radawny Cieszyn od wieków stróżuje nad kapryśną Olzą. Choć gród należy
jeszcze do Pogórza Śląskiego, to stanowi prawdziwą bramę Beskidu
Śląskiego, a oglądane z samotnej wieży Piastowskiej górskie panoramy nie
mają sobie równych. Miasto to piękne, lecz nieszczęśliwe: choć minęły
już przeszło dwie dekady od zjednoczenia Berlina, Cieszyn wciąż dzieli
granica państwowa. Ponad zabytkowym grodem dumnie wznoszą się
pozostałości piastowskiego zamku, których symbolem pozostaje znana z banknotów dwudziestozłotowych rotunda i wspomniana wieża, pragnąca
sięgnąć obłoków niczym bliskie już wierchy Beskidu Śląskiego.
Zarys dziejów
Początki osadnictwa na Górze Zamkowej sięgają co najmniej V wieku
p.n.e., gdy powstało tu grodzisko o charakterze strażniczym i refugialnym dla pobliskiej osady w Podoborzu.
Wczesnośredniowieczny Cieszyn był zapewne głównym - obok Grodźca -
centrum plemiennego państwa Golęszyców, które w IX wieku podporządkowane
zostało władcom wielkomorawskim, a u progu następnego stulecia czeskim.
Wkrótce jednak z wielkopolskich dziedzin nadciągnął nowy pretendent do
panowania nad Olzą - państwo Polan. Okres 989-1054 zapełniły
polsko-czeskie walki o Śląsk, zakończone triumfem piastowskiego orła nad
przemyślidzkim lwem. To właśnie w niespokojnym XI stuleciu w obrębie
kasztelańskiego zapewne grodu powstała owa romańska perła, jaką po dziś
dzień stanowi rotunda Świętego Mikołaja na Górze Zamkowej.
Cieszyn po raz pierwszy wymienia bulla protekcyjna papieża Hadriana IV z 1155 roku, potwierdzająca istnienie kasztelanii. Po zawirowaniach na
Śląsku, związanych z powrotem synów Władysława II Wygnańca oraz
kolejnymi podziałami i lokalnymi zjednoczeniami, kasztelania cieszyńska
stała się w 1201 roku częścią dość rozległego księstwa
opolsko-raciborskiego Mieszka I Plątonogiego. Jego następca, Kazimierz
I, oficjalnie lokował Cieszyn około 1220 roku, a za Mieszka II Otyłego
wokół miasta wyrosły wały i palisady. Po śmierci w 1281 lub 1282 roku
Władysława I jego władztwo rozpadło się, zaś Cieszyn stał się stolicą
odrębnego księstwa, którego pierwszym władcą został Mieszko I. Wkrótce
przyjęło ono zwierzchnictwo czeskiej Korony Świętego Wacława.
Gruntownej przebudowy rezydencji książęcej na Górze Zamkowej dokonał
trzeci książę cieszyński, Przemko I Noszak, w 1363 roku podejmujący w jej murach samego cesarza Karola IV. W owym czasie powstał rozległy
zamek gotycki, łączący funkcje obronne i reprezentacyjne. Zamek dolny
służył za usługowe podgrodzie, zaś zamek górny składał się z właściwej
rezydencji piastowskich książąt z zachowaną do dziś wieżą, zabudowań
dworskich oraz kaplicy będącej adaptacją jedenastowiecznej rotundy,
którą przy tej okazji przebudowano. W 1374 roku książę na nowo lokował
Cieszyn, za wzór przyjmując królewski Wrocław. W 1438 roku miasto
otrzymało od księżnej Eufemii zwanej Ofką przywilej menniczy, a w 1454
roku Przemko II ugościł na zamku Elżbietę Habsburżankę, zdążającą do
Krakowa na ślub z królem Kazimierzem IV Jagiellończykiem, wraz z jej
orszakiem, liczącym przeszło dwa tysiące rycerzy.
Niezwykle istotne było panowanie księcia Kazimierza II, powinowatego
Zygmunta I Starego, władającego też Pszczyną i Opawą, a pełniącego z ramienia królów czeskich godność namiestnika całego Śląska. Poszerzył on
Cieszyn w kierunku wschodnim, wyznaczył nowe miejsce na rynek,
zainicjował budowę ratusza, odnowił mury miejskie i wniósł Wyższą Bramę.
Mniej szczęścia miał Wacław III Adam, gdy w 1552 roku część stolicy i samego zamku uległa pożarowi. Książę ów wprowadził w swym władztwie
luteranizm, a próba restytucji katolicyzmu przez Adama Wacława nie
powiodła się. Za to w 1603 roku zamek ponownie dosięgła łuna pożogi.
Po śmierci Fryderyka Wilhelma, na którym wymarła męska linia Piastów
cieszyńskich, rządy objęła jego siostra Elżbieta Lukrecja. Z uwagi na
pustoszącą Europę wojnę trzydziestoletnią było to panowanie tragiczne. W 1645 roku miasto i zamek zostały zdobyte przez Szwedów, a w roku
następnym - przez wojska cesarskie, w 1647 roku zajęły je skandynawskie
hufce, a po ciężkim ostrzale ponownie armia Habsburgów, co w dramatyczny
sposób położyło kres świetności cieszyńskiego zamku. Po śmierci Elżbiety
Lukrecji i ostatecznym wymarciu Piastów księstwo cieszyńskie rządzone
było bezpośrednio przez królów Czech, ewentualnie wydzielane
poszczególnym reprezentantom dynastii Habsburgów lub skoligaconych
rodów. Zamek zaś, nadwyrężony walkami wojny trzydziestoletniej, pod
panowaniem austriackim niszczał i obracał się powoli w ruinę. Z zamiarem
odbudowy nosił się książę Albert Kazimierz, syn króla polskiego Augusta
III Sasa i zięć cesarzowej Marii Teresy, ale ostatecznie poniechał tego
planu.
Książę Karol II Ludwik przystąpił do "porządkowania" Góry Zamkowej,
rozbierając średniowieczne mury, poza romańską rotundą Świętego Mikołaja
(poddano ją wszakże przebudowie) i gotycką wieżą zwaną Piastowską, a na
miejscu po zamku górnym powstał urokliwy park. Na zamku dolnym książę
wzniósł za to w 1840 roku klasycystyczny pałac Myśliwski, a sześć lat
później na skraju międzymurza - browar zamkowy. W podobnym czasie przy
pałacu powstała oranżeria. Ostatnim księciem cieszyńskim był Fryderyk, w przeciwieństwie do swojego władającego ziemią żywiecką brata - Karola
Stefana Habsburga - raczej źle wspominany.
19 października 1918 roku powstała Rada Narodowa Księstwa Cieszyńskiego,
która kilkanaście dni później ogłosiła przynależność Śląska
Cieszyńskiego do odrodzonego Królestwa Polskiego i przejęła pełnię
władzy w mieście. Dzień wyzwolenia powitała polska flaga na wieży
Piastowskiej. Gdy w Polskiej Ostrawie zawiązała się czeska Rada Narodowa
Śląska (Zemský národni výbor pro Slezsko), w zgodzie i porozumieniu
zadecydowano o podziale cieszyńskiej spuścizny według kryterium
etnicznego, wskutek czego Bielsko, Frysztat, Jabłonków, Karwina, Skoczów
i sam Cieszyn przypadły Republice Polskiej, a Frydek i Polska Ostrawa
Republice Czechosłowackiej. Spragniona karwińskich kopalń Praga rychło
jednak pogwałciła dobrowolne i uczciwe porozumienie, dokonując u progu
kolejnego roku regularnej zbrojnej agresji na zaangażowaną na wschodzie
Polskę, powstrzymaną dopiero na linii Wisły (bitwa pod Skoczowem), zaś
polska kontrofensywa oparła front o Olzę.
Gdy wojska bolszewickiej Rosji stanęły pod Warszawą, ententa - mimo
rozpaczy ludności Zaolzia - zmusiła Rzeczpospolitą Polską do rezygnacji
z okupowanych przez Pragę ziem. W ten sposób przywieziona w teczce
urzędnika wielkich mocarstw Czechosłowacja rozciągnęła swoje panowanie
na Frysztat, Jabłonków, Karwinę i zachodnią część Cieszyna, boleśnie
przeciętego granicą państwową. Sam pałac Myśliwski stanowił w okresie
międzywojennym siedzibę Zarządu Lasów Państwowych.
W 1938 roku Warszawa upomniała się o swoje prawa; przy aplauzie
miejscowej ludności Praga zwrócić musiała Rzeczypospolitej bezskutecznie
czechizowane Zaolzie, zaś sam Cieszyn ponownie stał się jedną całością.
Równo rok później niemiecka agresja znów odebrała go podbitej Polsce, a całe dawne księstwo cieszyńskie przyłączyła do śląskiej prowincji
Rzeszy. Wraz z wyzwoleniem spod okupacji Polacy obsadzili w 1945 roku
punkty na obu brzegach Olzy, lecz wkrótce radziecki major Krasnikow
zarządził ponowny podział Cieszyna i Śląska Cieszyńskiego. Mimo ostrego
stanowiska marszałka Michała Roli-Żymierskiego i lokalnych potyczek z Czechami ostatecznie Moskwa po raz drugi przesądziła o przyznaniu
zachodniego Cieszyna Republice Czechosłowackiej. Po raz ostatni więc
pozostałości zamku piastowskiego królowały nad całym polskim miastem
przez kilka dni 1945 roku...
Pomieszczenia pałacu Myśliwskiego służyły po wojnie różnym instytucjom
państwowym. W latach 1950-1955 przywrócono wiele pierwotnych cech
rotundzie Świętego Mikołaja, a w 1966 roku zlikwidowano zamkową
oranżerię. Lata 1976-1989 przyniosły prace renowacyjne przy wieży
Piastowskiej, która otrzymała dodatkowo taras widokowy, natomiast w 2004
roku dokonano rekonstrukcji fragmentu baszty Bramnej.
Legendy
O trzech braciach - Książę Polski Leszek III władcą był wielkim i potężnym. W boju zmógł Marka Licyniusza Krassusa i po kilkakroć Gajusza
Juliusza Cezara, który - obawiając się niezwyciężonego monarchy z północy - wydał za niego swą siostrę Julię. Miał zaś Leszek III trzech
synów: Bolka, Leszka i Cieszka, którzy tak bardzo się miłowali, że byli
niemal nierozłączni.
Którejś nocy nie mógł potężny książę zasnąć. Gdy sen długo przyjść nie
chciał, począł błąkać się po pogrążonych w ciszy wawelskich
dziedzińcach, tarasach i krużgankach, jasnym światłem księżyca
oświetlanych. Zadarł Leszek III głowę do góry i w jasne niebo się
zapatrzył. Po pewnej chwili wzrok jego przykuły trzy gwiazdy, nadzwyczaj
wyraźne, a prędko oddalające się od siebie w przeciwne strony. Podumał
chwilę nad dziwnym zjawiskiem i w pokorze uznał je za znak od bogów, aby
swych trzech synów wysłać w różne strony rozległego państwa, gdzie
poznają je lepiej, nabiorą doświadczenia i smaku życia zakosztują.
Gdy tylko ranek wstał nad Krakowem, władca wezwał przed swoje oblicze
Bolka, Leszka i Cieszka, by wolę swoją im objawić. Ci, choć niechętnie o podróży, a tym bardziej o rozłące myśleli, ojcowskiemu rozkazowi bez
sprzeciwu się podporządkowali. Książę wyprawił ich należycie, wskazał
trzy kierunki, w jakie rozchodziły się gwiazdy i nakazał zawrócić
dopiero, gdy drzewa swe liście postradają. Tak trzej bracia wygodne
wawelskie komnaty opuścili, w trzech różnych kierunkach ze swymi
drużynami ruszając.
Każdy z nich wędrował przez dzikie puszcze i lasy,
wyniosłe wzgórza i rozległe równiny, nawiedzał samotne osady i bogate grody. Każdy z nich
wielu cudom się napatrzył, o rozległości ojcowskiego władania się
przekonał, kraje dotąd ze słyszenia tylko znane na własne oczy zobaczył,
przygód wielu zaznał.
Przybył w końcu Leszek w okolice błękitnym nurtem Olzy ozdobione, ponad
którymi wyniosłe góry królowały. Nie mógł się nadziwić owym wierchom
lasem nieprzebytym pokrytym, gdzie dusza pięknem natury się radowała.
Przystanął przy szemrzącym u stóp wyniosłego wzniesienia źródełku,
którego krystaliczna woda chłód i orzeźwienie jemu i jego drużynie
przyniosła. Odpoczął ze swym orszakiem w ciepłych promieniach słońca, po
czym do noclegu sposobić się nakazał. Gdy jednak wieczór ciemnym całunem
ową piękną okolicę spowijać począł, o śnie ani myślał. Tęsknił za
braćmi, których dopiero jesienią zobaczy, a tęsknota większą niż
kiedykolwiek się zdawała. Dosiadł więc swego rumaka i na owo wyniosłe
wzgórze ponad krynicą wjechał, a ze szczytu tęskną melodię na rogu
wygrywać począł. Ku jego zdziwieniu taki sam odgłos rogu gdzieś spod
lasu go dobiegł. Czym prędzej zjechał do źródełka i rozkazał rycerzom
ogień rozpalić. W końcu z ciemniejących zarośli orszak zbrojny wyjechał,
a zdumiony Leszek ujrzał na jego czele Bolka. Uszczęśliwieni
niespodziewanym spotkaniem bracia rzucili się sobie w objęcia. Gdy już
nieco ochłonęli, przy wielkim ognisku, na którym piekła się upolowana
pośpiesznie zwierzyna, nad butlami zacnych trunków, snuli swe opowieści,
w niezwykłe spotkanie wciąż nie mogąc uwierzyć. Wtem pośród mroków nocy
tętent koni się odezwał, a Bolko i Leszek w mgnieniu oka dosiedli
rumaków i stanęli na czele swych pocztów, w szyku bojowym ustawionych.
Jadący na czele obcych pozdrowił jednak braci, o pokojowych zamiarach
zapewnił i o gościnę przy ogniu dla większego bezpieczeństwa wszystkich
poprosił. Nie wierzyli Bolko i Leszek swym uszom, gdy wyraźnie słyszeli
znajomy głos Cieszka! Ów zaś roześmiał się szczerze, bowiem wcześniej
już jego ludzie o obecności braci mu donieśli. Niezwykłe spotkanie u szczęsnego zdroju na całą noc się przedłużyło, a przy ogniu braterskie
czułości mieszały się z opowieściami o dalekich stronach, wiwatami,
wesołymi pieśniami, okraszonymi smakiem mięsiwa, wina, miodu i piwa.
Dopiero ranek biesiadę błogą przerwał.
Po krótkiej drzemce Bolko, Leszek i Cieszko uradzili, że tutaj, pośród
tych łąk i lasów, które świadkiem ich spotkania się stały, na pamiątkę
gród nowy postawią i nazwą go Cieszynem, na znak, jak bardzo swym
widokiem się cieszyli. Nad nim zaś zamek godny książęcych synów ma się
wznosić, na tym wzgórzu, z którego Leszek w róg zadął, a źródełko
szczęśliwe ujęte ma zostać w studnię, aby orzeźwienie mieszkańcom grodu
po wsze czasy przynosiło.
Tak wyglądało owo spotkanie Bolka, Leszka i Cieszka, które powstaniem
Cieszyna zaowocowało. Do dziś zaś stoją warowne mury na Górze Zamkowej i Studnia Trzech Braci, które początek miastu dały.
O księciu Przemku i Dorotce - Pewnego dnia w czasie polowania młody książę
cieszyński Przemko z rodu Piasta poznał piękną dziewoję imieniem
Dorotka. Dorotce natychmiast przypadł do gustu ów panicz urodziwy,
wykształcony i delikatny, jego zaś serce od razu pokochało pannę piękną
i pełną dobroci. I nie minęło wiele czasu, gdy Przemko wprowadził do
zamku nad Olzą swą wybrankę jako żonę i prawą panią. Życie ich układało
się szczęśliwie, każdy dzień wypełniała miłość i zgoda, zaś umiłowanie
wspólnych pieszczot - nie mniej ważne od uniesień ducha - rychło Dorotkę
brzemienną uczyniło. Pośród największej radości obchodził Cieszyn i nadolziańskie ziemie narodziny wyśnionej córy książęcej pary - Danusi.
Przemko zaś i Dorotka wciąż sycili się swoją miłością, a poddani
błogosławili im i za wzór obierali.
Lecz cudze szczęście często zazdrość wywołuje. I tak księcia Przemka
upodobała sobie czarownica Sydonia, która pragnęła wydać zań swą córkę
Kordulę. Nie raz próbowała namówić Piastowicza, aby Dorotkę odprawił, a na jej miejsce Kordulę na książęcy wyniósł tron. Oburzały Przemka te
sugestie bezczelne, toteż przez grzeczność jedynie odpisywał, iż Dorotkę
ponad życie kocha i dalszych nagabywań w tej materii sobie nie życzy.
Sydonia wszelako z uczynienia swej córki księżną ani myślała rezygnować.
W swoim domostwie czary różne odprawiała i księgi z wiedzą tajemną
niestrudzenie przeglądała, aż w końcu sposób na Przemka odnalazła. Oto
wybiła talar ze srebra, w którym psie ziele zerwane w czasie pełni na
mogile wisielca się znajdowało, moc wyganiania miłości z serca
posiadający. A że miał książę sługę przekupnego, przeto zapewniony przez
czarownicę o nagrodzie zaszył on nocą ową monetę straszliwą za podszewkę
Przemkowego surduta.
Gdy tylko książę przyodział o poranku swój strój, natychmiast serce jego
złemu czarowi się poddało. Zdumioną Dorotkę od wieśniaczek i podstępnych
suk zwyzywał, po czym od łoża swego do kuchni odprawił, łaskę z tego
jeszcze czyniąc. Zapłakana księżna, do rangi służącej zdegradowana,
zaklinała go na wszystkie świętości i do opanowania wzywała, gdy jednak
skutku jej łzy nie odnosiły, ze załamanym sercem do posług kuchennych
ruszyła, Danusię pierwej u swej krewnej ukrywając. Czasem jedynie
wychodziła nad Olzę, na zły los przed utopcami się żaląc.
Przemko zaś na zaloty Korduli życzliwie odpowiedział i ślub na
cieszyńskim zamku wyznaczył. I choć na ponowne małżeństwo księcia po
cichu szemrano, nikt woli jego sprzeciwić się nie odważył.
Przygotowywały się przeto zamek i miasto do zaślubin, a rychło orszak
nowej oblubienicy ku warowni nadciągnął.
W owym czasie Dorotka, upokorzona i zasmucona, lecz wciąż Przemka
kochająca, podniosła porzucony przez niego surdut, aby mimo bólu serce
przenikającego guziki doń przyszyć. Wybrała się więc na dziedziniec,
gdzie światło słoneczne w owym dziele sprzyjało. Kiedy przyszywała
guziki, zanosząc się płaczem, wyczuła pod palcami przedmiot za podszewką
zaszyty. Rozcięła materiał, a przeklęty talar Sydonii do zamkowej
potoczył się studni i w jej głębinę z pluskiem upadł. Wtem woda w studni
się zagotowała, a zły czar zamek opuścił. W owej chwili wychodził na
dziedziniec książę Przemko. Natychmiast upadł przed Dorotką na kolana i o wybaczenie żebrać począł. Ona zaś, rozumiejąc już, iż zaklęcie na nim
dotąd ciążyło, w niepamięć puściła upokorzenia i do serca mocno swego
małżonka przytuliła, weseląc się, iż wolę swoją i miłość dawną odzyskał.
Książę Przemko sprawy swoje do końca uporządkował. Dorotkę ponownie na
komnaty uroczyście wprowadził, nakazując na nowo składać jej hołdy
księżnej należne, po czym po Danusię posłał, aby w zamku należytej czci
i opieki zażywała. Orszak Sydonii i Korduli przepędził i psami poszczuł,
a gdy nad Olzą wściekłe czarownice przejeżdżały, utopce, narzekaniami
Dorotki wzruszone, w wodną otchłań na zawsze je wciągnęły. Z woli
księcia sługa zdradziecki także zamkowe mury opuścić musiał, w niesławie
i wstydzie przez Cieszyn przemykając. Przemko zaś, Dorotka i Danusia na
cieszyńskim zamku żyli w szczęściu niezwykłym, miłością własną i szacunkiem poddanych się ciesząc.
O Meluzynie -
Wielka radość zamek w Cieszynie opanowała, gdy książę Bolko zdecydował
się poślubić Meluzynę, urodziwą księżniczkę z dalekiego kraju. Jej
niezwykła a egzotyczna uroda oraz łaskawość ujęły serca mieszkańców
grodu, którzy życzyli młodej parze wszystkiego, co najlepsze. Miłość zaś
Bolka i Meluzyny od pierwszego spotkania rozkwitała, szczęście długie
pięknej pary zapowiadając.
O jedno wszelako prosiła nowa księżna swego oblubieńca przed ślubem i o jedno tylko zabiegała: książę miał dla niej wznieść w zamkowym ogrodzie
glorietkę z basenem, w której każdą sobotnią noc mogłaby w samotności
spędzić, o nic niepytana. Rozkochanego Bolka zadziwił ów warunek
niezwykły, lecz z obyczajem cudzoziemskim go wiążąc, bez wahania zgodził
się woli swej wyśnionej małżonki zadość uczynić. Ona zaś pocałunek
ognisty na jego ustach złożyła, za okazane zaufanie dziękując.
Od dnia ślubu życie ich sielankę przypominało, albowiem na cieszyńskim
zamku miłość szacunkiem wielkim, zmysłowością ognistą i zgodą budującą
okraszona niepodzielne królowanie objęła. Dworzanie zaś widzieli, jak
rozmarzony książę na swoją spogląda małżonkę i jak ona za mężem
roziskrzonymi oczyma wodzi. Mijały lata, a miłość ich wciąż tym samym
żarem płonęła. Ponętne łono Meluzyny przez ten czas trzech synów Bolkowi
zrodziło, uczucie głębokie jeszcze utrwalając. Księżna zaś co sobotę do
owej glorietki się udawała, przez nikogo nie niepokojona.
Osobliwe obyczaje synowej troską jednak matkę Bolka napełniały. Stara
księżna namawiać przeto poczęła syna, aby sprawdził, co jest powodem
owych sobotnich spacerów do basenu i czy aby jakaś straszliwa tajemnica
za tym się nie kryje. Bolko słowem małżonce danym wszelkie namowy
kwitował, lecz niepokój i jego duszę począł nurtować.
W końcu pewnej sobotniej nocy czy ciekawością, czy chęcią oddalenia
matczynych podejrzeń powodowany do glorietki się zakradł, przysięgę swą
uroczystą łamiąc. Pośród mroku dostrzegł kąpiącą się Meluzynę. Mokre
włosy opadały jej na smukłe ramiona, piersi jędrne prężyły się niczym
owoce najpiękniejsze, woda z nich po płaskim spływała brzuchu, lecz...
poniżej ujrzał widok straszliwy! Oto tam, gdzie kibić zgrabna się
kończyła, ogon rybi łuskami błyszczał, zgrabną figurę księżnej wieńcząc.
- Meluzyno! - krzyknął mimowolnie Bolko, niezwykłym widokiem przerażony.
Spojrzała nań małżonka i w tym momencie zdradę przejrzała. Do oczu
czarnych łzy jej napłynęły, gdy niecny uczynek księcia na nieszczęście
oboje skazał. Wiedziała, że oto przekleństwo życie ich zrujnowało.
Zanosząc się płaczem, raz jeszcze na męża z wyrzutem spojrzała i naraz
pofrunęła w ciemną noc, z rozpaczą go zostawiając.
Próżne były żale Bolka nad słowem złamanym, honor Piastów depczącym i nad miłością utraconą. Nigdy już więcej Meluzyny nie ujrzał, a wyrzutami
i tęsknotą trawiony na ciężką niemoc zapadł. Pomarły też wkrótce dzieci
książęcej pary, a w ślad za nimi ze światem rozstał się w zgryzocie pan
na Cieszynie, przed nim zaś stara księżna.
Do dziś jednak, gdy chmury na nadolziański gród deszcz rzęsisty zsyłają,
można w szumie kropli usłyszeć płacz i zawodzenie, włosy na głowie
jeżące. To Meluzyna pośród łkania nad zamkiem i miastem się unosi, wciąż
swych dzieci poszukując...
O Gryzeldzie i Imku Wisełce - W owym czasie na zamku w Cieszynie panował
książę dobry i sprawiedliwy, lecz srogi i nad wyraz dumny. Miał on
jedyną córkę, piękną Gryzeldę, która miłość i pożądanie w każdym sercu
wzbudzała. Książę jednak w jak najgodniejsze pragnął powierzyć ręce
ukochaną dziedziczkę, toteż żaden z zalotników nie wydawał mu się
odpowiednim i każdego znad Olzy z niczym odprawiał.
Żył zaś na cieszyńskim zamku hajduk Imko, Wisełką zwany. Był to chłopski
syn, który ocalił niegdyś w czasie polowania życie księcia. Toteż
docenił władca dzielnego junaka, na zamkową służbę przyjął i zawsze z życzliwością wielką doń się odnosił.
Nie wiedział wszakże, że już na owym polowaniu feralnym Gryzelda
miłością szczerą pokochała Imka, którego siła i męstwo ojcowskie życie
ocaliły, a uroda, delikatność i galanteria, chłopom niezwykła, do reszty
serce jej ujęły. Także Wisełka wielkim afektem do ślicznej księżniczki
zapałał. Oboje wiedzieli jednak, że pan na Cieszynie, na godność swego
rodu wrażliwy, choć hajduka życzliwością darzy, nigdy na małżeństwo ich
się nie zgodzi. Po kryjomu więc spotykali się młodzi kochankowie w zamkowym ogrodzie, gdy sen dwór cały zmagał, a pośród mroków nocy i nawoływań wartowników namiętne pocałunki na ustach swych składali i czułe wyznania sobie czynili.
Pewnego dnia postanowił jednak książę, że oblubieńca dla ukochanej córki
i zacnego dla siebie następcę musi w końcu odnaleźć. Wezwał więc do
Cieszyna najznaczniejszych rycerzy z wszystkich stron świata, aby w szranki stanęli o rękę księżniczki, której nadobność wielka już sławą po
wszelkich obrosła krajach. Ściągali przeto na zamek nad Olzą szlachetnie
urodzeni mężowie, w bojach licznych zasłużeni. Książę oświadczył im, iż
w wyznaczonym dniu trzem próbom poddani zostaną. Zasmucili się Gryzelda
i Imko Wisełka, gdy zamążpójście dziedziczki cieszyńskiego tronu rychłym
się stawało. Jednak księżniczka nie tylko ciało piękne i serce wielkie,
ale i umysł bystry posiadała, przeto w czasie kolejnej nocnej schadzki
wyznała ukochanemu, iż wszelkie próby ojcowskie zna świetnie i obiecała
sprawić, aby zaznajomiony z nimi Imko do rywalizacji o jej rękę mógł
stanąć. A z taką pewnością słowa owe szeptała, że markotny Wisełka w przyszłe szczęście powoli wierzyć zaczynał.
Na drugi dzień Gryzelda udała się do dostojnego ojca, prośbę niezwykłą
mu przynosząc, aby wszyscy konkurenci do prób przez niego wymyślonych
przystąpili w maskach twarze skrywających. Zdumiał się książę na ową
prośbę, lecz zapytana o powód panna bez wahania odrzekała, iż pragnie,
aby same czyny o zwycięzcy świadczyły, nie zaś inne względy, które
sprawiedliwość werdyktu mogłyby naruszyć. Na te słowa pochwalił ojciec
córkę za roztropność, po czym rycerzom ogłosił, iż twarze ich
zamaskowanymi być w dniu próby mają.
Kiedy nadszedł ów dzień długo oczekiwany, Imko maskę na twarz założył i w szranki o rękę ukochanej stanął. Gryzelda zaś ojcowskie sekrety mu
wyjawiła i pewna teraz sukcesu wybranka pocałunek gorący na jego ustach
złożyła.
Pierwsza próba dotyczyła uniesienia głazu wielkiego, na dziedzińcu
cieszyńskim leżącego. I choć wielu próbowało, żaden z zamaskowanych
rywali ruszyć go z miejsca nie mógł. Wisełka zaś pień ze sobą przyniósł,
po czym drąg solidny na nim położył, pod skałę jednym końcem wsadził,
oparł się mocno na drugim i w ten sposób głaz z ziemi poruszył. Szmer
podziwu przez zgromadzony tłum przeszedł, lecz oto druga czekała próba,
którą wygrać miał ten, który dalej kamień nad Olzą przerzuci. Jedni
zamiast na brzeg przeciwny trafili w nurt błękitny, inni daleko ciskali,
chełpiąc się swym wynikiem, skrupulatnie przez sługi zamkowe mierzonym.
A kiedy przyszedł czas na Imka, wydobył on z rękawa procę i tak daleko
kamyk z niej wyrzucił, iż mierzący odległość ręce rozkładali, zwycięzcę
od razu wskazując. Jako trzecie zadanie rozkazał książę wspiąć się
śmiałkom po linie na mury cieszyńskiego zamku. A gdy kolejni rycerze,
odzieniem ciężkim w dół ciągnięci, w nurt Olzy jeden po drugim spadali,
Wisełka zapytał, czy dwoma linami posłużyć się może. Kiedy zaś książę na
kondycję ową przystał, Imko z murów zamkowych drabinkę na dwóch sznurach
wspartą na dół zrzucił i dziarsko po niej na zamek się wdrapał. Nikt z zebranych na owo widowisko nie miał już wątpliwości, że ów śmiałek, choć
nie siłą, a sposobem, wszelkie próby zwycięsko przeszedł i rękę
księżniczki wygrał. Nie miał ich także uradowany książę, gotów zrękowiny
natychmiast ogłosić. Wtedy Wisełka maskę ściągnął, do nóg pańskich
upadł, o przebaczenie podstępu poprosił, miłość do Gryzeldy wyznając i szczęście jej w swych ramionach zapowiadając. W jednej chwili pobladła
twarz księcia, a serce jego gniew napełnił. Przeraził się lud, gdy
wściekły władca przekleństwa srogie miotać począł, Imka oszustem
okrzyknął i chamem, któremu księżniczka się marzy. Nie pomogły żałosne
napominania Gryzeldy, że miłość hajduka odwzajemnia, że próby przez
księcia ustanowione śmiałek zwycięsko przeszedł, a honor panującego rodu
obietnice własne respektować nakazuje: wściekły pan na Cieszynie
rozkazał zuchwalca w wieży zamknąć, a następnego dnia ściąć mu głowę
bezczelną.
Przepłakała resztę dnia w swej komnacie nieszczęśliwa księżniczka. Lecz
wieczorem żywy umysł nową myślą śliczną natchnął główkę. Udała się więc
nocą Gryzelda ku wieży, w której Wisełka był więziony, niosąc wiadro
przedniego wina, wywarem tajemnym zaprawionego. Uśmiechnęła się do
strażników, żal wyraziła nad ich służbą ciężką, po czym trunek ów
zaproponowała, aby obowiązki lżejsze im się zdały. Ujęci łaskawością
swej pani i na napitek łakomi strażnicy natychmiast do wiadra się
rzucili, a gdy wywar zadziałał i sen mocny ich zmógł, Gryzelda klucze do
wieży im odebrała i ukochanego uwolniła. Nie wstał jeszcze świt nad
Cieszynem, gdy oboje zamkowe mury po owej sznurowej drabinie w pośpiechu
opuszczali.
Kiedy różowy poranek książęce zbudził sługi, oni byli już daleko,
śpiesznie w głąb Beskidów wędrując. Książę, rozgniewany zniknięciem
córki i więźnia, natychmiast rycerzy swoich za uciekinierami wyprawił,
ci jednak ugrzęźli na beskidzkich bezdrożach, pośród lasów nieprzebytych
i bagien rozległych trop gubiąc i samemu błądząc. Gryzelda zaś i Imko
Wisełka dotarli do miejsca bezludnego, gdzie dwie rzeki w jedną się
łączą. Od przydomku Imka Wisłą ją nazwali, a oba potoki na nią się
składające od koloru wód - Białą i Czarną Wisełką. Nad samą zaś Wisłą
schronienie odnaleźli, chatę bezpieczną budując. Nie niepokojeni już
przez książęce sługi żyli tam szczęśliwie, miłością swoją się sycąc i namiętności na ustroniu zażywając. Nie interesował ich już srogi książę
na Cieszynie, którego kamienne serce pogwałcenia obietnic się dopuściło,
lecz jedynie życie własne, na nowo pośród beskidzkich puszcz rozpoczęte.
Spajała je miłość głęboka i zmysłowość dzika, która w owym górskim
gnieździe rozkwitała, szczęście i potomstwo liczne przynosząc. Z czasem
zaś osada przez nich założona także imię Wisły otrzymała, aby na wieki
pamiętano o wielkim uczuciu i burzliwych losach księżniczki cieszyńskiej
Gryzeldy i Imka, zwanego Wisełką...
O Czarnej Księżnej - Żałobą okrył się lud cieszyński, gdy ostatni
książę z rodu Piastowego, Fryderyk Wilhelm, zamknął swe oczy. Wraz z jego życiem gasło bowiem wspomnienie dawnej chwały i związki z sąsiednią, pobratymczą Polską, władaną onegdaj przez jego królewskich
przodków, a władającą niegdyś i nadolziańską krainą. Czule i ze smutkiem
żegnano więc ostatnią w tych stronach odrośl wielkiej dynastii.
Pozostawała wszakże siostra zmarłego, Elżbieta Lukrecja, która po nim
księstwo u stóp Beskidów rozłożone objęła. Po ukochanym bracie żałobną
szatą się okryła i nigdy już jej nie zdjęła, toteż nową panią Czarną
Księżną nazywano.
Lecz czerń nie tylko znaczyła jej ubiór, ale i serce. Ostatnia z Piastów
rychło bowiem okrutnicą wielką się okazała. Jęczał lud pod władzą
bezwzględnej Czarnej Księżnej, która w ciemiężeniu go przyjemność
odnajdywała, majątki konfiskowała, do prac ciężkich przymuszała, a najmniejsze podejrzenie o bunt, choćby z ust oszczerców wychodziło, bez
litości karała, na najgorsze męki szemrzących wydając. Wiele łez do Olzy
spłynęło pod ciężkimi rządami Czarnej Księżnej, uciemiężeni zaś
przeklinali swoją panią, na zakałę Piastowego rodu zrodzoną. Nie dziwił
się więc nikt, że opatrzność wielkie klęski na władztwo złej pani
sprowadziła. Zamkowe mury na przemian zajmował butny Szwed i ostrzeliwał
cesarski żołdak, tak że siedziba książęca w ruinę się obróciła. Elżbieta
Lukrecja przetrwała jednak trudne czasy, a powracając po wojennej
zawierusze w swoje włości, jeszcze straszliwsze brzemię swym poddanym
narzuciła. Gdy zaś ostatnia Piastówna zmarła, lud z trudem tylko krył
radość i ulgę, po kryjomu się weseląc i dziękując Bogu za kres ucisku
straszliwego.
Pośród uroczystości żałobnych możni, dygnitarze i kapłani ciało księżnej
cieszyńskiej w ziemi składać poczęli. Lecz ilekroć trumnę do niej
spuszczali, tylekroć grunt wyrzucał zwłoki krwawej władczyni. Zgorszenie
i konsternacja żałobników ogarnęły, gdy w kolejne dni ziemia poświęcona
zwłoki niegodziwe wyrzucała. Szmer, z razu cichy, z czasem zaś coraz
głośniejszy odzywał się pośród zgromadzonych, czernią okrytych szeregów.
Kolejne modły kapłani do Boga zanosili, coraz częściej pot rzęsisty z czół ocierając, a trumna wciąż w ziemi spocząć nie mogła. W końcu, gdy
zgromadzeni zamysł niebios do końca odgadli, zdecydowali, aby sprawę
gorszącą w jakowyś inny sposób rozwiązać.
Za radą sędziwego pasterza pośród szarego, posępnego dnia trumnę Czarnej
Księżnej na wóz położono, a zaprzęgnięte doń cztery woły batem
smagnięto, aby szły w nieznane, zaś losy ponurego orszaku Bogu
powierzono. Ruszyły czarne woły powoli przed siebie, aż w końcu zniknęły
na horyzoncie przed wzrokiem cieszynian. Od Beskidów schodziły mgły,
padał deszcz rzęsisty, a upiorny orszak brnął przez błota, aż dotarł w końcu do Cierlicka. Tutaj woły i wóz z trumną zapadły się w grząski
grunt, grzebiąc Czarną Księżną, która za życia litości nie znała.
Wkrótce postawiono w tym miejscu kościół, aby po wieczne czasy
przypominał o owym pogrzebie upiornym i karze Boskiej, której nawet
śmierć zniweczyć nie potrafiła.
O cieszyniankach - Wielka wojna trzydziestoletnia, w której zwarły
się europejskie potęgi, nie ominęła i Cieszyna. Dwukrotnie miasto i zamek piastowski zajmowali hardzi Szwedzi, dwukrotnie odbijali je
żołnierze cesarza. Pośród artyleryjskiego ostrzału kruszyły się mury
starej warowni książąt cieszyńskich, niszczały budowle grodu. Po
wspaniałym zamku piastowskim, który dotąd chlubą był miasta nad Olzą,
teraz jedynie resztki pozostały. W końcu Skandynawowie ponieśli klęskę,
a niedobitki i ranni, którzy uniknęli zgotowanej przez wojska
habsburskie masakry i ciężkiej niewoli, wałęsali się po drogach i bezdrożach, obcy kraj opuścić pragnąc.
Był pośród nich pewien żołnierz szwedzki, dotkliwie w walkach poraniony,
który postanowił o własnych siłach z Cieszyna się wydostać. Siły te były
jednak nikłe, a krwawiące rany organizm wycieńczony do końca osłabiały.
Wlókł się nieszczęśnik od bram grodu, lecz tuż za nimi poczuł, że oto
koniec się zbliża. Usiadł więc przy zakurzonej drodze i w mgnieniu oka
stracił przytomność.
Wkrótce przechodziła tędy młoda cieszynianka o dobrym i szlachetnym
sercu. Ujrzawszy leżącego człowieka w potarganym i pokrwawionym
mundurze, pochyliła się nad nim i usłyszała, że płuca utrudzone łapią
jeszcze ze świstem powietrze. Pobiegła prędko do domu i sprowadziwszy
rodzinę, zadbała, aby rannego do łoża zanieść. Tam opatrzyła go, a gdy
odzyskał przytomność przez kilka dni karmiła i poiła. Odzyskując siły,
próbował żołnierz jej podziękować, lecz chropowatej mowy ludzi Północy
ani ona, ani nikt inny w domu zrozumieć nie mógł. Cieszyła się jednak
dziewczyna, że wojak zaczyna czuć się lepiej. Poprawa okazała się
wszakże chwilowa, a stan chorego szybko znów pogarszać się zaczął.
Widząc, że kres jest bliski, przypomniał sobie Szwed o woreczku z rodzinną ziemią, który zawiesiła mu na szyi matka przed wojenną wyprawą
i językiem gestów poprosił swoją młodą dobrodziejkę i opiekunkę, aby
jego zawartość na grobie mu wysypać. Dziewczyna skinęła swoją śliczną
główką na znak, że życzenie rozumie i uczyni mu zadość. Spojrzał na nią
umierający z wdzięcznością i zamknął po raz ostatni swe oczy. Nie
zawiódł się: piękna dziewoja urządziła mu skromny pogrzeb, a na mogiłę
wysypała ziemię z woreczka.
Przychodziła na grób często, modląc się do Boga o pokój duszy
młodzieńca, którego wojna w obcym kraju zabrała. Gdy zaś nadeszła
wiosna, dziewczyna ze zdumieniem ujrzała na mogile żółte kwiaty, jakich
nikt w tych stronach nie widział. Oto bowiem w ziemi z woreczka znalazły
się i nasiona roślin z ojczystych stron żołnierza. Kwiaty nazwano
cieszyniankami, albowiem w tych stronach za sprawą dobrego serca młódki
w jednym tylko Cieszynie rosły. Delikatne płatki cieszynianek do dziś
przypominają o czystej duszy dziewczyny, która utrudzonego młodzieńca z najezdniczej armii tak czule pielęgnowała.
Komentarz do legend
Podanie o trzech braciach stanowi klasyczną legendę założycielską.
Przekonanie o prawdziwości wydarzeń, jakie datowano na 810 rok, było tak
wielkie, że w 1810 roku hucznie obchodzono tysiąclecie grodu.
Objaśniając przyczyny założenia w tym miejscu miasta i zamku, legenda
tłumaczy przy okazji jego nazwę, pradawne znaczenie warowni na Górze
Zamkowej oraz genezę Studni Trzech Braci. Świetnie znaną opowieść (nie
była ona obca nawet cesarzowi Austrii Franciszkowi I) do literatury
wprowadził w 1840 roku Paweł (Paul) Lamatsch von Wamemünde w poemacie
Założenie Cieszyna (Die Gründung von Teschen).
Legenda funkcjonuje w kilku wersjach, różniących się szczegółami. Zwykle
łączy się z trzema synami bajecznego księcia Leszka III - bohatera
legendy literackiej, stworzonej przez Wincentego Kadłubka, który pragnął
fikcyjnymi władcami zapełnić lukę pomiędzy Krakiem i Wandą a Popielem i Piastem. Jednak imiona jego synów z tradycyjnych przekazów (m.in.
Kroniki wielkopolskiej) nie pokrywają się z tymi z cieszyńskiego
podania.
Studnia Trzech Braci w rzeczywistości była studnią w ogrodzie klasztoru
dominikanów, wspominaną w XIV wieku, a stanowiącą obfite źródło wody
pitnej na potrzeby mieszkańców miasta i cieszyńskiego browaru. Wyschła w XIX stuleciu. Za panowania księcia Albrechta wyjątkowo uroczyste obchody
1050-lecia miasta w 1860 roku zaowocowały inicjatywą Pawła Stalmacha,
który rozpoczął zbiórkę na budowę altany nad dawnym źródłem. Odlana w trzynieckiej hucie konstrukcja stanęła w legendarnym miejscu w 1868
roku. Trzy jej ściany wypełniły zredagowane przez Józefa Fischera
tablice z treścią podania w języku łacińskim, polskim i niemieckim.
Ostatni napis usunięto w 1951 roku, zastępując go płaskorzeźbą ze sceną
spotkania Bolka, Leszka i Cieszka w 810 roku, która czterdzieści lat
wcześniej wyszła spod ręki Jana Raszki.
Legendy o Przemku i Dorotce, Meluzynie i Bolku oraz Gryzeldzie i Imku
Wisełce znakomicie opracował i spopularyzował Gustaw Morcinek.
Funkcjonują one w kilku wersjach.
Opowieść o księciu Przemku i jego pięknej małżonce jest typowym podaniem
o chwilowej przewadze sił zła, które w konsekwencji zostają ukarane,
głosząc przy tej okazji pochwałę miłości i wierności. Choć znamy dwóch
książąt cieszyńskich o imieniu Przemko, to niezwykle popularna legenda
ma charakter ahistorycznej baśni, nie dającej się powiązać z realnymi
postaciami.
Postać meluzyny - kobiety o rybim, wężowym lub smoczym ogonie,
stanowiącej zapewne m.in. pierwowzór warszawskiej Syrenki - jest szeroko
rozpowszechniona w europejskim folklorze i tradycji. Wywodzi się ze
starofrancuskiej baśni, w której piękna rusałka ze źródła Lusignan w Poitou, broniąca czci swej matki, zamknęła ojca w górskiej grocie,
narażając się na karę. Odtąd co sobotę zmieniać się miała od pasa w dół
w węża tudzież smoka. Od nieszczęśliwej rusałki, zaślubionej jakoby
Rajmundowi hrabiemu Lusignan, wywodziły się rody Lusignanów,
Luksemburgów, Rohanów i Sassenaye. Właśnie za sprawą legendy rodowej
Lusignanów postać meluzyny została spopularyzowana w średniowiecznej
Europie.
Do dalszego jej upowszechnienia przyczynił się Jean d'Arras, który w XIV
stuleciu skreślił Opowieść o Meluzynie, tłumaczoną później na wiele
języków. Popularna książka miała bardzo wiele wznowień w różnych
krajach, a jeszcze w XX wieku funkcjonowała w jarmarcznych wydaniach.
Nie inaczej było i w Polsce, gdzie pierwszego przekładu dzieła d'Arrasa
dokonał w 1569 roku Marcin Siennik (Historia wdzięczna o szlachetnej i pięknej Meluzynie teraz nowo z języka niemieckiego na polski
przełożona).
Stała się zatem meluzyna (do pewnego stopnia tożsama z syrenami z krajów
nadbałtyckich) z rybim lub gadzim ogonem jednym z ważnych stworów
europejskiego folkloru, znanym powszechnie z literatury dla ludu, a nader chętnie wykorzystywanym do ozdabiania statków i okrętów, a później
i żyrandoli. Meluzynami lub meluzynkami nazywano również w XVII stuleciu
prostytutki.
Cieszyńskie podanie dość wiernie osadza pierwotną opowieść o Meluzynie i hrabim Rajmundzie w lokalnej, cieszyńskiej rzeczywistości, w szczegółach
jedynie pozwalając sobie na pewną oryginalność. Meluzyna jest tutaj nie
rusałką, ale księżniczką z odległego kraju, lecz tak samo jak jej
starofrancuski pierwowzór pada ofiarą wścibskości męża, po czym nagle
znika. W oryginale ostrzega później straszliwym głosem przed
niebezpieczeństwami czyhającymi na jej ród, w Cieszynie - błąka się,
poszukując swych zmarłych dzieci (trzech, a nie dziesięciu, które we
francuskiej opowieści mają się znacznie lepiej). Ubrany w rolę hrabiego
Lusignana książę Bolko nosi imię dwukrotnie pojawiające się wśród
Piastów cieszyńskich, ale - podobnie jak w przypadku Przemka z poprzedniego podania - nie da się go połączyć z żadną postacią
historyczną.
Opowieść o Imku Wisełce miała za zadanie wyjaśnić w nieco naiwny sposób
początki Wisły (co upodabnia ją do typowych legend eponimicznych) i genezę nazwy "Królowej polskich rzek". Wykorzystuje jednak wiele motywów
powszechnych w europejskim folklorze i literackiej tradycji. Należą do
nich zakazana miłość, pojawienie się bohatera, którego tożsamość
pozostaje nieznana, zwycięskie poddanie się próbom oraz wykonanie
zleconego zadania (zadań) za pomocą sprytu i przebiegłości.
Mocno wpisana w cieszyńskie tradycje legenda o Czarnej Księżnej jest
dość niejednoznaczna. Wszystkie jej wersje sprowadzają się do motywu
władczyni, która do końca życia pozostała w żałobie, co nie jest zgodne
z jakimkolwiek znanym życiorysem pań na Cieszynie. Na ogół postać
Czarnej Księżnej łączono z Katarzyną Sydonią (1579-1594), wdową po
Wacławie III Adamie (wyszła jednak ponownie za mąż za Emeryka Forgacza),
lub ostatnią Piastówną cieszyńską - Elżbietą Lukrecją (Gundakar von
Lichtenstein wszakże przeżył ją, toteż o dożywotniej żałobie i w tym
przypadku nie może być mowy), przy czym ta druga wersja wydaje się
popularniejsza. Zachowały się przekazy o dobroduszności Czarnej
Księżnej, jednak przeważnie występuje ona w podaniach jako wyjątkowa
okrutnica. Szczególnie mocno związała się z nią historia o wyrzucaniu
przez poświęconą ziemię ciała niegodnej władczyni, co jest zresztą
motywem wędrownym, popularnym w europejskim folklorze ustnym. Typowe
jest również zakończenie opowieści - zapadnięcie się wysłanego przed
siebie wozu z trumną pod ziemię. Jego trasa wieść miała od Cieszyna do
Cierlicka (dziś czeskie T?rlicko) na Zaolziu. Drewniany kościół w tej
miejscowości zastąpiony został w latach 1769-1772 murowaną budowlą w stylu barokowym.
Cieszynianka wiosenna (Hacquetia epipactis) to bylina z rodziny
selerowatych, o pięknych żółtych kwiatach, zebranych w blaszki, otoczone
pokrywami tego samego koloru. Wbrew legendzie roślina nie występuje w Szwecji, ma za to stanowiska w Polsce południowej i bynajmniej nie jest
charakterystyczna li tylko dla Cieszyna i ziemi cieszyńskiej. Legenda o szwedzkim żołnierzu i dziewczynie znad Olzy potwierdza natomiast
sentyment do niej wśród mieszkańców regionu, którzy uznali ją za jeden z symboli swej ziemi. Nieprzypadkowo więc profesor Kazimierz Simm z powodzeniem zaproponował w 1924 roku jej oficjalną nazwę gatunkową.
Opowieść o rannym żołnierzu i wyrosłych na jego mogile cieszyniankach ma
także inne, bardziej rozbudowane wersje.