Latający dom i inne bajki - Małgorzata Cudak

Kup ebooka

30.00 zł
24.90 zł (25,50 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Text ? copyright by Małgorzata Cudak

Wydawca: NaStronieBajki

www.nastroniebajki.pl

Opracowanie graficzne: Piotr Cudak

Skład: Piotr Cudak

Korekta: Katarzyna Tomaszewska Korektografia

Wydanie I

ISBN 978-83-67649-31-5

Prolog

Od niepamiętnych czasów ludzie snują opowieści. Od wieków gromadzą się wokół ognisk lub przy kominkach, by słuchać historii, w których dobro zwycięża nad złem, przewrotność zostaje ukarana, a bohater uświadamia sobie prawdę o swojej wewnętrznej sile. Dobra opowieść jest jak plaster miodu na serce, jak kubek gorącej czekolady w zimowy wieczór.

Na kartach tej książki znajdziecie siedem bajek opowiedzia-nych po to, by można było się w nich przejrzeć, zaczerpnąć siły albo po prostu odetchnąć. Siedem bajek jak siedem życzeń: Ciepła, Dobra, Piękna, Radości, Odwagi, Światła i Twórczego Ognia.

Świat w nich przedstawiony jest naszym światem, co nie znaczy wcale banalnym. Żeby odkryć w nim niezwykłość i zasmakować magii, wystarczy szeroko otworzyć oczy i nadstawić ucha. A więc posłuchajmy...

5

Papierowa bajka

Ktoś ją pobieżnie przewertował, ktoś inny rzucił okiem od nie-chcenia i porzucił na podłodze w kącie pokoju. Nic dziwnego, w końcu była tylko zwykłą, szarą gazetą, w dodatku wczorajszą. Rogi miała pozawijane, tłustą plamę na samym przodzie i okrą-gły ślad po kubku z herbatą. Kto by pomyślał, że to dopiero początek...

Gazetka zauważyła, że kąt, w którym się znalazła, był całkiem przytulny, a naprzeciwko znajdowało się okno, duże, balkonowe i otwarte na oścież. Zauważyła, jak firanka tańczyła sobie z wia-trem w tym otwartym oknie i zaczepiała stojący nieopodal stolik. Ale ten nie chciał się przyłączyć do tańca, miał ważniejsze sprawy. Dźwigał cały stos grubych książek i plik gazet, dzisiejszych. Miały gładki papier i pachniały świeżym drukiem. Gazetka posmut-niała na chwilę, ale zaraz dostrzegła kubek z przyborami do pisania i wtedy przyszedł jej do głowy pewien pomysł.

6

- Panie długopisie - zawołała - czy nie zechciałby pan napisać na mojej stronie jakiejś nowej historii? Wszystkie są wczo-rajsze...

Długopis zmierzył ją niechętnym wzrokiem.

- Wybacz, moja droga, ale widzę, że jesteś gęsto zadrukowana. Ja, żeby pisać, po-trzebuję miejsca, przestrzeni. Jakbyś była czystym brulionem, to co innego.

- O - bąknęła lekko urażona. Miała przecież obszerne mar-ginesy. Całe mnóstwo historii by się na nich zmieściło. Cóż, długopis widocznie nie zauważył.

- Panie ołówku... - Spróbowała tym razem nieśmiało. - Tyle na mnie literek, czy nie zechciałby pan naszkicować jakiegoś ładnego obrazka?

Ołówek nawet na nią nie spojrzał, tylko burknął:

- Nie dla mnie gryzmolenie po starych gazetach. Przykro mi - dodał na koniec, chociaż mu wcale przykro nie było.

Zanim zdążyła zareagować na tę przykrą uwagę, na stole coś drgnęło i zza stosu gazet wychyliło się kolorowe pudełko z farbkami.

7

- My coś chętnie namalujemy, tak dawno nie miałyśmy oka-zji - odezwały się cichutko i otworzyły wieczko, ukazując całą paletę kolorów.

Jednak wciśnięty pomiędzy nie pędzelek jęknął tylko i wes-tchnął głęboko. "Ojej!" - zmartwiła się gazetka. Wcale nie był puszysty jak ogon wiewiórki. Wszystkie włoski posklejane, bie-daczysko! A farbki? Wyschnięte tak, że aż popękały. "Mają do-bre chęci, ale nic z tego malowania nie będzie" - zrozumiała. Przydałoby się trochę wody, ale gdzieś słyszała, że woda wylana na gazetę to prawdziwa katastrofa. Stąd to już tylko droga na śmietnik.

8

- Zaraz coś wymyślę - powiedziała głośno, żeby dodać otuchy chudemu pędzelkowi i suchym farbkom, ale oni, zamiast się ucieszyć, zadrżeli i schowali z powrotem głęboko do pudełka. Jakby zobaczyli ducha.

Rzeczywiście, coś zgrzytnęło, jakby metal potarł o metal. Mieszkańcy stolika i okolicznych półek wstrzymali oddech, bo oto zza stołowego brzegu wyłoniły się lśniące ostrza... nożyczek.

A nożyczek wszyscy się bali. Nieraz widziano, co potrafią zrobić z kartką albo sznurkiem, czy nawet kawałkiem grubego kartonu.

Nożyczki zatrzymały się na wprost gazetki.

"No to koniec" - zdążyła jeszcze pomyśleć i zapadła w mrok.

Po przebudzeniu poczuła się dużo większa, jakby ją ktoś roz-ciągnął wzdłuż i wszerz. Obok nadal błyskały ostrza i dało się słyszeć skargę nożyczek:

- Całe życie tylko przetnij lub utnij, nic więcej. Na pół albo wzdłuż, koniecznie po linii, bo inaczej trzeba zaczynać od nowa... Dość tego, przecież można o wiele więcej.

Nikt się nie spodziewał, że nożyczki potrafią tak trajkotać. Jedyne co wcześniej od nich słyszano to krótkie ostre CIACH, a teraz cięły i cięły, jakby nie mogły przestać.

Toteż wszyscy mieszkańcy stolika przyglądali się z ciekawo-ścią temu, co działo się na podłodze. Nawet ołówek się nagle

9

zainteresował. Z szerokiej szuflady wychyliła się tubka z klejem i kawałek sznurka też wysunął się odważnie.

A na podłodze, gdzie okiem sięgnąć, rozciągały się

gazetowe ludziki ubrane w literki,

gazetowy domek z kominem, niewielki,

otwierane okna, otwierane drzwiczki,

schodki, płotek, bramka do krętej uliczki.

Jeszcze na dodatek czarno-białe kwiaty,

czarno-białe drzewo, pagórek garbaty,

rzeka pełna liter dużych oraz małych,

klucze dzikich ptaków, także czarno-białych.