Zuzanna Hertzberg Wstęp. Więcej niż tylko trzy linijki[1]
Do miejsca, z którego piszę ten tekst, doprowadził mnie szereg doświadczeń. Najważniejszym z nich było doświadczenie życia jako osoba mniejszościowa i kobieta. Praca na zasobach archiwalnych, praktyka artystyczna i działania w domenie publicznej stały się dla mnie wehikułem pozwalającym przenieść w przestrzeń pamięci historycznej własną wrażliwość, szczególne wyczulenie na aktualność przesłania i strategii żydowskich kobiet czasu Zagłady. Opowieść o bojowniczkach warszawskiego getta jest dziś przekazem niezbędnym, by budować równiejszą przyszłość. Podejmuję ją jako artystka, performując własną tożsamość żydowskiej Polki w aktach oporu - przeciw nie-pamięci jako źródłu nierówności i przeciw jednokanałowym narracjom, wypierającym kobiety z dyskursu o historii.
Zaczynem moich praktyk jako artystki i badaczki archiwów było osobiste doświadczenie dyskryminacji i wykluczenia. W archiwach odnalazłam herstorie, o których milczą podręczniki. Historię, w której ich brakowało, trzeba było zrewidować. I nauczyć się tej nowej, by odzyskać głos kobiet. Książka, którą oddajemy do rąk czytelniczek i czytelników, może być - taką przynajmniej mam nadzieję - jednym z pierwszych tomów jakiejś nowej, krytycznej biblioteki. Biblioteki, która mówiąc o przeszłości, powie nam też, w jakim miejscu dziś wszystkie i wszyscy jesteśmy.
Z lektury skrawków zapomnianych relacji, które odnalazłam w tym mniejszym archiwum, jakim dla każdej i każdego z nas jest kronika rodzinna, ułożyłam mapę własnej tożsamości. Punktem wyjścia była więc dla mnie swoiście rozumiana auto-archeologia. Przeszukując świadectwa, przede wszystkim kobiet, zszywając skrawki wspomnień, zrekonstruowałam wymazany z historii ślad udziału żydowskich kobiet walczących w Brygadach Międzynarodowych w Hiszpanii przeciwko faszystowskiemu puczowi generała Franco (1936-1939). Dowiedziałam się z nich, jak wielki wkład w obronę Republiki wniosły żydowskie aktywistki o różnych tożsamościach politycznych i bardzo odmiennych wrażliwościach społecznych, dla których walka o wolność i radykalnie pojmowaną równość społeczną była sprawą przełamującą bariery kulturowe i terytorialne.
[Czy istnieje terytorium oporu, które można odgraniczyć i oflagować? Hiszpania, warszawskie getto i Białystok mówią nam, że nie. To, co dzieje się tam, dzieje się też tu. Opór to republika wielu sztandarów, o czym świadczą dzieje aktywistek i aktywistów. Pinkas (Pinkus) Kartin, ochotnik kompanii imienia Naftalego Botwina, przerzucony do warszawskiego getta, by zorganizować siatkę struktur militarnego oporu, i Dora Lorska, uczestniczka ruchu oporu w Hiszpanii, we Francji i na terenie obozu w Auschwitz, pokazują nam, że walka z przemocą nie ma barw narodowych]
[Nad płonącym gettem powiewały trzy flagi: ta z gwiazdą Dawida, sztandar z hasłem "Za Wolność Waszą i Naszą"[2] i flaga polska]
Analizując fakty, zestawiając je z obiegowymi, kłamliwymi wyobrażeniami na temat wojny domowej w Hiszpanii, doszłam do punktu, w którym wyczulenie na manipulacje polityki historycznej zbiegło się z moją praktyką artystyczną. Był to dla mnie początek działalności performatywnej, którą zaczęłam postrzegać od tej chwili jako strategię artywizmu, połączenia pracy stricte artystycznej z aktywizmem społecznym i działaniami w przestrzeni publicznej. W ten sposób powstały moje cykle Dąbrowszczacy - Wyklęci wśród Wyklętych, Ochotniczki Wolności i Nomadyczna Pamięć, których przesłaniem było odzyskiwanie wymazywanych, niewygodnych faktów polskiej i europejskiej historii, przede wszystkim zaś rewizja oceny udziału żydowskich heroinek na różnych frontach walki z faszyzmem i jego nazistowskimi kontynuatorami. A także aktywny opór przeciw wykreślaniu kobiet i kobiecych doświadczeń z historii przez męskich narratorów. Wtedy też uświadomiłam sobie, jak ważną rolę w tej praktyce odgrywa sztuka - nie tylko jako forma ekspresji, edukacji i propagowania idei, lecz również jako strategia samoobrony. Bo to, co zdarzyło się w Hiszpanii, a wkrótce potem rozlało się na całą Europę, jest naszym wspólnym doświadczeniem, również tu i teraz, doświadczeniem deficytu praw i dyskryminacji, które w swej na pozór niewinnej, "pokojowej" postaci dotyka rozmaite grupy mniejszościowe, zwłaszcza najliczniejsze z nich, jakimi są osoby niecismęskie i uchodźcze. Sztuka jest narzędziem walki, której miejscem nie jest tylko galeria, ale też ulica.
Na użytek strategii artywistycznej ukułam pojęcie pamięci nomadycznej, pamięci jako kłącza - wędrującej, nieudomowionej, transgranicznej, ponadnarodowej, odżywającej w wielu miejscach i w różnych czasach, w równym stopniu "zapamiętującej", co aktywującej refleksję nad aktualnością. I co najważniejsze - wzywającej nas dzisiaj do działania. Przenoszą ją osoby, dla których nie jest ona zasobem dokumentów, lecz aktywnym mechanizmem pola sił.
Pierwszą aplikacją tego pojęcia była wymazywana pamięć o Dąbrowszczakach, ochotniczkach i ochotnikach Brygad Międzynarodowych - przeniosłam ją w przestrzeń publiczną. Przejmując kluczowy, założycielski dla narracji nacjonalistycznej mit Żołnierzy Wyklętych, squeerowałam go, wprowadzając do obiegu społeczno-politycznego kategorię Wyklętych wśród Wyklętych. W ten sposób starałam się pokazać, jak działa polityczny mechanizm wymazywania niewygodnych wątków naszej historii.
Działania te zaprowadziły mnie w dziedzinę pamięci historycznej i do roli archiwum jako transmitera faktów oraz miejsca, gdzie prawda poddawana jest manipulacji w imię doraźnych celów politycznych. Francuski filozof Paul Ricoeur powiedział kiedyś, że zadaniem świadomego swych celów historyka jest otwieranie archiwów w taki sposób, by odzyskać ślad tego, co dominująca opcja ideologiczna próbowała z nich wymazać. A wcześniej Jacques Derrida w Gorączce archiwum wprowadził do obiegu słynną maksymę: "Nie ma władzy politycznej bez kontroli nad archiwami".
Potrzebna jest zmiana spojrzenia na archiwum. Jeśli jest ono polem działania sił inżynierii polityczno-społecznej, to może być też odwrotnie: może się stać przestrzenią odzyskiwania, od-wymazywania, przywracania. W tym znaczeniu "zajmowanie się" historią może być jej odminowywaniem, rewizją obiegowych klisz i zwykłych manipulacji dokonywanych na użytek doraźnych celów politycznych. Rodzajem subwersji, wyzwania rzuconego hegemonicznym konstrukcjom przeszłości. Jednym z takich wyzwań było odzyskanie herstoryczności przekazu o żydowskich bojowniczkach warszawskiego getta.
Męska jednokanałowa narracja i niezgoda na nią stanowiły punkt wyjścia dla projektu instalacji tkaninowych i performance'u mówionego, któremu przewodził motyw indywidualnego i zbiorowego oporu żydowskich kobiet czasu Zagłady i którego rozwijaniem zajmuję się do dzisiaj. W jego centrum pojawiło się pojęcie mechicy, przesłony oddzielającej w ortodoksyjnej synagodze sekcję modlących się mężczyzn od asystujących im za tą barierą kobiet. Bardzo łatwo pokazać, że jest to pojęcie uniwersalne, zakodowane również w świeckiej tradycji patriarchatu, a jego aplikacjami społecznymi są nie tylko nierówności ze względu na płeć, lecz także ze względu na mniejszościową tożsamość czy orientację. A więc nie tylko synagoga, lecz także polskie getta ławkowe na przedwojennych uniwersytetach, autobusy i bary Alabamy.
Najważniejszą z takich aplikacji jest przeniesienie mechicy w przestrzeń archiwum, gdzie dokonuje się selekcja męskiego i żeńskiego sposobu narracji historycznej. W przypadku opowieści o warszawskim getcie mamy do czynienia ze swoistą "korekcją genderową", oddzielającą męski heroizm od asystenckiej roli kobiet. Jednokanałowa narracja spycha je do roli pomocniczek: łączniczek, sanitariuszek i partnerek, zacierając ich rolę bojowniczek. Ta ich pomocnicza rola jest szczególnie widoczna w męskich relacjach dotyczących zbrojnego i cywilnego oporu w getcie - pojawiają się w nich jako "ładne" lub "mężne niewiasty", towarzyszki walki mężczyzn.
["Kobiety robiły wszystko, wszystkie najbardziej niebezpieczne rzeczy" - Witka Kempner-Kowner]
[We wniosku uzasadniającym przyznanie Mirze Fuchrer z Ha-Szomer ha-Cair odznaczenia Virtuti Militari (1948) napisano: "Członek ŻOB-u. Towarzyszka walki Mordechaja Anielewicza..."]
Pojęcie herstorii domaga się tu uściślenia. Powstało wiele publikacji na temat udziału kobiet w powstaniu w warszawskim getcie autorstwa historyków, ale również kobiet reprodukujących w nieświadomy sposób męskie opowieści lub wytyczone przez nich mapy myślowe. Na tych mapach kobiety były tylko maleńkimi punktami w morzu męskiego heroizmu.
Żadna z nas nie będzie temu przeczyć. Męski przekaz o kobiecie obciążony jest jednak fundamentalnym, bo płynącym z cywilizacji patriarchatu deficytem. Brak mu praktyki kobiecego przeżywania życia, doświadczenia wspólnoty, wyczucia intymności i siostrzanej empatii, z jaką tylko kobieta może opowiedzieć o innej kobiecie. Dla herstorii istotne jest upodmiotowienie relacji, rola mówiącej, którą z tą, o której mówi, łączy wspólnota doświadczenia rozciągająca się na osi czasu; to, że mówiąc o kobietach tamtego czasu, mówimy też, zachowując wszystkie proporcje i poczucie szacunku, o nas samych. To pietyzm, którego genotypem jest czułość, anarchizująca, "aspołeczna" i jednostkowa, płynąca z miejsca troski i siostrzeństwa, którego nie da się skodyfikować w pojęciach czysto naukowych. I rzecz może nie bez znaczenia w tym kontekście - nowa archiwalna opowieść o kobietach getta łączy się nierozerwalnie z erupcją aktywizmu kobiet. To kobiety odnawiają zasób archiwalny, dając mu drugie życie.
Potrzebujemy wiedzy bojowniczek/pramatek, aby nauczyć się od nich metod i strategii działania, harmonii, miłości w walce, troski o siebie i o innych, czerpania radości w codziennych trudach; aby rekontekstualizować miejsce, z którego mówimy i w którym działamy. A one potrzebują nas, by odzyskać swój głos i należne im miejsce w historii.
["Nie płacz nad grobami bohaterów; nie płacz i nie współczuj. To nie współczucie masz dać światu, a czyny, które uwolnią ludzkość od koszmaru opresji i zniewolenia" - Chajka Grossman]
Projekt Mechica. Indywidualny i zbiorowy opór kobiet podczas Zagłady, cykl działań na pozór czysto artystycznych, odwołujący się do tradycyjnych metod i nośników przekazu (tkanina i performance mówiony), stał się dla mnie platformą dla operacji w przestrzeni publicznej - tkaninę potraktowałam jako sztandar i komunikat, a archiwum jako mobilne imaginarium wyprowadzające swe zasoby na ulice. Nie zbiór katalogów i dokumentów, lecz aktywujący nieustannie swą treść system interwencji na obszarach nie-pamięci, zwłaszcza tych, w których wymazuje się kobiety.
Herstorie bojowniczek warszawskiego getta to też relacje z domeny osobistych odczuć, miłości, seksualności i gwałconej kobiecej autonomii. To opowieść o wygaszonych marzeniach, wspomnieniach i nadziejach. O życiu, którego kobieta jest najwyrazistszą manifestacją, hebrajską Szechiną, od której, jak mówi Kabała, zaczyna się odbudowa i reforma świata (tikkun). To ona oddaje kosmosowi światło, rozpalając iskrę, rozpraszając mrok pierwotnej materii i odnawiając zerwane więzi międzyludzkie. Kabalistyczne drzewo życia ma kształt mandorli/waginy - symbolu kobiecej intymności i bólu, ale również siły i oporu, ważnego dla współczesnych aktywistek na całym świecie.
W przekazie herstorycznym istotną rolę grają elementy, które do opowieści o oporze wprowadzają motyw cielesności i związane z nią wojenne doświadczenia: rozregulowane cykle menstruacyjne, okaleczenia i aborcje, zabrudzone krwią miesięczną majtki, które dziewczyny pożyczały sobie, by zminimalizować ryzyko gwałtu. Sfera oporu była dla walczących kobiet getta również polem skrywanej intymności. Odbierano im prawo do błędu i emocjonalności, czytanej jako słabość, a część ich doświadczeń uznawano za "nieczyste", więc najlepiej było je przemilczeć. Paradygmat męskiego heroizmu wykluczał to, co dzisiaj wszystkie wiemy - że to, co prywatne i intymne, staje się w sytuacjach granicznych również tym, co polityczne, a cielesność, o czym również wiemy, jest polem walki. I ryzykiem, które kobieta w znacznie większym stopniu niż mężczyzna w walce tej ponosi.
[Nawet Cywia Lubetkin, która stała się żywą legendą, figurą-symbolem bojowniczki w Izraelu i zachodnim kręgu kulturowym, nigdy nie mówiła o swoich osobistych doświadczeniach z czasu Zagłady. O jej aborcji dowiadujemy się między innymi od Adiny Blady-Szwajgier: "Celina i Antek to była prawdziwa miłość. Nie wojenna. Taka na całe życie. To miało być ich pierwsze dziecko. Celina, ta twarda, "męska" Celina załamała się. Zwyczajnie. Po babsku. Przyszła do mnie - nie, to ja przyszłam do niej, a ona płakała. Takim strasznym płaczem człowieka, który zapomniał łez. I wtedy ja też nie wytrzymałam tego. Ugięłam się i zaczęłam mówić, dlaczego tak musi być. Opowiedziałam jej o zaduszonym poduszką noworodku i o tym, które zmarło nie wiadomo dlaczego, ale rano znaleziono je nieżywe, i o tym trzecim jeszcze, którego nie udało mi się uratować ze zwykłego zapalenia płuc. [...] Potem trzymałam ją za rękę w gabinecie, tylko nie musiałam jej mówić, żeby nie krzyczała. Bo to była Celina. Mocna. Twarda"]
Wiele żydowskich dziewczyn czasu Zagłady nosiło w sobie tamtą Lilit, wymazaną z kanonicznych pism w imię religijnej poprawności, zadekretowanej przez strażników męskiej obyczajności. Jedna z nich, Regina Fudem, posługiwała się nawet takim pseudonimem. Ignorując męski rozkaz, w geście groźby i odmowy przyłożyła sobie rewolwer do skroni, by móc wrócić kanałami do płonącego getta po towarzyszki i towarzyszy. Chciała sama decydować i za ten akt solidaryzmu i radykalnej empatii zapłaciła najwyższą cenę. Zginęła w walce.
Pistolet i szminka, wstążka do włosów i granat. Symboliczne współistnienie, którego nie znajdziecie w żadnym z podręczników. Kobiece doświadczenie potrzeby cieszenia się małymi okruchami życia ponad zgiełkiem wojny wnosiło do walki miłość i pragnienie przetrwania.
["Wiele się od niej nauczyłam. Wyczulenia na rzeczy, które pozornie nie miały związku z naszą robotą: na ładną pogodę, biały puszysty śnieg, dobre spotkanie z towarzyszami, przytulny ciepły pokój, czasem nawet smak cukierka" - Chajka Grossman o Towie Altman]
["Nie patrz tylko na okropności, na brzydotę życia, Niemców, okupację. Jeśli będziesz widziała tylko te rzeczy, nie odniesiesz sukcesu jako bojowniczka" - Towa Altman]
W relacjach z pola oporu żydowskich kobiet warszawskiego getta uderza przede wszystkim to, jak potrafiły się organizować, jak bardzo elastycznie reagowały na dynamikę zdarzeń; zwraca uwagę ich mobilność i zdolność do podejmowania ryzyka. Zadziwiają predyspozycja do tworzenia ruchomych siatek komunikacji i łatwość nawiązywania łączności ze światem po "aryjskiej stronie". Te wszystkie cechy, tak dobrze opisywane dziś w kronikach partyzantki miejskiej i ulicznej, bojowniczki getta zawdzięczały swojej rozległej przedwojennej edukacji - praktyce siostrzanego solidaryzmu, inspiracji modelami życia wyemancypowanego od przesądów, zdolności tworzenia kolektywów i umiejętności stowarzyszania się w młodzieżowych grupach (również harcerskich), nie tylko z myślą o ewentualnych zagrożeniach.
Można chyba jednak mówić o czymś takim, jak intuicja i antycypacja przyszłych zdarzeń. Dyskryminacja mniejszości narodowych ma wielowiekową tradycję, lecz żydowskie dziewczyny znały ją już dobrze z polskich ulic, stykały się z nią również w instytucjach publicznych i w kontaktach z "aryjskimi" rówieśnikami. Dlatego międzygrupowe koalicje i kolektywizm były wpisane w ich społeczne DNA - nie tylko jako forma wspólnego spędzania czasu, lecz także jako odpowiedź na ryzyko atomizacji i rozproszenia w sytuacjach kryzysowych. Mechanizm zorganizowanego wyczuwania przyszłości, czytania procesów ewolucji historycznej i umiejętność koalicyjnego reagowania odtworzyły się z niezwykłą mocą za murami getta. Żydowskie dziewczyny miały ku temu specjalne predyspozycje, bo umiały lepiej "performować" etnicznie polską, katolicką tożsamość. Z powodów ekonomicznych i kulturowych otrzymywały tak zwane gorsze wykształcenie - podejmowały edukację w polskich szkołach powszechnych, ale dzięki temu nie tylko posługiwały się literacką polszczyzną, lecz odznaczały się też dobrą znajomością języka potocznego, co utrudniało rozpoznanie ich jako Żydówek. Orientowały się w kulturowych niuansach i kontekstach, a nawet znały treść i melodię modlitw. Miały etnicznie polskich znajomych, którzy w czasie kryzysu i wojny stanowili potencjalne zaplecze i siatkę kontaktów po "aryjskiej stronie". Niektóre z nich należały do większościowych organizacji szkolnych, co później umożliwiło im działanie w ramach struktur podziemnych organizowanych przez nieżydowskich Polaków.
Z młodzieżówek i kibuców wynosiły niezwykłą wprost wszechstronność: dbałość o edukację intelektualną i troskę o kondycję fizyczną, zdolność samoobrony, samodzielność w praktykach życia codziennego, umiejętność uprawy ziemi i korzystania z płodów rolnych na wypadek emigracji i zagrożenia, by mogły same skutecznie się wyżywić.
O tym, jak łatwo kobiety potrafią się organizować - bez względu na etniczne i społeczno-religijne uwarunkowania - mogliśmy się przekonać całkiem niedawno, gdy fala kobiecych protestów i rewolty przetoczyła się przez cały niemal świat. Strategia zbiorowego oporu w getcie warszawskim była jedynie przedłużeniem nabytej już przed wojną zdolności wspólnego działania, opartego na relacjach wzajemnego zaufania i troski. Kolektywy budowano na wzór komand, z podziałem na role wykonawcze i przywódcze. Wykształciły one model liderek niestojący w sprzeczności z egalitarnym charakterem organizacji, w których przywódczynie stawały ramię przy ramieniu z "wykonawczyniami". "Matki" i "starsze siostry" przewodziły grupom bojowym w getcie, wykorzystując doświadczenie nabyte przed Zagładą - inicjatywność i skuteczność w obieraniu właściwej strategii walki. Zarówno wtedy, jak i dziś, żeby dobrze działać aktywistycznie na szerszą skalę, trzeba się było znać "międzymiastowo", a czasem ponad granicami. Tamte dziewczyny potrafiły to robić dzięki przynależności do tych samych kolektywów i ruchów.
["Zdołaliśmy przeżyć życie w getcie, ponieważ mieliśmy świadomość, że stanowimy kolektyw, ruch. Każdy z nas wiedział, że nie jest sam. Każdy inny Żyd był całkowicie osamotniony w obliczu swojego przeznaczenia, sam wobec potężnego wroga. My natomiast, od pierwszej chwili do gorzkiego końca, byliśmy kolektywem, organizacją" - Cywia Lubetkin]
Wiele powiedziano i napisano o bohaterstwie osób walczących w getcie, podkreślając godnościowy motyw powstania. Mówi się o wyborze śmierci z bronią w ręku, o desperacji towarzyszącej temu wyborowi, akcentuje jego egzystencjalny i emocjonalny wymiar. Zbrojny i cywilny opór czasu Zagłady nie może być jednak przedmiotem romantyzacji, w której ginie organizacyjny, kolektywny wysiłek osób walczących z nazistami, zwłaszcza kobiet. To one wnosiły do powstania w warszawskim getcie myśl taktyczną, tworząc liczne punkty zaplecza i przyczółki cywilne po "aryjskiej stronie" - właśnie dzięki przedwojennemu doświadczeniu w kontaktach z polskim otoczeniem, świetnej znajomości języka i realiów politycznych.
Getto było bez wątpienia zamkniętą, osamotnioną enklawą cierpienia, ma też jednak głęboki sens pedagogiczny - uczy nas uważności na zagrożenia, przypomina, że czas pokoju nie jest dany na zawsze, że mur oddzielający ludzi od szaleństwa i obłędu wykluczania bardzo łatwo skruszyć. Opór żydowskich heroinek z warszawskiego getta jest więc również przykładem - jak się organizować i zrzeszać, by odpowiedź na przemoc nie była tylko buntem z góry skazanym na klęskę.
Opowieść o powstaniach w getcie (tym mniejszym, styczniowym, i tym większym, kwietniowym; to pierwsze bywa bagatelizowane i nazywane "akcją", bojowniczki przekazują jednak, że jego przesłanie było istotne dla tego, co wydarzyło się w kwietniu, więc to rozróżnienie muszę tu przywołać) nasycona jest herstoriami. Wydobywają je i odzyskują badaczki, artystki oraz działaczki. Głos mówiących o Zagładzie kobiet ginął dotąd w zunifikowanym męskim przekazie. Zachęcały do tego również relacje samych uczestników oporu, w których na obszar kobiecej wrażliwości przenoszono mity o "męskich predyspozycjach" bojowniczek. Dorównywały nam męstwem i odwagą. Były prawdziwymi towarzyszkami "naszej" walki. W tym znoszeniu kobiecej autonomii objawiał się ukryty, głęboko zakorzeniony w kulturze patriarchatu mechanizm marginalizacji, a także właściwy tej kulturze protekcjonalizm.
["Wiesz, Cywia, tak naprawdę to jesteś bardziej dzielnym chłopakiem. Nie ma w tobie nic z dziewczyny" - Mosze Nowogrodzki o przedwojennym incydencie, gdy Cywia Lubetkin odpędziła kijem polskich wyrostków, którzy zaatakowali młodych żydowskich chłopców wracających z kampusu letniego]
Odwaga jako męski rys, sprawność w posługiwaniu się bronią palną, której może nauczyć się też dziewczyna - to obiegowe klisze zacierające autonomię kobiecą, wysuwające na pierwszy plan plemienny mit męskiego heroizmu. Roi się od nich również dzisiaj, we współczesnym dyskursie o kobietach getta. One nie rywalizowały z mężczyznami, bo miały do stracenia coś więcej niż honor i godność żydowskiego życia - cały świat ich marzeń o egzystencji, której projekt zaplanowały jeszcze przed wybuchem wojny, a jego strategię przeniosły w czas Zagłady.
W ramach tej strategii nie wahały się przed sięganiem po narzędzia tradycyjnie przypisywane kobiecym formom walki z opresją. W rozmaity sposób maskowały semickie cechy fizyczne. Potrafiły się malować, farbować włosy na blond, przebierać się za polskie chłopki. Nie cofały się też przed używaniem własnego ciała jako oręża (kontrolowane "kokietowanie" polskich i nazistowskich oprawców w celu pozyskiwania informacji). Dzięki temu mogły swobodniej poruszać się między gettami, ponosząc jednak wielkie ryzyko demaskacji i biorąc na siebie ogromy ciężar związany z emocjonalnym i psychicznym wyczerpaniem. Były dziewuchami tamtego czasu (nazywali je tak członkowie oddziałów AK), wcielając w życie hebrajski symbol kobiety bojowniczki/rebeliantki - Lilit i Estery. Ponosiły wyrzeczenia i trudy, lekceważyły zagrożenia. Robiły rzeczy zarezerwowane dla mężczyzn, ale też znacznie więcej. I płaciły też więcej.
["Była zawsze pierwsza, gdy trzeba było łamać przyzwyczajenia i konwencje" - rówieśnice i rówieśnicy o Cywii Lubetkin]
We wspomnianej już książce Jacques Derrida pisze o mesjańskim charakterze archiwum, jego roli w odzyskiwaniu tropów prowadzących nas w przyszłość. Jest ono aktywnym historycznie, wciąż aktualizowanym, mobilnym systemem przenoszenia treści w sytuacje, w których zagrożenia mogą się dopiero wyłonić. Dlatego lektura archiwalnych zasobów musi być zawsze też działaniem, właśnie wyprowadzaniem tych zasobów "na ulice", w domenę publiczną, w jej teraźniejszość i w możliwą przyszłość. Bo utopia równości, zniesienia przemocy fizycznej, symbolicznej i instytucjonalnej realizuje się już dzisiaj.
Czytanie archiwów jest ich praktykowaniem. W przypadku narracji herstorycznych o żydowskich bojowniczkach warszawskiego getta antycypacja przyszłości ma znaczenie podstawowe. Dokumenty Zagłady uczą nas pamięci, ale takiej, która uwrażliwia i ostrzega. Szczególną postacią tej pamięci jest odzyskiwanie opowieści o oporze kobiet. Podejmujemy ją w tej książce. Zacierany ślad kobiecej autonomii jest motywem mówienia o przeszłości z myślą o teraźniejszości i przyszłości.
Relacje z pola oporu żydowskich heroinek nie są tylko reminiscencją wkładu, jaki wniosły kobiety w walkę z nazizmem, jego sojusznikami i milczącymi świadkami tamtych okrucieństw. To również przypominanie o tym, co znaczy doświadczenie bycia kobietą w różnych czasach i przestrzeniach historycznych; doświadczenie nomadyczne i "nieudomowione", "Wasze i Nasze", jak to przesłanie wypisane na sztandarach Ochotniczek Wolności, odżywające we wciąż nowym kontekście.
ZUZANNA HERTZBERG - córka Anny, wnuczka Krystyny i Janiny. Jest artystką interdyscyplinarną, artywistką i badaczką. Na jej praktykę artystyczną składają się malarstwo, działania performatywne, tkanina oraz asamblaże. Jest autorką instalacji i kolaży wykorzystujących zasoby archiwalne. Jest zaangażowana w indywidualne i kolektywne praktyki przeciwdziałające dyskryminacji oraz przemocy wobec osób i grup marginalizowanych.
W 2018 roku otrzymała stopień doktory na Wydziale Grafiki Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie (Przestrzenie niewiedzy, 2018).
Uczestniczyła w wielu wystawach w kraju i za granicą, między innymi jej interdyscyplinarny projekt artystyczny Ochotniczki Wolności, o żydowskich uczestniczkach Brygad Międzynarodowych, był prezentowany w ramach wystaw Niepodległe. Kobiety a dyskurs narodowy w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie (2018/2019), na wystawie Difficult Pasts. Connected Worlds w Łotewskim Muzeum Narodowym w Rydze (2020/2021), a następnie w Narodowej Galerii Sztuki w Wilnie (2022). Oparty na badaniach projekt artystyczno-aktywistyczny zatytułowany Mechica. Indywidualny i zbiorowy opór kobiet podczas Zagłady był wystawiany w Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN w Warszawie (2019), podczas Still Present! 12. Biennale Sztuki Współczesnej w Berlinie (2022) oraz w Center for Jewish History w Nowym Jorku (2022/2023). Obecnie kontynuuje badania i realizuje projekt artystyczny o żydowskich anarchistkach. Jej prace znajdują się w kolekcjach prywatnych i instytucjonalnych.
Jest współzałożycielką Żydowskiego Bloku Antyfaszystowskiego oraz członkinią zarządu Stowarzyszenia Żydowski Instytut Historyczny w Polsce.