Plan
Czarny Rolls-Royce minął skrzyżowanie i wpadł na Tottenham Court Road.
Lord Louis Mountbatten oparł się wygodnie na tylnym siedzeniu i strzepnął niewidzialny pyłek z klapy nienagannie skrojonego
marynarskiego munduru. Lubił jeździć tą trasą Londynu i cieszył się już
na przejażdżkę przez West End z jego teatrami i kinami, które mimo
trwającej prawie trzy lata wojny nie zaprzestały działalności. Tak się
jednak złożyło, że już od kilku miesięcy nie był w teatrze; zarywał
noce, pracował do świtu.
Odczuwał przy tym jakiś niepokój, choć nie wydawał mu się on
uzasadniony. Rok 1942 mógł uważać za wyjątkowo pomyślny. Na dwa miesiące
przed swą czterdziestą drugą rocznicą urodzin, które wypadały w czerwcu,
awansowano go do stopni: wiceadmirała, generała porucznika i marszałka
lotnictwa. Dwa ostatnie stopnie były co prawda honorowe; nominacje te
oznaczały jednak coś więcej niż symboliczny akt. Używał już teraz tytułu
Szefa Operacji Połączonych i nikt z oficerów sztabowych w marynarce,
lotnictwie i armii nie miał wątpliwości co do tego, jak duże znaczenie
przypisuje się połączonym operacjom lądowo-morskim.
Churchill, składając mu gratulacje, wybąkał coś pod nosem o ojcu,
księciu i admirale floty, i dodał, że godnie wstępuje w jego ślady. Lord
Louis Mountbatten pomyślał sobie wówczas, jak dziwne koleje losu
sprowadziły jego ród na Wyspy. On sam znany był jako Louis Francis
Battenberg, zanim stary książę nie zrezygnował z niemieckiego tytułu i nie przyjął nazwiska Mountbatten. Niewątpliwie przyczyniło się to,
podobnie jak i powinowactwo z rodziną królewską, do kariery, choć lord
Louis Mountbatten był zdania, iż najwięcej zawdzięcza sobie.
Jako trzynastoletni chłopiec został kadetem szkoły marynarki wojennej, w pięć lat później otrzymał stopień podporucznika, komandorem został
dopiero po upływie prawie dwudziestu lat służby. Przeszedł więc
wszystkie szczeble w Royal Navy. I o tym mógł się przekonać każdy, kto
sięgnął do słownika biograficznego...
Rolls-Royce zatrzymał się pod czerwonymi światłami przy Oxford Street.
Lord Mountbatten spojrzał na fronton znajdującego się naprzeciwko kina.
"FANTASTYCZNE PRZYGODY NA LOTNISKOWCU "ILLUSTRIOUS". AUTENTYCZNE
ZDJĘCIA!"
Uśmiechnął się. Kto jak kto, ale on najbardziej zasmakował tych przygód.
Zanim został dowódcą HMS "Illustrious", dowodził niszczycielem "Kelly",
a później 5 flotyllą niszczycieli. Swoją drogą, były to najlepsze lata
służby. Teraz czekała go już tylko harówka sztabowa.
Rolls-Royce ruszył do przodu przez Charing Cross Road i nagle za szybą
samochodu mignęła Mountbattenowi sylwetka oficera kanadyjskiego, który
prowadził pod rękę młodą dziewczynę.
- Do diabła, co on tu robi? - powiedział do siebie półgłosem. - Mam
nadzieję, że nie jest to oficer od Robertsa...
Gdyby nie ci Kanadyjczycy - myślał - to chyba by nie doszło do całego
tego misternego planu próbnej inwazji na kontynent. Przybyli zza oceanu,
aby walczyć z Niemcami, i nie widzieli dotychczas wroga. Podczas wojny
bezczynność może obniżyć morale nawet najlepszych jednostek. To był
jednak znakomity pomysł, żeby wzięli udział w planowanym rajdzie, i przyczynił się do tego walnie Montgomery. Zwrócono także uwagę, że mamy
już wystarczającą ilość nowego sprzętu, specjalnie wyprodukowanego do
tego rodzaju wypadów. Propozycja została zaakceptowana przez War
Office1. Chodziło o rzecz niezmiernej wagi, o zdobycie przez
wojska doświadczenia dla przyszłych, na pełną skalę, działań w Europie.
W tym momencie lord Mountbatten doszedł do źródła swego niepokoju.
Niedobrze się stało, iż operację już tyle razy odwoływano. No tak, ale
przecież ćwiczenia, przeprowadzone w ubiegłym miesiącu na wybrzeżu
Dorset, wykazały wiele niedociągnięć. Oddziały wylądowały daleko od
wyznaczonych plaż, barki desantowe czołgów przybyły za późno. Sam
zaproponował wtedy odroczenie operacji. Wojska zgrupowano na wyspie
Wight i w dziesięć dni później, od 22 do 24 czerwca, przeprowadzono
następne ćwiczenia w pobliżu Bridport. Wypadły pomyślnie. Operację
wyznaczono teraz na 4 lipca. Oddziały kanadyjskiej 2 Dywizji pod
dowództwem generała majora J. H. Robertsa zostały zaokrętowane i otrzymały instrukcje. Niestety, w nocy na 3 lipca zapanowała nad
południowym wybrzeżem zła pogoda, powodując nieoczekiwaną zwłokę.
Oddziały zostały "zapieczętowane" na okrętach. I wtedy, 7 lipca - lord
Mountbatten wzdrygnął się na wspomnienie tego faktu - nieprzyjacielski
samolot zrzucił bomby na dwa okręty desantowe, które znajdowały się ze
swymi wojskami opodal Yarmouth. Zaczęto wówczas wysnuwać przypuszczenia,
że wywiad Canarisa jest uprzedzony o naszych intencjach. 8 lipca -
pogoda nadal się nie poprawiała - rozczarowani żołnierze kanadyjscy
zeszli z okrętów i powrócili do obozów i kwater. Montgomery miał się
później wyrazić, że cel wyprawy stanowił odtąd przedmiot rozmów we
wszystkich kwaterach i knajpach południowej Anglii.
Lord Mountbatten nie zauważył nawet, kiedy przejechał przez Charing
Cross Road. Na Trafalgar Square obrzucił spojrzeniem pusty o tej rannej
porze plac i stojącą pośrodku kolumnę Nelsona. Gdy przejeżdżał tędy parę
dni temu, w sobotnie popołudnie, u jej podnóża odbywała się
manifestacja. Plac był szczelnie wypełniony ludźmi, którzy słuchali
mówiącego do mikrofonu mężczyzny. Jego głos, wzmocniony przez megafony,
rozlegał się zewsząd. Lord Mountbatten trafił akurat na początek tego
przemówienia. Utkwiło mu ono dobrze w pamięci. Skromnie ubrany mężczyzna
mówił: "Rosjanie w powstrzymują od kilkunastu miesięcy napór 240 dywizji
niemieckich i powinniśmy zdać sobie sprawę, że przesyłanie dostaw
wojennych nie stanowi z naszej strony dostatecznego wsparcia. Konieczne
jest podjęcie działań ofensywnych, otwarcie drugiego frontu...".
Trudno było nie uznać przekonywającej argumentacji, zawartej w tych
słowach. Może bardziej niż kiedykolwiek zrozumiał wówczas Mountbatten,
jak powszechne są w Wielkiej Brytanii żądania otwarcia drugiego frontu.
Sprawa ta była już niejednokrotnie omawiana na posiedzeniach gabinetu i Komitetu Szefów Sztabów. W parlamencie posłowie z lewicy wręcz domagali
się, aby zdjąć z Rosjan przynajmniej część wysiłku i odwieść Niemców od
redukcji ich garnizonów na Zachodzie.
Czy jednak Rosjanie uznają, że planowany właśnie wypad za kanał La
Manche jest tym, o co im rzeczywiście chodzi?
Lord Louis Mountbatten spojrzał na zegarek. Dochodziła godzina ósma.
Czarny Rolls-Royce zatrzymał się przed gmachem, w którym mieścił się
Komitet Szefów Sztabów.
* * *
Churchill, ssąc cygaro, przesunął się ciężko w fotelu.
- Zdaję sobie sprawę z ryzyka, ale podczas wojny jest ono nieuniknione.
Wyrażam całkowitą zgodę na kontynuowanie tej operacji. Pod warunkiem, iż
zachowana zostanie najgłębsza tajemnica, że poza mną, lordem
Mountbattenem i Komitetem Szefów Sztabów nikt nie będzie w to do czasu
wtajemniczony. Zatem słucham panów...
Lord Mountbatten spojrzał najpierw na siedzących wokół czworokątnego
stołu mężczyzn, a później na wiszącą na ścianie dużą mapę, obejmującą
południową Anglię, kanał La Manche i wybrzeże północnej Francji.
- Zdobyliśmy już pewne doświadczenie podczas operacji na obszarze
europejskim - rozpoczął. - Mam tu między innymi na myśli atak na Lofoty,
na Saint-Nazaire czy też lądowanie w Boulogne. Rajd na Dieppe, który
będzie ostatnim etapem naszego planu badawczego, przewyższa jednak
znacznie tamte operacje. W dotychczasowych wypadach brały udział
specjalnie wyszkolone do tego celu jednostki, komandosi i wojska
spadochronowe. W Dieppe wylądujemy bezpośrednio na plaży z oddziałami
piechoty i czołgami oraz będziemy mieli wsparcie z powietrza i morza.
Zaatakujemy w dzień, o świcie 19 sierpnia, a więc nie tak, jak to zwykli
czynić komandosi, którzy działali pod osłoną ciemności... Planowany
desant wyjaśni nam wiele zagadek. Po pierwsze: zorientujemy się, jak
silna jest obrona niemiecka na wybrzeżu północnej Francji. Po drugie:
sprawdzimy, jak będzie przebiegał wyładunek wojsk i ciężkiego sprzętu na
plażach. Nie trzeba panom wyjaśniać, jak trudny będzie transport ludzi i środków technicznych z okrętów znajdujących się na nie osłoniętej
redzie. Po trzecie: będziemy usiłowali poprzez nawiązanie bezpośredniej
walki w powietrzu dociec, jaką siłą dysponuje Luftwaffe w zachodniej
Europie. Zobaczymy, czy nie pomyliliśmy się w naszych przewidywaniach...
- A co z bombardowaniem miasta i portu? - wtrącił Churchill.
- Zastanawialiśmy się nad tym i choć pan premier zgodził się w tym
wypadku odstąpić od zasady, zezwalając na bombardowanie, postanowiliśmy
nie bombardować Dieppe - kontynuował lord Mountbatten. - Próbowaliśmy
bombardować Saint-Nazaire i, jak przypuszczamy, zaalarmowaliśmy przez to
nieprzyjaciela. Nie mamy poza tym gwarancji, że nocne bombardowanie
byłoby precyzyjne, i sądzimy, iż burząc domy utrudnilibyśmy bardzo
naszym czołgom wtargnięcie do miasta... Wreszcie czwarty, czysto już
praktyczny cel naszego wypadu na Dieppe - lord Mountbatten wstał w tym
momencie z miejsca i podszedł do mapy - to zniszczenie obiektów
nieprzyjaciela. Będzie o tym mówił szczegółowo generał Roberts, więc
pominę na razie tę kwestię. Chciałbym jedynie zauważyć, że zaniechaliśmy
desantu z powietrza, ale za to wezmą udział w akcji komandosi...
Mountbatten przerwał na chwilę i wziął do ręki wskaźnik.
- Jak panowie pamiętają, gdy zaczynaliśmy w kwietniu opracowywać plan
tej operacji, braliśmy pod uwagę dwie możliwości. Najpierw zakładaliśmy
lądowanie rzutu szturmowego na głównym kierunku natarcia, pod Dieppe,
oraz wsparcie go desantem morskim i lotniczym na obu skrzydłach. Drugi
plan wykluczał uderzenie czołowe. Armia sądziła, że nie można z niego
zrezygnować, i miała w tym swoją rację. Ograniczenie się do lądowania na
skrzydłach pociągnęłoby bowiem za sobą zbyt duże oddalenie od miasta,
przez co utracilibyśmy czynnik zaskoczenia. Z kolei marynarka zwracała
uwagę na niebezpieczeństwo uderzenia od czoła, uważała wszakże, iż jest
ono możliwe pod warunkiem zapewnienia wystarczającego ubezpieczenia na
skrzydłach... Nasz ostateczny plan - słowu "ostateczny" lord Mountbatten
nadał szczególne brzmienie - uwzględnia większość dotychczasowych
propozycji i przewiduje zarówno lądowanie na skrzydłach, jak i na
głównym kierunku natarcia, pod Dieppe. Oto wschodni rejon lądowania,
miejscowość Berneval - trzymany przez Mountbattena wskaźnik dotknął
wybrzeża północnej Francji. - A na jego przeciwległym końcu zachodni
rejon lądowania, miejscowość Varengeville...
Wszyscy wpatrywali się teraz w strzałki na mapie, które wyskakiwały z Kanału i wbijały się ostro w brzeg.
- Na tym pasie północnego wybrzeża o długości jedenastu mil 2 -
mówił dalej lord Mountbatten - będziemy nacierać. Berneval położone jest
sześć mil na wschód od Dieppe, Varengeville - pięć mil na zachód od tego
miasta. W każdym z tych punktów są, według naszego rozeznania, silne
baterie artylerii nadbrzeżnej, które musimy zniszczyć. Pomiędzy Berneval
a Dieppe - Mountbatten znów dotknął wskaźnikiem mapy - znajduje się nasz
wschodni pomocniczy rejon lądowania - Puits3, zaś między
Varengeville a Dieppe zachodni pomocniczy rejon lądowania - Pourville.
No i oczywiście główny rejon lądowania - Dieppe. W sumie mamy więc pięć
rejonów lądowania, ale pragnąłbym zaznaczyć, iż desant nastąpi na ośmiu
odcinkach, ośmiu oddzielnych plażach: dwóch na zachodnim zewnętrznym
kierunku natarcia w pobliżu Varengeville, dwóch na wschodnim zewnętrznym
kierunku natarcia w pobliżu Berneval i dwóch na głównym kierunku
natarcia Dieppe. A także na zachodnim wewnętrznym kierunku natarcia w Pourville oraz na wschodnim wewnętrznym kierunku natarcia w Puits. I jeszcze jedno: główne lądowanie pod Dieppe odbędzie się w pół godziny
później niż na skrzydłach.
- Dlaczego nie jednocześnie? - zapytał Churchill.
- Z dwóch powodów - odpowiedział lord Mountbatten. - Poruszające się
powoli barki do przewożenia czołgów musiałyby wyruszyć bardzo wcześnie,
aby dotrzeć do wybrzeża, i mogłyby być zauważone przez nieprzyjaciela.
Poza tym w naszej ekspedycji weźmie udział około dwieście pięćdziesiąt
różnego rodzaju jednostek morskich, dysponujących zróżnicowaną
prędkością, i nie jest możliwe, by osiągnęły one wyznaczony odcinek
wybrzeża w tym samym czasie.
- To brzmi dość przekonywająco - powiedział Churchill. - Jaką ustalono w końcu liczbę wojsk?
- Ponad sześć tysięcy. Będą to głównie dwie kanadyjskie brygady
piechoty: 4 i 6, oraz, jak już wspomniałem, oddziały komandosów -
odpowiedział Mountbatten i dodał: - Zanim zabierze głos generał Roberts,
proponowałbym, aby najpierw wystąpił komandor Hughes-Hallett. Tym
bardziej, że zaczęliśmy już właściwie mówić o sprawach morskich.
Komandor Hughes-Hallett został mianowany przed kilkoma dniami, panie
premierze, dowódcą marynarki wojennej w operacji "Jubileusz"...
Stojący w kącie wiktoriański zegar zaczął wybijać dziewiątą. Promienie
lipcowego słońca przedostawały się przez szczeliny w kotarach,
zasłaniających weneckie okna. Komandor J. Hughes-Hallett przeczekał
ostatnie uderzenie.
- Lord Mountbatten - zaczął - podał już ogólną liczbę okrętów, barek i łodzi desantowych. Nie uwzględnia ona dwóch flotylli trałowców, które
wypłyną pierwsze, aby oczyścić Kanał z zagród minowych postawionych
przez nieprzyjaciela. Jeśli chodzi o osłonę i ubezpieczenie, to
dysponować będziemy ośmioma niszczycielami typu Hunt: HMS "Calpe",
"Fernie", "Brocklesby", "Garth", "Albrighton", "Bleasdale", "Berkeley"
oraz polski niszczyciel... "Ślązak"... - w tym miejscu komandor
Hughes-Hallett zrobił pauzę, wymawiając z trudnością nazwę polskiego
okrętu. - Dowódcy marynarki i wojsk lądowych - ciągnął po przerwie -
będą na HMS "Calpe". Okręty, barki oraz łodzie desantowe podzielone
zostaną na trzynaście zespołów i wypłyną z portów Southampton,
Portsmouth, Shoreham i Newhaven. Lądowanie na plaży pod Dieppe
poprzedzone będzie pięciominutowym intensywnym ostrzeliwaniem budynków
wzdłuż brzegu z dział 4-calowych, po czym okręty przesuną swój ogień na
skrzydła. Wojska otrzymają również wsparcie ogniowe ze strony specjalnie
wyposażonych jednostek, jak na przykład ścigaczy artyleryjskich. Nic
mają one, niestety, takiego uzbrojenia jak niszczyciele. Większość z nich posiada broń o wiele mniejszego kalibru. Warto tu zauważyć, że pięć
niemieckich baterii artylerii nadbrzeżnej dysponuje około dwudziestoma
działami, mającymi kaliber przewyższający znacznie działa naszych
niszczycieli... Czy podać rozmieszczenie poszczególnych oddziałów na
okrętach?
- Nie trzeba. Dziękuję, komandorze - powiedział lord Mountbatten. -
Proszę teraz generała majora Robertsa...
Generał Roberts podszedł do mapy. Rozpoczął od spraw najważniejszych.
- Komandosi z oddziału numer 3 wylądują na wschodnim skrzydle pod wioską
Petit Berneval - Żółta Plaża I i w pobliżu wsi Belleville - Żółta Plaża
II. Komandosi z oddziału numer 4 wylądują na zachodnim skrzydle w Varengeville - Pomarańczowa Plaża I oraz parę mil dalej na zachód tuż
obok ujścia rzeki Saane - Pomarańczowa Plaża II. Oba oddziały zniszczą
niebezpieczne dla okrętów baterie artylerii nadbrzeżnej... Kanadyjski
Pułk Królewski osiągnie Puits - Niebieska Plaża, weźmie szturmem baterie
artylerii przeciwlotniczej na skalistym brzegu oraz baterię polową w głębi lądu, wysadzi gazownię znajdującą się na południowy wschód od
Dieppe i połączy się z pułkiem Essex Scottish, który, po wylądowaniu na
plaży pod Dieppe, powinien do tego czasu przedostać się przez miasto...
Pułk South Saskatchewan uchwyci Pourville - Zielona Plaża oraz wzgórze
pomiędzy tą miejscowością a Dieppe, gdzie jest usytuowana stacja
radiolokacyjna i bateria małokalibrowej artylerii przeciwlotniczej. Pułk
ten ma również za zadanie zdobyć ufortyfikowany Folwark Czterech Wiatrów
i nawiązać kontakt z Królewskim Pułkiem Lekkiej Piechoty z Hamilton,
który znajdzie się na głównym kierunku natarcia pod Dieppe...
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki