Legendy arturiańskie. Tom 6. Tristan i Izolda - Autor nieznany

-
Proszę czekać

Rozdział pierwszy

Tristan z Lyonesse stał naprzeciw swojego rywala. Obaj gotowi do ataku, z opuszczonymi kopiami, tylko czekali, by uderzyć. Chociaż Tristan był przygotowany, i tak zatoczył się do tyłu, kiedy lanca przeciwnika uderzyła w jego tarczę. Jego broń natomiast odbiła się od osłoniętego zbroją ramienia rycerza. W powietrze wystrzeliły drzazgi, a tłum zaczął wiwatować.

Zawróciwszy konia, Tristan spojrzał przez szparę w przyłbicy na swoją kopię i z radością stwierdził, że nadal była cała. Rzucił z kolei okiem na przeciwległy kraniec dziedzińca. Zamieniwszy kilka słów z Kayem, przeciwnik Tristana wyważał właśnie w dłoniach nową lancę.

Nie tracąc czasu, Tristan popędził konia. Przeciwnik podniósł wzrok i wystrzelił do przodu, by ponownie zmierzyć się z Tristanem. Znów się starli, ale tym razem kopia Tristana wbiła się w biało-czerwoną tarczę Lancelota z Jeziora, zrzucając go z konia.

Ściągając wodze, Tristan gwałtownie się obrócił. Był gotów przypuścić kolejny atak, lecz zobaczywszy, że Lancelot wciąż leży na ziemi, zorientował się już, że wygrał. Uniósł broń w geście triumfu, po czym pławiąc się w rozentuzjazmowanych okrzykach publiczności, poprowadził konia przez środek dziedzińca, kończąc potyczkę okrążeniem zwycięzcy. Wróciwszy na swoje miejsce, podał Persewalowi kopię oraz tarczę, zeskoczył z konia i przekazał lejce chłopcu stajennemu, a następnie dostojnym krokiem podszedł do Lancelota.

- Dobra rozgrywka - oznajmił, podając mu rękę.

Lancelot przyjął pomoc, odwzajemniając się przy tym podobną pochwałą:

- Świetny cios!

Zdjął hełm i potrząsnął głową. Wyglądał na lekko oszołomionego.

Na widok dwóch najlepszych rycerzy w całym Camelocie ściskających sobie dłonie tłum zawołał jeszcze radośniej. Zawodnicy pomachali publiczności, po czym skłonili się przed królem i królową.

Artur wstał i uniósł ręce, by uciszyć tłum.

- Niniejszym ogłaszam Tristana z Lyonesse zwycięzcą!

Rycerze okrągłego stołu zebrali się na dziedzińcu, by pogratulować obydwu mężom dobrej walki. Gdy wrzawa ucichła, Artur poprowadził Ginewrę z powrotem do zamku, a za nimi ruszyli pozostali.

- Ciesz się tym zwycięstwem - Lancelot uśmiechnął się do Tristana - ale następnym razem będziesz się nurzał w błocie, kiedy to na mnie spadnie chwała wygranej!

Przed przybyciem Tristana do Camelotu kilka lat wcześniej nikt nie mógł pokonać Lancelota w walce. Teraz Lancelot miał godnego siebie przeciwnika, choć przeważnie i tak wygrywał - czego właśnie nie omieszkał wypomnieć młodszemu towarzyszowi.

Tristan uczył się sztuki walki i polowania w Tintagelu, na dworze swojego wuja, Marka, króla Kornwalii, i szybko dał się poznać jako najlepszy w obu dyscyplinach. Z czasem jednak życie w Kornwalii mu się sprzykrzyło. Usłyszawszy opowieści o królu Arturze i jego rycerzach, postanowił wyruszyć do Camelotu, gdzie czekało na niego miejsce przy okrągłym stole.

- Tristanie!

Słysząc swoje imię, młody rycerz się odwrócił. Ujrzał siostrzeńca króla Artura, zmierzającego w jego stronę.

- Tak, Mordredzie?

Mordred wyciągnął zwój pergaminu.

- Proszę, sir Tristanie, to do was przyszło.

Tristan rozpoznał pieczęć swojego wuja, zawierającą trzy lwie głowy. Przełamał ją, rozwinął pergamin i zaczął czytać.

***

W sali powitalnej Tristan natychmiast skierował się do króla Artura, który właśnie rozmawiał z Merlinem. Kiedy rycerz się zbliżył, król przerwał konwersację.

- Tristanie? Czy coś się stało? - zapytał.

Tristan zatrzymał się i skłonił.

- Wasza Wysokość, musimy natychmiast porozmawiać.

- Oczywiście. Powiedz mi, co cię trapi.

- Otrzymałem wiadomość od wuja.

Na twarzy Artura odmalowało się zmartwienie.

- Czy coś złego spotkało Marka?

- Wuj wzywa mnie z powrotem do Tintagelu - wyjaśnił Tristan. - Olbrzym Morhołt, szwagier Gorlama, króla Irlandii, pokonał siły wuja. W ramach trybutu Morhołt domaga się, aby wysłać do Irlandii trzydziestu mężów szlachetnego urodzenia jako sługi na dworze Gorlama. Muszę więc wrócić do Kornwalii, aby im pomóc.

- Naturalnie - zgodził się Artur. - Pojadę z tobą do...

- Nie! - Tristan pokręcił głową. - Wybacz mi, mój królu, ale muszę udać się tam sam. W przeciwnym razie Morhołt może to poczytać jako wypowiedzenie wojny.

Artur westchnął ciężko.

- Masz rację. Musisz mi jednak obiecać, że poślesz po mnie w razie potrzeby.

Tristan skłonił się ponownie.

- Oczywiście, Wasza Wysokość.

Artur wyciągnął dłoń i położył mu ją na ramieniu.

- A kiedy kryzys zostanie zażegnany, wróć koniecznie do Camelotu.

- Masz na to moje słowo, panie - zapewnił go Tristan solennie.