Diana bardzo chciała zająć się swoim ogrodem, ale rozsądek podpowiadał jej, że powinna przełożyć tę pracę na kolejny rok.
Tutaj będą astry, a pod płotem malwy i słoneczniki - planowała i rozglądała się za każdym razem, gdy dla odpoczynku wychodziła z domu i siadała na ławce pod białą ścianą. - Stworzę piękny ogród, taki w wiejskim stylu. I od wiosny do jesieni będą w nim kwitły jakieś kwiaty. A zimą ptaki będą przylatywać na owoce z krzewów.
W wyobraźni już to wszystko widziała, ale niestety, na efekty musiała poczekać. Tego roku zajęta była ciągłym ulepszaniem ogrodu Wolińskiego i ogrodem jego znajomych, którym polecił jej usługi. Tam co prawda nie musiała zbyt wiele zmieniać, za to miała sporo pracy przy naprawieniu wieloletnich zaniedbań poprzednich właścicieli posesji. Na szczęście praca z roślinami sprawiała jej mnóstwo frajdy i nie przeszkadzało jej nawet to, że czasami wracała naprawdę zmęczona.
W pozostałe dni projektowała, starając się, żeby jej wizje sprawiły przyjemność mieszkańcom, a stworzone przez nią oazy zieleni, nawet niewielkie, były niepowtarzalne i wyróżniały się na tle innych, sztampowych nasadzeń. Takie działanie wymagało więcej pracy, ale Diana postanowiła, że postawi na jakość i satysfakcję z pracy - nawet kosztem nieco niższych zarobków. Nie chciała już żyć byle jak i zadowalać się czymkolwiek.
Zaczęłam lepić moje życie od nowa - pomyślała, z wdzięcznością wspominając babcię Różę z Borowej i jej mądre słowa.
Często myślała o mieszkańcach Jagodna. Gdyby nie spotkanie z nimi, zapewne nie zdobyłaby się na tak wielkie zmiany. Babcia Róża, historia pani Zofii i Tamary, widok efektów ich pracy i wytrwałe podążanie za marzeniami - to wszystko dodało jej odwagi, żeby sięgnąć po to, czego potrzebowała.
Koniecznie muszę je odwiedzić - pomyślała. - I jeszcze raz podziękować za wszystko, co dla mnie zrobili.
Na razie jednak nie miała czasu na ten wyjazd. Umówiła się w najbliższych dniach na dwie wizje lokalne, jedno spotkanie z projektantem apartamentowców i miała do skończenia trzy projekty, które dostała w odpowiedzi na swoje ogłoszenie.
Podniosła się z ławki i z westchnieniem spojrzała na swoje podwórko.
Musisz poczekać, mój kawałku ziemi - pomyślała. - Ale zapewniam cię, że zadbam o ciebie, najlepiej jak potrafię.
Wróciła do pokoju, w którym urządziła sobie miejsce do pracy. Stary drewniany stolik zaadaptowała na biurko i ustawiła go pod oknem wychodzącym na sad i las. Dzięki temu mogła od czasu do czasu zerkać na piękny widok. Zieleń koiła zmęczone oczy i wlewała spokój w serce.
To dużo lepsze, niż patrzeć w okna sąsiadów lub na dachy bloków obok - pomyślała Diana.
Przyniosła z kuchni dzbanek kawy i usiadła przed monitorem. Pracowała przez ponad godzinę i była zadowolona z postępów. Całkiem zgrabnie udało jej się połączyć obsadzone dzikim winem pergole z boczną ścianą przeszklonego budynku i stworzyć niewielkie, ale zaciszne miejsce odpoczynku tuż przy placu zabaw dla dzieci. Odsunęła się z krzesłem i z dalszej perspektywy spojrzała na projekt.
Jest bardzo OK - stwierdziła z satysfakcją, wyobrażając sobie matki z dziećmi odpoczywające w cieniu.
Była tak pochłonięta swoją wizją, że gdy zadzwonił telefon, ledwie spojrzała na wyświetlacz.
- Słucham, Lisowska.
- Dzień dobry, jak miło usłyszeć twój głos...
Diana zamarła.
Przez ostatnie tygodnie prawie udało jej się o nim zapomnieć. Czasami jeszcze przychodziła do głowy myśl, jak bardzo byłby zaskoczony, widząc, co udało jej się zrobić. I zastanawiała się, czy także w tym znalazłby powody do krytykowania. Szybko jednak odpychała te rozważania, bo obiecała sobie, że definitywnie zamknie za sobą tamten rozdział. Nie chciała pamiętać człowieka, który przez cały czas trwania ich związku oszukiwał ją i wykorzystywał. Mateo miał przestać istnieć. Przynajmniej dla niej.
Mateo, niespełniony artysta malarz, którego obdarzyła uczuciem i zaufaniem, okazał się wyrachowanym kłamcą. Diana wpadła w jego sidła, uległa manipulacji i długo dała się zwodzić obietnicom bez pokrycia. Jednak gdy odkryła, że mężczyzna ją zdradza, zdecydowała się zakończyć toksyczną relację. Nie było łatwo, ale dzięki wsparciu, które uzyskała w Jagodnie, znalazła w sobie siłę, żeby uwolnić się z tej relacji i lepić swoje życie od nowa.
A teraz, kiedy to już jej się udało, usłyszała nieoczekiwanie jego głos - niczym melodię z przeszłości, o której chciała zapomnieć.
- Diana, kochanie, jesteś tam?
Kochanie! On śmiał mówić tak do niej! Po tym wszystkim, co zrobił!
- Czego chcesz? - warknęła.
- Oj, widzę, że wstałaś dziś lewą nogą - zażartował Mateo jak gdyby nigdy nic.
Tak, zawsze tak robił - pomyślała. - Ranił mnie, a potem udawał, że nic się nie stało.
A ona zaczynała się zastanawiać, czy nie przesadza ze swoimi oskarżeniami, czy to nie ona jest tą złą...
O, nie! Nie tym razem!
- Po co do mnie dzwonisz? - zapytała twardo. - Chyba wszystko już sobie wyjaśniliśmy.
- Niby tak. Ale wiesz, często myślę o tobie... Jakoś nie potrafię zapomnieć... - Głos w słuchawce nabrał ciepłej, czułej barwy. - Przypominam sobie nasz wspólny czas i... Ech, nieważne.
Nie daj się nabrać! - powtarzała sobie w myślach Diana, choć czuła, że serce zabiło jej mocniej. - Nie pozwól na to po raz kolejny!
- Tak, masz rację, nieważne. - Starała się, żeby jej głos nadal brzmiał nieprzyjaźnie. - Nie interesują mnie twoje wspomnienia.
- Dlaczego jesteś taka niemiła? - zapytał z wyrzutem mężczyzna. - Nie wierzę, że tak myślisz. Może przyjadę do ciebie, wypijemy kawę, pogadamy? Powiedz tylko słowo, a za kwadrans będę. No, co ty na to?
Diana przełknęła głośno ślinę. Dwa miesiące samotności zrobiły swoje i perspektywa pogadania z kimś była miła. A może nawet przytulenie się...
- Nie chcę cię widzieć! - krzyknęła do słuchawki i rozłączyła się.
Z ulgą wypuściła powietrze z płuc. Tak mało brakowało! Jeszcze kilka zdań, jakieś czułe słowo i dałaby się po raz kolejny złapać w tę samą pułapkę. Poczuła, że wilgotnieją jej oczy.
Czy ja się kiedykolwiek na niego uodpornię? - Poczuła żal pomieszany z przerażeniem. - Czy czas i odległość coś zmienią? Mam nadzieję, że mnie tu nie znajdzie...
Zauważyła, że trzęsą jej się ręce. W ogóle cała drżała, jakby lodowaty powiew wdarł się do jej słonecznego ciepłego domu i zmroził ciało.
Muszę wyjść - zdecydowała. - Muszę gdzieś iść, nie myśleć, zapomnieć.
W pośpiechu zamknęła drzwi i prawie biegiem ruszyła w kierunku lasu. Dopiero gdy wkroczyła między stare jodły i ciemnozielone mchy, zwolniła. Szum gałęzi i śpiew ptaków powoli koiły nerwy, wyciszały emocje, dawały dziwne, pierwotne poczucie schronienia i bezpieczeństwa. Diana wreszcie przystanęła. Przytuliła czoło do najbliższego drzewa i stała tak dłuższą chwilę.
Spokojnie, on przecież nie wie, gdzie jestem - wreszcie zaczęła myśleć logicznie. - Nie będzie mnie niepokoił. A po powrocie zablokuję jego numer. Już dawno powinnam była to zrobić. Zbyt ważne jest dla mnie moje nowe życie, żebym pozwoliła je popsuć takiemu dupkowi!
Poczuła, że odzyskuje równowagę. Chwilowa słabość uświadomiła jej, że nadal musi być czujna, ale też dała radość z tego, że tym razem udało jej się ją pokonać.
Wracam do domu - zdecydowała.
Rozejrzała się dookoła i stwierdziła, że nie bardzo wie, gdzie jest. Była tak roztrzęsiona i zdenerwowana, że nie zwracała uwagi na to, dokąd idzie. I co teraz?
Jakby w odpowiedzi na to zadane w myślach pytanie między drzewami pojawiła się starsza kobieta z siwym warkoczem.
Już ją kiedyś widziałam - przypomniała sobie Diana.
Chciała krzyknąć, ale zanim otworzyła usta, kobieta wskazała jej ręką kierunek i znikła wśród zarośli.
Drugi raz pomaga mi odnaleźć drogę? - Diana wspomniała poprzednie spotkanie, kiedy była tu po raz pierwszy. - Szukałam wtedy zbłąkanego kota i trafiłam na wrzosową polanę. To wtedy poczułam, że chciałabym tu mieszkać.
Nie wiedziała, kim jest staruszka, ale skoro poprzednio uratowała ją przed zagubieniem się w puszczy, postanowiła i teraz jej zaufać.