Lara - George Gordon Byron
7.99 zł
6.55 zł
(3,90 zł najniższa cena z 30 dni)

Reflow text when sidebars are open.
I.
Niewolnik w państwach Lary swobodny do woli, W połowie zapominał swéj lennéj niewoli. Pan ich niespodziewany, lecz niezapomniany, Powrócił, - i weselem brzmią zamkowe ściany. Na baszcie sztandar błyska, a puhar na stole, Gościnny płomień w szersze roztoczon półkole. Po szybach malowanych migocąc połyska, Weseli goście gwarzą wokoło ogniska.
II.
Lara znów się rozgościł na ojczystym dworze; Lecz po co Lara zwiedzał i lądy i morze? Gdy go ojciec odumarł, jeszcze nadto młody, Pan swéj woli na życia ważył się przygody; Smutne dziedzictwo władzy! a kto ją posiadał, Nieraz własne swe serce z pokoju okradał. Nikt mu widać nie wskazał przy świetle pochodni, Tysiąca błędnych ścieżek wiodących do zbrodni. Właśnie gdy mu konieczną rada drugich była, Już wrząca młodość Lary drugiemi rządziła. Małéj wagi, z lat młodych jak, gdzie był i kędy? Pośledzać wszystkie morskie i zamorskie błędy; Choć krótkie jego były wędrówek przegony, Dość długie, by był przez nie w połowie zgubiony!
III.
Lara młodo porzucił swego ojca progi, Lecz od chwili, pielgrzymi gdy wziął kij do drogi, Z dniem, tygodniem, miesiącem, ci, co go żegnali, Zapomnieli odjazdu, wspominać przestali.
Ojciec Lary był prochem, jeden wasal trzyma, I to wszystko, co wiedział, że Pana tu niéma! Cały zamek zapomniał o Lary imieniu, Jego portret na ścianie czerniał w zapomnieniu. A ta, którą był poznał, pokochał na żonę... Inny mąż już pocieszał Lary narzeczonę. Młody o nim zapomniał, stary już był w grobie, A dziedzic niecierpliwy rozmawiał sam w sobie: "On żyć musi!" choć radby głos ten w duszy przemógł, I wzdychał do żałoby, któréj nosić nie mógł. W części zamku, gdzie Lara miał komnaty swoje, Z posępnym wdziękiem ściany poubierał w zbroje. Lecz jednéj zbroi niéma, stąd go zawiść pali, Bo radby dziś ją witał w téj gotyckiéj sali.
IV.
Lara przybył - i wasal pańską twarz ogląda, Skąd? nikt nie wie, dlaczego? nikt śledzić nie żąda. Po skończonych witaniach każdy się zdumiéwał, Nie że przybył, lecz czemu dotąd nie przybywał? Jeden paź służby pańskiéj cały orszak składa, Cudzoziemskiéj postaci, twarz dziecinna, blada. Lata lecą i równą pędzą czas pogonią, Tym, co siedzą, i dla tych, co po świecie gonią; Lecz z krajów zagranicznych brak wieści zapasu Opóźnił rącze skrzydło zdrożonego czasu. Widzą go i poznają, lecz wszakże złudzeniem Teraźniejszość być sądzą, a przeszłość marzeniem. On żyje, choć styrany trudami i latem, Jeszcze męskością wieku słynąć mógł przed światem. Jego błędy, występki, jakiekolwiek były, Różnym losem zwikłane w zagadkach się kryły, Gdy znudzona wieściami czujna zawiść drzémie, Sprostać sławie ojczystéj mogło Lary imię. Z dumną duszą w młodości, wszakże jego grzechy, Jak rozkosze cel miały swawolnéj uciechy; A dla tych, jeśli w zbrodni nie płużył z kolei, Wymodlić rozgrzeszenie mógł nie bez nadziei.
V.
Jakkolwiekbądź, widz bystry łacno odgadywał, Jakim dziś jest, że nie jest tém, czém kiedyś bywał.
Czoło coraz wyraźniéj marszczki mu zorały, Ślad przeszłych namiętności; niedbałość pochwały, Zimna postać, chód pewny, gdy oczyma ciskał, Dumą, lecz już nie ogniem lat młodzieńczych błyskał. Wzrokiem bystrym, któremu żaden wzrok nie sprostał, Drugich myśli do razu aż z głębi wydostał. I szczypiąca języka lekkość, jaką bawił, To żądło serca, które wprzódy świat zakrwawił; Co zwykle, grając humor wesela udany, Rani tych, co nie radzi przyznać się do rany. Wszystko to w nim i jeszcze coś w nim więcéj było, Czegoby głos nie wybrzmiał, oko nie wykryło. Honory, sława, miłość, cel społeczny ludzi, Jaki niewielu zgoni, w wielu żądze budzi; Zda się, że z piersi swojéj wszystkie wygnał szały, Choć widać, że niedawno jeszcze nią wstrząsały, I jakieś czucie, czego usta nie wyrażą, Czasami przełyskało nad wybladłą twarzą.
RESZTA TEKSTU DOSTĘPNA W PEŁNEJ WERSJI.