Kwiat opuncji - Martino Felice

Kup ebooka

20.19 zł
16.76 zł (17,16 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

kwiat opuncji

Dla Łosia

Życie jest jak opuncja.

Momentami gładkie i proste,

wypełnione miąższem,

momentami najeżone drobnymi kolcami

silnie wbijającymi się w skórę i ciężko usuwalnymi,

wreszcie zakończone długimi ostrymi szpikulcami,

po których należy wracać do miąższu

w poszukiwaniu kwiatu rozświetlającego

otoczenie swą obecnością.

Kwiatu dającego nadzieję.

Można wiecznie kwitnąć,

lub też wiecznie obfitować w ostre

i nieprzyjemne kolce

oraz dotykać ich ciągle.

Wszystko zależy od nas samych.

Droga, którą podążamy

posiada wiele zakończeń.

Nasze jest jeszcze nieznane.

Czas w odpowiednim momencie

pokaże nam cel,

lub przyśle kogoś z pomocą.

Ważne,

byśmy pomoc chcieli przyjąć

i zrozumieć.

Jedna opuncja,

trzy kolce

i jeden kwiat.

Jeden,

jedyny

...

wieczór

Słońce powoli zbliżało się do linii horyzontu. Z pokoju Mike'a wyglądało to po prostu magicznie. Złocista kula mieniąca się wszystkimi możliwymi odcieniami żółci i pomarańczu za chwilę miała zderzyć się z gniewnie wyglądającym tego wieczoru morzem. Promienie strzelające w górę wyglądały niczym fale oceanu, które wzbijają się na chwilę w przestrzeń tylko po to, by za chwilę zniknąć w niebycie, z którego powstanie kolejna, potem kolejna i następna z wielu. Każda inna mimo podobieństwa. Każda dumnie wzbijająca się w górę i każda kończąca w taki sam sposób. Tak samo te promienie, dzień w dzień dramatycznie wyrywają się zza linii horyzontu, by choć jeszcze raz dotknąć drzew, musnąć trawę, ogrzać ścianę bloku, z której pęknięcia wyrasta mech, by spojrzeć Mike'owi prosto w oczy, Mike'owi, który jak co wieczór siedzi w oknie przy komputerze i spogląda w dal Świata Realnego i Wirtualnego. Gdyby można było zatrzymać chwilę Mike chciałby, aby to była właśnie ta. Słońce pogrążające się w otchłani morza. Słońce dające nadzieję. Słońce mówiące "dziś odchodzę - jutro wrócę". Słońce od wieków niezmienne i takie samo, okrągłe, złociste, promienne, radosne i ciepłe - jakże bardzo ciepłe.

"Jutro" - pomyślał Mike - "Jutro będzie tak samo przewidywalnym dniem jak dziś, tak samo żałosnym, uporządkowanym i zaplanowanym od pierwszej sekundy do ostatniej godziny".

Mike zapomniał, jak to jest być dzieckiem, beztroskim, bezproblemowym, szczęśliwym i pogodnym. Pęd życia i Wielka Gonitwa za "szczęściem Dorosłych" sprawiły, że zapomniał małego chłopca, siedzącego beztrosko na plaży, budującego zamki z tysiącami wież. Dziecko pojawiało się w nim na ułamki sekund w chwilach takich jak ta, było jednak zbyt słabe, by zostać na dłużej. Duży, dorosły i wykształcony Mike szybko się go pozbywał.

Ten wieczór był jednak nieco inny.

Mike nadal siedział w oknie, aczkolwiek słońce nie chciało opaść. Od wielu minut tkwiło ciągle w tym samym miejscu dumnie opierając się kolejności rzeczy. Mike początkowo nie dostrzegł różnicy. Dla niego słońce zachodziło, wiedział, że tak musi być. Tak jest od lat, wieczór podobny do poprzedniego, pokazujący jak będzie wyglądał następny. Schemat działania ten sam od wieków. Jeden z promieni przesuwających się wcześniej po bloku zatrzymał się na pąku opuncji stojącej w oknie Mike'a.

On nadal nie wyczuł zatrzymanej chwili i w tym miejscu Opatrzność, jakby chcąc obudzić i wyrwać go z zadumy nad sobą samym, dokonała czegoś niemożliwego. Wszystko dookoła zatrzymało się. Ocean stanął w bezruchu, fala, która miała właśnie roztrzaskać swą piękną grzywę o brzeg zatrzymała się w miejscu niczym arcydzieło sztuki architektonicznej - żadnej konstrukcji, jedynie czysta żywa forma. Ptaki jeszcze przed chwilą lecące wśród przestworzy przypominały teraz wypchane eksponaty muzealne przyklejone do firmamentu nieba. Mike zamarł. Z niedowierzaniem patrzył przez Okno i pierwsza myśl, jaka przeszła mu przez głowę była myślą o tym, że właśnie umarł.

"Czyżby to miał być koniec? Chwila, którą chciałem zatrzymać stoi w miejscu, zupełnie jakby Ktoś nacisnął przycisk PAUSE na pilocie sterującym Wszechświatem." - myślał Mike przyglądając się temu zjawisku. Drzewo wygięte podmuchem wiatru ciągle sięgało koroną ku Ziemi, promień słońca wciąż ogrzewał pąk opuncji, nadal w tym samym miejscu.

Mike panicznie bał się śmierci. Nie potrafił wyobrazić sobie świata bez siebie. Chciał zanim odejdzie pozostawić Coś po sobie. I teraz tu, w tym miejscu wstrzymany za oknem krajobraz sprawił, że ogarnął go strach. Był sam. Zupełnie sam. Z dala od rodziny i przyjaciół, od bliskich mu ludzi, z którymi spędzał każdą wolną chwilę.

Przez głowę myśli przebiegały mu niemal z prędkością światła. Jeszcze tyle do zobaczenia, jeszcze tyle do poznania. Jeszcze tyle do przeżycia.

Był przerażony, biegał po pustym i cichym mieszkaniu od okna do okna i wszędzie widział ten sam widok. Uchwycony kadr. Zdjęcie Boga. Bał się, że nie będzie mu dane zobaczyć kolejnego zachodu słońca, skoro ten zamarł. Bał się, że koniec dopadał go w jego samotności. W pośpiechu szukał możliwości połączenia się z kimś znajomym, z przyjaciółmi, jednak wszystko odmawiało posłuszeństwa. Internet utknął na stronie z ogłoszeniami matrymonialnymi i żadnym sposobem nie dało się go przełączyć na pocztę elektroniczną, każdy z telefonów milczał.

Mike zaczął miotać się po mieszkaniu, krzyczeć, wołać - Nic - cisza, jego głos ginął gdzieś w czterech ścianach. Poddał się. Usiadł ponownie przy oknie niedaleko komputera i wlepił po raz kolejny wzrok w horyzont, nad którym słońce ciągle stało nadal w tym samym miejscu. Czuł się jak bohater świata baśni oglądający trójwymiarowy obraz. Wiedział jednak, że to nie martwa i pusta fotografia, to Świat. Świat, który stał w miejscu. Zapragnął mieć obok siebie kogoś z przyjaciół, jednak wielokrotne próby łączenia się z którymkolwiek dawały teraz ten sam efekt - NIC. Nic i cisza. Przeraźliwa cisza, która wwiercała się w głowę niczym śruba. Żadnej muzyki, żadnego szeptu drzew czy szumu fal. Tylko on, krajobraz i cisza. Bezradność spowodowała, że na jego delikatnej twarzy pojawiły się łzy. Nie były to łzy gniewu, bólu, szczęścia czy też nienawiści - były to najprawdziwsze łzy płynące z głębi serca. Myślał o życiu, które dotąd prowadził, o przewidywalnych dniach, tygodniach, miesiącach a nawet latach. Myślał o samotności i o swoich rodzicach. Myślał o przyjaciołach, o znajomych i o ludziach, którzy pojawili się w jego życiu na chwilę. Myślał o tym wszystkim. Myślał i płakał. Zastanawiał się, w którym momencie zgubił siebie i stał się robotem wykonującym machinalnie czynności dla zadowolenia Świata i innych.

Zamknął oczy.