Lekcja Paranormalności. Przede wszystkim wiedzieć - Less R. Hoduń

Kup ebooka

49.00 zł

-
Proszę czekać

Lekcja

Jasnacholera mnie bierze, bo to już czwarte podejście do tej książki.Zdaję sobie sprawę, że taka ekspresja słowna nienajlepiejkoresponduje z paranormalnością,ale może to i dobrze. Z dwóch powodów. Po pierwsze: niepotrafię zaakceptować swoistej egzegezy tego słowa sugerującej,jakoby rzeczy nim opisywane były magicznieniepoprawnezalatującestęchłym zabobonem. Podrugie: ilość nagle pojawiających się (w hipersonicznychprędkościach) pomysłów na rozpoczęcie mojej opowieści jest niedo ogarnięcia. I, mimo mojego dla słów umiłowania, przekraczafizyczne możliwości w szybkości ich sklawiaturowywania.

(Itak oto upłynął poranek, rok siódmy).

Zanimprzejdę do meritum, chciałbym zwrócić uwagę na jedną, istotnąrzecz: tonie jest kolejna książka o UFO ani o zjawiskachparanormalnych.Jeśli ktoś na to się nastawia, to być może będzie rozczarowany.Ale informacje związane z nieznanymi liczne przykłady fenomenów pograniczaobecne będą w tym tomie przez czas cały.

Wtakim razie: o co chodzi? Będą tu te zjawiska, czy ich niebędzie? Będzie, ale parę słów o myśleniu, czylio nadzwyczaj trudnej ludzkiej aktywności.

Zanimsłowie

Pokilku latach od premiery tego tytułu przyszedł czas na jegowznowienie; choćby ze względu na ciągłe nim zainteresowanie. Dajeto nadzieję, że duch w narodzie nie ginie i umysły nadalemanują potrzebą poznawania rzeczywistości, a przez to takżesiebie samych. Jak to wśród ludzi: przyczyny są zapewne bardzozróżnicowane i poszukiwanie odpowiedzi inspirowane jestskrajnie odmiennymi powodami. Oznacza to, że też prowadzi ono dowielu skrajnie różnych wniosków.

Moimwnioskiem, na przestrzeni lat i sktykania się z mnóstwemróżnych zdań, opinii i sposobów patrzenia na świat,w którym przyszło nam żyć, jest to, że warto jest wiedzieć.Warto posiadać wiedzę na różne tematy. Warto i trzebaczytać, oglądać, słuchać i rozmawiać. Ale trzeba teżposiadać otwarty umysł na wielorakość tego, co owa wiedzaprzynosi. Bo może się okazać, że to, czego nie wiemy o sobie,jako o człowieku czy o naszym świecie, jest inne, niżmogliśmy się spodziewać. Budowanie widzenia rzeczywistościzwiązane jest bowiem z tym, na co chcemy naszemu umysłowipozwolić i jak bardzo jesteśmy otwarci na przebudowanieschematów myślowych. Bo nazbyt często właśnie zastałe schematy,stereotypy ograniczają nam dostęp do rozwoju i akceptacjisiebie oraz otoczenia. Zdarza się, że w filmie, któregow sumie nie planowaliśmy oglądać, ale jakoś tak wyszło,jedna scena została nam w pamięci i wraca do nasw różnych sytuacjach. Czasem książka, która przeczytałasię tylko w części, zawierała zaledwie kilka słów, któreod tamtej pory mówiądo nas w naszymumyśle. Ktoś, kogo spotkaliśmy tylko przelotnie, powiedział coś,co sprawiło, że zaczęliśmy patrzeć na pewne sprawy inaczej,pełniej. Dlatego też reedycję tę uzupełniłem na okładce fraząPrzede wszystkimwiedzieć. Wiedza, to coś,co poznajemy osobiście, czego dowiadujemy się każdego dnia, i coosiada w nas pod postacią zasobu informacji. A gdyszlifujemy to używając naszego umysłu, serca i wewnętrznejszczerości - ten zasób informacji może stawać się wiedząprzez większe W.Niektórzy zwrócą pewnie uwagę, że słowo wiedzazwiązane jest tylkoz nauką. To nie jest prawdą. Nauka zagrabiła to pojęciei uzurpuje sobie tym samym wyłączność na wiarygodnośćznaczenie.Za kilka chwil do tego wrócimy.

Zdarzyłomi się słyszeć nie raz, gdy ktoś, kto przeczytał LekcjęParanormalności,powiedział mi: -Zgadzam się praktycznie ze wszystkim, co napisałeś;albo: -Oby jak największe rzesze czytelników zechciały po lekturze Twojejksiążki oczka przetrzeć;lub:-Napisałeś to tak, że ja wcześniej nie myślałem o tychrzeczach w taki sposób;czy też zwyczajne: -Przekonałeś mnie.Przytaczam te opinie,ponieważ pochodzą od osób racjonalnie i scepytczniepatrzących na rzeczywistość. Są to m.in. bardzo znanydziennikarz, muzyk bardzo znanego zespołu, osoba zawodowo zajmującasię księgozbiorami w szacownej instytucji i inne, temupodobne osobowości. Podczas rozmowy mówię zawsze, że nie pisałemksiążki po to, aby kogokolwiek do czegokolwiek przekonywać.Książka po prostu niesie ze sobą wiedzę i informacje, któreposiadam. Jaki użytek zrobi z tego czytelnik - to już jegoosobista decyzja. Ja dzielę się tym, co wiem i co myślęo temacie, który w książce poruszyłem. Nie naciskam,nie wymagam, nie wywieram presji. Jeśli jednak ktoś takie wrażenieodniesie, to znaczy, że czyta z niewłaściwym nastawieniem.Usłyszałem też kiedyś, że to jest moja interpretacjarzeczywistości. Interpretacją mogłoby być podawanie przeze mniegotowych wytłumaczeń, fraz, słów i sprawianie, aby odbiorcamusiał to zaakceptować, bo takkaże autor. Ja zadajępytania i zwracam uwagę na nieścisłości, które w mojejopinii zauważyłem. Rozpatruję ewentualności i argumentujędlaczego właśnie tak myślę. Chcę być, jak to tylko możliwe,jak najbardziej naukowy, czyli dostarczać czytelnikowi treściw sposób szczery i bezpośredni. Bo tylko w prosteji szczerej pezpośredniości można uzyskać pozytywne efketyw rozumieniu świata i człowieka. Dzięki takiemupodejściu jesteśmy w stanie weryfikować najbardziejtajemnicze zdarzenia, choćby nie wiadomo jak paranormalne.Zamiast więc wierzyćlub niewierzyć -poznawajmy i odkrywajmy, bo świat jest tego wart.

Byćmoże ktoś zastanawia się po co piszę o jakichś głupotachzwiązanych z psychologią czy kwestiami socjologicznymi. Toprzecież książka paranormalna,więc powinno być o UFO, duchach i jasnowidzeniu.Odpowiadając na to opowiem pewną historię, jakiej swego czasudoświadczyłem podczas wizyty u przyjaciół. Gdy takrozmawialiśmy o nieznanymi reakcjach ludzi na te tematy usłyszałem relację z ichpodwórka.Któregoś razu ten mój znajomy wszedł do kuchni i zobaczył,jak jego młody syn pakuje naczynia do zmywarki. Popatrzył na to, cotamten robi, i podpowiedział, żeby to zrobił tak i tak,a wtedy zyska dodatkowe miejsce na zmieszczenie większej ilościnaczyń. Dzięki temu, za jednym zamachem, i do tego tą samąilością wody, umyje się o wiele więcej naczyń. Wtedy młodyczłowiek zdenerwował się, rzucił kubkiem, który akurat trzymał

Szukajcie,a znajdziecie

Wmoich dociekaniach dotyczących świata i jego tajemnicposzukuję odpowiedzi, które wcale nie muszą być ani paranormalne,ani naukowe(choć nie ukrywam, że tajemnice stymulują i rozpalająwyobraźnię swoją nietypowo magiczną aurą). Próbuję zauważaćtreści mogące wzbogacić moje spojrzenie na rzeczywistość jakotaką; które pobudzą mój rozwój w odnajdywaniu sensu życiai dostarczą nieznanych jeszcze, niezwykłych wrażeńpozwalających na nowo zachwycić się tym, co mnie otacza. Dzieleniesię wiedzą to moja misja. Zauważyłem, że lubi mieć onacharakter interdyscyplinarny. Nie tylko ze względu na bogactwoczasów, w jakich żyję. Przede wszystkim ze względu namożliwości łączenia elementów obficie występujących w świeciewokół mnie. W poszukiwaniu odpowiedzi dokonuję zestawieniainformacji z różnych źródeł. Dzięki temu mogę spojrzećna temat z odmiennych punktów widzenia. W taki sam sposóbdziała (a przynajmniej powinna) nauka akademicka, której ta częśćksiążki jest poświęcona.

W2005 roku stworzyłem ideę społeczną pod nazwą UkrytaRzeczywistość.Chciałem tym samym uruchomić dobre działania poznawcze,informacyjne i badawcze dotyczące spraw, o których niemówi się na uczelniach. Co znaczy dobredziałania?Otóż nieustannie zależy mi na przekazywaniu wiedzy i informacjizawierających - w moim szczerym mniemaniu - wartościoweelementy pomocne zarówno w naukowym, jak i pozaakademickimpoznawaniu rzeczywistości. Powinny one służyć czystemu etyczniewyjaśnianiu niepoznanych dotąd fenomenów, jak kręgi zbożowe,podróże astralne, jasnowidzenie, UFO etc. Czyli odkrywaniu świata.

Tworzącstronę internetową przedsięwzięcia nie chciałem publikowaćwyłącznie przeczytanych gdzieś wiadomości, bo byłoby to nie fairwzględem mojego Odbiorcy. Przekazywałem je więc wzbogaconeo własne przemyślenia, pytania, uwagi. Zależy mi bowiem natym, aby sposób, w jaki tę wiedzę powierzam Tobie,Czytelniku, stymulował Cię do niezależnego myślenia i wzbogacaniaswojego spojrzenia na świat; jeśli oczywiście uznasz to zastosowne. Dzięki temu właśnie staję się aktywnymprzekaźnikiemtreści według mnie istotnych. Zbyt wiele jest dziś miejscograniczających się jedynie do czysto informacyjnych doniesień.Książki, serwisy internetowe, artykuły w prasie czy programytelewizyjne - można znaleźć całą masę takich właśniepunktówprzekaźnikowych,które różnią się tylko wyglądem, sposobem prezentacji treściczy osobami twórców. To właśnie typowo naukowepodejście...

Czemutak uważam? Otóż mam nieodparte wrażenie, że nazbyt wieluprzedstawicieli klasy akademików,czyli ludzi wykształconych na uczelniach i nierzadko na nichpozostających, za bardzo hołduje zachowawczości swojegomisjonarstwa. Nie generalizuję oczywiście, ale zbyt częstospotykałem się z arogancją z ich strony. Odczuwamwyraźnie, że niektórzy traktują ludzi spoza branżyjako niegodnych udziału w dyskursie laików. Taka postawa mawięc prawo budzić u mnie wątpliwości natury etycznej. Cośtu jest wyraźnie nie-halo.

Atomowarzeczywistość

Wrazz narodzinami mojej idei powstała koncepcja sympozjum, naktórym spotykaliby się przedstawiciele dwóch światów:akademickiego i tego dla nauki wciąż nieuchwytnego. Liczyłem,że pojawią się ludzie otwarci na komunikację między tymipłaszczyznami, aby tworzyć nową jakość widzenia świata.Przestrzegano mnie przed trudnością w dokonaniu takiegopołączenia. Naukowcy mogą nie przyjąć zaproszenia, żeo odrzuceniu propozycji wystąpienia nie wspominając. A jednak!Już podczas I SympozjumUkrytaRzeczywistość,które zorganizowałem w maju 2006 r. w Miejskim OśrodkuKultury w Policach, miałem przyjemność gościć trójkęfizyków z Uniwersytetu Szczecińskiego: prof. Franco Ferrariz wykładem nt. możliwości występowania życia w kosmosie,prof. Ewę Szuszkiewicz, żonę prof. Ferrari, oraz nieżyjącego jużniestety prof. Jerzego Stelmacha, byłego dziekana WydziałuMatematyczno-Fizycznego (a prywatnie wspaniałego człowieka).Profesor Stelmach wygłosił wówczas ciekawy wykład o teoriachbudowy Wszechświata i podróżach w czasie. Podczaswystąpienia można było zobaczyć jedno z najnowszych zdjęćatomu wykonane w laboratorium naukowym przy pomocy mikroskoputunelowego. Zdjęcie to pojawiło się na wykładzie, jakoodniesienie do teorii prof. Michała Gryzińskiego, o skomentowaniektórej pana profesora Stelmacha poprosiłem. Teoria ta zakłada,

Wierzyć- nie wierzyć?

Tęczęść postanowiłem poświęcić wybranym informacjom z obszarufenomenów niewyjaśnionych, na które w jakiś sposóbtrafiałem na swojej drodze, i to od najmłodszych lat (czyliraptem od kilku dni). Sprawy te są dla mnie zwyczajnie oczywiste,więc nikt nie musi mnie w żaden sposób przekonywać, że onesą, lub ich nie ma. Moje własne przeżycia, wieloletnieprzemyślenia, analizy, rozmowy, przeczytane książki, obejrzanefilmy i wiele, wiele innych źródeł sprawiło, że stałem sięotwartym poszukiwaczem tego, co nie zawsze oczywiste. Choć niekiedywyjaśnienia bywają prozaiczne, to cieszy mnie to i wzbogaca,bo po prostu znam odpowiedź. Czasem jednak nie sposób czegośwytłumaczyć, ale dzięki temu mogę uruchomić umysł dointensywniejszych działań poznawczych. Super jest, kiedy okazujesię, że coś wykracza poza zwyczajowe wyjaśnienie, bo ma w sobieo wiele potężniejszy zakres wrażeń. Wtedy oto stykam sięz czymś, co według niektórych nie powinno isnieć, a jednakjest. I choćby ktoś darł się wniebogłosy, że on w takiesprawy nie wierzy, że to bujda - mojego przeświadczenia niezmienię w najmniejszym stopniu. Bo każdy człowiek mamożliwość postrzegania rzeczywistości na własny sposób. Każdyz nas ma unikalne doświadczenia życiowe, inne wykształcenie,odrębny charakter, z którym przychodzi na świat i wypracowanyprzez siebie stosunek do ludzi i rzeczy, co daje w efekcieniepowtarzalne spojrzenie na to, co go otacza. W taki właśniesposób działa ten finalny, wewnętrzny filtr, determinujący sposóbwidzenia przez nas rzeczywistości. Postrzeganie świata ma po prostu swoją autonomiczną specyfikę, o czym pisał Anthony de Mello:-Widzimy ludzi i rzeczy nie takimi, jakimi są, ale takimi,jakimi my jesteśmy.

Tajemniczezjawiska i wydarzenia nie są wcale paranormalneczy nadprzyrodzone,jak niektórzy zwykli to nazywać. W dobry sposób wyjaśnił mito kiedyś Robert Bernatowicz, prezes Fundacji NAUTILUS, z którąprzez szereg lat miałem przyjemność współpracować i jąwspółtworzyć. Powiedział mi on, że pewne rzeczy są po prostuniewyjaśnione,bo właśnie czekają na swoje wyjaśnienie. To jednoz najciekawszych stwierdzeń, jakie miałem okazję kiedykolwiekusłyszeć. Na pewno jednak nie zachłystuję się tym, że światwypełniony jest po brzegi tajemniczymi zjawiskami. Nie wierzękażdej historii czy opowieści o dziwnych wydarzeniach. Niegloryfikuję osób czy sytuacji z nieznanymzwiązanych. Nie zamykam się na inne wyjaśnienia, nawet jeśli mogąodczarowaćwybrane przypadki. Na pewno jednak słucham, czytam i oglądam.Dokonuję przemyśleń, analizuję i porównuję z tym, coznam. Dzięki temu stawiam pytania, według mnie słusznei stymulujące do poszukiwania odpowiedzi. Z materiałów,które poznaję, wybieram to, co wydaje mi się godne zapamiętania,co może wzbogacić moją wiedzę tak o świecie, ludziach, jaki o niewyjaśnionych historiach. Wybieram to, co w moimprzekonaniu służy ogólnemu dobru i będzie można zamknąćw czytelnym przekazie. Ostrożność jednak jest wskazana, gdyżdzisiaj, w dobie globalnosieciowej cyfryzacji, dostępnośćInternetu niesie ze sobą tyle skarbów, co śmieci. Co więcwybierzemy - zależy wyłącznie od nas.

Postrzeganietajemnic i przekazywanie wiedzy o nich ma wiele słabychpunktów. Decyduje o tym czynnik ludzki. Świat nie jestpodzielony na naukowy i nadprzyrodzony. On jest jeden, wspólny,z bogactwem różności. To tylko ludzie dzielą go naakceptowalny i ten niewarty, by się nim zajmować. Niektórzynawet, jak prof. Max Urchs, uważają że nie powinno się ichłączyć. A napisał kiedyś Erich von Däniken: -Wiara to niechęć poznania.Z poznawczego punktu widzenia to bardzo ważne stwierdzenie.Używanie wiary powinno być zależne od okoliczności. Jeśli naślepo wierzymy w coś, bo tak się przyjęło i niewiarapowoduje odrzucenie w oczach społecznych, to jest toniezupełnie OK. Jeśli natomiast wierzymy, że możemy zmienićsiebie na lepsze i poprawić swoje życie w każdym calu,albo jesteśmy przekonani, że na pewno zrobimy coś, co wydaje sięnam ogromnym wyzwaniem, to używamy terminu wiaraw sposób właściwy. Oglądałem kiedyś polski film wojenny.W jednej ze scen starsza pani zapytała chłopca, czy w coświerzy. Chodziło jej o deklarację religijną. Wówczas malecodpowiedział, że wierzy w powrót swojego taty z wojny.Kobieta nazwała przekonanie dziecka dobrą wiarą.

Podstawowymchyba pytaniem dotyczącym zjawisk niepoznanych jest: Czywierzysz w...Przeważnie pytają osoby ciekawe tego, jaki ktoś ma stosunek do

Wtej części zamieszczam moje wybrane artykuły, które zostałyopublikowane w miesięczniku NieznanyŚwiat,na stronach serwisu FundacjiNAUTILUSoraz na portalu NaProgu Nieznanego.

** *

MORNINGGLORYArtykułzamieszczony dzięki uprzejmości red. Marka Rymuszkiw Nieznanym Świecie. Ukazał się też w serwisie wwwFundacji NAUTILUS.

Takwygląda właściwy przykład adekwatnie wykorzystanego terminuzjawiskoz jego oczekiwaną, metodologiczną powtarzalnością. Możnasię nim zachwycać naocznie, a nawet z niego korzystać.Można robić to spokojnie, bo zostało ogarnięte umysłemi szkiełkiem, albo impulsywnie, bo kusi swoimi warunkami. A coby było gdyby dyskusję o nim pozostawić wyłącznie w gestiizapienionychosobników o zabarwieniu ekspercko-analizopodobnym,którzy pisują z domowego zacisza pod naukowymi pseudonimamitypu zyczliwy5490czy brbnft_017,na zalanych colą czy piwem klawiaturach laptopów i wypowiadającychsię o czymś, co widzieli może na jednym lub kilku zdjęciach?Wiadomo: nieustannie trwałyby wojny w Internecie pomiędzyzwolennikami a przeciwnikami tego fenomenu; przy czym zapewnestronami sporu, jak się można spodziewać, byliby przede wszystkimmieszkańcy różnych innych miejsc świata, ale na pewno nie tej,właściwej dla występującego zjawiska, okolicy. Bo mieszkańcytego rejonu mogliby z rozbawieniem obserwować szermierkęinwektywami pomiędzy tymi, co wierzą,a tymi, co w czołosię pukają.

Aoto w czym rzecz.

Wrejonie Zatoki Carpentaria (północna Australia), przeważnie naprzełomie września i października, we wczesnych godzinachporannych, podziwiać można niezwykłe na swój sposób zjawisko,będące jednym z najbardziej egzotycznych fenomenówmeteorologicznych na świecie. To budzące grozę wydarzenie jesttypem przelotnej chmury i nazwane zostało Morning Glory(Poranna Chwała).

Normalniechmury nie mają nazw i nie są przywiązanedo jakiegoś konkretnego miejsca, jednak w tym wypadku jestinaczej, bowiem nie jest to normalna chmura. Jej pojawianie się jestcykliczne a nazwa tego niecodziennego fenomenu odzwierciedlawygląd wielkiej,toczącej się bezy(jak ją niekiedy nazywają), która już od wschodu Słońcaspektakularnie szybuje po horyzoncie, aby po pokonaniu ok. 150 -200 km rozpaść się.

MorningGlory formowana jest w dolnych partiach atmosferycznych przezpojedynczy, osamotniony prąd powietrza, który kształtuje jąw obecności inwersji temperatury. Prąd taki powstaje podwpływem zakłóceń powietrza, takich jak aktywność burzowa lubkolidujące ze sobą fronty wiatrów wiejących nad powierzchniąoceanu. Inwersja temperatury to sytuacja, kiedy obszar zimnegopowietrza znajdujący się blisko powierzchni, nad którą występuje,posiada cieplejszą górną warstwę; tworzy się wówczas swoistapokrywaznajdująca się ponad chłodniejszymi strefami. Tak powstałapowłoka jest niezwykle stabilna, przez co umożliwia utworzonej falipowietrza nieskrępowanerozprzestrzenianie się i pokonywanie wielkich odległości.Warstwa ta zachowuje się więc jak falowód.

Takiesamotne prądy występują zarówno nad wodą, jak i lądemstałym, codziennie formując się ponad wypalonymi słońcem,wewnętrznymi rejonami kontynentu australijskiego. Prądy sunąceponad suchymi terenami normalnie występują bez chmur; są to niskokształtujące się zaburzenia powietrza (wirującego horyzontalnie)w towarzystwie nagłych porywów wdzierających się w towiatrów powierzchniowych i tymczasowych wzrostów ciśnienia.Poza tym, kiedy wilgotność nad daną powierzchnią jest dostateczna(jaką np. spotyka się nad oceanem) - powstaje wówczas właściwyprąd, nieprzerwanie formujący długi, toczący się wał chmur.

MorningGlory kształtuje się wstępująco na czołowych krawędziachsunącego prądu. Poprzedzone to jest wznoszeniem się wilgotnegopowietrza z obszarów przypowierzchniowych do poziomu, gdzienastępuje jego skraplanie. Następnie w momencie opadania maspowietrza wzdłuż wędrującej ściany prądu - chmura odparowuje.Widoczny, wznoszący się ruch frontowych elementów chmuryi zstępujący ruch tylnych fragmentów tworzy wrażenie obiektutoczącego się

Rzeczywistośćszepcząca

Swegoczasu zainteresowało mnie pewne miejsce niedalekoPolic. To rodzaj swoistego ołtarza,na który ludzie mówią kamień,chociaż kamieniem w istocie nie jest. W związku z tymwysłałem maila do Eugeniusza Lecieja, prezesa Stowarzyszenia BadańKręgów Kamiennych z Gdyni. Nie otrzymałem odpowiedzi na list,więcpo pewnym czasie postanowiłem zadzwonić i podpytaćo możliwość podjęcia współpracy. Z rozmowydowiedziałem się, że mój interlokutor niedługo wróci z wyjazdówdo Trójmiasta i wtedy rozważy moją propozycję. Teraz niemoże tego uczynić, gdyż przebywa w Szczecinie. -W Szczecinie?!- zdziwiony podniosłemgłos. - Japrzecież właśnie jestem w Szczecinie!

Wciągu pół godziny doszło do naszego spotkania.

Eugeniuszowitowarzyszyła Dorota. Kiedy tak sobie rozmawialiśmy, jej twarzzaczęła wydawać mi się znajoma. Po chwili byłem już pewien:kilka lat temu odwiedzałem przecież w celach leczniczych jejgabinet. Ona też mnie sobie przypomniała, a nawet pamiętała,co i gdzie wtedy robiłem! Dorota Haas-Kimel, pozaprowadzeniem gabinetu medycyny naturalnej, jest redaktorem naczelnymezoterycznego wydawnictwa DrzewoŻycia.

Naszarozmowa, podczas której pojawił się oczywiście temat kamieniakoło Polic, miejsc mocy w Polsce i Europie, tajemnicPomorza, czy Merkaby i jej zastosowania, była tylko i wyłączniewynikiem działania podyktowanego głosem intuicji. Nie spotkalibyśmysię wówczas i nie spędzili kilku przyjemnych chwil naciekawej wymianie poglądów, gdyby nie podszept wewnętrznego głosu,aby chwycić za słuchawkę i zadzwonić. Dlaczego właśniewtedy należało to zrobić? Dlaczego to stało się dokładniew tamtej chwili? Trochę później nic by z tego niewyszło, czekały nas bowiem inne zajęcia. Przecież było wieleinnych dni i okazji, by zadzwonić.

- Dlaczegowyczuwamy takie sytuacje?- pytają ludzie. Anodlatego, że jesteśmy integralną częścią Kosmosu. Mamy możliwośćdokonywania wglądu w informacje obecne wszędzie wokół nas.Tylko nie zawsze o tym wiemy, albo nawet kiedy o tym wiemy,nie zawsze potrafimy z tego korzystać. A powinniśmy siętego uczyć, gdyż to pozwoliłoby nam zdecydowanie podnieśćstandard naszego życia (nie mylić ze standardem wyłączniematerialnym!). Otrzymalibyśmy z pewnością dar wykorzystywaniasprzyjających sytuacji i jeśli już by się takowe zdarzyły -wiedzielibyśmy, jak należy je potraktować. Posiadając dobrzewykształconą intuicję możemy świetnie planować i zwracaćuwagę na odpowiednie walory tego, co zamierzamy zrobić.

TomaszWilde, podróżnik, archeolog i filmowiec, opowiadał kiedyśo jednej ze swoich podróży do Ameryki Południowej. Miałokazję kilkakrotnie zobaczyć, jak wygląda zwoływaniesięszamanów z pewnego obszaru. Otóż szaman, uważany na danymobszarze za duchowego przewodnika, postanawia zwołać na jakiśdzień innych szamanów. W tym celu zamyka na kilka chwil oczykoncentrując się w wyciszeniu, a potem, we wskazanymdniu, wezwani przychodzą. Zaintrygowany podróżnik pytałprzychodzących na takie spotkanie: -Jakto jest możliwe? Skąd wiedziałeś, że masz przyjść i towłaśnie dzisiaj?Wszyscy odpowiadali: - Przecieżnas wzywał.Wydawało im się to takie oczywiste! Tomasz Wilde, podczaskilkuletniej obecności w Ameryce Południowej, wielokrotnie byłświadkiem dziwnych zdarzeń, których nie potrafił wyjaśnićw żaden racjonalny sposób.

Oile łatwiej byłoby nam żyć, gdybyśmy wykorzystali w pełnipotencjał związany z intuicją i postrzeganiempozazmysłowym. Ile zdrowia i pieniędzy zaoszczędzilibyśmynie korzystając z telefonów komórkowych. Nie oszczędnościsą tu rzecz jasna głównym stymulantem, lecz zalety mentalne, którepozwoliłyby nam być ludźmi o wiele lepszymi, pełniejrealizującymi siebie w życiu i przede wszystkimszczęśliwszymi. Szybko nieślibyśmy pomoc naszym bliskim;wystarczyłoby, aby o nas pomyśleli, a jużwiedzielibyśmy, kto i gdzie oraz dlaczego naszej pomocypotrzebuje.

Niektórzymówią o takich przejawach Wiedzy intuicjatelefoniczna.Nazwa wzięła się od opowieści o osobach dzwoniących do naskrótko po tym, jak o nich pomyśleliśmy. Stan ten zostałnazwany tak, jakby był związany tylko i wyłącznie z tą,a nie inną okolicznością

Czyto naprawdę takie proste?

Czegotrzeba, aby osiągnąć sukces finansowy, czy też wyjechać nawymarzoną wycieczkę, wyleczyć się z chorób, pozbyć sięproblemów lub ułożyć sobie życie z osobą, która będziedla nas prawdziwą, drugą połową? Czy, aby coś w życiuosiągnąć, konieczne są trud, znój i wyrzeczenia, jak towpajano nam nierzadko w młodości? Jakie w takim raziemamy możliwości, skoro zagłębieni jesteśmy nierzadko wyłączniew problemach i pochłonięci ich rozwiązywaniem,zamartwianiem się i oczekiwaniem kolejnych? Kto chętny doodpowiedzi? Czyprzyjemne jest hołdowanie zasadzie, że jeśli jeszcze nie miałosię problemów, to one przyjdą?Kto z Czytelników zastanawiał się jakiego rodzaju osoby w takpesymistyczny sposób podchodzą do życia? A może są wśródWas, czytających właśnie te słowa, ludzie święcie przekonani,że problemy MUSZĄ BYĆ I BASTA?

Jeśliprzyjrzymy się uważnie takim postawom, prezentowanym przez(niestety) dużą grupę ludzi, to zauważymy bez trudu ichtraumatyczny charakter. Nie chodzi mi tu wcale o przypadkilosowe, które w taki czy w inny sposób nas doświadczają.Chociaż i tutaj nie byłbym do końca pewien. Mam raczej namyśli osoby przybierające postawę pokrzywdzonych przez los, wciążnarzekające lub martwiące się na zapas. Właśnie: martwiące sięna zapas! Czy taki ktoś sprawdził, choćby na sobie samym, jakwpłynie na bieg wydarzeń jego wewnętrzne nastawienie? Oj, śmiempoważnie wątpić! Dlaczego? Ponieważ postawa bierności,niezadowolenia i narzekania jest najłatwiejszą z postaw,jaką się preferuje. To swoista moda wypracowana w dużymspołecznie obszarze. Takie podejście życiowe jest najłatwiejsze,ale też jednocześnie czyni w nas samych NAJWIĘCEJSPUSTOSZENIA. Wyniszcza to nas od środka, jak cichy zabójca, i todzięki naszemu przyzwoleniu; ba! - wręcz ku naszej uciesze, boprzecież tak bardzo lubimy ponarzekać! A kiedy narzekamy -doświadczamy swoistej akceptacjii wsparciasporej grupy ludzi, którzy także uważają, że tak ma być (czyliźle) i wtórują temu stanowi. Jak się wtedy czujemy? Lepsi?Rozumiani? Lubiani? Ale czy aby na pewno? I czy warto osiągaćto aż takim kosztem?

Todość dziwny trend narodowy: miłe Polaków rozmowy o... śmierci,chorobach, braku kasy, pogodzie, niepowodzeniach sąsiadówi kłótniach. A telewizja chwyta ten styl i co chwilępojawiają się programy czy seriale o tym, jak to ludzie siebienienawidzą, z jak wielkim zapamiętaniem czynią sobie krzywdę,jak to żrą się między sobą w sądach itd. A oglądalność?Oczywiście wysoka, bo co sezon serie są kontynuowane. Jeden z moichznajomych, właściciel pewnego internetowego serwisu informacyjnego,powiedział mi kiedyś, że gdy sprawdza statystyki poczytnościswojej strony i widzi znaczące skoki ilości odwiedzin, tosprawdza informacje z tego czasu. Co się okazuje: zwiększonezainteresowanie ludzi związane jest z... morderstwami, wypadkami czyinnymi tragicznymi zdarzeniami dziejącymi się w danym mieście.Jak w takim razie zaprzeczać przekazom filmów o zombiei wampirach? Gdyby chcieć sparafrazować statystyki społeczneprzez pryzmat czerpania radości ze złych sytuacji, to mogłoby sięnagle okazać, że jesteśmy wręcz otoczeni całymi watahamiwampirów energetycznych czy podobnego rodzaju istot.

STOP!

Każdachwila jest odpowiednia do tego, aby skończyć z takimpodejściem raz na zawsze; aby każdy dzień mógł stać siępierwszym dniem naszego Nowego Czasu. Czyli lepszej, pełniejszej,niesamowitej reszty życia. Życia bardziej świadomego,przemyślanego i przede wszystkim odważniejszego. Niepodejrzewam wcale, że komuś uda się zmienić tryb myślenia czyprzekonania od razu, ale jak najszybciej podjęte działaniawcześniej przyniosą radość i korzyści! Skoro więc ktośz Was czyta właśnie te słowa i czuje wewnątrz impuls dodziałania - niech postawi na zdecydowaną poprawę tego, co z jegocodziennością bezpośrednio związane. Na przykład zdrowia lubstatusu materialnego. Tak, bo to wszystko JEST W OBSZARZENASZYCH MOŻLIWOŚCI i to o wiele bliżej, niż by sięmogło zdawać. Jest taka anegdota o uczniu, który przyszedłdo swego mistrza, aby zapytać jak długo będzie czekać na rozwójwydarzeń. Mistrz powiedział mu wtedy, że jeśli chce czekaćdługo, to tyle właśnie będzie czekać. Inna zaś sentencja, którąprzedkładam nad wszystko, brzmi:

Less R. Hoduń

- wokalista, kompozytor, muzyk, autor textów, pisarz, poeta, grafik, dziennikarz, pasjonat nieznanego.

Opublikował tomik poezji targowisko różności, esej Nadal jestem i kryminał Epidemia. Co kryje chaos. Spisał wiele artykułów w prasie i Internecie. Dzielił scenę z gwiazdami muzyki polskiej i zachodniej. Jego kompozycje i utwory z jego wokalami grane były w stacjach wielu krajów i znalazły się na składankach światowych magazynów muzycznych. Jego piosenka stała się Nr 1 Polskiego Muzycznego Parnasu Wszechczasów Radia WNET. Klip jego hordy Helless został finalistą Szczecin European Film Festival. Autor logosów firm, instytucji i zespołów oraz czołówki programu podróżniczego dla TV Szczecin. Maszyna jego projektu zdobyła Złoty Medal Międzynarodowych Targów Poznańskich. Brał udział w programach TVN. Był postacią i głosem jednej z lokalnych stacji RMF FM.

www.less.net.pl

 

Publikację polecają

www.nieznanyswiat.pl

www.paranormalium.pl

www.bookradio.pl