Lata rozłąki - Nina Willner

Reflow text when sidebars are open.
ROZDZIAŁ 1
Przekazanie terytoriów
Koniec wojny (1945)
Miłość matki nie zna granic.
Autor anonimowy
Nasza historia rozpoczyna się w momencie, kiedy jedna wojna się kończy i rozpoczyna kolejna.
W dniu, w którym skończyła się druga wojna światowa, moja babcia Oma, jako jedna z pierwszych w wiosce, wychynęła z piwnicy i stanęła pośród znieruchomiałego, wymarłego krajobrazu rolniczego Schwanebergu. Miała czterdzieści lat i brzuch nabrzmiały siódmą ciążą; dźwignęła drewnianą klapę i wdrapała się na pokryty kurzem podest, a za nią po kolei wyszły dzieciaki, mrużąc oczy w świetle dnia.
Z piwnic w innych budynkach również wyłaniały się kobiety z dziećmi i krążąc wkoło, zaczynały dzień, który zwiastował zmiany w Niemczech. Nie mając do pomocy żadnego sprawnego mężczyzny, Oma kazała dzieciom wyciągnąć pościel z dołu, gdzie przebywali przez ostatnie dwa miesiące wojny, i przenieść ją na górę, do części mieszkalnej w skrzydle szkoły, która była ich domem. Nie będzie więcej alianckich bombowców huczących nad głową w drodze nad cel, którym był Magdeburg - pobliskie miasto przemysłowe. Niemcy zostały pokonane, Europa wyzwolona, a niebo w końcu ucichło.
Nie upłynęło dużo czasu, a kobiety z wioski zaczęły podchodzić do oddzielających gospodarstwa płotów, by wspólnie zastanawiać się, kiedy wrócą ich mężowie i synowie. Stawiały sobie pytania, jaka przyszłość czeka Niemcy i - co dla nich najważniejsze - ich wieś liczącą prawie tysiąc mieszkańców.
Oma doszła do wniosku, że nie należy martwić się na zapas, i zaczęła sprzątać. Chociaż szkoła stała zamknięta od miesięcy, uznała, że dzieci muszą wrócić do nauki i swoich obowiązków, trzeba więc uporządkować budynek i wyszorować ławki, przygotowując je na nowy rok szkolny. Ponieważ zapasy żywności się wyczerpały, ziemia zaś leżała odłogiem - zielone niegdyś zagony ziemniaków były puste, z wyschniętymi na wiór grudami ziemi - młodszym dzieciakom nakazała uzbierać mleczy i pokrzyw, a także przeczesać krzaki jeżyn w poszukiwaniu zawieruszonych owoców, natomiast starszym pomóc jej przygotować ziemię, której tej wiosny nie zdołali obsiać.
Kiedy po upływie kilku tygodni większość mężczyzn nadal nie wróciła, wioskę ogarnęło przygnębienie. Zjawiło się niewielu i Oma zaczęła się zastanawiać, kiedy i czy w ogóle, jej mąż i syn wrócą do domu. Mój dziadek Opa, czterdziestopięcioletni nauczyciel i kierownik szkoły, oraz ich najstarszy syn Roland, niespełna osiemnastoletni, zostali wcieleni do wojska w ostatnich dniach wojny, kiedy Trzecia Rzesza wydała rozkaz, żeby wszyscy sprawni mężczyźni w wieku powyżej piętnastu lat przyłączyli się do walki i do końca bronili Niemiec.
Podczas gdy kobiety czekały na powrót mężczyzn z frontu, wielki niepokój wzbudzały docierające do nich wieści, że wkraczający na ziemie niemieckie radzieccy żołnierze gwałcą i mordują Niemki. Wiadomość, że Stalin otwarcie zachęca do gwałtów i rabunku, by w ten sposób Armia Czerwona wynagrodziła sobie poświęcenie i trudy walk, które stoczyła z Wehrmachtem, rozeszła się lotem błyskawicy. Uchodźcy przejeżdżający przez Schwaneberg w drodze na zachód potwierdzali te informacje, dodając wstrząsające opowieści o brutalnych atakach, o tym, jak mordowano zgwałcone lub tych, którzy stawiali opór napastnikom. Jedna z rodzin opowiedziała straszliwą historię - ich nastoletnia córka w biały dzień najpierw została zgwałcona, a następnie zastrzelona.
Kobiety na terenie całych Niemiec ogarnął strach o własne życie. Mieszkanki Schwanebergu miały nadzieję, że mężczyźni zdążą wrócić, by obronić je przed radzieckimi żołnierzami. Oma obawiała się szczególnie o swoją najstarszą córkę, śliczną kruczowłosą siedemnastolatkę o pięknych oczach - moją matkę Hannę.
Wiosną amerykańskie, brytyjskie i radzieckie oddziały wkraczały do niemieckich miast i wiosek, żeby wprowadzić w nich nadzór i porządek. Oma, która podobnie jak większość kobiet w Schwanebergu wierzyła Hitlerowi, kiedy twierdził, że Rosjanie to barbarzyńcy, modliła się, aby ich wioska znalazła się pod kontrolą Amerykanów lub Brytyjczyków. Dowódca Amerykanów, generał Dwight D. Eisenhower, miał - jak niektórzy zauważyli - niemiecko brzmiące nazwisko, co dawało nadzieję, że Amerykanie są do nich bardziej podobni niż Rosjanie.
I nagle pewnego spokojnego popołudnia w połowie maja ich wyczekiwanie dobiegło końca.
Wszyscy w domu, nawet sąsiedzi, usłyszeli krzyk małego Kaia ze strychu. Oma, mimo że poruszała się już powoli w zaawansowanej ciąży, pośpieszyła klatką schodową we wschodnim skrzydle budynku szkoły; wyminęły ją pozostałe dzieciaki - Manni, Klemens, Tiele i Hanna. Na górnym podeście, otoczony przez rodzeństwo, stał Kai i przez małe owalne okienko wskazywał na widoczne w oddali pojazdy. Cała rodzina przylgnęła do szyby, z niepokojem wypatrując, jaka to armia się do nich zbliża. Niewielki konwój składający się z trzech ciężarówek podjechał bliżej, następnie zatrzymał się na granicy wioski. Oma, cała spięta, wypatrywała oznaczeń. Wójt wywiesił ze swojego okna białe prześcieradło. Kobiety ze wsi poszły w jego ślady i wszystkie, Oma także, zrobiły to samo.
Ciężarówki ostrożnie się przybliżyły i w końcu można było je zobaczyć w całej okazałości. Dzieci zamarły, Oma patrzyła na nie z niedowierzaniem, aż starsi chłopcy przerwali ciszę radosnymi wrzaskami. Pierwszy pojazd, oznakowany białą gwiazdą, wolno prowadził konwój wzdłuż Adolph-Hitler-Strasse, po czym wjechał na brukowany rynek. Zobaczyli z góry, jak wójt wychodzi ze swojego domu i utykając, rusza ulicą na powitanie Amerykanów. Hanna spojrzała na matkę, która z uśmiechem kiwnęła głową, przyzwalając, by wzięła ze sobą rodzeństwo i dołączyła do tłumu gromadzącego się pośpiesznie na zewnątrz.
Amerykanie zatrzymali ciężarówki. Nie wysiadając, rzucali czekoladę Hersheya i gumę do żucia wiejskim dzieciakom, które zjednali sobie dodatkowo dzięki swoim uśmiechniętym twarzom i żywemu usposobieniu. Rozdając łakocie, mówili przyjaznym głosem słowa, które brzmiały radośnie, ale których nikt z mieszkańców nie był w stanie zrozumieć. Jeden z żołnierzy zdjął hełm i podniósł Manniego na swojego jeepa, na co pozostali chłopcy spoglądali zazdrośnie. Matki przyglądały się temu wszystkiemu z okien lub stojąc na ulicy - machały do siebie i z wyrazem wdzięczności wznosiły ręce ku niebu.
W następnych dniach niemal wszyscy pokochali amerykańskich żołnierzy za ich prostotę, otwartość, młodzieńczy humor i beztroskę. Kobiety po raz pierwszy od wielu miesięcy uśmiechały się, bo ich dzieciaki chichotały jak szalone, gdy żołnierze kaleczyli niemiecki, starając się wymówić takie zwroty jak "Hello frołlajn. Icz libe dicz", czy też kiedy zwracali się do wszystkich per Schatzi - zdrobnieniem zarezerwowanym dla rodziców lub zakochanych.
W ciągu kilku tygodni Amerykanie przywrócili spokój i porządek. Żartowali przy tym, śmiali się, zrobili sobie kilka zdjęć z dzieciakami, a nawet grupową fotografię na tle tabliczki Adolph-Hitler-Strasse, którą jeden z nich potem zdjął, żeby zabrać na pamiątkę.
Większość z nich starała się zaskarbić sobie sympatię mieszkańców, kilku dało jednak upust wściekłości na Niemców, kradnąc lub niszcząc prywatną własność. Pewnego dnia Oma, wróciwszy do domu, zobaczyła, że zamek w biurku męża został wyważony i ktoś ukradł zawartość biurka: srebrny nożyk do listów i szkatułkę z pamiątkami rodzinnymi. Ponadto na jednym ze skórzanych krzeseł wyciął swastykę. Pozostawiona na nim niczym bilet wizytowy leżała amerykańska moneta. Niemniej mieszkańców wsi zaczął ogarniać spokój, bo uwierzyli, że pod rządami Amerykanów czeka ich lepsza przyszłość.
Jednak nie na długo dane im było to uczucie ulgi. Ku zaskoczeniu wszystkich pewnego dnia Amerykanie oświadczyli, że odchodzą.
- Niemcy zostały podzielone na dwie odrębne strefy administracyjne - poinformował starszy sierżant. Amerykanie i Brytyjczycy mieli objąć dowództwo nad zachodnią częścią kraju, ZSRR zaś nad wschodnią. I patrząc na zgromadzonych, stwierdził po prostu: - Schwaneberg znajdzie się w strefie radzieckiej.
Mieszkańcy słuchali w osłupieniu. To było tak, jakby bomba, której obawiali się od dawna, w końcu wybuchła w ich wsi.
- Nie ma powodu do strachu - zapewniał sierżant. - Wojna się skończyła i Rosjanie nie zjawią się tutaj, żeby walczyć, ale jako pokojowe siły okupacyjne.
Zgromadzeni byli poruszeni. Ktoś rzucił, że może lepiej uciec, zanim Rosjanie przybędą. Hanna zasugerowała matce, żeby rodzina spakowała się i wyjechała, ale Oma odrzuciła ten pomysł. To niezbyt rozsądne, by tuż po zakończeniu wojny ciężarna kobieta z gromadką małych dzieci uciekała, nie mając ani żywności, ani schronienia, ani mężczyzny, który mógłby jej bronić. Nie chciała narażać się na chaos i niepewność na drogach, którymi przemieszczały się tysiące uchodźców zmierzających w nieznane.
- A poza tym - dodała - wyobraź sobie, jakie by to było okropne dla Papy i Rolanda, gdyby wrócili i zobaczyli, że ich opuściliśmy.
Ale już po chwili Oma znowu z uwagą słuchała sierżanta, który zakończył jeszcze jedną informacją.
- Może jednak ktoś ma ważny powód i musi wyjechać - ciągnął. - Otrzymaliśmy pozwolenie na zabranie ze sobą na Zachód kilkorga mieszkańców.
Kobiety popatrzyły po sobie, jedne zaczęły przestępować z nogi na nogę, inne cofnęły się o krok, ale większość pokręciła przecząco głową, bo nie chciały rozważać rozdzielania rodziny. Powróciły do domów, starając się znaleźć jakieś pocieszenie wobec wizji przyszłości pod radziecką okupacją.
Tamta noc zapisała się w życiu Omy jako jedna z najcięższych z powodu decyzji, jaką musiała podjąć. Po północy Oma weszła do pokoju Hanny i cichutko przysiadła na krawędzi jej łóżka. Przyglądając się śpiącej córce, analizowała rysy jej twarzy i wspominała dzieciństwo, począwszy od nocy, w której przyszła na świat.
Urodziła Hannę w przejmującą chłodem zimową noc w Trabitz, malutkiej wiosce nad rzeką Saale. Na zewnątrz wiatr podrywał olbrzymie płatki śniegu, które unosiły się, wirowały jak szalone i wydawało się, że nigdy nie osiądą. Dachy i drzewa pokrywała gruba poducha śniegu, w budynku było lodowato. Na pokrytym drewnianą boazerią poddaszu jednoizbowej szkoły Oma, wtedy niewiele starsza od swojej najstarszej córki, przygotowywała się do porodu. Opa, nauczyciel, który miał może dwadzieścia pięć lat, wybiegł w noc, próbując znaleźć lekarza. Ich pierworodny, dziesięciomiesięczny Roland, spał mocno w drewnianej kolebce tuż obok. I wtedy, w owym spokoju nocy, na świat przyszło maleństwo - jego płacz odbijał się echem w pustym pomieszczeniu. Oma otarła je kocykiem i zobaczyła, że urodziła dziewczynkę. Przyciskając małą do siebie, uciszyła ją, a ta bez trudu umościła się w miękkich fałdach jej zmęczonego ciała.
Mała Hanna chciała szybko dorosnąć. I o ile Roland wyrósł na idealne dziecko, o tyle jego kochana siostrzyczka sprawiała kłopoty. On był uosobieniem marzenia rodziców - posłuszny, mądry, urodzony przywódca. Tymczasem ona - nieduża, żywa jak iskra, z kręconymi włosami, o stalowych oczach - nieustannie polowała na wszelkie okazje do przygody czy psoty, była wesołą i szelmowską podżegaczką obdarzoną niewyczerpaną energią, ustanawiała własne zasady, godząc się szanować narzuconą przez ojca dyscyplinę tylko wtedy, gdy jej to odpowiadało.
Nie miała jeszcze czterech lat, kiedy Opa zastanawiał się, dlaczego, w przeciwieństwie do innych dzieci, nie umie usiedzieć na miejscu. Była za mała, żeby pójść do szkoły, Oma wręczała jej zatem motykę i prosiła, by pomagała w ogródku. Kiedy Hannie już się to nudziło, matka polecała jej nakarmić trawą i sianem króliki, co często kończyło się tym, że dziewczynka celowo nie domykała drzwiczek zagrody i potem radośnie goniła za królikami, aż wszystkie udało się złapać i powsadzać z powrotem. Chcąc trochę okiełznać jej niespokojnego ducha, Oma nauczyła Hannę robić na drutach, ale dość szybko i to przestało ją interesować, dlatego poprosiła, żeby Opa nauczył ją czytać. W wieku pięciu lat potrafiła czytać gazetę. Czasem Opa zabierał ją ze sobą w sobotę na wieczorną partyjkę kart w piwiarni i kazał jej głośno czytać takie słowa, jak Nationalsozialistische Bewegung (ruch narodowosocjalistyczny) czy Demokratisierung (demokratyzacja); był zadowolony, gdy znajomi śmiali się z niedowierzaniem. Hanna tak bardzo chciała pójść do szkoły, że codziennie wysiadywała pod oknem klasy, w której uczył Opa, i płakała dopóty, dopóki nie wyjrzał i nie przegonił jej stamtąd, nakazując iść do domu. Ale następnego dnia wracała pod szkolne okno i cała scena powtarzała się od nowa. Oma, która miała już tego dosyć, poprosiła Opę, żeby pozwolił córce siedzieć z tyłu klasy. Tam, z końca, z miejsca pośród najstarszych i najwyższych dzieci, Hanna nie była w stanie dostrzec taty, ale przynajmniej siedziała cicho jak myszka, rzucając tylko spojrzenia na swoich starszych, nieustająco fascynujących sąsiadów. Później Opa kupił jej łupkową tabliczkę i w dziurce drewnianej ramki przyczepił gąbkę oraz szmatkę do wycierania. Hanna, szczęśliwa, obnosiła się z nią wszędzie, ćwicząc pisanie liter i słów, które gdzieś zobaczyła.
Opa awansował na dyrektora większej szkoły i rodzina przeniosła się do Schwanebergu (czyli Łabędziej Wsi) w prowincji Schönebeck w Saksonii-Anhalt.
Roland w wieku trzech lat, "pilotujący samolot" z dwuletnią Hanną, 1929
W tej wiosce jak z obrazka budynki z muru pruskiego były przykryte dachami z czerwonej dachówki. Otoczona polami, miała piekarnię, niewielką mleczarnię, dwa kościoły, szkołę, fryzjera i stajnię rozmieszczone wokół wybrukowanego rynku i wzdłuż głównej ulicy. Wioska była w zasadzie samowystarczalna - w świeże warzywa i nabiał zaopatrywała się u okolicznych gospodarzy, w ser - u żydowskiego handlarza domokrążcy, a w garnki, patelnie i kolorowe świecidełka - u barwnych, wyglądających egzotycznie Cyganów, którzy przejeżdżali przez Schwaneberg dwa razy w roku.
Po przeprowadzce do kwatery nauczyciela we wschodnim skrzydle piętrowego budynku szkoły Oma doszła do wniosku, że Hannę należy przygotować do życia, i nauczyła ją wszystkiego, co młode wiejskie dziewczyny powinny umieć: jak sadzić i zbierać plony w ogródku, jak szyć, pomagać w domu i opiekować się młodszym rodzeństwem. Dziewczynka nie lubiła jednak prac domowych i niekiedy znikała w połowie wykonywania tych zadań - później znajdowano ją ukrytą pod stołem z książką albo biegającą po dworze, ścigającą się z chłopakami na ulicy lub wspinającą na potężny kamienny mur, który odgradzał pola z tyłu szkoły.
(Od góry z lewej, zgodnie z ruchem wskazówek zegara) Klemens, Hanna (10 lat), Tiele i Manni, 1937
Oma pochodziła ze starej chłopskiej rodziny - ludzi dumnych, będących solą tej ziemi, którzy nigdy nie zajmowali się niczym innym niż uprawa roli. Opa zaś wywodził się z rodziny nauczycielskiej i był najlepiej wykształconym mieszkańcem we wsi. Grał na skrzypcach, harmonijce i organach, ale najbardziej lubił pianino firmy Schimmel - pamiątkę rodzinną, instrument, który otrzymał od rodziców na zakończenie szkoły nauczycielskiej. Dołożył starań, żeby każde jego dziecko grało na czymś, jeśli nie na pianinie, to na flecie poprzecznym albo prostym, na akordeonie lub mandolinie. Wszystkie instrumenty trzymał w swoim gabinecie, ustawione na półce obok książek. Nauczył również dzieci chóralnego śpiewu i gdy tylko ktoś miał ochotę posłuchać, popisywał się tą swoją śpiewającą trupą.
Przez lata Opa zgromadził ogromny księgozbiór. Dziesiątki opasłych tomów na temat sztuki, historii, geografii, astronomii, przyrody, religii, nauk ścisłych oraz obcych ziem i kultur - niektóre po francusku, inne po łacinie - wypełniały ściany rodzinnego domu. I tak oto jego dzieci i uczniowie, wciągnięci w zainteresowanie światem poza własną wioską, dowiadywali się o paryskim Luwrze, madryckim Prado czy Pinakotece w Monachium albo Ermitażu w Leningradzie. Hanna czytała książki o Ameryce, zafascynowana Indianami.
Pewnego dnia, a miała wówczas chyba jedenaście lat, odkryła w gabinecie ojca opowieść o sławnej twierdzy w zachodnich Niemczech. Wspaniały zamek w Heidelbergu, otoczony wzgórzami Odenwaldu wysoko ponad głęboką zieloną doliną rzeki Neckar, był swego czasu jedną z najznamienitszych renesansowych obronnych siedzib Europy. Już w trzynastym wieku pełnił funkcję rezydencji potężnych królów i innych wybitnych przedstawicieli niemieckiej rodziny królewskiej. Hannę i jej rodzeństwo zafascynowała ta twierdza - wyobrażali sobie całe mnóstwo ekscytujących szczegółów, które kryły się w jej niekończących się korytarzach i ciemnych lochach, w wyobraźni rozwijali historie o dzielnych, uzbrojonych w miecze rycerzach ratujących księżniczki przed skrzydlatymi, ziejącymi ogniem smokami; takim obrazom nie mogła się oprzeć wyobraźnia żadnego dziecka.
Ku wielkiej radości dzieci niedługo potem ojciec przyniósł do domu składany model tego zamku i przez kilka następnych dni spędzał razem z nimi każde popołudnie, podczas których pieczołowicie kleili kartonowe części. Zamek rozrastał się, a oni zajmowali się kolejnymi detalami jego wyszukanej konstrukcji, precyzyjnym rozmieszczeniem kamiennych kolumn i portyków bram, właściwym rozlokowaniem parapetów muru obronnego i wieżyczek, przymocowaniem mostu zwodzonego, a nawet żelaznego pierścienia kołatki, gdy tymczasem ojciec raczył ich fascynującymi historyjkami o Heidelbergu. Kiedy wreszcie model był skończony, Opa pochwalił dzieci i odsunąwszy się kilka kroków, uznał, że to "arcydzieło". Część młodszego rodzeństwa, trwająca w przekonaniu, iż zamek jest tylko wytworem fantazji, czuła się zaskoczona, kiedy ojciec zapewnił, że to nie bajka, że zamek faktycznie istnieje i że na świecie jest wiele takich cudów.
- Świat jest nieskończenie wielki i pełen niezwykłych rzeczy - powiedział. Następnie, parafrazując Marka Twaina, swojego ulubionego amerykańskiego pisarza, dodał: - Träumen, entdecken, erforschen (Miejcie marzenia, odkrywajcie, poszukujcie).
Tego dnia Hanna zaczęła postrzegać zamek w Heidelbergu jako symbol niezwykłego świata, który leży poza uroczym, niemniej prowincjonalnym Schwanebergiem.
Oma spojrzała ponownie na Hannę, która nadal spała głębokim, spokojnym snem, po czym wyszła z pokoju.
Następnego dnia wstała przed świtem, weszła do kuchni i do niewielkiej płóciennej torby włożyła sweter, skarpetki i kilka ziemniaków. Usiadła i czekała.
Tuż przed brzaskiem, kiedy usłyszała, że Amerykanie włączają silniki ciężarówek, zbudziła Hannę, kazała jej się ubrać i wyprowadziła ją w ciemność w kierunku brukowanego ryneczku. Zebrało się tam już kilkoro mieszkańców, którzy chcieli pożegnać Amerykanów. I wtedy, zanim Hanna zdążyła się zorientować, co się dzieje, Oma wcisnęła jej torbę w ręce, następnie obróciła ją i popychając, przekazała dowodzącemu Amerykanami sierżantowi. Hanna, teraz całkowicie rozbudzona, zrozumiała, o co chodzi, i wyrwała się. Oma jednak złapała ją i zdecydowanym ruchem pchnęła z powrotem w ręce sierżanta. Dziewczyna, zszokowana, odwróciła się, by ruszyć w kierunku matki, ale Oma cofnęła się kilka kroków i stała ze stanowczym wyrazem twarzy.
Żołnierze na pace ciężarówki szybko wciągnęli Hannę i usadzili między dwiema innymi osobami. Siedziała nieruchomo, milcząca, patrząc na matkę, ale kiedy ciężarówka ruszyła, krzyknęła. Oma nie zareagowała i nie odezwała się ani słowem, wytrzymała spojrzenie córki, bo chciała pokazać, że jest twarda.
Amerykanie odjechali wolno; spod kół unosił się kurz i pryskał żwir. Kiwając się zgodnie z ruchem poruszającej się ciężarówki, Hanna spoglądała przez chmury pyłu na matkę, która stała wrośnięta w ziemię na czele grupy ludzi. Kiedy konwój wytoczył się z wioski, a postać Omy malała coraz bardziej, łzy spłynęły dziewczynie po twarzy. Pozostali wieśniacy też trwali nieruchomo, jeszcze przeżywając scenę, której byli świadkami.
Wschodzące tego ranka słońce zalało Schwaneberg bursztynowym światłem, a Oma patrzyła, jak Hanna znika. Modliła się, by jej decyzja okazała się słuszna, prosiła Boga, by dodał jej sił. Potem odwróciła się i ruszyła do domu, nie oglądając się za siebie.
Konwój dotarł do następnej wioski, gdzie dołączyły do niego kolejne pojazdy, które również miały wycofać się na zachód. Siedzący w ciężarówce żołnierze starali się pocieszyć Hannę, powtarzając, że wszystko będzie dobrze, ona jednak siedziała w milczeniu, przygnębiona, aż w końcu ukryła twarz w płóciennej torbie.
W jej pamięci odżyły różne wspomnienia, aż zatrzymała się na pierwszej sytuacji, kiedy omal nie straciła matki. Miała wtedy sześć lat. Oma była w zaawansowanej ciąży z piątym dzieckiem. Hanna z braćmi właśnie wróciła ze szkoły i znaleźli mamę nieprzytomną na podłodze w kuchni. Do domu wpadł Opa, który wcześniej pobiegł po lekarza. Przegonił dzieciaki i podźwignął żonę z podłogi, żeby przenieść ją na łóżko. Chwilę później pojawił się doktor - ten polecił dzieciom, żeby weszły do sypialni pożegnać się z umierającą. Oma była blada i wyglądała, jakby tliły się w niej już tylko resztki życia. Dziecko nie przeżyło, ale matka na szczęście tak.
Przejechali jeszcze kilka kilometrów, a w głowie Hanny kotłowały się myśli. Oma dała jej prezent - szansę, która mogła się nigdy nie powtórzyć, by uciec przed życiem pod rządami władz radzieckich. Nagle oczami duszy zobaczyła twarz matki i poczuła przerażenie. Bez słowa ostrzeżenia wyskoczyła przez burtę ciężarówki i upadła na ziemię z głuchym łoskotem. Żołnierze zaczęli krzyczeć do kierowcy, żeby się zatrzymał, zanim to jednak nastąpiło, Hanna zdążyła wstać i zaczęła biec w kierunku domu. Kilka godzin później przekroczyła jego próg.
Hanna w wieku 17 lat
CIĄG DALSZY DOSTĘPNY W PEŁNEJ, PŁATNEJ WERSJI
PEŁNY SPIS TREŚCI:
CHRONOLOGIA FAKTÓW Z ŻYCIA RODZINY NA TLE WYDARZEŃ HISTORYCZNYCH
WSTĘP
CZĘŚĆ I
ROZDZIAŁ 1. Przekazanie terytoriów
ROZDZIAŁ 2. Opada żelazna kurtyna
ROZDZIAŁ 3. "Jeśli chcesz uciec, zrób to jak najszybciej"
ROZDZIAŁ 4. Ucieczka
CZĘŚĆ II
ROZDZIAŁ 5. Dwa zamki
ROZDZIAŁ 6. Siostra urodzona na Wschodzie
ROZDZIAŁ 7. "Chcemy być wolni"
ROZDZIAŁ 8. Odwiedziny
ROZDZIAŁ 9. Normalizacja życia w państwie policyjnym
ROZDZIAŁ 10. Futro
CZĘŚĆ III
ROZDZIAŁ 11. "Mur nie wpuści wroga"
ROZDZIAŁ 12. Mur rodzinny
ROZDZIAŁ 13. Tylko partyjni robią karierę
ROZDZIAŁ 14. Wiadomość bez słów
ROZDZIAŁ 15. Dysydenci i wichrzyciele
ROZDZIAŁ 16. Przebłyski
ROZDZIAŁ 17. Amerykańska niespodzianka
ROZDZIAŁ 18. Rajski domek
CZĘŚĆ IV
ROZDZIAŁ 19. Misja w Berlinie
ROZDZIAŁ 20. Twarzą w twarz z Honeckerem
ROZDZIAŁ 21. Poza punktem granicznym
ROZDZIAŁ 22. Imagine
ROZDZIAŁ 23. "Niech pan zburzy ten mur!"
ROZDZIAŁ 24. "Gorbi, ratuj nas!"
ROZDZIAŁ 25. Świat jest zaskoczony
ROZDZIAŁ 26. Świt
ROZDZIAŁ 27. Spotkanie po latach rozłąki
EPILOG
OD AUTORKI
PODZIĘKOWANIA
SŁOWNIK
BIBLIOGRAFIA
ŹRÓDŁA ZDJĘĆ
CHRONOLOGIA FAKTÓW Z ŻYCIA RODZINY NA TLE WYDARZEŃ HISTORYCZNYCH
Rok
Życie rodziny
Wydarzenia historyczne
1945
Do Schwanebergu przybywają Amerykanie.
Schwaneberg pod kontrolą ZSRR.
Armia Czerwona zdobywa Berlin.
Koniec II wojny światowej. Niemcy zostają podzielone na dwie strefy: zachodnią i wschodnią.
Podział Berlina na Wschodni i Zachodni.
Początek zimnej wojny.
1946
Opa wciągnięty w system nauczania radzieckiej doktryny.
Roland zostaje nauczycielem.
ZSRR zajmuje część wschodnią, wprowadza na jej terenie ustrój komunistyczny.
Ustanowienie granicy i wprowadzenie kontroli paszportowej między obiema strefami.
Utworzenie Socjalistycznej Partii Jedności Niemiec (SED), nazywanej niemiecką partią komunistyczną.
Utworzenie policji VoPo (Volkspolizei) i niemieckiej policji granicznej (Grenztruppen der DDR).
1947
Kallehn pomaga Hannie w ucieczce.
Próba nie powiodła się - Hanna jest zmuszona do powrotu.
Plan Marshalla pomaga odbudować strefę zachodnią i Berlin Zachodni. Sowieci ogałacają ze wszystkiego strefę wschodnią. Powstaje komunistyczna organizacja młodzieżowa.
1948
Hannie udaje się w końcu uciec.
Reforma walutowa.
1948-1949. Blokada Berlina Zachodniego i utworzenie mostu powietrznego do miasta.
1949
Hanna dociera do Heidelbergu.
W strefie wschodniej na świat przychodzi Heidi.
Początek organizacji ruchu młodzieżowego w Schwanebergu.
Utworzenie NATO.
Powstanie Niemieckiej Republiki Federalnej - NRF, i Niemieckiej Republiki Demokratycznej - NRD. Budowa systemu więziennictwa.
Pierwsze radzieckie próby nuklearne. Początek wyścigu zbrojeń nuklearnych.
Utworzenie Grupy Wojsk Radzieckich w Niemczech.
1950
Opa protestuje w imieniu rolników przeciwko władzom.
Przywódcą NRD zostaje Walter Ulbricht.
Nacjonalizacja ziemi rolnej w NRD. Wprowadzenie ograniczonych obszarów własnościowych.
Powstanie Stasi (Ministerium für Staatssicherheit) wykorzystującej do kontroli obywateli metody podstępu, zastraszenia i terroru.
1951-1956
Pięcioletni plan dla NRD wytycza bardzo wysokie normy dla przemysłu ciężkiego.
Masowe wyjazdy robotników i intelektualistów.
1952
Hanna zaczyna pracować w Kwaterze Głównej Armii Stanów Zjednoczonych w Heidelbergu.
Zamknięcie granicy między NRD i NRF, jedynym przejściem otwartym między Wschodem i Zachodem pozostaje granica w Berlinie.
1953
Śmierć Stalina. Polityczna zmiana kursu.
Wytyczenie zasad socjalizmu.
Robotnicze bunty stłumione przez Armię Czerwoną.
1954
Oma i pięcioletnia Heidi jadą na Zachód.
Za nielegalne opuszczenie NRD grozi kara trzech lat więzienia.
1955
Rodzina przystosowuje się do warunków życia pod ścisłą kontrolą sił bezpieczeństwa.
Opa szykanowany przez władze.
ZSRR uznaje suwerenność NRD.
Powstanie Układu Warszawskiego.
Reżim dostrzega pierwsze efekty stłumienia opozycji i kontroli ludności.
Początki normalizacji.
Eskalacja zimnej wojny.
1956
Kai składa przyrzeczenie Jugendweihe (świecka ceremonia osiągnięcia pełnoletniości) w służbie komunizmowi.
Nowo utworzona armia NRD (NVA - Nationale Volksarmee) wspólnie z okupacyjnymi siłami radzieckimi (GSFG - Group of Soviet Forces in Germany) szkoli się w gotowości na wypadek konfliktu z NATO.
Powstanie węgierskie stłumione przez Armię Czerwoną.
1956-1963
Plan siedmioletni za cele wyznacza kolektywizację oraz nacjonalizację rolnictwa i przemysłu.
1957
Za pomoc przy nielegalnym wyjeździe z NRD grozi kara więzienia.
Początek wyścigu w organizowaniu lotów w kosmos.
1958
Hanna wychodzi za Eddiego.
Oma i Opa przyjeżdżają do Heidelbergu.
1960
Opa cały czas szykanowany przez władze.
Umiera Kallehn.
Eskalacja zimnej wojny.
Zakończenie procesu kolektywizacji ziemi zwanego socjalistyczną wiosną.
Dalszy odpływ siły roboczej z NRD, głównie do otwartego Berlina Zachodniego.
1961
W Stanach Zjednoczonych na świat przychodzi Nina.
Zostaje wzniesiony mur berliński.
Narasta napięcie między Stanami i ZSRR.
1962
Kai pracuje jako strażnik graniczny przy murze berlińskim. Oma buduje mur rodzinny.
Zastrzelenie Petera Fechtera podczas próby sforsowania muru.
1963
Przemówienie prezydenta Kennedy'ego ze sławnymi słowami: Ich bin ein Berliner.
1963-1970
Nowy system ekonomiczny.
1964
Heidi bierze udział w ceremonii Jugendweihe.
Umocnienie muru berlińskiego.
1965
Opa zadenuncjowany, wyrzucony z pracy, zostaje zmuszony do przejścia na emeryturę. Wyrzucony z partii. Rodzina zostaje przesiedlona do odległego Klein Apenburga.
1966
Nina w wieku lat pięciu dowiaduje się, że jej rodzina jest uwięziona w kraju, z którego nie może wyjechać.
Rozwój infrastruktury - budowa dróg i osiedli mieszkaniowych.
1968
Heidi wychodzi za Reinharda.
ZSRR tłumi praską wiosnę w Czechosłowacji.
Władze promują rozwój sportu.
1969
Początek odprężenia.
1970
Na świat przychodzi Cordula.
NRD uczestniczy w olimpiadzie.
1971
Przywódcą NRD zostaje Erich Honecker.
1972
Nawiązanie stosunków dyplomatycznych między NRD i RFN.
1973
Hanna telefonuje do mamy w NRD.
Początki socjalizmu konsumenckiego.
Rozwój sportu w NRD.
1975-1976
Rodzina otrzymuje dalsze listy i paczki od Hanny (dzięki pomocy przyjaciół w RFN).
Wzmocnienie muru i granicy.
Nadal trwają, choć już właściwie samobójcze, próby ucieczek.
Rozmieszczenie pocisków SS-20 na terenie ZSRR.
Szczytowy rozwój NRD.
1977
Opa skierowany na "reedukację" do zakładu dla umysłowo chorych.
Umiera Kai.
1978
Umiera Oma.
Albert odwiedza rodzinę w NRD.
1979
Inwazja ZSRR na Afganistan. Wstrzymanie procesu odprężenia.
1980
Cordula rozpoczyna karierę sportową w NRD.
Heidi i Reinhard budują swój rajski domek.
Eskalacja zimnej wojny. W Polsce powstaje Solidarność. Coraz więcej mieszkańców NRD słucha zachodnich radiostacji.
Przyznanie prawa do ogródków działkowych.
1982
Wojna z komunizmem prowadzona przez Ronalda Reagana.
Nasilenie akcji wywiadowczych w Berlinie Wschodnim i Zachodnim.
1983-1986
Nina bierze udział w operacjach wywiadowczych w Berlinie Wschodnim.
Amerykańskie pociski pershing rozmieszczone na terenie RFN.
Manewry Reforger '83 (Return of Forces in Germany) i Able Archer '83 (Sprawny Łucznik) symulujące wojnę konwencjonalną, chemiczną i nuklearną w Europie. ZSRR obawia się rozpoczęcia ataków ze strony NATO.
Wzrost napięcia.
1984
Cordula bierze udział w ceremonii Jugendweihe.
Umiera Opa.
1985
Cordula wchodzi w skład reprezentacji narodowej i trenuje w Berlinie Wschodnim.
Nina prowadzi operacje wywiadowcze w Berlinie Wschodnim.
Przywódca ZSRR Michaił Gorbaczow rozpoczyna proces reform. Honecker przeciwny zmianom. Major amerykańskiej armii Nicholson zastrzelony podczas misji wojskowej w NRD.
1986
Hanna i Eddie przyjeżdżają do Berlina.
1987
Cordula wyjeżdża z NRD, by wziąć udział w mistrzostwach świata. Przygotowuje się do olimpiady.
Reagan wzywa Gorbaczowa, by "rozwalił ten mur". Gorbaczow kontynuuje przemiany w ZSRR, wzywając pozostałe kraje bloku do pójścia w jego ślady.
1988
W Szwajcarii na Zachód ucieka koleżanka z drużyny Corduli.
Umiera Roland.
1989
Życie toczy się bez zmian dla naszej rodziny w NRD.
Cordula zostaje mistrzynią NRD w kolarstwie torowym.
Znaczący udział Gorbaczowa w rozpadzie bloku wschodniego. Opór ze strony Honeckera. Tłumy domagają się wolności.
Luty: ostatni przypadek zastrzelenia podczas próby sforsowania muru berlińskiego.
Sierpień: Węgry otwierają granicę.
Wrzesień: demonstracje w NRD: "Chcemy się stąd wydostać!". Policja tłumi protesty.
Październik: Honecker nakazuje przeprowadzenie obchodów 40-lecia NRD zgodnie z wcześniejszymi planami.
Demonstracje w Lipsku.
4 listopada: milion mieszkańców NRD uczestniczy w prodemokratycznej demonstracji w Berlinie Wschodnim.
9 listopada 1989
Cordula trenuje w Berlinie.
Heidi jest w Karl-Marx-Stadt.
Hanna i Nina są w Stanach Zjednoczonych.
Upadek muru berlińskiego. Mieszkańcy NRD są wolni.
WSTĘP
Mur [berliński] to... przestępstwo nie tylko wobec historii, ale i wobec człowieczeństwa - rozdziela rodziny, mężów i żony, braci i siostry, rozdziela ludzi, którzy pragną być razem.
John F. Kennedy, prezydent Stanów Zjednoczonych
Miałam pięć lat, kiedy dowiedziałam się, że moja babcia mieszka za kurtyną. Było to w 1966 roku. Obchodziliśmy w szkole Dzień Dziadków. W wolno sunącym szeregu koleżanki i koledzy szli za rękę ze swoimi dziadkami - uroczymi starszymi ludźmi z głowami pokrytymi jedwabistymi białymi lub siwiejącymi włosami, o ogorzałych twarzach pooranych miękkimi zmarszczkami, błyszczących oczach i dobrotliwych uśmiechach.
Siedziałam w ławce, przyglądając się, jak wchodzą. Serdecznie witali nauczycielkę, mówili sobie dzień dobry, jednocześnie ciężkim krokiem zmierzając do krzeseł ustawionych obok ławek każdego dziecka. Potem koleżanki i koledzy, po kolei, z wielkim ożywieniem, prowadzili swoich dziadków przed klasę, z dumą przedstawiając ich wszystkim: Nana, Poppa, Mimi - w moich uszach brzmiało to równie obco, co intrygująco, a ich dziadkowie stali obok, rozpromienieni, przyglądając się im wzrokiem pełnym miłości. Byłam wzruszona... I nagle poczułam się samotna, odsunięta na margines. Patrzyłam na nich wszystkich, a potem przeniosłam wzrok na puste krzesło obok mojej ławki - w tym momencie zaczęłam się zastanawiać, gdzie są moi dziadkowie.
Tego dnia wróciłam po szkole z postanowieniem, że muszę poznać odpowiedź. Wpadłam do domu - mama była w kuchni, więc bez słowa powitania wypaliłam:
- Gdzie są moi dziadkowie?
Wieczorem po kolacji rodzice posadzili mnie i wyjawili, dlaczego nigdy nie poznałam żadnego z moich krewnych. Łagodnym, lecz poważnym tonem tata, który był z pochodzenia niemieckim Żydem, powiedział, że cała jego rodzina "zginęła w czasie wojny". Z powodu dziecięcej naiwności nie odczułam bólu kryjącego się za tym stwierdzeniem. Zwróciłam się do mamy, spodziewając się, że i ona mnie rozczaruje, tymczasem ku swojej wielkiej radości dowiedziałam się, że jej rodzice i rodzina żyją. Przyniosła zdjęcie swojej matki i powiedziała:
- To twoja Oma.
Oma. Wyglądała idealnie - tak jak wszystkie inne babcie, a nawet lepiej. Emanowała spokojem, jej twarz zdobił czarujący wymowny uśmiech. Wówczas nie umiałam wyrazić, jak bardzo pociągała mnie jej prosta elegancja, skromność, pełna mądrości i pewności siebie poza, kiedy tak siedziała wygodnie w przytulnym, miękkim fotelu w groszki, trochę bokiem, spoglądając w jedną stronę.
Długo wpatrywałam się w fotografię - lustrowałam babcię od stóp do głów, nawet ustawiłam zdjęcie tak, by wyglądało, że uśmiecha się do mnie. Mimo że fotografia była czarno-biała, to - być może idąc za podświadomym pragnieniem, aby ją natychmiast ożywić - widziałam Omę w kolorze: jasnoniebieskie oczy pod miękkimi ciężkimi powiekami, zaróżowione policzki, na których dostrzegłam rumieniec. Miała zaczesane do góry włosy - tak jak ja była brunetką - i dwie ozdoby: sporą broszę w kształcie róży, wydawało mi się, że ze złota, oraz niewielką, wpiętą tuż poniżej szpicu dekoltu szpilkę, która podkreślała elegancję czarnej sukni. Wyobrażałam sobie siebie kulącą się na jej miękkich pulchnych kolanach; czułam, jak moszczę się w jej wspaniałych ciepłych objęciach, a ona spogląda na mnie w dół tak, jak patrzyli na moich kolegów ich dziadkowie.
- Oma - powiedziałam głośno, zauroczona śpiewnym brzmieniem jej imienia. W pełni usatysfakcjonowana spojrzałam znowu na mamę i spytałam: - Kiedy przyjedzie nas odwiedzić?
Mama, nagle zaprzątnięta czym innym, wstała i zaczęła się krzątać po kuchni. Odparła, że niestety Oma nie może do nas przyjechać ani my nie możemy jej odwiedzić. Jest w miejscu, które nazywa się NRD, razem z resztą rodziny mamy, jej siostrami, braćmi i wszystkimi pozostałymi. Ponieważ nie potrafiłam tego zrozumieć, mama posadziła mnie na kuchennym taborecie, przykucnęła, żeby nasze oczy znalazły się naprzeciw siebie, i zaczęła mi wyjaśniać.
Kiedy skończyła, patrzyłam na nią w osłupieniu. Choć z pewnością użyła określenia "żelazna kurtyna", zrozumiałam wtedy tylko tyle, że są gdzieś bardzo daleko, uwięzieni za jakąś "zasłoną". Ale nie miało to dla mnie żadnego sensu. Próbowałam zrozumieć, dlaczego mama pozwala, żeby zwykły kawałek kretonowej szmatki, jaka wisi w oknie mojej sypialni, czy nawet ciężkie kotary, jakie mieliśmy w jadalni, odgradzały ją od rodziny. Uznałam, że przecież ktoś powinien odsunąć na bok ten kawał materiału i wypuścić tych biednych ludzi. Mama mnie zapewniła, że kiedyś będziemy mogli się z nimi spotkać. To oczywiste, przecież, na miłość boską, to tylko zasłona - pomyślałam.
Następnego dnia w szkole oznajmiłam nauczycielce, koleżankom i kolegom, że ja też mam dziadków i że moja Oma jest piękna. Co więcej, mam także ciocie, wujków i rodzeństwo cioteczne. Pani była zachwycona. Zapytała, gdzie mieszkają, a ja odparłam, że w Niemczech Wschodnich, "za zasłoną". I dopiero gdy radosna twarz nauczycielki nagle spoważniała i pojawiło się na niej współczucie, zrozumiałam, że ta zasłona może być większa, niż to sobie wyobrażałam.
Musiało minąć jeszcze kilka lat, zanim zorientowałam się, że żelazna kurtyna to bynajmniej nie zwykła zasłonka z materiału, którą osoby z jednej lub drugiej strony mogą rozsunąć, ale symbol czegoś poważniejszego i bardziej złowieszczego, niż podpowiadała to naiwna dziecięca wyobraźnia. Miałam się dowiedzieć, że cała rodzina mamy faktycznie jest uwięziona w NRD i że moja mama stamtąd uciekła.
Oma za żelazną kurtyną
Nina w wieku pięciu lat
1985 rok, Berlin Wschodni
Na wilgotnym welodromie w Berlinie Wschodnim trener, trzymając stoper w ręce, gwizdnął i kobieca reprezentacja narodowa NRD ruszyła. Pedałując na rowerach wyścigowych bez przerzutek, zawodniczki bez trudu przyśpieszały na dwustupięćdziesięciometrowym okrążeniu sosnowego toru.
Pokonując owal toru z wdziękiem w miarowym tempie, w mgnieniu oka utworzyły ścisły peleton, utrzymując rowery na odległość kilku centymetrów; wąskie opony trzymały się błyszczącej polakierowanej nawierzchni.
Łącząc technikę z prędkością, prostowały się, przyśpieszając na prostych odcinkach, a zakręty brały w przechyle. Potem, kiedy trenerzy zaczęli krzyczeć, żeby dały z siebie więcej i bardziej się przyłożyły, czołowe rowerzystki NRD rozerwały ścisłą formację i kontynuowały na pełnym gazie.
Przy następnym okrążeniu osiągnęły zawrotną szybkość, przepychając się i pedałując z całą siłą, by przejąć kontrolę nad torem. Wydawało się, że opony przeczą grawitacji, trzymając się śliskich i pochyłych ścian toru dzięki sile odśrodkowej. Zawodniczki popędziły po prostej, ze świstem mijając trenerów, którzy wrzeszczeli: Weiter! Schneller! (Dawaj! Szybciej!), na co one odpowiedziały, naciskając na pedały z jeszcze większą zawziętością.
Naciskały, wyciągały się, pedałowały tak szybko, jak tylko mogły, pędziły co sił w nogach, co chwila pojawiały się między nimi odstępy, przez moment któraś zostawała w tyle na centymetr, potem rzucała się w przód. Podnosiły się z siodełka, przyśpieszały, starając się kontrolować rowery, aż wreszcie wystrzeliwały w zawrotnym tempie po raz ostatni. Mijającym po kolei linię mety zawodniczkom trenerzy łapali czas.
Zaledwie kilka kilometrów dalej nasza grupa wywiadowcza - mając nadzieję, że nikt nas nie śledzi - zjechała z autostrady fordem koloru khaki. Skręciliśmy w enerdowski las błotnistą dróżką, która została starannie wybrana, żebyśmy mogli niezauważeni dotrzeć do celu. Wjechaliśmy głębiej między drzewa, starając się omijać koleiny na wyboistej drodze, jednocześnie nie przestając przeszywać wzrokiem linii lasu i wypatrywać w nim jakichkolwiek sygnałów zagrożenia.
I nagle, gdy już zaczęliśmy się kierować na naszą pozycję, przed nasz nadjeżdżający samochód wyszedł na ścieżkę radziecki żołnierz z podniesioną bronią. Nie wiadomo skąd wychynęli pozostali i nas otoczyli.
Żołnierze odcięli nam drogę z przodu i z tyłu, do samochodu od strony pasażera podszedł zaś radziecki oficer, wymachując bronią.
Puk-puk, zastukał w szybę lufą naładowanego pistoletu.
- Atkroj akno! (Opuść szybę!) - polecił.
Nie otrzymawszy odpowiedzi, przytknął lufę do szyby.
- Siejczas! (Natychmiast!) - warknął.