Lady Susan. Watsonowie. Sanditon - Jane Austen

Kup ebooka

32.00 zł
24.64 zł (21,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

List 7

Lady Susan do pani Johnson

Churchill

Moja kochana Alicio!

Jestem Ci nieskończenie wdzięczna za uwagę, jaką poświęcasz Frederice, i biorę to za kolejny dowód naszej przyjaźni, wszelako daleka jestem od tego, aby wymagać od Ciebie takich poświęceń. Frederica to głupie dziewuszysko i nie ma absolutnie nic na swoje usprawiedliwienie. Nie życzę sobie, abyś trwoniła choćby minutę ze swego cennego czasu, przyjmując ją na Edward Street, tym bardziej że traci przez to okazję do nauki, która stanowi zasadniczy cel jej pobytu u panny Summers. Ma się nauczyć przyzwoicie śpiewać i grać, zwłaszcza że odziedziczyła po mnie słuch i znośny głos. Tak bardzo pobłażano mi w dzieciństwie, że nigdy nie opanowałam należycie żadnej umiejętności, która stanowi podstawę wykształcenia ładnej kobiety. Nie żebym była zwolenniczką obecnej mody na przyswajanie języków oraz nauk ścisłych, uważam to za stratę czasu. Znajomość francuskiego, włoskiego, niemieckiego, muzyki, śpiewu, rysunków etc. zapewni kobiecie podziw, ale nie przysporzy jej adoratorów. Liczą się przede wszystkim wdzięk i dobre maniery. Wystarczą Frederice powierzchowne umiejętności i pocieszam się myślą, że nie zabawi w szkole wystarczająco długo, by gruntownie zgłębić każdy temat. Mam nadzieję w ciągu roku wydać ją za sir Jamesa. Wiesz, na czym opieram to życzenie: dla dziewczęcia w wieku Frederiki szkoła musi być źródłem istnej udręki, dlatego bądź łaskawa więcej jej nie zapraszać, aby jak najdotkliwiej odczuła swoje położenie. Wystarczy słówko z mojej strony, aby sir James ponowił oświadczyny. Proszę tylko, abyś dołożyła starań, by podczas wizyt w stolicy nie związał się z żadną panną. Zapraszaj go czasem i wspominaj o Frederice, niechaj zachowa ją świeżo w pamięci.

Osobiście uważam, iż w całej sprawie postąpiłam ze wszech miar słusznie, wykazując odpowiednią dozę przezorności oraz matczynej troski. Niektóre matki zażądałyby w podobnej sytuacji bezwzględnego posłuszeństwa, lecz ja wzbraniałam się przed zmuszeniem Frederiki do zamążpójścia, które wzbudziło tak gwałtowny sprzeciw jej serca. Zamiast uciekać się do równie drastycznych środków, daję córce możliwość samodzielnego podjęcia decyzji poprzez uprzykrzanie jej życia dopóty, dopóki nie pójdzie po rozum do głowy. Ale dość już o tej nieznośnej dziewczynie.

Zastanawiasz się pewnie, jak upływają moje dni w Churchill. Zaiste, przez pierwszy tydzień nudziłam się jak mops. Ostatnio odnotowałam jednak poprawę sytuacji, albowiem dołączył do nas brat pani Vernon, przystojny młodzieniec, który, jak mniemam, dostarczy mi nieco rozrywki. Ma w sobie coś, co bardzo mnie intryguje, swoistą bezczelność i poufałość, które nauczę go powściągać. Kipi energią i chyba nie brakuje mu oleju w głowie; kiedy już przestanie traktować mnie ze wzgardą, którą zapewne zawdzięczam jego siostrze, istnieje szansa, że miło spędzimy razem czas. Oswojenie gbura i uświadomienie mu wyższości własnej osoby sprawi mi nie lada przyjemność. Mój spokój i opanowanie zdążyły już zbić go z pantałyku; nie ustanę w wysiłkach, aby oduczyć wszystkich De Courcy'erów rodowej pychy, pokazać pani Vernon, iż jej siostrzane starania spełzły na niczym, i przekonać Reginalda, że jego siostra skandalicznie mijała się z prawdą. Liczę, iż to zadanie rozwieje nudę i odwróci moją uwagę od rozłąki z Tobą i wszystkimi, których darzę uczuciem. Adieu!

Oddana przyjaciółka

S. Vernon

CIĄG DALSZY DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI

List 2

Lady Susan do pani Johnson

Langford

Myliłaś się, droga Alicio, w swych przypuszczeniach, iż utknę tu na resztę zimy. Przyznaję to z wielkim żalem, ponieważ minione trzy miesiące zaliczam do najprzyjemniejszych w swoim życiu. Ostatnio jakoś wszystko przestało się układać. Kobiety w rodzinie sprzysięgły się przeciwko mnie. W tej kwestii Twoje przewidywania na wstępie mojego pobytu w Langford okazały się słuszne, Manwaring zaś przejawiał wobec mnie tyle niespotykanej życzliwości, że sama również powzięłam pewne obawy. Pamiętam, jak myślałam sobie w drodze do domu: "Polubiłam tego człowieka, niechaj niebiosa mają go w swojej opiece!". Postanowiłam jednak za wszelką cenę zachować powściągliwość i umiar, zwłaszcza że owdowiałam zaledwie cztery miesiące wcześniej. Mojemu postanowieniu stało się zadość, najdroższa przyjaciółko: przyjmowałam względy tylko Manwaringa i uparcie stroniłam od flirtów, jeśli nie liczyć sir Jamesa Martina, któremu okazałam odrobinę uwagi, by odciągnąć go od panny Manwaring. Lecz gdyby świat znał moje pobudki, z pewnością pochyliłby przede mną czoło. Nazwano mnie wyrodną matką, ale cóż, jeśli nie święty impuls matczynego uczucia oraz troska o dobro dziecka kazały mi podjąć takie, a nie inne kroki, i gdyby nie bezgraniczna głupota wspomnianego dziecka, moje starania zostałyby należycie docenione. Sir James poprosił mnie o rękę Frederiki, ona wszelako (przyszła na świat na moje utrapienie) wykazała tak ośli upór, iż uznałam za stosowne chwilowo odstąpić od swego zamiaru. Wielokrotnie przyszło mi żałować, że sama nie poślubiłam sir Jamesa; gdyby nie jego godna pogardy uległość, zaiste bym to uczyniła. Mniemam, iż możesz poczytywać to za przejaw romantyzmu, albowiem sam szacunek i bogactwo nie wystarczą, by skłonić mnie do zamążpójścia. W wyniku całego zamieszania sir James wyjechał, Maria kipi ze złości, a pani Manwaring jest tak zazdrosna i rozjuszona, iż gdyby mogła, zapewne poprosiłaby o wstawiennictwo swego protektora: małżonek Twój wszelako zaskarbił sobie moją dozgonną sympatię tym, że roztropnie wydał ją za mąż, dzięki czemu szczęśliwie nie musi zawracać sobie nią głowy. Masz za zadanie utwierdzać go w niechęci do tej osoby. Nasza sytuacja jest doprawdy godna pożałowania, żadna rodzina nie zaznała chyba tyle zamętu, wszyscy skaczą sobie do oczu, a Manwaring praktycznie boi się do mnie odezwać. Jednym słowem, pora wyjechać. Liczę, że w tygodniu spędzimy razem miły dzień w stolicy. Jeśli pan Johnson swoim zwyczajem odmówi mi wstępu pod swój dach, musisz odwiedzić mnie na Wigmore Street pod numerem dziesiątym. Łudzę się, iż nie będzie to jednak konieczne, gdyż mimo swych licznych przywar pan Johnson jest człowiekiem ze wszech miar godnym szacunku, a zażyłość łącząca mnie z jego małżonką stawia jego niechęć w cokolwiek dziwnym świetle. Zawitam do stolicy przejazdem, albowiem prawdziwym celem mej podróży jest ta zapadła dziura Churchill. Wybacz, najdroższa przyjaciółko, to moja ostatnia deska ratunku. Gdybym tylko mogła, pojechałabym gdziekolwiek, byle nie tam. Nie znoszę Charlesa Vernona, a myśl o jego żonie napełnia mnie trwogą. Moja panienka pojedzie ze mną do stolicy, gdzie zostawię ją pod opieką panny Summers na Wigmore Street, żeby nabrała rozumu. Wszystkie dziewczęta pochodzą z najlepszych rodzin, więc może chociaż nawiąże parę pożytecznych koneksji. Czesne jest zatrważające; wątpię, by kiedykolwiek było mnie na nie stać.

Adieu! Zaraz po przyjeździe

napiszę do Ciebie kilka słów.

Twoja Susan Vernon

List 3

Pani Vernon do lady De Courcy

Churchill

Najdroższa Matko!

Z przykrością zawiadamiam, że nie będziemy mogli spełnić obietnicy spędzenia z Wami świąt Bożego Narodzenia, a to w wyniku okoliczności, które bynajmniej nie ułatwią nam życia. Lady Susan napisała do brata list, w którym wyraża chęć natychmiastowego przyjazdu, a że działa w myśl bliżej nieokreś­lonych zachcianek, nie sposób przewidzieć, jak długo u nas zabawi. Nie byłam przygotowana na tę ewentualność, nie wiem też, jaką niespodziankę zgotuje nam ów niespodziewany gość. Langford zdawało się miejscem wymarzonym dla lady Susan pod każdym względem, a jego przepych i klasa tak dalece szły w parze z przychylnością, jaką darzyła ją pani Manwaring, iż ów nagły zwrot akcji stanowił dla nas nie lada zagadkę, choć sympatia, jaką zaczęła nas darzyć po śmierci męża, kazała nam domniemywać, że wizyta szwagierki jest tylko kwestią czasu. Uważam, że pan Vernon podczas swego pobytu w Stafford­shire okazał jej zbyt wiele życzliwości. Zachowanie lady Susan wobec niego, zgoła sprzeczne z jej charakterem, było, odkąd się pobraliśmy, tak obłudne i małostkowe, że tylko człowiek o jego dobroci mógł wziąć je za dobrą monetę. I choć finansowe wsparcie żony jego zmarłego brata mogło być do pewnego stopnia uzasadnione, zapraszanie jej do Churchill uchodzi w moim mniemaniu za nadmiar uprzejmości. Pan Vernon, który widzi we wszystkich tylko dobro, wziął jej skruchę, obietnice i udawaną żałobę za dobrą monetę i uwierzył w szczerość pobudek bratowej. Mnie zaklęcia lady Susan jakoś nie przekonały, w związku z czym nietrudno zgadnąć, jakie uczucia towarzyszą mi podczas oczekiwania na jej przyjazd. Zapewne użyje swojego legendarnego czaru, aby zaskarbić sobie moją przychylność, przeto zamierzam mieć się na baczności i wybadać, czy kryją się za tym jakieś głębsze uczucia. W liście wyraziła chęć poznania mnie, wspaniałomyślnie wspomniała również o dzieciach, śmiem jednak wątpić, czy ktoś, kto zaniedbał, żeby nie powiedzieć: lekceważył własne dziecko, byłby zdolny pokochać moje. Przed przyjazdem matki panna Vernon zostanie umieszczona w szkole w stolicy, co bardzo mnie cieszy z uwagi na nią oraz na mnie. Rozłąka z matką zapewne wyjdzie jej na dobre, ja zaś wolałabym nie gościć u siebie szesnastolatki o równie skandalicznym wykształceniu. Wiem, że Reginald gorąco pragnie poznać ujmującą lady Susan, co każe mi mniemać, że nie da na siebie długo czekać. Miło słyszeć, że ojciec cieszy się dobrym zdrowiem.

Z gorącymi pozdrowieniami etc.

Catherine Vernon

List 5

Lady Susan do pani Johnson

Churchill

Otrzymałam Twój list, kochana Alicio, tuż przed moim wyjazdem z miasta i niezmiernie ucieszyłam się na wieść, że pan Johnson nie nabrał podejrzeń co do Twego wyjścia pamiętnego wieczoru. Nie ma innej rady, chyba najlepiej będzie do cna zamydlić mu oczy. Skoro postanowił wytrwać w swoim uporze, sam się o to prosi. Bezpiecznie dotarłam na miejsce i muszę przyznać, że pan Vernon przywitał mnie jak należy, czego niestety nie można powiedzieć o jego szanownej małżonce. Dama ta zaiste pochodzi z arystokratycznej rodziny i sprawia wrażenie kobiety światowej, ale jej zachowanie nie pozostawia wątpliwości co do uczuć, jakie do mnie żywi. Chciałam zrobić na niej jak najlepsze wrażenie; naprawdę, starałam się ze wszystkich sił, ale na próżno - ona mnie nie lubi. Cóż, biorąc pod uwagę fakt, że dołożyłam pewnych starań, aby nie dopuścić do jej ślubu ze szwagrem, chłód pani Vernon nie budzi we mnie większego zdziwienia, a zarazem świadczy o mściwej naturze osoby, która rozpamiętuje wydarzenia sprzed lat sześciu, chociaż i tak nie udało mi się wówczas postawić na swoim. Czasem żałuję, że nie pozwoliłam Charlesowi kupić zamku Vernon, kiedy byliśmy zmuszeni go sprzedać. Warunki były jednak mało sprzyjające, zwłaszcza że sprzedaż pokryła się w czasie z jego ślubem; godność mojego męża dotkliwie ucierpiałaby wobec faktu, że jego młodszy brat przejmuje na własność rodzinny majątek. Wszyscy powinni to uszanować. Gdybyśmy zdołali uniknąć konieczności opuszczenia zamku, po czym zamieszkali z Charlesem i powstrzymali go od ożenku, sama odradziłabym mężowi sprzedaż, ale Charles uparł się poślubić pannę De Courcy, a zatem czuję się w pełni usprawiedliwiona. Spłodził gromadkę dzieci, jaką więc odniosłabym korzyść, gdyby kupił Vernon? Moje działanie zapewne postawiło mnie w niekorzystnym świetle w oczach pani Vernon, lecz równie zawziętej osobie tak czy inaczej nigdy nie zabraknie powodów do niechęci, a co do kwestii finansowych, szwagier i tak okazał się nader pożyteczny. Naprawdę go lubię, tak łatwo nim manipulować!

Dom jest ładny, a wyposażenie stylowe; na każdym kroku napotykam dowody przepychu i zamożności właścicieli. Podejrzewam, że Charles jest bardzo bogaty: gdy ktoś zajmuje się bankowością, zapewne opływa w gotówkę. Oni wszelako nie mają pojęcia, jak wykorzystać swój majątek, nie prowadzą życia towarzyskiego, a do stolicy jeżdżą wyłącznie w interesach. No nic, będę głupiutka, jak tylko się da. Mam zamiar wkraść się w łaski bratowej za pośrednictwem jej dzieci, znam już na pamięć ich imiona, a na swego ulubieńca wybrałam małego Fredericka, którego biorę na kolana, i rozwodzę się nad jego podobieństwem do zmarłego stryja.

Nieszczęsny Manwaring! Nie muszę Ci mówić, jak bardzo mi go brakuje, nieustannie o nim rozmyślam. Po przyjeździe do Churchill dostałam od niego smętny list, w którym nie szczędzi gorzkich słów pod adresem siostry i żony oraz narzekań na swój nędzny los. Wmówiłam Vernonom, że to wiadomość od jego żony; odpowiedź zaadresuję do Ciebie.

Niezmiennie oddana

S.V.

List 6

Pani Vernon do pana De Courcy'ego

Churchill

Cóż, kochany Reginaldzie, widziałam tę niebezpieczną osóbkę i spieszę Ci ją opisać, chociaż niedługo zapewne będziesz mógł wyrobić sobie własny osąd. Jest istotnie prześliczna. Możesz do woli podważać urok kobiety niemłodej, muszę wszelako przyznać, iż rzadko widuję kobiety, które dorównywałyby urodzie lady Susan. Ma delikatną cerę, piękne szare oczy i ciemne rzęsy; na podstawie wyglądu nikt nie dałby jej więcej aniżeli dwadzieścia pięć lat, choć w istocie liczy sobie dziesięć więcej. Wprawdzie niejednokrotnie dochodziły mnie słuchy o urodzie tej osoby, ale byłabym ostrożna w komplementach, wyznam wszakże, iż natura obdarzyła ją wyjątkowym połączeniem symetrii rysów i gracji. Przywitała mnie tak ciepło i szczerze, ba, serdecznie wręcz, że gdybym nie wiedziała, jaką niechęć wzbudziłam w niej, poślubiając pana Vernona, wzięłabym ją za bez mała przyjaciółkę od serca. Bywa, że utożsamiamy pewność siebie z kokieterią, biorąc zuchwałe słowa za świadectwo zuch­wałego usposobienia, spodziewałam się przeto, iż lady Susan okaże się rezolutna i arogancka, a ona okazała się ujmująca i nader powściągliwa w zachowaniu i w mowie. Smuci mnie to bardzo, gdyż z czym mamy tu do czynienia, jeśli nie z obłudą? Przejrzeliśmy ją na wskroś. Jest bystra i budzi sympatię, posiada światowe maniery oraz dar gładkiej wymowy, dzięki czemu w jej ustach czarne zbyt często bywa białe. Prawie zdołała mnie przekonać o swym przywiązaniu do córki, choć okoliczności przemawiają przeciwko niej. Rozprawia o Frederice z taką troską i czułością, tak gorzko ubolewa nad lukami w jej wykształceniu, których jej zdaniem żadnym sposobem nie dało się uniknąć, iż nieodparcie nasuwa mi się myśl o wiosnach, które spędziła w stolicy, pozostawiając dziecko na pastwę służących oraz guwernantki niewiele od nich lepszej, i raz jeszcze wątpię w jej prawdomówność.

Skoro pomimo swych uprzedzeń po części złapałam się na lep jej pięknych słówek, możesz się domyślić, jakie wrażenie wywarły one na dobrodusznym panu Vernonie. Niestety w przeciwieństwie do niego nie dam sobie wmówić, że dobrowolnie opuściła Langford, stwierdziwszy po trzech miesiącach pobytu, iż panująca tam frywolna atmosfera kłóci się z żałobą po panu Vernonie, który nigdy nie mógł liczyć na jej należyty szacunek. Nie mogę jednak zapomnieć, jak długo zabawiła u Manwaringów, a zestawienie ich stylu życia z naszym nasuwa mi przypuszczenie, iż rezygnacja z warunków, które tak bardzo sobie chwaliła, na korzyść powziętej poniewczasie decyzji o obraniu właściwej drogi postępowania w gruncie rzeczy niemało ją kosztowała. Wersja pana Smitha musi jednakże nieco odbiegać od prawdy, ponieważ lady Susan regularnie koresponduje z panią Manwaring, poza tym aż nie chce się wierzyć, że dwóch mężczyzn dałoby się jednocześnie wodzić za nos.

Z pozdrowieniami etc.

Catherine Vernon