Rozdział II
Dzieło szalonego geniusza
Naprawdę wielce poruszeni podróżni poszli za swymi gospodarzami. Opuścili salon i naleźli się wszyscy w wąskim korytarzu, oświetlonym rozmieszczonymi w dużych odstępach lampkami elektrycznymi.
Idąc nim Lavar?de macał ściany. Stwierdził ze zdumieniem, że tworzą je metalowe płytki.
- Do licha - szepnął - czyżby ten pan Grzywacz powiedział prawdę?
Pokręcił jednak głową. Nie, nawa powietrzna może być tylko mrzonką; awiacja, ten trudny problem, który kosztował życie tylu badaczy, nie został jeszcze rozwiązany! Mimo to młody człowiek przypominał sobie niewyraźnie, w jaki sposób zdołał z przyjaciółmi umknąć przed pościgiem zabójców prowadzonych przez sir Parkera. Nie mógł temu zaprzeczyć, bowiem odnieśli oni wrażenie, że zostali uniesieni w powietrze. Jaki więc można było wyciągnąć inny wniosek, aniżeli ten, że porwało ich urządzenie powietrzne? Nie jakiś zwykły aerostat16, balon, gdyż do wzniesienia się gondoli o rozmiarach tej, w jakiej się znajdowali, potrzebna byłaby wypełniona wodorem powłoka z tafty17, której powierzchnia wynosiłaby połowę Paryża18.
Przerwał nagle ten monolog wewnętrzny. Wszyscy dotarli do małego, okrągłego pomieszczenia. Od jego podłogi do sufitu wiodła żelazna drabinka.
Pan Grzywacz wszedł po niej z nadzwyczajną zręcznością, bezszelestnie odsunął rygiel i nacisnąwszy ręką na sufit, obracał nim powoli, aż odsłonił kwadratowy otwór, przez który wpadło świeże powietrze.
Oszołomieni, niezdolni do wypowiedzenia jednego słowa, podróżni patrzyli na rozgwieżdżone niebo, widoczne przez otwarty luk19.
- Wejdźcie! - nakazał ich przewodnik.
- Wejdźcie - śpiewnym głosem powtórzyła pani Jaskółka.
- O rany, żeby tak mocno wbić coś sobie w głowę - mruknął Lavar?de stawiając stopy na metalowych szczeblach.
Po chwili stanął obok wariata na platformie mającej pięćdziesiąt stóp długości i dziesięć szerokości, wokół której biegła lekka balustrada ze stali; dołączyła reszta jego towarzyszy i wszyscy tkwili przytłoczeni widokiem dużo dziwniejszym od wszelkiego, jaki można by było sobie wymarzyć.
Nad głową mieli sklepienie niebios, na którym konstelacje kreśliły kręte linie, jakby tworząc świtę księżyca, swymi srebrzystymi promieniami zalewającego mostek; pod stopami platformę, a poza nią, z każdej strony relingu20, metalową, błyszczącą powierzchnię, wdzięczną krzywizną wyginającą ku miejscu, w którym powinna znajdować się ziemia.
- Proszę podejść do balustrady - poradził pan Grzywacz - i spojrzeć w dół. Nie należy obawiać się zawrotów głowy, gdyż burty mojej nawy powietrznej są przedłużeniem mostka i nie pozwolą państwu spoglądać pionowo.
Powoli, opanowani niejasną obawą, że nieprawdopodobne staje się prawdą, że rzecz uważana za niemożliwą przekształca się w rzeczywistość, pasażerowie go posłuchali.
Ten sam okrzyk zdumienia wyrwał się z wszystkich ust.
Daleko poniżej nich kolebała się ruchoma powierzchnia, niby cekinami usiana odbiciami promieni księżycowych.
- Morze - ze spokojem wyjaśnił szaleniec. - W tym momencie szybujemy nad Oceanem Spokojnym. Patrzcie - dodał po chwili - te przesuwające się powoli światełka to latarnie statku. Miotają nim fale, kolebie się, kołysze, my zaś płyniemy w powietrzu bez wstrząsów i bez hałasów.
Następnie podniósłszy głos, rzekł:
- Trzymajcie się dobrze, wydam polecenie zwiększenia prędkości. Przed godziną rozkazałem ją zmniejszyć, aby państwo nie oszołomiła gonitwa w powietrzu.
Pochylił się nad tubą głosową analogiczną do używanej przez pełniących wachtę oficerów marynarki wojennej, aby zawołać:
- Do sześciuset obrotów koła!
- A zatem ma pan załogę? - szepnął Lavar?de.
- Tak... złapcie się czegoś.
Niemal natychmiast z dziobu nawy powietrznej dobiegło buczenie. Ramiona o dziwacznej postaci biły powietrze i jak koń, któremu popuści się cugle, "Orłosęp" pomknął w przestworzach.
Wszyscy pojęli teraz przydatność rady wariata. Ogłuszeni szumem silnika napędowego, smagani mocnym prądem powietrza, uświadomili sobie szybkość przemieszczania się urządzenia. Po kilku minutach steamer, którego ognie widzieli, pozostał w tyle i zniknął w ciemnościach.
Przesuwający się z trudem wzdłuż balustrady Robert dotarł do pana Grzywacza.
- Co to za dziwaczne narządy poruszające się na dziobie?
- To skrzydła mojego "Orłosępa" - odparł i z odcieniem dumy dodał:
- Wydaje się to pana interesować. Zejdźmy. Z ogromną przyjemnością pokażę panu moją maszynę. Nie opowiadam o niej ludziom na ziemi, ale ponieważ przypadek skierował pana na mój pokład, nie widzę powodu, abym miał skrywać przed panem swoje tajemnice.
Nie zostawiwszy Robertowi czasu na zdumienie się owym nagłym zaufaniem, pan Grzywacz przez tubę głosową wydał nowy rozkaz. Buczenie silnika ucichło, wiatr stracił na gwałtowności i wszyscy, na zaproszenie owego osobliwego osobnika, wrócili do wnętrza nawy powietrznej, której luk starannie zamknięto.
Kiedy uśmiechnięta i pełna zapału pani Jaskółka zabrała Lotię, Ma?vę i Radjpoora do salonu, w którym wszyscy przedtem byli, szaleniec poprowadził za sobą Roberta wraz z jego przyjacielem Astérasem. Na korytarzu otworzył jakieś drzwi.
- Proszę wejść, panowie - rzekł. - Zanim odwiedzą panowie urządzenia, konieczne jest kilka słów wyjaśnienia. Ta sala jest moim biurem, nadaje się doskonale do rozmów.
Francuzi rozejrzeli się z ciekawością. Trzy boki obszernego pomieszczenia, do którego weszli, miały ściany przesłonięte półkami, na których w malowniczym nieładzie przeplatały się książki, przyrządy chemiczne, mechaniczne, fizyczne. Cały czwarty bok zajmowała czarna tablica, pokryta równaniami algebraicznymi, których zwarte szeregi wywołały grymas dawnego kasjera. Jako meble służyły szerokie deski kreślarskie na podpórkach, palenisko zastawione pękatymi kolbami, próbówkami i butlami oraz siedzenia wyściełane słomą.
Pewnym ruchem ręki profesora przeprowadzającego dowód pan Grzywacz kreślił na tablicy różne rysunki.
- Panowie - powiedział, kiedy zakończył - proszę mi wybaczyć, jeśli mojego "Orłosępa" przedstawię na sposób nauczycielski. Spotkania z ludźmi inteligentnymi zdarzają się jednak rzadko, kiedy ktoś zamieszkuje krainę w chmurach, a zamierzam w pełni zapoznać panów z moim urządzeniem, abyście pokochali go tak samo jak ja.
I wskazując rysunek nr 1, zaczął wyjaśniać:
A - Przód czyli dziób
B - Śruba na rufie
C - Ster
DD - Skrzydła napędowe
E - Skrzydła bezpieczeństwa
F - Latarnia
GG - Iluminatory
HH - Mostek
AA' - Maszynownie
BB'B'' - Kabiny mieszkalne
C - Zbiornik powietrza
DD' - Pompa i przewód ciśnieniowy
EE' - Ładownie
F - Śruba na rufie
G - Ster
H - Latarnia
KL - Mostek
M - Reling
N - Sala spadochronu
O - Luk spadochronu
AA' - Maszynownie
BB' - Skrzydła napędowe
CC' - Skrzydła bezpieczeństwa
DD' - Kabiny mieszkalne
EE' - Korytarz centralny
F - Sionka z lukiem na mostek
G - Śruba na rufie
H - Ster z jego zaczepem
- Oto plan mojego statku powietrznego. Daje on pojęcie o jego kształcie ogólnym. Widać tu mostek, na którym byliśmy przed chwilą, umieszczone z przodu skrzydła napędowe, śrubę rozruchową na rufie, jak też ster poruszający się w płaszczyźnie pionowej wokół osi poziomej.
- Ale przecież - zaprotestował słuchający z nieskrywaną ciekawością Astéras - odnoszę wrażenie, że zaznaczył pan nie dwoje skrzydeł, lecz czworo. Czy zatem pańska maszyna lata na sposób ptaków czy na sposób chrabąszczy21?
- Chrabąszcze to ten zacny jegomość ma pod sufitem - westchnął Robert tak cicho, że jego towarzysze nie zdołali posłyszeć tej nieuprzejmej uwagi.
Pan Grzywacz zresztą już odpowiadał na spostrzeżenie Astérasa:
- Nie, nie, myli się pan, "Orłosęp" jest napędzany tylko jedną parą skrzydeł naraz. Druga, umieszczona na ścianie zewnętrznej, pozostaje nieruchoma. Są to skrzydła bezpieczeństwa.
- Bezpieczeństwa?
- Oczywiście. Przypuśćmy, że jedno z moich skrzydeł uległoby awarii podczas ruchu.
- Urządzenie nie byłoby wtedy podtrzymywane i zacząłby się straszliwy upadek...
- Zacząłby się, gdyby w tej samej chwili nie zostały zwolnione automatycznie skrzydła bezpieczeństwa, działające zamiast i w miejsce zepsutych.
- Rozumiem, rozumiem! - wołał zachwycony astronom. - Upadek jest niemal niemożliwy.
- Niemal - mruknął znowu Lavar?de - i takie niemal mu wystarcza!
- Jednakże - mówił dalej naukowiec nie zwracając uwagi na to wtrącenie się - proszę mi pozwolić na jeszcze jedno zastrzeżenie.
- Słucham pana - oświadczył z ukłonem pan Grzywacz.
- Wydaje mi się, że ze względu na masę nawy powietrznej pańskie skrzydła nie mają dostatecznych rozmiarów... czyli jednym słowem siła nośna pańskiego urządzenia latającego jest bardzo słaba.
Uśmiech zadowolenia rozjaśnił oblicze szaleńca.
- Z tego właśnie jestem dumny - oznajmił powoli. - Wskazał pan trafnie na prawdziwą trudność tego zagadnienia. Istotnie, uzyskanie trzech różnych ruchów skrzydła ptaka, z dołu do góry, z tyłu do przodu oraz ukośnie z przodu do tyłu, tak iż przemieszcza się ono wzdłuż boków trójkąta - jednocześnie szkicował na tablicy poniższy rysunek - to dziecinna igraszka; wystarczy tu system dźwigni połączonych stawami, czyli przegubami Goubeta22. Wyprodukowanie skrzydeł złożonych z listewek, które tak samo jak pióra żywych istot latających przeciskają się przez powietrze w ruchu wznoszącym, ale stają się nieprzeniknioną płaszczyzną podczas ich opuszczania, jedynych przydatnych jako napędowych, jest również łatwe. Sednem zagadnienia są rozmiary skrzydeł, gdyż moc i waga niezbędnego silnika są proporcjonalne do ich powierzchni. Przy zwykłych skrzydłach cały mój pojazd służyłby wyłącznie do unoszenia silników. Byłoby to wykluczone.
- Zgadzam się - potwierdził astronom - ale nie wiem, jak pan uporał się z tą trudnością. Przyznaję, że wydaje mi się ona niemożliwa do przezwyciężenia.
Oświadczenie to ponownie przywołało uśmiech na usta pana Grzywacza.
- Proszę słuchać mnie uważnie - powiedział z pełną pychy wyższością. - Wie pan, że u ptaków podobnych do siebie geometrycznie, wymiary liniowe są wobec siebie w pewnym stosunku, zaś w zależności do owego stosunku powierzchnie rosną w potędze drugiej, a ciężary w potędze trzeciej.
- To oczywiste - potwierdził Astéras.
Lavar?de wzruszył ramionami.
- Oczywiste! Czyżbyś to rozumiał?
- Oczywiście!
- Jak to, stosunki rosnące na potęgę?
- To jasne jak słońce.
- Słońce w nocy23, chciałeś powiedzieć?
Niecierpliwym gestem pan Grzywacz nie pozwolił im ciągnąć tej rozmowy.
- Nie ma o tym mowy - oschłym tonem powiedział niski mężczyzna. - Pompé?en-Piraud24, mój poprzednik w awiacji, a przed nim cała plejada25 wybitnych umysłów: Edison26, Dandrieux27, Tatin28, Kaufmann29, de Groof30, Le Bris31, Michel Loup32, Degen33, Guard34, markiz de Bacqueville35, Besnier36, Giovanni Battista Danti37, Paolo Guidotti38 a nawet Leonardo da Vinci39, wielki artysta renesansu, wykazali eksperymentalnie, że im większy jest ptak, tym proporcjonalnie zmniejsza się40 rozpiętość jego skrzydeł.
- To już za dużo. Czyli ptak, który byłby sto, tysiąc razy cięższy od istniejących gatunków, nie miałby skrzydeł w ogóle?
Młody człowiek sądził, że wywoła zmieszanie swego rozmówcy, ale szaleniec odpowiedział spokojnie:
- Pańskie rozumowanie jest tym, które nosi nazwę rozumowania w nieskończoność41.
- Tak pan uważa?
- To tylko wykręt teoretyczny. W praktyce dla otrzymania powierzchni potrzebne są linki.
- Do diabła! - zawołał Robert. - znałem doświadczonego wędkarza. Nigdy nie mówił on o powierzchniach. Na swoje linki łapał tylko ryby.
Na ten kalambur42 pan "Orłosępa" nie mrugnął nawet okiem. Zwracając się do Astérasa, flegmatycznie mówił nadal:
- Starałem się zmniejszyć powierzchnię skrzydeł, po pierwsze ze względu na silnik, a po drugie w celu zmniejszenia szans na awarie, i tego dokonałem. Wystarczyło powierzchnię zastąpić prędkością. Skrzydła mojej nawy powietrznej biją aż tysiąc razy na minutę.
- Tysiąc...? To cudowne, ale jaka jest pańska siła napędowa?
- Jest nieznaczna, gdyż wysiłek powtarzany tak często może być niemal żaden. Przy jednym bowiem uderzeniu skrzydeł na minutę, musiałyby one wykonywać tę samą ilość pracy użytecznej, co przy tysiącu; byłaby ona ogromna. Natomiast przy mojej prędkości drgnięć wystarcza, że każde da jedną tysięczną tej ilości.
- Wszystko się zgadza, pozostaje sprawa silnika.
Na te słowa pan Grzywacz przybrał postawę pyszałka i chwyciwszy pałeczkę kredy rysował szybko na czarnej tablicy.
- Oto schemat urządzenia, które sam wymyśliłem - powiedział wreszcie triumfalnym głosem. - W górnej części znajduje się zbiornik węglika43.
Silnik spalający węglik Z
Rysunek mający dać pojęcie o zasadzie urządzenia
AA - wał napędowy
B - korbowód
C - drążek tłoka
D - tłok
E - cylinder
RR' - komory spalania
PP' - rury dostarczające węglik
M - zbiornik węglika
NN' - rury ssące parę wodną
OO' - przewody odprowadzające
XX' - mimośrody kierujące otwieraniem zaworów YY' ZZ' Z''Z''' przez drążki S i S'
TT' - zawory bezpieczeństwa
- Och! - zawołał astronom - maszyna na acetylen44.
Szaleniec skrzywił się z pogardą.
- Ależ nie. To nowy węglik, odkryty i skroplony przeze mnie, którego moc w stosunku do acetylenu wynosi jak 1 do 10. Jedna kropelka płynu spada naprzemiennie do czarek umieszczonych z każdej strony korpusu pompy. Kropla ta przestając być ściskana przechodzi w gaz i napiera na tłok tak samo, jak para w lokomotywach. Drążek tłoka naciska na wał napędowy, który porusza skrzydłami. Wał ma dwa mimośrody45, poprzez drążki kierujące otwieraniem zaworów umożliwiających dostarczanie płynnego węglika i usuwanie go w postaci gazowej.
A ponieważ Astéras zaklaskał, szaleniec zakończył:
- Na pokładzie mam dziesięć maszyn tego rodzaju. Po dwie na każde skrzydło i dwie dla śruby na rufie i steru, a każda waży trzydzieści kilogramów.
- Wspaniale!
- Do oświetlania mam elektryczność. System metalowych grzebieni zwieszających się z drutów przewodzących prąd, podczas lotu ściąga zawartą w atmosferze elektryczność i gromadzi ją w specjalnych akumulatorach.
- Zdumiewające!
- Teraz pozna pan "Orłosępa" pod względem mechanicznym. Jego funkcji mieszkalnej nie można niczego zarzucić. Służy jej korytarz centralny, na prawo i lewo od którego znajdują się kabiny, salon, jadalnia; na dziobie i rufie są maszynownie, obsadzone przez czterech ludzi z mojej załogi.
Lavar?de wydał okrzyk:
- Ma pan załogę? To nie jest żegluga samotna?
- No, oczywiście.
- Znalazł pan ludzi, którzy zgodzili się żyć pomiędzy niebem i ziemią?
- Tak - mruknął Grzywacz z rozgoryczeniem. - Ludzi, których brutalne istoty, depczące powierzchnię ziemi, nazywają szalonymi... jak i mnie.
- Och! Uznano pana...?
- Za wariata. Zamknięty w zakładzie dla obłąkanych Sainte-Anne46, to pośród innych trzymanych tam napotkałem mądrość. Uciekliśmy. Moja pozostała na wolności żona sprzedała cały nasz majątek. Opuściliśmy nasz kraj, w różnych warsztatach kazaliśmy robić poszczególne części "Orłosępa", złożyliśmy je sami na lodowych pustyniach na północy Ameryki. Potem wznieśliśmy się w powietrze, pożegnawszy się na zawsze z krainami zamieszkałymi przez ludzi niesprawiedliwych i głupich.
Mały mężczyzna się ożywił. Oczy lśniły mu dziwnie, a oblicze przybrało wyraz wściekłości. Astéras i Robert wymienili spojrzenia pełne niepokoju.
- Czyli nigdy pan nie ląduje? - odważył się nieśmiało zapytać ten drugi.
- W jakim celu?
- No choćby ażeby wysadzać na ziemi takich podróżnych jak my.
Rysy szaleńca się ściągnęły i odpowiedział ze złością:
- Nigdy mnie nie opuścicie.
- Przecież...? - zawołał Lavar?de, który zaczął wpadać w gniew.
- Nigdy, nigdy! - powtarzał wariat. - Będziecie jak ja wiedli swobodne życie pterodaktyla z pierwszych dni świata, i jeśli cieszycie się zdrowym rozsądkiem, ludzkość będziecie wspominać tylko po to, żeby ją przeklinać.
Astéras podszedł szybko do przyjaciela i rzekł:
- Nie złość się. Kto wie, do czego może się posunąć w swoim szaleństwie. Nie zapominaj, że jesteśmy wiele setek metrów nad ziemią.
Myśl ta z miejsca ukoiła zapalczywość dawnego kasjera. Nagłym wysiłkiem zapanował nad sobą i pojednawczym tonem spróbował wykorzystać próżność swego gospodarza.
- Och! - powiedział. - Osobiście nie zależy mi wcale na powrocie między ludzi.
- W samą porę - przyznał Grzywacz, uspokojony tym oświadczeniem.
- Mój smutek budzi jedynie to, że taki genialny umysł jak pana pozostaje nieznany; jeśli mówiłem o zejściu na ziemię, to aby rozgłosić pańskie cudowne odkrycie, aby miasta zapełniły się pomnikami pana...
Mógłby długo ciągnąć w tym tonie, ale szaleniec pokręcił głową:
- Nie chcę niczego od ludzi. Niechaj nigdy się o mnie nie dowiedzą; zamknęliby mnie w domu wariatów, boję się ich.
- Nie poznali się na panu, ale dzisiaj, kiedy "Orłosęp" istnieje, kiedy majestatycznie przemierza przestworza...
- Ech! - zawołał gwałtownie mały mężczyzna. - Nie chcę, żeby podejrzewali jego istnienie.
- Za późno - zażartował Robert.
- Co chce pan przez to powiedzieć?
- To, że podczas ciemnych nocy latarnia "Orłosępa" zwraca na niego uwagę i że astronomowie go poszukują - popatrzył drwiąco na Astérasa i mówił dalej. - Myślą, że mają do czynienia z bolidem, ale wkrótce jakiś obserwator odkryje charakter tego światła błąkającego się w przestworzach.
Grzywacz słuchał, kiwając głową. Robert sądził przez chwilę, że się waha. Chciał zadać ostatni cios swemu rozmówcy, ale ten nie zostawił mu na to czasu.
- Ach! - rzucił z dziwnym akcentem. - Obserwatoria zajmują się mną?
- Bardzo. Lunety nieustannie wpatrują się w niebo... od dnia, w którym pułkownik Mooger, dyrektor wolnego obserwatorium Barget47 na Kamczatce, zatelegrafował, że zauważył na niebie świecący obiekt przemieszczający się z wielką prędkością.
- Ach! Ach! - szepnął szaleniec. - To pułkownik Mooger, ze stacji Barget...?
- Właśnie on.
- No dobrze, pójdźmy złożyć mu wizytę.
Lavar?de podskoczył:
- Zamierza pan zabrać nas na Kamczatkę?
- Udam się tam sam; nie pożałuje pan tej podróży, zobaczy pan... Ach! Ten zacny pułkownik Mooger! Zobaczy pan.
Jednym skokiem Grzywacz dotarł do drzwi, otworzył je i zniknął, podczas gdy wyraźnie rozzłoszczony Robert narzekał:
- A teraz Syberia! Ta wymuszona podróż nigdy więc się nie zakończy. Mam jej już dość, to za wiele. Jestem domatorem, lubię żyć w spokoju, nie chcę być dłużej zaciągany na wędrówkę.
Astéras nadaremnie starał się go uspokajać, kiedy drzwi się znowu otworzyły. Wszedł potężny młodzik odziany w bluzę i spodnie, na których ptasie pióra tworzyły dziwaczne arabeski48.
- Panowie - powiedział - proszę pójść za mną do przeznaczonej dla panów kabiny. Można w niej bez najmniejszych obaw odpoczywać. W powietrzu nie ma złych ludzi, jacy są na ziemi. Nikt panów nie zamknie w Sainte-Anne.
Nazwa przytułku dla obłąkanych po raz drugi zabrzmiała w uszach Lavar?de'a, przekształcając jego gniew w przerażenie. Mówiący to był członkiem załogi "Orłosępa" i kolejnym szaleńcem. Francuz pomyślał o Lotii, tak jak on porwanej w tajemniczy rejs nawy powietrznej, którą kierowali wariaci.
Sytuacja była straszna, okropna, ale wykluczająca wszelki opór. Trzeba było ustępować, wyczekiwać na sprzyjającą okazję, aby przechytrzyć obłęd strażników.
Skinął głową i w towarzystwie Astérasa poszedł za majtkiem powietrznym. Ten otworzył jedno z drzwi wiodących na korytarz centralny, cofnął się, aby przepuścić Francuzów i oddalił po złożeniu gardłowym głosem życzenia "dobrej nocy".
Dwaj przyjaciele zostali sami w dość przestronnej kabinie, zawierającej dwie koje, stół z dobrze wyposażoną toaletką i kilka krzeseł.
Każdy z nich opadł na siedzenie i tkwił tam, nic nie mówiąc, nic nie myśląc, osłupiały od owego zbijającego z tropu zbiegu okoliczności, wskutek którego z Paryża trafił na pokład statku powietrznego mającego za załogę obłąkanych.
16 Aerostat - statek powietrzny, unoszący się w powietrzu dzięki sile wyporu opisanej przez prawo Archimedesa; do aerostatów zalicza się balony i sterowce.
17 Tafta - gęsta, sztywna tkanina jedwabna, szeleszcząca i połyskliwa, o splocie płóciennym; osnowa i wątek tafty mogą być różnej barwy, mieni się wówczas obu kolorami.
18 Połowa Paryża - wielka przesada, największy sterowiec, "Hindenburg" z roku 1936, także wypełniony wodorem, o równie wielkiej kabinie co "Orłosęp", miał długość 245 metrów i powierzchnię powłoki około 17000 m2, a więc znacznie mniej, niż połowa Paryża.
19 Luk - zamykany otwór w pokładzie statku lub jego nadbudówki, służący do ładowania i wyładowywania towarów, schodzenia w głąb kadłuba statku, oświetlania i wietrzenia pomieszczeń pod pokładem.
20 Reling - pionowa bariera zabezpieczająca znajdujących się na pokładzie ludzi przed wypadnięciem za burtę lub upadkiem na znajdujący się niżej pokład; zbudowana z metalowych lub drewnianych słupków, połączonych metalowymi rurkami, prętami, drewnianymi poręczami, linami.
21 Chrabąszcze (Melolonthinae) - podrodziny chrząszczy, latają jak ptaki, posługując się jedną tylko (drugą) parą skrzydeł, pierwsza para przekształciła się w grube pokrywy osłaniające drugą parę, dwoma parami skrzydeł podczas lotu posługuje się wiele innych owadów, np. muchy czy ważki.
22 Przegub Goubeta - rodzaj ruchomego połączenia elementów projektu Claude'a Goubeta (1837-1903), francuskiego inżyniera i wynalazcy, konstruktora maszyn drukarskich i tkackich, projektanta jednej z pierwszych łodzi podwodnych świata.
23 Słońce w nocy - w oryginale gra słów, po francusku mówi się clair comme de l'eau de roche (jasne jak woda ze skały, źródlana), na co Lavar?de odpowiedział, jak woda w Sekwanie, rzece w końcu XIX wieku mocno zanieczyszczonej i o wodzie dalekiej od przejrzystości.
24 Jean-Claude Pompe?en-Piraud (1846-1907) - u P. d'Ivoi: Pompé?en-Picaud, wynalazca francuski, badacz lotu ptaków, w roku 1877 zbudował urządzenie ze sztucznymi skrzydłami ptasimi, które wzbiło się na 3 metry, w 1883 owalny balon "L'Esperánce", który przeleciał 150 km.
25 Plejada - grupa ludzi wyróżniających się w jakiejś dziedzinie sztuki czy nauki, pierwotnie w liczbie siedmiu (jak widocznych gwiazd w konstelacji Plejady), potem dowolnej.
26 Thomas Alva Edison (1847-1931) - wielki wynalazca i przedsiębiorca amerykański, twórca m.in. fonografu, żarówki elektrycznej, pierwszej elektrowni, w roku 1885 próbował zbudować helikopter.
27 Dandrieux - francuski wynalazca, w roku 1878 zbudował helikopter z silnikiem parowym, który wzbił się na 12 metrów i leciał przez 20 sekund, twórca latających zabawek, np. motyli.
28 Victor Tatin (1843-1913) - francuski inżynier, w roku 1879 zbudował mały latający jednopłat z silnikiem pneumatycznym.
29 Joseph Meyers Kaufmann - szkocki inżynier, w roku 1867 opatentował ornitopter napędzany silnikiem parowym, pokazany na Wystawie Aeronautycznej w Londynie w roku 1868.
30 Vincent de Groof (1831-1874) - belgijski szewc, zginął pilotując wymyślony przez siebie ornitopter, spuszczony z balonu.
31 Jean-Marie Le Bris (1817-1872) - u P. d'Ivoi: de Bris, francuski oficer marynarki wojennej, w roku 1856 w ciągniętym przez konia własnej konstrukcji szybowcu o kształcie albatrosa przeleciał około 200 metrów, w 1868 na większym dokonał kilku prób, zanim się rozbił.
32 Michel Loup - francuski wynalazca, w roku 1853 zaprojektował jednopłat w kształcie ptaka, autor książki "Solution du Probl?me de la Locomotion Aérienne".
33 Jakob Degen (1760-1848) - szwajcarski zegarmistrz i mechanik, projektant maszyn do szycia i drukarskich, prowadził w Wiedniu badania nad różnymi urządzeniami latającymi.
34 Guard - postać nieznana, być może Jules-Henri Giffard (1825-1882), francuski inżynier, w roku 1852 na szybowcu swojej konstrukcji przeleciał około 15 mil.
35 Jean François Boyvin de Bonnelot, markiz de Bacqueville (1688-1760) - u P. d'Ivoi: błędnie de Bocqueville, francuski arystokrata, w roku 1742 dokonał nieudanej próby lotu ze skrzydłami przymocowanymi do rąk i nóg, w Paryżu poszybował nad Sekwaną około 300 metrów.
36 Jacob Besnier - francuski ślusarz, w roku 1678 dokonał kilku lotów szybowych z użyciem przymocowanych do ramion i nóg skrzydeł.
37 Giovanni Battista Danti (ok. 1477-1517) - u P. d'Ivoi: Dante, włoski matematyk i inżynier, w roku 1498 lub 1503 dokonał rzekomo udanego lotu na skrzydłach własnej konstrukcji.
38 Paolo Guidotti (1569-1626) - włoski malarz i architekt, miał dokonać udanego skoku na wymyślonym przez siebie spadochronie.
39 Leonardo da Vinci (1452-1519) - wielki włoski artysta, malarz, rzeźbiarz, architekt, inżynier, zaprojektował m.in. śmigłowiec, ornitopter i inne machiny latające.
40 Zmniejsza się - zależność jest odwrotna, wraz z masą ptaka rośnie wykładniczo konieczna do utrzymania go w locie siła nośna i związana z tym powierzchnia (a nie rozpiętość skrzydeł), dlatego najcięższym ptakiem latającym jest ważący do 18 (podobno 23) kg drop olbrzymi.
41 Rozumowanie w nieskończoność - właściwie regressus ad infinitum (cofanie się w nieskończoność), w filozofii nieskończony ciąg kroków myślowych wiodących wstecz, uważany za błąd podczas argumentowania czy definiowania.
42 Kalambur - w języku francuskim użyte tu słowo ligne oznacza zarówno linię geometryczną, linę, jak też linkę (żyłkę) wędki.
43 Węglik - nieorganiczny związek chemiczny zawierający węgiel oraz metal lub półmetal, jak np. karbid (CaC2, węglik wapnia).
44 Acetylen - etyn, organiczny związek chemiczny, najprostszy węglowodór nasycony (C2H2), gaz palny, bardzo wybuchowy, stosowany do spawania, oświetlania, zadawania narkozy, w przemyśle chemicznym (np. przy wyrobie nawozów sztucznych), nie jest węglikiem.
45 Mimośród - element maszyny w postaci tarczy umocowanej na wale w taki sposób, że jej środek nie pokrywa się z osią obrotu wału.
46 Sainte-Anne - szpital w Paryżu, utworzony w roku 1651, jeden z czterech głównych w stolicy Francji, w roku 1863 przekształcony w psychiatryczny, bardzo wówczas nowoczesny, istnieje nadal.
47 Obserwatorium Barget - nieistniejące, wymyślone przez autora.
48 Arabeski - symetryczne ornamenty liniowe stylizowane na roślinne, wzorowane na sztuce arabskiej bądź antycznej.