ROZDZIAŁ 2
ROCAFONDA, LAMINE I YAMAL, czyli KTO POMÓGŁ MŁODYM RODZICOM
Jak już wiecie, urodzony w podbarcelońskim Esplugues de Llobregat Lamine długo tam nie pomieszkał. Kiedy miał kilka miesięcy, jego rodzice przeprowadzili się do większego miasta Mataró. Leży ono bezpośrednio nad Morzem Śródziemnym, w pobliżu wybrzeża o nazwie Costa Brava (wymawiaj: Kosta Brawa, po hiszpańsku: Dzikie Wybrzeże), które jest słynnym na cały świat regionem turystycznym. Każdego roku przyjeżdżają tam miliony wczasowiczów, bo na Costa Brava jest wszystko, czego potrzeba na wakacjach: słońce, piaszczyste plaże i ciepłe morze.
Przeprowadzka do Mataró okazała się korzystna, bo w tym blisko 150-tysięcznym mieście 18-letnia Sheila szybko znalazła pracę jako sprzątaczka w hotelu, a popołudniami dorabiała jeszcze w lokalnym McDonald'sie. Niewiele starszy Mounir imał się z kolei prac dorywczych, głównie malowania na budowach. Mimo to młodej pary nie było stać na wynajęcie własnego lokalu, poza tym ktoś musiał opiekować się malutkim Lamine'em, kiedy rodzice pracowali. Z tego powodu, podobnie jak w Esplugues Llobregat, także i tutaj nasza trójka zamieszkała wspólnie z mamą pana Mounira, wspomnianą już babcią Fátimą. Razem z nimi mieszkali również Abdul Nasraoui, starszy brat pana Mounira, jego żona i czwórka ich dzieci.
Widzicie już konfigurację rodzinną naszego bohatera? Wychowywał się razem z rodzicami, babcią, wujkiem, ciocią i czwórką kuzynów - czyli w dziesiątkę! - w mieszkaniu babci Fátimy. To zaś znajdowało się na pierwszym piętrze niewysokiego bloku mieszkalnego przy placu Jana XXIII w położonej na północnym-wschodzie Mataró dzielnicy o nazwie...
ROCAFONDA (wymawiaj: Rokafonda).
Dzielnicy, której kod pocztowy to 08304.
To bardzo ważna informacja dla naszej opowieści. Bo o ile nadmorska, nastawiona na turystów część Mataró jest elegancka i zamożna, o tyle leżąca w głębi lądu robotnicza i wielokulturowa Rocafonda zdecydowanie się od niej różni. Dominują tu blokowiska złożone z kilkupiętrowych budynków, w których rząd Hiszpanii od lat umieszcza przybywających do tego kraju imigrantów ze wszystkich stron świata (choć głównie z Afryki). Przez lata osiedliło się ich tam tak wielu, że stanowią dziś oni aż... 70 procent wszystkich mieszkańców Rocafondy. Z tego też powodu dzielnica ta ma opinię imigranckiego getta. Niestety, panuje w niej większa przestępczość niż w pozostałych częściach kraju.
Warto jednak podkreślić, że nie jest to tak niebezpieczna dzielnica, jak lubią ją przedstawiać szukające sensacji media. Mieszkańcy Rocafondy to nie tylko pierwsze pokolenie osiedlonych w Hiszpanii cudzoziemców, ale przede wszystkim bardzo pracowici, życzliwi i rodzinni ludzie.
Ale wracajmy do naszej trójki, a tak naprawdę dziesiątki (i więcej) bohaterów. Bo choć Sheila i Mounir bardzo się starali, pracowali ponad siły, nie dojadali i nie dosypiali, to nigdy nie poradziliby sobie bez pomocy innych. I w tym momencie dochodzimy do niezwykle wzruszającej historii imion naszego bohatera, które - uwaga! - absolutnie nie są przypadkowe.
Kiedy nastoletnia Sheila była w ciąży i rodzinie wiodło się naprawdę źle, młodej parze ogromnie pomogło dwóch przyjaciół pana Mounira. Jeden z nich miał na imię Lamine, drugi zaś Yamal. Nie tylko nie pozwolili przyszłym rodzicom się poddać, ale też pomagali im finansowo: dokładali się do czynszu, jedzenia, no i oczywiście do zakupu dziesiątek rzeczy, które są niezbędne, kiedy w rodzinie pojawia się bobasek.
- Wiesz, kochanie... - powiedział pewnego dnia Mounir do Sheili. - Lamine z Yamalem tak bardzo nam pomagają, że chciałbym ich jakoś uhonorować. Co powiesz na to, żebyśmy nazwali naszego syna na ich cześć? Lamine Yamal Nasraoui Ebana. Brzmi chyba dobrze, prawda? Zgodzisz się?
- Oczywiście, z radością - odpowiedziała wzruszona Sheila i jeszcze tego samego dnia para poinformowała o swojej decyzji obu przyjaciół.