Od Autora
Witajcie ponownie w Cichym Wzgórzu!
Przed wami kolejna opowieść z przeklętego miasta, która ma też dla mnie osobiste znaczenie.
Każda osoba pracująca w sklepie doskonale zdaje sobie sprawę, że praca z klientem bywa bardzo ciężka. Trzeba mieć stalowe nerwy, by wytrzymać osiem, dziesięć czy dwanaście godzin w pracy. Ludzkie tornado przechodzące przez sklep jest gorsze niż te występujące w naturze. Z tym pierwszym trzeba walczyć codziennie, a efektu brak. Niestety zazwyczaj starania pracowników są niedoceniane przez sporą część klientów, którzy rozrzucają produkty byle gdzie, niczym rozwydrzone bachory, którym znudziła się zabawka. Podejście klienta w tym temacie jest proste: pracownik sklepu jest po to, by po nim posprzątał, w końcu za to mu płacą. Zastanawialiście się, dlaczego jest taki syf na półkach sklepowych? Porozrzucane produkty byle gdzie, rozpakowane przedmioty, czy porozrywane oryginalne opakowania. Zapewne niektórzy z Was pomyślą, że pracownicy nic nie robią, nie sprzątają, dlatego taki bałagan. Gdyby pracownicy sklepu mieliby pilnować każdego klienta, by nie robił bałaganu, okazałoby się zaraz, że nie ma kto wykładać towaru, pracować na kasie, prowadzić zmiany. Tak, praca w handlu jest cholernie ciężka. Coś wiem o tym, bo na co dzień sam pracuję w sklepie i toczę tę nierówną walkę z ludzkim tornadem.
Właśnie dlatego powstała ta historia "Laleczka sprzedawcy". Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego spotkało Was coś złego w życiu? Nagły atak sraczki, kradzież porftela czy telefonu, mały wypadek na mieście.
A gdyby tak cofnąć się myślami do momentu, gdy robiliście zakupy w sklepie i zachowywaliście się skandalicznie, wyżywając się przy tym na kasjerze czy pracowniku sklepu? Jeśli tak, wiedzcie, że dopadła was karma. Być może trafiliście na osobę, która była posiadaczem Karury, demonicznej lalki, która sprawia, że karma szybko dopada osobę, która wyrządziła krzywdę jej panu. Myślicie sobie: co to za brednie, lalka od karmy? Zastanówcie się jeszcze raz. Czy aby na pewno po jakimś czasie: tego samego dnia, kolejnego bądź kilka dni później nie spotkało was coś złego? Czy aby na pewno nie odwaliliście jakiejś dramy podczas zakupów?
Tak myślałem. Na pewno trafiliście na posiadacza Karury. Ta suka prędzej czy później dopadnie każdego, kto zaszkodził w jakiś sposób jej właścicielowi.
Gdyby ludzie zachowywali się na co dzień inaczej: byli mili dla siebie, nie tworzyli problemów z niczego, nie rozrzucali towarów byle gdzie, nie niszcząc ich przy okazji, Karura nie byłaby wcale potrzebna.
Bądźmy jednak realistami: ludzie nigdy się nie zmienią. Taka nasza natura, dlatego każdy pracownik sklepu, niezależnie od stanowiska powinien posiadać swoją Karurę. Czasem taki niewidzialny pstryczek w nos przyda się każdej drama queen (określenie ludzi, którzy na co dzień zachowują się skandalicznie w sklepach, tworząc wokół siebie chaos i zniszczenie, czasem wręcz na wyrost). Pamiętajcie: zanim wejdziecie do sklepu, zastanówcie się dobrze, jak się zachować. Jeśli macie zły dzień i chcecie się wyżyć, możecie gorzko tego pożałować. Nigdy nie wiecie, na jakiego pracownika traficie. Może akurat waszą ofiarą będzie posiadacz Karury. Tak, lepiej przemyśleć swoje zachowanie nim będzie za późno.
Tę historię dedykuję każdemu pracownikowi sklepu: od kasjera do kierownika, praktycznie każdemu, kto na co dzień ma do czynienia w pracy z klientem. Zaopatrzcie się w swoją Karurę, by jakoś przetrwać te codzienne zmiany w pracy. Róbcie z nich użytek i nie dajcie się zwariować. Robicie dobrą robotę, niezależnie od stanowiska. Stalowe nerwy i pozytywne nastawienie to droga do sukcesu. A jeśli ktoś wam nadepnie na odcisk pamiętajcie, by się tym nie przejmować, Karura wykona swoją robotę :) Mam nadzieję, że spodoba wam się ta historia.
Do następnego!
Przyjemnej lektury:)
Karol był z siebie zadowolony. Wrzesień powoli dobiegał końca, a on nie musiał wracać do pracy. Wręcz przeciwnie, mógł pozwolić sobie na kolejne wakacje. Zarobił sporo pieniędzy na swoich klientach, którzy już nie zdążą zgłosić oszustwa na policji, ba nawet nie odbędą się żadne rozprawy w sądzie z tego powodu. Wystawianie fikcyjnych ofert luksusowych apartamentów na wynajem było strzałem w dziesiątkę. Wiedział, że w dniu zameldowania się gości oszustwo wyszłoby na jaw, ale nie przejmował się tym zbytnio, bo zgłoszenia na policji nie było. Miał swój idealny sposób na oszustwo, dzięki któremu jego niecny proceder nie wyszedł na jaw. Wszystko dlatego, że oszukani ludzie już nie żyli. Zazwyczaj kilka dni przed wyjazdem, maksymalnie dzień przed, każdy z potencjalnych oszukanych ludzi, ginęli w tajemniczy sposób. Dla osób trzecich były to zwykłe wypadki, lecz Karol wiedział, że to sprawka Karury, jego laleczki, która pomagała mu w powiększaniu jego fortuny. Co prawda istniały jakieś zasady, których nie powinien łamać, ale skoro kasa wpływała na jego konta, to nie przejmował się tym. By uczcić dobry rok, postanowił wyjechać na wakacje: wybór padł na Bali.
Wynajął na miesiąc pokój z basenem w jednym z najlepszych hoteli na wyspie: The Apurva Kempisky. Przechodząc korytarzem z lobby w stronę wind, pomyślał o kolejnym sposobie na oszustwo. Wiedział, że dłużej nie może liczyć na wystawianie nieprawdziwych ofert na wynajem apartamentów, musiał pomyśleć o czymś innym. Podchodząc do drzwi jednej z wind, wcisnął przycisk przywołania na panelu, umieszczonym na ścianie.
Spojrzał na zegarek. Dochodziła godzina dwudziesta. Postanowił, że wróci do swojego pokoju, weźmie kąpiel w basenie, może coś jeszcze zamówi do pokoju. Na pewno coś zamówi, w końcu nie musi przejmować się pieniędzmi. Po chwili otworzyły się jedne z drzwi. Mężczyzna wszedł do windy i wcisnął przycisk z numerem jeden. Drzwi zamknęły się i poczuł, jak kabina zjeżdża w dół. Karol spojrzał na swoje odbicie w lustrze, znajdującym się naprzeciwko drzwi. Miał trzydzieści pięć lat, lekko odstający brzuch, ale twarz nadal piękna. Brak sześciopaku nadrabiał piękną twarzą, przez co nie narzekał na brak powodzenia u kobiet. Chociaż zdawał sobie sprawę, że większość zainteresowanych nim osób zwracała na niego tylko uwagę z powodu pieniędzy.
- Jesteś wspaniały. - powiedział, podziwiając swoje odbicie w lustrze.
Niespodziewanie winda zatrzymała się, światło w kabinie zgasło, pozostawiając zaskoczonego Karola w ciemnościach.
- Kurwa mać. - zaklął mężczyzna, nerwowo wciskając przyciski na panelu.
Jeszcze nigdy nie przytrafiła mu się taka sytuacja. Wciskając jak oszalały przyciski, myślał o tym, by wyjść z tej cholernej windy. Nie miał zamiary siedzieć tu całą noc.
- To się nie dzieje! - powiedział, wciskając przycisk otwierania drzwi.
Stojąc w całkowitych ciemnościach, zastanawiał się nad tym jak długo będzie musiał tu siedzieć.
- Halo! - zawołał po chwili, uderzając z pięści w metalowe drzwi. - Czy ktoś mnie słyszy?! Halo! Kurwa.
Nie wiedział, co robić. Nie znosił takich sytuacji. W tym przypadku stres zawsze nad nim górował.
Jeśli winda zaraz nie ruszy, wpadnie w panikę.
Po chwili w kabinie ponownie rozbłysło światło. Winda ruszyła dalej.
- Dzięki Bogu. - powiedział uradowany Karol, gdy winda zatrzymała się na pierwszym piętrze.
Gdy tylko drzwi kabiny otworzyły się, mężczyzna wybiegł ze środka.
Następnym razem wybierze schody, zdecydowanie to będzie najlepsza opcja, mniej stresująca. Podszedł do telefonu, leżącego na stoliku. Podnosząc słuchawkę, wybrał numer 0.
- Poproszę o przejazd do pokoju 3157 - powiedział, po chwili.
- Kierowca będzie za dwie minuty, proszę czekać. - usłyszał w odpowiedzi.
Karol usiadł na ławce.
Spojrzał na krótki korytarz z lewej strony, który prowadził na zewnątrz. Był zbyt leniwy, by iść pieszo do swojego pokoju. Co prawda to tylko sto metrów, ale skoro mógł podjechać pod drzwi swojego pokoju, to po co zmuszać się do spaceru? Poza tym na zewnątrz panowała totalna ciemność. Musiałby wyciągnąć z kieszeni spodni telefon i włączyć latarkę, by oświetlić sobie drogę. Opcja dojechania do celu była zdecydowanie lepsza.
Już po chwili dostrzegł biały meleks, biały pojazd podobny do tych, które służyły do przejazdów na polach golfowych.
- Dobry wieczór. - przywitał się z nim młody, ciemnoskóry chłopak.
- Dobry wieczór, pokój 3157 - odpowiedział Karol, wsiadając do pojazdu.
Kierowca spojrzał na siedzącego mężczyznę i ruszył przed siebie.
Przejeżdżając przez ciemną drogę, mężczyzna spojrzał na rosnące po obu stronach palmy i bujną roślinność. Miał wrażenie, że znajduje się w dżungli. Myśląc o tym, co będzie dalej robił, nie zauważył, jak meleks zatrzymał się, a kierowca odezwał się do niego, informując o końcu podróży.
- Co? - zapytał po chwili zaskoczony Karol.
Spojrzał na kierowcę, potem na korytarz, który prowadził do pokoi gości.
- Aa, dzięki! - machnął ręką, wysiadając z pojazdu.
Pomachał młodemu chłopakowi na pożegnanie i ruszył w stronę swojego pokoju.
*
- Zdrowie wszystkich naiwnych - powiedział, siedząc w basenie, popijając wino z kieliszka.
Życie było piękne. Wszystko dzięki przeklętej lalce, którą zdobył zupełnie przez przypadek.
Gdyby nie ona, zapewne do dziś musiałby użerać się w domu ze swoją matką i młodszym rodzeństwem.
Jeszcze kilka przekrętów finansowych i będzie ustawiony na długo. Na samą myśl o tym, jaka czekała go świetlana przyszłość, uśmiechnął się.
Popijając wino, kątem oka dostrzegł jakiś podejrzany cień.
Ktoś był w jego pokoju! Wściekły mężczyzna wyszedł z basenu, chwycił ręcznik, który leżał na leżaku. Wycierając się w pośpiechu, ruszył w stronę otwartych drzwi tarasu. Niespodziewanie poślizgnął się na mokrych drewnianych deskach, upadając z hukiem na plecy.
- Ja pierdole. - powiedział, próbując wstać.
Niestety ból był na tyle silny, że nie mógł tego zrobić.
- Kto tam jest? - zawołał, podnosząc głowę do góry.
Światło w pokoju zgasło.
Karol był przerażony. Próbował wstać z mokrej, drewnianej podłogi, jęcząc przy tym z bólu.
Niespodziewanie poczuł mocne szarpnięcie za prawą nogę.
- Puszczaj! Pomocy! - zawołał mężczyzna, próbując wyrwać się z niewidzialnego uchwytu.
Wiedział, że to coś zamierzało wciągnąć go do ciemnego pokoju. Nie mógł pozwolić na to. Gorączkowo próbował złapać się czegokolwiek, by tylko uniemożliwić przeciwnikowi osiągnięcie celu.
Ostatecznie, zdążył mocno chwycić się rozsuwanych drzwi.
"Nie dam ci wygrać, nie teraz gdy tak dobrze mi się układa" pomyślał, nie puszczając drewnianej ramy.
- Aaa! - krzyknął po chwili, czując okropny ból łamanych kości.
Zdał sobie nagle sprawę, że to coś chciało go zabić i nie spocznie, póki tego nie zrobi!
- Kurwa! - krzyknął Karol, czując jak jedna z nóg z ogromną siłą, zostaje wyrwana od reszty ciała.
Czy to był jego koniec? Dlaczego akurat teraz, gdy tak wszystko wspaniale się układało?
Czuł, że traci przytomność, obraz przed oczami zaczął się rozmazywać. Mężczyzna poddał się, puszczając drzwi, których tak mocno się wcześniej trzymał. Niewidzialna siła wciągnęła go skąpanego w ciemności pokoju.
*
Następnego dnia rano, pokojówka dokonała wstrząsającego odkrycia. Krwawe ślady, które odkryła, doprowadziły ją do prywatnego basenu, który przynależał do pokoju, w którm przebywał Karol.
Kobieta nie mogła powstrzymać przeraźliwego krzyku, widząc czerwoną od krwi wodę w basenie, w której pływała górna połowa ciała Karola. Wybiegając z pokoju, potknęła się o coś, co leżało tuż pod łóżkiem.
- Aaa!
Przerażona pokojówka odepchnęła od siebie oderwaną od reszty ciała nogę, która prawdopodobnie należała do zamordowanego mężczyzny. Myślała tylko o tym, by jak najszybciej wydostać się z pokoju. Szybko wstała i nie oglądając się za siebie, wybiegając z miejsca zbrodni. Kątem oka dostrzegła dziwną, brudną od krwi laleczkę, która uśmiechając się, siedziała na leżaku, spoglądając na martwe ciało pływające w basenie.
- Demon! - krzyknęła.