Lapidaria myśli - Maja Wójtowicz-Kaim

Kup ebooka

8.00 zł
6.64 zł (6,80 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Kiedyś -

uczynił, że skrzydła jej wyrosły... Teraz -

oczy zapłakane łzami

takie smutne

szare

bez życia

Usta

wykrzywione z bólu -

szminka rozmazana

Palce

poranione pasem

krew zaschnięta

lekko odbiła się na koszuli

Dłonie

roztrzęsione strachem

dygoczą

nie mogąc utrzymać szklanki Siedzi cicho schowana w kącie

skulona -

kobieta bez płci

z twarzą anioła -

prezentuje

samotność do wzięcia

w pustce jej codzienności Nie szlocha

Nie oddycha

Nie istnieje Nadchodzi kat - mąż

znowu zapomniała

umyć kubka

po herbacie...

Między narodzinami a śmiercią

między bólem istnienia

a bólem umierania -

jest krzyk

zwany życiem

i krótkie obrazy istnienia

przepływają przed oczami

duszy mojej

i proste słowa

i czynności banalne

i wschody słońc

i zachody księżyców

i radość i śmiech

i smutek i łzy

i wszystko to

co konstatuje zniecierpliwienie

i abominuje niechęć -

uprzedmiotowienie ludzi

manipulowanie ciałami

wulgaryzowanie gestów

ruchów

mimiki

Ach, bogowie wspaniali!

Czy wy to widzicie

surogat polskości

w zalążku kiełkuje

za chwilę jedną przeciągnę

granicę tego krzyku

nieskończonością wyobraźni

niedorzecznością sytuacji

zwyczajnych tak

A w oczach Waszych

rozpromienionych

i w twarzach

rumieńcem oblanych

naprzeciw obrazów

tak krótkich

tak zwyczajnych

oddech

spojrzenie

gest -

jest esencja treści

sens trwania

dobro i prawda zarazem

a na końcu samym -

samotność Pariasa

sól ziemi

zrozpaczone ruchy

stoi tak

wąska sylwetka

czarny kolor garnituru

szare odcienie pomarszczonych szat

wolno opływają zapachy

bibliograficznych szczegółów

które tak hojnie karmią

znajome wnętrze

codziennego gwaru ulic

szumu kawiarni i klubów

ciszy galerii

spokoju świątyń Nadsłuchuję ciszy -

spokojna jest

chwytam łapczywie

umykające dnie i chwile

garściami pełnymi zagarniam -

ból istnienia

ból umierania

rozproszony na liściu eskapizm

biorę Nie ma pewności niczego

istnienie jest tylko egzystencją

a bogiczność bogów -

fantazmatem dzieciństwa Alegoria moralno-dydaktyczna

coraz bardziej pulsuje

jak ziemia

Za tysiącem twoich rzęs

czas granic nie ma

czoło marszczy dumnie

kłos istnienia

włosy wiatr rozwiewa

suche usta bladych rąk

nie szepczą nic -

poszarpane lecą

grochem łzy Za tysiącem twoich rzęs

rdzawe liście spadają

na mą dłoń Za oczami zaszłymi mgłą

dywan uczuć ściele się

rozkłada -

pięknieje we mnie toń

a dalej tam -

wachlarz ogrodem

odsłania nam swą woń

kwiat ku twym oczom

śmieje się Za firaną twoich rzęs...

twoich rąk... Pod wieczornym parasolem

chmurnym czołem widnokręgu

czerwone języki

tańczyć skocznie chcą -

nie mówią nic Za kaskadą wonnego bzu

za girlandami słodkich malin

w miękkości dłoni twych

zatopić się chcę

prócz szumiącego trzepotu rzęs -

omamić cień Za kasztanem blasku źrenic

niebo z widokiem na niebo

kryje się A my -

usiądziemy pod drzewem

usiądziemy pod drzewem -

znikną ciała dwa...