- Zaraz coś wymyślę - powiedziała głośno, żeby dodać otuchy chudemu pędzelkowi i suchym farbkom, ale oni, zamiast się ucieszyć, zadrżeli i schowali z powrotem głęboko do pudełka. Jakby zobaczyli ducha.
Rzeczywiście, coś zgrzytnęło, jakby metal potarł o metal. Mieszkańcy stolika i okolicznych półek wstrzymali oddech, bo oto zza stołowego brzegu wyłoniły się lśniące ostrza... nożyczek.
A nożyczek wszyscy się bali. Nieraz widziano, co potrafią zrobić z kartką albo sznurkiem, czy nawet kawałkiem grubego kartonu.
Nożyczki zatrzymały się na wprost gazetki.
"No to koniec" - zdążyła jeszcze pomyśleć i zapadła w mrok.
Po przebudzeniu poczuła się dużo większa, jakby ją ktoś roz-ciągnął wzdłuż i wszerz. Obok nadal błyskały ostrza i dało się słyszeć skargę nożyczek:
- Całe życie tylko przetnij lub utnij, nic więcej. Na pół albo wzdłuż, koniecznie po linii, bo inaczej trzeba zaczynać od nowa... Dość tego, przecież można o wiele więcej.
Nikt się nie spodziewał, że nożyczki potrafią tak trajkotać. Jedyne co wcześniej od nich słyszano to krótkie ostre CIACH, a teraz cięły i cięły, jakby nie mogły przestać.
Toteż wszyscy mieszkańcy stolika przyglądali się z ciekawo-ścią temu, co działo się na podłodze. Nawet ołówek się nagle