Kwiatki
1
Podobno najwcześniejsze wspomnienia człowieka pochodzą z czwartego roku życia, gdy zaczynamy płynnie mówić, innymi słowy - wyodrębniać ze świata jego części i je nazywać. Jeżeli upieramy się, że pamiętamy wydarzenia wcześniejsze, to z reguły opowiadamy coś, o czym słyszeliśmy od naszych bliskich, a po latach przetworzyliśmy na rzekomo własne wspomnienia. Zresztą na ogół jako pierwsze zapamiętujemy nie tyle słowa, ile emocje i obrazy, które na pograniczu podświadomości i świadomości zapisują się jak klatki starego filmu.
"W domu moim nad łóżkiem wisiały dwa obrazy: Matki Bożej Częstochowskiej i Matki Bożej Ostrobramskiej - wspominał Stefan Wyszyński swe dzieciństwo w Zuzeli nad Bugiem. - I chociaż w onym czasie do modlitwy skłonny nie byłem, zawsze cierpiąc na kolana, zwłaszcza w czasie wieczornego różańca, jaki był zwyczajem naszego domu, to jednak po obudzeniu się długo przyglądałem się tej Czarnej Pani i tej Białej. Zastanawiało mnie tylko, dlaczego jedna jest czarna, a druga -biała? To są najbardziej odległe wspomnienia z mojej przeszłości".
W tym wspomnieniu odzwierciedla się klimat domu w Zuzeli, a nawet... różnice w religijnych upodobaniach rodziców przyszłego Prymasa: "Mój Ojciec z upodobaniem jeździł na Jasną Górę, a moja Matka - do Ostrej Bramy. Razem się potem schodzili w nadbużańskiej wiosce w domu rodzinnym, gdzie urodziłem się, i opowiadali wrażenia ze swoich pielgrzymek. Ja, mały brzdąc, podsłuchiwałem, co stamtąd przywozili".
2
Do historii przechodzą ostatnie słowa wielkich ludzi. Któż nie słyszał o tym, jak przeszyty sztyletami Juliusz Cezar, patrząc w oczy przyjaciela, pytał: Et tu, Brute, contra me? Johann Wolfgang von Goethe na łożu śmierci podobno krzyknął: "Światła! Więcej światła!". Konający i opuszczony, pogrążony w nędzy i rozpaczy odkrywca Ameryki Krzysztof Kolumb wyszeptał słowa Jezusa z Krzyża: "Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego". Zirytowana przedłużającą się agonią Ludwika Maria Francuska, karmelitanka i córka Ludwika XV, władczym tonem rozkazała: "Szybciej! Do nieba, galopem!".
Jakie były ostatnie słowa człowieka nazywanego Prymasem Tysiąclecia, niekoronowanym królem Polski, mężem opatrznościowym i mężem stanu, nowym Mojżeszem, który przeprowadził Polskę przez Morze Czerwone komunizmu?
W głębi duszy, jak sam mówił, pozostał chłopcem siedzącym w kucki pod jasnogórskimi wałami. Albo stojącym, to też jego słowa, na progu jasnogórskiej kaplicy, gdzie, jak mówił: "zawsze chcę być, choćby mnie wszyscy potrącali". Dziś zresztą pomnik klęczącego Prymasa symbolicznie znajduje się właśnie przed bramą prowadzącą na Jasną Górę, pod klasztornymi wałami.
Kiedy 26 maja 1981 roku zaczęła się jego agonia, Prymas ostatnim wysiłkiem ciała i świadomości starał się słabnącym głosem zaśpiewać:
- Chwalcie łąki umajone...
Potem, już wieczorem, jeden z lekarzy zapytał:
- Czy Eminencji coś dokucza? Czy coś boli?
- Tak, dusza - odpowiedział kardynał Wyszyński.
To były jego ostatnie słowa. Umarł 28 maja o godzinie 4:40 w uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego.
3
Czy wielcy ludzie mają przeczucie, że czekają ich rzeczy wielkie, gdy sami jeszcze wielkimi się nie stali? Po ich śmierci mnożą się i pęcznieją rozmaite legendy. Przybywa samozwańczych proroków, którzy podobno od początku wiedzieli i przewidzieli... Ale bywa, że coś jest na rzeczy. Rok przed wybuchem wojny ksiądz Wyszyński odwiedził księdza Antoniego Bogdańskiego, swego dawnego wykładowcę i pierwszego kapelana Związku Harcerstwa Polskiego. Rzecz działa się w Skulsku koło Konina, gdzie ksiądz Bogdański był proboszczem, na kilka dni przed jego śmiercią: "Zaprosił mnie do siebie. Niemalże nie poznałem go. Rozmowa, którą wtedy przeprowadziliśmy, krótka i zwięzła, wstrząsnęła mną do żywego. Czytał po prostu w moim przyszłym życiu. Wszystko, co mnie spotyka dziś, już wtedy mi przepowiedział. Skąd wiedział, to była jego tajemnica, bo jeszcze się na to absolutnie nie zanosiło, ani w myślach, ani w pragnieniach, ani w planach Kościoła Chrystusowego" - wspominał Prymas Tysiąclecia.
4
Czasem kilka sekund decyduje o wszystkim. O tym, czy powołanie człowieka się wypełni, czy też jego życie zostanie nagle i brutalnie przerwane.
Przez całą niemiecką okupację ksiądz Wyszyński musiał ukrywać się przed Niemcami, początkowo u rodziny we Wrociszewie, potem w majątku Zamoyskich w Kozłówce, następnie w Żułowie, aż wreszcie od czerwca 1942 roku w Laskach pod Warszawą, w Zakładzie dla Niewidomych prowadzonym przez siostry franciszkanki służebnice Krzyża.
Tam pewnego dnia został zatrzymany przez Niemców. Zapytali, gdzie znajdą... księdza Stefana Wyszyńskiego. Bez chwili wahania wskazał na dom, w którym faktycznie mieszkał. I odszedł w przeciwną stronę.
5
W czerwcu 1999 roku w Toruniu wierni przerywali przemówienie Jana Pawła II okrzykami:
- Sto lat!
Papież skomentował:
- Ksiądz Prymas Wyszyński zwykł w takich razach mawiać: "Nie trzeba stawiać granic Bożej Opatrzności". Ale ja się boję to powtórzyć.
6
"Byłem chłopcem psotnym" - nie ukrywał Prymas. I nie była to tylko kokieteria. W dzieciństwie "wpadłem kiedyś w szalony gniew" - tak zaczyna się opowieść o tym, jak Stefan swoim siostrom... spalił lalki. "Możecie sobie wyobrazić, jaki był płacz i co mi groziło, gdy przyszła "sprawiedliwość" w postaci... ojca! I wtedy co się okazało? W moim domu stał duży fortepian. To było miejsce mojej ucieczki - pod fortepian. Gdy "sprawiedliwość" się zbliżała, moje cztery pokrzywdzone siostry obsiadły wokół fortepian i błagały ojca, aby egzekucję odłożył na później. Tłumaczyły: on się poprawi, nawróci. Jak widzicie, "nawróciłem się"".
7
Kiedy Stefan miał dziewięć lat, jego matka ciężko zachorowała po urodzeniu siostry Zosi. Pewnego dnia, gdy chłopak był w szkole w Andrzejewie, ojciec posłał młodszą siostrę, aby go szybko sprowadziła do domu. Ten zerwał się z miejsca - i myśląc, że matka umiera - już był przy drzwiach. Ale nauczyciel nie zgodził się go zwolnić. Na to Stefan grzecznie, twardo i chłodno oznajmił, że za naukę dziękuje i do szkoły już nie wróci. I faktycznie - odtąd uczył się w domu.