Rozdział 1 O okręcie z kory i górze ziejącej
ogniem
Mama Muminka siedziała na schodach w słońcu
i przymocowywała osprzęt[1] do okrętu z kory.
"Jeśli dobrze pamiętam, to galion[2] ma dwa duże żagle z tyłu i kilka małych trójkątnych
z przodu" - pomyślała.
Najtrudniejszy był ster, ale chyba jeszcze trudniejsza
- ładownia. Mama Muminka zrobiła z kory malutką przykrywkę na
luk[3], a kiedy przyłożyła ją do otworu, pasowała w sam raz;
jej cienkie brzegi przywierały ściśle do pokładu.
- Na wypadek sztormu - powiedziała sama do
siebie i westchnęła uszczęśliwiona.
Obok niej na schodach siedziała Mimbla z kolanami
podciągniętymi pod brodę i przyglądała się. Patrzyła, jak Mama
Muminka przytwierdza sztag[4] szpilkami o różnokolorowych, szklanych główkach. Na
szczytach masztów umieściła czerwone proporczyki.
- Kto go dostanie? - zapytała Mimbla
z namaszczeniem.
- Muminek - odpowiedziała Mama Muminka, zajęta
szukaniem w koszyku z przyborami do szycia czegoś odpowiedniego na
linę kotwiczną.
- Zgnieciesz mnie! - pisnęło cieniutko
z koszyka.
- Moja droga - odpowiedziała Mama Muminka. -
Twoja mała siostrzyczka znów jest w koszyku. Pokłuje się
igłami!
- Mi! - zawołała groźnie Mimbla, usiłując
wydobyć siostrę ze splątanego motka włóczki. - Wychodź
natychmiast!
Jednak mała Mi wczołgała się jeszcze głębiej
w motek i znikła bez śladu.
- Te wszystkie kłopoty są stąd, że jest
taka mała - żaliła się Mimbla. - Nigdy nie wiem, co się z nią
dzieje. Czy nie mogłabyś i dla niej zrobić łódki z kory? Pływałaby
sobie w beczce z wodą i wiedziałabym przynajmniej, gdzie jest.
Mama Muminka zaśmiała się i wyjęła z torby
kawałek kory.
- Czy myślisz, że to utrzyma małą Mi? -
zapytała.
- Na pewno - odparła Mimbla. - Ale musisz
także zrobić jej z kory mały pas ratunkowy.
- Czy mogę pociąć motek na kawałki? -
krzyknęła mała Mi z koszyka.
- Proszę bardzo - odpowiedziała Mama
Muminka. Siedziała, podziwiając swój okręt i zastanawiając się,
czy jeszcze o czymś nie zapomniała.
Nagle przyfrunął skądś wielki, czarny płat sadzy
i opadł prosto na pokład.
- Fu! - powiedziała Mama Muminka i zdmuchnęła
go. Ale zaraz przyszybował drugi i osiadł jej na pyszczku. Powietrze
pełne było sadzy.
Mama Muminka podniosła się z westchnieniem.
- To okropność z tą górą ziejącą ogniem
- powiedziała.
- Górą ziejącą ogniem? - spytała mała Mi
i zaciekawiona wytknęła głowę z koszyka.
- Tak, jest tu w pobliżu góra, która zaczęła
ziać ogniem - wyjaśniła Mama Muminka. - I sadzą. Od czasu gdy
wyszłam za mąż, zachowywała się spokojnie, a teraz, kiedy akurat
rozwiesiłam całą bieliznę do suszenia, znów zaczyna ziać i wszystko
będzie czarne...
- Wszyscy się spalą! - krzyknęła mała Mi
radośnie. - I wszystkie domy, i ogrody, i zabawki, i rodzeństwo -
wszystko się spali!
- Głupstwa! - powiedziała Mama Muminka,
zgarniając płat sadzy z pyszczka.
Po chwili wstała i poszła poszukać Muminka.
Pod stokiem, zaraz na prawo od drzewa, na którym
Tatuś Muminka zwykle wieszał swój hamak, było oko wodne[5] pełne jasnobrązowej wody. Mimbla twierdziła zawsze, że
na środku nie ma ono w ogóle dna. Może miała rację. Wokół jego
brzegów rosły szerokie, błyszczące liście, żeby ważki i pająki
wodne miały gdzie odpocząć, a pod powierzchnią wody kręciły się
chyżo różne stworzonka z zaaferowanymi minami. Głębiej lśniły
złote oczy żaby, niekiedy zaś w przelocie można było zobaczyć,
jak śmigają jej tajemniczy krewni, którzy mieszkali na dnie wśród
mułu.
Muminek leżał na swoim zwykłym miejscu (czy
też na jednym ze swoich zwykłych miejsc), zwinięty w kłębek
na zielonożółtym mchu, z ogonkiem starannie podwiniętym pod
siebie.
Poważny i zadowolony patrzył w wodę, słuchając
sennego brzęczenia pszczół.
"To na pewno dla mnie - pomyślał. - Jestem
pewny, że dla mnie. Mama każdego lata robi pierwszy okręt dla tego,
kogo najbardziej lubi. A potem jakoś tak wykręci, żeby nikomu
nie było przykro. Jeżeli ten pająk wodny popłynie na wschód, to
jolki[6] nie będzie. Jeżeli na zachód, to jolka będzie, ale taka
mała, że strach ją będzie wziąć do łapki".
Pająk wodny sunął z wolna w kierunku
wschodnim. Muminkowi łzy stanęły w oczach.
W tej samej chwili trawa zaszeleściła i spomiędzy
źdźbeł wyjrzała jego Mama.
- Hej! - zawołała. - Mam coś dla
ciebie!
Ostrożnie spuściła galion na wodę. Zakołysał
się pięknie nad swym odbiciem, po czym popłynął tak naturalnie,
jakby nigdy nic innego nie robił.
Muminek natychmiast zauważył, że Mama zapomniała
o jolce.
Potarł pieszczotliwie pyszczkiem o jej pyszczek
(było to takie uczucie, jakby się lekko dotknęło twarzą białego
aksamitu) i powiedział:
- To najpiękniejszy okręt, jaki kiedykolwiek
zrobiłaś.
Usiedli obok siebie na mchu i patrzyli, jak galion
płynie prosto przez jeziorko i jak zatrzymuje się po drugiej stronie
przy wielkim liściu.
Od strony domu słychać było, jak Mimbla nawołuje
młodszą siostrę.
- Mi! Mi! - krzyczała. - Ty
potworze! Miii! Chodź do domu, to cię wytargam za uszy!
- Znów gdzieś się schowała - powiedział
Muminek. - Pamiętasz, jak kiedyś znaleźliśmy ją w twojej
torebce?
Mama Muminka kiwnęła głową potakująco. Siedziała
z pyszczkiem pochylonym nad taflą wody i patrzyła na dno.
- Tam leży coś błyszczącego -
powiedziała.
- To twoja złota bransoletka - odparł
Muminek. - I naszyjnik Panny Migotki. Czy to nie jest dobry
pomysł?
- Wspaniały - przyznała Mama. - Odtąd zawsze
będziemy trzymać naszą biżuterię tutaj, w brązowej źródlanej
wodzie. Tu wygląda o wiele ładniej.
Tymczasem Mimbla, stojąc na schodach domu Muminków,
tak wołała, że aż zachrypła. Wiedziała, że mała Mi siedzi
w którejś ze swoich rozlicznych kryjówek i śmieje się.
"Powinna mnie zwabić miodem - myślała Mi. -
A potem, kiedy przyjdę, dać mi w skórę".
- Słuchaj, Mimbla - odezwał się Tatuś Muminka
ze swego fotela na biegunach. - Jeśli będziesz tak krzyczeć, to
ona nigdy nie przyjdzie.
- Krzyczę tylko dlatego, żeby mieć czyste
sumienie - wyjaśniła Mimbla. - Kiedy mama wyjeżdżała,
powiedziała: "Zostawiam młodszą siostrzyczkę pod twoją
opieką. Jeżeli ty nie potrafisz jej wychować, to nikt nie potrafi. Ja
w każdym razie zaniechałam tego już na samym początku".
- Teraz cię rozumiem - powiedział Tatuś
Muminka. - Krzycz sobie, jeżeli to cię uspokaja - dodał, po czym
wziął kawałek placka z nakrytego do śniadania stołu, rozejrzał
się ostrożnie i umoczył go w dzbanuszku ze śmietanką.
Stół nakryty był na pięć osób, szósty talerz
stał pod stołem na werandzie, ponieważ Mimbla twierdziła, że tam
właśnie czuje się bardziej niezależna.
Talerz Mi był, ma się rozumieć, bardzo mały;
stał w cieniu wazonu z kwiatami pośrodku stołu.
Wtem ogrodową ścieżką przybiegła Mama
Muminka.
- Nie spiesz się tak, moja droga - powiedział
Tatuś Muminka. - Przegryźliśmy już coś niecoś w spiżarce.
Mama Muminka, sapiąc, weszła na werandę i stanęła,
patrząc na stół nakryty do śniadania. Cały obrus był w sadzy.
- Uff! - jęknęła. - Co za upał! I ta
sadza! Okropność z tą górą ziejącą ogniem.
- Gdyby była choć trochę bliżej, można by
przynajmniej mieć przycisk na biurko z prawdziwej lawy - powiedział
Tatuś Muminka z żalem.
Upał rzeczywiście był nieznośny.
Muminek leżał wciąż jeszcze nad jeziorkiem
i spoglądał w niebo, które było zupełnie białe i wyglądało jak
srebrna tarcza. Słyszał, jak mewy nawołują się nad morzem.
"Czuje się burzę w powietrzu" - pomyślał
Muminek sennie i podniósł się z mchu. I jak zawsze, gdy szło na
zmianę pogody lub o zmierzchu, albo kiedy poświata na niebie była
jakaś dziwna, zatęsknił za Włóczykijem.
Włóczykij był jego najlepszym
przyjacielem. Oczywiście Pannę Migotkę lubił także, ale dziewczyna
to już nie to samo.
Włóczykij był pogodny, wiedział mnóstwo różnych
rzeczy, ale nie mówił o nich bez potrzeby. Czasem tylko opowiadał
o swoich podróżach i wtedy odczuwało się rodzaj dumy, jakby się
było dopuszczonym do udziału w jakimś tajnym sprzysiężeniu. Kiedy
pojawiał się pierwszy śnieg, Muminek razem z innymi zapadał w sen
zimowy. Włóczykij natomiast wędrował wówczas na południe i dopiero
z nadejściem wiosny wracał do Doliny Muminków.
Tej wiosny nie wrócił.
Muminek czekał na niego od chwili, gdy zbudził się
ze snu zimowego, choć nikomu o tym nie mówił. Kiedy stada ptaków
przeleciały nad doliną, a śnieg na północnych stokach znikł,
Muminek zaczął się niecierpliwić. Tak długo nie czekał nigdy.
Przyszło lato, miejsce nad rzeką, gdzie Włóczykij
rozbijał swój namiot, zarosło trawą i zazieleniło się, jakby nikt
nigdy tam nie mieszkał.
Muminek wciąż jeszcze czekał, choć już nie tak
bardzo: zmęczył się i był trochę rozżalony.
Któregoś dnia Panna Migotka zaczęła mówić
o tym przy obiedzie.
- Jak ten Włóczykij spóźnia się w tym roku
- powiedziała.
- Kto wie, może wcale nie wróci - odrzekła
Mimbla.
- Na pewno Buka[7] go zjadła! - pisnęła Mi. - Albo wpadł do jakiegoś
dołu i rozbił się na kawałki!
- Cicho bądź! - przerwała Mama Muminka. -
Włóczykij zawsze da sobie radę.
"Może jednak naprawdę coś się stało... -
myślał Muminek, idąc wolno wzdłuż rzeki. - Są przecież Buki
i policjanci. I przepaści, w które można wpaść. I można zamarznąć
na śmierć, i wylecieć w powietrze, i utonąć w morzu, i połknąć
ość, i tak dalej... Wielki świat jest niebezpieczny. Nikt tam nikogo
nie zna, nikt nie wie, co ktoś inny lubi, czego się boi. A właśnie
gdzieś tam wędruje Włóczykij w swoim starym, zielonym kapeluszu...
I gdzieś tam jest Dozorca Parku, jego największy wróg. Niebezpieczny,
niebezpieczny wróg...".
Muminek stanął na moście i patrzył ponuro w dół
na wodę. Nagle jakaś łapka dotknęła lekko jego ramienia. Muminek
podskoczył i zakręcił młynka.
- Ach, to ty - powiedział.
- Tak mi smutno - rzekła Panna Migotka
i spojrzała na niego prosząco spod grzywki.
Na uszach miała wianek z fiołków i okropnie nudziła
się od samego rana.
Muminek mruknął przyjaźnie.
- Pobawmy się - powiedziała Panna
Migotka. - Pobawmy się, że ja jestem wyjątkowo piękna i że ty
mnie porywasz!
- Nie wiem, czy jestem w odpowiednim nastroju -
odparł Muminek.
Panna Migotka opuściła uszy. Wtedy Muminek szybko
potarł pyszczkiem o jej pyszczek i powiedział:
- W to, że jesteś wyjątkowo piękna, nie
potrzebujemy się bawić, bo jesteś piękna. Ale wolałbym cię porwać
raczej jutro.
Ciąg dalszy w wersji pełnej
[1] Osprzęt -
żagle, liny itp.
[2] Galion - duży okręt z XVI i XVII w.; używany był
do przewożenia towarów i do celów wojennych.
[3] Luk - otwór w pokładzie statku,
przez który ładuje się i wyładowuje towary.
[4] Sztag -
lina umocowana do górnej części masztu, skierowana w stronę dziobu
lub rufy, służąca do zabezpieczenia masztu przed wyginaniem się
w przód i w tył.
[5] Oko wodne - niewielkie, głębokie jeziorko, typowe
dla krajobrazu Finlandii (przyp. autorki).
[6] Jolka - dwuwiosłowa łódź
okrętowa służąca do różnych podręcznych czynności związanych
z codzienną pracą na okrętach.
[7]
Buka - potwór, z którym rodzina Muminków i jej przyjaciele mieli
do czynienia w "W Dolinie Muminków".