimi postanowiła przejąć opiekę nad siostrzeńcem, nawet jeśli w tym celu musiałaby wydrzeć go z rąk matki. Wychowywanie się w normalnym domu z zastępczymi rodzicami uznała za lepsze od dorastania w niepełnej rodzinie u boku nieprawowitego ojczyma. Przecież John uciekł stamtąd jeszcze przed wakacjami w Blackpool (wiemy o przynajmniej jednym takim przypadku), czym pokazał, że źle się czuje w towarzystwie nowego chłopaka matki.

Mimi powiadomiła urząd opieki społecznej w Liverpoolu, że jej siostra jest "niezdolna do bycia matką". Choć przedstawiciel tej instytucji odwiedził mieszkanie przy ulicy Newcastle dwukrotnie tamtego lata 1946 roku, dopiero podczas drugiej wizyty zauważono brak oddzielnego łóżka dla Johna. Opieka społeczna zagroziła, że jeśli Judy nie zapewni chłopcu nowego miejsca do spania, syn zostanie jej odebrany. Wtedy Judy po raz ostatni odesłała Johna do Mimi. Zrezygnowała w ten sposób z prawa do wychowania dziecka, ulegając nieustępliwej presji siostry. Dykins był zadowolony z takiego rozwiązania, ponieważ żywił naturalne pragnienie założenia własnej rodziny.40

Mimi Smith miała uzasadnione powody do niepokoju o życie domowe Johna, ale jej pobudki można przedstawić jako połączenie szczerego współczucia i egoizmu. Powstał w ten sposób drugi poziom zawłaszczenia i rywalizacji o chłopca, który tamtego października 1946 roku skończył sześć lat. Pytania, z którymi zmaga się dziecko na tym etapie rozwoju emocjonalnego - Gdzie przynależę? Kto się o mnie zatroszczy? Gdzie mogę czuć się bezpiecznie? - pojawiły się w młodym umyśle Johna i wzbudziły dezorientację. John Lennon, zrodzony w rozpadającym się małżeństwie lekkomyślnej imprezowiczki i wiecznie nieobecnego marynarza, rozpoczął życie jako osoba pozbawiona korzeni. Przerzucany z mieszkania do mieszkania, oddawany nieustannie pod opiekę zaborczej ciotki albo któregoś z wujków, przeprowadzał się co najmniej pięciokrotnie przed ukończeniem piątego roku życia. Choć w szkole sprawiał kłopoty, wielu dorosłych, którzy poznali Johna w tamtym okresie, opisało go później jako uroczego, radosnego chłopca. Z ofertą adopcji wystąpiło poza Mimi Smith jeszcze kilka osób, w tym wuj Sydney i rodzice Billy'ego Halla. Nie ulega jednak wątpliwości, że w sposób fundamentalny i oczywisty musiał czuć się niechciany.

Jesienią 1946 roku Lennon wprowadził się do znanej sobie sypialni w Mendips. W późniejszych latach matkę widywał sporadycznie. Mimi Smith opowiadała, że początkowo pytał o mamę, ale ona unikała jednoznacznych odpowiedzi. "Nie chciałam zdradzać mu szczegółów - wyjaśniła. - Jakbym mogła? Był taki szczęśliwy. Postąpiłabym źle, mówiąc: twój ojciec to niedobry człowiek, a matka znalazła sobie innego"41. Choć sam Lennon nigdy nie wspominał o wydarzeniach z Blackpool w żadnym wywiadzie ani tekście, wypowiedział się na temat jego następstw. "Szybko zapomniałem ojca - przyznał. - Zupełnie jakby zmarł. Matkę widywałem od czasu do czasu i uczucie do niej nigdy zupełnie nie wygasło. Często o niej myślałem, choć nie zdawałem sobie sprawy, że mieszka nie więcej niż dziesięć, piętnaście kilometrów ode mnie. Mimi zawsze twierdziła, że matka żyje gdzieś daleko"42.

Judy i Dykins wkrótce przeprowadzili się z maleńkiego mieszkania przy Newcastle Road do większego w Allerton. Urodziły im się dwie córki: w 1947 roku Julia, a dwa lata później Jacqueline. Nigdy się nie pobrali. Ich mieszkanie, mieszczące się pod numerem 1 na Blomfield Road w osiedlu domów komunalnych Spring Wood, znajdowało się po przeciwnej stronie pola golfowego Allerton co Mendips, nieopodal nowszego osiedla mieszkań komunalnych, gdzie niewiele później wprowadziła się rodzina McCartneyów.

Przedmowa

Spotkanie dwóch wielkich świętych to lekcja pokory. Jakże długo musiał walczyć, aby dowieść swojej świętości...

Paul McCartney, dedykacja na płycie Two Virgins, 1968

Kiedy w listopadzie 1968 roku John Lennon zaprezentował pozostałym Beatlesom projekt okładki do albumu Unfinished Music No. 1: Two Virgins, wszyscy się wzdrygnęli. Słowa McCartneya zostały umieszczone pod zdjęciem Lennona i jego ukochanej Yoko Ono, stojących nago na tle łóżka, w którym najwyraźniej dopiero co się kochali. Wyniosły prezes EMI, sir Joseph Lockwood, określił zdjęcie Johna i Yoko mianem "paskudnego" i odmówił wprowadzenia płyty na rynek. Ze współpracy wycofało się również amerykańskie studio Capital Records, a kiedy płyta trafiła do Stanów Zjednoczonych za pośrednictwem niezależnego dystrybutora, władze stanu New Jersey skonfiskowały trzydzieści tysięcy kopii, nazywając okładkę "obsceniczną". Kontrowersje wzbudziła również nagrana na krążku eksperymentalna muzyka. Nikt nie mógł zrozumieć, dlaczego Lennon próbuje doprowadzić do wizerunkowej katastrofy, jaką było porzucenie brytyjskiej żony i dzieci dla Amerykanki japońskiego pochodzenia, "artystki konceptualnej", zwłaszcza w przededniu ukazania się pierwszego po osiemnastomiesięcznej przerwie albumu Beatlesów, podwójnego The White Album (pierwotnie The Beatles).

Z czasem skandaliczny wydźwięk fotografii osłabł: Lennon rozkruszał mit Beatlesów, obnażając płytkość i bezsens gwiazdorstwa, mimo że w tym samym czasie zespół wspinał się na nowe artystyczne wyżyny. Była to pierwsza z wielu kampanii medialnych, które Lennon rozpętał, aby wymiksować się z zespołu.

W lipcu 1968 roku, kiedy powstała ta nonszalancka fotografia, Beatlesi mozolnie brnęli przez sesje nagraniowe do The White Album. W studiu panowała tak "toksyczna" atmosfera, że wściekły technik EMI Geoff Emerick zrezygnował z pracy. Niedługo po nim odszedł perkusista Ringo Starr. Lennon i McCartney od dłuższego czasu nie pisali wspólnie piosenek, choć indywidualne kompozycje nadal nosiły charakterystyczny lennonowsko-mccartneyowski rys. W ich relacji coraz częściej zamiast artystycznej rywalizacji dominował nieskrywany konflikt. To również wtedy zespół zaprotestował przeciwko pierwszej wersji Revolution Lennona, nazywając ją zbyt wolną; nawet wersja znacznie bardziej płomienna zasłużyła zaledwie na stronę B singla Hey Jude McCartneya, którym zespół powrócił tamtego lata.

Pogłębiający się konflikt zbiegł się w czasie z antagonizującą obecnością Yoko Ono. Lennon nie mógł wybrać bardziej pasywno-agresywnej metody popsucia atmosfery w zespole. Yoko przesiadywała w studiu nie tylko podczas nagrań, lecz również prywatnych sesji oraz spotkań biznesowych firmy Apple. Wypowiadała się w taki sposób, jakby była faktycznym członkiem zespołu. Podobnymi przywilejami nie cieszyły się nawet "żony Beatlesów". Yoko paradowała swobodnie po studiach EMI, choć nie została nawet przedstawiona George'owi Martinowi, producentowi Beatlesów.

Tyle że Lennona i Ono łączyła już wtedy nierozerwalna więź.

Dziś, mniej więcej czterdzieści lat po rozpadzie zespołu, legenda Johna Lennona urosła do mitu o całkowicie odmiennym charakterze niż ten, który uczynił z niego międzynarodową gwiazdę rocka i który on sam odrzucił na ostatnich pięć lat życia, aby skupić się na wychowywaniu syna Seana. W radiu śpiewa do nas z wyidealizowanej Wieży Piosenki, zatrzymany w czasie i wspomnieniach niczym Buddy Holly czy Eddie Cochran, ci artystyczni męczennicy, którzy ukształtowali go w okresie dojrzewania.

Pozostali trzej Beatlesi spotkali się ponownie w połowie lat dziewięćdziesiątych, aby opowiedzieć swoją wersję historii w nostalgicznym serialu dokumentalnym i książce Anthology. W 2000 roku album 1 z największymi przebojami zespołu uzyskał status najszybciej sprzedającej się płyty CD w historii i doszedł do pierwszego miejsca na listach przebojów w dwudziestu ośmiu krajach. Na całym świecie sprzedało się trzydzieści jeden milionów egzemplarzy 1. W Stanach Zjednoczonych stał się najlepiej sprzedającym się albumem dekady - kiedy dobiegła końca, Beatlesi okazali się najlepiej sprzedającym się zespołem nowego tysiąclecia. (Był to ostatni album, którego wydanie nadzorował osobiście gitarzysta George Harrison; zmarł w 2001 roku.) W 2006 roku Cirque du Soleil stworzył spektakl Love z muzyką Beatlesów i dawał sześć spektakli tygodniowo w teatrze w Las Vegas, gdzie nagłośnienie zostało specjalnie dostosowane przez George'a Martina i jego syna Gilesa. Zremiksowany soundtrack okazał się kolejnym wielkim przebojem.

Sam Lennon oczywiście już dużo wcześniej zapracował sobie na nieśmiertelną sławę. Jego duch unosił się nad każdą klatką serialu Anthology, a pamiętne wypowiedzi sprzed lat nabrały nowego znaczenia: Lennon nigdy nie wziąłby udziału w tak laurkowym, sentymentalnym projekcie mającym na celu scementowanie mitu, który za życia z takim poświęceniem rozkruszał. Jego post-Beatlesowski bunt miał wymiar osobisty i estetyczny: najpierw uciekł z Yoko Ono i ożenił się z nią tydzień po ślubie McCartneya z Lindą Eastman, a potem rozpaczał nad rozpadem Beatlesów (w albumie Plastic Ono Band z lat siedemdziesiątych), mimo że przyczynił się do niego swoimi zakulisowymi działaniami. Odbudował wizerunek pacyfisty/politykiera, drwiąc z dawnego kolegi McCartneya (w How Do You Sleep), a na początku lat siedemdziesiątych przeszedł stereotypową fazę "zapijaczonego celebryty". W końcu wygrał długą batalię imigracyjną z administracją Nixona, po czym na pięć lat zawiesił działalność, osiadłszy na brzegach krainy Monogamia i Ojcostwo. Jego zabójstwo w 1980 roku przynajmniej na jakiś czas położyło kres pogłoskom o powrocie Beatlesów.

Jesienią 2009 roku wszystkie albumy Beatlesów z lat sześćdziesiątych zostały zremasterowane do cudownie klarownej cyfrowej postaci, zastępując rażące płaskim dźwiękiem składanki wydawane na płytach CD od końca lat osiemdziesiątych. Kolekcja wywindowała mit Lennona oraz jego beatlesowską spuściznę na kolejne wyżyny, ponownie rozbudzając entuzjazm wiernych fanów i pozyskując szerokie grono młodych słuchaczy. Uczeni, od kilku dekad analizujący nagrania, usłyszeli nieznane niuanse, nie wspominając o innym brzmieniu partii wokalnych i instrumentalnych. Na pierwszy plan wysunęły się nowe wątki, a nierozwikłane tajemnice zostały oświetlone z różnych stron. Idealnie współbrzmiące harmonie w This Boy i Nowhere Man zabrzmiały z pełną wyrazistością; gitarowe solówki McCartneya w Taxman i Good Morning Good Morning nagle wydały się bogatsze, odważniejsze i całkowicie współczesne. Wraz z drobiazgowymi kronikami sesji nagraniowych opisanymi w The Complete Beatles Recording Sessions Marka Lewisohna (1992) i Recording the Beatles Kevina Ryana i Briana Kehewa (2006) zremasterowane nagrania potwierdziły, że piosenki duetu Lennon-McCartney w ogromnej mierze wyprzedzały swoje czasy.

Brytyjczycy uznali Beatlesów za główny, zaraz po Szekspirze, filar swojej tożsamości narodowej i nikt nie kłopotał się wyjaśnieniem, jak to możliwe, że gwiazdor rocka, zajęcie niegdyś niesłychanie hańbiące, obecnie uchodzi za jedno z największych osiągnięć w kulturze zachodniej. Dość powszechnie wiadomo, że Lennon miał traumatyczne dzieciństwo, ale biografie poświęcają co najwyżej jeden akapit momentowi separacji z rodzicami (ojcem Alfredem Lennonem i matką Julią Stanley Lennon), do której doszło w czerwcu 1946 roku w domu wuja w Blackpool. Tymczasem czarna dziura powstała po utracie bliskich wypaczyła życie emocjonalne Lennona. Później już zawsze szukał substytutów ojca i opłakiwał matkę, która zginęła w wypadku drogowym, kiedy miał siedemnaście lat. "Matkę straciłem dwukrotnie", powiedział kiedyś, a w tych słowach (podobnie jak w tekstach niejednej jego piosenki) kryje się więcej prawdy, niż fani mogliby przypuszczać.

W wielu ważnych relacjach z innymi - współautorem piosenek Paulem McCartneyem, menedżerem Brianem Epsteinem, perkusistą Ringo Starrem i pierwszą żoną Cynthią Powell - Lennon starał się równoważyć wspólnotę interesów kruchymi pozorami uczuć; przez dwie trzecie związku z Beatlesami był otoczony przez ludzi, których w innych okolicznościach prawdopodobnie by unikał. Kiedy rozpadło się jego pierwsze małżeństwo, osłabło również jego zaufanie do McCartneya, i to pomimo coraz silniejszego wsparcia Paula dla dziwactw Lennona. (Jednym z intrygujących podtekstów Hey Jude jest współczucie okazane przez McCartneya Cynthii i ojcowski stosunek do Juliana.) Spór o kontrolę nad prawami do utworów ujawnił kruchość ich przyjaźni. Wpływ Lennona na McCartneya jest znacznie wyraźniejszy i łatwiej dostrzegalny od subtelniejszego wpływu McCartneya na Lennona. Kiedy doszło między nimi do epickiego starcia, Lennon dopilnował, aby Ringo Starr zagrał w jego "rozwodowym" albumie z 1970 roku Plastic Ono Band. Lennon nigdy nie wystąpił na solowym albumie McCartneya, a McCartney na albumie Lennona.

Związki z innymi wywierały nieprzewidywalny wpływ na muzykę Lennona: jedne z najlepszych piosenek napisał pod wpływem narkotyków, które zażywał w okresie rozpadu pierwszego małżeństwa w 1966 roku (She Said She Said, Tomorrow Never Knows, Strawberry Fields Forever). Z kolei w ostatnich latach życia (1975-1980), kiedy poświęcił się wychowywaniu syna i rodzinie, w jego życiu zawodowym nastąpił zastój. Gdzie tkwi klucz do zrozumienia zależności między muzyką Lennona a jego życiem prywatnym? W których przypadkach muzyka pozwala nam lepiej zrozumieć jego życie, a kiedy przeradza się w mit?

Lennon był także zdolnym karykaturzystą, ilustratorem, litografem i twórcą kolaży, co znajdywało odzwierciedlenie we wszystkich aspektach jego działalności muzycznej. Tworzy w swoich piosenkach bogate w struktury przestrzenie dźwięku i jest to pochodną sięgającego czasów dzieciństwa zainteresowania sztuką popularną i nowoczesną. Z przyjacielem z akademii sztuk pięknych, Stu Sutcliffe'em, zwiedził w 1960 roku hamburskie muzea. Razem snuli wizje rock and rolla jako muzyki zgodnej z programem sztuki modernistycznej. Pewnego wieczoru Sutcliffe rozpoznał w klubie nocnym Eduardo Paolozziego i zaczął go wypytywać o jego twórczość; dopiero w późniejszych latach Paolozzi miał stać się punktem odniesienia dla Andy'ego Warhola. Możemy wytyczyć wizualny szlak prowadzący od Sutcliffe'a, przez klasyczny beatlesowski pop-art Petera Blake'a (okładka albumu Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band) i Richarda Hamiltona (opakowanie The White Album) i logo Apple'a zainspirowane pracami René Magritte'a, do drugiego małżeństwa z nowojorską artystką konceptualną Yoko Ono. Takie drobne ukłony losu.

Kilka ważnych źródeł zgłębiających tego rodzaju wątki w biografii Lennona jest dziś niedostępnych na rynku i popadło w zapomnienie. Pete Shotton, kolega Lennona z dzieciństwa w Woolton, napisał w 1982 roku wspomnienia zatytułowane In My Life, w których można odnaleźć wiele fascynujących skrawków informacji na temat ciotki Mimi, pruderyjnej hipokrytki, która wychowała Johna. Wspomnienia Alfreda Lennona z 1991 roku, Daddy Come Home, zawierają jego wersję dzieciństwa Johna, opis wydarzeń w Blackpool oraz kronikę dość trudnych relacji z dorosłym synem.

Wielu dziennikarzy zapomina o inspiracji, jaką Lennon stanowił dla kontrkultury, oraz o tym, że jego piosenki pomogły rozładować zasadnicze napięcia w ruchu młodzieżowym (od You Can't Do That i And Your Bird Can Sing przez Revolution, Imagine, Woman Is the Nigger of the World i Beautiful Boy). To tak, jakby ktoś pisał o Muhammadzie Alim, nie wspominając o jego ogromnej roli w ruchu walczącym o równouprawnienie. Wydanie przez EMI w 2009 roku zremasterowanych nagrań w postaci cyfrowej, które zmieściły się na zwykłym pendrivie, zapoczątkowało nową erę badań nad Beatlesami. Ich piosenki zaczęto porównywać do dzieł Charliego Chaplina, Alfreda Hitchcocka, Duke'a Ellingtona i Louisa Armstronga. Lennon niewątpliwie miałby niezły ubaw, gdyby zobaczył, jak wielkim "szacunkiem" zaczęto po jego śmierci otaczać świat rocka. Kto wie, czy nie za sprawą długowieczności jego muzyki.

Jako Beatles i jako artysta działający solowo Lennon jest modelową legendą naszych czasów, do której lubimy powracać, aby przypomnieć sobie ulubione opowieści o dzieciństwie, dorastaniu i wkraczaniu w dorosłość. Sama muzyka oczywiście wciąż pozostaje na tyle zachwycająca, że nawet teraz warto poszukiwać odpowiedzi na wiele pytań w twórczości Lennona i Beatlesów. Kwestią otwartą pozostaje, ile faktycznie może nam ona powiedzieć o intelektualnym i uczuciowym życiu Lennona. W których momentach życie zlewało się ze sztuką, a kiedy piosenki szybowały na poziom autokreacji i rozbuchanej mitologii? Czy przez jego muzykę możemy zrozumieć, co to znaczyło być Lennonem, czy raczej zobaczymy w niej tylko to, co on sam chciał nam o sobie powiedzieć? Czy brytyjskiego "Johna Lennona" da się pogodzić z jego amerykańskim wcieleniem? Czy podobieństwa i sprzeczności tych postaci powiedzą nam coś o jego dziele? Podobne biograficzne zagadki frapują muzykologów, ale ich badania sprawiają, że piosenki Lennona wydają się jeszcze głębsze, bardziej wymagające i w mniejszym stopniu powiązane wyłącznie z dylematami jego epoki.

Concord w stanie Massachusetts

2011

Wiosna 1962. Hamburg. Elegancki portret autorstwa Astrid Kirchherr wykonany na poddaszu domu jej rodziców, gdzie Stuart Sutcliffe urządził sobie studio.