Legendy arturiańskie. Tom 3. Miecz w kamieniu - Autor nieznany

-
Proszę czekać

Rozdział pierwszy

Artur był wykończony. Cały dzień spędził z bratem w miasteczku, gdzie sprzedawali jajka i zboże, które rano dał im ojciec.

Kay jak zwykle skorzystał z okazji, by zajrzeć po drodze do wszystkich mieczników i płatnerzy i popodziwiać nową broń oraz zbroje.

Choć miecze i łuki Artura nie interesowały, lubił patrzeć na entuzjazm starszego brata, który sprawdzał wyważenie i ułożenie w dłoni jednego miecza po drugim. Kay zagłębił się w swoich marzeniach, a Artur doskonale wiedział, że brat wyobraża sobie siebie właśnie w tym czy tamtym lśniącym hełmie, wymachującego jednym z błyszczących ostrzy.

- Arturze, pewnego dnia... - poprzysiągł uroczyście, odkładając na miejsce włócznię znacznie dłuższą od niego. - Pewnego dnia zostanę rycerzem królestwa. Będę służyć królowi. Walczyć za Brytanię!

Kiedy wracali do domu, Kay ścinał patykiem rosnące przy drodze chwasty, a ten kładł je pokotem znacznie lepiej niż stary miecz ojca, który chłopiec miał przypasany do boku.

- Kiedy znowu będziemy mieli króla - perorował - będzie on potrzebował lojalnych rycerzy, aby pomogli mu pokonać bandytów - świst! - i watażków - ciach! - terroryzujących tę ziemię. Razem zaprowadzimy pokój!

Artur nie chciał przypominać Kayowi, że w Brytanii króla nie było od tak wielu lat, że wydawało się wątpliwe, aby kiedykolwiek pojawił się następny. Pokój zaś nie istniał nawet w opowieściach snutych przez ojca wieczorami.

Dzieciństwo bowiem upływało chłopcom na słuchaniu historii, które ojciec opowiadał im o królu Utherze Pendragonie - jakim to był dzielnym i potężnym władcą. Artur nie powiedziałby jednak, że były to rządy pokojowe. Zakończyły się za to brakiem dziedzica, który zasiadłby na tronie. Chłopiec wątpił, aby ktokolwiek okazał się na tyle odważny - bądź na tyle głupi - żeby objąć panowanie teraz. Podczas gdy Brytowie walczyli między sobą o koronę, obcy najeźdźcy już zaczęli nastawać na ich ziemie.

- Bracie, zaręczam ci - powtórzył Kay. - Pewnego dnia...

Artur wywrócił oczami.

- Tak, tak, wiem: pewnego dnia zajmiesz miejsce u boku samego króla.

Kay pchnął go lekko, a Artur zachwiał się i upadł w wysoką trawę. Brat rzeczywiście miał zadatki na budzącego postrach rycerza.

Dalsza część dostępna w wersji pełnej