WSTĘP
NIEUSTRASZONOŚĆ
Większość z nas doświadcza życia pełnego
chwil cudownych i chwil trudnych. Ale nawet w chwilach najbardziej
radosnych za naszą radością nierzadko czai się lęk. Lękamy się, że ta
chwila minie, że nie spełnią się nasze potrzeby, że stracimy to, co
kochamy, albo że stracimy poczucie bezpieczeństwa. Często najbardziej
lękamy się wiedzy, że pewnego dnia nasze ciała przestaną funkcjonować.
Tak więc nawet gdy spełnione są wszystkie warunki do szczęścia, nasza
radość nie jest całkowita.
Uważamy, że warunkiem szczęścia jest odepchnięcie lub zignorowanie lęku.
Czujemy się nieswojo na myśl o rzeczach, które nas przerażają, więc
odsuwamy lęk przez zaprzeczenie: "O nie, nie chcę o tym myśleć".
Usiłujemy ignorować lęk, ale on w nas tkwi.
Jedynym sposobem na oswojenie lęku i osiągnięcie prawdziwego szczęścia
jest uświadomienie sobie tegoż lęku i baczne przyjrzenie się jego
źródłu. Zamiast uciekać przed lękiem możemy zaprosić go do naszej
świadomości i przyjrzeć mu się jasno i dogłębnie.
Obawiamy się rzeczy z zewnątrz, których nie jesteśmy w stanie
kontrolować. Zamartwiamy się możliwą chorobą, starością i utratą rzeczy,
które najbardziej cenimy. Uczepiamy się tego, co jest nam drogie -
pozycji społecznej, własności, osób, które kochamy. Ale to uczepianie
się nie zmniejsza naszego lęku. Kiedyś będziemy musieli ostatecznie
rozstać się z tym wszystkim. Nie zabierzemy tego ze sobą.
Zdarza nam się myśleć, że jeśli zlekceważymy lęki, one odejdą. Jednak
gdy usuwamy zmartwienia i niepokoje ze świadomości, one wciąż na nas
oddziałują, powodując smutek. Bardzo boimy się niemocy. Lecz posiadamy
moc dogłębnego przyjrzenia się naszym lękom, a wówczas lęk nie jest w stanie nad nami zapanować. Możemy przekształcić swój lęk. Praktykowanie
pełni życia w chwili obecnej -?to, co nazywamy uważnością -?może uzbroić
nas w odwagę potrzebną, aby stawić czoła lękom i wyzwolić się spod ich
obezwładniającej władzy. Być uważnym to znaczy patrzeć dogłębnie,
dotykać naszej prawdziwej natury współbycia i mieć świadomość, że nic
nigdy nie ginie.
Kiedyś podczas wojny w Wietnamie siedziałem na pustym lotnisku polowym
pośród wietnamskich wzgórz. Czekałem na samolot, który miał mnie zabrać
na północ, gdzie chciałem zbadać sytuację powodziową i możliwość
udzielenia pomocy ofiarom. Czas naglił i dlatego musiałem polecieć
samolotem wojskowym, używanym zazwyczaj do transportu koców, ubrań itp.
Gdy siedziałem samotnie na pasie startowym, oczekując najbliższego
samolotu, podszedł do mnie amerykański oficer. On również czekał na ten
samolot. Trwała wojna, a my dwaj byliśmy sami na tym lądowisku.
Przyjrzałem się mu: był młody. Natychmiast ogarnęło mnie dojmujące
współczucie dla niego. Dlaczego musiał tu przybyć, by zabijać lub zostać
zabitym? Powodowany współczuciem powiedziałem: "Musisz się strasznie bać
Wietkongu". Wietkong był wietnamską partyzantką komunistyczną.
Zabrzmiało to niezdarnie i moje słowa podlały zasiane w nim wcześniej
ziarno lęku. Bezzwłocznie sięgnął po broń i spytał: "Jesteś z Wietkongu?".
Przed przyjazdem do Wietnamu oficerowie US Army uczyli się, że w Wietnamie każdy może należeć do Wietkongu, i hodowali w sobie lęk. Każde
dziecko, każdy mnich mógł być agentem guerilli. W ten sposób kształcono
żołnierzy amerykańskich, którzy na każdym kroku widzieli wroga.
Usiłowałem okazać współczucie temu żołnierzowi, ale na słowo "Wietkong"
opanował go paniczny lęk i sięgnął po broń.
Wiedziałem, że muszę zachować absolutny spokój. Pooddychałem głęboko i powiedziałem: "Nie, czekam na swój samolot, który zabierze mnie do
Danang, gdzie mam badać sytuację powodziową i możliwości pomocy".
Współczułem mu głęboko i zdradził to mój głos. Zaczęliśmy rozmawiać.
Zdołałem przekazać mu swój pogląd na wojnę, która spowodowała wiele
ofiar i po stronie wietnamskiej, i po amerykańskiej. Żołnierz także się
uspokoił i wdaliśmy się w rozmowę. Byłem bezpieczny, gdyż zachowałem
jasność umysłu i spokój. Gdybym działał za podszeptem lęku, żołnierz
zastrzeliłby mnie ze strachu. Nie sądźcie więc, że niebezpieczeństwa
pochodzą tylko z zewnątrz. One pochodzą z wnętrza. Dopóki nie
uświadomimy sobie własnego lęku, przyciągamy niebezpieczeństwa i wypadki.
Wszyscy doświadczamy lęku, lecz jeżeli przyjrzymy mu się dogłębnie,
zdołamy wyzwolić się z jego szponów i dotknąć radości. Lęk każe nam
skupiać się na przeszłości lub martwić o przyszłość. Uświadamiając sobie
lęk, dojdziemy do wniosku, że w tej chwili nic nam nie grozi. W tej
chwili, dzisiaj, jesteśmy wciąż żywi i nasze ciała działają znakomicie.
Oczy wciąż widzą przepiękne niebo. Uszy wciąż słyszą głosy tych, których
kochamy.
Pierwszym etapem przyglądania się lękowi jest zaproszenie go do
świadomości bez osądzania. Jesteśmy po prostu łagodnie świadomi
obecności lęku. Już samo to sprawia wielką ulgę. Uspokoiwszy swój lęk,
możemy objąć go czule i wejrzeć głęboko w jego korzenie, jego źródła.
Zrozumienie genezy naszych napięć i lęków pomoże nam je przezwyciężyć.
Czy nasz lęk bierze się z tego, co dzieje się w tej chwili, czy też jest
to stary lęk, lęk z naszego dzieciństwa, który zachowaliśmy w sobie?
Praktykując wydobywanie naszych lęków na powierzchnię, zyskujemy
świadomość, że wciąż żyjemy, że nadal mamy z czego się cieszyć. Dopóki
nie zajmujemy się spychaniem i zwalczaniem naszego lęku, możemy cieszyć
się słońcem, mgłą, powietrzem i wodą. Głębokie wejrzenie w lęk i stworzenie sobie jego jasnej wizji pozwala wieść prawdziwie wartościowe
życie.
Najbardziej lękamy się tego, że z chwilą śmierci staniemy się niczym.
Aby prawdziwie całkowicie wyzwolić się z lęku, musimy wejrzeć głęboko w wymiar ostateczny i dostrzec naszą prawdziwą naturę nie-narodzin i nie-śmierci. Trzeba wyzwolić się spod władzy idei, że jesteśmy tylko
ciałami, które umierają. Gdy pojmiemy, że jesteśmy czymś więcej niż
nasze ciała fizyczne, że nie wzięliśmy się z nicości i nie znikniemy w nicości, zostaniemy wyzwoleni od lęku.
Budda był istotą ludzką i także znał lęk. Codziennie jednak praktykował
uważność i bacznie obserwował swój lęk w konfrontacji z nieznanym,
dzięki czemu spokojnie stawiał mu czoła. Pewnego dnia podczas spaceru
Budda został napadnięty przez seryjnego mordercę, Angulimalę. Angulimala
krzykiem kazał Buddzie się zatrzymać, Budda jednak szedł dalej powoli i spokojnie. Angulimala dogonił go i groźnie zapytał, dlaczego się nie
zatrzymał. Budda odrzekł mu: "Angulimalo, ja zatrzymałem się dawno temu.
To ty się nie zatrzymałeś". Następnie wyjaśnił: "Przestałem czynić to,
co sprawia cierpienie innym żywym istotom. Wszystkie żywe istoty pragną
żyć. Wszystkie lękają się śmierci. Musimy hodować w sobie serce pełne
współczucia i chronić życie wszystkich istot". Zaskoczony Angulimala
poprosił o dalsze nauki. Na koniec rozmowy ślubował, że już nigdy nie
popełni zbrodni, i postanowił zostać mnichem.
Jak Budda zdołał zachować spokój, stojąc twarzą w twarz z mordercą? To
skrajny przykład, ale każdy z nas każdego dnia konfrontuje się z własnymi lękami. Codzienna praktyka uważności jest w tym względzie
niezmiernie pomocna. Poczynając od oddechu, zaczynając od świadomości,
zyskujemy umiejętność przyjmowania wszystkiego, co nas spotyka.
Nieustraszoność nie tylko jest możliwa, lecz także jest najwyższą
radością. Z chwilą dotknięcia bezlęku stajesz się wolny. Jeśli zdarzy mi
się lecieć samolotem, którego pilot ogłosi, że samolot zaraz się
rozbije, będę ćwiczył uważne oddychanie. Mam nadzieję, że ty zrobisz to
samo w reakcji na złą wiadomość. Nie czekaj jednak z praktykowaniem
przekształcania swoich lęków i z życiem w uważności do sytuacji
granicznej. Nikt nie może ci ofiarować nieustraszoności. Nawet gdyby
siedział obok ciebie Budda, nie mógłby ci tego zapewnić. Sam musisz
ćwiczyć i uświadamiać sobie lęk. Gdy praktykowanie uważności wejdzie ci
w nawyk, będziesz wiedział, co robić, gdy nadejdą trudne chwile.
PRZEDTEM
Na ogół nie pamiętamy, że dawno temu
żyliśmy w łonie matki. Byliśmy maleńkimi żywymi istotami ludzkimi. W ciele matki biły wtedy dwa serca: jej własne i twoje. W tym okresie
matka robiła wszystko za ciebie: za ciebie oddychała, za ciebie jadła,
za ciebie piła. Byłeś z nią połączony pępowiną. Przez pępowinę docierał
do ciebie pokarm, było ci dobrze i bezpiecznie we wnętrzu matki. Nigdy
za zimno ani za gorąco. Bardzo wygodnie. Spoczywałeś na miękkiej wodnej
poduszce. W Chinach i w Wietnamie nazywamy łono "pałacem dziecka". W tym
pałacu spędziłeś około dziewięciu miesięcy.
Tych dziewięć miesięcy spędzonych w łonie to jeden z najszczęśliwszych
okresów twojego życia. Potem przyszedł dzień twoich narodzin. Nagle
wszystko było inne, zostałeś wrzucony w nowe środowisko. Po raz pierwszy
poczułeś zimno i głód. Dźwięki były za głośne, światło za jasne.
Pierwszy raz poczułeś lęk. Na tym polega lęk pierwotny.
W pałacu dziecka nie musiałeś korzystać z własnych płuc. Ale z chwilą
narodzin ktoś przeciął pępowinę i skończyło się twoje fizyczne
połączenie z matką. Matka nie mogła już za ciebie oddychać. Musiałeś
nauczyć się oddychać sam -?wziąć pierwszy oddech. Gdybyś nie zdołał tego
zrobić, umarłbyś. Narodziny to bardzo niebezpieczny czas. Zostałeś
wypchnięty z pałacu i poznałeś cierpienie. Próbowałeś zaczerpnąć tchu,
ale to było trudne. W twoich płucach zalegał płyn, którego należało się
pozbyć przed pierwszym wdechem. Rodzimy się i z chwilą narodzin rodzi
się w nas lęk wraz z pragnieniem przetrwania. Na tym polega pierwotne
pragnienie.
Jako niemowlęta wiedzieliśmy, że aby przetrwać, potrzebujemy kogoś, kto
się nami zaopiekuje. Nawet po odcięciu pępowiny byliśmy całkowicie
zależni od dorosłych. Dopóki twoje przetrwanie zależy od kogoś lub
czegoś, istnieje łączność, rodzaj niewidzialnej pępowiny.
Dorastamy, a lęk pierwotny i pierwotne pragnienie wciąż są w nas obecne.
Wprawdzie nie jesteśmy już małymi dziećmi, ale lękamy się, że nie
przeżyjemy, jeśli nikt się nami nie zaopiekuje. Każde pragnienie, które
odczujemy w naszym życiu, zakorzenione jest w tym pierwotnym,
fundamentalnym pragnieniu przetrwania. Jako niemowlęta zawsze szukamy
sposobu na zapewnienie sobie przetrwania. Czujemy się wówczas całkowicie
bezbronni. Mamy nogi, ale nie umiemy chodzić. Mamy ręce, ale nie umiemy
niczego uchwycić. Niemowlę musi więc odkryć sposób na to, by zmusić
kogoś innego do otoczenia go opieką i zapewnienia mu przetrwania.
Każdy czasem się boi. Boimy się samotności, porzucenia, starości,
śmierci, choroby i wielu innych rzeczy. Nieraz odczuwamy lęk bez
wyraźnego powodu. Praktyka głębokiego wglądu pozwala nam dostrzec, że
lęk ten jest pochodną naszego pierwotnego lęku z czasów niemowlęcych,
kiedy byliśmy bezbronni i niezdolni zadbać o siebie. Chociaż staliśmy
się dorosłymi ludźmi, tamten pierwotny lęk i pierwotne pragnienie nadal
w nas żyją. Nasze pragnienie znalezienia partnera jest po części
kontynuacją pragnienia, by ktoś się nami zaopiekował.
Jako dorośli często boimy się pamiętać tamten pierwotny lęk i pragnienie, ponieważ wciąż żyje w nas bezradne dziecko. Nigdy nie
mieliśmy okazji z nim porozmawiać. Nie zajmowaliśmy się tym
skrzywdzonym, bezradnym dzieckiem.
Dla większości z nas pierwotny lęk trwa w jakiejś nowej formie. Może
przerażać nas perspektywa samotności: "Sama nie dam rady, muszę kogoś
mieć". Jest to kontynuacja naszego pierwotnego lęku. Jednak głęboki
wgląd pozwala nam stwierdzić, że potrafimy uśmierzyć lęk i znaleźć
szczęście. Musimy przyjrzeć się uważnie naszym relacjom i zadać sobie
pytanie: czy są one oparte przede wszystkim na wzajemnym pragnieniu czy
na wzajemnym szczęściu? Mamy skłonność do myślenia, że partner ma moc
zapewnienia nam dobrego samopoczucia, i nie czujemy się dobrze, kiedy go
przy nas nie ma. Myślimy: "Potrzebuję tej osoby, ona musi się mną zająć,
bo inaczej nie przeżyję".
Jeżeli nasza relacja oparta jest na lęku, a nie na wzajemnym zrozumieniu
i szczęściu, nie posiada solidnych fundamentów. Możesz czuć, że
potrzebujesz danej osoby dla własnego szczęścia. Ale może przyjść taki
czas, kiedy obecność tej osoby zacznie być dla ciebie uciążliwa i zechcesz się jej pozbyć. To dowód na to, że twoje poczucie spokoju i bezpieczeństwa nie pochodziło w istocie od tej osoby.
Podobnie jeżeli lubisz bywać w kawiarni, to raczej nie dlatego, że ta
konkretna kawiarnia jest wyjątkowo interesująca. Możliwe, że motywuje
cię lęk przed samotnością, czujesz nieustanną potrzebę bycia wśród
ludzi. Gdy włączasz telewizor, to być może nie dlatego, że chcesz
obejrzeć fascynujący program, ale dlatego, że boisz się zostać sam ze
sobą.
Z tego samego źródła pochodzi lęk przed tym, co inni mogą o tobie
myśleć. Boisz się, że jeśli pomyślą o tobie źle, przestaniesz być
akceptowany i zostaniesz całkiem sam, w niebezpieczeństwie. Jeśli więc
potrzebujesz pewności, że inni zawsze myślą o tobie dobrze, to potrzeba
ta jest funkcją tego samego pierwotnego lęku. Regularne wyprawy na
zakupy po nowe stroje są skutkiem pierwotnego pragnienia: chcesz być
akceptowany przez innych. Boisz się odrzucenia. Lękasz się, że
zostaniesz opuszczony i zostawiony sam na pastwę losu, że nikt się tobą
nie zaopiekuje.
Musimy uważniej się obserwować, aby rozpoznać pierwotny lęk i pierwotne
pragnienie, które motywują tak wiele naszych zachowań. Każdy z naszych
lęków i każde z naszych pragnień przeżywanych w chwili obecnej to
kontynuacja pierwotnego lęku i pierwotnego pragnienia.
Pewnego dnia podczas spaceru poczułem, że coś w rodzaju pępowiny łączy
mnie ze słońcem na niebie. Z wielką jasnością zrozumiałem, że gdyby
słońca nie było, umarłbym natychmiast. Potem ujrzałem pępowinę łączącą
mnie z rzeką. Pomyślałem, że gdyby rzeki nie było, także bym umarł
pozbawiony wody do picia. I spostrzegłem, że pępowina łączy mnie z lasem. Leśne drzewa wytwarzały tlen, żebym mógł oddychać. Umarłbym bez
lasu. Dostrzegłem pępowinę łączącą mnie z rolnikiem, który uprawia
warzywa, zboże i ryż, bym mógł go ugotować i zjeść.
Gdy praktykujesz medytację, zaczynasz dostrzegać rzeczy, których inni
nie widzą. Wprawdzie fizycznie nie widzisz wszystkich tych pępowin, ale
one istnieją, łączą cię z twoją matką, twoim ojcem, rolnikiem, słońcem,
rzeką, lasem i całą przyrodą. Wizualizacja może być elementem medytacji.
Gdybyś miał narysować siebie ze wszystkimi tymi pępowinami, odkryłbyś,
że jest ich nie tylko pięć czy dziesięć, ale być może setki i tysiące.
W Plum Village na południowym zachodzie Francji, gdzie mieszkam,
posługujemy się gathami, krótkimi wierszami, które recytujemy w milczeniu lub na głos przez cały dzień. Gathy pomagają nam głęboko
przeżywać każdą czynność codzienności. Mamy gathę na budzenie się z rana, na mycie zębów, a nawet na prowadzenie samochodu i obsługiwanie
komputera. Gatha, którą recytujemy, podając posiłek, brzmi tak:
W tym pożywieniu
widzę wyraźnie
obecność całego wszechświata,
który wspiera moje istnienie.1
Przyglądając się uważnie warzywom, dostrzegamy w nich słońce, chmurę,
ziemię, mnóstwo ciężkiej pracy. Patrząc w ten sposób, nawet jeżeli nikt
nie dzieli z nami posiłku, uświadamiamy sobie, że nasza społeczność,
nasi przodkowie, matka natura i cały kosmos są w nas i przy nas w każdym
momencie życia. Nie musimy czuć się osamotnieni.
Jedną z pierwszych rzeczy, które możemy zrobić dla uśmierzenia naszego
lęku, jest rozmowa z nim. Możemy usiąść z tym naszym zalęknionym
dzieckiem i potraktować je łagodnie, mówiąc na przykład: "Kochane
dziecko, jestem twoim dorosłym ja. Chciałbym ci powiedzieć, że nie
jesteśmy już małą, bezbronną i podatną na zranienie istotą. Mamy silne
ręce i silne nogi, możemy się obronić. Nie ma więc powodu, żeby nadal
się bać".
Wierzę, że takie przemawianie może być bardzo pomocne, ponieważ nasze
wewnętrzne dziecko jest zapewne głęboko zranione i czeka na nasz powrót.
Nosi w sobie wszystkie rany dzieciństwa, a my, zajęci dorosłym życiem,
nie mieliśmy dotąd czasu, by powrócić do tego dziecka i dopomóc mu w uzdrowieniu. Dlatego tak ważne jest poświęcenie czasu na powrót, na
uświadomienie sobie obecności zranionego dziecka w nas samych, na
przemawianie do niego i próby niesienia mu pomocy w uzdrowieniu.
Przypomnijmy kilkakrotnie naszemu wewnętrznemu dziecku, że nie jesteśmy
już bezbronnym maleństwem, że jesteśmy duzi i dorośli, i możemy zadbać o siebie.
Praktyka: przemawianie do wewnętrznego dziecka
Połóż na ziemi dwie poduszki. Usiądź na jednej z nich i wyobraź sobie,
że jesteś bezradnym dzieckiem. Powiedz: "Kochanie, jestem bardzo
bezbronna. Nie mogę nic zrobić. Grozi mi wielkie niebezpieczeństwo. Na
pewno umrę, nikt się mną nie opiekuje". Musisz powiedzieć to językiem
małego dziecka. Gdy tak mówisz, rodzą się w tobie uczucia lęku,
beznadziei, napięcia i bezradności. Pozwól im się ujawnić i rozpoznaj
je. Daj bezradnemu dziecku dość czasu na wyrażenie wszystkich jego
uczuć. To bardzo ważne.
Gdy dziecko skończy mówić, przenieś się na drugą poduszkę, aby odegrać
rolę swojego dorosłego ja. Patrząc na poduszkę, którą opuściłeś, wyobraź
sobie, że bezradne dziecko nadal tam siedzi, i przemawiaj do niego:
"Posłuchaj. Jestem twoim dorosłym ja. Nie jesteś już bezradnym
dzieckiem. Dorośliśmy i jesteśmy już duzi, dostatecznie inteligentni,
aby się obronić i przeżyć samodzielnie. Nie potrzebujemy już niczyjej
opieki".
Gdy wykonasz to ćwiczenie, przekonasz się, że poczucie bezpieczeństwa,
którego pragniesz, nie wypływa z uczepiania się drugiej osoby lub
ustawicznego odwracania uwagi. Rozpoznanie i uśmierzenie wewnętrznego
lęku jest pierwszym krokiem do oddalenia go.
Zrozumienie, że jesteśmy już bezpieczni, jest niezbędne tym z nas,
którzy w przeszłości doznali gwałtu, lęku lub bólu. Nieraz potrzebujemy
przyjaciela, brata, siostry, nauczyciela, który pomoże nam nie zapaść
się z powrotem w przeszłość. Dorośliśmy. Jesteśmy już zdolni nie tylko
do samoobrony, ale i do pełnego życia w chwili obecnej i dzielenia się
nim z innymi.
PIERWOTNY LĘK
Niejednokrotnie łapiemy się na myśleniu o rzeczach, które budzą w nas uczucia lęku i smutku. Każdy z nas w przeszłości doświadczył cierpienia, które często wspomina. Wracamy do
przeszłości, analizujemy ją i oglądamy jak na filmie. Jeżeli jednak
wracamy do tych wspomnień bez uważności i nieświadomie, każdy taki
powrót oznacza ponowne cierpienie.
Przypuśćmy, że byłeś źle traktowany jako dziecko. Cierpiałeś dotkliwie.
Byłeś delikatny i słaby. Być może bałeś się przez cały czas. Nie umiałeś
się bronić. Może w pamięci nadal jesteś raz po raz raniony, mimo że
teraz jesteś już dorosły. Nie jesteś już dzieckiem, które było delikatne
i słabe, nie mogło się obronić. A jednak wciąż doświadczasz cierpienia
tego dziecka, ponieważ wracasz do tych wspomnień, mimo że są bolesne.
W twojej świadomości utrwalił się film, obraz. Ilekroć we wspomnieniu
wracasz do przeszłości, oglądasz ten film i cierpisz ponownie. Uważność
przypomina nam, że możliwe jest bycie tu i teraz, że chwila obecna jest
nam zawsze dostępna; nie musimy żyć dawnymi zdarzeniami.
Przypuśćmy, że dwadzieścia lat temu ktoś dał ci w twarz. Ten incydent
zachował się jako obraz w twojej podświadomości, która zawiera już wiele
innych filmów i obrazów o przeszłości. Ich projekcja odbywa się w pamięci non stop. Ty zaś masz skłonność do powracania i oglądania ich
wciąż od nowa, w związku z czym nieustannie cierpisz. Za każdym razem,
gdy oglądasz ten konkretny obraz, znów dostajesz w twarz, i tak w nieskończoność.
A przecież to jest tylko przeszłość. Ciebie nie ma już w przeszłości,
jesteś w chwili obecnej. To się zdarzyło, owszem -?ale w przeszłości. A przeszłość już minęła. Pozostały z niej tylko obrazy i wspomnienia.
Uporczywe wracanie do przeszłości i oglądanie tych obrazów jest złą
uważnością. Jeżeli jednak zakorzenimy się w chwili obecnej, możemy
spojrzeć na przeszłość inaczej i przekształcić należące do niej
cierpienie.
Przypuśćmy, że gdy byłeś mały, ktoś dorosły zabrał ci zabawkę. Nauczyłeś
się płakać, manipulować sytuacją lub też uśmiechać się, aby przypodobać
się opiekunce i skłonić ją do oddania zabawki. Już jako małe dziecko
nauczyłeś się dyplomatycznego uśmiechu. To jeden ze sposobów na radzenie
sobie z problemem przetrwania. Człowiek uczy się, nie wiedząc nawet, że
się uczy. Poczucie, że jesteś delikatny, słaby, niezdolny do samoobrony,
że zawsze kogoś potrzebujesz, jest w tobie stale obecne. Ten pierwotny
lęk -?i jego drugi biegun, pierwotne pragnienie -?towarzyszy nam przez
całe życie. Niemowlę z jego lękami i pragnieniami jest w nas wciąż żywe.
Osoba pogrążona w depresji cierpi, mimo że jej sytuacja z zewnątrz
wygląda dobrze. Przyczyną tego jest skłonność do rozpamiętywania
przeszłości. Czujemy się w niej bardziej swojsko, nawet jeśli zawiera
wiele cierpienia. To poczucie swojskości zakorzeniło się głęboko w naszej podświadomości, która ustawicznie wyświetla filmy z przeszłych
zdarzeń. Oglądamy te filmy i cierpimy. Natomiast przyszłość, o którą
wciąż się martwimy, jest niczym innym jak projekcją tychże minionych
lęków i pragnień.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki