Lądowanie o świcie - Ryszard Pietrzak

Kup ebooka

12.99 zł
10.78 zł (10,00 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Plan

Czarny Rolls-Royce minął skrzy­żo­wa­nie i wpadł na Tot­ten­ham Court Road. Lord Louis Mount­bat­ten oparł się wygod­nie na tyl­nym sie­dze­niu i strzep­nął nie­wi­dzialny pyłek z klapy nie­na­gan­nie skro­jo­nego mary­nar­skiego mun­duru. Lubił jeź­dzić tą trasą Lon­dynu i cie­szył się już na prze­jażdżkę przez West End z jego teatrami i kinami, które mimo trwa­ją­cej pra­wie trzy lata wojny nie zaprze­stały dzia­łal­no­ści. Tak się jed­nak zło­żyło, że już od kilku mie­sięcy nie był w teatrze; zary­wał noce, pra­co­wał do świtu.

Odczu­wał przy tym jakiś nie­po­kój, choć nie wyda­wał mu się on uza­sad­niony. Rok 1942 mógł uwa­żać za wyjąt­kowo pomyślny. Na dwa mie­siące przed swą czter­dzie­stą drugą rocz­nicą uro­dzin, które wypa­dały w czerwcu, awan­so­wano go do stopni: wice­ad­mi­rała, gene­rała porucz­nika i mar­szałka lot­nic­twa. Dwa ostat­nie stop­nie były co prawda hono­rowe; nomi­na­cje te ozna­czały jed­nak coś wię­cej niż sym­bo­liczny akt. Uży­wał już teraz tytułu Szefa Ope­ra­cji Połą­czo­nych i nikt z ofi­ce­rów szta­bo­wych w mary­narce, lot­nic­twie i armii nie miał wąt­pli­wo­ści co do tego, jak duże zna­cze­nie przy­pi­suje się połą­czo­nym ope­ra­cjom lądowo-mor­skim.

Chur­chill, skła­da­jąc mu gra­tu­la­cje, wybą­kał coś pod nosem o ojcu, księ­ciu i admi­rale floty, i dodał, że god­nie wstę­puje w jego ślady. Lord Louis Mount­bat­ten pomy­ślał sobie wów­czas, jak dziwne koleje losu spro­wa­dziły jego ród na Wyspy. On sam znany był jako Louis Fran­cis Bat­ten­berg, zanim stary książę nie zre­zy­gno­wał z nie­miec­kiego tytułu i nie przy­jął nazwi­ska Mount­bat­ten. Nie­wąt­pli­wie przy­czy­niło się to, podob­nie jak i powi­no­wac­two z rodziną kró­lew­ską, do kariery, choć lord Louis Mount­bat­ten był zda­nia, iż naj­wię­cej zawdzię­cza sobie.

Jako trzy­na­sto­letni chło­piec został kade­tem szkoły mary­narki wojen­nej, w pięć lat póź­niej otrzy­mał sto­pień pod­po­rucz­nika, koman­do­rem został dopiero po upły­wie pra­wie dwu­dzie­stu lat służby. Prze­szedł więc wszyst­kie szcze­ble w Royal Navy. I o tym mógł się prze­ko­nać każdy, kto się­gnął do słow­nika bio­gra­ficz­nego...

Rolls-Royce zatrzy­mał się pod czer­wo­nymi świa­tłami przy Oxford Street. Lord Mount­bat­ten spoj­rzał na fron­ton znaj­du­ją­cego się naprze­ciwko kina. "FAN­TA­STYCZNE PRZY­GODY NA LOT­NI­SKOWCU "ILLU­STRIOUS". AUTEN­TYCZNE ZDJĘ­CIA!"

Uśmiech­nął się. Kto jak kto, ale on naj­bar­dziej zasma­ko­wał tych przy­gód. Zanim został dowódcą HMS "Illu­strious", dowo­dził nisz­czy­cie­lem "Kelly", a póź­niej 5 flo­tyllą nisz­czy­cieli. Swoją drogą, były to naj­lep­sze lata służby. Teraz cze­kała go już tylko harówka szta­bowa.

Rolls-Royce ruszył do przodu przez Cha­ring Cross Road i nagle za szybą samo­chodu mignęła Mount­bat­te­nowi syl­wetka ofi­cera kana­dyj­skiego, który pro­wa­dził pod rękę młodą dziew­czynę.

- Do dia­bła, co on tu robi? - powie­dział do sie­bie pół­gło­sem. - Mam nadzieję, że nie jest to ofi­cer od Robertsa...

Gdyby nie ci Kana­dyj­czycy - myślał - to chyba by nie doszło do całego tego mister­nego planu prób­nej inwa­zji na kon­ty­nent. Przy­byli zza oce­anu, aby wal­czyć z Niem­cami, i nie widzieli dotych­czas wroga. Pod­czas wojny bez­czyn­ność może obni­żyć morale nawet naj­lep­szych jed­no­stek. To był jed­nak zna­ko­mity pomysł, żeby wzięli udział w pla­no­wa­nym raj­dzie, i przy­czy­nił się do tego wal­nie Mont­go­mery. Zwró­cono także uwagę, że mamy już wystar­cza­jącą ilość nowego sprzętu, spe­cjal­nie wypro­du­ko­wa­nego do tego rodzaju wypa­dów. Pro­po­zy­cja została zaak­cep­to­wana przez War Office1. Cho­dziło o rzecz nie­zmier­nej wagi, o zdo­by­cie przez woj­ska doświad­cze­nia dla przy­szłych, na pełną skalę, dzia­łań w Euro­pie.

W tym momen­cie lord Mount­bat­ten doszedł do źró­dła swego nie­po­koju. Nie­do­brze się stało, iż ope­ra­cję już tyle razy odwo­ły­wano. No tak, ale prze­cież ćwi­cze­nia, prze­pro­wa­dzone w ubie­głym mie­siącu na wybrzeżu Dor­set, wyka­zały wiele nie­do­cią­gnięć. Oddziały wylą­do­wały daleko od wyzna­czo­nych plaż, barki desan­towe czoł­gów przy­były za późno. Sam zapro­po­no­wał wtedy odro­cze­nie ope­ra­cji. Woj­ska zgru­po­wano na wyspie Wight i w dzie­sięć dni póź­niej, od 22 do 24 czerwca, prze­pro­wa­dzono następne ćwi­cze­nia w pobliżu Brid­port. Wypa­dły pomyśl­nie. Ope­ra­cję wyzna­czono teraz na 4 lipca. Oddziały kana­dyj­skiej 2 Dywi­zji pod dowódz­twem gene­rała majora J. H. Robertsa zostały zaokrę­to­wane i otrzy­mały instruk­cje. Nie­stety, w nocy na 3 lipca zapa­no­wała nad połu­dnio­wym wybrze­żem zła pogoda, powo­du­jąc nie­ocze­ki­waną zwłokę. Oddziały zostały "zapie­czę­to­wane" na okrę­tach. I wtedy, 7 lipca - lord Mount­bat­ten wzdry­gnął się na wspo­mnie­nie tego faktu - nie­przy­ja­ciel­ski samo­lot zrzu­cił bomby na dwa okręty desan­towe, które znaj­do­wały się ze swymi woj­skami opo­dal Yar­mo­uth. Zaczęto wów­czas wysnu­wać przy­pusz­cze­nia, że wywiad Cana­risa jest uprze­dzony o naszych inten­cjach. 8 lipca - pogoda na­dal się nie popra­wiała - roz­cza­ro­wani żoł­nie­rze kana­dyj­scy zeszli z okrę­tów i powró­cili do obo­zów i kwa­ter. Mont­go­mery miał się póź­niej wyra­zić, że cel wyprawy sta­no­wił odtąd przed­miot roz­mów we wszyst­kich kwa­terach i knaj­pach połu­dnio­wej Anglii.

Lord Mount­bat­ten nie zauwa­żył nawet, kiedy prze­je­chał przez Cha­ring Cross Road. Na Tra­fal­gar Squ­are obrzu­cił spoj­rze­niem pusty o tej ran­nej porze plac i sto­jącą pośrodku kolumnę Nel­sona. Gdy prze­jeż­dżał tędy parę dni temu, w sobot­nie popo­łu­dnie, u jej pod­nóża odby­wała się mani­fe­sta­cja. Plac był szczel­nie wypeł­niony ludźmi, któ­rzy słu­chali mówią­cego do mikro­fonu męż­czy­zny. Jego głos, wzmoc­niony przez mega­fony, roz­le­gał się zewsząd. Lord Mount­bat­ten tra­fił aku­rat na począ­tek tego prze­mó­wie­nia. Utkwiło mu ono dobrze w pamięci. Skrom­nie ubrany męż­czy­zna mówił: "Rosja­nie w powstrzy­mują od kil­ku­na­stu mie­sięcy napór 240 dywi­zji nie­miec­kich i powin­ni­śmy zdać sobie sprawę, że prze­sy­ła­nie dostaw wojen­nych nie sta­nowi z naszej strony dosta­tecz­nego wspar­cia. Konieczne jest pod­ję­cie dzia­łań ofen­syw­nych, otwar­cie dru­giego frontu...".

Trudno było nie uznać prze­ko­ny­wa­ją­cej argu­men­ta­cji, zawar­tej w tych sło­wach. Może bar­dziej niż kie­dy­kol­wiek zro­zu­miał wów­czas Mount­bat­ten, jak powszechne są w Wiel­kiej Bry­ta­nii żąda­nia otwar­cia dru­giego frontu. Sprawa ta była już nie­jed­no­krot­nie oma­wiana na posie­dze­niach gabi­netu i Komi­tetu Sze­fów Szta­bów. W par­la­men­cie posło­wie z lewicy wręcz doma­gali się, aby zdjąć z Rosjan przy­naj­mniej część wysiłku i odwieść Niem­ców od reduk­cji ich gar­ni­zo­nów na Zacho­dzie.

Czy jed­nak Rosja­nie uznają, że pla­no­wany wła­śnie wypad za kanał La Man­che jest tym, o co im rze­czy­wi­ście cho­dzi?

Lord Louis Mount­bat­ten spoj­rzał na zega­rek. Docho­dziła godzina ósma. Czarny Rolls-Royce zatrzy­mał się przed gma­chem, w któ­rym mie­ścił się Komi­tet Sze­fów Szta­bów.

* * *

Chur­chill, ssąc cygaro, prze­su­nął się ciężko w fotelu.

- Zdaję sobie sprawę z ryzyka, ale pod­czas wojny jest ono nie­unik­nione. Wyra­żam cał­ko­witą zgodę na kon­ty­nu­owa­nie tej ope­ra­cji. Pod warun­kiem, iż zacho­wana zosta­nie naj­głęb­sza tajem­nica, że poza mną, lor­dem Mount­bat­te­nem i Komi­te­tem Sze­fów Szta­bów nikt nie będzie w to do czasu wta­jem­ni­czony. Zatem słu­cham panów...

Lord Mount­bat­ten spoj­rzał naj­pierw na sie­dzą­cych wokół czwo­ro­kąt­nego stołu męż­czyzn, a póź­niej na wiszącą na ścia­nie dużą mapę, obej­mu­jącą połu­dniową Anglię, kanał La Man­che i wybrzeże pół­noc­nej Fran­cji.

- Zdo­by­li­śmy już pewne doświad­cze­nie pod­czas ope­ra­cji na obsza­rze euro­pej­skim - roz­po­czął. - Mam tu mię­dzy innymi na myśli atak na Lofoty, na Saint-Naza­ire czy też lądo­wa­nie w Boulo­gne. Rajd na Dieppe, który będzie ostat­nim eta­pem naszego planu badaw­czego, prze­wyż­sza jed­nak znacz­nie tamte ope­ra­cje. W dotych­cza­so­wych wypa­dach brały udział spe­cjal­nie wyszko­lone do tego celu jed­nostki, koman­dosi i woj­ska spa­do­chro­nowe. W Dieppe wylą­du­jemy bez­po­śred­nio na plaży z oddzia­łami pie­choty i czoł­gami oraz będziemy mieli wspar­cie z powie­trza i morza. Zaata­ku­jemy w dzień, o świ­cie 19 sierp­nia, a więc nie tak, jak to zwy­kli czy­nić koman­dosi, któ­rzy dzia­łali pod osłoną ciem­no­ści... Pla­no­wany desant wyja­śni nam wiele zaga­dek. Po pierw­sze: zorien­tu­jemy się, jak silna jest obrona nie­miecka na wybrzeżu pół­noc­nej Fran­cji. Po dru­gie: spraw­dzimy, jak będzie prze­bie­gał wyła­du­nek wojsk i cięż­kiego sprzętu na pla­żach. Nie trzeba panom wyja­śniać, jak trudny będzie trans­port ludzi i środ­ków tech­nicz­nych z okrę­tów znaj­du­ją­cych się na nie osło­nię­tej redzie. Po trze­cie: będziemy usi­ło­wali poprzez nawią­za­nie bez­po­śred­niej walki w powie­trzu dociec, jaką siłą dys­po­nuje Luft­waffe w zachod­niej Euro­pie. Zoba­czymy, czy nie pomy­li­li­śmy się w naszych prze­wi­dy­wa­niach...

- A co z bom­bar­do­wa­niem mia­sta i portu? - wtrą­cił Chur­chill.

- Zasta­na­wia­li­śmy się nad tym i choć pan pre­mier zgo­dził się w tym wypadku odstą­pić od zasady, zezwa­la­jąc na bom­bar­do­wa­nie, posta­no­wi­li­śmy nie bom­bar­do­wać Dieppe - kon­ty­nu­ował lord Mount­bat­ten. - Pró­bo­wa­li­śmy bom­bar­do­wać Saint-Naza­ire i, jak przy­pusz­czamy, zaalar­mo­wa­li­śmy przez to nie­przy­ja­ciela. Nie mamy poza tym gwa­ran­cji, że nocne bom­bar­do­wa­nie byłoby pre­cy­zyjne, i sądzimy, iż burząc domy utrud­ni­li­by­śmy bar­dzo naszym czoł­gom wtar­gnię­cie do mia­sta... Wresz­cie czwarty, czy­sto już prak­tyczny cel naszego wypadu na Dieppe - lord Mount­bat­ten wstał w tym momen­cie z miej­sca i pod­szedł do mapy - to znisz­cze­nie obiek­tów nie­przy­ja­ciela. Będzie o tym mówił szcze­gó­łowo gene­rał Roberts, więc pominę na razie tę kwe­stię. Chciał­bym jedy­nie zauwa­żyć, że zanie­cha­li­śmy desantu z powie­trza, ale za to wezmą udział w akcji koman­dosi...

Mount­bat­ten prze­rwał na chwilę i wziął do ręki wskaź­nik.

- Jak pano­wie pamię­tają, gdy zaczy­na­li­śmy w kwiet­niu opra­co­wy­wać plan tej ope­ra­cji, bra­li­śmy pod uwagę dwie moż­li­wo­ści. Naj­pierw zakła­da­li­śmy lądo­wa­nie rzutu sztur­mo­wego na głów­nym kie­runku natar­cia, pod Dieppe, oraz wspar­cie go desan­tem mor­skim i lot­ni­czym na obu skrzy­dłach. Drugi plan wyklu­czał ude­rze­nie czo­łowe. Armia sądziła, że nie można z niego zre­zy­gno­wać, i miała w tym swoją rację. Ogra­ni­cze­nie się do lądo­wa­nia na skrzy­dłach pocią­gnę­łoby bowiem za sobą zbyt duże odda­le­nie od mia­sta, przez co utra­ci­li­by­śmy czyn­nik zasko­cze­nia. Z kolei mary­narka zwra­cała uwagę na nie­bez­pie­czeń­stwo ude­rze­nia od czoła, uwa­żała wszakże, iż jest ono moż­liwe pod warun­kiem zapew­nie­nia wystar­cza­ją­cego ubez­pie­cze­nia na skrzy­dłach... Nasz osta­teczny plan - słowu "osta­teczny" lord Mount­bat­ten nadał szcze­gólne brzmie­nie - uwzględ­nia więk­szość dotych­cza­so­wych pro­po­zy­cji i prze­wi­duje zarówno lądo­wa­nie na skrzy­dłach, jak i na głów­nym kie­runku natar­cia, pod Dieppe. Oto wschodni rejon lądo­wa­nia, miej­sco­wość Ber­ne­val - trzy­many przez Mount­bat­tena wskaź­nik dotknął wybrzeża pół­noc­nej Fran­cji. - A na jego prze­ciw­le­głym końcu zachodni rejon lądo­wa­nia, miej­sco­wość Varen­ge­ville...

Wszy­scy wpa­try­wali się teraz w strzałki na mapie, które wyska­ki­wały z Kanału i wbi­jały się ostro w brzeg.

- Na tym pasie pół­noc­nego wybrzeża o dłu­go­ści jede­na­stu mil 2 - mówił dalej lord Mount­bat­ten - będziemy nacie­rać. Ber­ne­val poło­żone jest sześć mil na wschód od Dieppe, Varen­ge­ville - pięć mil na zachód od tego mia­sta. W każ­dym z tych punk­tów są, według naszego roze­zna­nia, silne bate­rie arty­le­rii nad­brzeż­nej, które musimy znisz­czyć. Pomię­dzy Ber­ne­val a Dieppe - Mount­bat­ten znów dotknął wskaź­ni­kiem mapy - znaj­duje się nasz wschodni pomoc­ni­czy rejon lądo­wa­nia - Puits3, zaś mię­dzy Varen­ge­ville a Dieppe zachodni pomoc­ni­czy rejon lądo­wa­nia - Pourville. No i oczy­wi­ście główny rejon lądo­wa­nia - Dieppe. W sumie mamy więc pięć rejo­nów lądo­wa­nia, ale pra­gnął­bym zazna­czyć, iż desant nastąpi na ośmiu odcin­kach, ośmiu oddziel­nych pla­żach: dwóch na zachod­nim zewnętrz­nym kie­runku natar­cia w pobliżu Varen­ge­ville, dwóch na wschod­nim zewnętrz­nym kie­runku natar­cia w pobliżu Ber­ne­val i dwóch na głów­nym kie­runku natar­cia Dieppe. A także na zachod­nim wewnętrz­nym kie­runku natar­cia w Pourville oraz na wschod­nim wewnętrz­nym kie­runku natar­cia w Puits. I jesz­cze jedno: główne lądo­wa­nie pod Dieppe odbę­dzie się w pół godziny póź­niej niż na skrzy­dłach.

- Dla­czego nie jed­no­cze­śnie? - zapy­tał Chur­chill.

- Z dwóch powo­dów - odpo­wie­dział lord Mount­bat­ten. - Poru­sza­jące się powoli barki do prze­wo­że­nia czoł­gów musia­łyby wyru­szyć bar­dzo wcze­śnie, aby dotrzeć do wybrzeża, i mogłyby być zauwa­żone przez nie­przy­ja­ciela. Poza tym w naszej eks­pe­dy­cji weź­mie udział około dwie­ście pięć­dzie­siąt róż­nego rodzaju jed­no­stek mor­skich, dys­po­nu­ją­cych zróż­ni­co­waną pręd­ko­ścią, i nie jest moż­liwe, by osią­gnęły one wyzna­czony odci­nek wybrzeża w tym samym cza­sie.

- To brzmi dość prze­ko­ny­wa­jąco - powie­dział Chur­chill. - Jaką usta­lono w końcu liczbę wojsk?

- Ponad sześć tysięcy. Będą to głów­nie dwie kana­dyj­skie bry­gady pie­choty: 4 i 6, oraz, jak już wspo­mnia­łem, oddziały koman­do­sów - odpo­wie­dział Mount­bat­ten i dodał: - Zanim zabie­rze głos gene­rał Roberts, pro­po­no­wał­bym, aby naj­pierw wystą­pił koman­dor Hughes-Hal­lett. Tym bar­dziej, że zaczę­li­śmy już wła­ści­wie mówić o spra­wach mor­skich. Koman­dor Hughes-Hal­lett został mia­no­wany przed kil­koma dniami, panie pre­mie­rze, dowódcą mary­narki wojen­nej w ope­ra­cji "Jubi­le­usz"...

Sto­jący w kącie wik­to­riań­ski zegar zaczął wybi­jać dzie­wiątą. Pro­mie­nie lip­co­wego słońca prze­do­sta­wały się przez szcze­liny w kota­rach, zasła­nia­ją­cych wenec­kie okna. Koman­dor J. Hughes-Hal­lett prze­cze­kał ostat­nie ude­rze­nie.

- Lord Mount­bat­ten - zaczął - podał już ogólną liczbę okrę­tów, barek i łodzi desan­to­wych. Nie uwzględ­nia ona dwóch flo­tylli tra­łow­ców, które wypłyną pierw­sze, aby oczy­ścić Kanał z zagród mino­wych posta­wio­nych przez nie­przy­ja­ciela. Jeśli cho­dzi o osłonę i ubez­pie­cze­nie, to dys­po­no­wać będziemy ośmioma nisz­czy­cie­lami typu Hunt: HMS "Calpe", "Fer­nie", "Broc­klesby", "Garth", "Albri­gh­ton", "Ble­as­dale", "Ber­ke­ley" oraz pol­ski nisz­czy­ciel... "Ślą­zak"... - w tym miej­scu koman­dor Hughes-Hal­lett zro­bił pauzę, wyma­wia­jąc z trud­no­ścią nazwę pol­skiego okrętu. - Dowódcy mary­narki i wojsk lądo­wych - cią­gnął po prze­rwie - będą na HMS "Calpe". Okręty, barki oraz łodzie desan­towe podzie­lone zostaną na trzy­na­ście zespo­łów i wypłyną z por­tów Southamp­ton, Por­ts­mouth, Sho­re­ham i Newha­ven. Lądo­wa­nie na plaży pod Dieppe poprze­dzone będzie pię­cio­mi­nu­to­wym inten­syw­nym ostrze­li­wa­niem budyn­ków wzdłuż brzegu z dział 4-calo­wych, po czym okręty prze­suną swój ogień na skrzy­dła. Woj­ska otrzy­mają rów­nież wspar­cie ogniowe ze strony spe­cjal­nie wypo­sa­żo­nych jed­no­stek, jak na przy­kład ści­ga­czy arty­le­ryj­skich. Nic mają one, nie­stety, takiego uzbro­je­nia jak nisz­czy­ciele. Więk­szość z nich posiada broń o wiele mniej­szego kali­bru. Warto tu zauwa­żyć, że pięć nie­miec­kich bate­rii arty­le­rii nad­brzeż­nej dys­po­nuje około dwu­dzie­stoma dzia­łami, mają­cymi kali­ber prze­wyż­sza­jący znacz­nie działa naszych nisz­czy­cieli... Czy podać roz­miesz­cze­nie poszcze­gól­nych oddzia­łów na okrę­tach?

- Nie trzeba. Dzię­kuję, koman­do­rze - powie­dział lord Mount­bat­ten. - Pro­szę teraz gene­rała majora Robertsa...

Gene­rał Roberts pod­szedł do mapy. Roz­po­czął od spraw naj­waż­niej­szych.

- Koman­dosi z oddziału numer 3 wylą­dują na wschod­nim skrzy­dle pod wio­ską Petit Ber­ne­val - Żółta Plaża I i w pobliżu wsi Bel­le­ville - Żółta Plaża II. Koman­dosi z oddziału numer 4 wylą­dują na zachod­nim skrzy­dle w Varen­ge­ville - Poma­rań­czowa Plaża I oraz parę mil dalej na zachód tuż obok ujścia rzeki Saane - Poma­rań­czowa Plaża II. Oba oddziały znisz­czą nie­bez­pieczne dla okrę­tów bate­rie arty­le­rii nad­brzeż­nej... Kana­dyj­ski Pułk Kró­lew­ski osią­gnie Puits - Nie­bie­ska Plaża, weź­mie sztur­mem bate­rie arty­le­rii prze­ciw­lot­ni­czej na ska­li­stym brzegu oraz bate­rię polową w głębi lądu, wysa­dzi gazow­nię znaj­du­jącą się na połu­dniowy wschód od Dieppe i połą­czy się z puł­kiem Essex Scot­tish, który, po wylą­do­wa­niu na plaży pod Dieppe, powi­nien do tego czasu prze­do­stać się przez mia­sto... Pułk South Saskat­che­wan uchwyci Pourville - Zie­lona Plaża oraz wzgó­rze pomię­dzy tą miej­sco­wo­ścią a Dieppe, gdzie jest usy­tu­owana sta­cja radio­lo­ka­cyjna i bate­ria mało­ka­li­bro­wej arty­le­rii prze­ciw­lot­ni­czej. Pułk ten ma rów­nież za zada­nie zdo­być ufor­ty­fi­ko­wany Fol­wark Czte­rech Wia­trów i nawią­zać kon­takt z Kró­lew­skim Puł­kiem Lek­kiej Pie­choty z Hamil­ton, który znaj­dzie się na głów­nym kie­runku natar­cia pod Dieppe...

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki