Parkujesz zawsze przodem do wyjazdu. Klucze do karetki nosi przy dupie jedna i ta sama osoba. Pozostali muszą wiedzieć, czyja to d. Rozproszyć się, nigdy nie stać w kupie. Jeden człowiek to "toczka". Jedna "toczka" to nie cel, pięć - tak, a dziesięć to zaproszenie, żeby walnąć. Nigdy nie chodź po miękkim, zawsze po twardym. Jeśli musisz się zatrzymać, omijaj charakterystyczne miejsca, mosty i wieże. Tak samo jak wysokie maszty, bo te oznaczają łączność, czyli cel, i lubimy do nich walić. Drogą, która bywa pod ostrzałem, zapierdalasz tyle, ile można, choćby ci miało wytrząść mózg na wertepach. W konwoju odległość między samochodami wynosi co najmniej sto metrów. Możesz zgubić wszystko, paszportu nigdy.
Pierwszy raz przekroczyłam granicę z Ukrainą pod koniec marca 2022 roku. Jechałam jako reporterka z konwojem fundacji Humanosh. Chciałam zobaczyć, jak wygląda medevac - medyczna ewakuacja w kraju, gdzie toczy się wojna, snajperzy strzelają do lekarzy, najeźdźcy mordują kobiety i dzieci, a na odchodnym zostawiają granaty w kuchennych szafkach. Po pierwszym wyjeździe szybko był drugi i kolejne, coraz dalej. W Polsce zrobiłam kurs kierowcy karetki i ratowniczki kwalifikowanej pierwszej pomocy. Teraz jeżdżę w podwójnej roli, jako reporterka i część polskiej ekipy Humanosh Emergency Medical Team.
Opowieść Konrada: Pamiętam takiego chłopaka młodego, który - okazało się po wszystkim - miał dwadzieścia lat. To była trudna sytuacja, tam było trzech żołnierzy i było im strasznie trudno go wyciągnąć, bo to miejsce, w którym się znajdowali, było pod czynnym ostrzałem. Spadł moździerz, była eksplozja i zostali przysypani w jakimś okopie. Chłopak miał ranę odłamkową prawego płuca. Miał hemotoraks, krwawienie wewnętrzne do jamy opłucnowej. To powoduje kompresję płuca i człowiek zaczyna się dusić. On leżał tam bardzo długo, nie mogli ich wyciągnąć stamtąd... Jak dowieźli tego dzieciaka do nas, to już na salę wieźliśmy go bez tętna, nie oddychał. Na chwilę udało się go wrócić, wróciła przytomność. Umarł, bo się wykrwawił do środka. Wiesz, jak umierał, patrzył mi w oczy. Kiedy patrzysz na człowieka, który z siebie ostatni oddech wydaje... ja go trzymałem za rękę... jak wszyscy wyszli, zostałem z nim jeszcze chwilę. Zastanawiałem się nad tym, dlaczego akurat on. To nie jest tylko strata ludzkiego życia, to strata potencjału, tego, kim ten człowiek mógł być. Umarł w brudnym szpitalu, w brudnym mundurze, zalany krwią. Nigdy się nie dowiemy, kim mógł być. Jakoś mnie to dojechało, w całej szczerości. Myślę o nim od tego momentu codziennie.
Żeby było jasne: moja historia nie jest wyjątkowa, jeśli chodzi o to, co tam się dzieje na co dzień.
Konrad ma czterdzieści cztery lata, skończył programowanie, studiuje ratownictwo medyczne. Pracuje na wschodzie, w okolicy strefy zero, strefy działań wojennych, uczestniczy w medevacu. Medyczna ewakuacja to kilka etapów - najciężej jest pod ostrzałem, gdzie operują medycy pola walki. Stamtąd wywózka rannych do punktu stabilizacji, potem do przyfrontowego szpitala, a ze szpitala dalej - na leczenie i rehabilitację na tereny bezpieczne w zachodniej Ukrainie i innych europejskich krajach.
Konrada spotkałam w bazie we Lwowie. Baza - miejsce, gdzie zatrzymują się wolontariusze Fundacji Humanosh i Humanosh Medevac. "Bidul" - wieloosobowa sala w bazie: polówki, materace, gwar, śmiechy. Złośliwości i uprzejmości. Wolontariusze to ratownicy, ratowniczki, lekarki, lekarze, pielęgniarki i pielęgniarze. Większość z Polski, ale bywają i Czesi, i Austriacy, i Niemcy, i Anglicy.