Biblioteka Europy Środka
BIBLIOTEKA EUROPY ŚRODKA
Biblioteka Europy Środka -?nowa inicjatywa Międzynarodowego Centrum Kultury
-?to kolejny rozdział naszej fascynacji tą wyjątkową częścią Starego
Kontynentu, gdzie granice polityczne zmieniały się znacznie szybciej niż
granice kulturowe.
Magia Europy Środka, jej fenomen i jej dziedzictwo
to zagadnienia, którym Centrum od nieomal dwudziestu lat swego istnienia
poświęca szczególną uwagę. Przypadek? Z pewnością nie. To świadomy
wybór, to kwestia naszego światopoglądu, ale i wspólnota doświadczeń -
naszych własnych i naszych sąsiadów. To klucz do zrozumienia naszej
tożsamości, do wyjaśnienia odrębności naszej drogi. Europa Środka jest
naszym losem, a nie terytorium o ściśle wyznaczonych granicach.
Europa Środka to trauma i ambiwalencja. Ale to także
przechowany świat wartości, o których Zachód już dawno zapomniał. To
lekcja komunizmu, to krytyka idei postępu, to wszechobecność historii,
to skomplikowana geografia i geopolityka, to różnorodność kulturowa i siła nacjonalizmów, to kompleks niższości peryferii, lecz jednocześnie
kreatywność pogranicza. Europa Środka to trudny dialog z sąsiadami.
Mit Europy Środka przeżywał swój triumf w latach
siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XX wieku. Oznaczał wówczas jasne rozróżnienie pomiędzy
sowiecką rzeczywistością a europejskimi wartościami. Komunizm zanegował
tradycję naszej części kontynentu i jej dorobek cywilizacyjny, był więc
szokiem cywilizacyjnym, który narody środkowoeuropejskie odrzuciły. Idea
Europy Środka okazała się silniejsza od komunizmu!
Rok 1989 otwiera nowy rozdział w dziejach Europy
Środkowej. A może wyznacza jej nieuchronny koniec? Integracja europejska
przynosi nie tylko kryzys idei Europy Środka, ale i zasadniczą zmianę
percepcji samej Europy. Równocześnie jednak po roku 1989 pojawiają się
nowe możliwości współpracy w regionie. Lata dziewięćdziesiąte to czas
dialogu między sąsiadami i ponownego odkrywania siebie nawzajem.
Odrodzenie narodowe oznaczało polifonię narracji i wzmocnienie
różnorodności kulturowej. Policentryczność naszego zakątka kontynentu
ponownie stała się bogactwem.
Misja Krakowa w takim systemie Europy Środka to
funkcja jednego z węzłów tej wyjątkowej przestrzeni intelektualnej.
Europa Środka staje się dziś znowu wielką szansą dla Krakowa, miasta
będącego pomnikiem jej cywilizacji, a także zwierciadłem jej wzlotów i upadków. Sprzeczności często wywoływały tu kreatywne napięcia. Ich
materialne i niematerialne owoce to nasze dziedzictwo, które przesądza o znaczeniu Krakowa na mapie kontynentu. To również siła wielu metropolii
Europy Środka jako miast dialogu.
Międzynarodowe Centrum Kultury jako laboratorium
dialogu wzmacnia od niemal dwóch dekad znaczenie Krakowa jako jednej z metropolii tego wyjątkowego obszaru. Biblioteka Europy Środka jest w tym
kontekście próbą podzielenia się dorobkiem naszych przyjaciół myślących,
marzących i piszących w różnych językach. Wspólnym mianownikiem tej
twórczości pozostaje sen o Europie Środka. Część tego dorobku to owoc
naszych wspólnych dyskusji prowadzonych przy Rynku Głównym 25 w Krakowie.
Csaba Kiss jest jednym z naszych najwierniejszych
Przyjaciół a zarazem prawdziwym misjonarzem idei Europy Środka, co czyni
go niemal "klasykiem gatunku". Węgier, który tak wiele wysiłku włożył
nie tylko w badanie tożsamości własnego narodu, lecz może przede
wszystkim w zrozumienie duszy swoich słowiańskich sąsiadów. Książka ta
jest więc swoistym zwierciadłem, w którym przeglądamy się my sami i w którym przegląda się Europa Środka.
Prof. Jacek Purchla
Dyrektor Międzynarodowego Centrum Kultury w Krakowie
O Autorze
O AUTORZE
Csaba G. Kiss -?historyk literatury i kultury, eseista, znawca
problematyki środkowoeuropejskiej.
Ukończył hungarystykę i germanistykę na
Uniwersytecie im. Loránda Eötvösa w Budapeszcie. Studiował także
literaturę porównawczą Europy Środkowej i Wschodniej. W latach 1987-1990
działał w węgierskiej opozycji, współtworzył Węgierskie Forum
Demokratyczne. Następnie, w latach 1992-1995 był dyrektorem Instytutu
Europy Środkowej w Budapeszcie. Od 1995 roku jest profesorem w Katedrze
Historii Kultury na Uniwersytecie im. Loránda Eötvösa w Budapeszcie. W latach 1999-2004 piastował stanowisko visiting professor w Katedrze Hungarystki na wydziale Filozoficznym
Uniwersytetu w Zagrzebiu. Wykładał również na niemieckojęzycznym
Uniwersytecie Gyuli Andrássyego w Budapeszcie. Obecnie jest także
wykładowcą w Seminarium Studiów Środkowoeuropejskich działającym przy
Instytucie Slawistyki i Studiów Wschodnioeuropejskich na Wydziale
Filozoficznym Uniwersytetu Karola w Pradze.
Doświadczenie węgierskiego października 1956 -?tak
ważne dla całego jego pokolenia -?i reakcja Polaków na te wydarzenia
utwierdziły Csabę Kissa w przekonaniu, że dialog obu narodów dostarcza
klucza i kontekstu dla zrozumienia dziejów Węgrów i Polaków, a także ich
miejsca w kulturze i cywilizacji europejskiej. Jako temat studiów
porównawczych wybrał więc polsko-węgierskie związki literackie. Swoistym
ich dopełnieniem była odbyta w 1964 roku długa podróż autostopem po
Polsce. Odtąd jest częstym gościem w naszym kraju, jako literat, badacz
i wykładowca akademicki, spod jego pióra wyszło też wiele analiz paralel
polsko-węgierskich.
Nie mniej istotne są dla Csaby Kissa relacje
węgiersko-słowackie, a sama Słowacja jest dlań jednym z ulubionych
miejsc peregrynacji nie tylko literackich. Csaba Kiss to wybitny znawca
literatury słowackiej i problematyki słowackiego odrodzenia narodowego.
Nade wszystko jednak jest propagatorem idei wspólnego dziedzictwa -
którego nośnikiem jest dla niego idea Hungarii (Uhorska), będącej wspólną
ojczyzną narodów -?czy miejsc wspólnej pamięci, takich jak na przykład
Banská Štiavnica-Selmecbánya-Schemnitz. Kiedyś nawet podczas wystąpienia
w Instytucie Słowackim w Budapeszcie Csaba Kiss przyznał, że w takim
samym stopniu czuje się nacjonalistą węgierskim jak słowackim. "Ten
podwójny nacjonalizm -?dodawał -?pozwala mi bezstronnie patrzeć na
wspólne sprawy, albowiem moje węgierskie "ja" jest równoważone przez
"ja" słowackie".
Równie chętnie jak na północ od Dunaju autor
spogląda za Drawę, na południe. Csabę Kissa interesują wspólne dzieje
Chorwatów i Węgrów, a także przestrzeń, w której przenikają się światy
węgierski i południowosłowiański. Wiele uwagi poświęca literackiemu i kulturowemu mitowi Adriatyku -?czy szerzej Hungaria
Mediterranea -?od twórczości Janusa Pannoniusa czy
siedemnastowiecznego eposu Syrena Morza Adriatyckiego po legendę Fiume-Rijeki -?węgierskiego portu i okna na
świat.
Przywołanym tu tematom i tropom poświęcił wiele
książek, które składają się na fascynujący obraz literatury, kultury i zagadnień narodowościowych w Europie Środkowej, kreślony piórem Węgra,
dbającego wszakże, aby widzieć sprawy z wielu perspektyw. Prace Csaby
Kissa wydawane były m.in. we Francji, w Niemczech, Słowacji, Chorwacji i Polsce. W naszym kraju ukazał się jego Dziennik polski
(1980-1982), a także liczne artykuły w czasopismach
i tomach zbiorowych. Większość z nich, przejrzana i poprawiona, wraz z kilkoma dotąd w Polsce niepublikowanymi znalazły się w tej
książce.
Jechać do Krakowa
JECHAĆ DO KRAKOWA
Moje podróże do Polski: letnie przygody z autostopem
od Karpat po Morze Bałtyckie, do Wrocławia, Poznania i nad jeziora
mazurskie, później mknącym przez ośnieżone pola pociągiem, a w sylwestrową noc w wirującym tłumie Polaków. Jakoś zawsze Kraków stanowił
dla mnie centrum. Był pierwszym albo jedynym przystankiem. Przyjmował
mnie i żegnał. Zawsze czekał na mój powrót.
Już z daleka pozdrawiają mnie wieże kościoła
Mariackiego: Witaj -?słyszę, wychylając się z okna pociągu -?nareszcie
znów tu jesteś, Węgrze tułaczu! Jak gdybym dopiero wczoraj wyjechał.
Jakby nie liczył się czas spędzony poza Krakowem. Wczoraj, pięć miesięcy
czy pięć lat temu -?wszystko jedno. Najważniejsze, że znów przyjechałem
i jestem tu, u bram miasta.
Niezwykły jest ten czas, krakowski czas. Z jego
bezkresną historią, z niezmienną zmiennością. Próżno niszczeją stare
mury, miasto jest wieczne. I młode. Odwieczne kamienie niewzruszenie
spoglądają na kłębiącą się przed nimi młodość. Na Rynek Główny, na
Floriańską ciągną gromady dziewcząt i chłopców. Niegdysiejsze
dziewczęta, dziś już szacowne damy, być może prowadzają na Planty swoje
wnuki.
Co godzinę rozbrzmiewa trąbka hejnalisty. Znak
pokrewieństwa przywodzi mi na myśl inny wymiar krakowskiego czasu,
ekscytujące pulsowanie chwil, napięcie pełnego nadziei oczekiwania. Aby
coś się stało. Coś ciekawego, wspaniałego. Coś, co może mi się
przydarzyć tylko tutaj. Jest to taki czas, z którego znika
teraźniejszość, podobnie jak rozprasza się w powietrzu dźwięk
rozbrzmiewającego hejnału. Jakby był jedynie czasem przyszłym.
Przeciąć ponownie Rynek, potem przejść przez
Sukiennice pośród mrowia turystów, aby stanąć przed pomnikiem
Mickiewicza. Jakby ustawiono go tutaj niczym znak, by móc się pod nim
spotykać. I spiesząc -?lub snując się bez celu -?dalej, powiedzmy w kierunku Brackiej. Istniała tam niegdyś bursa węgierskich żaków, wytarte
litery na tablicy pamiątkowej trzeba niemal wymacać palcem.
Rozbrzmiewała w tym zakątku miasta mowa węgierska i przed pięciuset
laty, i w połowie lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Którędy dalej?
Czy tamtędy, skąd polscy królowie kroczyli na Wawel? Mogę też skręcić w Kanoniczą, ku siedzibie Związku Pisarzy, gdzie pewnego razu w środku
nocy nie mogłem dostać się do ciemnego budynku. Mijają godziny, powoli
zmierzcha, a ja błąkam się dalej po mieście. Wspinam się jeszcze na
kopiec Kościuszki, stąd wyraźnie rysuje się sylweta miasta, jak gdybym
spoglądał na powiększoną mapę.
Stają mi przed oczami słoneczne krakowskie poranki,
gdy widzę na ulicy te wesołe twarze. I błysk w ich spojrzeniach. Te
oczy. Wówczas, i teraz też. Niebieskie, w kolorze niezapominajek,
orzechowe i głęboko szare. Pozostaniecie w mojej pamięci.
Krakowie, stolico mojej młodości -?czekaj,
przybywam.
Csaba G. Kiss
przełożyła JOANNA NOWOSTAWSKA-GYALÓKAY
Tożsamość węgierska a Europa Środkowa
Tożsamość węgierska
a Europa Środkowa
Na Zachodzie nazywają nas Wschodem, na Wschodzie Zachodem
STANISŁAW JERZY LEC
TE DWA POJĘCIA POJAWIŁY SIĘ OBOK SIEBIE NIE TYLKO W POWYŻSZYM tytule,
lecz są ze sobą ściśle związane i jedno nie jest zrozumiałe bez
drugiego. Nie można mówić o węgierskości, o naszym poczuciu
przynależności narodowej, nie poruszając jednocześnie problemów
środkowoeuropejskich; do Europy Środkowej zaś przynależy naturalnie
również wspólnota ludzi mówiących po węgiersku. Świadomość węgierska i Europa Środkowa warunkują się nawzajem i jest to prawda oczywista, by
nie rzec -?banał. Pomimo tego w rozważaniach na temat narodu
prowadzonych w ostatnim dwudziestoleciu często się zdarzało, że strony
dyskutujące zawężały swoje argumenty i kontrargumenty jedynie do świata
węgierskiego, a jeszcze ściślej -?do państwa węgierskiego, zapominając,
iż ludność etnicznie węgierska zamieszkuje stosunkowo rozległe tereny,
przemieszana z sąsiadami obcojęzycznymi. Wiadomo powszechnie, że przed
rokiem 1918 poważny procent ludności żyjącej na Węgrzech nie był
węgierski ani etnicznie, ani pod względem języka ojczystego; wiadomo
także, iż od końca pierwszej wojny światowej w krajach sąsiadujących z Węgrami żyją milionowe rzesze Węgrów: częściowo w zwartych grupach,
częściowo zaś w mniejszości lub w rozproszeniu, i znaleźć ich można
niemal w każdym zakątku Kotliny Panońskiej.
Takie pomieszanie ludów i języków, częste zmiany lub niepewność granic
państwowych charakterystyczne były nie tylko w naszych naddunajskich
okolicach, lecz także na obszarach położonych na północ i na południe od
nich: w prowincjach czeskich, w rzeczypospolitej szlacheckiej oraz na
terenach bałkańskich, przygniecionych ciężarem potęgi osmańskiej.
Sprzeczności między pojęciami tożsamości węgierskiej, narodu
węgierskiego i ojczyzny węgierskiej są skutkiem procesów historycznych i pod wieloma względami wykazują pokrewieństwo z dylematami narodowymi
ludów szerszego sąsiedztwa o podobnych losach historycznych. Poniżej
chcielibyśmy ukazać węgierską tożsamość narodową w zwierciadle
środkowoeuropejskim, porównując ją z ideologiami narodowymi ludów
sąsiednich, zaznaczając najważniejsze podobieństwa i różnice w ich
rozwoju.
Przedtem jednak nie zaszkodzi krótko przypomnieć, jakie są owe
najważniejsze sprzeczności w pojęciach narodu węgierskiego i ojczyzny
węgierskiej. Mówiliśmy o węgierskości, o wspólnocie etnicznie i językowo
węgierskiej -?w takim ujęciu jedność języka ojczystego i kultury określa
wspólnotę, stanowiąc ową ramę pojęciową, którą historycy nazywają ramą
kulturowo-narodową. Coś nieco innego oznacza, gdy mówimy o Węgrzech, o ojczyźnie węgierskiej, o naszej ojczyźnie. W języku potocznym, w polityce i w ideologii od około dwustu lat -?sięgając do początków
powstawania nowoczesnego narodu -?używaliśmy i używamy często pojęć
ojczyzny i narodu jako synonimów, zakładając lub przypuszczając, że
obszar treściowy jednego i drugiego pokrywa się. Takie podejście nie
jest wszak jedynie wybaczalnym uproszczeniem czy niedokładnością, lecz
zniekształceniem i zafałszowaniem. To tego rodzaju potknięcie myślowe,
które poniekąd ujmuje w nawias jeden z najistotniejszych momentów
stawania się narodem w Europie Środkowej. Na dawnych Węgrzech bowiem już
od końca XVIII wieku z większymi lub mniejszymi przesunięciami czasowymi
grupy etniczne posiadające odrębny język zaczęły myśleć o sobie w kategoriach narodu i wytyczyły sobie zapożyczony od Europy Zachodniej
cel stania się państwem narodowym. Mieszkańcy tego kraju mówili wieloma
językami i w ciągu XIX wieku coraz mniejsza liczba tych, dla których
językiem ojczystym nie był węgierski, była skłonna uznać za swój ów
program, według jakiego mieliby się stać częścią narodu węgierskiego. A osiągnąwszy wreszcie po 1918 roku cel własnej państwowości, narody te
(niegdysiejsze mniejszości narodowe), wiedzione takim samym
niecierpliwym nacjonalizmem jak wcześniej Węgrzy, wytyczali ojczyzny
znacznie większe od swych terenów etnicznych, wykorzystując ku temu
pomyślną dla nich konstelację międzynarodową w latach 1919-1920. W ten
sposób w swojej istocie Europa Środkowa pozostała niezmiennie odległa od
owego teoretycznie wyobrażonego i uznanego za idealny stanu, w którym
granice państwa i narodu pokrywają się. Rama państwa narodowego,
oznaczającego jedność polityczno-gospodarczą, ogarnia całkowicie inną
sferę zjawisk niż rama wspólnoty kulturowo-językowej. W naszych stronach
z dwóch możliwych ram interpretacyjnych narodu próbowano sztucznie i na
siłę stworzyć jedną konstrukcję: w klasycznym okresie nacjonalizmu, tak
samo jak w obecnym wieku, charakterystycznym, ciągle powracającym
dążeniem było, by wielojęzyczną ludność zamieszkującą teren jednego
państwa traktować w sensie narodowym jako jednolitą wspólnotę. Dążenie
to miało swoje łagodniejsze i ostrzejsze formy, poczynając od
podkreślania wagi przynależności do każdorazowej większości, poprzez
państwowe poparcie dla asymilacji naturalnej i sztucznej, na
wysiedleniach i konfliktach wojennych skończywszy.
Przeto poniższe stwierdzenie uważam za wniosek podstawowej wagi: w Europie Środkowej w procesie powstawania narodów, w odmiennych
proporcjach u różnych nacji, lecz w pewnym stopniu wszędzie, stopiły się
ze sobą ramy pojęciowe wymiaru kulturowo-narodowego i państwowo-narodowego, a z tego nieuchronnie wyniknęły poważne
sprzeczności. Za wzajemnymi antagonizmami narodowymi kryły się często
niekonsekwentnie wybrane aspekty wyjściowe, sformułowane w pierwszej
połowie XIX wieku i odpowiednio podbarwione mitologie narodowe (które
przedstawiając sąsiadów -?narody mówiące innym językiem -?w krzywym
zwierciadle, traktowały ich jak wrogów), a ponadto -?i naturalnie nie w ostatnim rzędzie -?kryły się za nimi sprzeczności interesów. Kiedy
narodowy ruch węgierski uczynił swym punktem wyjścia pojęcie kraju,
którego jedność ma symbolizować korona świętego Stefana, nieuchronnie
zanegował idee tych myślicieli słowiańskich, dla których alfą i omegą
była wspólnota mówiących językiem słowiańskim -?i to niezależnie od
ówczesnych granic państwowych. Jednocześnie hasło węgierskiego okresu
reform: "Naród żyje w języku", umożliwiło i taką interpretację, która
żądała od nie-Węgrów przyswojenia sobie języka węgierskiego lub wręcz
zmuszała ich do tego. Ale też w dążeniach Słowaków i Rumunów,
formułujących swoje kulturalne żądania, dał się odnaleźć moment
polityczny, zarodek żądań państwa narodowego oraz idea wyłączności.
Środkowoeuropejska droga formowania się narodów, specyficzne tutejsze
przeszkody w tym procesie -?wszystko to wyodrębnia z Europy osobną
strefę, region, którego granic nie można w każdym punkcie określić
dokładnie, ale wiemy, że leży on mniej więcej pomiędzy obszarem języka
niemieckiego a obszarem języka rosyjskiego. Dlatego dla naszego regionu
używam nazwy Europa Środkowa. Europa Środkowa, a więc coś w środku,
Środek Europy -?jego pozytywną treścią jest negacja dwubiegunowego
schematu, negacja skrajności, sprzeciw wobec logiki wyłączności,
głoszącej: albo-albo.
Mowa tu o tym historycznym regionie naszego kontynentu, którego warunki
rozwojowe, struktura społeczna, system państwa i władzy oraz jego mapa
etniczna różniły się w znacznej mierze od terenów leżących zarówno na
wschód, jak i na zachód od niego. Gdzie proces cywilizacyjny rozpoczął
się spóźniony i przebiegał na ogół w dużych, wielonarodowych,
dynastycznych tworach państwowych, gdzie masy chłopstwa
pańszczyźnianego, stanowiące przeważającą część ludności, żyły w warunkach patriarchalno-feudalnych nierzadko do początków XX wieku, a nawet dłużej, pozbawione możliwości awansu społecznego. Gdzie pomimo
tego żyły jednak -?choć często zduszone, rozproszone, częściowo nawet
zanikające -?skutki tradycji europejskiej, na przykład takie formy
samorządów, praw wolności stanowych, które można było wykorzystać w procesie uobywatelniania i formowania się narodu; istniała ponadto
tradycja chrześcijaństwa zachodniego i protestantyzmu, w wielu miejscach
drobna i średnia szlachta lub grupy wolnego chłopstwa stanowiły
stosunkowo szeroką warstwę średnią. Specyficzną cechą tej strefy było,
że dążenie do nowoczesnego państwa narodowego stanowiło -?bezpośrednio
lub pośrednio -?negację istniejących ram mocarstwowych. Ludy Europy
Środkowej żyły w mocarstwie habsburskim, w imperium cara rosyjskiego lub
pod zwierzchnictwem sułtana tureckiego w tych czasach, gdy
urzeczywistnienie współczesnego narodu znalazło się na porządku
dziennym. W latach dwudziestych i trzydziestych XIX wieku Polak Adam
Mickiewicz, którego ojczyzna była podzielona pomiędzy trzy mocarstwa,
postrzegał perspektywy swego narodu w zasadniczo innych kategoriach niż
współczesny mu poeta rosyjski Aleksander Puszkin, dla którego polityczne
granice imperium carskiego oznaczały naturalną ramę identyfikacji
narodowej (nie zapominajmy, z jakim niezrozumieniem traktował dążenia
"separatystyczne" Polaków ten wielki poeta).
Klasyczny, dziewiętnastowieczny okres ideologii narodowych naszego
obszaru można typologizować według licznych kryteriów, ale dwie
najważniejsze grupy różni między sobą przede wszystkim to, co było
uważane za kryterium prymarne: kraj jako wspólne terytorium, czy może
jako jedność języka i kultury. Ale, jak zobaczymy, te dwie ramy
pojęciowe mieszają się ze sobą w różnych proporcjach i nie znajdziemy
ani jednej takiej ideologii narodowej, w której obie nie byłyby jakoś
obecne. Spójrzmy na przykład, jaki dylemat oznaczało dla narodowego
ruchu czeskiego podstawowe pytanie: "Gdzie jest ojczyzna?" (taki jest
tytuł czeskiego hymnu narodowego: Kde domov můj). Wszystkim
współczesnym znane były granice tych krain historycznych, które skupiały
się w Koronie Świętego Wacława: granice Czech, Moraw i Śląska. A znowu
biorąc pod uwagę wyznaczniki językowo-kulturowe, mówiący po czesku
uważali się za jeden naród -?częściowo z powodu bliskości językowej,
częściowo dla wspólnego języka literackiego -?ze Słowakami,
zamieszkującymi ówczesne Górne Węgry. Jednocześnie zaś dla 30 procent
ludności zajmującej historyczne prowincje czeskie językiem ojczystym był
niemiecki. Uwzględniając więc pojęcie państwa narodowego i zgodnie z argumentami prawa historycznego należało wytyczyć zupełnie inne granice
ojczyzny, niż można to było uczynić na podstawie (inna rzecz -?na ile
rzeczywistej) wspólnoty etniczno-językowej.
Tradycja odrębności państwa czy prowincji, średniowieczne regnum,
tradycja ojczyzny stanowej były ważną bazą dla kształtowania idei
nowoczesnego narodu; poważną trudność stanowiła konieczność formułowania
ideologii bez takiej tradycji. W Europie Środkowej przede wszystkim
Polacy, Czesi i Węgrzy posiadali silną świadomość odrębności politycznej
i państwowej, pamięć o niegdysiejszej wielkości. Mniejsze znaczenie miał
ten czynnik u Chorwatów (którzy również posiadali pewne historyczne ramy
państwowe), a także u Serbów i Rumunów, którzy przez długie stulecia
żyli w niewoli tureckiej, albo jako mieszkańcy księstwa wasalskiego,
albo też całkowicie włączeni do imperium (dodajmy, że znaczna część obu
ostatnich ludów żyła na Węgrzech należących do mocarstwa habsburskiego).
Bez dziedzictwa własnego kraju czy prowincji musieli rozpocząć swój ruch
narodowy Słoweńcy (zamieszkujący tereny trzech prowincji austriackich,
głównie Krainę) oraz Słowacy.
Zrozumiałe więc, jak głęboko zapuściła korzenie w myśleniu Słowaków w ubiegłym wieku owa pochodząca od Herdera kategoria narodu w języku i że
ten stosunkowo nieliczny naród słowiański wydał apostołów
pansłowiańskich, rysujących wizję wielkiego, jednolitego narodu
słowiańskiego; wydał także żyjącego w stanie duchownym w Peszcie Jana
Kollára, który głosił, że "prawdziwą ojczyznę nosimy w sercu".
Okoliczności historyczne wyjaśniają, jak ważny był moment solidarności
etniczno-językowej dla Rumunów, dla Słowian Południowych, a nawet dla
Polaków, po stłumieniu powstania listopadowego.
Ale i pozostałe ludy tego terytorium musiały się liczyć z wymogami epoki
romantycznej, stawiającymi na pierwszym miejscu język ojczysty i kulturę
ludową. Rachuba nie była łatwa. Dla Polaków, Czechów i Węgrów z tego
powodu, że jasne było, jak istotna jest proporcja ludności mówiącej
innym językiem ojczystym w granicach państwa historycznego. Granice te
głęboko wryły się w narodową świadomość. Na przestrzeni całego XIX wieku
wszystkie polskie ruchy wyzwoleńcze (a było ich sporo) pragnęły powrotu
Polski z roku 1772, to jest w granicach sprzed pierwszego zaboru, i nie
brały pod uwagę tego, że na tych terenach żyło wielu Ukraińców,
Białorusinów, Litwinów oraz przedstawicieli innych narodowości.
Nacjonalizm czeski i węgierski w sposób bardziej lub mniej jawny starały
się -?na ile to było możliwe -?uczynić teren państwa historycznego
jednojęzycznym. Zeszłowieczni budziciele narodów w swych dążeniach do
połączenia językowych krewniaków zakładali nierzadko okular romantycznej
przesady, a wymarzone ojczyzny obejmowały też sporo takich terenów, na
których ludność mówiąca ich językiem żyła tylko w mniejszości lub w rozproszeniu; tak narodziła się wizja ojczyzny rumuńskiej, sięgającej od
Dniestru do Cisy, czy obraz ojczyzny słowackiej rozciągającej się od
Karpat, a ściślej mówiąc od Tatr, aż do Dunaju. Na bardziej trzeźwe
argumenty prędko przychodziła odpowiedź: żyjąca tam ludność obcojęzyczna
jest właściwie ludnością wyrodzoną, która w minionych wiekach przyjęła
język zaborców, i trzeba jej umożliwić, by niczym syn marnotrawny mogła
powrócić do swego pierwotnego narodu.
Także w sensie językowym nie było jednoznaczne, gdzie są, gdzie mogą być
granice planowanej ojczyzny, w wielu bowiem regionach do początków XIX
wieku nie zakończył się jeszcze proces zjednoczenia językowego i wytworzenia normy języka literackiego. A to powodowało zasadnicze
komplikacje, szczególnie w przypadku bliskich sobie, sąsiednich języków
słowiańskich. Postanowienia uczonych i pisarzy w kwestii normy językowej
miały daleko idące konsekwencje z punktu widzenia powstawania narodu.
Mniej więcej w tym samym czasie (w 1843 i w 1850 roku) Słowacy
postanowili stworzyć odrębny, różniący się od czeskiego język literacki,
Chorwaci i Serbowie zaś zdecydowali się na wspólną normę językową. Oba
te, związane z konkretnym miejscem i czasem, postanowienia w znacznej
mierze wytyczyły drogę kształtowania się tych narodów.
W naszym szerszym sąsiedztwie wspólną cechą ruchów narodowych była ich
względna słabość, fakt, że ludy tego regionu mogły planować państwa
narodowe na znacznie mniejszym terytorium i z mniejszą liczbą ludności.
Wystarczy pomyśleć o bazie Niemców czy Włochów, o dwóch najsilniejszych
ruchach narodowotwórczych Europy XIX wieku, lub o tym ogromnym imperium
carów, na które nawet rosyjscy przeciwnicy samodzierżawia patrzyli jako
na ojczyznę. Poczucie słabości i zagrożenia wzmacniał jeszcze fakt
znacznego przemieszania ludów i grup etnicznych, poważny
etniczno-językowy chaos i rozmaitość, w którym rzecznicy jednolitego
państwa narodowego widzieli pewien negatywny rys. Ruchy narodowe
potrzebowały "narodowych" ośrodków miejskich i stolic; tymczasem twórcy
idei -?zarówno marzyciele, jak i realiści -?widzieli przed sobą na
początku XIX wieku miasta wielojęzyczne: skupiające przeważnie ludność
niemieckojęzyczną Pragę, Peszt-Budę czy Zagrzeb. Ochrona języka
narodowego, teatr i szkoła w języku ojczystym stanowiły proces naturalny
i nieuchronny, ale jednym z jego skutków było to, że jednostki i grupy
dobrowolnie, bądź też pod wpływem większego czy mniejszego nacisku
zrzekły się swego języka ojczystego i tożsamości etnicznej. Wraz z upływem kolejnych dziesięcioleci XIX wieku coraz bardziej do głosu
dochodziła logika wyłączności: musisz się zdecydować, czy jesteś Niemcem
czy Węgrem, Czechem czy Niemcem, Polakiem czy Ukraińcem i tak dalej.
Wynikająca ze słabości psychoza strachu nierzadko wpychała ruchy
narodowe naszego obszaru w ramiona "silniejszego", czyli na pozycję
sojusznika jednego bądź drugiego mocarstwa dominującego w naszym
regionie, a to w nadziei, że do urzeczywistnienia swych celów narodowych
-?kosztem bezpośrednich sąsiadów -?stamtąd będą mogły otrzymać pomoc.
Moglibyśmy przytoczyć na to dość przykładów od jesieni 1848 roku do 1867
roku i pomiędzy latami 1918-1920; model wciąż był jeden, tylko
występujący stali po coraz to innych stronach, dobrze ilustrując
zjawisko zwane "nacjonalizmem antydemokratycznym".
Trudno byłoby odpowiedzieć na pytanie, czy ludy Europy Środkowej
nauczyły się czegoś ze wspólnej historii. Tworzenie wzajemnego
zrozumienia, tolerancji, empatii grupowej jest ciągle aktualnym wspólnym
zadaniem; możemy się doń przybliżyć tylko poprzez uświadomienie sobie
wartości europejskich, a wśród nich chrześcijańskich. Rozumiejąc i akceptując myśl, którą István Bibó sformułował tak: "Trzeba zrozumieć,
że każda przemoc wywołana jest właściwie przez stan skurczu i że dla
każdego gestu przemocy istnieje dyktowany przez aktywną miłość bliźniego
silniejszy gest miłości, zdolny rozbroić gest przemocy"1.
-?19862
przełożyła TERESA WOROWSKA
István Bibó, Az európai társadalomfejlődés értelme, [w:] Bibó
István összegyűjtött munkái (dziela zebrane), t. 2, Bern 1982, s. 584. [wróć]
Na końcu tekstów podajemy daty ich publikacji w Polsce bądź po
polsku. Pełne informacje bibliograficzne zostały zestawione w Nocie
edytorskiej. [wróć]
Lekcja Europy Środkowej
Lekcja Europy Środkowej
Magnificencjo, Szanowny Panie Dziekanie, Drogi Panie Profesorze, Szanowni
Państwo!1
PRZYJECHALIŚMY TU, ABY POZDROWIĆ KRAKOWSKIEGO UCZONEGO, profesora tej
Alma Mater, z którą przez ponad sześćset lat jej istnienia tak owocnie
wiązało się życie duchowe Węgier. Przyjechaliśmy tu z zagranicy, ale
jednak nie na obczyznę. Dzisiejszą okazję możemy pojmować jako
kontynuację szczególnej tradycji. W historii europejskiej kultury nie ma
bowiem drugiego takiego przykładu, by dwa sąsiadujące ze sobą przez
wieki narody miały o sobie wyłącznie pozytywne wyobrażenia. Mogło się
zdarzyć, że dziedzictwo to pojmowano fałszywie bądź też starano się je
przemilczeć, ale zawsze bywali w Polsce i na Węgrzech ludzie ducha,
którzy coś doń dodali, o coś wzbogacili, sprawiając, że nie obróciło się
ono we frazes. Nie manipulowali nim -?przekazywali kolejnym pokoleniom
tradycję przyjaźni, uświadamiając sobie i wszystkim jej treści, na nowo
je formułowali w zależności od wymagań zmieniającego się czasu i na nowo
poświadczali je swoim życiem, jeżeli chciał tego los.
Wacław Felczak należy do współczesnych polskich kontynuatorów
najszlachetniejszych wartości tej tradycji. Dane mu było jako
człowiekowi, jako uczonemu i jako wychowawcy być tradycji tej szafarzem
i krzewicielem: nie tylko ją przekazywał, ale i współtworzył. Decydujący
okres swego życia spędził na Węgrzech; do Budapesztu przyjechał w roku
1938 jako stypendysta Collegium im. Loránda Eötvösa. Po kilku miesiącach
wrócił na Węgry jako wysłannik Polskiego Państwa Podziemnego i podczas
okupacji niezłomnie działał na rzecz tego, aby Polska znowu była Polską.
Ze studenta interesującego się historycznymi związkami Polski i Węgier
sam stał się aktywnym twórcą tych więzi. Karierę historyka dane mu było
rozpocząć, kiedy miał już ponad czterdzieści lat. Nie jest jednak naszym
zadaniem omawiać koleje jego życia i twórczości. Mamy mówić o tym, czego
nauczyliśmy się od niego my -?jego węgierscy przyjaciele i "zaoczni
studenci". Większość autorów Księgi Pamiątkowej należy bowiem do
pokolenia, które przyszło na świat, kiedy Jubilat przebywał w naszej
ojczyźnie.
Chciałbym wspomnieć o dwóch przedmiotach jego nauczania, których nie
wykłada się na uniwersytetach. Jeden to Europa Środkowa, drugi -
Wierność. My, Węgrzy, lekcji Europy Środkowej próbujemy nauczyć się od
półtora wieku. Ze zmiennym powodzeniem: nawet jeżeli czasem zdarzały nam
się sukcesy, to jednak częściej oblewaliśmy egzaminy. I marna to
pociecha, że na obszarze między Adriatykiem a Bałtykiem nie należy to do
rzadkości. Przeszczepienie na nasz obszar, położony między ziemiami
niemiecko- i rosyjskojęzycznymi, zachodnioeuropejskiego liberalnego
pojęcia narodu spowodowało ciężkie konflikty. W XIX i XX wieku nacje
Europy Środkowej własnym wysiłkiem, choć często uciekając się do pomocy
mocarstw, usiłowały stworzyć nowoczesne państwa narodowe. W analizach
profesora Felczaka mogliśmy ujrzeć konflikty narodowe i narodowościowe
dziewiętnastowiecznych Węgier jak w polskim zwierciadle, bynajmniej nie
ukazane przez obojętnego obserwatora, dla którego cenny jest każdy
wysiłek zmierzający do porozumienia między żyjącymi obok siebie
narodami. Jeden z wniosków płynących z jego prac to nieuchronność
konfrontacji ruchów narodowych w XIX wieku, drugim zaś jest to, że sam
konflikt -?tragedia narodowościowa na Węgrzech lat 1848-1849 -?mógłby
przyjąć inny obrót, gdyby więcej było wzajemnego zrozumienia pomiędzy
jego uczestnikami. Nie tego zatem uczyliśmy się od Profesora, że wśród
sąsiadujących narodów nie było sprzeczności interesów i uprzedzeń, ale
tego, że należy poznać powody tych sprzeczności i naturę niechęci. Bez
takiej wiedzy nie zorientujemy się ani w przeszłości, ani w teraźniejszości naszego rejonu: oto najważniejsze dzisiaj "zadanie
domowe" naszej rodzinnej Europy.
Możliwe, że słowo Wierność brzmi dziś patetycznie, a przez to śmiesznie
i staromodnie. Wierność, gdy Czas przyspieszył, kiedy z dnia na dzień
zmienia się świat wokół nas, kiedy kupujemy coraz to nowsze i nowsze
rzeczy i gdy w nadmiarze zalewają nas coraz to świeższe informacje?
Podpowiadano nam, naszemu pokoleniu na Węgrzech, że doświadczenie
naszych ojców jest już nieważne, że nasza historia nie ma nic wspólnego
z rzeczywistością naszego życia, że nasza narodowa przeszłość to
zaledwie parę niemodnych strojów i ozdób, a wiele jest takich sklepów z koszulami Dejaniry, do których lepiej nie wchodzić. Postawa profesora
Felczaka, naszego polskiego pana od historii, nakazywała nam wierność
wobec najszlachetniejszych ideałów polskiej i węgierskiej przeszłości -
to on przekazał nam przesłanie lat czterdziestych XIX stulecia, tej
najambitniejszej dekady nowszej węgierskiej historii. Jego osobowość
ucieleśniała wierność wobec tej Europy, której częścią staliśmy się
niemal w jednym czasie z Polską. Wierność wobec najważniejszych wartości
europejskiej tradycji: demokracji i tolerancji. Wierność wobec tej
lekcji naszej przeszłości, że nie da się stłumić narodowych aspiracji i dążeń wolnościowych.
Świadectwo życia Profesora jednoznacznie dowodzi, że w historycznym
wymiarze jednostkowego bytu człowiek może wybrać pewne wartości i pozostać im wierny: wartości, których blasku nie przyćmi mijający czas.
Jakby wcześniej usłyszał to, co kilkadziesiąt lat później Zbigniew
Herbert powie słowami bohatera jednego ze swych wierszy, Pana Cogito:
"Bądź wierny. Idź".
-?1986
Laudacja wygłoszona w Collegium Maius Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie 6 czerwca 1986 roku podczas uroczystego posiedzenia Rady
Wydziału Historycznego UJ uświetniającego Jubileusz 70. urodzin prof.
Wacława Felczaka [przyp. red.]. [wróć]
Rewolta plemienna w Europie Środkowej
Rewolta plemienna
w Europie Środkowej
Nieprzekraczalną przeszkodą dla naszej skomplikowanej umysłowości
zachodniej są cechy narodowe inne od naszych.
JOSEPH CONRAD, W oczach Zachodu
MÓWIĄC O KWESTIACH NARODOWYCH W EUROPIE ŚRODKOWEJ, CZUJEMY się często w obowiązku przyjąć rolę tłumacza, gdyż inaczej rozumiemy znaczenie nawet
najbardziej podstawowych kategorii. Weźmy na przykład pojęcie narodu,
jednej z determinujących kategorii historycznych współczesnej epoki. Dla
nas nie oznacza ono jedynie wspólnoty politycznej, ale obejmuje
jednocześnie wszystkich mówiących tym samym językiem i należących do
tego samego kręgu kulturowego. Należy przy tym wiedzieć, że z reguły
zasięg tych dwóch typów wspólnoty nie pokrywał się ze sobą, czy to
dwieście lat temu, czy dzisiaj. Mówiąc o zjawisku nacjonalizmów w Europie Środkowej, nie można abstrahować ani od drogi, często wyboistej,
na której tworzył się dany naród, ani od okoliczności politycznych i społecznych modelujących ten proces w środkowej części kontynentu (w odróżnieniu od Europy zza Łaby i od Imperium Rosyjskiego).
Patrząc z Zachodu, trudno zrozumieć, jak to się dzieje, że granice
państwowe i granice "narodowe" tej samej nacji mogą być różne, i dlaczego małe grupy narodowe czy wspólnoty etniczne chcą się
zorganizować w formie narodu i stworzyć nowe państwo w miejsce
istniejących obecnie ram integracyjnych.
W 1848 roku dwaj lewicowi liberałowie -?Karol Marks i Fryderyk Engels, z pewnym niezrozumieniem śledzili wysiłki mniejszych ludów słowiańskich
usiłujących wybić się na niepodległość. Obaj ci apostołowie uznawali owe
ruchy za "kontrrewolucyjne", podobnie jak jakobini francuscy traktowali
zwolenników autonomicznych prowincji. Jeśli jako ramę obserwacji
przyjmiemy francuską lub anglosaską drogę tworzenia narodu, to wiele
zjawisk pozostanie niezrozumiałych. Kwestia jest więc nadal otwarta. Czy
proces tworzenia się narodu oraz sposób, w jaki toczył się on na
Zachodzie, może być uznawany za uniwersalny? Przyjmując ideę, zgodnie z którą naród jest wspólnotą polityczną, unią obywateli zasadzającą się na
równości praw, musimy sobie postawić pytanie, jak owa wspólnota będzie
się miała do różnic językowych i kulturowych? Pragmatyczne wymogi
(administracja państwowa, obowiązkowa służba wojskowa) wielokrotnie
doprowadziły do prawie całkowitej likwidacji niektórych ludów.
W Europie Środkowej, gdzie istniała i istnieje aż do dzisiaj wielka
różnorodność etniczna i językowa, zasada jednolitego Państwa-Narodu (czy
też państwa narodowego) kazała politykom twierdzić, że ujednolicenie
językowe jest celem, do którego należy dążyć. Nawet ze szkodą, jeśli to
konieczne, dla ludów mówiących innymi językami. Idea ta sama w sobie
stanowiła część procesu modernizacji. Taka właśnie refleksja przejawiła
się w aspiracjach polityków węgierskich po 1867 roku, zmierzających do
scentralizowanego państwa narodowego, jak również w polityce państw
quasi-narodowych powstałych w Europie Środkowej po 1920 roku.
Z tego też powodu czujemy się wciąż zobligowani do zlikwidowania
wszelkich źródeł tego nieporozumienia. Taką właśnie ideę pragnąłbym
rozwinąć w niniejszym studium, rzucając jednocześnie nieco światła na
niektóre powody deformacji zachodniego spojrzenia na problem państwa
narodowego.
Jeszcze dzisiaj nawet, czytając analizy dotyczące nacjonalizmów
postkomunistycznych, mamy często wrażenie, że napotykamy na takie same
argumenty i opisy jak te wysuwane na temat naszego regionu w okresie
międzywojennym. Dla uproszczenia: chodzi o małe państewka kłócące się ze
sobą, a każde z nich ma wobec swego sąsiada jakieś roszczenia
terytorialne, których dezyderaty popierane są agresywną retoryką i w których mniejszości narodowych używa się w charakterze piątej kolumny.
Na Zachodzie mawiano, że z racji swego niedostatecznego rozwoju i zacofania państwa te są predysponowane do posiadania reżimów
autorytarnych i do nadmiernych zbrojeń. W ich mentalności dostrzegano
silną skłonność do nietolerancji i zauważano nadmierny wpływ Kościołów.
Innymi słowy, nie można z tym regionem wiązać jakichkolwiek nadziei,
cechuje go bowiem "obskurantyzm", chaos i reakcjonizm i z tego tytułu
jest on przeciwieństwem państw oświeconych, postępowych i rozwiniętych.
Nie pragnę tu w żaden sposób idealizować Europy Środkowej z okresu
międzywojennego, ale rzeczywistość nie miała wcale tak ciemnych barw, w jakich Zachód chciałby ją nakreślić -?i to niezupełnie niezależnie od
sytuacji, która powstała po drugiej wojnie światowej, to znaczy po
Teheranie i Jałcie. Faktycznie bowiem totalitaryzm faszystowski mógł
zostać zwyciężony jedynie dzięki sojuszowi z innym rodzajem
totalitaryzmu. A począwszy od zimy 1943-1944, stawało się coraz
oczywistsze, że większa część Europy Środkowej zostanie wyzwolona spod
okupacji faszystowskiej przez Związek Radziecki.
I tak Polska, dla której, w obronie jej niezawisłości, Francja i Wielka
Brytania przystąpiły do wojny we wrześniu 1939 roku, musiała zostać
oddana w sowiecką strefę wpływów. Stało się więc konieczne stworzenie
argumentacji ukazującej negatywne oblicze międzywojennej Polski. W sumie
Europa Środkowa stała się częścią świata sowieckiego. Ten fakt wiele
osób na Zachodzie uważało za szansę "rozwoju" czy modernizacji dla tego
regionu, co mogłoby położyć kres nacjonalizmom małych skłóconych ludów.
Wielu też sądziło, że tereny owe staną się później wolne od waśni
plemiennych, że nie będzie już problemów granic ani kwestii mniejszości
narodowych.
Zważywszy, że kwestia narodowa powodowała napięcia w Europie Środkowej
zarówno pięćdziesiąt, jak i osiemdziesiąt lat temu i że dylematy te dziś
pozostały nierozwiązane, chciałbym się nieco zatrzymać przy
"współrzędnych" narodu charakterystycznych dla naszego regionu. Na
naszych terenach pojęcie narodu było "produktem importowanym" z Zachodu.
Kiedy więc już do nas dotarło, należało je nieco przerobić, aby móc je
zaszczepić na lokalnym gruncie, gdyż nie było tu ani ram politycznych,
ani autonomicznej przestrzeni gospodarczej, ani też nawet jednolitego
standardu językowego. W tym świecie ogromnego zróżnicowania
lingwistycznego, kulturowego i wyznaniowego, tkwiącym pośród żywiołów
języka niemieckiego i rosyjskiego, należącym dotychczas do trzech
imperiów dynastycznych (monarchii Habsburgów, Rosji carskiej i imperium
otomańskiego), z początkiem ubiegłego stulecia niewielkie istniały
nadzieje na to, by powstało niezawisłe państwo narodowe, polskie czy
węgierskie, nie mówiąc już o mniejszych narodach, mających skromniejszą
tradycję historyczną.
To tendencje polityczne i system argumentacji ideologicznej dla
niemieckich aspiracji do zjednoczenia zachęciły stopniowo małe narody do
wypracowania własnych projektów narodowych. Pojawiły się romantyczne
mitologie narodowe i mapy geograficzne z wyśnionymi ojczyznami.
Ze względu na ową niezwykłą różnorodność etniczną i zbyt skomplikowane
stosunki publiczno-prawne oraz powagę rzeczywistości panującej w wielkich mocarstwach, w tych projektach narodowych, opracowywanych przez
naukowców, etnografów i poetów, odnajdujemy mniej lub bardziej
bezpośredni zamiar dokonania secesji, a także aspiracje terytorialne
wobec sąsiadów czy też dążenia do ujednolicenia mniejszości narodowych
mówiących innym językiem. Idee zasadzające się na fundamencie liberalnym
mogły zostać sformułowane przede wszystkim przez tych, którzy posiadali
jakąś tradycję funkcjonowania jako państwowość czy prowincja.
Patrząc z dzisiejszego punktu widzenia, wydaje się praktycznie
niemożliwością, by ludy stosunkowo niewielkie liczebnie, żyjące na małym
terytorium i nieposiadające tradycji państwowości, jak to było na
przykład w wypadku Słowaków czy Słoweńców, były w stanie wejść na drogę
tworzenia nowoczesnego narodu. A jednak tak się stało. Z chwilą gdy na
scenie pojawił się węgierski ruch narodowościowy, ludy
niewęgierskojęzyczne Królestwa Węgierskiego niezwłocznie jęły formułować
własne dezyderaty.
Ruchy te, pojawiające się mniej więcej w jednym okresie, były silnie
naznaczone wzajemnymi wpływami. Często posługiwały się zbliżoną logiką,
a podobieństwo to staje się jeszcze wyraźniejsze, jeśli popatrzymy na
nie z perspektywy dłuższego procesu historycznego. Przykładowo,
zadziwiające jest skonstatowanie, jak wielce podobne do siebie są
nacjonalizmy węgierski i słowacki (patrząc na sposób, w jaki z pozycji
państwa narodowego i Węgrzy, i Słowacy walczyli, szermując tą samą
argumentacją, z prawami grup mniejszości narodowych lub z ich autonomią
terytorialną). Interesujące byłoby porównanie argumentów węgierskich
odrzucających słowackie rewindykacje autonomii terytorialnej pochodzące
z 1861 roku z argumentami obecnej Republiki Słowackiej, kwestionującymi
prawo mniejszości węgierskiej do autonomicznego terytorium.
W mitach i ideologiach narodowych zasady francuskiego państwa-narodu
przemieszały się z pewnymi aspektami herderowskiej narodowej wspólnoty
kulturowej. Powstałe po 1859 roku Królestwo Rumunii jako państwo
wyznawało zasady francuskiego państwa-narodu, a jednocześnie politycy i ideolodzy cały czas podkreślali więzy etniczno-językowe łączące ich z Rumunami z Siedmiogrodu, to znaczy żyjącymi w granicach ówczesnego
Królestwa Węgierskiego.
W Europie Środkowej nie zrealizowano państwa narodowego w sensie
zachodnim ani w ubiegłym wieku (próba taka nie powiodła się Królestwu
Węgier), ani też w obecnym stuleciu. Jednym z oczywistych powodów
zachodniego niezrozumienia jest fakt, że nowe państwa powstałe na
gruzach Monarchii Austro-Węgierskiej nie były nigdy państwami
narodowościowymi, chyba że zawierzymy deklaracjom polityków. W każdym z tych państw istniał duży procent ludności mówiącej innym językiem.
Według oficjalnych danych pochodzących z narodowego spisu powszechnego z 1920 roku, mniejszości narodowe stanowiły 34,5 procenta ludności w Czechosłowacji, 18,8 procenta w Jugosławii, 31 procent w Polsce, 10
procent na Węgrzech i 22 procent w Rumunii. Niemniej jednak należy
pamiętać, iż w Czechosłowacji naród "czechosłowacki" był jedynie fikcją,
podobnie jak naród "trójplemienny" w Jugosławii (do 1920 roku Królestwie
Serbów, Chorwatów i Słoweńców). Fikcje te pochodzą jeszcze z epoki
romantyzmu i aspiracji mniejszych ludów słowiańskich, według których
projektowano powstawanie państw narodowościowych o większym zasięgu
terytorialnym, opierając się na zasadzie bliskiego pokrewieństwa
języków. Walka trwająca od 1920 roku, a prowadzona przez autonomistów
słowackich i chorwackich celem uzyskania niepodległości, jest dowodem na
to, jak owe fikcje były nietrwałe. Później kwestia słowacka i chorwacka
pojawiały się na porządku dziennym praktycznie w momencie każdego
kryzysu historycznego.
Faktem jest, że proces tworzenia się narodu, rozpoczęty w naszym
regionie w pierwszych dziesięcioleciach XIX wieku, nigdy się nie
uspokoił, a coraz częstsze zmiany, którym podlega historia powszechna,
doprowadziły do tymczasowej jedynie równowagi. Wciąż jednak straszyło
widmo napięcia pomiędzy państwem a narodem. Próby zmierzające do
zmniejszenia tego napięcia przywróciły, choć w innej już konfiguracji,
opozycję między większościami i mniejszościami narodowymi. Sytuacja ta
sprzyjała oczywiście próbom ekspansji ze strony sił zewnętrznych
pragnących dominacji w Europie Środkowej. Takie próby Rzeszy
niemieckiej, wzmagające się coraz bardziej od połowy lat trzydziestych,
zostały zastąpione pod koniec drugiej wojny światowej okupacją sowiecką.
Istnienie niemieckiej i sowieckiej strefy wpływów wywarło wielki wpływ
na nacjonalizmy. Ponieważ państwo hitlerowskie pragnęło zniweczyć system
pokoju wersalskiego, dążyło do posłużenia się dla własnych interesów
mniejszościami narodowymi i sporami między różnymi krajami. W ten
właśnie sposób Trzecia Rzesza odegrała istotną rolę przy tworzeniu się
autonomicznego państwa słowackiego i chorwackiego, a szerzej przy
propagowaniu ekstremistycznego szowinizmu. W strefie wpływów niemieckich
Holocaust oznaczał tragiczną eksterminację Żydów przy mniej lub bardziej
aktywnej pomocy władz krajów sojuszniczych. Tym niemniej od czasu, gdy
zajęta została Jugosławia, na porządku dziennym były straszliwe czystki
etniczne dokonywane codziennie na terytoriach zamieszkiwanych przez
południowych Słowian. Chorwaccy ustasze i serbscy czetnicy z wyrafinowanym okrucieństwem mordowali ludzi wyznających inną religię
bądź należących do innej grupy etnicznej. Prawdę powiedziawszy, o ile
faszystowskie państwo chorwackie ustanowiło praktycznie reżim
ludobójczy, o tyle czetnicy serbscy walczyli jako partyzanci. Zaś pod
koniec drugiej wojny światowej komunistyczne wojska Tity wzięły krwawy
odwet na dziesiątkach tysięcy Słoweńców i Chorwatów.
Z kolei w sowieckiej strefie wpływów czystki etniczne przybrały formę
bardziej umiarkowaną. Zgodnie z układami międzynarodowymi spora część
ludności niemieckiej zamieszkująca tereny Europy Środkowej została
przesiedlona ze swych ziem rodzinnych. Te sukcesywne przesiedlenia za
pomocą metod administracyjnych dotyczyły wielu tysięcy osób, zwłaszcza z trenów Czechosłowacji i Polski. Wywózki odbywały się przy udziale
okrucieństwa i w sposób nieludzki. Z końcem drugiej wojny w oficjalnej
ideologii sowieckiej pojawił się panslawizm. Odtąd w państwach
słowiańskich intencja stworzenia jednolitego państwa słowiańskiego stała
się ideą dominującą. To pod sztandarami tej idei partyzanci
jugosłowiańscy spowodowali w latach 1944-1945, że mieszkańcy półwyspu
Istria znaleźli się bez dachu nad głową. Węgrzy mieszkający w południowej Słowacji zostali wywiezieni na przymusowe roboty do Czech.
Oba mocarstwa stosowały na szeroką skalę politykę divide et impera,
wzmagając tym samym wśród poszczególnych ludów istniejące napięcia. Tak
właśnie było w przypadku stosunków rumuńsko-węgierskich podczas drugiej
wojny światowej i za czasów Nikity Chruszczowa.
Wyjaśniając tło nacjonalizmów, należy poświęcić jeden odrębny rozdział
relacjom pomiędzy nacjonalizmem a komunizmem. Na Zachodzie świat duchowy
tak zwanego socjalizmu realnego został uznany za ideologię
uniwersalistyczną, gdyż twórcy ideologii marksistowskiej głosili
internacjonalizm proletariacki. Nie brano pod uwagę owej specyfiki
komunizmu, która polegała na stworzeniu czegoś w rodzaju pozoru prawdy
językowej. Ta werbalna magia, lub inaczej mówiąc propaganda, nie miała
praktycznie nic wspólnego z rzeczywistymi faktami. Jednym ze środków,
przy pomocy których systemom totalitarnym udawało się utrzymać przy
władzy, była właśnie ideologia, to znaczy kontrola nad związkiem
pomiędzy znakami a znaczeniami językowymi. Oczywiście stosowano to
również w odniesieniu do tożsamości narodowej, którą tak w Związku
Sowieckim, jak i w strefie jego wpływów traktowano w sposób
instrumentalny. W latach trzydziestych naszego stulecia Stalin rozwinął
pewien rodzaj państwowego nacjonalizmu bolszewickiego, w którym robił
częsty użytek z tradycyjnych elementów wielkorosyjskiego szowinizmu
imperialnego.
W państwach satelickich połączenie bolszewizmu z dziewiętnastowiecznym
nacjonalizmem dokonało się dopiero później i odbywało się w poszczególnych krajach w odmienny sposób. Najeźdźca sowiecki od samego
początku swej "intronizacji" traktował każde państwo inaczej, w zależności od roli, jaką odegrało ono podczas drugiej wojny światowej.
Jednakże wielkomocarstwowa polityka sowiecka była raczej pragmatyczna i,
jako taka, z łatwością odsuwała na dalszy plan rozważania ideologiczne,
jeśli wymagały tego jej interesy. I tak z zakończeniem drugiej wojny
światowej Moskwa energicznie popierała pretensje Czechosłowacji i Jugosławii. Była na przykład jedynym mocarstwem, które uznało za
stosowne przekształcenie Czechosłowacji w jednolite państwo słowiańskie.
Semiotyka świąt państwowych sugestywnie odzwierciedla stosunek Związku
Radzieckiego do podbitych krajów Europy Środkowej. Znamienne jest, że w Czechosłowacji, w Polsce i na Węgrzech jako święto narodowe wybrano
dzień uznawany za przełomowy dla tak zwanej ludowej rewolucji
demokratycznej lub dzień zwrotu i początek ofensywy przeciw Niemcom. Na
Węgrzech na święto państwowe komuniści wybrali 4 kwietnia -?na pamiątkę
4 kwietnia 1945 roku, kiedy to Armii Czerwonej udało się ostatecznie
wyprzeć oddziały niemieckie z kraju. Była to oczywiście narzucona
odgórnie manifestacja wierności wobec Związku Radzieckiego.
Komunizm, w związku ze swym totalitarnym charakterem, stał się później
bezprecedensowym i potężnym narzędziem stosowanym do represji
narodowych. W okresie stalinowskim kolonizacja sowiecka wymagała od tak
zwanych krajów demokracji ludowej nie tylko uzależnienia politycznego i gospodarczego, ale również poddaństwa moralnego. Kultura narodowa była
dozwolona jedynie w formie folkloru. Wskazano trendy i przedstawicieli,
których uznano za postępowe, i zachęcano do oddawania im czci. Jednakże
owa "narodowa ornamentacja" niosła w sobie przesłanie mówiące o tym, że
była ona jedynie przygotowaniem do epoki tak zwanego socjalizmu i przyszłego komunizmu, jak również, pośrednio, triumfu Związku
Sowieckiego jako czołowego bojownika o postęp międzynarodowy. Odtąd też
taki demonstracyjny nacjonalizm głosił, ogólnie rzecz biorąc, niższość
obywateli tak zwanych krajów demokracji ludowej. Nieprzypadkowo w 1956
roku jednymi z najważniejszych postulatów na Węgrzech i w Polsce były
te, które dotyczyły odzyskania godności narodowej (i jej symboli).
Ów "postępowy" reżim, jaki nam narzuciło społeczeństwo mniej rozwinięte,
oraz sytuacja poddaństwa, w jakiej się znaleźliśmy, pobudziły oczywiście
chęć wzmocnienia tożsamości narodowej. Nacjonalizm stał się jedną z najsilniejszych ideologii stojących w opozycji wobec komunizmu. Stał się
w pewien sposób podobny do zachowań z końca dziewiętnastego wieku, kiedy
to te same ludy musiały się opierać próbom integracji imperialnych.
Naród należał do świata, w którym słowo ONI oznaczało sowieckich
okupantów i nomenklaturę komunistyczną; a słowem MY określano całą
resztę. I był to szalenie istotny szczegół z punktu widzenia zdarzeń,
jakie nastąpiły później. Reżim komunistyczny stworzył niespotykane dotąd
ujednolicenie społeczeństwa. Ogniem i mieczem postarał się zlikwidować
wszelką odrębność, dzięki czemu tożsamość narodowa zajęła miejsce innych
identyfikacji: ze społecznością lokalną, regionem, rodziną, wyznaniem
itp. Brak niepodległości również wzmógł tożsamość narodową ludów
żyjących na sowieckim przedpolu. Doświadczyliśmy, jak w sposób naturalny
wzmacnia się opozycja utworzona na bazie uczuciowej i narodowej, i to
pomimo metodycznego niszczenia pamiątek przeszłości narodowej oraz
ogólnej deprecjacji i folkloryzacji tradycji.
Wysoce prawdopodobne jest także, iż doświadczenia wyniesione z wydarzeń
w 1956 roku przyczyniły się do tego, że ośrodek moskiewski dokonał
pewnych ustępstw w kwestii podejścia do zagadnienia tożsamości
narodowej. Wyraźnie można zaobserwować ten proces w latach
sześćdziesiątych, gdyż wtedy właśnie dokonał się na Węgrzech, choć z pewnym opóźnieniem, "mariaż" bolszewizmu z nacjonalizmem mający na celu
wzmocnienie legitymizacji komunistycznej nomenklatury. Proces ten
doprowadził później do antysemickiej polityki w Polsce, nietolerancyjnej
polityki antytureckiej Todora Żiwkowa czy antywęgierskiej polityki
Nicolae Ceau?escu -?by wymienić tylko kilka przykładów. Ten sam proces
pojawił się na Węgrzech dużo później, dopiero w latach osiemdziesiątych,
i to w formie bardziej umiarkowanej ze względu na cień roku 1956 oraz na
fakt, że Węgrzy zamieszkiwali również w krajach ościennych.
Nacjonalizm czerpał swe siły z izolacji tak zwanych krajów
socjalistycznych i z zadawnionych uprzedzeń i okazał się bardzo
nietolerancyjny wobec mniejszości. Począwszy od lat siedemdziesiątych,
kiedy wzmogła się rusyfikacja w breżniewowskiej Rosji, jednocześnie w całej Europie Środkowej pozbawiano mniejszości narodowe szkół i instytucji kulturalnych. W podporządkowanych społeczeństwach nie było
już stowarzyszeń, Kościołów czy spółek gospodarczych mogących stanowić
dla nich jakąś ochronę. Pod względem nietolerancji i dyskryminacji epoka
komunistyczna znacznie przewyższyła okres międzywojenny.
Wypada przy tym dodać, że okres ten zbiegł się w czasie z etapem
"modernizacji", a zwłaszcza z urbanizacją i uprzemysławianiem. Zgodnie z dogmatami komunistycznymi proces ten szedł w parze z likwidacją
chłopstwa, gdyż chłopów zmuszono do zgrupowania się w kołchozach. W tradycyjnych społeczeństwach Europy Środkowej na wsiach udało się
zachować mniejszości narodowe. W dawnym Królestwie Węgierskim asymilacja
w niewielkim tylko stopniu dotknęła terenów rolniczych zamieszkałych
przez mniejszości czy też terytoriów tradycyjnej kolonizacji. Tymczasem
urbanizacja i industrializacja przeprowadzone w latach sześćdziesiątych
i siedemdziesiątych dokonały nie tyko dewastacji środowiska, ale również
wpłynęły szeroko na zmianę składu etnicznego niektórych regionów i miast. Zarówno polityka gospodarcza, jak i polityka osiedleniowa
służyły, na przykład w Rumunii i Bułgarii, interesom ujednolicania
narodowego. Stworzono nowe masy miejskie, składające się z setek tysięcy
i milionów osób. Było to faktycznie społeczeństwo orwellowskie, odcięte
od korzeni, które w okolicznościach pogarszających się warunków
ekonomicznych mogło się stać siedliskiem agresji i nietolerancji.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki