Las światła i cienia - Caroline Korlins

Kup ebooka

29.99 zł
21.59 zł (13,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Prolog

Księżyc błyszczał na ciemnym sklepieniu, wytwarzając białą poświatę, która starczyła, by rozjaśnić całe królestwo. Dawno nie zdarzyło się, by jego srebrzysty blask spływał z nieba wystarczająco mocno, żeby rozświetlić każdą wioskę, ochronić ją przed mrokiem. Ludzie opuścili swe domy, wyszli na chłodną, wiosenną noc. Skrzypienie poruszanych mroźnym wiatrem okiennic i odgłosy dochodzące z dalekich zakątków lasu skutecznie zagłuszał gwar uradowanych rozmów. Mieszkańcy bawili się i śpiewali przy akompaniamencie wesoło grających na lutniach muzyków, nieświadomi czekającego ich losu.

Na niebie pojawiła się biała, rozmyta smuga oznaczająca, że wybiła północ. Tej jednej nocy, gdy Księżyc w pełni roztaczał wokół siebie więcej światła niż zwykle, nikt nie był przerażony. Strach odszedł, zastąpiony nieskończoną radością i nadzieją na zmianę, choć ta nie nadeszła od wielu poprzednich pokoleń.

Mieszkańcy królestwa Selion wierzyli, że są bezpieczni, że spędzająca im sen z powiek Ciemność nie dosięgnie ich w tak ważnej chwili. Jedynie niewielu ukryło za pasem ozdobny sztylet, aby mieć, nawet jeśli złudne, poczucie, iż zdołają się obronić przed czyhającymi w cieniu stworzeniami. Nikt się nie domyślał, że one również odprawiały mroczne, rytualne tańce w podzięce za przyszłość, która ma nastać. Przerwały codzienne łowy, by złożyć hołd własnemu patronowi. Wyły i syczały do nieba, niczym dzikie zwierzęta albo opętany szaleństwem człowiek.

Tej szczególnej nocy narodziła się księżniczka - drugie dziecko królewskiej pary - oraz pewna dziewczynka o oliwkowych oczach. Niewinne i czyste w chwili przyjścia na świat, wkrótce obiorą konkretną ścieżkę poprzez dokonanie wyborów kształtujących ich życie. Przeznaczone im zostały wielkie czyny, które miały wpłynąć na całe królestwo. Tylko jedna osoba zdawała się pojmować ogrom tego, co się wydarzyło, choć nie potrafiła odgadnąć niejednoznacznej przyszłości.

Kobieta ubrana w długą, jasną suknię stała na balkonie, wpatrując się w niebo. Do jej uszu dobiegały uszczęśliwione, pełne podekscytowania rozmowy służby królewskiej, która krzątała się po zamku w pośpiechu, a także odległe odgłosy zabawy dochodzące z pobliskiej wioski. Wiatr rozwiewał jej złociste loki, mające ten sam odcień, odkąd sięgała pamięcią. Nawet teraz, mimo jej sędziwego wieku, nie dało się w nich dostrzec ani jednego siwego pasma. Kobieta przeżyła już prawie całe swoje życie, pełne zarówno wielkich tragedii, jak i niesamowitych przygód. Jak większość członków rodziny królewskiej nie była zwyczajnym człowiekiem, choć na takiego wyglądała. Każdy w wiosce o tym wiedział i nikt przy zdrowych zmysłach nie śmiał przeciwstawiać się władzy królewskiej bądź w jakikolwiek sposób ją podważać. Nie przesądził o tym strach, lecz wiara, iż bez rodziny królewskiej poddanych czekałby przerażający los. Tylko oni mogli uratować mieszkańców królestwa przed Ciemnością.

Kobieta się odwróciła, gdy usłyszała głośny tupot. Na balkon wbiegł mały chłopczyk z rumieńcami na twarzy i szerokim uśmiechem. Zatrzymał się przy niej i głęboko odetchnął, a dłonie splótł ze sobą za plecami, kołysząc się na palcach u stóp.

- Babciu? Mamusia poprosiła, żebym po ciebie przyszedł - powiedział powoli, ostrożnie dobierając słowa.

Złotowłosa czuła wzruszenie, ilekroć maluch ją tak nazywał. Jako zaledwie trzylatek nie rozumiał, że była jego prababcią. Widziała w jego oczach ogromne szczęście, chociaż ukłuła ją nuta smutku na wspomnienie jej córki, do której niedługo miała dołączyć po drugiej stronie.

Chłopczyk niecierpliwie przestępował z nogi na nogę i co chwilę zerkał w stronę korytarza, jakby nie mógł się doczekać powrotu do mamy leżącej w swojej komnacie. Właśnie narodziła się jego siostrzyczka, którą pokochał od pierwszego wejrzenia. Nie chciał opuszczać jej ani na sekundę, ale mamusia ładnie poprosiła, żeby przyprowadził babcię. Przecież ona na pewno także marzyła o dotknięciu delikatnej rączki Selene.

Kobieta po raz kolejny zwróciła swój wzrok ku niebu. Ludzie się cieszyli i w tej radości zauważali jedynie, jak mocno świeci Księżyc. Nikt nie zwrócił uwagi na wielką, czarną gwiazdę. Sama przestała być trzecim z najważniejszych symboli religii królestwa w momencie pochłonięcia jej przez Ciemność. Teraz stanowiła przestrogę przed nieuchronnym losem nierozważnych, a zarazem główny znak zbuntowanych mieszkańców i ukrywających się w mroku przeobrażonych stworów. Roztropni nigdy nie powinni o niej zapominać. Tej nocy w szczególności trzeba było przyglądać się całemu niebu. Czarna gwiazda roztaczała wokół siebie ciemne chmury tworzące idealny kolczasty okręg. Wyglądała niczym znak śmierci, zły omen przepowiadający ponowne przelanie krwi w niekończącej się walce. Dzięki swym mrocznym obłokom była mocniej widoczna, choć wciąż nie dorównywała zwracającemu na siebie całą uwagę Księżycowi.

Starsza kobieta wreszcie odwróciła się do chłopca o włosach bardziej złocistych niż jej własne. Młody książę wrócił na ozdobny korytarz i szybko maszerował po podłodze lśniącej z czystości. Prababcia dumnym krokiem podążała za nim, a każda napotkana na korytarzu osoba zatrzymywała się i kłaniała, by okazać szacunek członkom rodziny królewskiej. Kobieta już dawno do tego przywykła. Szła przed siebie, nie przyglądając się beżowym kolumnom, między którymi wisiały bordowe tkaniny, powiewające od wiatru wpadającego przez otwarte okna.

Myślała o niezwykłości tej nocy. Mądrze byłoby powiedzieć rodzicom księcia i księżniczki o swym spostrzeżeniu. Dotychczas się nie zdarzyło, by równocześnie świętowali Księżyc i Cierń, czarną gwiazdę. Król i królowa powinni być świadomi tej anomalii, a sprawa nie mogła czekać do jutra. Kobieta wiedziała, że koniec jej życia się zbliża. To pewne, iż umrze w ciągu kilku następnych dni. Słońce, z którym była mocno związana, dało jej wczorajszego ranka znak. Mogła się przygotować, ostatni raz zobaczyć rodzinę i pożegnać bliskich. Nie czuła żalu. Zbyt wiele miała go w swym pełnym boleści życiu. Przeżyła swoich rodziców, własną córkę i męża. Straciła zbyt wiele, ale takie było jej przeznaczenie.

Chłopiec wyminął ją i wszedł do pokoju z zielonymi akcentami znacznie szybciej niż starsza kobieta. Podbiegł do wielkiego łoża, gdzie leżała jego zmęczona matka wraz z malutkim dzieciątkiem, które spało w jej ramionach. Wdrapał się na łóżko o złotym obramowaniu i dotknął różowego policzka Selene.

- Heliosie, znalazłeś babcię? - zapytała słabym głosem uśmiechnięta mama.

Chłopczyk pokiwał głową, nie odrywając wzroku od słodkiego noworodka, a do pokoju nareszcie dotarła prababcia. Była gotowa od razu o wszystkim powiedzieć Soanie, ale zobaczywszy, jak szczęśliwa jest z powodu narodzin dziecka, zrezygnowała ze swoich planów. Nie wybaczyłaby sobie, gdyby została powodem zmartwień tej młodej dziewczyny. Opiekowała się nią w każdej chwili. Wiedziała, ile okropności przeżyła, gdy była w pierwszej ciąży. Widziała łzy w jej oczach, kiedy urodziła Heliosa, bo nie miała przy sobie rodziców.

Nie, nie mogła pozwolić, by cokolwiek niepokoiło Soanę w noc narodzin drugiego dziecka. Szczególnie że dziewczyna wyglądała na pozbawioną wszelkich udręk, a zdarzało się to bardzo rzadko.

- Jest śliczna - powiedziała kobieta, kiedy podeszła bliżej.

Soana wyciągnęła do niej delikatną dłoń, więc ją pochwyciła. W tym momencie do pokoju wszedł także król, który prezentował się dostojnie nawet bez królewskich szat. W ręku trzymał srebrny wisiorek kołyszący się na boki. Skinął głową starszej kobiecie i wręczył swojej żonie medalion, pocałował ją przy tym w czoło.

- Dziękuję, że mi go przyniosłeś. - Królowa czule spojrzała na męża, pieszczotliwie głaszczącego ją po lekko mokrych od potu włosach.

- Dla ciebie wszystko, moja droga - oświadczył, przyglądając się córce, której mała klatka piersiowa unosiła się i opadała w rytm pierwszych w jej życiu oddechów.

Heliosowi oczy się rozszerzyły z niedowierzania, kiedy zobaczył ozdobę, którą mama nałożyła jego siostrze. Medalion miał kształt Księżyca, gdyż to on był patronem Selene.

Chłopiec wyciągnął spod koszulki swój własny wisiorek, uformowany w Słońce, i ścisnął go w dłoni. Jego prababcia po raz kolejny uśmiechnęła się w sposób, który podsunął Heliosowi myśl, że skrywała tylko sobie znaną tajemnicę. Być może tak było, ale w tej chwili kobieta zwyczajnie cieszyła się na widok rodzeństwa połączonego więzią nie do rozerwania. Syna Słońca i Córki Księżyca.

Słyszała w swojej głowie głos szepczący jej o sekrecie niesionym tej nocy przez Cierń. Miała wielką nadzieję, że dożyje jutrzejszego dnia, by go wyjawić, chociaż czuła, iż nie będzie jej dane obudzić się kolejnego ranka. Mimo tego wybrała szczęście królowej ponad prawdę.

Nie spodziewała się, że Soana umrze, zanim się dowie, kim była tajemnicza dziewczynka urodzona w tym samym momencie co księżniczka Selene.

Las światła i cienia

Copyright ? Caroline Korlins

Copyright ? Wydawnictwo Inanna

Copyright ? MORGANA Katarzyna Wolszczak

Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.

Wydanie pierwsze, Bydgoszcz 2025 r.

książka ISBN 978-83-7995-829-0

ebook ISBN 978-83-7995-830-6

Redaktor prowadzący: Marcin A. Dobkowski

Redakcja: Paulina Kalinowska | proAutor.pl

Korekta: Joanna Błakita | proAutor.pl

Projekt i adiustacja autorska wydania: Marcin A. Dobkowski

Projekt okładki: Ewelina Nawara | proAutor.pl

Skład i typografia: Bookiatryk.pl

Przygotowanie ebooka: Bookiatryk.pl

Książka ani żadna jej część nie może być przedrukowywana ani w jakikolwiek inny sposób reprodukowana czy powielana mechanicznie, fotooptycznie, zapisywana elektronicznie lub magnetycznie, ani odczytywana w środkach publicznego przekazu bez pisemnej zgody wydawcy.

MORGANA Katarzyna Wolszczak

ul. Kormoranów 126/31

85-432 Bydgoszcz

sekretariat@inanna.pl

www.inanna.pl

Książkę i ebook najtaniej kupisz na: MadBooks.pl

Rozdział 1

Niecałe czternaście lat później

Szybciej.

To jedno słowo rozbrzmiewało w głowie młodej dziewczyny o niezwykle jasnych włosach, w które wplątały się kawałki ułamanych gałęzi i zbutwiałych liści. Biegła najprędzej, jak tylko mogła, ale wciąż za wolno, by dogonić swojego brata, który nieustannie się odwracał dla pewności, że wciąż gdzieś za nim była.

- Szybciej! - krzyczał, odgarniając kolejne przeszkody z drogi.

Dziewczyna czuła palący ból w klatce piersiowej i nogach. Dookoła panowała ciemność nocy, ledwo dostrzegała, co kryje się w otaczającym ich nieprzyjaznym lesie. Nie miała pojęcia, jak daleko się zapuścili, i w duchu przeklinała brata za jego lekkomyślność i pomysł, na który musiała się zgodzić, bo inaczej poszedłby sam. Wiedziała, że to głupie i niebezpieczne, ale Helios zawsze robił to, co chciał.

Słyszała szeleszczące krzaki, swoje stopy zderzające się z podłożem i bijące ze strachu serce, co zagłuszało pozostałe dźwięki. Głos w jej głowie podpowiadał, żeby się obróciła i spojrzała na to, co ich goniło, ale zbyt mocno obawiała się to zrobić. Znała historie o stworzeniach żyjących w mroku lasu, o kreaturach, które niegdyś były ludźmi, a za sprawą Ciemności stały się tym, czym się stały. Ani razu jednak nie widziała żadnego na oczy, co sprawiło, że podczas biegu tym bardziej bała się popatrzeć za siebie.

- Szybciej! - znowu ponaglił ją brat, jego również napędzał strach.

Nie myślał o konsekwencjach swojego planu. Skupił się przede wszystkim na ucieczce i próbie odnalezienia drogi, która wyprowadziłaby ich z lasu na bezpieczną, oświetloną księżycową poświatą polanę.

- Nie dam rady! - odkrzyknęła dziewczyna, jednak nie zwalniała tempa.

Odgięła gałąź pełną liści i wpadła na swojego brata, który złapał ją za ramiona i pomógł utrzymać równowagę. Serce biło jej tak głośno, że słyszała jego dudnienie w uszach i pulsującą w żyłach krew. Nie miała pojęcia, dlaczego Helios się zatrzymał, ale wtedy ujrzała, że znaleźli się na kolistej, niewielkiej polance, na którą przez korony drzew wdzierał się księżycowy blask. Las otaczał ich z każdej strony i wciąż byli zagrożeni. Musieli się dostać na wielką otwartą przestrzeń, z dala od drzew i krzewów zasłaniających światło. Nie mogli jednak biec przed siebie ani w żadnym innym kierunku. Między konarami dostrzegali poruszające się szybko cienie i niewyraźne w ciemności kształty. Byli w pułapce. Zostali okrążeni.

- I co teraz? - wyszeptała z paniką w głosie, kurczowo trzymając się brata, który nie wiedział, jak postąpić i jak ich uratować.

Chciała mu wykrzyczeć w twarz, że to przez niego znaleźli się w takiej sytuacji, ale to w żaden sposób by im nie pomogło.

- Nic nam nie mogą zrobić - odpowiedział jej Helios, rozglądający się czujnie dookoła.

Selene chciała mu wierzyć, jednak skoro te stworzenia nie mogły ich skrzywdzić, to dlaczego przed nimi uciekali?

To będzie tylko krótki spacer po lesie. Rozejrzymy się i zaraz wrócimy - przekonywał ją Helios, zanim wkroczyli do lasu. Chociaż ona nie chciała, on był przekonany co do swojego planu. Możesz poczekać tutaj, a ja zaraz wrócę. Ale wolała już wybrać się z nim do ciemnego lasu, niż zostać sama na rozświetlonej polanie, gdzie zwykli spędzać czas.

- Jesteśmy od nich silniejsi - dodał Helios, jednak Selene wcale nie czuła się silniejsza.

Byli królewskimi dziedzicami, ponoć dalekimi potomkami potężnej kobiety, która niegdyś wyzwoliła mieszkańców królestwa Selion z Ciemności, ale w tej chwili Selene czuła się po prostu jak dziecko, którym wciąż była i które po prostu się bało.

- Teraz, teraz - dobiegały ją niewyraźne szepty z głębi lasu. - Teraz, póki jest szansa.

- Nie, nie możemy, to jeszcze nie czas. - Coś zasyczało po lewej stronie. Coś, czego nie dostrzegała, bo kryło się w ciemnościach.

- Doskonała okazja. - Tym razem głos zabrzmiał po ich prawicy.

- To nie ich szukamy. Musimy znaleźć JĄ.

Dźwięków było zbyt wiele, co tylko pogłębiało przerażenie Selene. Jak mieli sobie poradzić w starciu z wrogiem przeważającym nad nimi liczebnie?

Zerknęła na brata, który w skupieniu starał się rozbudzić swoją magię. Posiadali umiejętności niedostępne zwykłym ludziom, ale nie umieli w pełni ich kontrolować. Do tego potrzeba mnóstwa treningów, zaś Helios nie wykazywał raczej chęci do nauki. Poza tym jego moc była silniejsza za dnia. W nocy, gdy na niebie królował Księżyc, a nie Słońce, niewiele mógł uczynić. Próbował, ale Selene po jego minie widziała, że bezskutecznie. Nie miało znaczenia, czy winę za to ponosiły strach, brak doświadczenia czy noc właśnie. Ważne było, że znaleźli się w pułapce i potrzebowali pomocy.

- Jak mamy ich pokonać? - zapytała Selene, a Helios zmrużył oczy i popatrzył w las, a następnie w górę.

- Tutaj jesteśmy bezpieczni - stwierdził, lekko się rozluźniając. - Światło je osłabia i odbiera im umiejętności.

To dlatego żyły w ciemności, preferując naturalny stan braku dostępu do światła, bowiem to czarna magia zwana Ciemnością je stworzyła i czyniła potężniejszymi.

- Ale mają przewagę- westchnęła ledwie słyszalnie Selene. Bała się, że i bez zabójczych umiejętności te kreatury mogły ich skrzywdzić.

Helios sięgnął po ukryty za pasem sztylet. Zdziwiło to jego siostrę, nie sądziła, że nosił przy sobie broń.

- To tobie patronuje Księżyc - oświadczył. Dał jej w ten sposób do zrozumienia, że to ona powinna znaleźć magiczny sposób, aby wydostać ich z pułapki.

Umysł dziewczyny wypełniała jednak pustka. Próbowała sobie przypomnieć, czego ją uczono, ale była zbyt sparaliżowana strachem, by się skupić.

- Nikt wam nie mówił, dzieci, że las to nasz teren? - odezwał się donośny głos, wybijający się ponad innymi szeptami.

Z lasu wyłoniła się dziewczyna, która już na pierwszy rzut oka nie przypominała człowieka, a jedynie stanowiła cień tego, kim była niegdyś. Miała nienaturalnie długie i zakrzywione paznokcie u rąk i u stóp, wbijały się w ziemię, aż zostawiały w niej wyraźne ślady. Jej sukienka była porozrywana i naznaczona plamami zaschniętej krwi. Postać kryła się w cieniu, ale mimo tego Selene dokładnie widziała jej czerwone oczy.

Helios wyciągnął przed siebie sztylet i delikatnie odsunął na bok siostrę. Zastanawiało go, jak ostre są pazury tej kreatury nocy, choć spodziewał się, że cięły lepiej niż niejeden miecz.

- Rozkazuję wam, abyście odeszli - powiedział głośno, nie okazując strachu, który odczuwał.

Datury - pomyślała Selene. Tak nazywają się te stworzenia.

Przymknęła powieki i zacisnęła pięści, wmawiając sobie, że to wszystko musi być koszmarem sennym. Ojciec zawsze im powiadał, iż poza granicami zamku czyha niebezpieczeństwo - zwłaszcza w lasach i ocienionych miejscach. To dlatego zakazano im zapuszczać się poza mury. Aby nie doprowadzić do takiej sytuacji, w jakiej się właśnie znaleźli.

- A kimże jesteś, by wydawać nam rozkazy? - zapytała prześmiewczo kreatura przypominająca dziewczynę.

Helios wątpił, czy warto ujawniać swoją prawdziwą tożsamość, więc nie odpowiedział. Nie sądził, aby to miało zapewnić im przeżycie. Bardziej prawdopodobne było, że te istoty mocniej zapragnęłyby przelewu krwi.

- Szukamy dziewczyny z lasu, ale ty nią nie jesteś, choć wiekiem pasujesz - uznała kreatura, jednak Selene jej nie słuchała, zajęta modlitwą do Księżyca o pomoc. Jej brat wyciągnął rękę w obronnym geście. - Tamtą dziewczynę wszędzie rozpoznamy, a skoro znaleźliśmy już was... - Umilkła i zrobiła krok do tyłu, by uciec przed światłem, które przesuwało się po trawie w kierunku drzew.

Stworzenia Ciemności nieco się spłoszyły, zaczęły szeptać między sobą gorączkowo. Helios odwrócił się w kierunku źródła blasku i gwałtownie cofnął, mrużąc z niedowierzania oczy. Jego siostra wciąż kurczowo zaciskała pięści i cicho się modliła, nie zauważywszy, że sama rozbłysła niczym najjaśniejsza gwiazda na niebie. Helios spojrzał w górę i dostrzegł Księżyc, który przedostając się przez gęste korony drzew, wyznaczał im ścieżkę przez las. Bał się dotknąć swojej siostry, bo nie wiedział, czym mogło to skutkować, ale po chwili wahania chwycił ją za rękę i pociągnął rozjaśnioną drogą. Coś za nimi się poruszyło, jakby w przygotowaniu do pościgu, ale zaraz usłyszał niewyraźny syk układający się w słowa: Zostawcie ich. A przynajmniej tak sobie wmówił, bowiem nic więcej rodzeństwa nie goniło. Dotarli wreszcie na otwartą przestrzeń, do miejsca, które wydawało im się bezpieczne.

Zatrzymał się i schylił, dyszał z wysiłku i śmiał się z radości równocześnie. Selene osunęła się na trawę, skąd przyglądała się Heliosowi z konsternacją.

- Co się stało? Jak udało nam się uciec? - zapytała, rozglądając się wokoło, jakby w poszukiwaniu leśnych kreatur.

Biegła tu z zamkniętymi oczami, ciągnięta przez brata, a jej pamięć wypełniała mgła. Pamiętała jedynie, że nie przestawała się modlić, a potem dalej pędziła przed siebie, aż przystanęli.

- Dzięki tobie - odpowiedział uradowany Helios.

Podniósł siostrę z ziemi i wziął ją w ramiona. Niezupełnie go rozumiała, ale była tak szczęśliwa, że wydostali się z lasu, iż nie zadawała więcej pytań. Jej modlitwa najwyraźniej została wysłuchana.

- Chodźmy już, proszę - wyszeptała, bowiem wciąż towarzyszył jej niepokój. Poczucie bezpieczeństwa zapewnić mógł jej tylko powrót do zamku, w którym mieszkali.

- Takiej przygody jeszcze nie przeżyłem - stwierdził Helios, który był w wyśmienitym humorze, jako że już nic im nie groziło. - Idźmy więc, pewnie jesteś wykończona. Ja także położyłbym się spać, poza tym im dłużej nas nie ma, tym większe prawdopodobieństwo, że ktoś odkryje naszą nieobecność.

- Ciągle łamiemy zasady...

- W tym cała zabawa - wszedł jej w słowo Helios, po czym zadowolony wyruszył w drogę powrotną do domu.

***

Przez wielkie okna o białych ramach do środka wlewało się światło słoneczne. Widoczne w promieniach drobinki kurzu wirowały w powietrzu. Wiatr dmuchnął w falbaniaste firanki, które zatańczyły nad podłogą. Przyjemny zapach gotowanego obiadu dostawał się do pomieszczenia przez uchylone drzwi, niedomknięte przez księżniczkę, która spędzała większość czasu w pokoju muzycznym.

Młoda dziewczyna o niezwykle jasnych blond włosach i porcelanowej cerze siedziała na fortepianowej ławie przed swoim umiłowanym instrumentem. Wygrywała szybką, żwawą melodię, bez problemu trafiając w klawisze. Oczy o intensywnie niebieskich tęczówkach przeplatanych cienkimi, srebrnymi nitkami były zamknięte, a głowa wraz z ramionami kołysała się w rytm muzyki. Lata praktyki sprawiły, że gra na fortepianie przychodziła jej z łatwością, a pokochała ją w momencie rozpoczęcia nauki.

Długie, kościste palce przenosiły się z jednego miejsca na drugie w sposób zawsze zadziwiający postronnych obserwatorów. Inne instrumenty, choć niezwykle pięknie brzmiące, według niej nie dorównywały wielkiemu, białemu fortepianowi. Fakt ten nie znaczył, że nie umiała zagrać także na nich. Lekcje muzyki pobierała od czwartego roku życia, co najmniej przez godzinę dziennie, jednak żadna melodia nie wprawiała widzów w tak wielki zachwyt jak śpiew dziewczyny, albowiem obdarzona była cudownym, melodyjnym głosem.

Księżniczka Selene wykonywała skomplikowane utwory na każdym balu organizowanym w zamku. Chwalono ją także za nienaganne maniery. Swoim urokiem potrafiła zjednać sobie wielu ludzi, spośród których nikt nie potrafił jednak dostrzec najważniejszego: Selene nieskazitelnie doskonała była tylko wtedy, gdy czuła skierowany na siebie wzrok. Musiała zachowywać pozory perfekcyjności, by nie przynieść wstydu ojcu i nie narazić się na karę. Święcie przy tym wierzyła, iż wydany dawno temu zakaz opuszczania zamku zostanie cofnięty, jeżeli będzie postępować jak posłuszna, godna zaufania córka. Brat zaś, wątpiący w zmianę poglądu ojca, starał się ją przekonać, że niczego nie wskóra w tym wypadku, lecz nadaremnie. Selene potrzebowała nadziei, głosu szepczącego jej, iż jeszcze kiedyś poczuje się jak w dzieciństwie, gdy mama wciąż żyła. Król nigdy nie przebolał śmierci królowej. Kochał swoją żonę przez całe życie, próbował ochronić ją przed zagrożeniem, które w końcu mu ją odebrało.

I które w nocy prawie odebrało mu obydwoje dzieci.

Drzwi do pokoju muzycznego otworzył przystojny młodzieniec o złocistych włosach. Wszedł do środka niemal niesłyszalnie. Jego skupiona na grze siostra, dalej pogrążona w swoim własnym świecie, nie zwróciła na niego uwagi. Tymczasem Helios stanął przy klawesynie, oparł się o niego łokciem. Wpatrzony w Selene, podziwiał jej oddanie muzyce, do której on nigdy nie czuł zamiłowania. Uważał, że istniało mnóstwo zajęć nieporównywalnie ciekawszych, a nawet ważniejszych. Mimo tego za każdym razem, kiedy widział swoją siostrę tańczącą, śpiewającą bądź grającą na instrumencie, nie mógł powstrzymać uśmiechu pojawiającego się na jego twarzy. Muzyka dawała jej największe szczęście.

Selene zakończyła wygrywany przez siebie rytmiczny utwór i równocześnie otworzyła oczy.

- Jak zwykle czuję się oczarowany twoimi umiejętnościami - odezwał się Helios, a siostra odwróciła głowę w jego stronę.

- Natomiast ja jestem niezwykle wdzięczna za twój komplement - odpowiedziała, próbując się nie roześmiać.

Odpowiednia tonacja i dobór słownictwa zamieniały proste zdania w nadzwyczaj poważne. Często stroili sobie żarty z tej całej formalności, aby umilić dzień pełen ściśle określonych, niezmiennych zasad.

- Czyżbyś znów uciekł ze swoich lekcji dyscypliny? - zapytała, wygładzając fałdy sukienki.

- Posądzasz mnie o opuszczenie tak ważnych zajęć, mających mnie nauczyć poprawnego zachowania i wyszukanej mowy oraz pokazać mi tysiąc różnych sposobów trzymania sztućców? Siostro, jak możesz? - Helios udał oburzonego oskarżeniami Selene, która spojrzała na niego z politowaniem.

Dziewczyna dobrze wiedziała, że jej brat notorycznie omijał zajęcia, które uważał za nudne. Lekcje dyscypliny zdecydowanie do tego kanonu należały.

- Uznam twoje wywody za odpowiedź twierdzącą.

- Skądże, byłem dzisiaj nauczany dworskiej etykiety. - Chłopak uśmiechnął się łobuzersko i dodał: - Co innego zajęcia zielarstwa. Na cóż mi znajomość leczniczych roślin? Ta wiedza jest w zakresie królewskiego Hela, jak mniemam.

Helowie byli uzdrowicielami posiadającymi życiodajną moc, która pozwalała im na uleczanie nawet najgroźniejszych ran. Wyróżniającą ich spośród zwyczajnych ludzi cechą wyglądu były dwukolorowe, niespotykane tęczówki oczu. Jedna srebrna niczym stal, druga złota.

- Nigdy nie wiesz, kiedy owa mądrość ci się przyda. Być może pewnego dnia uratuje twe życie - oświadczyła Selene, wstając z białej fortepianowej ławy.

Księżniczka z chęcią brała udział niemal we wszystkich lekcjach, uważała je bowiem za ciekawe i cenne. Jedyne zajęcia, jakich szczerze nie znosiła, dotyczyły nauki walki. Unikała ich jak ogień wody, kiedy była młodsza, więc w końcu ojciec postanowił je wyeliminować z jej planu nauki. Natomiast Helios sądził, iż są jednymi z najprzyjemniejszych.

- Doprawdy? Selene, ośmielę się zauważyć, że z naszymi magicznymi umiejętnościami to nie roślina zwana lukrecją gładką pozwoliłaby mi przetrwać.

Helios nie spuszczał wzroku z wyprostowanej siostry, ubranej w długą, srebrną sukienkę wysadzaną klejnotami i przepasaną szeroką wstążką. Dolna, zwiewna część odzienia na pewno wirowała podczas obrotów. Na ramiona narzuciła krótką, delikatną pelerynę, która zawiązana zakrywała dekolt.

- Taką wiarę pokładasz w naszą magię... - westchnęła dziewczyna. - Wczoraj ledwo uszliśmy z życiem. Jak bardzo ta twoja magia ci pomogła?

Nie była zwyczajnym człowiekiem, podobnie jak jej brat. Wiedziała to od wczesnego dzieciństwa. Posiadała umiejętności, jakich żadne osoby niepowiązane z rodziną królewska nie miały. Właśnie te zdolności zadecydowały o ich niezwykłości i sprawowaniu władzy w królestwie zwanym Selion. Selene wierzyła, że magia płynąca w ich żyłach była tam z konkretnego powodu, by coś zmienić, tym razem naprawdę. Chciała, aby kiedyś ludzie przestali czuć zagrożenie obecne od wieków i ciążące nad nimi niczym zły omen.

- Nie moja, lecz twoja - zauważył słusznie, a ona ściągnęła usta w wąską kreskę. - Przyznam, muszę się jeszcze wiele nauczyć w kontekście swoich umiejętności, ale znów nie pomoże mi w tym większość zajęć, na które jestem skazany. Nie będę cię przekonywał do łamania zasad, ale nawet te twoje lekcje muzyki są przydatniejsze od zielarstwa.

- Zakończmy temat, proszę. - Nie zamierzała dalej ciągnąć tego wątku. Rozmowy z Heliosem były o tyle trudne, iż w kwestii nauki oraz rządów miał swoje własne zdanie, którego za nic nie zamierzał zmieniać. - Pragnę dowiedzieć się, jaki podarunek przygotowałeś dla mnie na czternaste urodziny.

- Nic z tego, siostrzyczko. Musisz się wykazać cierpliwością i poczekać te kilkanaście dni. Jednak mogę cię zapewnić, iż jest to coś, co niezaprzeczalnie wprawi cię w zachwyt.

Selene się nadąsała. Nie była w stanie odgadnąć, cóż takiego wymyślił dla niej brat, ale wiedziała, że prezent będzie wspaniały.

Książę długo się zastanawiał, co zadowoli jego siostrę. Księżniczka mogła przecież dostać wszystko, czego tylko zapragnęła. Chciał, by dar od niego znaczył dla niej więcej niż kolejna suknia. Podczas zwiedzania zakazanych zakątków zamku wreszcie natrafił na znamienity przedmiot.

- Niech będzie. Poczekam. - Selene wzruszyła ramionami, co miało oznaczać obojętność, ale w rzeczywistości nie mogła się doczekać swoich urodzin. - Do balu nie zostało dużo czasu. Ach, cudowna wydaje się perspektywa tańców i zabawy, gdy do naszego zamku zawitają ludzie. Zawsze opowiadają niesamowite historie, szczególnie po wypiciu zbyt dużej ilości wszechobecnego czerwonego wina. A za rok... Nareszcie będę pełnoletnia! - Księżniczka wykonała piruet, przez co zbliżyła się do spokojnie stojącego brata. - Z jednej strony pragnę już nadejścia tego dnia, z drugiej... niezupełnie...

Chłopak pokręcił głową, rozbawiony wyznaniami siostry. On sam, starszy od niej o trzy lata, osiągnął już wiek pełnoletni zatwierdzony przez prawo Selionu.

- Uwierz mi, Selene, w dniu ukończenia przez ciebie piętnastego roku życia nic się nie zmieni. O ile dorosłość czasem oznacza dla innych rozpoczęcie lepiej płatnej pracy, o tyle dla nas jest tylko formalnością. Nikt nie będzie cię traktował poważniej niż teraz.

Selene uwielbiała słuchać o wszystkim, co działo się w królestwie. Niekiedy miała odwagę wypowiedzieć swoje pomysły na głos, ale nikt nie przejmował się słowami młodej, niedoświadczonej księżniczki. Aby jej nie urazić, kiwali jednak głowami, udając zainteresowanych. Helios był dobrym obserwatorem, więc wiedział, kiedy także jego idei nie brano pod uwagę.

- Sugerujesz coś, bracie? Ja jestem traktowana poważnie.

- Nie zgadzam się - dodał cicho chłopak i choć Selene go usłyszała, postanowiła zignorować.

Do pokoju weszła służąca ubrana w złoto-srebrny uniform. Każdy w zamku posiadał strój w tych dwóch kolorach, gdyż były one barwami królestwa, symbolizującymi Słońce i Księżyc.

Dziewczyna z szacunkiem ukłoniła się rodzeństwu.

- Księżniczko Selene. Książę Heliosie - rozpoczęła z respektem służąca. - Król prosi panicza do swej komnaty pracy.

Selene spojrzała na brata ze zmartwieniem. Zwykle kiedy zrobiła coś źle, nie była pouczana przez ojca. Poprawiały ją tylko nauczycielki. Król całą swoją uwagę koncentrował na pierworodnym synu. Był on następcą tronu, więc zawsze musiał zachowywać się należycie.

- Heliosie... - Dziewczyna złapała go za ramię w nagłym przestrachu, że ojciec mógł się dowiedzieć o ich nocnej wycieczce.

- Nie denerwuj się, Selene. To pewnie dotyczy omijania przeze mnie zajęć - uspokoił ją książę.

Przybrał całkowicie obojętny wyraz twarzy. Była to jedna z wielu sztuczek, których rodzeństwo nauczyło się ze względu na swój status. Do innych należały udawane emocje, manipulowanie głosem i wystudiowana mowa ciała.

Pożegnał siostrę delikatnym pocałunkiem w czoło i wyszedł z pokoju, po drodze wyminął czarnowłosą służącą, która spojrzała na niego z rozmarzeniem. Blondyn miał piękne, bursztynowe oczy, przywodzące na myśl wschód i zachód Słońca. Ich odcień zawsze fascynował młode damy.

Helios udał się schodami, na których leżał ręcznie tkany dywan, na drugie piętro, gdzie znajdowała się komnata pracy ojca. Wiedział, że prędzej czy później zostanie tam wezwany. Właściwie się dziwił, iż ojciec postanowił zganić go za niegodne zachowanie dopiero teraz. Ostatnio omijał wiele nużących go zajęć i spędzał czas na tym, co zwykle - kręceniu się po zamku i podsłuchiwaniu rozmów nieprzeznaczonych dla jego uszu. W ten sposób dowiadywał się zdecydowanie więcej niż na lekcjach literatury, zupełnie go nieinteresującej.

Zamek od dawna nie miał przed nim żadnych tajemnic. Helios znał tu każdy kąt, znał tajne przejścia pozwalające na dyskretne przemieszczanie się z jednej strony budynku na drugą. Bywało, że jego siostra towarzyszyła mu w szpiegowaniu, ale zazwyczaj w porach wieczornych lub podczas przerw między zajęciami. Nie popierała opuszczania lekcji, więc zwykle nocami przesiadywali razem i chłopak opowiadał jej, czego nowego się dowiedział. Najczęściej dotyczyło to plotek służby. Nie mówił wszystkiego, choć Selene myślała inaczej. Niektóre informacje, a mianowicie te dotyczące królestwa, nie powinny do niej docierać. Była zbyt młoda i beztroska, by zaprzątać sobie umysł pewnymi nieprzyjemnymi sprawami dręczącymi króla i jego zaufanych doradców.

Helios wszedł do przestronnego pokoju o zielonych ścianach malowanych w złote wzory. Po obu jego stronach znajdowały się regały sięgające sufitu w kolorze kości słoniowej. Zapełniały je tematyczne księgi, zbiory istotnych informacji dotyczących poprzednich wieków. Każda półka została opatrzona tabliczką z widniejącymi na niej latami panowania konkretnych władców, by łatwiej było znaleźć dany egzemplarz.

Helios wiedział jednak, iż te niezliczone księgi nie były jedynymi przechowywanymi w zamku. Wiele nieopisanych znajdowało się również w bibliotece, a książę przeczuwał, że istniał ktoś, kto wiedział, gdzie znaleźć każdą z nich.

Na środku komnaty stało szerokie biurko zapełnione równo ułożonymi, zapisanymi kartkami papieru. Wygodne, wysokie krzesło było odsunięte, a król stał odwrócony tyłem, wpatrując się w ogromne okno. Usłyszawszy odgłos kroków syna, zwrócił się w jego stronę. Obdarzył go długim, surowym spojrzeniem, które na Heliosie nie wywarło żadnego wrażenia. Dawniej obawiał się ojca, gdy widział go tak niezadowolonym, lecz po latach błędów i ciągłych karceń przyzwyczaił się do wszelkich sposobów postępowania króla.

- Znów jesteś skrajnie nieodpowiedzialny, synu - zaczął król Aelius. - Twoi nauczyciele przychodzą do mnie z powiadomieniami o kolejnych ominiętych przez ciebie lekcjach. Nie jednej, nie dziesięciu, ale znacznie więcej. A kiedy już jesteś łaskawie obecny, nigdy nie słuchasz, co się do ciebie mówi. Myślisz, że mam czas na ciągłe wysłuchiwanie, jak naganne są twe poczynania? Ignorujesz swoje obowiązki, a w towarzystwie wciąż popełniasz wiele znaczących omyłek. Ludzie postrzegają cię nie jako pełnoletniego, dojrzałego mężczyznę, lecz niefrasobliwego młodzieńca. Czy takie chcesz sprawiać wrażenie jako przyszły król?

Aelius mówił spokojnie, ale w jego głosie słychać było zdegustowanie. Próbował przyzwoicie wychować swojego pierworodnego, a tymczasem okazało się, że po niecałych szesnastu latach jego syn odpuszczał sobie naukę i nie przejmował własnym wizerunkiem.

Król, podobnie jak Selene, uważał, że każda wiedza bywa istotna, choć on sam nie był szkolony od dziecka na przyszłego władcę. Choć wpajał synowi, jak ważna jest nauka, i nakazywał uczyć się całymi dniami, on sam akurat po prostu dobrze się wżenił. Helios uważał to nie tylko za niesprawiedliwe, lecz śmiał nawet twierdzić, iż w tejże kwestii ojciec okazał się hipokrytą.

- Nie, ojcze, chcę być godnym reprezentantem naszej rodziny - odrzekł chłopak, choć w gruncie rzeczy ta kwestia była mu obojętna. Często powtarzał to zdanie w rozmowach z królem Aeliusem. - Nie możesz jednak oczekiwać ode mnie kompletnego oddania nauce i zagadnieniom mnie nieinteresującym.

- Heliosie, być może opacznie zrozumiałeś zdania, które wiele razy do ciebie kierowałem. Czas oczekiwania na cokolwiek skończył się w dniu twych piętnastych urodzin. Od tamtej pory twoim obowiązkiem i mym rozkazem skierowanym do ciebie były godne zachowanie i wykonywanie wszelkich poleceń bez jakiegokolwiek słowa sprzeciwu. Zobligowany do tego jesteś do momentu, gdy uznam, że stałeś się wystarczająco przygotowany, by móc podejmować rozsądne decyzje. Wierzyłem, że twe usamodzielnienie nadejdzie szybko, tymczasem dzień po dniu pokazujesz mi, jak ogromnie się w tym aspekcie pomyliłem.

Król nie przejmował się urażeniem uczuć syna. Krytykował Heliosa tyle razy, że chłopak niekiedy się zastanawiał, czy faktycznie jest tak nieużyty i nieodpowiedzialny, jak to często słyszał. Mógł się zgodzić z tym, iż niektóre uczynki nie były najmądrzejszymi i zasługiwał na wymierzoną karę. Jednak w większości uparcie trwał przy swoim zdaniu, jakoby miał prawo do kierowania własnym życiem. Swoje wybory usprawiedliwiał między innymi faktem, że zanim zostanie władcą, minie dużo czasu, a na dodatek, gdyby zyskał więcej swobód i uprawnień, stałby się następcą, jakiego król Aelius pragnął.

- Z pewnością mogę zadeklarować, iż w zmianie mojej postawy zdecydowanie pomogłoby cofnięcie zakazu, którego ja i Selene mamy przestrzegać pomimo nieszczęścia, jaki on nam przynosi.

Król podszedł kilka kroków do Heliosa, nie spuszczając z niego spojrzenia jasnobrązowych, nieprzejednanych oczu. Czuł wzrastającą frustrację.

Nie przepadał za poruszaniem tematu zakazu. Wydał go z konkretnego powodu: chciał chronić swoje dzieci przed losem, jaki spotkał ich matkę. Dlaczego one nie potrafiły tego zrozumieć i wciąż sprzeciwiały się dawno wypowiedzianym słowom? Król uważał, że tylko w zamku były bezpieczne, że tylko w zamku mógł je ochronić.

- Zakaz pozostanie niezniesiony, a wy, dla własnego dobra, powinniście się z nim pogodzić. Nie będę więcej wysłuchiwał zażaleń twoich ani Selene i nie myślcie, ażeby mogły one cokolwiek zmienić. Nie sądź także, że nie wiem o waszych wspólnych nocnych wycieczkach - dodał, a Helios poczuł dreszcze na ciele, ale nie ukazał swego strachu. - Zapewniam cię, jeżeli sytuacja się powtórzy, oboje zostaniecie srogo ukarani.

Te słowa go uspokoiły, bowiem skoro ojciec nie kontynuował tematu, nie wiedział o ich wczorajszej przygodzie. Helios z trudem panował nad głosem. Rozmowy z ojcem zwykle doprowadzały go do wściekłości. Król Aelius nie potrafił pogodzić się z przeszłością, przez co karał też dzieci. Tłumaczył się chęcią ich obrony, lecz książę uważał ten sposób postępowania za zgubny. Zatracenie się w bezpieczeństwie i przezorności nie mogło przynieść niczego dobrego. Helios i Selene potrafili o siebie zadbać, a gdy byli razem, nikt nie mógł ich skrzywdzić. Król zdawał się tego nie widzieć, najprawdopodobniej nawet nie próbował.

- Nie możesz...

Aelius uciszył syna gestem dłoni.

- Mogę, Heliosie. Jestem królem - powiedział stanowczo. - Teraz pozwalam ci opuścić ten pokój i radzę, byś zaczął wykonywać swe obowiązki.

W ten sposób król zakończył rozmowę. Helios skierował się do drzwi, ale tuż przed wyjściem został jeszcze zatrzymany przez ojca:

- I naucz się wreszcie pukać, synu.

Chłopak zdał sobie sprawę ze swojego błędu, na który król oczywiście zwrócił uwagę. Książę w milczeniu skinął głową i wyszedł na korytarz. Od razu spostrzegł Selene, stojącą przy ścianie z dłońmi przy piersi. Miała współczujący wyraz twarzy, ale nie okazała choćby cienia skruchy.

- Podsłuchiwałaś? - Helios ruszył przed siebie, a siostra podążyła za nim.

- Tego mnie nauczyłeś. - Przyspieszyła kroku, próbując go dogonić. Zauważyła, iż był niezadowolony. - Dziękuję, że próbowałeś przekonać ojca, aby zmienił zdanie.

Helios doskonale wiedział, jak bardzo Selene pragnęła poznać codzienność zwyczajnych ludzi. Rozkaz ojca był jednak jasny: nie mogli opuszczać zamku. Odcięci od innych części Selion, chcieli zobaczyć swoje królestwo, zamiast tkwić w murach swojego pięknego więzienia. Marzyli o odrobinie wolności, choć obydwoje odmiennie rozumieli to pojęcie. Selene pragnęła lepiej poznać Selion i pomóc jego mieszkańcom, Helios natomiast się zastanawiał, jakby wyglądały jego losy, gdyby nie ograniczały go żadne zasady i mógł robić, czego dusza zapragnie. Chciał zaznać normalnego, ludzkiego życia.

- Cokolwiek powiedziane... Żadne słowa nie są zdolne zmienić jego przekonań.

- Być może nie słowa, lecz...

- Nie, Selene - przerwał jej Helios i gwałtownie zatrzymał się na korytarzu.

Wiedział dokładnie, co zamierzała powiedzieć. Uważała, że odpowiednie zachowanie mogłoby pomóc, ale się myliła. Ich ojciec był nieprzejednany.

- Mama nie pozwoliłaby ojcu wydać takiego zakazu - stwierdziła ze smutnym wyrazem twarzy.

Miała sześć lat, gdy zmarła królowa Soana, jednak doskonale pamiętała, jaką miłością darzyła swe dzieci. Kochała także podróże do wiosek, odbywała je dość często i tych właśnie dni Selene zawsze wyczekiwała.

- Tęsknię za nią, Heliosie.

Książę przytulił swoją siostrę. Nie zapomniał, jak wstrząsnęło nią odejście Soany. Dzień śmierci królowej głęboko zapadł mu w pamięć, choć Selene nic nie widziała. Sam, niesiony ciekawością, odsłonił wtedy ciemną firankę powozu, ale uchronił siostrę przed przerażającym widokiem.

- Wszyscy za nią tęsknimy - wyszeptał książę, uspokajająco głaszczący siostrę po plecach.

- Zamierzasz usłuchać ojca? - zapytała, zmieniając temat.

- Moja droga siostro, czy kiedykolwiek go usłuchałem?

Selene lekko się uśmiechnęła, bo przecież znała odpowiedź na to pytanie. Helios buntował się niezliczoną ilość razy. Polecenia wykonywał na opak, ze szczególną ostrożnością, by nikt go nie nakrył.

- Nie, jak sądzę - odparła, po czym wykonała dwa kroki do tyłu. - Dzisiaj?

Nie potrzebował usłyszeć niczego więcej, by wiedzieć, co Selene miała na myśli, choć zdziwiła go jej odwaga. Wcześniej sądził, że po ostatnich wydarzeniach już nie da się namówić na nocne wycieczki poza zamek.

- Dzisiaj - przytaknął, gotowy zaryzykować tego wieczora i każdego następnego. - I obiecuję, tylko na polanę.

Nieważne, jak sroga okazałaby się wymierzona przez ojca kara, książę oraz księżniczka byli gotowi ją ponieść. Ojciec, uparcie tkwiący przy swoim, nie rozumiał, jak niestrudzone mogły być jego dzieci w dążeniu do zyskania chociażby cząstki upragnionej przez siebie wolności.

A tej nocy po raz kolejny planowały uciec z zamku, by wrócić tuż przed świtem.

Rozdział 2

Dawniej, za życia i po śmierci królowej

Pojedyncza, rozpalona świeca rzucała cienie, które, jak mogło się zdawać, tańczyły na ścianie. Sześcioletnia dziewczynka obserwowała spod półprzymkniętych powiek smukłą postać, zbliżającą się do źródła światła. Kobieta ubrana w nocną koszulę zgasiła płomień, przez co pokój pogrążył się w półmroku. Przed momentem zaśpiewała swoim dzieciom ich ulubioną kołysankę. Z myślą, że obydwoje zasnęli, opuściła pokój i zamknęła za sobą drzwi. Mała księżniczka cichutko wyślizgnęła się z łóżka swojego brata. Jej gołe stopy dotknęły zimnego drewna. Szła powoli w stronę drzwi, planując wrócić do własnej komnaty. Zamierzała wpatrywać się w Księżyc świecący wysoko na ciemnym niebie. Czyniła to każdej nocy, przez co często wstawała dopiero późnym rankiem.

Przed wyjściem obróciła się w stronę okna zasłoniętego przezroczystą firanką. Ujrzawszy jasne gwiazdy, poczuła wewnętrzny spokój. Ten widok zawsze napawał ją szczęściem i beztroską.

Selene nie mogła się doczekać, aż dotrze do swego pokoju i usiądzie w wygodnym fotelu stojącym przy oknie. Zamierzała grzecznie przejść kilka kroków dzielących ją od komnaty, lecz kiedy usłyszała zdenerwowany głos ojca, zaciekawiona poszła w drugą stronę. Zdawała sobie sprawę, że wpadłaby w ogromne kłopoty, gdyby rodzice ją przyłapali, postępowała więc z największą możliwą ostrożnością.

- Soano, wiesz, co sądzę o twych ciągłych podróżach - mówił król, kierujący swoje słowa do żony. - W zamku nic ci nie grozi, a poza murami wiele może się zdarzyć. On pragnie zemsty. Próbował odebrać ci życie już dwa razy, na szczęście z niepowodzeniem.

Selene nie rozumiała, o czym ojciec mówił. Nigdy nie słyszała, by ktokolwiek chciał skrzywdzić jej mamę.

Zajrzała przez szparę między uchylonymi drzwiami a framugą i dostrzegła zmartwionego króla.

- Minęło dziewięć lat, odkąd zabił mych rodziców, Aeliusie. Wiele przejażdżek odbyłam od tego czasu i żadne zło nie zostało wyrządzone ani mnie, ani naszym dzieciom. Nie zamierzam żyć w strachu, skoro nie mam podstaw do obawy.

Soana odłożyła na stolik ozdobną klamrę do włosów. Król martwił się o żonę każdego dnia. Ceniła to, jak wiele dla niego znaczyła, jednakże zaczynała odczuwać irytację, ilekroć próbował powstrzymywać ją przed zrealizowaniem podjętych decyzji. Była królową, Córką Słońca o wielkiej mocy i miała się lękać wroga? Nie zamierzała ukrywać się jak tchórz, choć nieprzyjaciel był równie potężny co ona. Mógł szerzyć terror w całym królestwie, ale nie w jej życiu.

- Tyrion nie spocznie, dopóki nie osiągnie celu.

Selene natychmiast zapisała w pamięci imię, które nigdy wcześniej nie padło w jej towarzystwie.

- Obydwoje wiemy, kto i co nim jest.

- Najwidoczniej nie pragnie mego zniknięcia dostatecznie bardzo, by zaatakować. Wyolbrzymiasz, mój drogi, i pozwalasz trwodze na zawładnięcie niespokojną duszą.

Aelius zbliżył się do swej małżonki, której działania nieustannie go niepokoiły. Nie mógł sobie wyobrazić cierpienia, jakiego doznałby, gdyby została mu odebrana.

- Pragnę tylko twego bezpieczeństwa - oświadczył, delikatnie sunąc dłonią po jej gołych przedramionach.

Królowa odsunęła się do tyłu, nie pozwoliła na czuły dotyk mający złagodzić jej postawę.

- Chcesz mnie chronić, udzielam ci na to zgody, lecz nie możesz mną dyrygować. Oszalałabym, gdybym została zmuszona do życia bez opuszczania tego miejsca.

Aelius westchnął z rezygnacją. Próbował nieliczoną ilość razy, lecz swej upartej żony nie potrafił przekonać. Nie miał nad nią władzy. Był zwykłym człowiekiem, a nie istotą zesłaną przez Słońce, jak ona.

- Jutro wybieram się z naszymi dziećmi na wycieczkę do wioski Formest. Możesz nam towarzyszyć, jeżeli taka twa wola, bądź zostać w swym bezpiecznym zamku - zakończyła oschłym tonem.

Selene cichutko wycofała się do swej komnaty, myśląc o rozmowie rodziców. Wygodnie ułożyła się w białym, puszystym fotelu i okryła zziębnięte nogi kocem. Wzrok zwróciła ku jasnemu Księżycowi, którego kilka dni dzieliło od fazy nowiu. Mieszkańcy królestwa nie przepadali za okresem, gdy ich patron nie widniał w nocy na niebie. Niebezpiecznie było na zewnątrz, a nawet w domach. Selene czasami dostrzegała ciemne postacie czające się na obrzeżach lasu przy zamku, jednakże owe kreatury nigdy nie podchodziły bliżej.

Wielbiła podróże, w które rodzice zabierali ją oraz Heliosa. Zawsze towarzyszyły im radość i zabawa. Wyczekiwała ich całymi dniami, nieraz śniła o nich w nocy. Natomiast dzisiejszego wieczora nie odczuwała niczego prócz kiełkującego strachu spowodowanego tym, co usłyszała, a czego usłyszeć nie powinna.

Kim jest Tyrion? - zastanawiała się dziewczynka, choć była zbyt młoda, by zrozumieć odpowiedź na to pytanie.

Zmęczona emocjami i własnymi myślami, zamknęła oczy i odpłynęła w niespokojny sen.

***

Wyprostowani rycerze stali przy zaprzęgniętym w konie powozie. Ich srebrne zbroje lśniły się w Słońcu, gdy cierpliwie czekali na nadejście rodziny królewskiej. Konie o siwym umaszczeniu parskały i przebierały kopytami, spragnione jazdy. Tego ranka zostały dokładnie wyczyszczone przez stajennych, aby należycie prezentowały się podczas podróży.

W powietrzu unosiła się woń kwiatów pochodząca z królewskiego ogrodu. Miejsce to było zachwycające, pełne przecudnych roślin i przyjemnych zapachów. Nie znano w zamku osoby, która twierdziłaby inaczej bądź która nigdy nie odwiedziła tego czarownego zakątka. Największa pochwała należała się królewskiemu ogrodnikowi, który sprawował pieczę nad tym miejscem. Spotykany był tam o każdej porze dnia, a bywało, że i nocy. Służące twierdziły, że zielarstwo to całe jego życie. Możliwe, iż właśnie dlatego zawsze utrzymywał dobre kontakty z każdym królewskim Helem. Syn, równie utalentowany, często mu towarzyszył.

Młody chłopak na rozkaz ojca pielił kwiaty przy królewskim dziedzińcu, gdy na zewnątrz wyszła rodzina królewska. Obserwował, jak król i królowa dumnie kroczyli w stronę niewielkiego, zdobionego powozu. Ukłoniłby się, ale nie zwracano na niego uwagi, więc uznał ten uczynek za zbędny. Wrócił do wykonywanego zajęcia i odwrócił wzrok od niewiele starszego od niego syna władcy.

Helios był uradowany, gdyż nareszcie działo się coś ciekawszego od codziennej rutyny. Na jego twarzy gościł szeroki uśmiech, kiedy głęboko odetchnął ciepłym, letnim powietrzem. Cieszyła go bliska perspektywa podróży do odległej wioski i nie mógł zrozumieć, z jakiego powodu jego sześcioletnia siostra nie okazywała entuzjazmu. Spoglądała na rodziców z miną myśliciela, jak gdyby właśnie zastanawiała się nad czymś poważnym. Rano próbował się dowiedzieć, co zaprząta jej umysł, ale wzruszyła tylko ramionami i powiedziała, że jest zmęczona.

Pewnie znów oglądała Księżyc - pomyślał chłopak, bo wiedział, że Selene robiła to każdej nocy, zamiast położyć się spać.

Pierwszy do powozu wsiadł Helios i zajął miejsce przy małym oknie. Odsunął czerwoną zasłonę, by móc podczas jazdy przyglądać się krajobrazom Selionu. Zwykle siadała tutaj jego siostra, ale dziś nabrał nagłej ochoty, by być bliżej okna.

- Pomogę ci, kochanie - usłyszał głos mamy, która złapała Selene za rękę.

Mała dziewczynka usiadła obok swego brata, marszcząc brwi z niezadowolenia. Obrażona za zajęcie jej miejsca, odwróciła głowę w drugą stronę.

- Mam nadzieję, że uradowałam was postanowieniem o tej jednodniowej wyprawie - powiedziała Soana, siadająca naprzeciw córki.

- Oczywiście, mamusiu! - oświadczyła od razu Selene. - Twój pomysł bardzo nas uszczęśliwił.

Sześciolatka promiennie się uśmiechnęła, ujrzawszy zadowolenie królowej. Odczuwała niepokój, odkąd podsłuchała wczorajszą rozmowę rodziców, ale najwidoczniej niepotrzebnie poświęcała swój czas zmartwieniom. Nic złego nie mogłoby się przecież stać, skoro jej mamusia wyglądała na taką zachwyconą czekającą ich wyprawą.

- Mnie raduje fakt, iż mogę odpocząć od zamkowych obowiązków - oświadczył Helios.

- Król nigdy nie ma odpoczynku od obowiązków - wtrącił Aelius, a jego syn przeczuł, że podczas tej wyprawy znowu będzie pouczany.

Ojciec zawsze znajdywał skazę w zachowaniu księcia. Każdego dnia, co okropnie irytowało młodego chłopaka. Aelius wychowywał Heliosa według własnych zasad, które kontrastowały z łagodnością królowej. Helios pamiętał, jak mama tłumaczyła ojcu, że sześcioletni Helios jest dzieckiem i zasługuje na to, by wolny czas poświęcać zabawie. Obecnie książę miał lat dziewięć i w oczach króla dzieckiem już nie był.

- Na szczęście Helios nie jest jeszcze królem - odpowiedziała mężowi Soana wesołym tonem i pogładziła go po włosach. - Niech ten dzień będzie dla niego przyjemny, jak również i dla nas.

Dostrzegła, że król zamierza wyrazić swoją opinię, więc zmieniła temat i nie dała mu dojść do głosu.

- Zauważyłam, że Berthold nam nie towarzyszy. Co jest powodem nieobecności naszego najlepszego dowódcy?

- Zapragnął spędzić ten dzień ze swoją córką Rosaline - odpowiedział spokojnie Aelius, gdy powóz wyruszył w drogę.

Selene pomyślała o dziewczynce z włosami wyglądającymi jak kręcony makaron. Lubiła spędzać z nią czas, bo była miła i zabawna. Selene uważała także, że w ten sposób dobrze postępuje, bo nikt inny się z Rosaline nie zaprzyjaźnił.

- Ach, Rosaline. Śliczna mała - westchnęła królowa, myśląc o pierworodnej dowódcy królewskiego oddziału. - Kto ma Miecz? - zadała ważniejsze pytanie.

Nie chodziło jej o zwyczajny miecz, jaki posiadał każdy rycerz. Istniała o wiele potężniejsza broń, która mogła doprowadzić do śmierci bezlitosnego Tyriona. Nazywano ją Mieczem Światła, z ostrzem wykonanym z czystej magii. Na co dzień dzierżył go Berthold, gdyż był zaufanym przyjacielem, świetnie wytrenowanym rycerzem i zarazem królewskim dowódcą.

- Mam go przy sobie, Soano - oświadczył Aelius i dotknął szorstką ręką Miecza schowanego do brązowej pochwy.

Król uznał, że właśnie on powinien przejąć tego dnia ową broń. Zanim stał się członkiem królewskiej rodziny, był rycerzem dzielnie broniącym swego królestwa.

Soana pomyślała o swoim uwielbieniu do zwiedzania wiosek i o tym, co zdarzyło się w przeszłości podczas tych wycieczek. Uścisnęła dłoń swojego męża, przypomniawszy sobie ich pierwsze spotkanie. Selene, jakby niemal odczytała rozważania mamy, bo zapytała:

- Opowiecie nam historię?

Uwielbiała słuchać opowieści mamy przed snem. Uważała je za fascynujące, gdyż wydarzyły się naprawdę.

- Sądzę, że mam idealną. Traktuje ona o tym, jak poznaliśmy się z waszym ojcem - oświadczyła Soana, czym przyciągnęła uwagę także Heliosa. - Jako młoda księżniczka miłowałam spacery. Zazwyczaj bywałam w okolicach wioski Lumia. Zawsze towarzyszyli mi rycerze, gotowi atakować w razie niebezpieczeństwa. Wasz ojciec jako mieszkaniec owej wioski często mnie widywał. Uważał mnie za najpiękniejszą ze wszystkich dam. - Królowa się uśmiechnęła, spoglądając na swego męża. Według niego żadna panna nigdy nie dorównywała Soanie mądrością i urodą. - Jednego dnia, pochmurnego i deszczowego, zapuściłam się dalej niż zwykle, na obrzeża lasu, gdzie niewielu docierało. Było tam urokliwe miejsce z przewróconym drzewem służącym jako ławka, nad którą gałęzie tworzyły baldachim. Pamiętacie, kim są datury, prawda?

Dzieci skinęły głowami na znak potwierdzenia.

Datury były potworami czającymi się w ocienionych, skrytych zakątkach lasu. Każdy o nich wiedział, ale nikt nie chciał rozmawiać na ten temat. Słowo "datur" wzbudzało postrach wśród ludzi codziennie modlących się do Słońca i Księżyca o to, by udało im się przeżyć noc. Niektórzy nawet wierzyli, iż samo wypowiedzenie tego miana sprowadzi na nich niebezpieczeństwo w późnych porach, kiedy bestie atakowały. Posiadały zdolności, przez które ludzie wątpili, czy mogliby przeżyć takie spotkanie. Podobno śmierć była błogosławieństwem w porównaniu z przemianą w jednego z nich.

Rodzeństwo zostało dokładnie pouczone na temat tych istot. Soana wmawiała dzieciom, iż ich magiczne umiejętności są znacznie potężniejsze i wygraliby w każdej walce z tymi stworami. Mimo tego Selene przerażała myśl o potworach, których dotychczas nie spotkała.

- Zostałam zaatakowana przez grupę daturów - kontynuowała królowa. - Nie bałam się, pewna, że doskonale sobie poradzę. Niestety, tym stworzeniom towarzyszył ich przywódca, znany przez was jako Nosiciel Klątwy Cienia. Byłam jego celem, a królewska straż została pokonana. Gdyby nie Aelius, który dzielnie stanął do walki i odciągnął ode mnie jego uwagę, wycieczka mogłaby mieć tragiczny finał. Odwaga waszego ojca dała mi czas do zniszczenia pozostałych daturów. Aelius jako zasłużony rycerz został odpowiednio nagrodzony przydzieleniem go do mojej prywatnej straży. Fakt ten pozwolił nam lepiej się poznać, a wkrótce zakochać - zakończyła Soana, nie dodała, że tamtego dnia Nosiciel uciekł i poprzysiągł powrót.

- Jak miał na imię ten Nosiciel? - zapytał Helios, zastanawiający się, dlaczego nigdy wcześniej nie słyszał tej opowieści.

O samym Nosicielu też niewiele wiedział, prócz tego, iż był przywódcą daturów, zdolnym do przemiany zwykłych ludzi w żądne krwi potwory.

- Tyrion - odpowiedział mu ojciec, a imię natychmiast wzbudziło strach Selene, która wstała i podeszła do mamy, po czym mocno się do niej przytuliła, myśląc o tym, iż właśnie Tyrion chciał skrzywdzić kobietę.

Królowa wzięła córkę na kolana i głaskała ją po jasnoblond włosach. Nie sądziła, że ta historia przestraszy Selene. Zaczęła opowiadać dziewczynce o wspaniałych planach na dzisiejszy dzień, a Helios wyjrzał przez okno i zagłębił się we własnych przemyśleniach. Wychowywany był na króla, wpajano mu związane z tą rolą zasady, przymuszano go do nauk. Jednak nigdy nie mówiono w jego towarzystwie o sprawach istotnie ważnych. Niewiele wiadomo mu było na temat obecnej sytuacji w królestwie Selion. Nie mógł być dzieckiem i dorosłym naraz. Przed dzieckiem można zatajać niektóre wieści w trosce o jego poczucie bezpieczeństwa. Natomiast on, Helios, traktowany był niemalże jak dojrzały, niemający wytchnienia od obowiązków mężczyzna. Kiedy ojciec zamierzał podzielić się z nim informacjami, które faktycznie miały dla niego znaczenie? Czy sam powinien podjąć ten temat podczas jednej z rozmów z królem Aeliusem?

Książę śledził wzrokiem mijane drzewa o grubych pniach i rozłożystych koronach. Jechali piaszczystą drogą wzdłuż niewielkiej polany, kończącej się lasem, który Heliosowi nie wydawał się ani trochę straszny. Z ledwością mógł pojąć, dlaczego ludzie uważali lasy za przerażające obszary, gdzie czeka ich pewna śmierć. Zapewne nocą ten teren stawał się dziki i nieokiełznany, ale Heliosowi nie wydawało się, aby datury atakowały za dnia, szczególnie że drzewa nie odcinały całkowitego dopływu światła. Tymczasem wielu mieszkańców Selionu trzymało się z daleka od lasów, co było nie lada wyczynem, zważywszy na wielkość powierzchni, jaką zajmowały w królestwie.

Nagle książę zauważył czworonożny kształt stojący pośrodku polany. Chłopak uznałby zwierzę za zwyczajnego wilka, gdyby nie fakt, że jego długa sierść emanowała białym światłem. Przeszywający wzrok skierowany był prosto na oniemiałego z zachwytu Heliosa. Choć dzieliła ich duża odległość, chłopak mógłby przysiąc, że zwierzę miało złote oczy, a między nimi szarą, pionową kreskę.

Słyszał legendy o tych stworzeniach nazywanych świecącymi wilkami, w skrócie wilświekami. Podobno dotyk ich sierści potrafił uleczyć datury i zamienić je z powrotem w ludzi. Niestety niewielu miało szansę kiedykolwiek ujrzeć tę odmianę wilka, gdyż to nieposkromione zwierzę przystosowało się do życia w ukryciu przed ludźmi. Heliosa to nie dziwiło. Dawniej były źle traktowane i wykorzystywane najczęściej do wzbogacenia się na ich futrze. Teraz sądzono, że wilświeki ukazywały się wybranym osobom, by ostrzec je przed niebezpieczeństwem, które może zagrażać im samym bądź ich bliskim. Jedynym sposobem ratunku mogło być podobno zawrócenie z obranej drogi, w znaczeniu dosłownym lub poprzez zmianę podjętej decyzji.

Chłopak nie miał pojęcia, dlaczego właśnie jemu objawiło się to zwierzę, ale zdecydowanie wzbudziło w nim niepokój.

- Heliosie! - Z zamyślenia wyrwał księcia donośny głos ojca. Zdawał się poirytowany czymś, co jego syn zrobił. - Odpowiedz swej matce.

- Wybacz, mamo, nie dosłyszałem twego pytania. - Helios grzecznie zwrócił się do rodzicielki, ale ukradkiem spojrzał na ojca. Pamiętał jedną z jego reguł, która głosiła: "Król nie przeprasza i nie prosi o wybaczenie".

Najwidoczniej ta zasada nie dotyczyła Soany, ponieważ Aelius nie wypowiedział słowa więcej na temat zachowania syna.

- Nic wielkiego, pragnęłam jedynie wiedzieć, czy chciałbyś zaśpiewać piosenkę ze mną i siostrą.

Helios był głęboko wdzięczny, iż mama została obdarzona miłym, kojącym głosem. Niewiele miało miejsce sytuacji, w których Soana okazywałaby złość względem dzieci. Całkowicie różniła się od ojca, który choć bardzo się starał, był po prostu z natury nieco bardziej oschły.

- Innym razem - oświadczył książę i znów wyjrzał przez okno.

Selene poprosiła o zaśpiewanie ulubionej piosenki, którą często słyszała przed snem. Melodia była dziecinna, ale przyjemnie brzmiała. Przywodziła na myśl szczęśliwe życie oraz wrażenie, że nic złego nie może się wydarzyć. Dwa głosy, ciepły Soany i wysoki, melodyjny Selene, tworzyły idealny nastrój, który nie udzielił się jednak Heliosowi. Zaniepokojony najnowszym odkryciem, postanowił się nim podzielić z rodzicami.

- Spostrzegłem wilświeka na polanie, którą mijaliśmy - oznajmił, gdy Soana i Selene przestały śpiewać.

Aelius, zainteresowany słowami syna, ścisnął w dłoni pochwę Miecza. Pokładał wiarę w przesądy i legendy w przeciwieństwie do Soany, która ignorowała ostrzeżenia, jeżeli mogły pokrzyżować jej plany.

- Również mam nadzieję na zobaczenie tego cudownego zwierzęcia w przyszłości. Wspaniale, iż tobie to się udało - stwierdziła z uśmiechem.

Była świadoma, co mówiono o tych wilkach, ale nie zamierzała rozwijać tematu, przekonana, iż zwierzę nie zwiastowało niczego złego.

Helios pierwszy raz poczuł pewną nić porozumienia pomiędzy nim a ojcem, gdyż obydwaj woleliby w tym wypadku zachować przezorność. Jednakże większość jazdy upływała w miłej atmosferze. Nic nie wskazywało na to, by groziło im jakieś niebezpieczeństwo.

- Dojechaliśmy już do wioski Formest? - zapytała Selene, kiedy powóz niespodziewanie się zatrzymał.

Jej brat wyjrzał przez okno, lecz nie spostrzegł żadnej wiejskiej chaty. Znajdowali się na rzadko uczęszczanej drodze i wyglądało na to, że prócz nich i królewskiej straży nie było tu żywego ducha.

- Mamo...- zaczął w momencie, gdy z zewnątrz dotarły do nich dźwięki wyciąganych mieczy oraz komend wydawanych do siebie nawzajem przez rycerzy.

Król natychmiast wyszedł z powozu, spodziewając się najgorszego. W dłoni mocno ściskał Miecz, gotowy zaatakować napastnika. Nie mylił się co do jego tożsamości. Tymczasem królowa mocno ucałowała swoje dzieci i powiedziała do nich:

- Nie wolno wam opuścić tego powozu. Bez względu na to, co się wydarzy, zostańcie tutaj.

Zanim podążyła za mężem, zasłoniła okno i zostawiła przerażone dzieci razem. Selene uroniła kilka łez, wtulona w brata. Nie rozumiała, co się działo, ale przeczuwała, iż wyprawa nie będzie miała szczęśliwego zakończenia.

Helios nie potrafił się oprzeć ciekawości, która kazała mu dyskretnie wyjrzeć za czerwoną zasłonę, by się dowiedzieć, kim był atakujący ich nieprzyjaciel. Na początku nic nie widział, dopiero po czasie, który zdawał się dłużyć w nieskończoność, spostrzegł mężczyznę w czarnej pelerynie. Ciągnące się wokół jego postaci ciemne smugi wskazywały na to, iż rodzice nie mieli do czynienia ze zwykłym człowiekiem.

- Czy to Tyrion? - zapytała Selene, próbująca wyjrzeć nad ramieniem brata, który dopiero po jej pytaniu zrozumiał, przeciwko komu król i królowa stanęli.

- Nie patrz! - zawołał ostro i odwrócił się w stronę rozdygotanej siostry. Nie mógł pozwolić jej na oglądanie tego, co zapewne miało się wydarzyć.

Pewny był, że rodzice zwyciężą i za moment wrócą do powozu, ale walka była okropnym widowiskiem. On sam jednak ani myślał usłuchać własnego rozkazu i znów wyjrzał przez okno.

Król wyszedł przed swoją żonę, osłaniał ją swoim ciałem. Nie zamierzał pozwolić, by ucierpiała, gotowy poświęcić choćby własne życie. Bez słowa wyciągnął Miecz Światła i wycelował ostrze w Nosiciela, modląc się w duchu o siłę do pokonania największego wroga królestwa.

- Dałem wam dziesięć lat spokoju. Teraz nadszedł czas na wypełnienie mego przyrzeczenia - oświadczył niskim głosem napastnik.

- Zawiodłeś dwa razy, Tyrionie, a dzisiaj ostatecznie polegniesz - odpowiedział mu groźnie król i nawet nie spoglądał na bezwładne ciała jego martwych rycerzy.

Wiedział, że Nosiciel był znacznie potężniejszy niż poprzednio, kiedy wkroczył do domu jego przyjaciela. Z zimną krwią zamordował wtedy rodziców Soany, także będącej jego celem. Każdy obecny na nieszczęsnej kolacji gotów był bronić młodej księżniczki spodziewającej się właśnie pierwszego dziecka.

- Masz ostatnią szansę się wycofać i uchronić przed śmiercią - dodał król.

Pragnął zabić wroga tu i teraz, ale nie zamierzał postępować jak głupiec, zaślepiony pragnieniem zemsty i zwycięstwa. Nie miał wsparcia prócz przygotowanej do walki żony, a w powozie czekała na niego dwójka dzieci. Tyrion zdawał sobie sprawę, że okoliczności zdecydowanie nie przemawiały na korzyść króla. To on zyskał przewagę. Postawa bezgranicznie oddanego miłości i pewnego sukcesu Aeliusa śmieszyła Nosiciela.

- Zamierzam zabić twoją żonę i dzieci, a ty będziesz mógł tylko patrzeć, jak pozbawiam cię wszystkiego - oznajmił spokojnie Tyrion, wytwarzający wokół siebie więcej czarnych smug, które wiły się po nim i po ziemi niczym jadowite węże.

Aelius, podburzony słowami wroga, ruszył na niego i skutecznie bronił się przed atakami za pomocą Miecza, na który czarna magia nie działała. Choć stał się królem, wciąż pamiętał, jak to jest być rycerzem, w dodatku jednym z najlepszych.

Tymczasem Soana uwolniła swoją moc o złocistym blasku i skierowała ją w stronę Nosiciela. Obserwujący całe zajście Helios szeptał pocieszające słowa do leżącej na jego kolanach siostry. Przekonanie o zwycięstwie rosło w nim z sekundy na sekundę, gdy widział klęski, jakie ponosił Tyrion w starciu z jego rodzicami. Był jeden przeciwko dwójce, która przez lata nauczyła się współpracować ze sobą na polach bitwy.

Król zbliżał się do wroga, sprawnie korzystał z potęgi Miecza i odcinał głowy czarnym wężom. Zmuszał go tym samym do cofania się, podczas gdy Soana uderzała falami światła osłabiającymi jego Ciemność. Nie spodziewali się jednak, że Nosiciel igrał z nimi, nie używając pełni magii, doskonalonej od lat właśnie na tę potyczkę. Dawał nadzieję, którą zamierzał doszczętnie zniszczyć. Bawił się nimi i czekał na odpowiedni moment. Zatrzymał się raptownie, a czas spowolnił, kiedy wijące się po ziemi węże nagle wystrzeliły w niebo, aż utworzyły wielki strop Ciemności, który uderzył następnie w króla i odrzucił go na pobliski kamień. Upewniwszy się, iż Aelius został chwilowo unieszkodliwiony, Tyrion stanął naprzeciw królowej, bowiem to z nią od początku chciał się zmierzyć. Poprzysiągł ją zabić i zamierzał swej przysięgi dochować.

- Żadne z was nie może mnie zranić - zagrzmiał Tyrion, a jego oczy stały się całkowicie czarne. - A ja dokończę to, co rozpocząłem.

Za pomocą Ciemności wytworzył w dłoni ostry sztylet wysadzany szlachetnymi kamieniami. Soana roztoczyła wokół siebie i powozu słoneczną barierę, oślepiającą swym blaskiem. Potrzebowała kilku sekund na opracowanie szybkiego planu, by zapewnić bezpieczeństwo rodzinie, szczególnie w obliczu rannego Aeliusa. Wystarczyła jednak chwila jej nieuwagi i zawahania, by wszystko przepadło. Nie spodziewała się, iż Nosiciel będzie na tyle silny, by z łatwością przedostać się przez jej zaklęcie i natrzeć na nią z całą swoją mocą. Wysunął z szerokiego rękawa stworzony sztylet i wbił go głęboko w pierś królowej, po czym podtrzymywał ją, gdy powoli osuwała się na ziemię.

Helios, będący świadkiem tego, co się wydarzyło, głośno zaszlochał. Odruchowo zasłonił dłonią oczy przestraszonej Selene, która posłusznie leżała i nie wyglądała przez okno. Płacz starszego brata sprawił, że mocniej wtuliła się w jego brązową szatę, jednak o nic nie pytała. Książę zamilkł, kiedy Nosiciel podniósł wzrok i popatrzył czarnymi ślepiami wprost na niego. Kryło się w nich okrucieństwo, jakiego nie dało się opisać słowami. Wtem Nosiciel został od tyłu ugodzony emanującym światłem Mieczem przez ich ojca, który z wściekłością zaatakował. Tyrion nawet nie próbował się bronić. Dokonał już swej zemsty.

- Niebo na nią czeka - oznajmił, podle się uśmiechając, kiedy król wyjmował z jego ciała Miecz.

W Selionie mawiano, że po śmierci dusze zmarłych odnajdywały swe miejsce na niebie i stawały się świecącymi w nocy gwiazdami. Wielu ludzi przemawiało do tych ciał niebieskich, z wiarą, że zwracają się do bliskich. Przekonanie to płynęło z faktu, iż za każdym razem, gdy ktoś umierał, widać było spadającą gwiazdę pojawiającą się nagle na firmamencie.

Król patrzył, jak śmiertelnie raniony Tyrion, używając ostatków siły, jaka mu pozostała, znika w czarnej chmurze. Ukląkł obok swojej małżonki, z której powoli uchodziło życie. Objął ją i szeptał przeprosiny za nieuchronienie jej przed tym losem. Królowa wyciągnęła dłoń i położyła ją na jego policzku.

- Nie zawiodłeś mnie, Aeliusie. Uchroniłeś nasze dzieci - powiedziała ledwo słyszalnie, wdzięczna, że Heliosowi i Selene nie groziło niebezpieczeństwo. - Przyrzeknij, iż nie pozwolisz, by Ciemność ich dosięgnęła. Teraz, gdy Tyrion wreszcie został śmiertelnie raniony i nie pozostało mu dużo czasu, nadejdzie nowy Nosiciel. Musicie być przygotowani do walki. Musisz ich obronić.

- Przyrzekam, Soano, przyrzekam - zapewnił gorączkowo.

- Jesteś tylko człowiekiem, a masz sprawować władzę nad całym królestwem i opiekować się dziećmi, beze mnie. Potrzebujesz mojej mocy. Przekażę ci ją, ale uczyni cię ona jedynie połowicznym Synem Słońca - oświadczyła, spoglądając na zwiędłą trawę w miejscu, po którym jeszcze przed momentem stąpał Nosiciel.

Ze strony Tyriona nic już nie groziło jej rodzinie, lecz żałowała, iż nie będzie jej przy bliskich, kiedy pojawi się nowe zagrożenie.

Aelius nachylił się do żony i pocałował ją po raz ostatni. Wykorzystawszy pocałunek do przekazania mocy, Soana spowiła ich w jasności. Król wciąż nie wypuścił z objęć ukochanej żony, która na zawsze zamknęła oczy.

Na niebie nad jego głową spadła ledwie widoczna za dnia gwiazda i błysnęła niczym najczystszy diament.

- Heliosie, kiedy wrócą rodzice? - zapytała płaczliwie Selene, wciąż z zasłoniętymi oczami szukająca dłoni brata, by ją pochwycić.

- Nie, nie... - Nie był w stanie dokończyć myśli, zbyt na to roztrzęsiony.

Księżniczka, niepewna jak odebrać jego słowa, podniosła się z zamiarem zobaczenia tego, co widział jej brat. Książę zasłonił okno i przytulił ją do siebie. Czuł, iż w tych trudnych chwilach będą mogli polegać jedynie na sobie nawzajem.

Na zewnątrz Aelius pozwolił swoim łzom płynąć, zalewał nimi ciało zmarłej Soany. Pogrążony w rozpaczy, nie zwracał uwagi na syna, który odwrócił się od okna. Nie zauważył nawet, że na niego patrzył. Tego dnia pierwszy i ostatni raz dane było Heliosowi widzieć płaczącego króla.

Rozdział 3

Uczynionego zła nie da się odwrócić

Brutalne słowa, tnące niczym lśniące ostrze. Kaleczące wnętrze, rozrywające krwawiące serce na kawałki. Kłamstwo wmawiane każdego dnia, aż umysł zaczyna postrzegać je jako prawdę. Zazdrość podsycająca uczucie nienawiści, wściekłość doprowadzająca do ostateczności. Furia przejmująca kontrolę nad ciałem, gniew uwalniający najgorszą cząstkę. A potem zostaje tylko Ciemność, powoli powracająca do swej kryjówki w ciele i umyśle. Odzyskana kontrola nie cofnie działań. Nie ma nawet kropli ciemnoczerwonej krwi, ale jest świadomość popełnionego czynu. Wyrządzonego zła, które pozostanie z nią aż do śmierci.

Morderczyni - szepce głos w głowie Reiny.

Morderczyni - szepce każdej nocy, a także za dnia, nie dając spokoju, a jedynie przypominając o wydarzeniach z niedalekiej przeszłości.

Odgłos zielonego plecaka miarowo uderzającego o plecy podczas biegu. Liście chłostające twarz i gałęzie dziurawiące fioletową sukienkę. Przyspieszenie tempa, choć nie ma zagrożenia. Szelesty w pobliskich krzakach, tym głośniejsze, im głębiej zapuszczała się w las.

Reina ignorowała zdrowy rozsądek, każący zawrócić. Biegła przed siebie, jakby od tego zależało jej życie. Próbowała zapomnieć, ale wciąż miała pod powiekami obraz martwej dziewczyny. Szeroko otwartych zielonych oczu, tak podobnych do jej własnych, oliwkowych.

Upadła na trawę, potknąwszy się o leżący na drodze korzeń. Zapłakała, bo przecież nie chciała jej śmierci. Zaprzepaściła wszystko, w tym szansę na lepszą przyszłość. Wylewała łzy, aż zdała sobie sprawę, że nic nie słyszy. Liście zamarły, leśne zwierzęta zamilkły. Wstała, ocierając łzy z rumianych polików. Odwróciła się do tyłu i stanęła twarzą w twarz z samą sobą. Natychmiast się cofnęła, nie potrafiła wydobyć z siebie głosu. Przerażająca postać podążała za nią, dopóki Reina nie wpadła na drzewo i nie mogła wykonać żadnego ruchu.

Bliźniacza wersja miała w sobie coś pięknego, choć jej twarz świadczyła o okrucieństwie. Policzki były zapadnięte, a brwi zakrzywione w dół w wyrazie pogardy. We włosach lśniła korona, w dłoni błyszczał nóż. Z niewyrażających uczuć, czarnych oczu płynęły krwiste łzy. Łzy oznaczające fałszywy żal.

- Nie ma dla ciebie ucieczki. - Słowa przerażającego sobowtóra niosły się echem po cichym lesie, gdy wypowiedział je w twarz przestraszonej Reinie, omiatając ją zapachem zwiędłych kwiatów.

Imitacja podniosła dłoń, w której trzymała nóż. Reina piskliwie krzyknęła, spodziewając się śmierci, ale krwawa dziewczyna włożyła jej ostrze do ręki i zamknęła na nim palce. Spojrzała na nią z najwyższym poważaniem i zdjęła koronę, by przekazać ją swojej podobiźnie. Odpowiednio ułożyła jasnobrązowe włosy Reiny i rozmazała swoje krwiste łzy na ustach dziewczyny, mówiąc:

- Pogódź się z własnym losem, morderczyni.

***

Reina się obudziła, czując dreszcze. Podobne koszmary miewała każdej nocy, odkąd popełniła morderstwo. Cierpiała na bezsenność, a pogrążywszy się we śnie, miotała się niespokojnie na swym posłaniu.

Miała dość okropnego poczucia winy. Żałowała swojego występku. Żałowała, bo gdy zabiła, przesądziła o swym losie. Nie mogła wrócić do wioski, w której się narodziła. Dawne marzenia i aspiracje straciły na znaczeniu, zastąpione wewnętrzną walką. Jej natura sprzeczała się z zasadami wpajanymi od dzieciństwa. Ciemność sącząca się w sercu dziewczyny próbowała przejąć kontrolę, zniszczyć ostatnią cząstkę moralności.

Reina czuła, jak powoli poddawała się tej sile. Była zagubiona i niepewna, zdana tylko na siebie. Świadoma zmian, jakie w niej zachodziły, zastanawiała się, czy pozostali także tego doświadczali. Czy ci, którzy raz zaznali smaku Ciemności, równie mocne co ona odczuwali przyciąganie do zła? Niewidzialna, ale potężna siła oplatała ją od środka, próbując przekonać, że dobrze postąpiła. Słyszała głos, który wmawiał jej, iż uśmiercona dziewczyna zasługiwała na ten los za swoje uczynki. Reina coraz częściej się przekonywała, że nie miała dłużej kontroli nad własnymi myślami. Głowę wypełniały jej okrutne i pomysły i przerażające plany.

- Przestań, przestań, daj mi spokój - szeptała do siebie, przyciskając dłonie do skroni.

Przewracała się z boku na bok, próbując ponownie pogrążyć się we śnie, ale za każdym razem, gdy zamykała oczy, widziała swoją potworną wersję. Nie mogąc ścierpieć własnej chorej wyobraźni, wstała z przesiąkniętego potem posłania i rozejrzała się wokoło. Liście cicho szeleściły, kołysane przez chłodnawy wiatr. Była w ciemnym lesie, zdecydowanie nie sama, choć tak się czuła. Tutaj uciekła po zabójstwie i postanowiła zostać, choć słyszała historie o tych, co wkraczali między drzewa w nocy. Nigdy już nie wracali.

Wybierając ten gąszcz na swoją kryjówkę, Reina miała cichą nadzieję, że umrze, rozszarpana przez datury, potwory kryjące się w cieniu. Jednak spędziła w tym rejonie wiele tygodni i nic złego się jej nie przytrafiło. Codziennie słyszała dziwne szemranie w krzakach i szepty dochodzące zza drzew. Widziała przemieszczające się cienie, ale nikogo nie spotkała.

Przekonana o obecności daturów wokół siebie, tylko jeden raz przeszła załamanie. Wiedząc, że cały czas ją podglądają, stanęła pośrodku najciemniejszego miejsca i zaczęła wykrzykiwać rozpaczliwe prośby o zakończenie jej marnego żywota. Nic się jednak nie zdarzyło.

Ciekawiło ją, czy powodem były jej niezwykłe zdolności. Potrafiła wytworzyć ciemne obłoki, które formowała w materialne przedmioty, a także jedzenie i picie. Umiejętność niezwykle przydatna, choć przerażająca. Dziewczyna zdawała sobie sprawę z jej nienaturalności. Moc nie przypominała w żadnym stopniu dobrej magii księcia i księżniczki. Była mroczna, Reina to wyczuwała za każdym razem, gdy z niej korzystała. Posiadała ją od dzieciństwa. Dawniej przeszczęśliwa z powodu swojej swej niezwykłości, obecnie przeklinała magię, za pomocą której zabiła.

Wątpiła w swoje człowieczeństwo, lecz czymże innym mogła być, jeśli nie istotą ludzką? daturem? Nie, gdyż Słońce w żadnym stopniu jej nie przeszkadzało, choć zdecydowanie wolała cień. datury traciły swoje umiejętności w świetle, co czyniło je bezbronnymi i łatwymi do pokonania. Reina sprawdziła, czy na nią ta zależność działała, lecz okazało się, że jej moc nie słabła w promieniach słonecznych.

Na niebie pojawiły się beżowe smugi. Powoli falowały, skrząc się na ciemnym sklepieniu. Reina spoglądała na nie obojętnie. Widziała najróżniejsze kolory każdej nieprzespanej nocy. Barwy oznaczały dla mieszkańców Selionu konkretną porę. Beżowa oznaczała czwartą nad ranem. Za dwie godziny wzejdzie Słońce i rozpocznie kolejny bezsensowny dzień.

Od tygodni nie przebywała wśród ludzi. Codziennie spacerowała po lesie, próbując znaleźć cel dalszego życia. Tworzyła przedmioty ze swojej magii, a następnie niszczyła je jednym zwinnym ruchem ręki. Robiła to cały czas, aż nie nadeszła noc. Szła spać, budziła się, siadała na ziemi i myślała o koszmarze, zarówno sennym, jak i na jawie.

Niebawem będzie miała urodziny, lecz nie sądziła, by ten dzień czymkolwiek różnił się od pozostałych. Spędzi go samotnie, czekając, aż wreszcie cokolwiek się zmieni, choć straciła nadzieję na ratunek jej zbłąkanej duszy.

Zadumana, z przyzwyczajenia przeczesywała długie, jasnobrązowe włosy przecinane blond pasmami. Nie ścinała ich od lat i obecnie sięgały do kostek.

Próbowała ignorować ledwo słyszalne, niesione z wiatrem szepty. Wymawiały jej imię, równocześnie sycząc słowo "morderczyni". Przypominały o bezlitosnym akcie, którego się dopuściła.

"Kto winien świadomego morderstwa, śmierć sam poniesie" - tak głosił kodeks Selionu. Niewątpliwie było to prawo stosowane w wypadku czynów zamierzonych. Inaczej sądziło się wyleczonych z Klątwy, którzy zabili niezgodnie ze swą wolą. Znajdowali się przecież pod wpływem Ciemności. Rozpatrywano ich zbrodnie, badano umysł i wyznaczano im odpowiednią karę. Natomiast ci, którzy porwali się na zabicie datura, nie odpowiadali przed sądem. Byli podziwiani za odwagę i brawurę.

Lecz któż mógłby poświadczyć o winie Reiny? Nikt nie widział upadku ofiary ze schodów. Nikt nie mógłby poręczyć, że to Reina zepchnęła ją potężnym uderzeniem czarnej magii. Tylko ona znała prawdę i właśnie ta wiedza niszczyła ją od środka.

Mówiono, że dla noszących Ciemność w sercu nie ma ratunku. Pierwsza zbrodnia miała prowadzić do kolejnych, coraz okrutniejszych. Niewielu było takich, którzy zostali wyleczeni. Zmuszeni byli przeprowadzać się w nowe miejsce, gdzie dotąd nikt nigdy ich nie widział. Ukrywali prawdę o swojej przeszłości i próbowali ją wymazać, gdyż nawet od wyleczonych każdy trzymał się z daleka. Nie rozmawiał, nie patrzył w oczy, omijał w pośpiechu. Nie dawał drugiej szansy, przekonany o wciąż istniejącym we wnętrzu złu.

Reina gorzko się zaśmiała, myśląc o niewdzięcznym, pewnym swej doskonałości społeczeństwie. Każdy miał w sobie cząstkę nikczemności zrodzoną z popełnionych czynów. Czymże innym są wywyższanie się, gardzenie biedniejszymi, obojętne przechodzenie obok cierpiącego i fałszywość, jeżeli nie złem? Wprawdzie mniejszym, choć Reina powoli zaczynała w to wątpić. Czy winny śmierci bliźniego nie jest ten, kto ze wzgardą odmawia pomocy umierającemu?

Urodzona w szlacheckiej rodzinie Reina wiedziała, jak funkcjonowała większość bogatych członków społeczeństwa. Mogli stwarzać pozory miłych, lecz za fałszywością kryła się prawda - liczyli się dla nich tylko oni sami i ich majątki.

Tak było w wypadku jej rodziców, którzy jawnie przyznawali się do tego przed dziećmi poprzez uczenie ich zachowania we własnym mniemaniu właściwego. Reina nigdy im się nie podporządkowała, w przeciwieństwie do swej siostry, uwielbianej przez ojca i faworyzowanej przez matkę. Sama w lesie czuła się szalona i odizolowana, lecz wciąż wolała to od czasu spędzonego w towarzystwie niekochającej, teraz wręcz nienawidzącej jej rodziny.

Pulsowanie w głowie się nasiliło, postanowiła więc położyć się z powrotem na posłaniu. Myśląc o swym niedługim życiu, wreszcie zasnęła.

Wokoło niej roznosiły się szepty istot skrytych w cieniu.

- Taka młoda.

- Winna.

- Zabiła.

- Odnaleźliśmy ją.

Postać w długiej, poplamionej sukni wyłoniła się z cienia. Jej zaostrzone pazury u stóp zostawiały ślady w ziemi, gdy podchodziła do posłania Reiny, a czerwone oczy błysnęły w mroku. Usiadła obok, jak co nocy, z zamiarem strzeżenia młodej dziewczyny, którą uważała nie tylko za swoją podopieczną.

- Niedługo prawdy się dowiesz, moja królowo - wyszeptała, dotykając rumianej twarzy Reiny dłonią poznaczoną bliznami.

Została z nią i przyglądała się, jak delikatnie marszczy brwi, po raz kolejny śniąc o morderstwie. Odeszła dopiero wtedy, gdy pierwsze słoneczne promienie musnęły jej gołe ramiona, czyniąc ją całkowicie bezbronną.

***

Okrutne słowa wypowiadane tylko w jednym celu - by sprawić przykrość i wzbudzić poczucie, że jest kimś gorszym. Reina nie mogła ich znieść. Miała dość tych wszystkich ludzi niepotrafiących dostrzec, jak źle była traktowana. Nienawidziła zwłaszcza swojej okropnej rodziny. Ten jeden raz nie tłumiła złości i pozwoliła jej przejąć kontrolę nad sobą podczas kłótni.

Czuła, jak uwalniała się w niej furia. Widziała przestraszony wzrok stojącej naprzeciwko dziewczyny i zrozumiała, że wokół jej własnej postaci wytworzyły się czarne smugi, oplatające ją natychmiast dookoła. Nie zastanawiając się ani chwili dużej, wyciągnęła ręce w stronę siostry, lecz dłonie jej nie dotknęły. Patrzyła, jak niewidzialna siła pcha ją do tyłu, jak jej ciało uderza o schody. Staczało się na dół w zwolnionym tempie, aż zastygło w bezruchu na drewnianej podłodze.

Sylwetka dziewczyny leżącej przy schodach była powykrzywiana pod nienaturalnym kątem. Dziwnie wygięte ręce i nogi przypominały Reinie lalkę, którą niegdyś w ataku złości zepsuła, bo wyrwała jej kończyny.

Patrzyła na to, co uczyniła. Twarz siostry zastygła w przerażeniu. Szeroko otwarte oczy nie wyrażały życia, a półprzymknięte usta przywodziły na myśl próbę wołania o pomoc. Krzyk, który nigdy nie zdołał się wydobyć z wnętrza ciała.

Reina, zaskakująco spokojna, wpatrywała się w zmarłą. Wyobrażała sobie ten moment setki razy, aż jej ciche marzenie faktycznie się spełniło. Zabiła własną siostrę. Czy rzeczywiście tego pragnęła? Stojąc nad swoim dziełem, zaczynała wątpić.

Z otępienia wyrwały ją dopiero krzyki rodziców, upadających na kolana przy zwłokach ich córki. Płakali, wrzeszczeli, obrzucali Reinę najgorszymi wyzwiskami, lecz jej mózg nie rejestrował wypowiadanych przez nich słów. W głowie słyszała tylko jedną komendę.

Uciekaj.

Usłuchawszy wewnętrznego głosu, wbiegła do pokoju. W pośpiechu spakowała najważniejsze rzeczy, w tym pudełko ukryte pod biurkiem. Nie mogła zostać w domu. Rodzice, choć nic nie widzieli, zapewne uważali ją za sprawczynię śmierci siostry. Za każdym razem to Reinę za wszystko obwiniali. Czuła, że jej nie chcieli.

Zbiegła po schodach najszybciej, jak potrafiła, niemalże potknęła się o któryś stopień. Ojciec próbował ją złapać za kostkę, lecz sprawnie umknęła. Nie oglądała się za siebie, nie mogła patrzeć na ciało siostry, martwej z jej ręki.

Uciekła, zostawiając za sobą otwarte na oścież drzwi i płaczących rodziców. Zielony plecak uderzał ją w plecy, gdy biegła w stronę lasu. Mijała niewiedzących o niczym ludzi, polanę pełną krów, drzewa i krzaki i zapuszczała się coraz głębiej. Biegła, dopóki nie upadła na ziemię, zaczepiwszy stopą o wystający z ziemi korzeń.