Wprowadzenie
Nerwica zwykle nie jest określana jako lęk przed życiem, niemniej tym
właśnie ona jest. Osoba neurotyczna boi się otworzyć serce na miłość,
boi się wyjść komuś naprzeciw lub wykonać jakiś zdecydowany ruch, boi
się być w pełni sobą. Lęki te można wytłumaczyć na gruncie psychologii.
Kto otwiera się na miłość, może zostać zraniony; kto wychodzi do ludzi,
może być odepchnięty; kto atakuje, może ponieść klęskę. Lecz problem ten
ma również osobny wymiar. Bogactwo życia i uczuć przekraczające
dotychczasowe przyzwyczajenia jednostki jest dla niej przerażające,
ponieważ grozi przytłoczeniem jej ego, przerwaniem jej wałów obronnych i podważeniem jej tożsamości. Perspektywa bogatszych przeżyć i silniejszych emocji budzi strach. Pracowałem kiedyś z młodym mężczyzną,
którego ciało było zupełnie bez życia, skurczone i napięte. Miał tępe
spojrzenie, ziemistą cerę, płytki oddech. Głębsze oddychanie i pewne
ćwiczenia terapeutyczne wniosły w jego ciało ożywienie. Wzrok się
rozjaśnił, skóra nabrała zdrowszej barwy, zaczął odczuwać mrowienie w różnych częściach ciała, w nogach wystąpiły wibracje. Ale potem pacjent
oświadczył: "Nie, to za wiele dobrego. Nie wytrzymam tego".
Sądzę, że w jakimś stopniu wszyscy jesteśmy w sytuacji tego człowieka.
Chcielibyśmy mieć w sobie więcej życia i doznawać silniejszych uczuć,
ale boimy się. Lęk przed życiem jest widoczny w naszej ciągłej
gorączkowej aktywności zagłuszającej uczucia, w ucieczce do przodu, by
nie musieć konfrontować się z samym sobą, w nadużywaniu trunków lub
leków, żeby nie czuć bólu istnienia. Ponieważ boimy się życia, usiłujemy
nim kierować lub panować nad nim. Uważamy, że poddawanie się emocjom
jest czymś złym lub niebezpiecznym. Podziwiamy ludzi o zimnej krwi,
działających beznamiętnie. Naszym bohaterem jest James Bond, tajny agent
numer 007. Nasza kultura kładzie nacisk na działanie i osiągnięcia.
Współczesna jednostka ludzka pragnie odnosić sukcesy, a nie po prostu
być człowiekiem. Należy do "pokolenia akcji", którego myślą przewodnią
jest: więcej robić, mniej odczuwać. Taka właśnie postawa jest zwykle
charakterystyczna dla dzisiejszego życia seksualnego: więcej działania,
mniej namiętności.
Choćbyśmy byli najsprawniejsi, nasze człowieczeństwo ponosi porażkę.
Sądzę, że większość z nas ma to poczucie porażki. Niewyraźnie
uświadamiamy sobie ból, udrękę i rozpacz kryjące się pod spodem.
Jesteśmy jednak zdeterminowani, by pokonać swoją słabość, przełamać lęk
i rozwiać niepokój. Dlatego właśnie takim powodzeniem cieszą się książki
o samodoskonaleniu typu "zrób to sam". Niestety, te wysiłki są skazane
na niepowodzenie. Być prawdziwym człowiekiem -?to nie jest coś, co można
osiągnąć aktywnym działaniem. Może trzeba właśnie zaniechać gorączkowej
aktywności, znaleźć chwilę na zaczerpnięcie oddechu i odczuwanie. Możemy
wtedy doznać cierpienia, ale jeśli znajdziemy w sobie odwagę, by je
zaakceptować, doznamy również satysfakcji. Jeśli stawimy czoło swojej
wewnętrznej pustce, możemy znaleźć pełnię. Jeśli przejdziemy przez
rozpacz, dotrzemy do radości. W tym terapeutycznym przedsięwzięciu
możemy jednak potrzebować pomocy.
Czy neurotyczny lęk przed życiem jest nieuchronnym losem współczesnego
człowieka? Odpowiedź brzmi "tak", o ile definiujemy współczesnego
człowieka jako przedstawiciela kultury, w której dominującymi
wartościami są władza i postęp. Ponieważ te właśnie wartości cechują
kulturę Zachodu w XX wieku, nieuchronnie każda osoba ukształtowana przez
tę kulturę musi być znerwicowana.
Neurotyczna jednostka pozostaje w konflikcie ze sobą. Jedna jej część
próbuje podporządkować sobie inną. Jej ego chce panować nad ciałem,
racjonalny umysł -?kontrolować uczucia, wola -?przełamywać niepokój i lęki. Ponieważ te konflikty przebiegają głównie na poziomie
nieświadomości, wyczerpują energię jednostki i pozbawiają ją spokoju
umysłu. Nerwica to konflikt wewnętrzny. Charakter neurotyczny może
przybierać wiele form, ale zawsze oznacza walkę pomiędzy tym, czym osoba
jest, a tym, czym we własnym przekonaniu powinna być. Każda jednostka
neurotyczna jest uwikłana w tę walkę.
W jaki sposób rodzi się ten wewnętrzny konflikt? Dlaczego współczesny
człowiek jest na niego skazany? W każdym konkretnym przypadku nerwica
powstaje w kontekście sytuacji rodzinnej. Ale sytuacja rodzinna
odzwierciedla sytuację kulturową, ponieważ na rodzinę wpływają wszystkie
siły działające w obrębie społeczności, której jest częścią. Aby
zrozumieć położenie egzystencjalne współczesnego człowieka i poznać jego
los, musimy zgłębić kulturowe źródła konfliktu.
Niektóre konflikty występujące w naszej kulturze są dobrze znane. Na
przykład mówimy o pokoju, ale przygotowujemy się do wojny. Opowiadamy
się za ochroną środowiska, ale dla ekonomicznych korzyści bezlitośnie
eksploatujemy zasoby naturalne naszego świata. Stawiamy sobie za cel
rozwój i władzę, chociaż pragniemy przyjemności, stabilności i spokoju
umysłu. Nie zdajemy sobie sprawy, że władza i przyjemność to wartości
przeciwstawne i że ta pierwsza często wyklucza drugą. Posiadanie władzy
nieuchronnie prowadzi do walki o jej utrzymanie, w której syn zwraca się
przeciwko ojcu lub brat przeciwko bratu. Jest to siła prowadząca do
podziałów w społeczności. Postęp oznacza stałe aktywne działanie na
rzecz zastąpienia tego, co stare, czymś nowym, z wiarą, że nowe zawsze
będzie lepsze. To niebezpieczne przekonanie, aczkolwiek może być prawdą
w niektórych obszarach techniki. Przez uogólnienie implikuje ono, że syn
jest doskonalszy od ojca albo że tradycja to tylko martwy ciężar
przeszłości. Są kultury, w których dominują inne wartości, w których
szacunek dla przeszłości i tradycji jest ważniejszy niż pragnienie
zmian. W tych kulturach konflikty są zminimalizowane i nerwice należą do
rzadkości.
Na rodzicach jako nosicielach kultury spoczywa obowiązek wpojenia
dzieciom jej wartości. W tym celu wymagają od nich postaw i zachowań
pasujących do matrycy społecznej i kulturowej. Dziecko z jednej strony
opiera się tym wymaganiom, gdyż zmierzają one do udomowienia jego
zwierzęcej natury. Ma być "złamane" i uczynione częścią systemu. Z drugiej strony pragnie stosować się do nich, by utrzymać miłość i akceptację rodziców. Rezultat zależy od rodzaju wymagań i od sposobu, w jaki są egzekwowane. Okazując dziecku miłość i zrozumienie, można
nauczyć je obyczajów i praktyk właściwych danej kulturze bez niszczenia
w nim ducha. Niestety jednak na ogół proces adaptacji dziecka do kultury
tego ducha zabija. W efekcie jest znerwicowane i lęka się życia.
Zasadniczym aspektem procesu adaptacji kulturowej jest kontrolowanie
seksualności. Nie ma takiej kultury, która by nie nakładała na
zachowania seksualne jakichś ograniczeń. Wydaje się, że są one
niezbędne, by zapobiegać konfliktom wewnątrz społeczności. Istoty
ludzkie są bowiem zazdrosne i skłonne do przemocy. Nawet w najbardziej
prymitywnych społecznościach więzi małżeńskie są uświęcone, lecz
konflikty rodzące się z tych ograniczeń są zewnętrzne względem
osobowości człowieka. Natomiast w kulturze Zachodu wpaja się ludziom
poczucie winy z powodu seksualnych uczuć i praktyk, takich jak
masturbacja, które w żaden sposób nie zagrażają spójności społeczeństwa.
Kiedy wstyd i poczucie winy dołączają do innych uczuć, konflikt ulega
internalizacji i prowadzi do wykształcenia się charakteru neurotycznego.
We wszystkich ludzkich społecznościach kazirodztwo stanowi tabu, ale
seksualne uczucia dziecka dla rodzica przeciwnej płci są czymś nagannym
tylko w społeczeństwach nowoczesnych. Jakoby podważa to wyłączne prawo
jednego z rodziców do seksualnego zaangażowania drugiego. Przez rodzica
tej samej płci dziecko jest postrzegane jako rywal. Chociaż do
rzeczywistego kazirodztwa nie dochodzi, dziecku wpaja się poczucie winy
z powodu tych jak najbardziej naturalnych uczuć i pragnień.
Kiedy Freud metodą psychoanalizy badał źródła emocjonalnych problemów
swoich pacjentów, odkrył, że za każdym razem w grę wchodzi dziecięca
seksualność, w szczególności seksualne uczucia dla rodzica przeciwnej
płci. Stwierdził też, że tym kazirodczym uczuciom towarzyszy pragnienie
śmierci rodzica tej samej płci. Nawiązując do mitu o Edypie, nazwał
sytuację dziecka edypową. Uważał, że jeśli chłopiec nie będzie tłumił
swoich seksualnych uczuć dla matki, to grozi mu los Edypa: zamorduje
ojca i pojmie matkę za żonę. Aby temu zapobiec, grozi się mu kastracją,
jeśli nie powściągnie seksualnego pożądania matki i wrogości do ojca.
Psychoanaliza ujawniła ponadto, iż nie tylko tłumione są uczucia
seksualne, lecz także sama sytuacja edypowa ulega wyparciu: osoba
dorosła nie pamięta tego trójkąta, w który była zaangażowana, gdy miała
trzy do sześciu lat. Tę obserwację potwierdza moje doświadczenie
kliniczne. Mało który pacjent potrafi przypomnieć sobie swoje dziecięce
seksualne pożądanie rodzica. Freud twierdził następnie, że to wyparcie
jest niezbędne, jeśli po osiągnięciu dorosłości człowiek ma prowadzić
normalne życie płciowe. Dzięki temu może przenieść wczesne pragnienia
seksualne z rodzica na rówieśnika; inaczej pozostanie zafiksowany na
rodzicu. Zatem według Freuda wyparcie jest sposobem rozwiązania sytuacji
edypowej, co pozwala dziecku przejść przez okres latencji i osiągnąć
normalną dorosłość. Jeśli wyparcie nie jest całkowite, rozwija się u niego nerwica.
Według Freuda charakter neurotyczny odznacza się niezdolnością
dopasowania się do sytuacji kulturowej. W cywilizacji widział on czynnik
uniemożliwiający jednostce pełną instynktowną gratyfikację, ale sądził,
że jest to niezbędne dla rozwoju kultury. W rezultacie akceptował
koncepcję, w myśl której nowoczesny człowiek nieuchronnie musi być
nieszczęśliwy. Nie było to przedmiotem zainteresowania psychoanalizy,
która jedynie miała pomagać jednostce w funkcjonowaniu w ramach danej
kultury. Nerwicę uważano za objaw (jak fobia, obsesja, kompulsja,
melancholia itp.) zakłócający to funkcjonowanie.
Wilhelm Reich przyjął odmienny punkt widzenia. Chociaż współpracował z Freudem i był członkiem Wiedeńskiego Towarzystwa Psychoanalitycznego,
zdawał sobie sprawę, że nieobecność utrudniającego funkcjonowanie objawu
nie jest dowodem zdrowia emocjonalnego. Pracując z neurotycznymi
pacjentami, stwierdził, że symptom rozwija się na bazie neurotycznej
struktury charakteru i jego całkowite usunięcie jest możliwe tylko po
zmianie tej struktury. Według Reicha nie chodzi o odpowiednie
funkcjonowanie w ramach kultury, lecz o zdolność jednostki do
całkowitego oddania się seksowi i pracy. Dopiero wtedy jednostka może w pełni doznać satysfakcji z życia. Człowiek jest znerwicowany w takim
stopniu, w jakim brakuje mu tej zdolności.
W pracy terapeutycznej Reich skupiał się na seksualności jako kluczu do
zrozumienia charakteru. U osoby neurotycznej reakcje orgastyczne są
zaburzone. Nie może ona poddać się w pełni mimowolnym konwulsjom
orgazmu. Boi się, że przeżycie pełnego orgazmu byłoby zbyt
przytłaczające. Jest więc w jakimś stopniu orgastycznym impotentem.
Jeśli za sprawą terapii odzyska zdolność do orgazmu, będzie tym samym
zdrowa emocjonalnie. Znikną wszelkie neurotyczne zaburzenia, na które
cierpiała. Co więcej, będzie wolna od nerwic, jak długo zachowa swój
orgastyczny potencjał.
Reich dostrzegał związek między orgastyczną impotencją a problemem
edypowym. Twierdził, że nerwica ma korzenie w patriarchalnej,
autorytarnej rodzinie, w której seksualność jest tłumiona. Nie godził
się na to, że cierpienie jest nieuchronnym losem człowieka. Uważał, że
system społeczny odmawiający ludziom prawa do zaspokojenia swoich
instynktownych potrzeb jest chory i musi zostać zmieniony. W początkach
swojej kariery psychoanalityka Reich był także działaczem społecznym.
Później jednak doszedł do wniosku, że neurotyczni ludzie nie zdołają
przebudować neurotycznego społeczeństwa.
Myśl Reicha wywarła na mnie ogromny wpływ. Był moim nauczycielem od 1940
do 1953 roku, a w latach 1942-1945 prowadził moją własną psychoanalizę.
Zostałem psychoterapeutą, ponieważ uznałem, że jego podejście do
ludzkich problemów zarówno na gruncie teorii (analiza charakteru), jak i praktyki (wegetoterapia) jest ważnym krokiem do przodu w leczeniu osób
neurotycznych. Analiza charakteru była wielkim wkładem Reicha w teorię
psychoanalizy. Według niego neurotyczny charakter jest gruntem, na
którym rozwijają się neurotyczne symptomy. Uważał więc, że dla uzyskania
znaczącej poprawy analiza powinna skupiać się na charakterze, a nie na
poszczególnych symptomach. Wegetoterapia była przełomowym przeniesieniem
procesu terapeutycznego w obszar somatyczny. Reich dostrzegł, że nerwica
przejawia się nie tylko konfliktami psychicznymi, lecz również
zaburzeniami funkcji wegetatywnych. Oddychanie, mobilność i mimowolne,
przyjemne ruchy orgazmu są u jednostki neurotycznej poważnie ograniczone
przez napięcia mięśniowe. Reich opisywał te napięcia jako proces
opancerzania się, odzwierciedlający charakter na poziomie somatycznym.
Twierdził, że fizyczna postawa jednostki jest funkcjonalnie tożsama z jej nastawieniem psychicznym. Prace Reicha stanowią podstawę rozwiniętej
przeze mnie analizy bioenergetycznej, która pod kilkoma istotnymi
względami stanowi rozszerzenie jego koncepcji.
Po pierwsze, analiza bioenergetyczna pozwala zrozumieć i usystematyzować
strukturę charakteru na poziomie psychicznym i somatycznym. Dzięki temu
możemy rozpoznawać charakter i emocjonalne problemy jednostki na
podstawie ekspresji jej ciała. Możliwy staje się również wgląd w jej
osobistą historię, ponieważ życiowe doświadczenia pozostawiają ślad w strukturze ciałal-1. Informację odczytaną z mowy ciała można
zintegrować z procesem analitycznym.
Po drugie, dzięki koncepcji ugruntowania analiza bioenergetyczna oferuje
głębsze zrozumienie procesów energetycznych w ciele i ich wpływu na
osobowość. Ugruntowanie to energetyczne połączenie między stopami
jednostki a podłożem, czyli gruntem. Stanowi odbicie ilości energii czy
uczuć, jaką ta jednostka dopuszcza w dolnej części swojego ciała.
Wskazuje na relację pomiędzy człowiekiem a podłożem, na którym stoi. Czy
jest dobrze ugruntowany, czy zawieszony w powietrzu? Czy jego stopy są
dobrze osadzone? Jaka jest jego postawa? Poczucie bezpieczeństwa i niezależności jest blisko związane z funkcją nóg i stóp. Wpływa silnie
na seksualność jednostki.
Po trzecie, analiza bioenergetyczna wykorzystuje wiele aktywnych technik
cielesnych i ćwiczeń pomagających jednostce wzmocnić swoją postawę,
zwiększyć ilość energii, rozszerzyć i pogłębić samoświadomość, a co za
tym idzie -?swoją wyrazistość. W analizie bioenergetycznej praca z ciałem jest skoordynowana z procesem analitycznym, co czyni tę odmianę
terapii dwoistym, na równi umysłowym i fizycznym podejściem do problemów
emocjonalnych.
Przez ponad trzydzieści lat praktykowałem jako terapeuta, pomagając moim
pacjentom w znalezieniu jakiejś dozy szczęścia i radości w życiu. Te
działania wymagały nieustannych prób zrozumienia neurotycznego
charakteru współczesnego człowieka, zarówno z punktu widzenia kultury,
jak i jednostki. Skupiałem się i nadal się skupiam na jednostce
usiłującej znaleźć w swoim życiu jakieś znaczenie i satysfakcję, inaczej
mówiąc, zmagającej się ze swoim losem. Tłem tej walki jest jednak
sytuacja kulturowa. Bez znajomości procesów kultury nie potrafimy ocenić
głębi tego problemu.
Procesem kulturowym, który stworzył współczesne społeczeństwo i współczesnego człowieka, był rozwój ego. Wiązał się on z postępem wiedzy
i zdobywaniem władzy nad siłami natury. Człowiek jest, jak każde inne
zwierzę, częścią przyrody i w pełni podlega jej prawom. Stoi jednak
także ponad przyrodą, wywierając na nią wpływ i kontrolując ją. To samo
czyni ze swoją własną naturą: część jego osobowości, ego, zwraca się
przeciwko części zwierzęcej, czyli ciału. Opozycja pomiędzy ego i ciałem
stwarza dynamiczne napięcie, które sprzyja rozwojowi kultury, ale nosi w sobie także potencjał destrukcji. Najlepiej ilustruje to analogia z łukiem i strzałą. Im mocniej napinamy łuk, tym dalej strzała doleci. Ale
jeśli użyjemy zbyt wielkiej siły, łuk może się złamać. Kiedy ego i ciało
oddalą się od siebie tak bardzo, że utracą kontakt ze sobą, dochodzi do
załamania psychotycznego. Uważam, że nasza kultura doszła do tego
niebezpiecznego punktu. Psychotyczne załamania są zjawiskiem całkiem
częstym, ale jeszcze bardziej rozpowszechniony jest lęk przed takim
załamaniem, zarówno na poziomie jednostki, jak i społeczności.
Jeśli weźmiemy pod uwagę naszą kulturę i cechy charakteru przez nią
ukształtowane, to co jest losem współczesnego człowieka? Jeśli historię
Edypa potraktować jako przepowiednię, po osiągnięciu tak pożądanego
sukcesu i władzy przekona się on, że jego świat rozpadł się lub załamał.
Jeśli za miarę sukcesu uznajemy materialne bogactwo, jak to jest w krajach uprzemysłowionych, a za miarę władzy sprawczość (władanie
maszynami i energią), to większość ludzi w krajach Zachodu osiągnęła już
jedno i drugie. Rozpad ich świata polega na zubożeniu życia
emocjonalnego. Całkowicie oddani sukcesowi i władzy, nie mają innych
powodów, by żyć. Podobnie jak Edyp stają się tułaczami, wykorzenionymi
istotami, które nigdzie nie znajdują ukojenia. Każdy z nich czuje się w jakimś stopniu wyalienowany od swoich bliźnich i każdy nosi w sobie
głębokie poczucie winy, którego powodu nie rozumie. Taka jest sytuacja
egzystencjalna współczesnego człowieka.
Wyzwaniem jest dla niego pogodzenie ze sobą przeciwstawnych aspektów
jego osobowości. Na poziomie ciała jest zwierzęciem, na poziomie ego -
kandydatem na Boga. Przeznaczeniem zwierzęcia jest śmierć, której ego ze
swoimi boskimi aspiracjami pragnie uniknąć. Ale próba uniknięcia tego
losu sprowadza na człowieka los jeszcze gorszy -?życie w lęku przed
życiem.
Ludzkie życie jest pełne sprzeczności. Znamieniem mądrości jest zdolność
do rozpoznania i zaakceptowania tych sprzeczności. Może się wydawać
paradoksem, że pogodzenie się z własnym losem przynosi zmianę tego losu,
ale taka jest prawda. Kiedy jednostka przestaje walczyć z losem, wyzbywa
się nerwicy (wewnętrznego konfliktu) i zyskuje spokój umysłu. W rezultacie zmienia się jej nastawienie (nie ma lęku przed życiem), co
przejawia się zmianą w charakterze i wiąże się z odmianą losu. Taka
osoba poznaje pełnię życia. Tak właśnie kończy się historia Edypa,
postaci, od której wziął nazwę kluczowy problem osobowości współczesnego
człowieka.
Rozdział 1
Charakter neurotyczny
Problem edypowy
Mówi się, że ludzie uczą się przez doświadczenie, i ogólnie biorąc, jest
to prawda. Doświadczenie to najlepszy, a może nawet jedyny prawdziwy
nauczyciel. Wydaje się jednak, że gdy idzie o problem z obszaru nerwicy,
ta zasada nie ma zastosowania. Człowiek nie uczy się przez
doświadczenie, lecz wciąż od nowa powtarza te same autodestrukcyjne
zachowania. Weźmy na przykład kogoś, kto stale zajmuje pozycję osoby
pomagającej innym. Reaguje skwapliwie, kiedy ludzie zwracają się do
niego po radę. Później ma poczucie, że został wykorzystany, i rodzi się
w nim niechęć, ponieważ uważa, że osoba, której pomaga, nie docenia jego
starań. Odwraca się od dotychczasowego przyjaciela i obiecuje sobie, że
kiedy następnym razem ktoś będzie oczekiwał jego pomocy, będzie mniej
chętny i bardziej krytyczny. A jednak widząc osobę przeżywającą jakieś
trudności, oferuje swoje usługi, zanim nawet zostanie o to poproszony.
Zakłada, że tym razem rezultat będzie odmienny. Ale dzieje się to samo
co poprzednio. Niczego się nie nauczył, gdyż jego gotowość pomocy ma
charakter kompulsywny. Zmuszają go do działania siły, nad którymi nie ma
kontroli.
Rozważmy przypadek kobiety, która w relacji z mężczyzną przyjmuje rolę
matki. Efektem takiej postawy jest infantylizacja partnera, co nie
pozwala jej na spełnienie seksualne. Może zerwać związek, bo czuje się
oszukana i wykorzystana, a winę za to niepowodzenie przypisuje
niedojrzałości i słabości mężczyzny. Następnym razem, powiada sobie,
wybierze kogoś, kto stoi mocno na własnych nogach i komu nie trzeba
matkować. Ale następnym razem powtarza się to samo. Wydaje się, że
jakieś dziwne fatum popycha ją do sytuacji, jakich chciałaby uniknąć. Do
matkowania swoim mężczyznom skłaniają ją nierozpoznane elementy jej
własnej osobowości.
Takie zachowania można uznać za neurotyczne, stoi bowiem za nimi
nieświadomy wewnętrzny konflikt. Część osobowości człowieka z powyższego
przykładu pragnie pomagać, inna tego nie chce. Jeśli pomoże, będzie
zraniony, jeśli nie pomoże, będzie się czuł winny. To typowa neurotyczna
pułapka, z której nie ma wyjścia, chyba że prześledzimy kroki do niej
prowadzące. Podobny nieświadomy konflikt stoi za postępowaniem kobiety.
Pragnienie zdrowej i satysfakcjonującej relacji seksualnej z mężczyzną
kłóci się z lękiem przed taką relacją. Matkowanie partnerowi to próba
przełamania seksualnego lęku, co pozwoliłoby jej zanegować strach przed
poddaniem się mężczyźnie. Przyjmując rolę matki, czuje się potrzebna i dominująca.
A oto jeszcze jeden przykład. Pewnej kobiecie wielką trudność sprawiało
nawiązanie stabilnej relacji z mężczyzną. Kiedy ktoś ją pociągał,
stawała się wobec niego hiperkrytyczna. Zaczynała dostrzegać wszystkie
jego wady i niedostatki i w rezultacie odrzucała go. Ponieważ nikt nie
jest doskonały, takie zachowania uniemożliwiały jej wejście w jakikolwiek związek. Chociaż mówiła, że bardzo tego pragnie, wydawała
się niezdolna do zmiany tego wzorca postępowania, nawet gdy jej to
wytykano. Nietrudno spostrzec, że jej hiperkrytyczna postawa była obroną
przed niebezpieczeństwem, że sama zostanie odrzucona. Chroniła się przed
tym, pierwsza odrzucając mężczyznę. Ale ta świadomość niewiele jej mogła
pomóc. Nie miała kontroli nad swoimi neurotycznymi reakcjami.
Żeby jej pomóc, musimy wiedzieć, jakie siły w jej osobowości narzucały
takie zachowanie. To się działo tylko wtedy, gdy spotkała mężczyznę, do
którego czuła pociąg. Przy kontaktach z innymi ludźmi problem się nie
pojawiał, potrafiła być przyjazna i wyluzowana. Ponieważ trudności
zaczynały się, kiedy żywiła do kogoś cieplejsze uczucia, możemy założyć,
że wiązały się one z pożądaniem lub tęsknotą. Nie mogła znieść tego
uczucia, bo było zbyt bolesne, więc wycofywała się z relacji. Również w tym wypadku musimy odkryć, co takiego zdarzyło się tej osobie w dzieciństwie, co wywołało ten problem. Psychoanaliza ujawni, że była
odrzucona przez jedno z rodziców i związany z tym ból był tak dojmujący,
że aby przeżyć, musiała się od niego odciąć. Zamknęła swoje serce, żeby
nie cierpieć, i teraz nie ma odwagi otworzyć go na powrót. Kochać to
znaczy otworzyć serce, a ona boi się to uczynić, bo kryje się w nim ból.
W tym wypadku mamy do czynienia z konfliktem między pragnieniem miłości
i lękiem przed nią.
Taki konflikt ma cechy neurotyczne, jeśli jednostka wypiera jego
negatywny element. Tak więc mężczyzna skłonny do pomagania neguje swoją
niechęć do proszących o pomoc, macierzyńska kobieta neguje swój lęk
przez seksem, a osoba hiperkrytyczna neguje swoją niezdolność do
miłości. Nie mogąc stawić czoła swojemu bólowi i gniewowi, jednostka
neurotyczna usiłuje przełamać własne lęki, niepokój, wrogość i gniew.
Jedna jej część próbuje wznieść się ponad inną, co wytwarza w niej
podział i niszczy integralność osobowości. Osoba neurotyczna walczy o zwycięstwo nad samą sobą. To się oczywiście nie może powieść. Porażka
może wyglądać na poddanie się swojemu losowi, ale w istocie prowadzi do
samoakceptacji, co umożliwia zmianę. Ludzie kultury Zachodu są w większości neurotyczni, jeśli usiłują być kimś innym, niż są. A ponieważ
jest to walka, której nie można wygrać, każdy, kto ją podejmie, poniesie
klęskę. A co dziwne, akceptując tę klęskę, uwalniamy się od nerwicy.
Typowym przykładem jest człowiek, który stale traci pieniądze,
niewłaściwie je za czyjąś radą inwestując. Naiwnie wierzy w obietnice
szybkiego i łatwego zarobku. Chociaż stracił już tyle, że powinien
zrozumieć, jak iluzoryczne są to obietnice, nie może oprzeć się kolejnej
pokusie. Działa pod wpływem kompulsji, która jest silniejsza od jego
racjonalnej oceny. Niektórzy ludzie są jak gdyby skazani na los
utracjusza. Ale ten los może ulec zmianie, jeśli natura kompulsji i jej
źródła zostaną dogłębnie zbadane w drodze psychoanalizy.
Klasyczny przykład to kobieta, która po rozwodzie z pierwszym mężem z powodu jego alkoholizmu postanowiła, że jej drugie małżeństwo będzie
inne, ale odkrywa, że nowy małżonek również nadużywa alkoholu. Nie
wiedziała tego przed ślubem i była ślepa na liczne wskazujące na to
oznaki. Poprzez analizę można wykazać, że pociągają ją mężczyźni, którzy
dużo piją, a odsuwa się od nich, dopiero gdy ich picie wymyka się spod
kontroli. Podobnie jak mężczyzna z poprzedniego przykładu, nie jest
świadoma swoich głęboko skrytych uczuć i motywacji. Jest to typowe dla
charakteru neurotycznego.
Termin charakter neurotyczny odnosi się do wzorca zachowania
wynikającego z wewnętrznego konfliktu i reprezentującego lęk przed
życiem, seksem i istnieniem. Stanowi on odbicie wczesnych życiowych
doświadczeń jednostki, gdyż kształtuje się w wyniku tych doświadczeń.
Najdonioślejszy wpływ na rozwój charakteru neurotycznego ma
doświadczenie edypowe. Dochodzi do niego w okresie od trzeciego do
szóstego roku życia, kiedy powstaje sytuacja edypowa, czyli seksualne
zainteresowanie dziecka rodzicem płci przeciwnej, które pociąga za sobą
rywalizację z rodzicem tej samej płci. Oboje rodzice odgrywają aktywną
rolę w tym trójkącie, w którym dziecko czuje się uwięzione. Rozwija się
u niego charakter neurotyczny, co jest jedynym możliwym wyjściem w sytuacji nacechowanej zagrożeniem dla życia i zdrowia umysłowego. Trudno
powiedzieć, czy to zagrożenie jest tak poważne, jak się dziecku wydaje.
Nie może się ono jednak zdobyć na weryfikację swojego przekonania. Musi
iść na kompromis, pohamowując swoje pragnienia i tłumiąc swoją
seksualność. Zilustruję ten proces poniższymi przykładami.
Margaret przyszła do mnie po poradę, ponieważ miała depresję i poczucie,
że jej życie jest puste. Była atrakcyjną kobietą po trzydziestce, z zawodu pielęgniarką. Nigdy nie wyszła za mąż, chociaż miała wiele
związków z mężczyznami. Żaden z tych związków nie był mimo to dla niej
satysfakcjonujący. Kilka lat wcześniej jej depresja tak się nasiliła, że
pacjentka miała myśli samobójcze. Tę skłonność złagodziła u niej terapia
psychoanalityczna, ale depresja nie ustąpiła. Nigdy jednak nie porzuciła
pracy. Była pracowita i wysoko ceniona w środowisku zawodowym.
Rzucającą się w oczy cechą ciała Margaret był brak wyrazistości. Jeśli
akurat nie mówiła i nie poruszała się, można ją było wziąć za figurę
woskową. Spojrzenie miała tępe, głos bezbarwny. Jednak od czasu do
czasu, gdy patrzyła na mnie, jej oczy się rozjaśniały i twarz nabierała
życia. Nie trwało to nigdy dłużej niż kilka minut, ale była to
zadziwiająca przemiana. W tych chwilach wyczuwałem, że odnosi się do
mnie z uczuciem. Zwykle była zaabsorbowana sobą i byłem dla niej jedynie
odbiorcą jej zwierzeń. W toku pracy z nią uświadomiłem sobie, że jej
brak wyrazu sięga bardzo głęboko. Kiedy szerzej otwierała oczy,
wyglądały niemal jak puste dziury. Jej oddech był bardzo płytki, ruchy
zawsze ospałe.
W terapii chodziło o to, żeby pomóc Margaret w odkryciu, dlaczego jej
oczy utraciły blask. Dlaczego nie potrafi podtrzymać w sobie światła
życia? Czego się nieświadomie lęka? Jej brak życia wynikał z zanegowania
własnego ja i postawy autodestrukcyjnej. Większość osób neurotycznych
przyjmuje taką postawę nieświadomie, ale Margaret zdawała sobie sprawę,
że sama siebie niszczy. "Próbuję zaszkodzić mojemu ciału -?mówiła. -
Odżywiam się nieodpowiednio, za mało śpię, zamartwiam się swoim wyglądem
i obsesyjnie podchodzę do pracy. Nigdy nie istnieję dla siebie, nigdy
nie cieszę się sobą, nigdy nie troszczę się o siebie".
Kiedy zapytałem ją, w jaki sposób i dlaczego rozwinęła się u niej taka
postawa, odpowiedziała: "Matka mnie dosłownie niszczyła, do tego
stopnia, że zaczęłam się z nią identyfikować". Wcześniej zwierzyła się
mi, że matka regularnie ją biła. Opisywała ją jako hipochondryczkę
wylegującą się cały dzień na kozetce, zajmującą się lekturą i narzekającą na wszystko. Ale jej matka była naprawdę chora. Cierpiała na
cukrzycę. Według Margaret również zachowywała się autodestrukcyjnie, nie
przyjmowała odpowiedzialności za własne życie. Umarła na serce po
pięćdziesiątce. "Ale -?mówiła Margaret -?mój ojciec był równie
autodestrukcyjny. Pracował po dwadzieścia godzin na dobę i nigdy nie
miał czasu na przyjemności. Był po prostu męczennikiem. Umarł na zawał,
mając czterdzieści kilka lat".
Dodała jeszcze: "Ojciec był dla mnie ciężarem. Czułam, że muszę go
chronić. Był stale obecny w moich myślach. Przez niego byłam
przygnębiona i nieszczęśliwa. Nie mogłam do niego dotrzeć. Pamiętam, jak
przyglądałam się mu, kiedy chorował na serce. Wyglądał tak żałośnie.
Nawet gorzej niż żałośnie. Był jednym wielkim cierpieniem. Czuję, że
muszę pomagać ludziom".
Nie zrozumiemy Margaret i jej problemu, nie dysponując obrazem rodziny,
w której się wychowała. Najważniejszymi elementami tego obrazu są
osobowości rodziców. To, jacy byli, miało większy wpływ na dziecko, niż
to, co robili. Dzieci są bardzo wrażliwe i przejmują niejako przez
osmozę nastroje, uczucia i nieświadome nastawienia rodziców. W szczególnej mierze dotyczyło to Margaret, gdyż była jedynaczką. Wpływu
rodziców nie osłabiała więc obecność innych dzieci. Rozważmy poniższą
jej wypowiedź.
"Matka mówiła, że ojciec był gwałtownym kochankiem. Rozumiem teraz, że
wybieram mężczyzn, którzy go jakoś przypominają. Również cierpią i ich
namiętność jest równie gwałtowna. Nie dostrzegam u nich cierpienia,
dopiero później to mnie uderza. Uświadamiam sobie wtedy, że opiekuję się
nimi, pomagam im, nie robię niczego dla siebie. To jedno z moich
autodestrukcyjnych zachowań. Ale nie wiem, czy mogłabym polubić
człowieka wolnego od cierpienia. Moje serce nie otworzyłoby się dla
niego. Ostatni mężczyzna, z którym byłam, próbował samobójstwa. Mam za
sobą długi szereg facetów, którym musiałam pomagać. Wydaje się, że
gdybym nie mogła zachowywać się tak neurotycznie, to nie zostałoby mi
już nic".
Jakie były naprawdę relacje Margaret z ojcem? Jak mi powiedziała, według
matki była bardzo przywiązana do ojca do czwartego czy piątego roku
życia. Sama nie pamiętała tej bliskości i nie miała pojęcia, co położyło
jej kres. Wspominała tylko tyle, że ojciec był dla niej niedostępny. W głębi serca czuła przywiązanie, ale nie miała z nim żadnego kontaktu.
"To było jak sen. Wciąż przeżywam ten sen. Tak wyglądają moje relacje z mężczyznami. Snuję rozbudowane fantazje o tym, jak mogłoby wyglądać
życie z facetem, tylko po to, żeby po paru spotkaniach odkryć, że nie
spełni moich marzeń".
Z powyższego jasno wynika, że w swoich kontaktach z mężczyznami Margaret
szukała relacji takiego rodzaju, jaką miała z ojcem przed ukończeniem
pięciu lat. To było poszukiwanie utraconego raju. Próbowała znaleźć
swoje Shangri-La. Spytała mnie: "Dlaczego faceci w barach zawsze chcą
się do mnie przytulać? Pewnie jakoś szczególnie pachnę". Jej sposób
bycia i cała ekspresja wskazują, że ona też cierpi. Pociągają ją ludzie
cierpiący, a ona pociąga ich. Każda ze stron ma nadzieję, że ta druga
uśmierzy jej cierpienie, ale oboje tylko je powiększają. Żadne z nich
nie ma do zaoferowania nic radosnego.
Z powyższego wynika również w sposób oczywisty, że Margaret w wieku
pięciu lat przeżyła ciężką utratę, kiedy zakończyła się jej pełna
miłości relacja z ojcem. Jej skłonność do depresji była uwarunkowana tą
utratąl-2. Bez wątpienia wcześniej musiało dojść do utraty miłości
w relacji z matką, ale ta utrata była łagodzona przez ciepły kontakt z ojcem. Kiedy i to się skończyło, Margaret poczuła się zagubiona.
Przeżyła wielkim wysiłkiem woli, obecnie znamionowanym przez surowy,
pełen determinacji wyraz twarzy. Ale wspomnienie czasów, gdy pławiła się
w cieple ojcowskiej miłości, wciąż dawało o sobie znać w chwilach, gdy
jej twarz się rozjaśniała.
Co takiego się zdarzyło, że jej miłosna relacja z ojcem została zerwana?
Dlaczego miało to taki niszczący wpływ na jej osobowość? Margaret nie
miała żadnych wspomnień z tamtych czasów. Całkowicie je wyparła. Miała
jednak za sobą wiele lat psychoanalizy i problem edypowy nie był jej
obcy. Kiedy omawialiśmy to zagadnienie, zauważyła: "Nie pamiętam żadnych
seksualnych uczuć dla ojca, ale w czasie, gdy przechodziłam
psychoanalizę, przyśniło mi się, że z nim śpię. Ponieważ moja analiza
trwała już od jakiegoś czasu, czułam, że mogę śnić w taki sposób bez
wrażenia, że oszalałam. Jednak podczas tego snu nie mogłam się
rozluźnić. Nie mogłam się tym naprawdę cieszyć".
Margaret wciąż nie znajduje przyjemności w seksie. Nie może się
wyluzować i doznać orgazmu. Seks jest dla niej sposobem na kontakt i bliskość. Nie może pofolgować swoim seksualnym uczuciom, ponieważ boi
się, że przytłoczą ją i doprowadzą do szaleństwa. Omówię ten aspekt lęku
przed seksem w następnym rozdziale. W tym miejscu chcę pokazać związek
między charakterem neurotycznym a problemem edypalnym.
Co się naprawdę działo w jej rodzinie? Jakie były relacje między
rodzicami? Margaret mówiła: "Jako dziecko zwykle wyobrażałam sobie, że
moi rodzice są sobie bardzo bliscy, a ja jestem outsiderem. Czułam się
izolowana. Potem, kiedy podrosłam, przekonałam się, że moja matka jest
samotna i ojciec także. Zauważyłam, że rozmawia z nim jak z obcym
człowiekiem". Wspominała epizod, w którym ojciec próbował wyrzucić matkę
przez okno, a ona nie rozumiała, z jakiego powodu. Można się domyślać.
Podobnie jak w wielu innych małżeństwach relacje jej rodziców startowały
z bardzo wysokiego poziomu romantycznej miłości, ale przeszły z czasem w gorzką frustrację. To jest grunt, na którym rozwija się problem edypowy.
Sfrustrowany rodzic szuka sympatii i ciepłych uczuć u dziecka przeciwnej
płci.
Margaret miała bardzo głęboką więź uczuciową z ojcem. Pomimo dzielącej
ich bariery był bardzo bliski jej sercu, a ona -?jego sercu. Jak mówiła,
opowiadano jej, że kiedy zdobywała jakieś nagrody w szkole lub kościele,
ojciec płakał ze szczęścia. Dlaczego te wyrazy uczuć zanikły? Jest tylko
jedna odpowiedź. Nabrały po obu stronach seksualnego zabarwienia.
Niebezpieczeństwo kazirodztwa stało się realne. Ojciec musiał wycofać
się z wszelkich kontaktów z córką, a ona musiała stłumić swoją
seksualność, gdyż była zagrożeniem dla ojca.
Seksualne pożądanie rodzica przez dziecko to wyraz jego naturalnej siły
życiowej. Dziecko pozostaje niewinne, dopóki rodzice nie zaczną rzutować
na nie swojego seksualnego poczucia winy. Margaret była niedobra, bo jej
seksualność była żywa i swobodna. Zasługiwała na bicie i matka
rzeczywiście biła ją szpicrutą, której ojciec używał do poganiania koni.
Musiała zanegować własne ciało i inwestować swoją energię w naukę
szkolną. Ojciec nie bronił jej, ponieważ miał zbyt silne poczucie winy,
by się wtrącać. Została skutecznie ujarzmiona, tak jak ujarzmia się
dzikiego, swobodnego konia, by mógł go dosiąść jeździec. Od czasów Ewy
kobietę uważano za kusicielkę. Takie nastawienie odzwierciedla podwójne
standardy moralne kultury patriarchalnej. W przeszłości w społeczeństwach Zachodu uważano za konieczne, by tłumić kobiecą
seksualność bardziej niż męską.
Możemy teraz zrozumieć, dlaczego u Margaret wykształcił się charakter
neurotyczny. Nie wolno jej było odnosić się do ojca na płaszczyźnie
seksualnej. To tabu zostało zaszczepione w jej osobowości i rozciągnięte
na wszystkich mężczyzn. Potrafi tylko być dzieckiem łaknącym pieszczot
lub wyrozumiałym, współczującym opiekunem próbującym uśmierzać
cierpienie partnera. Wpada w depresję, ponieważ żadne z tych podejść nie
zaspokaja jej potrzeby relacji seksualnej (a to jest coś więcej niż
miłość fizyczna). Nie sądzę, by była w stanie pozbyć się skłonności do
depresji, dopóki nie odzyska swojej seksualności. Tracąc seksualność,
traci życie. Osoba seksualna to osoba żyjąca pełnią życia, a osoba
żyjąca pełnią życia to osoba seksualna. W dalszych rozdziałach pokażę,
jakie są aspekty pracy nad tym problemem.
Przypadek Margaret nie jest czymś wyjątkowym. Być może odbiegała od
średniej pod względem natężenia otrzymywanych kar cielesnych, stopnia, w jakim tłumiono seksualność w jej rodzinie, a także szczególnych cech jej
neurotycznego charakteru. Jednak jej sytuacja była typowa dla
nowoczesnych rodzin: kazirodcze uczucia między rodzicami a dzieckiem,
rywalizacja, zazdrość i groźby skierowane do dziecka. Jest to również
typowy przykład kształtowania się neurotycznego charakteru pod wpływem
problemu edypowego. Przyjrzyjmy się innemu przypadkowi, który wykazuje
wiele podobieństw do sprawy Margaret, aczkolwiek dotyczy mężczyzny.
Robert, bardzo ceniony architekt, zgłosił się do mnie, skarżąc się na
depresję. Zaczęła się po rozpadzie jego małżeństwa. Kiedy zapytałem o przyczyny rozwodu, odpowiedział, że jego żona narzekała na brak
komunikacji z mężem. Zarzucała mu, że unika kontaktów i jest seksualnie
bierny. Robert przyznawał, że te skargi były zasadne. Uświadamiał sobie,
że ma wielkie trudności z wyrażaniem uczuć. Wcześniej odbywał przez
kilka lat terapię psychoanalityczną. Trochę mu to pomogło, ale jego
wrażliwość emocjonalna była wciąż bardzo słaba.
Robert był przystojnym mężczyzną przed pięćdziesiątką. Miał dobrze
zbudowane ciało o właściwych proporcjach i regularne rysy twarzy. Kiedy
spoglądałem na niego, zbyt skwapliwie się uśmiechał. Czułem, że kontakt
wzrokowy jest dla niego krępujący. Po bliższym przyjrzeniu się
zauważyłem, że jego oczy są czujne i wyprane z uczuć. Najbardziej
godnymi uwagi cechami jego ciała były sztywność i napięcie. Bez ubrania
wyglądał niczym grecki posąg. Gdy był ubrany, można go było wziąć za
poruszający się manekin. Tak ściśle się kontrolował, że jego ciało
wyglądało na martwe.
Jakie zdarzenia z dzieciństwa Roberta były odpowiedzialne za jego
otępienie emocjonalne? Podobnie jak Margaret, był jedynakiem. W dzieciństwie matka go rozpieszczała. Chociaż jego rodzice nie byli
zamożni, nosił drogie ubrania, zawsze utrzymywane w czystości. Jak
mówił, na zdjęciach wyglądał na uroczego chłopca. Największym grzechem
było zabrudzenie się. Natychmiast musiał się myć i przebierać. Nigdy nie
był bity. Karą za wszelkie występki było zawstydzanie i pozbawianie
przejawów miłości.
Robert opowiadał, że jako chłopiec snuł fantazje, iż nie jest dzieckiem
swoich rodziców. Mówił, że wolałby być dziewczynką. Wyobrażał sobie, że
pewnego dnia znajdą się jego prawdziwi rodzice. To uczucie braku
przynależności pojawia się zawsze, kiedy braknie emocjonalnego kontaktu
między rodzicami i dzieckiem. W przypadku Roberta również rodzice mieli
poczucie, że syn do nich nie należy. Mówili, że jest inny niż oni.
Robert tłumaczył, że ojciec z matką byli sobie bardzo bliscy, a on czuł
się pozostawiony na boku. "Czułem się tak, jakbym musiał łomotać w drzwi
i wołać: "Wpuśćcie mnie!". Kiedy indziej przychodziło mi na myśl, że
powinienem uciec i znaleźć swoją prawdziwą rodzinę". Przypomnijmy, że
Margaret czuła się podobnie, jak outsider nieprzynależny do rodziny.
Odkryła później, że widoczna więź jej rodziców była bardziej fasadą niż
rzeczywistością. Jaka była sytuacja w rodzinie Roberta?
Robert opisywał matkę jako amazonkę poskramiającą biczem dzikie konie.
Chociaż nie była ładna, nosiła okulary i nie miała talentów
towarzyskich, zdobyła znakomitą partię. Ojciec, jak mówił Robert, był
przystojny, czarujący i wiele kobiet się o niego ubiegało. Był urodzonym
zwycięzcą, wręcz skazanym na sukces. Robert wiedział, że matka jest
ambitna. "Starała się sprawiać wrażenie kobiety wyrafinowanej. Jej
rodzice byli farmerami. Chciała pokazać, że jest najlepszą partnerką dla
ojca, że tworzą idealne małżeństwo".
Starała się również robić wrażenie idealnej matki. Żeby dopełnić tego
obrazu, Robert musiał być idealnym dzieckiem i próbował taki być. Ale
idealnych dzieci w przyrodzie nie ma. Prawdziwe dzieci brudzą się i robią bałagan. Aby utrzymać miłość matki, Robert musiał zamienić się w obraz, rzeźbę lub manekina. Z tego samego powodu nierealny był także
jego ojciec. Czy można być prawdziwym mężem idealnej żony? Robert nie
pamiętał, by jego rodzice kiedykolwiek się kłócili. Nawet jako dziecko
czuł, że w jego rodzinie panuje atmosfera nierzeczywistości. O ile czuł
się żywy, o tyle nie mógł być ich dzieckiem. Należał do nich tylko pod
warunkiem, że będzie nierzeczywisty.
Błędem byłoby sądzić, że w tej rodzinie nie było żadnych namiętności.
Robert nigdy nie mówił o życiu seksualnym rodziców, ale przecież musiało
jakieś być. Nigdy nie napomknął o uczuciach seksualnych doznawanych w dzieciństwie, ale jakieś musiał mieć. Wyparł wszelkie wspomnienia ze
swoich najwcześniejszych lat. To wyparcie szło w parze z martwotą jego
ciała. Wiadomości, które mi podawał, pochodziły w większości z drugiej
ręki. Mamy jednak pewne dowody na istnienie sytuacji edypowej. Robert
mówił, że jako chłopiec fantazjował o zdobyciu matki i pokonaniu ojca. W tych fantazjach matka wolała go od swego męża. Innym znaczącym
świadectwem był fakt, że Robert naprawdę pokonał ojca. "Przyćmiłem go do
tego stopnia, że aż mi było wstyd" -?mówił. W istocie jego ojciec nigdy
nie odniósł prawdziwego sukcesu. To Robert był człowiekiem sukcesu i spełnił ambicje swojej matki.
To zwycięstwo miało jednak swoją cenę. Była nią utrata potencjału
orgastycznego, czyli zdolności do pełnego cielesnego pogrążenia się w seksie. Seksualność Roberta ograniczała się do narządów płciowych,
reszta ciała nie uczestniczyła w podnieceniu lub rozładowaniu. Jego
niezdolność do pełnego poddania się uczuciom seksualnym wynikała ze
sztywności i napięcia w ciele, które odpowiadały również za jego
emocjonalne otępienie. Nie musimy rozważać, czy to otępienie było
skutkiem lęku przez seksem, czy też jego orgastyczną impotencję
spowodowało emocjonalne otępienie. Problem trzeba rozpracować równolegle
na obu płaszczyznach, seksualnej i emocjonalnej. Na głębszym poziomie
obie reprezentują lęk przed życiem.
Ale Robert nie uświadamiał sobie własnego lęku przed seksem czy przed
życiem. Lęk, który jest emocją, może być równie łatwo jak każda inna
emocja stłumiony w stanie emocjonalnego otępienia. Problem jest więc
bardzo trudny, ponieważ jedyne, na czym można się oprzeć, to brak uczuć.
Robert na przykład nie przypominał sobie żadnych seksualnych uczuć do
matki. Nie potrafił sobie tego wyobrazić, ponieważ uważał, że była
nieatrakcyjna seksualnie. Nie pamiętał, by kiedykolwiek widział matkę
nagą ani nawet by przejawiał jakieś zainteresowanie jej ciałem. Pamiętał
tylko, że któregoś wieczoru próbował podsłuchiwać pod drzwiami sypialni
rodziców, ale szybko to wykryli i odesłali go do jego pokoju. Nie
kojarzył tego epizodu z zainteresowaniem seksualnym. Jego ciekawość
najwyraźniej została bardzo wcześnie stłumiona. Kiedy miał trzy lata,
zdarzyło mu się widzieć małą dziewczynkę w kąpieli, ale został skarcony
za przyglądanie się.
Chociaż Robert niczego nie pamiętał, nie można zakładać, że w dzieciństwie nie doznawał żadnych uczuć seksualnych. Ponieważ takie
uczucia są rzeczą normalną, musimy przyjąć, że zostały u niego silnie
stłumione, a wspomnienia o nich wyparte. Wspierają to przypuszczenie
obecność silnych napięć mięśniowych i sztywność ciała, gdyż są to
narzędzia tłumienia emocji. Podczas omawiania tego zagadnienia Robert
zauważył, że odcinanie się od własnych uczuć było typowym manewrem, jaki
stosował, kiedy ktoś go zranił. Tłumił wszelkie uczucia związane z tą
osobą i "wycinał" nawet samą osobę, jak gdyby nie istniała. Mówił, że
taką właśnie taktykę stosowała wobec niego matka i w odwecie odpowiadał
jej tym samym. Według mnie matka i syn toczyli ze sobą walkę o władzę, w której uwodzenie i odrzucenie były sposobami na zdobycie przewagi. Matka
hołubiła go, stroiła według jego własnych słów niczym małego lorda
Fauntleroya, ale też "odstawiała go na bok", ilekroć nie robił tego,
czego od niego żądała. Spełniał jej życzenia, ale też odciął się od niej
seksualnie.
Problem Roberta ma także inny aspekt. Sztywność jego ciała trzeba
interpretować jako oznakę śmiertelnego przerażenia. Pracowałem z nim
wystarczająco długo, by upewnić się, że to prawda. On sam niczego
takiego nie czuł. Oczywiście, skoro był otępiony emocjonalnie, nie mógł
zbyt wiele czuć. Niemniej jednak trzeba było dociec, kogo się boi i dlaczego.
Robert mówił, że był wychowywany jak mały lord Fauntleroy. Wyobrażałem
go sobie jako księcia. Matka grała rolę królowej. Sytuacja wymagała, by
ojciec był królem, ale on nie wziął na siebie tej roli. Zamiast zająć
pozycję dominującą, wypchnął na nią syna. Chłopiec miał osiągnąć to,
czego jemu się nie udało. Książę miał zająć jego miejsce i zostać
królem. Ale chociaż ojciec pragnął, by syn go przewyższył, było również
zupełnie naturalne, że czuł zarazem niechęć i złość z powodu swojej
degradacji. Kiedy dwóch samców rywalizuje o tę samą samicę, walka może
być bezwzględna. Syn nie był jednak godnym konkurentem dla ojca i przerażała go myśl o rzuceniu mu prawdziwego wyzwania. Musiał się cofać,
uznawać swoją porażkę i rezygnować z seksualnego pożądania matki.
Zaakceptował psychiczną kastrację, wycofał się z rywalizacji i przestał
być zagrożeniem dla ojca.
W ten sposób sytuacja edypowa znalazła rozwiązanie. Chłopiec mógł
dorastać i zdobywać świat, ale na poziomie seksualnym pozostawał
chłopcem. Robert uświadamiał sobie, że w pewnej warstwie osobowości
wciąż czuje się niedojrzały, nie jest w pełni mężczyzną. Pod względem
emocjonalnym był nadal księciem.
W następnym rozdziale omówię kwestię postępowania z problemem edypowym.
Najpierw jednak musimy zrozumieć ten problem jako zjawisko kulturowe i jako wynik dynamiki wewnątrzrodzinnej. W kolejnym podrozdziale
przyjrzymy się bardziej szczegółowo legendzie o Edypie, by zobaczyć, jak
dobrze omawiane przykłady pasują do tego mitu.
Legenda o Edypie
Książę Edyp był synem Lajosa, króla Teb. Kiedy się urodził, jego ojciec
poprosił wyrocznię delficką o przepowiedzenie jego przyszłości.
Usłyszał, że kiedy chłopiec dorośnie, zabije własnego ojca i pojmie
matkę za żonę. Aby zapobiec tej katastrofie, kazał porzucić syna na
pustkowiu przywiązanego do pala, by zmarł z głodu. Edypa uratował
pasterz, który zlitował się nad nim i zaprowadził go do Koryntu. Edyp
został adoptowany przez tamtejszego króla Polibosa, który wychowywał go
jak własnego syna. Ponieważ jego nogi był okaleczone od więzów, otrzymał
imię Edyp (gr. Oedipous), oznaczające "spuchnięte stopy".
Kiedy Edyp osiągnął dojrzałość, sam też udał się do Delf, by poznać
swoje przeznaczenie. Wyrocznia powiedziała mu, że zabije ojca i pojmie
matkę za żonę. Ponieważ uważał za ojca Polibosa, postanowił uciec przed
swoim losem, opuszczając Korynt i szukając szczęścia gdzie indziej.
Wędrując do Beocji, natknął się na podróżnego, który kazał mu zejść z drogi. Wywiązała się kłótnia i Edyp zaatakował nieznajomego, zabijając
go. Nie wiedząc, kim była jego ofiara, Edyp udał się do Teb. Kiedy tam
przybył, dowiedział się, że miasto jest terroryzowane przez Sfinksa,
dziwacznego potwora z twarzą kobiety, ciałem lwa i ptasimi skrzydłami.
Sfinks zadawał każdemu schwytanemu przez niego podróżnikowi zagadkę i pożerał tych, którzy nie potrafili prawidłowo odpowiedzieć.
Kreon, który rządził Tebami po śmierci swojego szwagra Lajosa, obiecał
śmiałkowi, który uwolni miasto od potwora, koronę i rękę wdowy po
Lajosie, Jokasty. Edyp podjął wyzwanie i stawił czoło Sfinksowi. Na
pytanie: "Jakie zwierzę chodzi na czterech nogach rano, na dwóch w ciągu
dnia i na trzech wieczorem?", odpowiedział: "Człowiek". W niemowlęctwie
bowiem raczkuje na wszystkich czterech kończynach, później porusza się
na dwóch nogach, a u schyłku życia podpiera się laską. Kiedy Sfinks
usłyszał tę odpowiedź, rzucił się do morza i utonął. Edyp wrócił do Teb,
ożenił się z królową i rządził miastem przez ponad dwadzieścia lat. Z tego związku urodziło się dwóch synów, Polinik i Eteokles, oraz dwie
córki, Antygona i Ismena. Panowanie Edypa w Tebach było pomyślne,
oddawano mu cześć jako sprawiedliwemu i mądremu władcy.
W greckiej mitologii często w życiu bohaterów pojawia się jakaś
tragedia. Na przykład Herakles, pogromca wielu potworów, i Tezeusz,
który zgładził Minotaura, skończyli tragicznie. Erichtonios, król Aten,
który wprowadził kult bogini Ateny i zapoczątkował wykorzystanie srebra,
został zabity przez piorun Zeusa. Zwycięstwa herosa wspieranego przez
jednego z bogów urażały innego. Nadludzkie wyczyny czyniły go niemal
równego bogom. Ci zaś byli z natury zazdrośni. Bohater musiał zapłacić
za swoją pychę, bo mimo wszystko był śmiertelnikiem.
Po zwycięstwie nad Sfinksem Edyp został uznany za herosa. Erynie,
boginie zemsty, czekały na swoją kolej. Teby nawiedziła straszliwa plaga
-?susza i wywołany przez nią głód. Kiedy zwrócono się o radę do wyroczni
delfickiej, ta odpowiedziała, że nieszczęścia nie ustąpią, dopóki
morderca Lajosa nie zostanie wykryty i wygnany z miasta. Edyp
poprzysiągł znaleźć winowajcę. Ku jego zaskoczeniu wyszło na jaw, że to
on nim jest. Zabił ojca na gościńcu wiodącym do Teb i nieświadomie
poślubił własną matkę.
Przygnieciona tą hańbą Jokasta powiesiła się. Edyp sam wydłubał sobie
oczy i w towarzystwie wiernej córki Antygony ruszył na wygnanie. Po
wielu latach znalazł w końcu schronienie w mieście Kolonos koło Aten.
Tam, pogodzony z losem i oczyszczony z win, w tajemniczy sposób zniknął
ze świata. Domyślano się, że zabrali go do siebie bogowie, jak przystało
na greckiego herosa. Kolonos, ostatnia przystań Edypa, stało się
miejscem świętym.
Mit mówi także o losach innych członków nieszczęśliwej rodziny. Dwóch
synów Edypa uzgodniło, że będą rządzić miastem naprzemiennie. Kiedy
jednak przyszła pora, by Eteokles oddał rządy bratu, ten odmówił.
Polinik zebrał więc armię i oblegał Teby. Podczas bitwy bracia stoczyli
pojedynek, w którym obaj stracili życie. Kreon, który objął władzę nad
miastem, ogłosił, że Polinik był zdrajcą i jego ciało ma być
pozostawione bez pochówku. Antygona, kierując się miłością do brata,
złamała ten dekret i pochowała Polinika z honorami. Za nieposłuszeństwo
została skazana na pogrzebanie żywcem. Jej siostra Ismena też zginęła
tragicznie.
Przyglądając się przypadkom Margaret i Roberta, widzimy, że ich życie
nie przypomina historii Edypa. Żadne z nich nie dopuściło się
kazirodztwa ani ojcobójstwa, chociaż oboje w dzieciństwie znaleźli się w sytuacji edypowej. W jaki sposób uniknęli losu Edypa, objaśnił Zygmunt
Freud, który pierwszy rozpoznał wagę sytuacji edypowej i znaczenie mitu
Edypa dla współczesnego człowieka. W następnym podrozdziale zapoznamy
się z psychoanalitycznym spojrzeniem na genezę kompleksu Edypa.
Kompleks Edypa
Freud zainteresował się historią Edypa, ponieważ uważał, że jego dwa
przestępstwa, czyli zabicie ojca i małżeństwo z matką, korespondują z dwoma elementarnymi pragnieniami dziecka, których niedostateczne
stłumienie albo późniejsze przebudzenie prawdopodobnie stanowi jądro
każdej psychonerwicyl-3. Jądro to stało się znane jako
kompleks Edypa. Wcześniej Freud pisał: "Być może wszyscy jesteśmy
skazani na to, by swoje pierwsze seksualne impulsy kierować do matki, a pierwsze impulsy nienawiści i przemocy do ojca. Przekonują o tym nasze
sny"l-4. Jeśli tak, to los Edypa powinien być powszechnym losem
całej ludzkości. Freud rozważał taką ewentualność, gdyż pisał o Edypie:
"Jego los porusza nas, ponieważ mógłby być także naszym udziałem.
Wyrocznia nałożyła na nas taką samą klątwę jak na niego"l-5.
W opinii psychoanalitycznej wszystkie dzieci przechodzą przez okres
edypowy w wieku od trzech do siedmiu lat. W tym czasie muszą borykać się
z seksualnym pociągiem do rodzica płci przeciwnej, a zazdrością, lękiem
i wrogością do rodzica tej samej płci. Kompleks Edypa obejmuje również w jakimś stopniu poczucie winy związane z tymi uczuciami. Jak powiada Otto
Fenichel, "u obu płci kompleks Edypa można określić jako szczyt
dziecięcej seksualności, erogenne przejście od erotyzmu oralnego,
poprzez erotyzm analny, do genitalności"l-6.
W naszych rozważaniach ważne jest zrozumienie, na czym polega dziecięca
seksualność i czym się różni od swojej formy dojrzałej. Termin
"seksualność dziecięca" odnosi się do wszelkich manifestacji seksualnych
podczas pierwszych sześciu lat życia. Uważa się, że erotyczna
przyjemność, jaką niemowlę znajduje w ssaniu piersi matki albo własnego
palca, ma naturę seksualną. Od trzeciego do piątego roku życia dziecięca
seksualność skupia się na genitaliach. Według Freuda w piątym roku, w szczytowym punkcie rozwoju dziecięcej seksualności, zbliża się ona do
formy, która będzie osiągnięta przez dojrzałą jednostkę. Różnica między
dziecięcą a dorosłą seksualnością polega na tym, że w tej pierwszej nie
ma elementów penetracji i ejakulacji, czyli reprodukcyjnych aspektów
seksualności. Dziecięca seksualność jest więc zjawiskiem powierzchownym.
Freud opisał ją jako falliczną, a nie genitalną. To rozróżnienie jest
trafne, jeśli falliczność odnosimy do wzrostu podniecenia, ale nie do
rozładowania. Dorosłą seksualność cechuje akcent położony na to drugie.
Jednakże uczucia związane z dziecięcą seksualnością trudno odróżnić od
formy dorosłej.
Chociaż w naszej kulturze kompleks Edypa jest uważany za normalną fazę
rozwojową dziecka, nie znaczy to, że jest on zdeterminowany
biologicznie. Musimy dokonać rozróżnienia między dwoma odrębnymi
zjawiskami. Jednym jest wczesny rozkwit seksualności, do którego
dochodzi w tym okresie i który przejawia się próbami masturbacji oraz
podwyższonym zaciekawieniem sferą seksualną. Znajduje to również odbicie
w seksualnym zainteresowaniu dziecka rodzicem przeciwnej płci. Dowodów
na te zjawiska dostarczają wspomnienia i sny pacjentów. Może to również
potwierdzić spostrzegawczy rodzic, ponieważ małe dzieci nie próbują
ukrywać swoich uczuć seksualnych. Badania medyczne wykazały, że w tym
okresie nasila się wydzielanie hormonów seksualnych. Po tym początkowym
przebudzeniu seksualności zazwyczaj następuje faza latencji, czyli
uśpienia, trwająca do początku okresu dojrzewania, kiedy aktywność
hormonalna i seksualna zaczynają przybierać dorosłe formy. Innym
zjawiskiem biologicznym, występującym równolegle z tym dwukrotnym
rozkwitem seksualności, jest rozwój uzębienia. Człowiek ma na
przestrzeni życia dwa komplety zębów. Najpierw są to zęby mleczne, które
osiągają pełnię rozwoju w wieku sześciu lub siedmiu lat, a następnie
wypadają i ich miejsce zajmują zęby stałe. W zbliżonym wieku, około
szóstego roku życia, większość dzieci rozpoczyna formalną edukację.
Drugie zjawisko to zaistnienie trójkąta, w którym matka jest obiektem
seksualnym zarówno dla ojca, jak i syna, albo ojciec dla matki i córki.
Kiedy do tego dojdzie, jak to się niezmiennie dzieje w naszej kulturze,
musimy radzić sobie z rodzicielską zazdrością i wrogością wobec dziecka.
U chłopca zazdrość o seksualne relacje ojca z matką może być czymś
zupełnie naturalnym i nie stanowi dla ojca żadnego zagrożenia. Zupełnie
co innego, kiedy ojciec zaczyna być zazdrosny o syna, bo czuje, że jego
żona preferuje lub faworyzuje chłopca. Taka sytuacja stwarza dla dziecka
realne niebezpieczeństwo. W podobny sposób zazdrość matki o córkę jest
poważnym zagrożeniem dla dziewczynki. Ten aspekt kompleksu Edypa jest
uwarunkowany kulturowo. Według Fenichela "w tym sensie kompleks Edypa
jest bez wątpienia wytworem wpływów rodzinnych"l-7. Jego
konkretna forma będzie zatem zależała od dynamiki sytuacji w rodzinie.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki