Lalka ze Złotego Wzgórza - Krystyna Mirek

Reflow text when sidebars are open.
Mamo, czy ty masz problemy finansowe?
Pytanie padło nagle i zabrzmiało w eleganckim salonie jak coś wyjątkowo niestosownego. Wydawało się, że nawet Baku, mały maltańczyk, wyczuł jego nietakt. Podniósł łeb z legowiska, spojrzał najpierw na Sonię, potem na swoją miskę, jakby upewniał się, że zapasy karmy na dzisiejsze popołudnie pozostają niezagrożone.
W pięknych wnętrzach luksusowej willi na krakowskim osiedlu Złote Wzgórze podobne słowa nigdy wcześniej nie wybrzmiały.
- Oczywiście, że nie! - prychnęła pani Wioletta. - Co to w ogóle za oskarżenia?! - zawołała. Ale głos jej zadrżał.
- Denerwujesz się - zauważyła spokojnie Sonia. - Znam cię lepiej niż ktokolwiek na świecie i uwierz mi, nie zapytałabym, gdybym wcześniej wiele razy tego nie przemyślała.
Pani Wioletta wyprostowała się w fotelu. Wyglądała jak zawsze. Burza złotych loków pasująca do nazwy osiedla, na którym znajdował się ich piękny dom. Bransoletki w tym samym kolorze połyskiwały na jej nadgarstkach. Oczy błyszczały satysfakcją kobiety, która dostaje to, czego zapragnie. Szybko i bez trudu.
Dziś jednak miały jakby ciemniejszy odcień, charakterystyczny dla osób, które się czymś martwią.
Sonia odruchowo zaczęła liczyć. Wydawało się, że bransoletek jest mniej. A to słowo nie istniało dla mamy. Ona zawsze chciała tylko więcej. Wszystkiego.
- Rozmawiałam wczoraj z panią Asią z gazowni... - zaczęła Sonia ostrożnie.
Już sama nie wiedziała, co myśleć. Czy ma jakieś urojenia, czy faktycznie powód do poważnego niepokoju.
- Ona nie ma prawa wynosić poufnych informacji z pracy! - oburzyła się natychmiast pani Wioletta, jak tylko usłyszała to imię. - Laleczko moja kochana - dodała łagodniej. - Tyle razy ci powtarzałam, że trzeba bardzo uważać, komu się wierzy i kogo słucha. Ludzie w większości nie mają racji ani rozumu. Gdyby mieli, ich życia wyglądałyby inaczej.
Rozejrzała się wokół, jakby ten piękny dom był dowodem jej skuteczności i dawał prawo do oceny. Z dużym prawdopodobieństwem tak właśnie myślała.
- Wiem, mamo, pamiętam. - Sonia tylko westchnęła. - Oczywiście, że pani Asia nie ma prawa rozmawiać o poufnych danych. Ale obie doskonale wiemy, że to robi. Sama nieraz słuchasz jej plotek.
- Ach! - Wioletta machnęła dłonią. - To tylko tak przy okazji, jak robię zakupy na targu. Warzywa i owoce mają tam faktycznie najlepsze, ale towarzystwo jest niestety różne - dodała i spojrzała na córkę, jakby właśnie doszła do jakiegoś ważnego życiowego wniosku. - Niepotrzebnie cię z nią poznałam. Pani Asia to nie jest twoja liga. Pamiętaj, ma znaczenie, z kim się zadajesz - powtórzyła z naciskiem.
- Mamo, proszę cię - powiedziała Sonia. - Nie musisz mnie ciągle wychowywać. Jestem już dorosła, kończę studia, wiem, co jest ważne.
Mina pani Wioletty jasno sugerowała, że kobieta uważa inaczej, ale nie powiedziała tego na głos.
Sonia usiadła naprzeciw mamy. Przyjrzała się uważnie jej twarzy. Wokół oczu było o wiele więcej zmarszczek niż zwykle. Wiedziała, że ten doskonały, podziwiany przez wielu wygląd nie jest tylko kwestią ćwiczeń czy diety, ale przede wszystkim bardzo drogich, od lat konsekwentnie wykonywanych zabiegów. Wyglądało, jakby w ostatnim czasie czegoś zabrakło w tym precyzyjnym planie. Spod perfekcyjnej fasady zaczęła wyłaniać się twarz zmęczonej życiem pięćdziesięciolatki.
Dziewczyna zadrżała. Nie znała takiej mamy. Wszyscy mówili, że jest młoda, wiecznie młoda, a ona żyła, czerpiąc garściami z każdej dostępnej przyjemności. Sonia nie chciała nawet dopuścić do siebie myśli, że coś mogłoby się zmienić. Były na świecie we dwie, od lat ciągle razem. Nie wyobrażała sobie innego życia. Ale teraz zaczęła się bać.
- Podobno od czterech miesięcy zalegamy z płatnościami. - Słowa z trudem przechodziły jej przez gardło. - Zniknął też zapasowy laptop z gabinetu. Sprzedałaś swoje najdroższe perły. Nie ma zegarka, który tata podarował ci na rocznicę ślubu - wymieniała. Jak już raz zaczęła, nie mogła się zatrzymać. - Nie śpisz po nocach, ciągle gdzieś dzwonisz... I przestałaś spotykać się z Andrzejem - zakończyła z przytupem.
Wioletta odwróciła wzrok.
- To narcyz - powiedziała szybko. To słowo klucz w ostatnich czasach zdawało się wyjaśniać wszystko. Raz użyte sprawiało, że nikt już nie zadawał pytań. Soni jednak nie wystarczyło. - Wiesz przecież, jacy są teraz mężczyźni - dodała jeszcze mama. - Jeżeli facet około pięćdziesiątki jest wolny, to zwykle oznacza, że ma jakiś feler. Najczęściej poważny.
- To nieprawda. Jest miły i cię kochał. Tylko pieniędzy nie miał - dodała Sonia cicho.
Ten przykry wniosek, który kiedy już raz jej się nasunął, stawał się z każdą chwilą coraz bardziej prawdopodobny.
Przez chwilę obie milczały.
Za wysokimi oknami poranne słońce odbijało się od wypolerowanej karoserii samochodów stojących na podjeździe. Wszystko wyglądało tak jak zawsze - bujny żywopłot, designerskie meble, zapach świeżo zmielonej kawy unoszący się w kuchni. Tylko że pod tą starannie wypielęgnowaną powierzchnią od miesięcy narastało coś, czego Sonia nie potrafiła już ignorować.
Nawet ten żywopłot był ostatnio jakiś inny. Jakby bardziej rozczochrany. Jak mężczyzna w średnim wieku, który przestał o siebie dbać i plącze się po domu nieogolony i nieuczesany. Coś się zmieniło.
Patrzyła na mamę i czekała. Miała nadzieję, że nie dostanie żadnych banalnych wyjaśnień, tylko sensowną, prawdziwą odpowiedź.
- Wiem - zaczęła Wioletta spokojniejszym już głosem - że mieszkamy razem i przyjaźnimy się nie tylko jako matka i córka, lecz czasem także jak partnerki na równym poziomie. Ale to nie jest cała prawda o nas. To ja jednak jestem twoim rodzicem i odpowiadam za finanse tej rodziny. Nie możesz mnie tak oskarżać i punktować.
Popatrzyła córce prosto w oczy. Sonia zauważyła, że nawet barwa tęczówek mamy jest jakby mniej niebieska, w spojrzeniu było widać tylko jedno: smutek.
- Jesteś bezpieczna - zapewniła. - O nic nie musisz się martwić, laleczko moja. Obroń tylko dyplom i, tak jak ci zawsze obiecywałam, do pracy nie będziesz musiała iść. Znajdź miłość swojego życia, najwspanialszego faceta, jaki istnieje, i bądź szczęśliwa. Zasługujesz na wszystko, co najlepsze.
Mama spojrzała na córkę z wyraźnym uznaniem. Była dumna ze swojego dzieła. Natura nie dała Soni aż tak wiele, tylko ładną buzię. W pakiecie były jeszcze nierówne zęby, skłonność do nadwagi oraz nieśmiałość. A Wioletta zrobiła z tego dzieło sztuki. Dziś córka była zgrabną, piękną kobietą o bujnych włosach i idealnym zgryzie.
- Jesteś najlepsza - dodała jeszcze, ale Sonia nawet się nie uśmiechnęła. Opuściła wzrok. - Nie mówmy już o tym - poprosiła Wioletta. - Jest ważniejszy temat. Pamiętaj - dodała lekko, jakby przypomniała sobie o czymś mimochodem. - Wieczorem na kolacji będzie pan Dawid. Bardzo mi zależy, żebyś dzisiaj nigdzie nie wychodziła.
Sonia przez moment zastanowiła się, czy nie ma tu jakiegoś podstępu. Próby ułowienia tego mężczyzny czy też swatania. Ale nic takiego nie wchodziło w grę. Prawie czterdziestoletni Dawid Seligowski był dla mamy za młody, a dla Soni za stary. Poza tym zwykły robotnik budowlany nigdy nie mógłby jej zainteresować.
Mam paranoję - pomyślała. - Muszę się koniecznie uspokoić. Nie doszukiwać się wszędzie niepokojących sygnałów.
Żyła w dużym napięciu od lat i najwyraźniej dotarła do jakiegoś punktu, gdy zaczynało jej brakować sił.
- Mamo, proszę cię... Wiesz, że będę zmęczona. Cały tydzień zakuwałam. Egzamin za egzaminem, pisanie pracy magisterskiej. To mój pierwszy wolny wieczór od miesięcy.
- Gdybyś powiedziała, że idziesz na imprezę, jeszcze może bym cię zrozumiała. Ale spać wieczorem? W twoim wieku?
Sonia zamilkła.
Mama tylko częściowo miała rację, kiedy mówiła o tym, co je łączy. Były też przyjaciółkami, to prawda, ale w pewien szczególny sposób. Istniały bowiem całe obszary życia Soni, które należały wyłącznie do niej i do których Wioletta nigdy nie miała dostępu. Tylko że nie zdawała sobie z tego sprawy.
Kiedyś Soni wydawało się, że będzie mogła powiedzieć mamie wszystko. Życie ułożyło się jednak inaczej. Jeden letni wieczór pięć lat temu zmienił bardzo wiele. Od tamtego momentu to, co najważniejsze, musiała zatrzymać dla siebie.
Matka nigdy nie zaakceptowałaby decyzji, które Sonia podejmowała, nie pojęłaby motywów, które za nimi stały. Często rozumiały się bez słów, wspierały i broniły nawzajem, ale jednocześnie różniły się niemal we wszystkim, co naprawdę istotne.
Baku podbiegł do niej i zaczął się domagać, by go wziąć na kolana. Zawsze wyczuwał jej nastrój. Wiedział, kiedy potrzebuje pocieszenia i wsparcia. Bez niego chyba by nie przetrwała. Wzięła go na ręce i przytuliła. Przez dłuższą chwilę ładowała wewnętrzne baterie, ciesząc się jego ciepłem.
- Jadę - powiedziała w końcu, wstając z fotela.
Ostrożnie odłożyła pieska na podłogę, a on pobiegł w stronę swojego legowiska. Nie miała pojęcia, czy ta rozmowa w jakikolwiek sposób jej pomogła. Mama po raz kolejny zręcznie wywinęła się od odpowiedzi. Nie tak prosto zmusić do wyjawienia prawdy osobę, która trzyma w rękach wszystkie atuty. Dostęp do konta, dom, w którym obie mieszkały, każda rzecz należała do niej.
Tata był przedsiębiorcą. Dobrze sobie radził i sporo zarabiał. Ale w pewnym momencie życia, uciekając przed podatkami, zapisał wszystko na żonę i ustanowili rozdzielność majątkową. W świetle prawa, jak wielu właścicieli firm, nic nie posiadał. Fiskus rzeczywiście nie miał nad nim od tej pory władzy, ale kiedy zmarł, córka nie odziedziczyła ani złotówki. Nie istniał żaden spadek, bo formalnie ten bardzo zamożny mężczyzna nie miał nic.
Nawet mu do głowy nie przyszło, że odejdzie gwałtownie, bez ostrzeżenia, w szczytowym momencie swojego życia, kiedy czuł, że ma świat u stóp. Zawał serca nie zapytał o zgodę.
Sonia straciła kogoś bardzo bliskiego. I w tym samym miesiącu - jak na ironię - los postawił na jej drodze kogoś, kto zaczarował jej serce, a potem je zabrał. Niosła to wszystko w milczeniu.
Ale mimo że tata formalnie jej nie zabezpieczył, żyła w dostatku. Mama ciągle ją zapewniała, że o nic nie musi się martwić, a wychodzenie za mąż za bogatego przedsiębiorcę wciąż nie straciło na aktualności jako świetne rozwiązanie na życie. Przygotowywała ją do tej roli starannie i w przemyślany sposób.
- Proszę, bądź dziś na tej kolacji - powtórzyła jeszcze raz Wioletta. - To dla mnie ważne.
Sonia przez chwilę patrzyła na matkę, próbując odgadnąć, co kryje się za tym nagłym uporem.
- Dobrze - zgodziła się w końcu. Jak zawsze. Nie miała natury buntowniczki.
Chwilę później wrzucała już do torby kluczyki do samochodu, laptop, pudełko z jedzeniem i dużą butelkę wody. Pożegnała się ze swoim pieskiem, a potem szybko włożyła buty.
Czekał ją długi dzień.
- Pozdrów Julkę - powiedziała jeszcze mama na pożegnanie. - I dawajcie znać, kiedy wreszcie te zaręczyny. - Uśmiechnęła się. - Uwielbiam takie historie! - zawołała ze szczerym zachwytem. - Kuba na pewno się postara, zorganizuje coś naprawdę romantycznego, to świetny chłopak. Gdyby był choć trochę bardziej zamożny, to zastanowiłabym się, czy to nie kandydat dla ciebie.
- Na pewno nie - odpowiedziała chłodno Sonia i wyszła.
Twarz miała bardzo poważną, a w oczach smutek.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
POLECAMY INNE KSIĄŻKI AUTORKI
Spotykają się przypadkiem w samolocie. Nie pasują do siebie wcale, a jednak rozumieją się zaskakująco dobrze. Między uliczkami starego Rzymu, pod włoskim słońcem rodzi się uczucie, które nigdy nie powinno się zdarzyć. Bo cena za bycie razem może okazać się zbyt wysoka. Czy da się pogodzić dwa różne światy? Czy Liwia i Artur odważą się zaryzykować wszystko? Czy tym razem miłość naprawdę zwycięży?
Dwie pary, dwie epoki, jedna próba miłości. Czy mezalians to tylko motyw ze starych romansów, czy wciąż żywy problem? Jakie decyzje podejmą zakochani - i czy będą gotowi ponieść ich konsekwencje? Wzruszająca opowieść o uczuciu silniejszym niż czas, konwenanse i społeczne uprzedzenia.
Ona szuka przygody, on - świętego spokoju. Przez trzy dni nie chce wpuszczać do siebie nikogo. Co może wyniknąć z tego spotkania? Trochę chaosu, dużo śmiechu, szczypta wzruszenia i... może coś jeszcze?
Co może się wydarzyć w pociągu? Zaskakująco dużo - zwłaszcza jeśli w kieszeni masz dubajską czekoladę, a naprzeciwko siada... twój były mąż. Opowieść o tym, że nigdy nie jest za późno, by spróbować jeszcze raz. Że czasem trzeba odważyć się na nowy początek... Bo życie potrafi zaskoczyć. Wystarczy dać mu szansę.
W pewien mroźny zimowy poranek umiera wujek Maurycy. Oczekująca na spadek rodzina bez względu na plany i odległość natychmiast rusza w drogę. Uczcić, rzecz jasna, pamięć zmarłego. Ale przy okazji też przekonać się, co zapisano w owianym legendą testamencie.
Jak bardzo się mylimy, oceniając ludzi po pozorach. Magda ma w życiu szczęście do idealnych mężczyzn. Pierwszy uczynił ją samotną matką. Drugi zostawił bez oszczędności. Trzeci rozdrażnił, bo to jednak niesprawiedliwe, że jedni mają wszystko, a inni - niewiele. Jak się w tym wszystkim odnaleźć?
Ona jest żoną prezesa, wspaniałego mężczyzny. On - młodym adwokatem, który właśnie odniósł pierwszy zawodowy sukces. Spotkali się przypadkiem. Oboje mieli tajemnice i znajdowali się na życiowym zakręcie. Sądzili, że nigdy więcej się nie zobaczą.
Najpiękniejsze święta są podobno w górach. Nawet jeśli Gwiazdka zapowiada się zielona i wciąż nie spadł ani jeden płatek śniegu. Zanim jednak nadejdzie ten niezwykły czas, w miasteczku ma odbyć się koncert.
Vincent to słynny youtuber kulinarny. Jest przystojny i uwielbiany, mieszka w romantycznej starej willi odziedziczonej po dziadku. Charyzmatyczny przodek dał mu nie tylko posiadłość, lecz także zeszyt z przepisami na potrawy, które kiedyś przyrządzał w prestiżowej francuskiej restauracji. Idealna sytuacja?
Miłość czasem zaskakuje, pojawiając się tam, gdzie nikt jej się nie spodziewa. Hania o tym wiedziała. A jednak dała się zaskoczyć. Nie szukała nowej przygody, chciała tylko wyleczyć złamane serce.
W święta najważniejsza jest miłość. Każdy jej pragnie. Ale kiedy wreszcie się pojawia, potrafi nieźle namieszać. Julka, zakochana nastolatka, wiezie do rodzinnego domu swojego chłopaka. Nikt się go nie spodziewa.