Dotychczas w serii Biblioteka Le Monde diplomatique ukazały się:
Étienne Balibar Filozofia Marksa
Samir Amin Wirus liberalizmu
Jacques Ranciére Nienawiść do demokracji
Stefan Zgliczyński Antysemityzm po polsku
David Harvey Neoliberalizm. Historia katastrofy
Michel Warschawski Izrael i polityka planowego zniszczenia
Andrzej Witkowicz Wokół terroru białego i czerwonego 1917?-1923
Carlos Antonio Aguirre Rojas Ameryka Łacińska na rozdrożu
Patrick Artus, Marie?-Paule Virard Wielki kryzys globalizacji
Alain Bihr Nowomowa neoliberalna
Lo?c Wacquant Więzienia nędzy
Mike Davis Planeta Slumsów
Ladislau Dowbor Demokracja ekonomiczna
Deborah Johnston, Alfredo Saad?-Filho (red.) Neoliberalizm przed trybunałem
Beverly J. Silver Globalny proletariat
Stefan Zgliczyński Hańba iracka
Vincent Geisser Nowa islamofobia
Urs Marti Niedotrzymana obietnica demokracji
Daniel Bensaid Wywłaszczeni
Ben White Apartheid izraelski
Jane Hardy Nowy polski kapitalizm
Norman G. Finkelstein Gaza - o jedną masakrę za daleko
Jean Ziegler Nienawiść do Zachodu
Jan Kurowicki Estetyczność środowiska naturalnego
Walden Bello Wojny żywnościowe
Enzo Traverso Europejskie korzenie przemocy nazistowskiej
Michel Husson Kapitalizm bez znieczulenia
Judith Butler Ramy wojny
Susan George Czyj kryzys, czyja odpowiedź
Pierre Macherey Siła norm
Jean Ziegler Imperium hańby
Anna Baumgart Zdobywcy słońca / Andrzej Turowski Parowóz dziejów
François Chesnais Bezprawne długi
Giorgio Agamben, Alain Badiou, Daniel Bensaid, Jean-Luc Nancy, Wendy Brown, Jacques Ranciere, Kristin Ross, Slavoj Žižek Co dalej z demokracją?
Dorota Sajewska Pod okupacją mediów
Andrzej Turowski Sztuka, która wznieca niepokój
Luis Martinez Andrade Ameryka Łacińska. Religia bez odkupienia
Jan Toporowski Dlaczego gospodarka światowa potrzebuje krachu finansowego
Zbigniew Taranienko Alchemia obrazu. Rozmowy ze Stanisławem Fijałkowskim
Eric Toussaint, Damien Millet Kryzys zadłużenia i jak z niego wyjść. Audyt. Anulowanie. Alternatywa polityczna
Tadeusz Kowalik Róża Luksemburg. Teoria akumulacji i imperializmu
Zofia Nawrocka, Paulina, Julia, Magda, Anna, Weronika Gwałt. Głos kobiet wobec społecznego tabu
Tomasz Rafał Wiśniewski Podmiot i wolność. Dziedzictwo heglowskie i jego wrogowie
Jean Ziegler Geopolityka głodu
Przemysław Wielgosz (red.) Koniec Europy jaką znamy
Mona Chollet Tyrania rzeczywistości
John Bellamy Foster, Robert McChesney Kryzys bez końca
Leokadia Oręziak OFE katastrofa prywatyzacji emerytur w Polsce
Jarosław Urbański Prekariat i nowa walka klas
Ku Afryce. Poznawać. Działać. Dzielić się
Enzo Traverso Historia jako pole bitwy
Andrzej Szahaj Kapitalizm drobnego druku
Agnieszka Minich-Scholz Marian Minich - pod wiatr Marian Minich Wspomnienia wojenne / Szalona galeria
Stanisław Rainko Marks. Dwie filozofie
Emir Sader Kret Rewolucji
Tadeusz Klementewicz Stawka większa niż rynek. U źródeł stagnacji kapitalizmu bez granic
Gilbert Rist Urojenia ekonomii
Jan Borowicz Nagość i mundur. Ciało w filmie Trzeciej Rzeszy
Andrzej Szahaj Inny kapitalizm jest możliwy
Jarosław Pietrzak Smutki tropików. Współczesne kino Ameryki Łacińskiej jako kino polityczne
Ralf Fücks Zielona rewolucja
David Harvey Przestrzenie globalnego kapitalizmu
Janina Petelczyc, Marek Cichy (red.) Brazylia, kraj przyszłości?
Konrad Pędziwiatr (red.) Na Zachodnim Brzegu bez zmian
Richard Shusterman Myślenie ciała. Eseje z zakresu somaestetyki
Michał Siermiński Dekada przełomu. Polska lewica opozycyjna 1968-1980.
Jean Ziegler Szwajcaria, złoto i ofiary
Ilan Pappé Czystki etniczne w Palestynie
Łukasz Drozda Uszlachetniając przestrzeń. Jak działa gentryfikacja i jak się ją mierzy
Przemysław Witkowski Chwała supermanom. Ideologia a popkultura
Ewa Majewska Tramwaj zwany uznaniem. Feminizm i solidarność po neoliberalizmie
Ladislau Dowbor Co to za gra? Nowe podejścia do ekonomii
Paweł Mościcki Migawki z tradycji uciśnionych
Ulrike Guérot Dlaczego Europa musi stać się republiką! Utopia polityczna
Waldemar Kuligowski i Agata Stanisz Ruchome modernizacje. Między Autostradą Wolności a "starą dwójką"
Dariusz Stoll Płynna nowoczesność a neoliberalizm. Wokół myśli Zygmunta Baumana
Agata Adamiecka-Sitek, Dorota Sajewska, Dorota Sosnowska (red.) Robotnik. Performanse pamięci
Jan Toporowski Kredyt i krach
Katarzyna Bielińska-Kowalewska (red.) Filozofia i ruchy społeczne
Andrzej Szahaj Neoliberalizm, turbokapitalizm, kryzys
Róża Luksemburg O rewolucji 1905, 1917
Grzegorz Konat, Przemysław Wielgosz (red.) Realny kapitalizm. Wokół teorii kapitału monopolistycznego
Ewa Majewska Kontrpubliczności ludowe i feministyczne. Wczesna "Solidarność" i Czarne Protesty
Ugo Bardi Wydobycie. Jak poszukiwanie bogactw mineralnych pustoszy naszą planetę
Noam Chomsky Siła i opinia
Jan Ratuszniak Nowa kobieta. Aleksandra Kołłontaj
Andrzej Szahaj Kapitalizm wyczerpania?
Katarzyna Duda Kiedyś tu było życie teraz jest tylko bieda. O ofiarach polskiej transformacji
Przemysław Czapliński, Joanna B. Bednarek, Dawid Gostyński (red.) O jeden las za daleko. Demokracja, kapitalizm i nieposłuszeństwo ekologiczne w Polsce
Michel Husson Jak zerwać z kapitalizmem
Enzo Traverso Nowe oblicza faszyzmu
Holger Politt, Przemysław Wielgosz (red.) Karol Marks. O kwestii polskiej
Mark Fisher Realizm kapitalistyczny
Zbigniew Marcin Kowalewski Rap. Między Malcolmem X a subkulturą gangową. Naród Islamu w czarnej Ameryce
Jean Ziegler Lesbos, hańba Europy
Michał Siermiński Pęknięta "Solidarność". Inteligencja opozycyjna a robotnicy 1964-1981
W przygotowaniu:
Jacek Drozda Echa innych rewolucji. Od Muhammada Alego do Japońskiej Armii Czerwonej
Jean Ziegler Kapitalizm tłumaczony mojej wnuczce
Samir Amin Prawo wartości zglobalizowanej
Jean Ziegler Drogi nadziei
Saul Newman Postanarchizm
Enzo Traverso Melancholia lewicy
Éric Toussaint System zadłużenia
Ladislau Dowbor Poza kapitalizm
Rom drom[1]. Wprowadzenie
Z Hassanem spotykam się w 2015 r. w Atenach. Pracuje jako kucharz dla jednej z organizacji pozarządowej. Do Grecji przemycono go znad granicy pakistańsko-indyjskiej. Nie ma dokumentów i ukrywa się przed służbami granicznymi. Na rozmowę ze mną spóźnia się ponad godzinę. Jechał metrem bez biletu i była kontrola, więc wysiadł pięć stacji przed umówionym miejscem. Dalej szedł piechotą. Gdyby go złapali, znalazłby się w ośrodku detencyjnym w Elleniko, Koryncie albo Tavros. To szkoły, urzędy czy lotniska przerobione na prowizoryczne więzienia dla czekających na wydalenie z Unii migrantów. Kto tam trafił, po pół roku odsiadki wraca do miejsca startu swojej wędrówki do europejskiego bogactwa - Pakistanu, Bangladeszu, Nigerii, Afganistanu, Palestyny czy Maroka.
Jusuf już siedzi w Koryncie. Ma bardzo grube czarne dready i smutny uśmiech. Policja podeszła do niego na ulicy i zapytała, skąd jest. Powiedzieli mu, że muszą zobaczyć dokumenty, że sprawdzą tylko odciski i go puszczą. Zabrali go jednak do obozu. Warunki są tam paskudne. Osadzeni siedzą za kratami, jak przestępcy. Wychodzić z cel mogą tylko na mały plac, na dwie godziny dziennie. Przyjechał do Grecji, bo chciał ożenić się ze swoją dziewczyną, na co nie zgadzały się ich rodziny. Czeka go deportacja. Alom uciekł z Bangladeszu przed biedą. Sprzedaje zapalniczki i kadzidełka. Ahmen - nie wiem, skąd jest i skąd uciekł, bo nie mówi po angielsku. Ma przedziwne blizny na policzkach, jak gdyby ktoś przebił mu je na szybko nożem i nie zaszył, pozwalając im samodzielnie, brzydko się zrastać. On z kolei sprzedaje skarpetki. Sadżar ma około trzydziestki i dwójkę dzieci. Pokazuje mi na komórce: syn i córka. On i jego koledzy: sklepikarz Ater, urzędnik Ikbal i rzemieślnik Halid śpią od półtora miesiąca na placu Omonia, pod drzewkami oliwnymi. Za swoją podróż zapłacili przemytnikom po dwa i pół tysiąca dolarów. Teraz czekają. Liczą, że uda im się przemieścić dalej, do Holandii, Anglii, Belgii. Dwóch Algierczyków koczuje w namiocie, rozłożonym za ogrodzeniem zamkniętej filii jednego z banków. Na płocie wisi wielki anglojęzyczny banner "No passaran, strefa ochrony antify". Kiedy pytam, co to znaczy, starszy Algierczyk mówi mi, że to "protection from sieg hail bandits". Cała dzielnica wygląda jak dekoracja do Fall outa, jakby państwo gdzieś zniknęło, a ludzie sami wzięli się za ochronę i ogarnianie najważniejszych potrzeb. Wszędzie są koty, tysiące kotów i drzewek pomarańczowych. W lutym pomarańcze są jeszcze niedojrzałe, jednocześnie kwaśne i gorzkie. Na portierni w Notarze siedzi Ioana, może 25-letnia blondynka. To skłot imigrantów. Mieszka tam dwieście osób. Liczba jest zmienna, jedni przyjeżdżają, inni wyjeżdżają. Dawniej był to budynek rządowy, oddział jednej z publicznych agencji. Państwo jednak zwinęło się z tego miejsca, tak zresztą jak z wielu innych w Grecji. Szybko zaadaptowano go na potrzeby migrantów. Działa jako skłot od września 2015 r., kiedy zaczęło przybywać najwięcej uchodźców. Do Aten potrafiło ich wtedy przybywać po tysiąc dziennie. Na ścianach wiszą rysunki dzieci, zwierzątka, kwiaty, czasem flagi. Rozpoznaję te Afganistanu i Syrii. Vasile ma 10 lat. Kręci się z bratem koło śmietników i zbiera to, co wyrzucili Ateńczycy i turyści: jedzenie, złom, ubrania, AGD, wszystko, co już komuś jest niepotrzebne. Pcha przerobiony wózek dziecięcy, pełen na pierwszy rzut oka przypadkowych przedmiotów, które jak mówi, będzie próbował przehandlować później za parę euro.
Wszyscy oni razem tworzą gwałtownie rosnącą w Europie podklasę mieszkańców fawel, żebraków, złomiarzy, ulicznych przekupniów, czasem na kroplówce socjalu, dużo częściej bez, przeganianych z miejsca na miejsce, ewiktowanych, szarpanych przez policjantów, atakowanych przez nacjonalistów. Klasę ludzi bez papierów, państwa i obywatelstwa, z krajów takich jak Somalia, Libia, Afganistan, Irak czy Syria. Mieszkają w najbiedniejszych dzielnicach, w namiotach, szałasach, w samodzielnie skleconych barakach, w zeskłotowanych pustostanach, czasem pod gołym niebem. Często czarni, smagli, ciemnowłosi, wybijają się z tłumu. Jedyne, co ich różni od Vasile, to fakt, że jego rodzina mieszka już na tym kontynencie osiem stuleci. To Romowie, pierwsza fala migrantów ekonomicznych ze Wschodu. Także oni zaczęli swoją europejską opowieść właśnie w Grecji. Tak jak Hassan, Jusuf, Alom, Ahmen, Sadżar, Ater, Ikbal i Halid znaleźli się na tej ziemi wędrując przez Azję Mniejszą. Do dziś często żyją na obrzeżu społeczeństw większościowych, w obozach, mahałach, gettach, koczowiskach, fawelach, slumsach. Ich los staje się dziś także losem nowych migrantów. Czym bowiem różni się uchodźcza "dżungla pod Calais" od romskiej faweli w Saint-Ouen na paryskich przedmieściach? Ta sama prowizoryczna architektura, baraki, plandeki, woda z cystern i prąd z generatora. Może tylko tym, że Romowie mają za sobą setki lat radzenia sobie ze skrajną biedą, wykluczeniem, rasizmem.
Nowych migrantów czeka bolesna nauka tego, co Europa od wieków ćwiczy na Romach. To oni bowiem byli przez kilkaset lat żywym laboratorium kontroli, nadzoru, detencji i wskazywania Europejczykom granic dopuszczalnego przez reżim zachowania. Ci, którzy nie chcieli przestrzegać rygorów punktualności i produktywności, znaleźć sobie stałego miejsca zamieszkania, wyrobić dokumentów, ci z niechęcią do pracy najemnej i kontroli służb mundurowych, wszystkich tych biopolitycznych wynalazków europejskiej nowoczesności, w Romach i ich losach mieli widzieć przykład na to, co stanie się z tymi, którzy nie zechcą się dostosować do "normy". Kary wobec owych niesfornych musiały być więc ostre, a nadzór ścisły, spajając ze sobą bezlitosne prawa stanowione przez władców, chłodne decyzje urzędników i żarliwą niechęć przykładnych obywateli. Do dziś widać efekty tego w badaniach opinii publicznej. Zdaniem Polaków - Romowie są "leniwi, oporni wobec dyscypliny pracy, grubiańscy, gwałtowni, brudni, kompletnie pozbawieni poczucia własności i religijności"[2]. Do Romów niechęć wyraża 59%, a sympatię tylko 12% Polaków[3]. "Cygan", wiadomo, "cygani", "ocygani", aż "wycygani", chyba że "dla towarzystwa da się powiesić". To niefrasobliwy włóczęga, który gardzi pracą, zwłaszcza systematyczną i mozolną, ciężką. Zwrot "cygańskie życie", oznacza życie wolne, niefrasobliwe, ale też leniwe i ubogie. W gwarach Cygan bywa synonimem wędrownego żebraka, włóczęgi. Regionalnie mówi się "czarny jak Cygan", "szkoda myć Cygana i tak corny zostanie" czy "myć Cygana" w znaczeniu "trudzić się daremnie" oraz "biały Cygan", czyli ktoś fałszywy, obłudny, zakłamany. Zwierzęta o czarnej sierści psy, koty regularnie w Polsce nazywają się na zmianę "Murzyn" albo "Cygan"[4].
Romowie, od kilkuset lat już obecni w Europie, praktycznie we wszystkich państwach, podzieleni na setki klanów i plemion, wędrujący i osiadli, zintegrowani i zachowujący dystans budzą wiele emocji - stylem życia i silnym poczuciem odrębności. Skąd przybyli? Jak wykształciły się ich zwyczaje? I co ich spotykało w Europie? Dlaczego stali się na jej terenie obiektem badań reżimów władzy, stereotypową podklasą? Jak wyglądała ich historia i czemu była historią przemocy? Jak, wraz z kształtowaniem się europejskiej nowoczesności, zmieniały się formy represji, którym byli poddawani? Jakie były ich efekty dla tej społeczności? I czy te procedury "dostosowawcze" przyczyniły się ostatecznie do inkluzji Romów? A może przeciwnie? Między innymi na te pytania stara się odpowiedzieć ta książka. Pisanie jej zaczęło się dla mnie, gdy wsiadłem do tramwaju i pojechałem pięć przystanków od mojego mieszkania we wrocławskim śródmieściu, żeby poznać ludzi, którzy mieszkają w romskiej faweli i tych, którzy z nimi pracują. Z czasem jeździłem tam coraz częściej. Okazało się, że nie jestem w stanie napisać tylko o jednym osiedlu, że różne często pozornie odległe sprawy i miejsca, procesy i działania wiążą się w jedną całość, której końcową stacją stały się te zbite z drzwi i dywanów baraki, w których w warunkach urągających godności mieszkały rodziny z dziećmi. W efekcie lektur, rozmów z ekspertami i członkami społeczności, a także umieszczenia tych danych w szerszym kontekście przemian i kształtowania się nowoczesności powstała szeroka wielowątkowa struktura, której celem jest podsumowanie naszej wiedzy o losach europejskiej romskiej społeczności, i zrozumienie jej specyficznego charakteru, szczególnie w kontekście europejskich reżimów władzy, kontroli i karania. Niewiele jest bowiem całościowych opracowań dziejów romskich zarówno ujmujących zagadnienie w skali globalnej, jak i krajowej. Często bardzo wnikliwe i doskonale napisane prace mają w większości charakter fragmentaryczny, i są to prace przede wszystkim o charakterze historiograficznym, socjologicznym lub też z zakresu nauk pedagogicznych i etnograficznych. Wiele aspektów romskiego życia i dziejów nie jest zbadanych w ogóle. Dlatego też jednym z głównych źródeł wykorzystanych w tej książce były raporty organizacji pozarządowych (przede wszystkim Amnesty International, Centrum Edukacji Obywatelskiej, European Roma Rights Center, Human Rights First, Human Rights Watch, Romea, Międzynarodowej Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka), ciał międzynarodowych (Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie, Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, Agencji Praw Podstawowych Unii Europejskiej, UNICEF) i instytucji państwowych (Biura Analiz i Dokumentacji Senatu RP, Głównego Urzędu Statystycznego). Niezbędne było też przeprowadzenie badań socjologiczno-etnograficznych w polskich osadach Romów migrujących oraz wśród uchodźców w Grecji, a także wywiadów pogłębionych z pracownikami socjalnymi, street workerami, romologami i praktykami. Kluczowa zaś dla zrozumienia i umieszczenia we właściwym kontekście społecznym romskiej sytuacji społeczno-ekonomicznej była współpraca z pracownikami wrocławskiego Stowarzyszenia na Rzecz Społeczeństwa Wielokulturowego "Nomada" i Fundacji Dom Pokoju, poznańskiego Wielkopolskiego Stowarzyszenia Lokatorów, gdańskiego Centrum Wsparcia Imigrantów i Imigrantek i Muzeum Okręgowego w Tarnowie. Pracownicy tych organizacji pomogli mi wejść w badane społeczności, uzyskać zaufanie i szanse na lepsze zrozumienie roli Romów we współczesnym europejskim kapitalizmie, ich relacji ze społeczeństwem większościowym, wyborów życiowych czy celów i przebiegu migracji.
Jednocześnie wydało mi się niemożliwym przedstawić losy Romów bez próby spięcia nadmienionych wymiarów (historiografia, socjologia, etnografia, nauki pedagogiczne) w całościowy obraz, nie tylko w ujęciu deskryptywnym, ale także stanowiącym próbę zrozumienia poprzez dzieje tego narodu szerszych procesów, takich jak kształtowanie się europejskiej nowoczesności czy narastanie wewnętrznych sprzeczności modeli demokracji liberalnej i państwa narodowego. Stąd też słowo "polityczna" w tytule książki. Nie chodzi w niej bowiem tylko o opis dziejów pewnej nacji, ale o wskazanie, że przez ten opis to społeczeństwo większościowe może dowiedzieć się więcej o samym sobie i własnych ograniczeniach, szczególnie w zakresie kształtowania się form i reżimów sprawowania władzy, biopolitycznej kontroli i praw obywatelskich. Dodatkową motywacją do napisania tej książki był brak analiz akademickich poświęconych zmianom społecznym, w których losy Romów stanowiłyby główną oś rozważań, a nie jedynie egzemplifikację, skądinąd niezwykle ważną, bo pozwalającą obnażyć w czystej formie pęknięcia, które wstrząsają gmachem europejskiej liberalnej nowoczesności. Dlatego celem tej pracy jest umieszczenie badań romologicznych w perspektywie wielkich procesów społecznych kształtujących nowoczesność. Aby osiągnąć ten cel, niezbędne było badanie politologiczne, ale zawierające też elementy z pogranicza antropologii, historii kultury, językoznawstwa, socjologii i filozofii politycznej. Stąd też szerokie spektrum pytań badawczych i problemów, które mają w tej pracy znaleźć odpowiedź i wyjaśnienie.
W pracy podjęto próbę określenia dokładnego miejsca pochodzenia Romów i udzielenia odpowiedzi na pytania takie jak: co zmusiło ich do migracji; co spotykało ich na ich drodze do Europy; skąd tu przybyli; jaką drogą przywędrowali; jak wykształciły się ich zwyczaje; jak znaleźli się w Polsce i jaką rolę pełnili w peryferyjnej gospodarce wczesnokapitalistycznego systemu-świata, jakim była I Rzeczypospolita; jak zmieniała się ta rola przez wieki, z czego wynikała i do jakiego doprowadziła położenia; jakie jest ich aktualne społeczno-polityczne położenie; jaki mają status materialny; w której z warstw społecznych się lokują; jak wygląda ich status edukacyjny, struktura zatrudniania, inkluzja społeczna, relacje ze społeczeństwami większościowymi; jak kształtują się te dane dla zachodniej i wschodniej części Europy; co wpływa na ich utrwalanie się i co najważniejsze - jaką rolę Romowie pełnili przez wieki w kształtowaniu się nowoczesności? Jak reagowano na ich migracje i obecność oraz jak te reakcje służyły do budowania "gmachu" państwa - jego instytucji, polityk i biopolityk, "szlifowania" reżimów karania, dopracowywania technik nadzoru, budowania sieci kontroli, z której nie da się wymknąć, z której można być tylko wypchniętym na zewnątrz lub skończyć dostosowanym do normatywnej sztancy, uwięzionym lub martwym.
Aby odpowiedzieć na wszystkie te pytania i umieścić romskie dzieje w perspektywie szerszych procesów społecznych, politycznych i ekonomicznych, koniecznym było sięgnięcie po wyniki badań genetycznych, językoznawczych, etnograficznych i historycznych dotyczących tej grupy etnicznej. Spośród tych pierwszych szczególnie pomocne okazały się efekty pracy zespołów pod kierownictwem Luby Kalaydjievej[5] i Bharti Morar[6], mogące ostatecznie potwierdzić indyjską genezę Romów. Ta teoria ich pochodzenia już ponad 200 lat temu została sformułowana przez językoznawców, badających rozwój romskich języków i dialektów, a także naleciałości, które weszły do nich z innych języków, mijanych podczas wędrówki na Zachód. Współcześnie szeroko opisali tę kwestię w swoich pracach Marcel Courthiade[7], Ronald Lee[8] i Yaron Matrasa[9] i na ich podsumowaniach badań w tej materii się opierałem. Wiedzy, niezbędnej dla zrozumienia roli Romów w procesie kształtowania europejskiej nowoczesności i na temat kluczowych faktów, szczególnie dotyczących ich wczesnych migracji, obecnego rozmieszczenia i roli w gospodarce, dostarczyły historiograficzne prace Donalda Kenricka[10], Mileny Hubshmannovej[11] i Adriana Marsha[12] oraz szersze syntezy historyczne, takie jak publikacje Angusa Frasera[13] czy Iana Hancocka[14]. Dla ujęcia w tym szerokim obrazie polskiego kontekstu szczególnie ważne okazały się publikacje Jerzego Ficowskiego[15], Lecha Mroza[16] i Andrzeja Mirgi[17]. Odtworzyć i zanalizować sytuację Romów w okresie polskiej demokracji ludowej pomogły przede wszystkim prace Jolanty Drużyńskiej[18], Piotra J. Krzyżanowskiego[19], Karola Gierlińskiego[20] i Andrzeja Sochaja[21]. Ważne dla zrozumienia jednego z głównych wymiarów styku romskiej mniejszości i społeczeństwa większościowego szczególnie w Polsce, czyli dziedziny edukacji, okazały się prace Karola Gierlińskiego[22], Jolanty Horyń[23], Łukasza Kwadransa[24], Jacka Milewskiego[25], Ewy Nowickiej[26], Barbary Weigl[27] i Mariana Grzegorza Gerlicha[28]. Dużo informacji o sytuacji Romów we współczesnej Europie i kulturze romskiej dziś dostarczyły prace Łukasza Kwadransa[29], Mariana Grzegorza Gerlicha[30], Jerzego Milewskiego[31], Andrzeja Mirgi i Anny Mirgi-Kruszelnickiej[32], Joanny Talewicz-Kwiatkowskiej[33], Anny Lubeckiej[34] i Thomasa Agarina[35]. Często wartościowe informacje wnosiły także teksty o charakterze publicystycznym czy reporterskim[36], szczególnie te publikowane w kwartalniku "Dialog-Pheniben".
W efekcie wyżej wymienionych badań i lektur wyłonił się obraz Romów jako modelowego w dziejach europejskiego modernizmu homo sacer[37]. Z jednej strony daje się zauważyć ich siła przetrwania, elastyczność wobec warunków, jakie stawia przed nimi nowoczesność ze swoimi reżimami gospodarki rynkowej, masowej demokracji liberalnej i państwa narodowego, modelami produkcji przemysłowej, pracy najemnej, produktywności, unifikacji, przewidywalności i bezpieczeństwa[38]. Z drugiej strony, wszędzie w tych wymiarach właśnie zachodzić będzie próba wcielenia tych rozwiązań w życie kosztem celów, potrzeb i tradycji tej grupy. Romowie występują więc w Europie (i na kartach tej książki) jako testujący zakres wolności grup i jednostek element, którego oscylacja na granicach je namacalnie ujawnia. Stosunek społeczeństw większościowych do Romów to test, na ile poważnie biorą one uniwersalistyczne wizje równości, sprawiedliwości i harmonijnego współżycia między grupami o odmiennym zapleczu kulturowym. Jednocześnie siła nowoczesności jako projektu polegała na usuwaniu niewiadomych i niepewności. Zgodnie z ujęciem Zygmunta Baumana objawiało się to w próbach budowania dominacji nad chaotyczną naturą, rozbudowywaniem biurokracji, ścisłą kodyfikacją zasad i regulacji czy wzmacnianiem kontroli i kategoryzacji[39]. Wszystko to, aby krok po kroku likwidować niepewność, próbując opanować chaotyczne aspekty życia. Choć nigdy do końca skuteczna, tendencja ta przerastała projekt nowoczesności. Bauman argumentował, że gdy życie organizuje się w znane i możliwe do zarządzania kategorie, zawsze istnieją grupy społeczne, którymi nie można zarządzać, wydzielić ani kontrolować[40]. Jak pisze Bauman, nieznajomy jest zawsze kuszący; w odmiennej kuchni i modzie, ma urok i nęci tym, co nieznane[41]. Jednak, ponieważ wymyka się on kontroli i zarządzaniu, jest zawsze obiektem lęku, potencjalnym złodziejem, osobą spoza, stałym zagrożeniem. Baumanowski opis, można w zasadzie jeden do jeden zastosować do postrzegania Romów. Wymykając się reżimom nowoczesności momentalnie byli orientalizowani, stereotypizowani, wypychani, jednocześnie budząc swoją odmiennością fascynację. Baumanowskie wnioski z Nowoczesności i Zagłady także pasują doskonale do Romów. W ich wypadku, podobnie jak w przypadku Żydów, wysiłki związane z próbami ich podporządkowania reżimom nowoczesności doprowadziły do tragicznego końca. Zagłada przez Baumana została uznana za skrajny przykład próby usunięcia przez europejską nowoczesność "niewygodnych" i "nieokreślonych" elementów, których nie mogła dopasować do obowiązującej umasawiającej sztancy. W jego analizie w Europie Żydzi stali się "obcymi" par excellence[42]. Bauman i Giorgio Agamben[43] uznawali, że badane przez nich procesy wykluczenia w okresie Zagłady funkcjonują nadal. Nie znalazłem jednak w ich pismach odniesienia do przykładu doskonale egzemplifikującego ich tezy związane z reżimami wykluczenia i eksterminacji. W przypadku Romów mechanika ta objawia się w swojej ostrej i radykalnej formie cały czas. Czysty, bezpośredni rasizm wobec nich znajduje bowiem zupełnie powszechną akceptację, także w kręgach elit czy klasy średniej. Do nich ciągle stosują się zasady opisane przez Baumana. To dziś oni są w Europie tym uniwersalnym "Obcym", mimo tego, że żyją na tym kontynencie już szóste stulecie. Ale może właśnie przez to, że przez tyle czasu nie rozpłynęli się w większościowych społeczeństwach, pozostają dalej, dla bardziej dominujących grup etnicznych, tak niepokojący. Jak gdyby odrzucając ten "niezwykły dar" nowoczesnej homogenicznej europejskości, podawali jego wartość w wątpliwość, stawiali w nawias.
Aby wyraźnie pokazać prawdziwość tej tezy, koniecznym było umieszczenie dziejów, zwyczajów i kultury Romów w szerszym obrazie przemian społeczno-gospodarczych, z którymi mamy do czynienia w Europie od XV w. do chwili obecnej. Polityczna rola tej grupy społeczno-etnicznej w kształtowaniu się europejskiej nowoczesności i zarazem systemowe wypychanie obecności i kultury Romów poza nawias tego, co legalne, stają się wyraźne, kiedy spojrzeć na nie w perspektywie długiego trwania (w rozumieniu Fernanda Braudela[44]) i przypatrzeć się, jak wraz z kształtowaniem się europejskiej gospodarki-świata (w ujęciu Immanuela Wallersteina[45]) zmieniała się forma opresji stosowana wobec tego Baumanowskiego modelowego "Innego". Kilkukrotne próby przedarcia się z peryferii[46] europejskiego kapitalizmu[47] do jego centrum za każdym razem kończyły się zastosowaniem wobec Romów brutalnych działań represyjnych, za każdym razem innych, zgodnych z dominującym w danej epoce wzorem. Jednocześnie wzór ów mógł się ujawnić i ukształtować właśnie dzięki ich próbom przełamania stawianego im oporu czy budowanych granic. Proces budowy nowoczesnych reżimów biopolitycznych mógł zajść m.in. właśnie dzięki dialektyce polegającej na tym, że ci ruchliwi i nie chcący ulec ujednoliceniu z resztą otaczających ich ludów migranci raz po raz próbowali znaleźć się w jądrze europejskiego bogactwa i byli z niego wypychani, jako element nie chcący poddać się kontroli. Umieszczeni w przestrzeni kształtowania się wzajemnie splatających się nowoczesności i kapitalizmu, Romowie stali się obiektem działań biopolitycznych kształtujących się w owym czasie państw narodowych, a zarazem ich ofiarą. Dlatego można tu zastosować podejście badaczy takich jak Agamben[48] czy Michael Foucault, których wysiłki skupiały się po wielokroć na analizie sytuacji grup wymykających się ujednoliceniu, jakie niosła ze sobą rodząca się nowoczesność - więźniów[49], "szaleńców"[50], seksualnych "odmieńców"[51] - i jednoczesnemu oglądaniu kształtujących się reżimów, w ramach których owe grupy miano poddać pełnej kontroli, wdrożyć do przewidywalności i produktywności, i wyprać z chaosu, jaki mogły wnosić do uładzonego społeczeństwa[52]. Historia Romów w Europie bardzo dobrze wpisuje się w ramy badawcze ustanowione przez Foucaulta i Agambena. Dotychczas grupa ta nie stała się obiektem pogłębionych badań z użyciem narzędzi biopolitycznych. Postanowiłem tę lukę niniejszą pracą, choćby w części, wypełnić.
Jednym ze sposobów wdrażania reżimu biopolitycznego była orientalizacja przybyszów, a co za tym idzie ich wypchnięcie poza nawias społeczeństw europejskich. Wobec Romów zastosowano bowiem na różnych etapach kształtowania się europejskiej nowoczesności wiele narzędzi i mechanizmów zarezerwowanych przede wszystkim dla ludów kolonizowanych. Dlatego niezwykle pomocne okazały się tu narzędzia, jakich dostarczają analiza postkolonialna Ranajita Guhy[53], analiza grup wykluczonych[54], koncepcja orientalizmu Edwarda Saida[55] oraz studia nad podporządkowanymi Gayatri Chakravorty Spivak[56] czy Frantza Fanona[57]. A że jednocześnie Romowie byli grupą przez długi czas znajdująca się również na marginesie ekonomicznym europejskiego społeczeństwa, użyteczne okazały się także analiza "ludzi luźnych" w ujęciu Niny Assorodobraj-Kuli[58] i Bronisława Geremka[59], analiza roli, pozycji i losów grup mniejszościowych i wykluczonych w ujęciu wolnościowego marksizmu Sylvi Federici[60], czy analiza klasowa Karola Marksa.
Wielce pomocne w mojej próbie syntezy i ujęcia systemowego roli rasizmu antyromskiego było podejście do tematu dyskryminacji etnicznej, jej roli i genezy w kształtowaniu się europejskiej nowoczesności w myśli Enzo Traverso[61], Étienne Balibara[62] i Immanuela Wallersteina. Posługując się narzędziami zaproponowanymi przez tych autorów, przeprowadziłem analizę umiejscowienia Romów w koncepcjach tzw. rasizmu naukowego w pismach i wypowiedziach Arthura de Gobinau[63], Cesare Lombroso[64], Madisona Granta[65], Benjamina Kidda[66], Alfreda Russela Wallace'a[67], Richarda Lee[68], Hansa Friedricha Karla Günthera[69], Josefa Jörgera, Roberta Rittera i Evy Justin[70]. Szczególnie zaś istotne dla umieszczenia romskich dziejów w ujęciu biopolitycznym były prace Isabelli Clough Marinaro[71], Jennifer Illuzzi[72], Riccardo Armillei[73] i Ioany Bunescu[74]. Bardzo ważne dla kształtowania się moich wniosków okazały się badania dotyczące romskiej Zagłady, w której procesy wykluczania, wypychania, karania, detencji, paszportyzacji, deportacji i eksterminacji osiągnęły szczytowy punkt. Tu warte wymienienia są przede wszystkim prace Sławomira Kapralskiego[75], Joanny Talewicz-Kwiatkowskiej[76], Iana Hancocka[77], Adama Bartosza[78], Anny Mirga-Kruszelnickiej[79] czy Lidii Ostałowskiej[80]. Wszystkie powyższe teksty i lektury naświetliły mi los Romów, jako symbol i metaforę, co mam nadzieję pozwoli tej książce stać się czymś więcej niż tylko efektem deskryptywnego sumowania podejść, zdarzeń i teorii.
W rozdziale I, w oparciu o badania historyczne, etnograficzne i językoznawcze, omawiam pochodzenie europejskich Romów oraz spokrewnionych z nimi grup - bliskowschodnich Domów i Luri. Przedstawiam średniowieczne, mityczne teorie o pochodzeniu Romów, a także wkład badań językoznawczych w wyjaśnienie, skąd pierwotnie wyruszyły te grupy migrantów. Opisuję charakterystykę polityczną, geopolityczną i gospodarczą regionu pochodzenia, a także prawdopodobne przyczyny kolejnych fal migracji na Zachód. Przytaczam badania genetyczne, prowadzące do ostatecznego uznania Romów za mniejszość induską przez rząd Indii. Rozdział ten kończy dotarcie Romów do Europy i osiedlanie się się ich na terenie dzisiejszej Grecji, gdzie z czasem mamy do czynienia z pierwszym romskim samorządem. Rozważam też występujące w różnych językach nazwy tej grupy etnicznej i przedstawiam ich genezy. Wskazuję tu również pierwsze paralele między dzisiejszymi nieudokumentowanymi migrantami spoza terenu UE i ówczesnymi Romami.
Od rozdziału II rozpoczynam opisywanie trzech fal romskich migracji do najbogatszej części Europy z jej peryferiów. Każdej towarzyszy budowanie murów i wypychanie Romów, przez tych, którzy zazdrośnie strzegą swojego bogactwa. Dzieje się to zawsze w sposób charakterystyczny dla epoki. Przedstawiam w tym rozdziale pierwszą falę migracji do rodzącego się centrum europejskiego kapitalistycznego systemu-świata w okresie od XIV do XVI w., czyli w momencie kryzysu i zmierzchu europejskiego feudalizmu i dobie kapitalistycznej akumulacji pierwotnej. Opisuję, jak zmienia się status Romów wraz ze zmianą pozycji społecznej żebraków i pątników oraz narodzinami kapitalizmu i systemu pracy najemnej. Pokazuję, jak tworzone wówczas coraz szerzej ustawy antywłóczęgowskie zaczynają godzić także w Romów i nakładają się na powstawanie antyromskich stereotypów, co skutkuje wypychaniem tej grupy etnicznej z centrum rodzącego się europejskiego kapitalizmu w okresie XIV-XVIII w. i jej migracją do europejskich peryferiów. Dokładniej omówionym przykładem takiego peryferyjnego terenu i panujących w nim stosunków społeczno-polityczno-gospodarczych jest I Rzeczpospolita i relacje państwo-szlachta-Romowie w XVII i XVIII w. na jej terenach.
Rozdział III opisuje ekspansję kapitalizmu i nowoczesności na tereny peryferyjne i jej skutki dla społeczności romskich - zniesienie niewoli chłopskiej, narodziny lokalnego przemysłu i koniec świata rzemieślników. Przyglądam się tu drugiej fali migracji romskich do centrum europejskiego kapitalistycznego systemu-świata w latach 1800-1945 i reakcjom na nią. Po kolei opisuję nowo powstające represyjne prawodawstwo eugeniczne i służące jego uzasadnianiu teorie rasizmu "naukowego", prowadzące krok po kroku do etnicyzacji biedy. Staram się też pokazać pierwsze podejścia na przełomie XIX i XX w. do wprowadzenia w Europie reżimu detencji, paszportyzacji i deportacji. Powiązanie tych dwóch procesów pozwala prześledzić rekompozycję narzędzi kontroli, kary i bezpieczeństwa w modelu państwa narodowego przełomu XIX i XX w. i zrozumieć, jak doprowadzały one do Zagłady, w wypadku Romów nazywanej Kali Traš, Porajmos lub Samudaripen. Poświęcam jej końcową część tego rozdziału, podsumowując badania w tej materii i przedstawiając szeroki zakres ludobójstwa jakie dotknęło tę nację - od Zigeunerjagd (czyli pozaobozowej eksterminacji, często w lasach, na pustkowiach), przez detencje w obozach koncentracyjnych, śmierć z powodu chorób, po eksperymenty medyczne Josefa Mengele i mord w komorach gazowych. Opisany jest także romski opór wobec nazistowskiej maszyny śmierci, stawiany mimo dramatycznych warunków.
Krótki okres zamrożenia korelacji procesów przenikających nowoczesność i romskie losy, przedstawiam w rozdziale IV, poświęconym sytuacji Romów w krajach demokracji ludowej, na przykładzie Polski w okresie 1945-1980. Nie znaczy to jednak, że romskie losy zmieniły się jakoś diametralnie. Romów dotyka w owym czasie zupełnie inna linia europejskiej nowoczesności, a modernistyczne wzorce są na nich wymuszane nie za pomocą zdywersyfikowanej siatki aparatów ideologicznych, instytucji państwa i prywatnych inicjatyw, ale całej maszynerii państw demokracji ludowej. Chodziło o to, aby uczynić z nieprzewidywalnych i wolnych Romów przykładnych i posłusznych obywateli nowych socjalistycznych krajów. Proces ten okazuje się częściowo skuteczny, a jego aprobata wśród Romów zależy przede wszystkim od statusu majątkowego, klanowego i grupowego, co zostaje dokładniej omówione w tym rozdziale.
Trzecia fala romskich migracji zaczyna się wraz z upadkiem ZSRR, a cechują ją nacjonalistyczna przemoc i globalizacja. To one stanowią tło V i VI rozdziału, poświęconych położeniu Romów na Zachodzie Europy i w krajach byłego Bloku Wschodniego. Pokrótce opisuję sytuację mniejszości romskiej w wybranych krajach o największej jej liczebności lub o najostrzejszym polu konfliktów. Część ta nie rości sobie pretensji do bycia pełnym obrazem życia europejskiej romskiej społeczności, ale prezentować ma przede wszystkim pola konfliktu, szczególnie politycznego, udział w nim organów państwa, służb mundurowych i polityków większych partii. Rozdział V opisuje sytuację Romów w Europie Wschodniej po reintrodukcji kapitalizmu, poprzez przegląd przypadków z różnych krajów i ogólny zarys sytuacji społeczno-ekonomiczno-politycznej tej mniejszości etnicznej. Oprócz tego omawiam w tej części społeczne rozwarstwienie i przemoc słowną wobec Romów w Rumunii, węgierskie szwadrony śmierci i antyromskie działania węgierskiej, czeskiej i słowackiej skrajnej prawicy, krytyczną sytuację humanitarną na osiedlach - słowackim Lunik IX w Koszycach i bułgarskim Stolipinowo w Płowdiwie, policyjną przemoc wobec Romów na Słowacji, Węgrzech, w Rumunii i Bułgarii, oskarżenia o handel narkotykami i wyburzenia osiedli w Rosji, pogromy w ukraińskiej Rusi Zakarpackiej i napady w Serbii. Łączącym ten i następny rozdział fragmentem jest opis tego, jak żywotne są antyromskie stereotypy dotyczące porywania dzieci omówione tu na przykładzie sytuacji z krajów tak od siebie odległych jak Grecja i Irlandia. Rozdział VI skupia się na omówieniu położenia Romów w wybranych krajach Europy Zachodniej i trzeciej fali migracji romskich do centrum europejskiego kapitalizmu z jego peryferii na przełomie XX i XXI w. Rejestruję tam wybrane przypadki stosowania przemocy indywidualnej i instytucjonalnej w reakcji na napływ romskich migrantów: od austriackich zamachów terrorystycznych przez francuskie deportacje po wyrastające w wielkich metropoliach Europy fawele. Szczególną uwagę poświęcam w tym rozdziale Włochom, gdzie najwcześniej zaczęły docierać fale romskich migracji z Bałkanów i gdzie legalne i nielegalne prowizoryczne osiedla są najbardziej rozbudowane w porównaniu do innych krajów zachodnioeuropejskich, relacje między Włochami a Romami są szczególnie zaognione, a wyburzenia budynków w romskich osadach i obozowiskach wyjątkowo częste. Jednocześnie szeroko omawiam w tym kontekście wprowadzony przez władze Włoch program Piano Nomadi jako "wzorcową" zinstytucjonalizowaną biopolityczną formę relacji państwo - romscy migranci.
Łuków, Kłodawa, Konin, Oświęcim, Mława, Brzeg, Andrychów, Kęty, Żywiec, Krośnica, Limanowa, Świebodzice - te często niewielkie miasteczka składają się na mapę starć: pobić, pogromów, dewastacji i morderstw, które bardzo często nie trafiają do głównego wydania programów informacyjnych. To tam rodzą się polsko-romskie napięcia. Jednocześnie na przedmieściach metropolii wyrastają fawele ubogich migrantów z Bałkanów. W rozdziale VII omawiam szczegółowo te wydarzenia, analizuję ich przyczyny i możliwe konsekwencje. Staram się przedstawić w tej części w miarę najpełniejszą panoramę owych zdarzeń, zaczynając od roku 1980 i okresu napięć społecznych związanych ze słabnięciem władzy ludowej, przez czasy transformacji ustrojowej i wejście Polski do Unii Europejskiej po chwilę obecną, kiedy mamy do czynienia z powstawaniem nowych osiedli Romów migrujących. Tu także zawieram wyniki badań, które prowadziłem wśród mieszkańców osiedli romskich oraz pracowników społecznych i aktywistów w nich pracujących. Omawiam tu również historię osiedlania się w polskich metropoliach bałkańskich Romów migrujących, ze szczególnym uwzględnieniem Warszawy, Krakowa, Poznania i Trójmiasta. We wszystkich tych miastach dochodziło do napięć między migrantami a służbami mundurowymi oraz całego wachlarzu naruszeń - od pobić po wyburzenia i pozalegalne ewikcje.
O jednej z takich faweli - wrocławskiej - i pracy, jaką wykonało z jej społecznością Stowarzyszenie Nomada, procesie z magistratem i szczęśliwym jego końcu można przeczytać w kolejnych rozdziałach, VIII i IX. Była ona specyficznym przypadkiem, mogącym służyć za soczewkę problemów z poprzednich rozdziałów i jednocześnie doskonale udokumentowanym przykładem relacji społeczeństwo większościowe - romscy migranci, w której to dokumentacji sam aktywnie i na bieżąco uczestniczyłem. Przedstawiam więc tutaj kolejno tło historyczne obecności Romów we Wrocławiu (szczególnie w kontekście identyfikacji Wrocławia jako miasta multietnicznego przez władze i wielu mieszkańców), aktualną sytuację społeczno-ekonomiczną wśród romskich migrantów i wyniki własnych badań terenowych z udziałem społeczności prowizorycznych osiedli i osad. Opisuję także przebieg procesu, jaki mieszkańcom osiedla na ul. Kamieńskiego wytoczył wrocławski magistrat i staram się zrozumieć wymiary dyskryminacji językowej, jaka spotkała przedstawicieli tej grupy etnicznej ze strony prasy czy urzędników miejskich. W ostatnim, IX rozdziale omawiam także sytuację romskich migrantów na rynkach pracy krajów goszczących, ich stosunek do edukacji i związanych z nią instytucji, a także życie codzienne najuboższych migrantów, w tym modę, obrzędy ślubne, małżeństwa i związki. Staram się również przedstawić działania socjalne w środowisku polskich Romów migrujących, efekty programu 500+, programów mieszkaniowych i innych rozwiązań socjalnych o charakterze eksperymentalnym.
Jednocześnie jasne jest dla mnie, że w książce tej nie można było ująć wszystkich wymiarów zagadnienia. Mamy przecież do czynienia z żywą i zróżnicowaną wewnętrznie zarówno językowo, jak i klasowo społecznością. Dlatego muszę zaznaczyć, że publikacja ta to ledwie zaczątek omówienia politycznych dziejów Romów i prób podporządkowania tej gupy reżimom modernistycznego społeczeństwa kontroli, nadzoru i eksterminacji. Każdemu z zagadnień podjętych w poszczególnych częściach pracy można byłoby poświęcić samodzielną książkę. Na odrębne opracowania zasługiwałyby dzieje grup romskich z Hiszpanii, Wysp Brytyjskich czy Skandynawii, tylko pokrótce wspomniane w tej publikacji, a także historia innych grup europejskich nomadów, takich jak Jenisze czy irlandzcy Travellersi.
Modelowym przykładem skutków działania omawianych w książce procesów biopolitycznych stały się losy migrujących Romów bałkańskich. Trzeba jednak zaznaczyć, że sytuacja klasowa Romów zamieszkałych od dawna w Europie Zachodniej bywa zdecydowanie lepsza niż tych pochodzących z Europy Wschodniej. Niezależnie jednak od tego, jak kształtują się dochody czy status majątkowy Romów, w odbiorze Europejczyków należą oni, obok "Żyda" i "muzułmanina", do grona "uniwersalnych" obcych. Zazwyczaj jednak posiadanie większej ilości pieniędzy pozwala uniknąć modelowego losu tych grup. Dlatego warto przyglądać się tym, których traktowanie nie może zostać złagodzone przez posiadane zera na koncie. W książce tej staram się połączyć skalę makro i mikro, syntezę wielkich procesów społecznych z wywiadami pogłębionymi. Zaczynając od historii wczesno średniowiecznych migracji romskich z Indii do Grecji, kończę na opisie współczesnych doświadczeń Romów migrujących we Wrocławiu. W tle rodzi się i rozwija kapitalizm, wybuchają epidemie i powstają nacjonalizmy, rozwijają się i upadają ideologie, a Romowie trwają, tkając swoją kulturę, kolejne stulecia. Są już 600 lat na kontynencie europejskim, a mimo to regularnie okazują się w historii obiektem foucaultowskich "nadzorować" i "karać" i agambenowskim homo sacer - ludem odartym z praw.
Rozdział 1/Quod erant de India. Pochodzenie europejskich Romów, bliskowschodnich Domów i Luri - teorie, dowody, badania
Potomkowie Faraonów. Średniowieczne teorie o pochodzeniu Romów
Skąd jednak wzięli się Romowie w Europie? Co zmusiło ich do migracji? Jaką drogą przywędrowali? Przez kilkaset lat było to owiane tajemnicą. Na miejsce ich pochodzenia typowano Grecję, Azję Mniejszą, Cylicję, Egipt, a nawet Etiopię[81]. Ludolfus z Sudenheim widział w nich potomków faraona[82], Leo Africanus uchodźców z podbitej przez muzułmanów Nubii[83], a Bizantyjczycy uważali za członków sekty Athiganów. Najbardziej popularna była początkowo wersja egipska. Jej ślady pozostają jeszcze w nazwach tej grupy w języku francuskim (gitan), angielskim (gypsy), hiszpańskim (gitano), włoskim (gitano) i tureckim (kipti). Potwierdzać tę teorię miała Biblia, gdzie czytamy: "A Ja rozproszę Egipcjan pomiędzy narodami i rozdzielę ich po krajach, aby poznali, że Ja jestem Pan"[84]. Mieli być potomkami tych z nich, którzy ścigając przez Morze Czerwone Żydów, prowadzonych przez Mojżesza, zostali w cudowny sposób przez Boga uratowani. Za karę jednak za porwanie się na patriarchę, mieli wraz z rodzinami wędrować po świecie[85]. Ich dawnym domem miała być kwitnąca dolina "Mały Egipt", którą badacze lokowali w Grecji, Azji Mniejszej pod Izmirem, a nawet koło Antiochii[86].
Tymczasem, kiedy Romowie dotarli do Europy trwały wśród nich jeszcze mgliste wspomnienia o ojczystej krainie. Jednemu z pierwszych romskich taborów, jakie dotarły do Hiszpanii przewodził, jak sam się zwał, Tomasz z Sabby z Indii[87]. Kiedy ci nowi migranci przybyli do włoskiego Forli w 1422 r., zakonnik Girolamo Fiocchi pisał o niech "Aliqui dicebant, quod erant de India"[88] ("Niektórzy z nich mówią o sobie, że przybyli z Indii"). W swojej wydanej w Pradze w 1603 r. Historii świata historyk, astronom, geograf i matematyk David Gans relacjonował, jak hiszpański król Filip wygnał z kraju wszystkich czarnych (kushim), tak, że musieli udać się do swojego kraju pochodzenia - Indii. Do roku 1636, kiedy powstał rejestr francuskiej wsi Bras w gminie Sant-Maximin, gdzie sami Romowie określali się jako lud pochodzący z Indii, znaleźć można jeszcze pięć innych, podobnych opowieści[89]. Wzmianki te jednak toną zupełnie wśród otaczających ich mitycznych opowieści o pochodzeniu tej grupy z Egiptu, Sumeru, a nawet Atlantydy[90]. Dopiero XVIII-wieczni językoznawcy byli w stanie rozrzedzić trochę mgłę, jaka otacza miejsce, z którego rozpoczęła się romska wędrówka.
Malabarski łącznik Wkład badań językoznawczych w wyjaśnienie pochodzenia Romów
Rozwój oświeceniowego językoznawstwa pod koniec XVIII w. zaowocował gwałtownym wysypem prac pokazujących ich związki z Indiami. Przyczynił się do tego rozwijający się w tym okresie europejski kolonializm. Coraz częściej do Azji południowo-wschodniej udawali się marynarze, wojskowi i urzędnicy z Anglii, Holandii i Francji. W owym czasie Niderlandy były ciągle jeszcze kolonialną potęgą. Należały do nich Kraj Przylądkowy, Surinam, Malabar, Cejlon, Indonezja i Tajwan. Między rokiem 1602 a 1796 Holenderska Kompania Wschodnioindyjska wysłała do Azji ponad milion Europejczyków do pracy w handlu. W Europie zaczęli się też pojawiać ludzie z tego regionu świata i po raz pierwszy od wieków możliwe było skonfrontowanie ludzi mówiących romani z tymi, którzy posługiwali się językami ich dawnej ojczyzny.
Odkrycie podobieństw między językami Indii i romskim zawdzięczamy jednak przede wszystkim skromnemu kalwińskiemu pastorowi z węgierskiej w owym czasie Słowacji. Istvan Valyi, bo o nim mowa, w latach 1753-54 spędził kilkanaście miesięcy na nauce w protestanckich uniwersytetach Holandii. Na uczelniach tych spotkał grupkę studentów z Indii. Od razu zwrócił uwagę, że ich język jest mu dziwnie znajomy. Dystrykt Komárno, rodzinne okolice pastora, były w owym czasie licznie zamieszkane przez Romów. Valyi spisał ponad tysiąc słów z sanskrytu i stwierdził liczne podobieństwa i zbieżności między językiem Indusów a romskim. Relację z tego badania na przełomie roku 1763 i 1764 podali praktycznie jednocześnie Szekely von Doba i Słowak Samuel Augustini ab Hortis[91].
Od tego momentu nastąpił prawdziwy wysyp dzieł wskazujących na indyjski rodowód Romów. W 1775 r. ukazuje się Zigeuner in Ungaren ab Hortisa. Rok później Jackob Bryant w Londyńskim Towarzystwie Historycznym prezentuje wykład, w którym porównuje romani z hindi. W 1777 r. Johann Christian Christoph Rüdiger, profesor na uniwersytecie w Halle pisze do swojego kolegi Hartwiga Bacmeistera list, w którym sugeruje, że "język Cyganów" jest spokrewniony z językami Indii. Przez następne pięć lat z pomocą Romni z grupy Sinti, Barbary Makelin, opierając się na badaniach swojego nauczyciela Christiana Wilhema Büttnera i językowych zbiorach Backmeistera z Rosji pracuje nad porównaniem romskiego i języków hinduskich. Zwieńczeniem jego pracy jest wydany w 1782 r. tekst On the Indic Language and Origin of the Gypsies[92], w którym prezentuje tabele porównawcze 23 zdań w romani i językach Indii. Rok później ukazuje się Dissertation on the Gypsies Heinricha Grellmanna[93], dochodząca do tych samych wniosków. A w 1785 r. potwierdzają je badania angielskiego wojskowego i orientalisty Williama Marsdena[94]. Analizą, która ostatecznie potwierdziła teorie indyjskiego pochodzenia języka romani była praca angielskiego językoznawcy i orientalisty Ralpha Turnera - Miejsce romani w rodzinie indoaryjskiej[95]. Wykazał on, że najbliższe więzy łączą romani z hindi, dialektami radżastańskimi i pendżabskimi, a dokładniej z rejonem, w którym mówi się obecnie awadhini bradź, miejscem występowania dwóch podstawowych dialektów, które razem utworzyły język hindi. Obszar ten znajduje się w środkowej dolinie rzeki Ganges, czyli w dzisiejszym Uttar Pradesz, w okolicach Lucknow[96]. Zgadzają się wyrazy podstawowe: "brat", "ojciec", "głowa", "człowiek". Ze współczesnym hindi romani ma łącznie prawie pięćset wspólnych słów. Jak dotychczas wskazano ponad osiemset wspólnych sanskryckich rdzeni, identyczną mikro-składnię grupy rzeczownikowej, podobne zakończenia czasowników, deklinacje rzeczowników, końcówki i stopniowanie przymiotników oraz przysłówki i imiesłowy. Pochodzenie Romów przestało być tajemnicą. Wyruszyli na swoją wędrówkę z północno-zachodnich Indii. Pozostały jednak pytania - kiedy i dlaczego?
Pentapotamia. Miejsce pochodzenia Romów - charakterystyka polityczna i geopolityczna
Nazwa Pendżab pochodzi od sanskryckiego określenia pać anada - pięć rzek. Dżelum, Czenab, Rawi, Sutledż, Beas, łączą się w Indus, tworząc to, co antyczni Grecy nazywali Pentapotamią - Pięciorzeczem, jedną z kolebek ludzkiej cywilizacji. Żyzne aluwialne gleby i regularne wylewy tej wielkiej rzeki, już ponad pięć tysięcy lat temu umożliwiły stworzenie tam jednej z pierwszych zaawansowanych technicznie kultur starożytności. Cywilizacja Indusu zajmowała obszar wielkości prawie 1,5 mln km? i była rozleglejszą od starożytnych Egiptu, Mezopotamii czy Chin. Największe miasta miały do 100 ha powierzchni. Rozwinięta sieć kanalizacyjna i republikański ustrój znacząco wyprzedzały swoją epokę. Zadziwiająco niewielka jak na owe czasy armia tych kupieckich miast-państw nie była jednak w stanie zatrzymać prących z północy koczowniczych najeźdźców. Amri, Balakot, Dwarka, Ganweriwala, Harappa, Kalibangan, Lothal, Mohendżo-Daro czy Rangpur nie dorobiły się rozpoznawalności Memfis, Babilonu czy Niniwy. Około 1300 r. p.n.e. fala nadciągających przełęczami Hindukuszu indoeuropejskich Ariów zmiotła lokalnych władców, narzucając krainie pięciu rzek własną kulturę i język. Miało stać się to schematem, który powtarzał się z koszmarną regularnością na tych terytoriach.
Dziś w Azji miejscem kluczowym strategicznie jest bogaty w ropę naftową Bliski Wschód. Jednak przed powstaniem kapitalizmu głównym źródłem bogactwa i pozycji była ziemia uprawna. A mało gdzie na naszej planecie jest ona lepsza niż w północnych Indiach. To tam tworzyły się bogate rolnicze królestwa. To o ich łupieniu marzyli koczownicy z Azji Środkowej. To je zająć chciały środkowoazjatyckie imperia. Pendżab pozostawał od tego czasu przez wieki terenem pogranicza. Przechodził z rąk do rąk między Persami a Indusami, Aleksandrem Wielkim a Imperium Majurów, Partami a państwem Kuszan. Granica przesuwała się kilkaset kilometrów w tę lub w tamtą, ale prawie zawsze obszar ów był stykiem dwóch imperiów, miejscem wymiany i wojny. Był sceną kolejnych konfliktów zbrojnych i przecinania się szlaków, lokalnym jądrem ciemności, gdzie kolejne dynastie toczyły ze sobą boje i ginęły w walce o bramę do Indii. To niedalekimi przełęczami Hindukuszu, w okolicy dzisiejszego Kabulu, przełęczą Chajberską wdzierały się na subkontynent fale kolejnych najeźdźców - Ariowie, Sasanidzi, Grecy, Scytowie, Kuszanie, Chionici, Kidaryci, Biali Hunowie, Arabowie, Ghaznawidzi i Mongołowie. Pokolenie za pokoleniem koczownicy próbowali wlać się na żyzne i bogate tereny rolnicze zlewisk rzek Indii, zajmowali dolinę Indusu, zatrzymując się dopiero w przewężeniu między ogromną Pustynią Thar a jeszcze większymi Himalajami. Czasem wdzierając się w dolinę Gangesu, czasem cofając się na afgańskie płaskowyże. Dwie wojny afgańskie, terroryzm i zamachy w Pakistanie, dyktatury w postradzieckiej Azji Środkowej to powrót do tego niestabilnego standardu. Od czasów cywilizacji doliny Indusu jej dawne tereny rzadko były niepodległe. Najczęściej stanowiły część wielkich imperiów, to Wschodu, to Zachodu. Praktycznie nie było tu długotrwałych ośrodków państwowych, takich jak Persja, Indie czy Egipt. Państwa powstawały i rozpadały się pod ciosami koczowników i imperialnych sąsiadów, upadały dynastie. Ludne i bogate miasta zamieniały się w zgliszcza. Tam, gdzie dwieście lat kwitł handel przez kolejne dwieście były tylko ruiny. Miasta szybko rozkwitały i równie szybko gasły pod ciosami to Aleksandra Wielkiego, to Mitrydatesa I, to Skandagupty.
Na północ od tego regionu wiódł jednak przez tysiąclecia łączący Chiny, Indie i Persję z Europą legendarny Jedwabny Szlak. Migracje były tam normą. Kupcy, artyści, rzemieślnicy, propagatorzy nowych kultów podróżowali i osiedlali się wzdłuż dróg handlowych Azji Środkowej. Skale ruchu na tej trasie pokazuje skład poselstwa kalifa Muktadira Abbasydy, które wysłał do stolicy nadwołżańskich Bułgarów - 5 tys. ludzi i 3 tys. koni. Od wczesnej starożytności aż do powstania kapitalizmu Jedwabny Szlak wiodący od Pekinu, przez Azję Środkową, Persję i Anatolię aż do Rzymu wyznaczał główną oś handlową Wschód - Zachód. Jego koniec to rok 1453, kiedy Imperium Ottomańskie zamknęło na stałe tę drogę, a Europejczycy stworzyli morski szlak do Indii i dalej do Chin i Azji Południowo-wschodniej. W starożytności, handel na tej trasie zdominowały żelazo i broń. Trudno się dziwić, skoro tereny te były regularnie najeżdżane przez nomadów, próbujących opanować szlaki wymiany towarowej i wyzyskiwać gospodarujących w żyznych dolinach rzecznych i oazach chłopów. Dokonywano też istotnych dla ówczesnych zbrojeń wynalazków. To tu powstał łuk, który rozprzestrzenił się do Chin, Iranu, Indii i Europy aż po Walię i Szkocję. Przewożono tędy także jedwab, papier, złoto, perfumy i biżuterię. Tereny, którymi wiódł Szlak były religijnym tyglem. W jednym państwie mieszali się ze sobą irańscy zoroastrianie[97], chrześcijańscy nestorianie, animiści, hinduiści, buddyści, bonowcy, dżiniści i muzułmanie. Synkretyzm religijny był normą. Wielokulturowe miasta, gdzie spotykała się ludność z północy, południa, wschodu i zachodu tworzyły węzły tego kanału wymiany i komunikacji. Płynęły nim towary, wzdłuż jego biegu przemieszczali się ludzie. Fale migracyjne narastały za każdym razem, gdy upadało, rozbite przez jakieś imperium, kolejne, łączące Indie i tereny Azji Środkowej, państwo. Pod ciosami Persji, Partii czy Guptów padały państwa Greków baktryjskich, Kuszan czy Heftalitów. Z doliny Indusu i wyżyn Afganistanu wypychane były kolejne fale uchodźców. Ich miejsce zajmowali najeźdźcy i ich niewolnicy. Efektem było ogromne przemieszanie ludności. Grecy z Azji Mniejszej trafiali do Azji Centralnej, Persowie znad Zatoki Perskiej do Chorezmu, Arabowie spod Basry pod Bucharę, Indusi z doliny Gangesu w dorzecze Tygrysu i Eufratu. Standardem było porywanie niewolników, bo to na ich darmowej pracy opierała się ówczesna gospodarka.
10 tysięcy muzykantów. Pierwsza fala induskich migracji na Zachód
Pierwsza historycznie potwierdzona fala migracyjna z doliny Indusu na zachód pojawia się w V w.n.e. W tym czasie ze stepów Azji Środkowej uderzają Biali Hunowie - Heftalici. Kiedy ich ziomkowie pod wodzą Attyli udają się na zachód, przez nadkaspijskie stepy podporządkowując sobie wschodnioeuropejskie niziny aż po granicę rzymską, południowa grupa tej konfederacji wojowniczych koczowników uderza na Persję i Indie i jako Biali Hunowie - Sveta Huna[98] staje się na 150 lat postrachem pogranicza dzisiejszego Iranu, Afganistanu, Pakistanu, Tadżykistanu, Turkmenistanu i północnych Indii. W regionie wybuchają liczne powstania i narastają partykularyzmy. Staje się on politycznie bardzo niestabilny. W roku 1010 al-Ferdousi opisze w perskiej narodowej epopei Szahname - Księdze Królów - liczne boje szacha Persji Bahrama V z Białymi Hunami. Władca panował w latach 420-438 n.e. Odparł najazd Heftalitów, których króla zabił własnoręcznie w bitwie pod afgańskim Merwem. Biali Hunowie zaatakowali Persję ponownie w 454 r. i znów ponieśli porażkę. Swoją uwagę skierowali więc na Indie i do końca wieku podbili ich północno-zachodni kraniec. Stolicą uczynili Sakalę, dzisiejsze Sialkot w Pakistanie. Cały V w. w regionie trwały regularne walki. To Persowie atakowali, to indyjska dynastia Guptów. Również Heftalici regularnie próbowali powiększać swoje posiadłości na zachód i na wschód. Granica przesuwała się w tę i w tamtą, a przez Sindh, Pendżab i Radżastan przelewały się różne wojska. Ferdousi opisuje też mało znaczącą dla całego eposu anegdotkę. Jednak dla zarejestrowania pierwszej większej migracji z subkontynentu na Zachód jest ona bardzo istotna. Poeta opowiada historyjkę o tym jak Bahram, aby ulżyć swoim ciężko pracującym chłopskim poddanym sprowadził od swojego teścia, króla Indii, 10 tys. muzykantów. Każdemu migrantowi darował krowę i wołu, osła i oślicę oraz kawałek gruntu. Mieli uprawiać ziemię i zabawiać innych ludzi muzyką, kiedy ci po pracy na polu pili wino i być czymś w rodzaju żywej radiostacji. Nowo przybyli nie chcieli jednak wykonywać dwóch prac naraz. Zjedli i krowy, i ziarno, a ziemie zostawili odłogiem. Za karę władca skazał ich na wieczną wędrówkę[99]. Ferdousi nazywa ten ten lud w Szachname - Luri.
Nietrudno skorelować te dwa zdarzenia - najazd wojowniczych koczowników i większą migrację ludzi z Indii na Zachód. Podobna przecież inwazja Hunów w Europie, wywołała tzw. Wielką wędrówkę ludów, kiedy to całe germańskie plemiona migrowały z Europy Środkowej na Bałkany, do Włoch, Hiszpanii a nawet Północnej Afryki. Także i z Indii dochodziło do podobnych przemieszczeń, a opowieść Ferdusiego jest ich poetyckim odbiciem, bajkowym wyjaśnieniem skąd na terenie Persji wzięli się smagli, induscy migranci. Do dziś w pakistańskim Beludżystanie i wschodnim Iranie żyją ludzie, na których mówi się Lori. Nieco na północ od nich, w Tadżykistanie, Uzbekistanie i Kirgizji, żyją z kolei Luli[100]. Są kowale - asinkar Lori, cieśle - dar trash Lori, złotnicy - zargar Lori, bębniarze, żonglerzy, wróżbici, chiromanci, treserzy niedźwiedzi - dohli Lori, a dawniej, przed pojawieniem się samochodów, także sprzedawcy osłów i wołów. Grają na weselach i innych uroczystościach. Pochodzą z Indii, żyją w endogamii, wykonują typowe dla Romów zajęcia, podobnie jak oni dzielą się na klany związane ze sobą profesją[101] i spotykają ich podobne problemy jak ich europejskich odpowiedników - dyskryminacja rasowa, a ich dzieci o wiele rzadziej uczęszczają do szkoły niż beludżyjscy rówieśnicy[102]. I wszystko byłoby jasne i mielibyśmy historycznie potwierdzone pochodzenie Romów, gdyby nie jeden, ale całkiem poważny problem. Lori mówią bowiem dialektem języka beludżi i ich język jest tylko bardzo odlegle spokrewniony z romani.
Opinię o Lorich jako o przodkach Romów rozpropagowali brytyjscy kolonizatorzy Indii. Rok po pierwszym pełnym anglojęzycznym wydaniu Szachname przez Turnera Macana w Kalkucie, w roku 1829 angielski wojskowy, pułkownik John Staples Harriott wystąpił przed Królewskim Azjatyckim Towarzystwem w Londynie z referatem pt. Uwagi o wschodnim pochodzeniu Romaniczali, to jest plemienia mylnie zwanego Gypsey i Bohemian[103]. Cytując odpowiednie fragmenty eposu wprost wskazywał na indyjskie pochodzenie Romów, z Lorich, czyniąc ich bezpośrednich przodków, nie omieszkując też dodać od siebie, że "od tej pory, Lori koczują po świecie i obcują z psami i wilkami, kradnąc po drodze w dzień i w nocy"[104]. To, że niewiele więcej poza kilkoma zbieżnościami i jedną bajkową z ducha relacją wskazywało na połączenie tych dwóch ludów, nie za bardzo mu przeszkadzało, tym bardziej, że dzięki tej prezentacji, stał się członkiem owego szacownego Towarzystwa. Swoje dołożył angielski podróżnik Pottinger, który pisał, że "Luri to rodzaj ludu włóczęgów, którzy nie mają stałego miejsca zamieszkania i uderzająco przypominają europejskich Cyganów"[105]. Sprawę przypieczętowali na początku XX w.[106] bracia Warner wydając Szachname w wierszowanym przekładzie angielskim. W tym bardzo starannym i poprzedzonym solidnym wstępem i okraszonym objaśnieniami w każdym tomie tłumaczeniu, w VI księdze dokonano ekstrapolacyjno-poetyckiego anachronizmu, używając słowa Gypsies zamiast Luri. Miało to najpewniej źródło w odczuciach wydawców w stosunku do tej grupy i chęci przemówienia bardziej obrazowo do anglojęzycznego czytelnika. Od tej pory literacka transformacja Lurich w Romów została przyswojona przez autorów wielu kolejnych publikacji[107].
To, że Szachname wspomina podróż Aleksandra Macedońskiego do Mekki, kilkumiesięczną tajną wizytę Bahrama, przebranego za markietana, u potężnego króla Indii Szangula czy jego bohaterskie ubicie wilka "tak dużego, aż nie przepuszczał wiatru", a potem i smoka, oraz liczne inne wyczyny mityczne nie miało większego znaczenia[108]. Wzmianka w eposie wystarczyła, żeby raz dwa skojarzono leniwych induskich muzykantów, którzy dostawszy worki pszenicy, woły i osły, tylko bawili się muzyką, zamiast za dnia orać i siać, a wieczorami przygrywać innym, z również induskimi z pochodzenia europejskimi Cyganami.
27 tysięcy wojowniczych dżatów. Druga fala migracji z Indii na Zachód: Zott/Zutt
Podobną legendę wspominają dwaj inni historycy z X i XI w. - Pers Hamza z Isfahanu i Arab at Talibi. Jeden mówi co prawda o 12, a drugi o 4 tys. muzyków, historia jednak jest zadziwiająco zbieżna. Są strudzeni i smutni rolnicy, jest pomysłowy władca, są sprowadzeni z Indii grajkowie. Muzycy znajdują żony i osiedlają się we wschodniej Persji i jak twierdzi Hamza, w X w. ich potomkowie ciągle żyją w tej okolicy[109]. Wszystko się zgadza, poza nazwą plemienia. Brzmi ona bowiem tym razem Zutt. Tak Arabowie wymawiają hinduskie słowo dżat, a Dżatowie to kasta rolników zamieszkujących pogranicze Indii i Pakistanu. Nazwa ta powtarza się w arabskich kronikach na określenie induskich migrantów i do dziś używana bywa do określenia niektórych odłamów bliskowschodnich Cyganów - Domów. Ci dotarli o wiele dalej na Zachód niż Luri, bo z doliny Indusu aż po Tygrys i Eufrat, żeby stamtąd rozprzestrzenić się na praktycznie całą islamską część basenu Morza Śródziemnego.
Już między III a VII w. n.e. na perskim dworze służyły liczne oddziały indyjskie[110]. W tym czasie Persowie atakują i zajmują kraje Azji Centralnej oraz wyprawiają się na Indie. Jednak ich ekspansję zatrzymuje pojawienie się między Morzem Kaspijskim i Jeziorem Aralskim koczowniczych Turków. Ich wyprawy na Persję zabezpieczają Indie północne przez inwazjami ze strony Sassanidów i kładą na jakiś czas tamę migracjom. Sytuacja zmienia się radykalnie wraz z pojawieniem się nowej siły nacierającej z Półwyspu Arabskiego - muzułmanów. Między 637 a 651 r. n.e. podbijają oni Persję i zatrzymują się na terenach obecnego Afganistanu i Pakistanu oraz zajmują miasta Azji Centralnej leżące na Jedwabnym Szlaku.
W okresie arabskiej inwazji liczne oddziały z indyjskiego Sindżu walczyły w armii Szachinszacha. Wraz z porażkami armii Sassanidów część z nich przeszła na stronę islamskich najeźdźców[111]. Kiedy w roku 710 dowódca inwazji na Indie Muhammad ibn al-Kasim posuwa się od wybrzeża Morza Arabskiego wzdłuż koryta Indusu na północ wspiera go 4 tys. wojowników Zutt (Dżatów)[112]. Miejscowe dynastie padają pod ciosami dobrze wyszkolonych i religijnie zmotywowanych wojowników islamu. Dorzecze Indusu na dwieście lat staną się najbardziej na wschód wysuniętą prowincją kalifatu. Al-Kasim popada szybko jednak w niełaskę nowego kalifa i po torturach umiera[113], a jego induscy sojusznicy, jako element niepewny, wraz z jeńcami i niewolnymi z regionu, zostają przesiedleni daleko od nowych prowincji kalifatu. Trafiają do południowego Iraku, nad ujście Tygrysu do Zatoki Perskiej, na bagniste tereny w okolicy Basry[114].
Zuttowie szybko zaaklimatyzowali się w nowym miejscu. Już sto lat po przesiedleniu urośli w siłę i znaczenie polityczne. Zaczęli pobierać nawet sami swoje myta od wędrujących przez ich tereny kupców, jawnie lekceważąc władzę Bagdadu. Skończyło to się tym, że w 820 r. kalif al-Mutasim wysłał na nich swoje wojska. Walki trwały 14 lat. Zuttom nie udało się obronić swojej niezależności. Rebelia została stłumiona, wielu z jej uczestników stracono. 27 tys. jeńców sprowadzono do Bagdadu, żeby okazać ludowi buntowników, a potem przesiedlono - część do Chanakin na granicy iracko-irańskiej, część do miasta Ain Zarba[115]. To ostatnie leżało na terenach pogranicznych kalifatu i Bizancjum i regularnie przechodziło z rąk do rąk[116]. Jak informuje islamski historyk At-Tabari w 855 r. twierdza uległa najazdowi Bizantyjczyków, a Zuttowie znów zostali przesiedleni, tym razem jeszcze dalej na zachód, bo do Azji Mniejszej. Niewielka część pozostała w okolicy, zostając przodkami żyjących w regionie do dziś Zuttów z Jordani, Syrii i Izraela[117].
Czarni kowale. Pokrewne Romom grupy etniczne Bliskiego Wschodu: Domowie
Z tych dwóch fal migracji pochodzą najpewniej zamieszkujący islamską część Śródziemnomorza bliskowschodni Cyganie - Domowie. Zależnie od regionu noszą różne nazwy. W Afganistanie mówią na nich Churi-Wali. W Iranie - Kabuli, Kersi, Qarabana, Sagvand, Sahsawan, Sayabigeh i Shurastim. Od pogranicza Iraku i Iranu zaczynają być wołani Koli[118] albo Kawliya, choć sami wolą tam określenie Haddad - kowale. W Kurdystanie mówią na nich Karachi[119], Kaloro[120] albo Ghorbati[121]. Na południowy-zachód od Iraku najbardziej rozpowszechniło się nazywanie ich Nawar[122]. Termin ten odnosi się tam do wszystkich wędrowców, z których jedną z głównych grup są Domowie, ale także szyiccy i sunniccy Turkmeni. Nie jest to popularna wśród Domów nazwa - wiąże się semantycznie z biedą, porażką i brudem. Mimo to tak nazywa się ich bardzo popularnie w Egipcie, Strefie Gazy, Syrii, Jordanii, Libanie i Izraelu. Halebi lub Helebi określenie pochodzące być może od miasta Aleppo, to określenie afrykańskich Domów, trudniących się leczeniem zwierząt i wróżbiarstwem; ich język sim stanowi połączenie arabskiego, domari i języka lugha. Ghagar nazwa się z kolei w Algierii, Egipcie, Omanie, Sudanie, Syrii i Tunezji Domów zajmujących się różnymi formami rozrywki, kowalstwem oraz tatuowaniem ciał[123]. Sądząc po zajęciach, wyglądzie i pochodzeniu można by sądzić, że mamy do czynienia z przodkami europejskich Romów. Znów jednak jest jedno "ale". I znowu jest to język. Domowie porozumiewają się różnymi dialektami języka domari, starszej od romskiego odmiany środkowoindyjskich dialektów. Starszej, bo zawierającej trzeci, obok męskiego i żeńskiego, rodzaj - nijaki. Języki średnio-indyjskie utraciły go między VI a VIII w. Nie ma go już także romani, co pokazuje wyraźnie, że exodus Romów z Indii musiał nastąpić najwcześniej w wieku IX[124], a więc ani muzykanci Bahrama V, ani Zottowie z okolic Basry nie mogli być przodkami europejskich Cyganów. Najpewniej jednak są tymi, którzy zapoczątkowali obecność Domów w świecie islamu.
Ilu ich żyje dziś na Bliskim Wschodzie bardzo trudno policzyć. W wielu krajach, które istnieją już tylko teoretycznie, takich jak Libia, Jemen czy Somalia, policzenie ich jest praktycznie zupełnie niemożliwe. Zresztą gubią się w tym także urzędnicy w Unii Europejskiej. Jeśli chodzi o Romów, w Europie padają liczby między 10 a 20 milionów. Domów, wedle różnych szacunków, ma być w islamskiej części basenu Morza Śródziemnego między półtora a pięć milionów. Rozstrzał danych jest ogromny. W Egipcie ma być ich między 1,08 mln a 2,61 mln, w Syrii między 37 a 250 tys., w Turcji między 28 a 500 tys., a w Iranie między 46 tys. a 1,346 mln (sic!). Spore populacje żyją też w Syrii (37-250 tys.), Zjednoczonych Emiratach Arabskich (64 tys.), Iraku (23-50 tys.), Libii (33-37 tys.), Algierii, Tunezji, Maroku (po 30 tys.), Sudanie (20-50 tys.), Jordanii (5-25 tys.), a mniejsze w Libanie (7-12 tys.), Izraelu (2-12 tys.), Strefie Gazy (7,2 tys.) oraz na Cyprze, Zachodnim Brzegu Jordanu i w Gruzji, Armenii, Azerbejdżanie, Rosji i Katarze (po ok. 1 tys.)[125]. Tak szerokie rozsianie tej grupy etnicznej wynika z faktu, że w okresie istnienia ogromnego Imperium Ottomańskiego mogli bez przeszkód poruszać się na terenach od Maroka po Iran. Nie spotykały ich też w tym państwie żadne praktycznie prawne prześladowania, w przeciwieństwie do chrześcijańskiej Europy, gdzie każde pojawienie się Romów bardzo szybko wywoływało dekrety, mające na celu bądź to wydalenie, bądź osadzenie tych migrantów. Teraz jednak po ogromnej destabilizacji jakiej doświadczył ten region w ostatnim trzydziestoleciu, los "wiecznych tułaczy" i "niechcianych wyrzutków" dogonił i bliskowschodnich Domów.