Latarnia na Krańcu Świata (wg rękopisu) - Juliusz Verne

Kup ebooka

15.60 zł
12.95 zł (13,26 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wstęp

 

 

Powieścią Latarnia na Krańcu Świata rozpoczynam minicykl utworów Juliusza Verne'a przetłumaczonych na podstawie jego rękopisów. Będą należeć do niego także: Sekret Wilhelma Storitza, W Magellanii, Bolid, Piękny, żółty Dunaj oraz Wulkan złota. Polscy czytelnicy znają wszystkie te powieści, ale w wersji przerobionej przez Michela Verne'a, syna pisarza, który wydał je już po śmierci ojca (pod jego nazwiskiem). W naszym kraju ukazały się pod następującymi tytułami: Tajemnica Wilhelma Storitza (Sekret Wilhelma Storitza); Ojczyzna Rozbitków (Rozbitki), choć poprawny tytuł brzmi: Rozbitkowie z "Jonathana"; Łowcy meteorów (W pogoni za meteorem, Pogoń), choć poprawny tytuł brzmi: Polowanie na meteor; Pilot dunajskich szlaków (Tajemniczy rybak, Tajemniczy pilot), poprawny tytuł: Dunajski pilot; Wulkan złota (Skarby wulkanu, Złoty wulkan). Jeśli chodzi o ten ostatni utwór, to w roku 1996 ukazała się, wydana przez Wydawnictwo Da Capo, jego oryginalna wersja (z rękopisu), zatytułowana Złoty wulkan.

Michel Verne w różnym stopniu przetwarzał treść rękopisów, ale na ogół są to ingerencje dość poważne, zupełnie lub mocno zmieniające wymowę utworu, jak np. w Wulkanie złota, czy Rozbitkach z "Jonathana". Zmiany były wielorakiego rodzaju i polegały na przykład na: usuwaniu całych akapitów czy pojedynczych zdań, dodawaniu fragmentów napisanych przez siebie, wprowadzaniu lub usuwaniu bohaterów powieści, zmianie nazw geograficznych, nazwisk i imion, różnego rodzaju miar, miejsca i czasu akcji, dni, miesięcy i lat.

Czytelnicy będą mogli teraz zapoznać się z oryginalnymi tekstami, takimi, jakie stworzył je nasz ulubiony pisarz, dzięki temu, że w 1986 roku miasto Nantes za kwotę sześciu milionów franków odkupiło od spadkobierców Julka rękopisy, spoczywające do tamtego czasu w rodzinnym sejfie.

W Latarni na Krańcu Świata Michel Verne usunął w każdym rozdziale po kilka do kilkunastu akapitów oraz wiele pojedynczych zdań. Dotyczą one głównie opisów miejsca akcji, przyrody ożywionej i nieożywionej, ale także części dialogów. Pozmieniał nazwy geograficzne różnych punktów na Wyspie Stanów, wymieniane odległości, daty akcji, kierunki wiatrów, kursy statków. Trzeba przyznać, że niekiedy wychodziło to powieści na dobre, gdyż prostował błędy ojca. Największą jednak zmianę wprowadził w rozdziale XIII, w którym szeroko opisał próbę zniszczenia przez Vasqueza i Johna Davisa steru szkunera "Carcante", podjętą dla uniemożliwienia statkowi wypłynięcia poza zatokę El Gor, na wody oceanu.

Utwór został po raz pierwszy wydany w roku 1988 przez francuskie Towarzystwo Juliusza Verne'a, a później, w roku 1999, przez wydawnictwo Stanké w Kanadzie. Nigdy nie był wydany z ilustracjami, jednak 33 ilustracje, które pojawiły się w 1905 roku w wydanej wersji przerobionej przez Michela Verne'a, jak najbardziej nadają się do wykorzystania, dlatego w tym tomie "Biblioteki Andrzeja" to uczyniłem.

 

Życzę przyjemnej lektury!

Andrzej Zydorczak

 

Rozdział I

Inauguracja

 

Słońce miało właśnie zniknąć za linią styku nieba i morza ograniczającą horyzont jakieś cztery do pięciu mil francuskich1 po zachodniej stronie. Panowała piękna pogoda. Po przeciwnej stronie małe chmury tu i tam pochłaniały ostatnie promienie, które wkrótce miały zniknąć w cieniach zmierzchu, dość długo trwającego na tej wysokiej szerokości geograficznej pięćdziesiątego piątego stopnia szerokości leżącego na półkuli południowej.

W chwili gdy tarcza słoneczna pokazywała tylko swoją górną połówkę, na pokładzie awiza2 "Santa Fé"3 rozległ się wystrzał armatni i flaga Republiki Argentyńskiej, rozwijając się na dość mocnej bryzie4, została wciągnięta na czubek grotmasztu5.

W tym samym momencie rozbłysło jaskrawe światło na szczycie latarni morskiej zbudowanej w odległości wystrzału karabinowego od wejścia do zatoki El Gor, w której "Santa Fé" rzuciła kotwicę. Dwaj latarnicy, robotnicy stojący na plaży oraz załoga zgromadzona na dziobie okrętu powitali długimi okrzykami radości pierwsze światło, które zapłonęło na tym odległym wybrzeżu.

Odpowiedziały im dwa kolejne wystrzały z działa, wielokrotnie powtórzone w pobliżu przez głośne echa. Wówczas, zgodnie z przepisami obowiązującymi okręty wojenne, została ściągnięta argentyńska bandera i na Wyspie Stanów6, usytuowanej w miejscu, gdzie spotykają się wody Atlantyku i Pacyfiku, ponownie zapanowała cisza.

Robotnicy natychmiast wsiedli na pokład "Santa Fé", gdzie mieli spędzić ostatnią noc, zostawiając na lądzie dwóch strażników, a trzeciego na swoim posterunku w pomieszczeniu wachtowym.

Ci dwaj mężczyźni nie wrócili natychmiast do swego pomieszczenia i rozmawiając, przechadzali się wzdłuż wybrzeża zatoki.

- No cóż, Vasquez - odezwał się młodszy - jutro awizo wyruszy w morze...

- Tak, Felipe - odparł Vasquez - i mam nadzieję, że bez żadnych kłopotów pokona drogę do portu...

- To daleko, Vasquez!

- Nie dalej, gdy się wraca, niż gdy się przybywa, Felipe.

- Trochę w to wątpię - odparł Felipe, śmiejąc się z odpowiedzi swego towarzysza.

- Ech, mój chłopcze - rzekł Vasquez - czasami dłużej płynie się do celu, niż powraca do domu, jeśli wiatr nie pomaga...! W końcu tysiąc pięćset mil morskich7 to żaden kłopot, gdy statek posiada dobrą maszynę i niesie na masztach dobre żagle...

- Poza tym, Vasquez, kapitan Lafayate8 dobrze zna drogę...

- Która jest bardzo prosta, mój chłopcze. Aby tu dotrzeć, obrał kurs na południe, i pożegluje na północ, by powrócić, a jeśli wiatr nadal będzie wiał od lądu, to będzie chroniony przez wybrzeże i będzie mógł płynąć jak po rzece, La Placie9 lub innej...

- Ale rzece tylko z jednym brzegiem - zaśmiał się Felipe.

- Cóż to znaczy, jeśli jest dobry brzeg, a on jest zawsze dobry, gdy znajduje się po nawietrznej10.

Jak widzimy, Vasquez podczas rozmowy ze swym kolegą lubił trochę się naśmiewać.

- Racja - przyznał Felipe - ale co będzie, jeśli wiatr obróci się na przeciwny...?

- To byłby pech, Felipe, ale mam nadzieję, że nie spotka to "Santa Fé". W ciągu dwóch tygodni zdoła pokonać owe tysiąc pięćset mil morskich i zakotwiczy na redzie Buenos Aires... Jednak jeśli wiatr zacznie dmuchać z zachodu...

- Nie znajdzie żadnego portu w którym mogłaby się schronić, ani od strony wybrzeża, ani od strony pełnego morza...

- Jest tak, jak mówisz, chłopcze. Na Ziemi Ognistej ani w Patagonii11 nie ma żadnego schronienia i jeśli ktoś nie chce się zderzyć z lądem, trzeba się skierować na otwarty ocean!

 

- Jednak według mnie, Vasquez, wygląda na to, że utrzyma się dobra pogoda.

- Zgadzam się z tobą, Felipe. Przecież jesteśmy prawie na początku letniej pory roku... Mieć przed sobą trzy miesiące, to jest naprawdę coś...

- Wszystkie prace zakończono we właściwym czasie - przyznał Felipe.

- Wiem o tym, chłopcze, wiem... Początek grudnia to jak początek czerwca dla marynarzy z północnej półkuli... Dużo rzadsze są wściekłe szkwały12, te uderzenia psa13, które z taką samą łatwością potrafią rzucić statek w głębiny, jak zwykły wiatr potrafi zerwać z twojej głowy zydwestkę14! Ale kiedy "Santa Fé" już znajdzie się w porcie, wiatry mogą wiać i szaleć, tak jak tylko diabłu się to spodoba...! Ale ty nie musisz się obawiać, że nasza wyspa pójdzie na dno razem z latarnią!

- Zapewne, Vasquez. W każdym razie jeśli przekażą tam wiadomości o nas, kiedy później awizo wróci ze zmiennikami...

- Za trzy miesiące, Felipe...

- Tak... za trzy miesiące odnajdą wyspę na swoim miejscu.

- A na niej nas - odparł Vasquez, zacierając ręce po tym, jak wypuścił z fajki kłąb dymu, który otoczył go gęstym oparem. - Widzisz, chłopcze, my jesteśmy tutaj jakby na pokładzie statku, który potężna nawałnica pcha i odpycha, ale jeśli to jest statek, to jest on mocno zakotwiczony na ogonie Ameryki i nie zerwie się ze swej kotwicy...! Zgadzam się, że okolica nie jest gościnna...! Że wody wokół przylądka Horn15 mają złą reputację, to czysta prawda! Że nie da się dokładnie zliczyć liczby katastrof na tych wybrzeżach16, a rabusie wraków nie mogli znaleźć lepszego miejsca do zdobycia fortuny - to także prawda! Lecz wszystko się zmieni, Felipe! Oto Wyspa Stanów posiada latarnię morską i żaden huragan wiejący z jakiegokolwiek punktu horyzontu nie jest w stanie zgasić jej światła! Statki w porę je zobaczą i będą miały czas zmienić drogę! Będą się nim kierować i nie będzie ryzyka, że wpadną na skały przylądka Tucuman lub cypla Several17, nawet podczas najczarniejszej nocy...! To my będziemy pilnować tej latarni i dobrze wykonamy swoją pracę!

Trzeba było słyszeć Vasqueza mówiącego z takim ożywieniem, które także mocno poruszyło jego towarzysza. Być może Felipe z mniej lekkim sercem spoglądał na długie tygodnie, jakie będą musieli spędzić na tej bezludnej wyspie bez jakiegokolwiek kontaktu z bliźnimi, aż do dnia, kiedy wszyscy trzej zostaną zastąpieni na swym posterunku. Jednak Vasquez nie wydawał się przejmować tym aspektem ich pobytu, ponieważ na zakończenie powiedział:

- Widzisz, mój chłopcze, przez czterdzieści lat trochę pożeglowałem po wszystkich morzach Starego i Nowego Świata18, najpierw jako chłopiec okrętowy, potem jako praktykant19, marynarz i bosman20. Teraz, kiedy dobiegam emerytalnego wieku, no cóż, nie mogłem sobie życzyć nic lepszego, niż zostać strażnikiem latarni morskiej, i to jakiej latarni! Latarni na Krańcu Świata!

Doprawdy, była to bardzo trafna nazwa dla tej budowli na zagubionej wyspie, położonej na krańcu lądu zamieszkiwanego i nadającego się do zamieszkania!

- Powiedz mi, Felipe - kontynuował Vasquez, wytrząsając popiół ze zgaszonej fajki do zwiniętej dłoni - o której godzinie pójdziesz zastąpić Moriza...?

- O dziesiątej, aż do drugiej w nocy...

- Zgadza się... a ja zastąpię cię na posterunku aż do świtu...

- Czyli wszystko jest uzgodnione, Vasquez. Dlatego najmądrzej zrobimy, jeśli obaj udamy się na spoczynek.

- Do łóżka, Felipe, do łóżka!

Vasquez i Felipe wspięli się na ogrodzony placyk, pośrodku którego wznosiła się latarnia morska i weszli do budowli, zamykając za sobą drzwi.

Noc minęła spokojnie i kiedy dobiegała końca, Vasquez zgasił światło palące się od dwunastu godzin.

Na Pacyfiku, zwłaszcza wzdłuż wybrzeży morskich Ameryki i Azji, które oblewają wody tego ogromnego oceanu, pływy21 są na ogół słabe, podczas gdy na Oceanie Atlantyckim te ruchy wody są bardzo znaczne i gwałtownie odczuwalne aż w odległych okolicach Magellanii22.

Tamtego dnia odpływ zaczynał się o szóstej rano i aby z niego skorzystać, awizo musiałoby być gotowe do odpłynięcia już o świcie. Jednak prace przygotowawcze jeszcze nie zostały zakończone i dowódca statku liczył, że uda mu się opuścić zatokę El Gor dopiero wraz z wieczornym odpływem.

Okręt "Santa Fé", należący do marynarki wojennej Republiki Argentyńskiej, o wyporności dwustu ton, posiadający maszyny o mocy stu sześćdziesięciu koni mechanicznych, dowodzony przez kapitana oraz pierwszego oficera, mających pod swymi rozkazami pięćdziesięciu ludzi, wliczając w to bosmanów, był używany do patrolowania morskich wybrzeży od ujścia La Platy aż do Cieśniny Le Maire'a23 na Oceanie Atlantyckim. W tym czasie morscy inżynierowie jeszcze nie skonstruowali szybkich okrętów, takich jak krążowniki, torpedowce czy inne. Dlatego też "Santa Fé", używając swojej śruby okrętowej, nie przekraczała prędkości dziewięciu mil morskich na godzinę, zresztą prędkości wystarczającej policji dozorującej wybrzeża Patagonii i Ziemi Ognistej, odwiedzane jedynie przez statki rybackie.

W tym roku24 awizu powierzono misję zbudowania latarni morskiej, którą argentyński rząd zamierzał wznieść na Wyspie Stanów, przy wejściu do Cieśniny Le Maire'a. Dlatego na jego pokładzie przewożono ludzi i transportowano materiały niezbędne do wykonania tego zadania, które zostało doprowadzone do szczęśliwego końca, zgodnie z planami zdolnego inżyniera z Buenos Aires.

Już od około trzech tygodni "Santa Fé" stała zakotwiczona w głębi zatoki El Gor. Po wyładowaniu zapasów na cztery miesiące, po upewnieniu się, że strażnikom nowej latarni niczego nie zabraknie aż do dnia zmiany latarników, kapitan Lafayate wziął na pokład robotników wysłanych wcześniej na Wyspę Stanów. Gdyby pewne nieprzewidziane okoliczności nie opóźniły prac, "Santa Fé" już miesiąc temu powróciłaby do swego macierzystego portu.

W sumie podczas całego okresu postoju kapitan Lafayate nie musiał się niczego obawiać, przebywając w głębi zatoki chronionej przed wiatrami z północy, południa i zachodu. Jedynie kiepska pogoda, która mogła przybyć od strony pełnego morza, mogła sprawić mu kłopoty, lecz na początku letniego sezonu był pełen nadziei, że wody Magellanii tylko nieznacznie i na krótko będą niepokojone od tej strony.

Była siódma godzina, kiedy kapitan i pierwszy oficer Riegal wyszli ze swych kajut25 usytuowanych w skrzydłach rufówki26. Marynarze kończyli szorowanie pokładu i ostatnie strugi wody, zepchnięte przez ludzi z wachty27, wypływały poprzez szpigaty28. W tym czasie starszy bosman wydawał dyspozycje, by wszystko było przygotowane, kiedy nadejdzie chwila odkotwiczenia, chociaż miało to nastąpić dopiero po południu. Z żagli zdejmowano pokrowce, czyszczono wentylatory, pucowano mosiężne części naktuza29 i okratowań, zawieszano dużą łódź na żurawikach30, pozostawiając mniejszą do obsługi statku.

Kiedy słońce podniosło się w górę, na gafel bezanmasztu31 wciągnięto banderę.

Trzy kwadranse później dzwon na dziobie wybił cztery szklanki32 i kolejna wachta marynarzy rozpoczęła swoją służbę.

Po wspólnym spożyciu śniadania obaj oficerowie wrócili na pokład rufowy, by przyjrzeć się stanowi nieba, które wiatr wiejący od lądu oczyścił nieco z chmur, i wydali rozkaz bosmanowi, by zawiózł ich na ląd.

Tego poranka komendant zamierzał ostatni raz dokładnie skontrolować latarnię morską i jej przybudówki, pomieszczenia strażników i magazyny zawierające zapasy żywności oraz paliwo, a także upewnić się, że wszystkie aparaty działają poprawnie.

Po dobiciu do brzegu zszedł na ląd w towarzystwie pierwszego oficera i obaj ruszyli w stronę ogrodzenia latarni.

Po drodze rozmawiali o trzech mężczyznach, którzy mieli pozostać w tej smętnej samotni Staten Island.

- To trudne zadanie - powiedział kapitan. - Ta służba jest uciążliwa nawet w latarniach, gdzie ma się codzienny kontakt z lądem. Jednakże należy wziąć pod uwagę, że ci dzielni ludzie zawsze prowadzili bardzo ciężkie i trudne życie, gdyż dwóch z nich to byli marynarze.

- Bez wątpienia - odparł Riegal - ale co innego pilnować latarni morskiej na zamieszkanych wybrzeżach, a co innego życie na bezludnej wyspie, przy której nigdy nie zatrzymują się statki, a tylko ją oglądają, starając się przepływać możliwie jak najdalej od niej...

- Zgadzam się z panem, Riegal. Dlatego zmiana przybędzie tu za trzy miesiące. Vasquez, Felipe i Moriz rozpoczynają pracę w dobrej porze roku...

- Faktycznie, panie kapitanie, gdyż nie będą wystawieni na surowość straszliwych zim panujących na przylądku Horn...

- Przyznaję, że strasznych - potwierdził kapitan. - Kiedy kilka lat temu prowadziliśmy rozpoznanie w cieśninie, od Ziemi Ognistej do Ziemi Rozpaczy33, od Przylądka Dziewic aż do przylądka Pilar34, już nic gorszego nie doznam, jeśli chodzi o gwałtowność burz. Ale przecież nasi strażnicy mają solidne lokum, którego nie zniszczą żadne burze... Nie będzie im brakować ani żywności, ani węgla, gdyby nawet ich pobyt przedłużył się o dwa miesiące... Pozostawiamy ich w dobrym zdrowiu i w takim samym zastaniemy ich po powrocie, bo chociaż powietrze jest ostre, to przynajmniej na styku Oceanu Atlantyckiego i Oceanu Spokojnego jest ono czyste! Jeszcze jest coś innego, Riegal. Kiedy władze marynarki wojennej poszukiwały strażników do Latarni na Krańcu Świata, miały wielki kłopot z wyborem!

Obaj oficerowie dotarli do ogrodzenia, gdzie czekali na nich Vasquez i jego towarzysze. Otwarto bramę, a oficerowie zatrzymali się na chwilę, by odpowiedzieć na przepisowe zasalutowanie trzech mężczyzn.

Kapitan Lafayate, zanim do nich przemówił, najpierw ich zlustrował od stóp obutych w mocne marynarskie buty, do głów okrytych gumowanymi, nawoskowanymi płaszczami.

- Wszystko było w porządku tej nocy? - zapytał, zwracając się do szefa latarników.

- W porządku, panie kapitanie - odpowiedział Vasquez.

- Nie dostrzegliście żadnego statku na morzu...?

- Żadnego.

- Ani w Cieśninie Le Maire'a...?

- Ani w cieśninie, a ponieważ nie było mgły, zobaczylibyśmy światła przynajmniej z odległości czterech mil.

- Lampy funkcjonują normalnie...?

- Bez przerwy, panie kapitanie, aż do wschodu słońca.

- Nie mieliście zimno w wartowni...?

- Nie, panie kapitanie, jest dobrze zabezpieczona, a podwójne szyby nie pozwalają wiatrowi dostawać się do środka35.

- Teraz odwiedźmy mieszkanie, a później latarnię.

- Jesteśmy na pańskie rozkazy - odpowiedział Vasquez.

Pomieszczenie dla latarników umieszczono w podstawie wieży posiadającej grube mury mogące stawić czoła wszystkim najgwałtowniejszym porywom magellańskich wiatrów. Obaj oficerowie odwiedzili kolejno kilka odpowiednio urządzonych pokoi. Nie musiano obawiać się w nich ani deszczu, ani zimna, ani śnieżnych burz, które są tak straszliwie na prawie antarktycznej szerokości geograficznej.

Pokoje były oddzielone korytarzem, na końcu którego znajdowały się drzwi dające dostęp do wnętrza wieży.

- Wejdźmy na górę - powiedział kapitan Lafayate.

- Rozkaz! - odparł Vasquez.

- Wystarczy, żeby tylko pan nam towarzyszył.

Vasquez dał znak swoim towarzyszom, by pozostali przy wejściu do korytarza, a potem pchnął drzwi prowadzące na schody. Oficerowie ruszyli za nim.

Wcale nie było ciemno w wąskiej spirali z kamiennymi stopniami osadzonymi w murze, poszczególne piętra rozświetlały bowiem otwory strzelnicze.

Kiedy dotarli do wartowni, powyżej której zainstalowano latarnię oraz urządzenia świetlne, oficerowie usiedli na kolistej ławie przymocowanej do muru. Przez cztery małe okna przebite w murze spojrzeniem można było objąć wszystkie punkty na widnokręgu.

Chociaż wiała umiarkowana bryza, to jednak na tej wysokości dość mocno gwizdało, a z tymi gwizdami mieszały się przenikliwe wrzaski mew, fregat i albatrosów36, które przelatywały, łomocąc swymi wielkimi skrzydłami.

Kapitan Lafayate i jego pierwszy oficer kolejno stawali przed oknami i upewnili się, że były w dobrym stanie. Następnie, by mieć swobodniejszy widok na wyspę i otaczające ją wody, wspięli się po drabinie prowadzącej na galeryjkę, która otaczała kopułę latarni morskiej.

Cała ta część wyspy, jaka ukazała się ich oczom, była pusta, podobnie jak morze na wschodzie i południu, jak cieśnina na północy, zbyt szeroka, by dało się dojrzeć jej północny brzeg. U stóp wieży wcinała się w ląd zatoka El Gor, której brzeg ożywiali biegający marynarze oraz stojąca na kotwicy "Santa Fé". Na morzu nie było widać ani jednego żagla, ani jednego dymku. Nic oprócz ogromu oceanu!

 

Po kwadransie spędzonym na galeryjce latarni dwaj oficerowie wraz z towarzyszącym im Vasquezem zeszli na dół i powrócili na okręt.

Po spożyciu obiadu kapitan Lafayate i Riegal, jego zastępca, znowu kazali się zawieźć na brzeg. Godziny poprzedzające wypłynięcie zamierzali przeznaczyć na przechadzkę lewym brzegiem zatoki El Gor. Już kilka razy bez pilota - łatwo zrozumieć, że takiego nie było na Wyspie Stanów - kapitan wpływał za dnia i zwykle rzucał kotwicę w małej zatoczce przy latarni morskiej. Zachowując jednak ostrożność, nigdy nie zaniedbywał nowego rozpoznania warunków.

Tak więc obaj oficerowie przedłużyli swoją wycieczkę wzdłuż wybrzeża, obserwując pewne punkty orientacyjne. Jeśli płynęło się ostrożnie, nawigacja nie przedstawiała żadnych trudności, dla takiego bowiem okrętu jak "Santa Fé" wszędzie było dość wody pod kilem37, nawet podczas odpływu. A teraz, kiedy zatoka była oświetlona przez latarnię, łatwo było po niej żeglować nawet nocą.

- Doprawdy szkoda - powiedział kapitan - że podejścia do zatoki są takie niebezpieczne, pośród podwodnych raf, które wysuwają się aż na pełne morze. Zagrożone statki mogłyby znaleźć tutaj schronienie, gdyż trzeba pamiętać, że jest to jedyne przejście, kiedy już minie się Cieśninę Magellana.

To, co powiedział, było prawdą, ale bez wątpienia jeszcze dużo czasu upłynie, zanim na morskich mapach pokaże się port w głębi zatoki El Gor, usytuowanej na wschodnim krańcu Wyspy Stanów.

Oficerowie powrócili o czwartej po południu i pożegnawszy się z Vasquezem, Felipe oraz Morizem, którzy pozostali na brzegu, czekając na odpłynięcie, udali się na pokład okrętu.

O piątej zaczęło wzrastać ciśnienie w kotłach awiza, którego komin wyrzucał kłęby czarnego dymu. Morze pozostawało jeszcze w stanie spoczynku38, lecz gdy tylko zacznie się odpływ, "Santa Fé" podniesie kotwicę.

Za kwadrans szósta kapitan wydał rozkaz, by zaczęto obracać kabestanem39. Śruba okrętowa była gotowa do działania, a nadmiar pary uciekał przez klapy bezpieczeństwa.

Stojąc na dziobie, pierwszy oficer nadzorował manewr wyciągania kotwicy, która wkrótce zawisła pionowo, a następnie została podciągnięta do kotbelki40.

"Santa Fé" ruszyła w drogę, pozdrawiana przez trzech strażników. Cokolwiek myśleliby Vasquez i jego towarzysze ze wzruszeniem patrzący na oddalające się awizo, to jego oficerowie i załoga byli głęboko przejęci, kiedy musieli zostawić tych trzech ludzi na wyspie położonej na krańcu Ameryki.

"Santa Fé" z umiarkowaną prędkością sunęła krętościami zatoki El Gor i jeszcze nie było ósmej wieczorem, jak wypłynęła na pełne morze. Po opłynięciu przylądka San Juan ruszyła pełną parą na północ. Po zapadnięciu zmroku światło Latarni na Krańcu Świata jawiło się tylko jako gwiazda na granicy horyzontu.

 

 

1 Mila francuska (fr. lieue) - miara długości licząca 4 km; w dalszej części tekstu będzie używane wyrażenie "mila francuska", w odróżnieniu od "mili morskiej", liczącej 1852 m, lub "mili" w rozumieniu mili lądowej, która mierzy 1609 m.

2 Awizo - niewielki, szybki okręt wojenny przeznaczony do służby patrolowej i pomocniczej.

3 Santa Fé (hiszp. - Święta Wiara) - w rzeczywistości do Staten Island pożeglowało osiem statków, by zbudować tam latarnię morską, więzienie, urząd telegraficzny i podprefekturę.

4 Bryza - wiatr poranny lub wieczorny, powstający wskutek nierównomiernego nagrzewania się powierzchni lądu i morza; w nocy wieje znad lądu, w dzień znad morza.

5 Grotmaszt - główny maszt na statku.

6 Wyspa Stanów (hiszp. Isla de los Estados) - argentyńska wyspa na Oceanie Atlantyckim, położona 29 km na wschód od wschodnich krańców Ziemi Ognistej, od której oddziela ją Cieśnina Le Maire'a; nazwa wyspy nawiązuje do holenderskich Stanów Generalnych; odkryta 25 grudnia 1615 roku przez Jacoba Le Maire'a i Willema Schoutena, który nadał jej nazwę; jej pierwszym, czasowym mieszkańcem był argentyński żeglarz Luis Piedra Buena; 25 maja 1884 roku wzniesiono latarnię morską zwaną oficjalnie San Juan del Salvamento, jednakże bardziej znana jest jej nieformalna nazwa: Faro del fin del mundo, czyli Latarnia na Krańcu Świata, która stała się dla Juliusza Verne'a inspiracją do napisania opowiadania pod takim tytułem; w latach 1899-1902 istniało na wyspie więzienie wojskowe, lecz po naruszeniu konstrukcji budynków przez silne wiatry przeniesiono je na Ziemię Ognistą; wyspa ma 65 km długości w osi wschód-zachód i przeciętnie 15 km szerokości; wybrzeże dobrze rozwinięte, z licznymi zatokami; najwyższy punkt na wyspie osiąga wysokość 823 m n.p.m., a w całości wyspa jest uważana za ostatni fragment łańcucha Andów; porastają ją gęste, lecz niskie lasy.

7 Mila morska - jednostka długości wynosząca około 1852 m, odpowiadająca 1/60 stopnia długości geograficznej na równiku.

8 Kapitan Lafayate - flotą, która płynęła zbudować latarnię, dowodził pułkownik Augusto Lasserre.

9 La Plata (Rio de La Plata) - największe estuarium na świecie, na granicy Argentyny i Urugwaju, odcinek ujściowy rzek Parany i Urugwaju do Oceanu Atlantyckiego; długość 320 km, szerokość do 220 km.

10 Nawietrzna - strona, na którą wieje wiatr; burtą nawietrzną statku nazywa się tę stronę, z której wieje wiatr, nawietrzna strona góry lub wyspy to ta, na którą wieje wiatr; zawietrzna - strona przeciwna do nawietrznej.

11 Ziemia Ognista (hiszp. Tierra del Fuego) - archipelag u południowych wybrzeży Ameryki Południowej, oddzielony od kontynentu Cieśniną Magellana, a od Półwyspu Grahama na Antarktydzie Cieśniną Drake'a o szerokości około 1000 km; Patagonia - kraina geograficzna w południowej części Ameryki Południowej, położona na terenie Argentyny i Chile.

12 Szkwał - gwałtowny wzrost prędkości wiatru; może osiągać do 9 stopni w skali Beauforta; trwa krótko, do kilku minut, może nieść z sobą śnieg lub deszcz; nawałnica.

13 Uderzenie psa - wyrażenie oznaczające w żargonie marynarskim szkwał, nawałnicę, burzę.

14 Zydwestka - nieprzemakalne okrycie głowy w postaci kapelusza z okrągłym rondem, węższym i odwiniętym do góry z przodu, szerszym i okrywającym kark z tyłu; stanowi część ubrania sztormowego; ma za danie chronić przed wiatrem i deszczem.

15 Przylądek Horn - skalisty przylądek położony na wyspie Horn, w archipelagu Ziemi Ognistej; najdalej na południe wysunięty punkt Ameryki Południowej; bardziej zasługuje na miano "Przylądka Burz", jak dawniej nazywano Przylądek Dobrej Nadziei, położony na południowym krańcu Afryki.

16 W ciągu XIX wieku doliczono się, że wydarzyło się tam 819 katastrof.

17 Przylądek Tucuman, cypel Several - nazwy nie potwierdzone w spisach nazw geograficznych.

18 Nowy Świat - tak nazywano odkrytą przez Kolumba w 1492 roku Amerykę, w odróżnieniu od Starego Świata, tj. Europy, Azji i Afryki.

19 Chłopiec okrętowy (junga) - młody człowiek przysposabiający się do zawodu marynarza, początkujący żeglarz; praktykant - stopień wyższy od chłopca okrętowego w hierarchii na statku.

20 Bosman - przełożony załogi na statku, odpowiedzialny za całość prac marynarskich.

21 Pływy morskie (przypływ i odpływ) - regularnie powtarzające się podnoszenie i opadanie poziomu wody w oceanie, wywołane zjawiskiem pływowym, którego przyczyną są siły grawitacyjne Księżyca i Słońca; największy skok pływu zanotowano w Zatoce Fundy (Kanada), gdzie wynosił prawie 20 m.

22 Magellania - region położony wokół Cieśniny Magellana.

23 Cieśnina Le Maire'a - u J. Verne'a: Lemaire'a; cieśnina odkryta w 1616 roku przez Holendrów Jacoba Le Maire'a i Willema Schoutena.

24 W tym roku - w roku 1859, jak zostało powiedziane w rozdziale II.

25 Kajuta (kabina) - małe zamykane pomieszczenie mieszkalne o charakterze prywatnym na statku, przeznaczone dla jednej lub co najwyżej kilku osób.

26 Rufówka - nadbudówka w rufowej (tylnej) części statku; rozciągająca się na całą szerokość pokładu.

27 Wachta - część załogi pełniąca służbę na statku; także czas, podczas którego jedna zmiana załogi pełni służbę.

28 Szpigat (odpływnik) - otwór w nadburciu lub w poszyciu pokładu służący do spływu wody, która dostała się zza burty na pokład.

29 Naktuz - podstawa kompasu okrętowego w postaci wąskiej szafki; posiada szereg urządzeń pomagających w korzystaniu z kompasu, takich jak mechanizm zawieszenia kompasu utrzymujący go w poziomie oraz oświetlenie; dawniej naktuz był instalowany przed stanowiskiem sternika (kompas sterowy) oraz w miejscu umożliwiającym użycie kompasu do namierzania.

30 Żurawik (szlupbelka) - urządzenie dźwigowe na pokładzie statku (okrętu) najczęściej służące do opuszczania i podnoszenia z powierzchni wody łodzi lub innych ciężkich przedmiotów.

31 Gafel - ruchome drzewce omasztowania służące do rozpinania brzegu żagla przymasztowego; okręty wojenne noszą banderę na gaflu bezanmasztu w czasie pobytu na morzu; bezanmaszt - tylny maszt na żaglowcu wielomasztowym.

32 Szklanka (bicie szklanek) - na żaglowcach (także innych statkach) system bicia w dzwon informujący o aktualnej godzinie wachty znajdującej się na statku; jedno uderzenie oznaczało upływ pół godziny, osiem uderzeń - upływ czterech godzin i koniec służby jednej wachty, a rozpoczęcie pracy następnej; jednak J. Verne opisał tu inny sposób liczenia szklanek (taki też opisują niektóre polskie źródła), czyli dwa szybkie uderzenia co godzinę, których liczba zwiększa się do czterech podwójnych (czyli w sumie ośmiu) po czterech godzinach; wobec tego, że czterogodzinne wachty rozpoczynano od godziny dwunastej w południe, musiała być wówczas godzina ósma rano.

33 Ziemia Rozpaczy (Wyspa Rozpaczy) - wyspa położona przy zachodnim krańcu Cieśniny Magellana.

34 Przylądek Dziewic (ang. Cape Virgins, hiszp. Cabo Virgenes) - przylądek położony na kontynencie amerykańskim; przylądek Pilar - przylądek położony na zachodnim krańcu Isla Desolation (Ziemi Rozpaczy).

35 W rękopisie od tego miejsca przez kilka kolejnych akapitów na marginesie jest napisana ołówkiem inna wersja, przekreślona, ale do odczytania.

36 Fregaty (Fregatidae) - rodzina dużych ptaków z rzędu pełnopłetwych; obejmuje gatunki oceaniczne, zamieszkujące Wyspę Wniebowstąpienia, Wyspę Bożego Narodzenia, wschodnią część Oceanu Indyjskiego, Galapagos, wschodni Pacyfik oraz zachodnie wybrzeża Afryki i Wyspy Zielonego Przylądka; albatrosy (Diomedeidae) - rodzina dużych morskich ptaków spokrewnionych z rzędu rurkonosych; występują nad Oceanem Południowym i północną częścią Oceanu Spokojnego; długość ciała do 135 cm, rozpiętość skrzydeł do 3,5 m.

37 Kil (stępka) - długa belka biegnąca wzdłuż statku, na której opiera się jego konstrukcja.

38 Morze pozostawało jeszcze w stanie spoczynku - to znaczy skończył się przypływ, a jeszcze nie rozpoczął odpływ, lub odwrotnie.

39 Kabestan (winda kotwiczna) - urządzenie o podobnym zastosowaniu co winda lub wciągarka, ale z bębnem usytuowanym na osi pionowej, a nie na poziomej; na statkach służy do wciągania (tzw. wybierania) na pokład lin lub łańcuchów kotwicznych, cum, a w żeglarstwie także do wybierania lin olinowania ruchomego obsługujących żagle i drzewce.

40 Kotbelka - na dużych starych żaglowcach pozioma belka wystająca poza burtę, służąca w ostatnim etapie wyciągania kotwicy do wyjęcia jej z wody i położenia na pokładzie; do kotbelki mocowana była zazwyczaj talia z liną zakończoną hakiem, którym łapano pierścień kotwicy.

Rozdział II

Wyspa Stanów

 

Wyspa Stanów, nazywana także Ziemią Stanów, jest położona na południowo-wschodnim skraju Nowego Świata. Jest to ostatni kawałek Archipelagu Magellana, który konwulsje plutonicznej ery wyrzuciły na wody pięćdziesiątego piątego równoleżnika, czyli mniej niż dwanaście stopni41 od południowego koła podbiegunowego42. Kąpiąca się w wodach dwóch oceanów, jest wypatrywana przez statki przepływające z jednego na drugi, przybywające czy to z północnego wschodu, czy też południowego zachodu po opłynięciu przylądka Horn.

Cieśnina Le Maire'a, odkryta w XVII wieku przez holenderskiego żeglarza o takim właśnie nazwisku43, oddziela Wyspę Stanów od Ziemi Ognistej, odległej o piętnaście mil morskich. Oferuje ona statkom krótsze i łatwiejsze przejście, gdyż nie są one narażone na wielkie bałwany przemierzające te niebezpieczne morza. Od południa na długości trzydziestu dziewięciu mil morskich44 ogranicza ją wybrzeże Wyspy Stanów i statki parowe albo żaglowce są mniej wystawione na wielkie fale, niż gdyby opływały wyspę od południa.

Tak więc Wyspa Stanów mierzy trzydzieści dziewięć mil z zachodu na wschód, od Przylądka Gomeza do przylądka San Juan, na jedenaście szerokości od Cypla Parry'ego do Cypla Vancouvera45.

W planie geometrycznym wyspa ta przypomina trochę skorupiaka. Ogon kończyłby się na Przylądku Gomeza, jego otwór gębowy obrazowałaby zatoka El Gor, a przylądek Tucuman i cypel Diegos stanowiłyby szczęki.

 

Linia brzegowa Wyspy Stanów jest niezmiernie poszarpana. Jest to szereg następujących po sobie wąskich zatok i zatoczek usianych rafami, czasami wysuwającymi się milę na pełne morze. Nie można znaleźć w nich żadnego schronienia dla statków przed szkwałami nadlatującymi z południa albo z północy. Chyba jedynie rybackie łodzie mogłyby znaleźć w nich w miarę spokojną przystań. Z tego powodu doszło do wielu katastrof przy tych wybrzeżach, czasami będących pionowymi falezami46, czasami otoczonych wielkimi skałami i głazami, o które, nawet przy spokojnej pogodzie, woda, podniesiona przez olbrzymie fale dobiegające od strony pełnego morza, rozbijała się z niesamowitą wściekłością.

Wyspa w tym czasie była niezamieszkana, ale być może nadająca się do zamieszkania, przynajmniej podczas przyjaznej pory roku, to znaczy przez cztery miesiące: listopad, grudzień, styczeń i luty, które na tej szerokości geograficznej uznawane są za miesiące letnie. Stada bydła znalazłyby dostateczną ilość pożywienia na rozległych równinach rozciągających się we wnętrzu wyspy, szczególnie między Cyplem Parry'ego a Cyplem Vancouvera. Gdy pod promieniami południowego słońca stopnieje gruba warstwa śniegu, pojawia się zielona trawa i ziemia aż do zimy zachuje zbawienną wilgoć. Zwierzęta przeżuwające, przyzwyczajone do warunków magellańskich rejonów mogłyby tutaj spokojnie prosperować. Jednak gdy pojawią się mrozy, stada musiałyby powrócić do łagodniejszego klimatu Patagonii, a przynajmniej na Ziemię Ognistą.

Tymczasem można by tam znaleźć zwierzęta odporne na warunki, żyjące w stanie dzikim, czyli gwanaki47, coś w rodzaju danieli, których mięso smakuje całkiem nieźle, kiedy jest odpowiednio usmażone czy upieczone. Jeśli te zwierzęta nie umierają z głodu podczas długiej pory zimowej to dlatego, że umieją znaleźć pod śniegiem korzenie i mech, którymi muszą się zadowolić ich żołądki.

Oprócz równin rozciągających się wewnątrz wyspy można też napotkać kępy drzew, wyciągających swoje cienkie gałęzie i wypuszczających na krótko liście, bardziej żółtawe niż zielone. Są to głównie bukany48, o pniach wysokich czasami na sześćdziesiąt stóp, z poziomo rozścielającymi się gałęziami, następnie bardzo twarde odmiany berberysów49 czy też wintersy50, mające te same właściwości co cynamon, lub prawie podobne.

W rzeczywistości lasy i równiny pokrywają mniej niż jedną dziesiątą powierzchni Wyspy Stanów. Resztę stanowią skaliste płaskowyże, gdzie dominuje kwarc, głębokie gardziele i długie ślady wleczenia narzutowych bloków, które zostały rozrzucone na skutek dawniejszych wybuchów, gdyż teraz na próżno by szukać kraterów wygasłych wulkanów w tej części Ziemi Ognistej czy Magellanie. Niektóre z tych mocno rozciągniętych płaskowyżów wyglądają jak stepy, gdy podczas ośmiu miesięcy zimy pokryje je warstwa śniegu, spod której nie ukazują się żadne nabrzmienia czy wypukłości. Jeśli będziemy się posuwać bardziej ku zachodowi, teren wyraźnie się podnosi, a brzegi stają się coraz wyższe i bardziej urwiste. Tam pojawiają się wyniosłe stożki, wierzchołki znacznie wznoszące się nad poziom morza, nawet do trzech tysięcy stóp, z których można objąć wzrokiem całą wyspę. Są to ostatnie ogniwa cudownego andyjskiego łańcucha górskiego, który ciągnie się przez całą długość Nowego Świata.

Oczywiście w takich warunkach klimatycznych, pod uderzeniami ostrych i straszliwych huraganów, flora ogranicza się jedynie do rzadkich okazów, których gatunki aklimatyzują się prawie wyłącznie w sąsiedztwie Cieśniny Magellana lub na archipelagu Malwinów51, leżącym o sto mil francuskich od wybrzeża Ziemi Ognistej: rośliny z grupy pantofelników, szczodrzeńce, krwiściągi lekarskie, stokłosy, przetaczniki i ostnice52, w których barwiąca materia występuje w bardzo małej ilości. Pod koronami drzew, pośród traw prerii blade kwiatki pokazują połowicznie podwiędnięte płatki, które bardzo szybko znikają. Wokół przybrzeżnych skał i na ich stokach, gdzie przyczepiło się trochę ziemi, przyrodnik mógłby zebrać kilka odmian mchów, a w lasach znaleźć nieco jadalnych korzeni, mianowicie różaneczników53, które Rybołowcy54 jedzą zamiast chleba. W sumie są one mało pożywne.

Poza tym na powierzchni Wyspy Stanów próżno by szukać jakiegoś stałego cieku. Żadna rzeczka, nawet strumyk, nie wypływa z tego kamiennego gruntu. Tutaj jedynie grubymi warstwami kumuluje się śnieg, który zalega przez osiem miesięcy na dwanaście, a w czasie ciepłej pory roku - mniej zimnej, by być dokładnym - topi się pod skośnymi promieniami słońca, utrzymując stałą wilgoć ziemi. Wówczas tu i ówdzie powstają małe baseny czy stawy, w których woda pozostaje w stanie płynnym aż do pierwszych przymrozków. Z tego powodu płynne masy spadały z wyniosłości otaczających latarnię morską i gubiły się, wlewając się do małej zatoczki wyżłobionej w zatoce El Gor.

Natomiast, o ile flora i fauna są bardzo słabo reprezentowane na wyspie, o tyle przybrzeżne wody, przeciwnie, obfitują w wielką ilość ryb i pomimo bardzo poważnych niebezpieczeństw, na które narażone są łodzie przepływające Cieśniną Le Maire'a, Fuegeńczycy55 czasami przybywają tu na bardzo owocne połowy. W wodach występują rozmaite gatunki ryb: dorsze, młoty, stynki, ślizy, bonity, dorady, babki, tępogłowy56. Przynajmniej w okresie letnim duże zyski z dalekomorskich połowów mogłyby też przyciągać liczne statki rybackie i wielorybnicze, gdyż w tych wodach chętnie przebywają różne walenie: wieloryby właściwe, kaszaloty, jak również foki czy morsy57. Faktycznie te morskie stworzenia, tak nierozumnie ścigane, obecnie szukają schronienia w morzach antarktycznych, gdzie kampanie połowowe są zarówno niebezpieczne, jak i trudne.

Łatwo także zrozumieć, że na całym obwodzie wyspy, z jej następstwem plaż, zatoczek i skalistych brzegów, żyło równie wiele skorupiaków co mięczaków - małże i inne: omułki jadalne, pobrzeżki, ostrygi, skałoczepy, przewiertki, trąbiki58, mieszające się z tysiącami skorupiaków przemykających się między rafami.

Jeśli chodzi o ptasi ród, to reprezentowany był przez niezliczone albatrosy białe jak łabędzie, bekasy, siewki, brodźce, morskie skowronki, różne gatunki hałaśliwych mew i wydrzyki59 wydające ogłuszające wrzaski.

Jednak nie należy wnioskować z tego opisu, że Wyspa Stanów przez swą naturę mogła pobudzać pożądliwość Chile albo Republiki Argentyńskiej. Mimo wszystko była to skała, co prawda ogromna skała, prawie nie nadająca się do zamieszkania. Do kogo należała w chwili, gdy rozpoczyna się ta opowieść...? Wszystko, co można w tej sprawie powiedzieć, to że stanowiła część Archipelagu Magellana, który w tym czasie nie był jeszcze podzielony między dwie republiki położone na krańcu amerykańskiego kontynentu60.

W letniej porze roku zjawiają się tutaj rzadko Fuegeńczycy albo Rybołowcy, gdy zmusza ich do tego zła pogoda. Zresztą, wyjąwszy mało do tej pory znaną zatokę El Gor, wyspa nie oferuje żadnego innego schronienia statkom parowym ani żaglowcom płynącym Cieśniną Le Maire'a lub po południowej stronie wyspy. Ponadto wraz z rozwojem morskiej żeglugi parowej większość statków, czy to nadpływając ze wschodu czy też z zachodu, woli żeglować z jednego oceanu na drugi Cieśniną Magellana, przedstawioną na morskich mapach z niesamowitą precyzją. Z Wyspą Stanów zapoznają się jedynie statki, które zamierzają opłynąć lub już opłynęły przylądek Horn.

Wypada tutaj zaznaczyć, że Republika Argentyńska wykazała się śmiałą inicjatywą, budując tę Latarnię na Krańcu Świata i narody powinny być jej za to wdzięczne. Do tej pory bowiem żadne światło nie rozjaśniało terenów Magellanii od wejścia do Cieśniny Magellana przy Przylądku Dziewic na Atlantyku aż do wyjścia przy przylądku Pilar na Oceanie Spokojnym. Latarnia morska na Wyspie Stanów miała właśnie oddawać bezsporne usługi na rzecz nawigowania w tych niebezpiecznych wodach. Nie ma czegoś podobnego na przylądku Horn, a przecież można by w ten sposób uniknąć wielu katastrof, zapewniając większe bezpieczeństwo statkom wpływającym do Cieśniny Le Maire'a przy omijaniu podwodnych skał przy przylądku San Juan, lub przy żeglowaniu poniżej wyspy po opłynięciu cypla Several.

Tak więc rząd argentyński zdecydował się na zbudowanie nowej latarni morskiej, a miejsce, które zostało na nią wybrane, położone było w głębi zatoki El Gor61. Po roku dobrze prowadzonych robót jej inauguracja odbyła się dziewiątego grudnia 1859 roku62.

W odległości pięćdziesięciu metrów od małej zatoczki kończącej zatokę El Gor teren tworzył wybrzuszenie o wysokości w przybliżeniu dziesięciu metrów i powierzchni czterystu do pięciuset metrów kwadratowych. Murem z surowych głazów otoczono ten naturalny nasyp, ten skalisty taras, który miał posłużyć za fundament dla wieży latarni.

Wieża ta wznosiła się w jego środku, górując nad kompleksem przybudówek, pomieszczeń mieszkalnych i magazynów.

Bardziej szczegółowo na całość zabudowań składały się:

1. Pokój strażników umeblowany łóżkami, szafami, stołami i krzesłami, ogrzewany węglowym piecem z rurą wysuniętą powyżej dachu, odprowadzającą dym.

2. Świetlica, również wyposażona w urządzenie do ogrzewania, służąca za jadalnię, z ustawionym na środku stołem, lampami zawieszonymi u sufitu, zawieszonymi na ścianach szafkami, w których znajdowały się różne instrumenty, takie jak luneta, barometr, termometr, jak również lampy przeznaczone do zastąpienia tych z latarni w przypadku jakiegoś nieoczekiwanego zdarzenia, oraz stojący przy bocznej ścianie zegar z obciążnikami.

3. Magazyny zawierające zapasy żywności na pół roku, chociaż zmiany wartowników i zaopatrzenie miało być dokonywane co trzy miesiące. Były tam różne rodzaje konserw zawierających solone mięso, corned-beef63, słoninę, jak również suszone warzywa, marynarskie suchary, herbata, kawa, cukier, beczułki whisky i wódki z wina, do której można było dodawać wodę z creeku64 płynącego przy nasypie podczas topnienia śniegów, oraz trochę leków do zwykłego użytku.

4. Rezerwy oleju do lamp latarni morskiej.

5. Magazyn, w którym był składowany opał, czyli węgiel kamienny w ilości wystarczającej na potrzeby dozorowania podczas całej antarktycznej zimy.

Tak przedstawiał się kompleks budowli na tarasie, tworzących mniej więcej kołową strukturę.

Wieża była zbudowana nadzwyczaj solidnie z użyciem materiałów pochodzących z samej Wyspy Stanów. Kamienie o wielkiej twardości, wyrównane z ogromną precyzją, połączone żelaznymi klamrami, włożone jedne w drugie w jaskółczy ogon65, tworzyły mur zdolny opierać się gwałtownym burzom i straszliwym huraganom, które tak często szaleją na tej tak daleko położonej granicy pomiędzy dwoma najrozleglejszymi oceanami naszego globu. Jak mawiał Vasquez, wiatr nigdy nie uniesie wieży. Była to latarnia morska, którą on i jego towarzysze zamierzali utrzymać - utrzymać wbrew wszelkim nawałnicom Magellanii!

Wysokość wieży wynosiła trzydzieści dwa metry, a gdy dodało się do tego wyniesienie tarasu, jej światło płonęło sto dwadzieścia sześć stóp nad poziomem morza. Mogło zatem zostać dostrzeżone z pełnego morza z odległości dziesięciu mil morskich, gdyż taki jest promień zasięgu ludzkiego wzroku z tej wysokości66. Jednak w praktyce zasięg działania latarni ograniczał się do ośmiu mil morskich.

W tamtych czasach nie było jeszcze latarni morskich działających z użyciem węglowodorów ani takich, w których wykorzystywano elektryczność. Zresztą na tej dalekiej wyspie, gdzie utrzymywanie łączności nawet z najbliższymi krajami było bardzo utrudnione, narzucała się konieczność zastosowania oświetlenia olejem palnym i wyposażenia instalacji we wszelkie udoskonalenia, jakimi wówczas dysponowały nauka i przemysł.

W sumie zasięg dziesięciu mil morskich był wystarczający dla statków przybywających ze wschodu, z północnego wschodu czy południowego wschodu. Po jej dostrzeżeniu miały jeszcze dużo miejsca, by dosięgnąć Cieśniny Le Maire'a lub obrać kurs na południe od wyspy. Można było zapobiegać wszelkim niebezpieczeństwom poprzez skrupulatne przestrzeganie instrukcji wydanych przez władze morskie: kierować światło latarni na północno-północny zachód w pierwszym przypadku i na południowo-południowy zachód w drugim. Wówczas można by omijać przylądek San Juan lub cypel Several, pozostawiając je po lewej lub prawej burcie, mając dość czasu, by nie zostać wyrzuconym na brzeg czy to przez wiatry, czy też przez prądy.

Ponadto, przy bardzo rzadkich okazjach, gdyby statek został zmuszony zatrzymać się w zatoce El Gor, kierując się światłem latarni, miałby wszelkie szanse na spokojne osiągnięcie kotwicowiska. Przy swoim powrocie "Santa Fé", nawet w nocy, będzie mogła łatwo wpłynąć do małej zatoczki położonej w głębi zatoki. Skoro zatoka miała trzy mile długości, a zasięg światła wynosił osiem mil, awizo miało jeszcze przed sobą pięć mil wolnej przestrzeni, zanim dotrze do pierwszych skał wyspy.

Dawniej latarnie morskie wyposażone były w zwierciadła paraboliczne, które miały poważną wadę, gdyż pochłaniały co najmniej połowę wytworzonego światła. Jednak w tej dziedzinie, jak zresztą w wielu innych, nastąpił ogromny postęp. Używano teraz zwierciadeł dioptrycznych67, które pochłaniały tylko nieznaczną część światła lamp.

Nie trzeba chyba dodawać, że Latarnia na Krańcu Świata posiadała światło stałe. Nie istniała żadna obawa, że jakiś kapitan statku pomyli je ze światłem innej latarni, skoro żadna inna nie istniała w tych okolicach, nawet, jak już powiedziano, na przylądku Horn. Nie uznano zatem za konieczne zróżnicowania światła błyskami czy zaciemnieniami, co pozwoliło zrezygnować z zainstalowania bardzo delikatnego mechanizmu, którego naprawy byłyby kłopotliwe na tej wyspie zamieszkanej wyłącznie przez trzech latarników.

 

Latarnia była więc wyposażona w lampy z podwójnymi wlotami powietrza i koncentrycznymi soczewkami. Ich płomienie wytwarzały intensywne światło na małej przestrzeni i z tego powodu można było umieścić je bardzo blisko ogniska soczewek. Używając systemu podobnego do systemu Carcela68, dostarczano do nich znaczną ilość oleju. Jeśli chodzi o aparat dioptryczny zamontowany we wnętrzu laterny69, to zbudowany był z ustawionych warstwowo soczewek i składał się z centralnego szkła o zwykłej budowie, które otaczało serię pierścieni o niewielkiej grubości, które były tak wyprofilowane, że posiadały jakby wspólne ognisko. Dzięki nadanej mu formie pierścieniowatego bębna, spełniał wszelkie wymagania systemu dającego stałe światło. Rzeczywiście, zespół soczewek wytwarzał cylindryczny snop równoległych promieni, który przy najlepszej widoczności wysyłał na zewnątrz latarni na odległość ośmiu mil morskich. Dlatego, opuszczając wyspę przy dość dobrej pogodzie, kapitan awiza mógł się przekonać, że nic nie trzeba poprawiać w instalacji i funkcjonowaniu latarni morskiej.

Było oczywiste, że właściwe działanie zależało jedynie od sumienności i czujności latarników. Pod warunkiem, że będą utrzymywali w doskonałym stanie lampy, skrupulatnie wymieniali knoty, nadzorowali wprowadzanie w wymaganych proporcjach oleju, dobrze dostosowywali odległość ogniskowej poprzez skracanie lub wydłużanie tulejek otaczających szkła, zapalali lub gasili światło o zachodzie albo o wschodzie słońca i nigdy nie zaniedbywali skrupulatnego nadzoru, latarnia morska stworzona była do oddawania wielkiej usługi nawigatorom żeglującym na dalekich wodach Oceanu Atlantyckiego.

Nie było zresztą żadnego powodu, by wątpić w dobrą wolę i nieustanną gorliwość Vasqueza i jego dwóch towarzyszy.

Nie jest wcale zbyteczne przypomnienie, że bezpieczeństwo trzech strażników wydawało się całkowicie pewne na leżącej na odludziu Wyspie Stanów, położonej tysiąc pięćset mil morskich od Buenos Aires, jedynego portu, z którego mogła nadejść pomoc i zaopatrzenie w żywność. Nieliczni Fuegeńczycy i Rybołowcy, którzy czasami przenosili się tutaj podczas letniej pory roku, nigdy długo w tym miejscu nie przebywali. Gdy kończyli połowy, spieszyli się, by ponownie przepłynąć Cieśninę Le Maire'a i powrócić na wybrzeża Ziemi Ognistej lub otaczających je wysepek archipelagu. Nigdy nie zauważono tu, ani nie było okazji zasygnalizować obecności innych obcych ludzi. Nawigatorzy na tyle obawiali się niedostępnych wybrzeży wyspy, że nie starali się szukać na niej schronienia, gdyż faktycznie mogli znaleźć bezpieczniejsze i łatwiejsze w innych punktach Magellanii.

Niemniej jednak zachowano wszelkie środki ostrożności na wypadek pojawienia się podejrzanych osobników w zatoce El Gor. Przybudówki posiadały solidne drzwi zamykane od wewnątrz na mocne zasuwy, a kraty w oknach magazynów i pomieszczeń mieszkalnych były nie do wyłamania. Ponadto Vasquez, Moriz i Felipe posiadali karabiny oraz rewolwery i nie brakowało im amunicji.

Wreszcie przy końcu korytarza prowadzącego do wieży założono żelazne drzwi, których wyważenie lub rozbicie było niemożliwe. Jeśli chodzi o dostanie się do środka wieży inną drogą, to czy było to możliwe poprzez otwory strzelnicze przy schodach, chronione przez solidne krzyżownice70, albo wdrapanie się na galeryjkę otaczającą laternę po łańcuchu piorunochronu...?

Tak wyglądały ważne prace, które właśnie zostały doprowadzone do szczęśliwego końca na Wyspie Stanów, dzięki staraniom rządu Republiki Argentyńskiej.

 

 

41 Dwanaście stopni - u J. Verne'a: siedem stopni.

42 Koło podbiegunowe - równoleżnik ziemski o szerokości geograficznej 66° 33' 39" N (na półkuli północnej) lub 66° 33' 39'' S (na półkuli południowej).

43 Jacob Le Maire (1585-1616) - u Verne'a: Lemaire, holenderski żeglarz i kupiec; w latach 1615-1616 odkrył (z W.C. Schoutenem) Cieśninę Le Maire'a, przylądek Horn i wiele wysp na Oceanie Spokojnym; Willem Corneliszoon Schouten (1580-1625) - holenderski żeglarz, który poszukiwał przejścia łączącego Atlantyk z Pacyfikiem; w roku 1616 opłynął przylądek Horn i nazwał go tak na cześć swojego rodzinnego miasteczka.

44 Trzydziestu dziewięciu mil morskich - około 71 kilometrów (właściwie: przeszło 72 kilometry) [przypis J. Verne'a].

45 Nazwane na cześć badaczy: William Edward Parry, sir (1790-1855) - brytyjski badacz polarny, oficer marynarki, kontradmirał; w latach 1818-1825 próbował forsować Przejście Północno-Zachodnie, w 1827 roku dotrzeć do bieguna północnego (osiągnął 82° 45' N, co było rekordem aż do lat 1875-1876); opublikował dzienniki swych arktycznych podróży; George Vancouver (1757-1798) - brytyjski podróżnik, odkrywca i kartograf; brał udział w drugiej i trzej wyprawie Cooka na statku "Resolution"; w latach 1791-1795 skartował południowe wybrzeża Tasmanii i Nowej Zelandii, odkrył wyspę Rapa w Polinezji, zbadał Hawaje, zbadał i naniósł na mapy zachodnie wybrzeże Ameryki Północnej.

46 Faleza (klif) - urwisko brzegu morskiego powstające na wysokich wybrzeżach wskutek niszczącej działalności falowania wód.

47 Gwanako (guanako, Lama guanicoe) - ssak z rodziny wielbłądowatych, bliski krewniak lamy; wysokość w kłębie ok. 1 m; sierść wełnista, rudobrązowa; zamieszkuje góry Ameryki Południowej; łowny.

48 Bukan (buk południowy, Nothofagus) - rodzaj roślin z rodziny bukanowatych, obejmujący około 35 gatunków; należą do niego zarówno drzewa zimozielone, jak i zrzucające liście; występuje na półkuli południowej i jest tam odpowiednikiem buka z półkuli północnej.

49 Berberys - chodzi tu o berberys bukszpanolistny.

50 Winters (wintera, kora Wintera, cynamon Wintera, wintera wonna; Drimys winteri) - wiecznie zielone drzewo o wysokości 2-15 m, występujące w południowej części Ameryki Południowej; jego właściwości lecznicze odkrył kapitan Winter, dowódca statku "Elisabeth", uczestnik wyprawy Drake'a dookoła świata w 1578 roku.

51  Malwiny - hiszpańska nazwa Falklandów, terytorium zależnego na południowym Atlantyku, położonego około 480 km od wybrzeży Argentyny, obejmującego wyspy o tej samej nazwie, które znajdują się pod administracją brytyjską, ale prawa do nich rości sobie także Argentyna.

52 Pantofelnik (Calceolaria) - rodzaj roślin z rodziny Calceolariaceae, obejmujący około 388 gatunków krzewów, lian i traw; jego zasięg geograficzny rozciąga się od Patagonii po centralny Meksyk, z centrum w regionie andyjskim; szczodrzeniec (Chamaecytisus) - rodzaj roślin z rodziny bobowatych (motylkowatych, Fabaceae); w Polsce kilka gatunków; krwiściąg lekarski (Sanguisorba officinalis) - gatunek należący do rodziny różowatych (Rosaceae); występuje w stanie dzikim w prawie całej Europie, z wyjątkiem północy, w Azji i Ameryce Północnej, gdzie jest gatunkiem zawleczonym i zadomowionym; w Polsce średnio pospolity; stokłosa (Bromus) - rodzaj roślin z rodziny wiechlinowatych; około 150 gatunków występujących głównie w strefie klimatu umiarkowanego półkuli północnej, w strefie międzyzwrotnikowej w górach; przetacznik (Veronica) - rodzaj roślin współcześnie umieszczany w obrębie babkowatych (Plantaginaceae), według XX-wiecznych ujęć taksonomicznych zaliczany do rodziny przetacznikowatych (Veronicaceae); około 200 gatunków roślin; gatunkiem typowym jest Veronica officinalis; ostnica (Stipa) - u J. Verne'a błędnie: Stipals, rodzaj roślin z rodziny wiechlinowatych (Poaceae); w zależności od ujęcia systematycznego liczy od około 100 do blisko 400 gatunków, z których w Polsce dziko rosną cztery; wszystkie gatunki są kserofitami występującymi na suchych siedliskach w formacjach trawiastych stref klimatu umiarkowanego i zwrotnikowego obu półkul; w strefie klimatu podzwrotnikowego i równikowego występują w wyższych partiach gór.

53 Różanecznik (Rhododendron) - rodzaj z rodziny wrzosowatych, ponad 1200 gatunków drzew, krzewów i półkrzewów występujących głównie we wschodniej Azji (Tybet, Syczuan, Jünnan, Himalaje), również w innych częściach Azji, na Kaukazie, w Alpach, Karpatach, w Ameryce Północnej.

54 Rybołowcy (fr. Pecherais) - inna nazwa mieszkańców Ziemi Ognistej; Bougainville pisze: "Nazwaliśmy ich Rybołowcami (od fr. słowa p?cher - łowić ryby, łowić), gdyż było to pierwsze słowo, jakie do nas wypowiedzieli po zbliżeniu się"; prawdopodobnie jest to zła interpretacja często przez nich powtarzanego słowa pektevé, które oznacza obcego człowieka.

55 Fuegeńczycy - mieszkańcy Ziemi Ognistej (hiszp. Tierra de Fuego); J. Verne używa zamiennie nazw Fuegeńczycy i Rybołowcy.

56 Młot (rekin młot, kusza młot, Sphyrna zygaena) - ryba zaliczana do rodziny młotowatych (Sphyrnidae) z rzędu rekinokształtnych, żyjąca w wodach oceanów strefy tropikalnej i umiarkowanej; długość ciała do 4,5 m, ciężar do 600 kg; cechą charakterystyczną jest kształt głowy silnie rozbudowanej na kształt młota, na końcach którego umieszczone są oczy, odległość między nimi dochodzi do 110 cm; szeroki otwór gębowy, ubarwienie szarobrązowe, brzuch białawy; żywi się rybami i skorupiakami; stynka (Osmerus eperlanus) - ryba zasiedlająca przybrzeżne wody (słone i słodkie) Europy, długości do 30 cm, delikatne mięso o zapachu świeżego ogórka ma duże znaczenie gospodarcze; śliz (Noemacheilus barbatulus, Nemachilus barbatulus) - ryba z rodziny piskorzowatych, zamieszkująca rzeki niemal całej Europy poza jej północnymi i południowymi krańcami, w Polsce głównie w rzekach górskich; długość do 15,5 cm, kształt smukły, walcowaty; odżywia się drobną fauną denną i glonami, a także ikrą innych gatunków ryb; bonito (tuńczyk pasiasty, Katsuwonus pelamis) - drapieżna ryba z rodziny makrelowatych o długości do 110 cm i wadze do 35 kg; gatunek migrujący, występujący niemal we wszystkich morzach; dorada (sparus złotogłowy, Sparus aurata) - gatunek ryby okoniokształtnej z rodziny prażmowatych (Sparidae), jedyny przedstawiciel rodzaju Sparus; występuje w Morzu Śródziemnym oraz pasie wód przybrzeżnych środkowej części wschodniego Atlantyku; długość do 70 cm, ma dużą wartość użytkową; ulubiona ryba starożytnych Rzymian; babki (babkowate, Gobiidae) - rodzina ryb z rzędu okoniokształtnych (Perciformes); największa rodzina ryb morskich zamieszkujących wody tropikalne i subtropikalne; niektóre gatunki żyją też w wodach słodkich; tępogłów (chelon, Chelon labrosus) - gatunek ryby z rodziny mugilowatych (Mugilidae), zamieszkujący wody Północnego Atlantyku; wielkość do 60 cm, waga 4-5 kg.

57 Walenie (Cetacea) - rząd ssaków, żyjących prawie wyłącznie w wodach morskich, obejmujący 80 gatunków dużych zwierząt, takich jak: delfiny, morświny, kaszaloty, płetwale; wieloryby właściwe (Balaenidae) - morskie ssaki łożyskowe z rzędu waleni, zamieszkujące wszystkie oceany; charakteryzują się brakiem płetwy grzbietowej, bardzo długim fiszbinem, zrośniętymi kręgami szyjnymi, wygiętą dolną szczęką i bardzo dużą dolną wargą; na północnym Atlantyku żyje wal biskajski północny, a w okolicach Grenlandii wal grenlandzki, natomiast na wodach półkuli południowej występuje wal biskajski południowy; kaszalot (Physeter catodon) - ssak morski z rodziny kaszalotów (Physeteridae), zaliczanej do podrzędu zębowców, z rzędu waleni; największy gatunek pośród zębowców; długość ciała do 20 m, ciężar do 50 ton; często poławiany dla cenionego tłuszczu, olbrotu, uzyskiwanego ze spermacetu, znajdującego się w głowie kaszalota; przewód pokarmowy kaszalota zawiera ambrę; foka pospolita (Phoca vitulina) - gatunek drapieżnego ssaka morskiego z rodziny fokowatych, najbardziej rozprzestrzeniony przedstawiciel płetwonogich; długość ciała dorosłych samców do 180 cm; występuje w wodach klimatu umiarkowanego, subarktycznego i na wybrzeżach mórz strefy okołobiegunowej; mors (koń morski, Odobenus rosmarus) - ssak morski z rodziny morsów (Odobenidae), z rzędu płetwonogich (Pinnipedia), występujący w wodach przybrzeżnych Arktyki; ma ociężałe niezgrabne ciało, charakterystyczne górne kły prawie metrowej długości, krótkie gęste wąsy na górnej części pyska; obecnie wytrzebiony przez polowania.

58 Omułek (Mylitus) - rodzaj mięczaka o cienkościennej muszli w kształcie trójkąta, zamieszkuje ławicami wszystkie wody w strefach przybrzeżnych, jadalny; pobrzeżka (brzegówka, Littorina) - rodzaj mięczaka o grubej stożkowato-kulistej skorupie; żyje na wybrzeżach prawie wszystkich mórz, jadalny; ostryga (Ostrea) - rodzaj mięczaka o muszli kolistej lub owalnej, dochodzącej do 15 cm; zamieszkuje wszystkie morza świata; jadalny, około 10 gatunków ma większe znaczenie gospodarcze; skałoczep (przewiertka, patella, Patella) - rodzaj przodoskrzelnego morskiego ślimaka o stożkowatej skorupie, bardzo pospolitego; przewiertka (Fissurella) - rodzaj mięczaków obejmujący gatunki mające muszlę przebitą na wierzchołku podłużnym otworem, nieskręconą, kształtu stożkowatej czapeczki; zamieszkuje przybrzeżne wody mórz pełnosłonych; żyje na skałach, przytwierdzając się mocno szeroką nogą; trąbik (Buccinum) - ślimak morski z podgromady przodoskrzelnych, żyjący zwykle w chłodnych wodach, cechujący się dużą i grubą skorupą.

59 Bekasy (Scolopacinae) - podrodzina ptaków z rzędu siewkowatych licząca 18 gatunków; upierzenie rdzawobrunatne, pstre; długi, cienki, miękko zakończony dziób; nogi cienkie, ogon krótki; zamieszkuje podmokłe okolice Eurazji, Afryki, Ameryki Północnej; siewki (Pluvialinae) - monotypowa podrodzina ptaków z rodziny sieweczkowatych (Charadriidae); obejmuje gatunki występujące w Eurazji i Ameryce Północnej; brodźce (Tringinae) - podrodzina ptaków z rodziny bekasowatych; obejmuje 31 gatunków zamieszkujących obszary podmokłe (bagna, torfowiska); skowronki morskie - małe ptaki żyjące na morskich wybrzeżach w miejscach bagnistych; barwa upierzenia jak u skowronka; wydrzyki (Stercorariidae) - rodzina ptaków z rzędu siewkowych; obejmuje 6 gatunków; ubarwienie brązowe, silna budowa ciała, długie skrzydła, palce spięte błoną; zamieszkują chłodne morza wokółbiegunowe; największy z nich to wydrzyk wielki (skua, Catharacta skua), o długości ciała 57-63 cm.

60 Od tego czasu, wskutek podziału Magellanii w roku 1881, Wyspa Stanów podlega Republice Argentyńskiej [przypis J. Verne'a]; "Na podstawie traktatu z 1881 roku Patagonia została przyłączona do Argentyny, z wyjątkiem terytorium ograniczonego przez pięćdziesiąty drugi stopień szerokości i siedemdziesiąty południk na zachód od Greenwich... Chile wyrzekło się Wyspy Stanów i mniej niż połowy Ziemi Ognistej położonej na wschód od sześćdziesiątego ósmego południka. Wszystkie inne wyspy należały do Chile" - tekst wzięty z innej powieści J. Verne'a - Rozbitkowie z "Jonathana".

61 położone było w głębi zatoki El Gor - J. Verne pomija wyjaśnienie niewytłumaczalnego położenia jego latarni.

62 dziewiątego grudnia 1859 roku - jest to jedno z tylko dwóch wskazań roku akcji, co jak na J. Verne'a jest rzeczą niebywale dziwną.

63 Corned-beef (ang.) - konserwowa, peklowana wołowina.

64 Creek (ang.) - strumień.

65  Jaskółczy ogon (jaskółcze złącze) - połączenie dwóch elementów w ten sposób, że czop jednego elementu w kształcie trapezu wchodzi w gniazdo drugiego elementu.

66  Przy idealnych warunkach pogodowych odległość mogła dochodzić do dwunastu mil morskich.

67 Zwierciadeł dioptrycznych - właściwie powinno być: soczewek dioptrycznych, czyli załamujących światło, co zresztą autor wyjaśnia w następnym akapicie.

68 Bertrand Guillaume Carcel (1750-1812) - francuski zegarmistrz, konstruktor lampy olejnej z mechanizmem zegarowym tłoczącym olej do knota; jak można zobaczyć po datach, nawet w roku 1859 system ten był już przestarzały.

69 Laterna - przeszklone, najczęściej najwyższe pomieszczenie latarni morskiej, w którym znajduje się urządzenie optyczne i źródło światła, albo cała górna część budowli.

70 Krzyżownica - połączenie (krzyżowanie się) dwóch lub więcej zastrzałów wzmacniających konstrukcję.