Rozdział III
Dziwaczne przebudzenie
Poranne słońce wpadało przez bulaj58 kabiny złotym snopem ożywianym farandolą59 tańczących pyłków. Cień, który chwilę przedtem panował całkowicie w ciasnym pomieszczeniu, znikał jakby z żalem, wypierany z kątów przez zwycięskie światło. Na piętrowych kojach60 spali dwaj ludzie. Leżący na dole głośno ziewał; ten na górze niepewnie rozciągał ramiona. Pierwszy także wykonywał po nim te ruchy naturalne u kogoś, kto zasnął poprzedniego dnia; ich ręce napotkały zaraz ograniczające je deski, jednego u góry, drugiego u dołu.
To proste zetknięcie jakby ich ożywiło.
Obaj podnieśli się i usiedli na kojach; wydali ten sam okrzyk przepełniony niepokojem:
- Co to ma znaczyć?
We wzruszającej jedności, zanim jeszcze mogli się dostrzec, rozejrzeli się wokół.
- Ach tak! - szepnął zajmujący dolną koję. - Mam zwidy.
- A ja śnię koszmar - odparł natychmiast osobnik siedzący na górnym łóżku.
- Ten głos! - zawołał pierwszy. - Astérasie, to ty?
- To ja. Wydaje mi się wszakże, że rozpoznaję głos Roberta Lavar?de'a...?
- We własnej osobie!
Mówiący to młody człowiek wstał. Po zakończeniu tego ruchu jego głowa minęła przepierzenie dzielące koje i jej nos znalazł się równo z nosem rachmistrza.
- Co robisz tu, na górze? - zapytał.
- Nic nie wiem, daję słowo!
Robert przerwał mu gwałtownym gestem. Kasjer spółki Brice et Molbec złapał się koi jak ktoś obawiający się upaść.
- Co jest? - zapytał Ulysse.
- Och! Ta podłoga się chwieje.
- Podłoga...?
- Jakby się kołysała. Do licha, jesteśmy na statku!
- Na statku? Na ulicy Lalande nigdy żadnego nie widziano!
- Ta izba przypomina jednak kabinę... Ten otwór, wpuszczający światło dnia, jest bulajem, albo mam halucynacje. Astérasie, proszę cię, co tam widzisz? Mów: czy nie wydaje ci się, że to jest statek?
Rachmistrz powoli opuścił swą koję.
- Nie umiem ci odpowiedzieć. Obserwatorium i flota nie mają z sobą nic wspólnego.
- Nieważne, czy wiesz, jak urządzony jest steamer61?
- Ani trochę. Jaki miałbym z tego pożytek przy badaniu gwiazd?
Robert wzruszył ramionami i opierając się na ściance dosięgnął do bulaja. Zaraz wszakże po tym, kiedy rzucił jedno spojrzenie na zewnątrz, wydał prawdziwy ryk:
- Morze!
- Gdzie? - wykrztusił wstający astronom.
- Wszędzie. Widzę jedynie płynny przestwór. Nie ma lądu, nie ma skał.
Z kolei i Astéras zajął miejsce przy bulaju.
- To prawda. To rzeczywiście ocean - powiedział i natchnionym głosem dodał: - Niezmierzona moc przyrody! W miejscu, które zajmował Paryż ze swoimi pysznymi budowlami, swą uduchowioną ludnością, zderzające się fale i brzuch Lewiatana62 ocierający się o ruiny miasta, które było wiodącą pochodnią świata!
- Psiakość! - ofuknął go Lavar?de. - Co tak wyśpiewujesz?
- Pieśń o zgonie Lutecji63.
- Co chcesz przez to powiedzieć?
- Że jakieś zjawisko plutoniczne64 zalało Francję falami Atlantyku, a my unosimy się nad naszą niespodziewanie zatopioną ojczyzną.
- Bredzisz!
- A co takiego ty sądzisz?
- Nic nie sądzę. Jedynie, że twoim zdaniem owe zjawisko plutoniczne, które zalało dolinę Sekwany, przeniosło nas na pokład statku.
Na owe stwierdzenie rachmistrz podrapał się po uchu, który to gest w środowisku naukowym, a także w innych, jest oznaką zakłopotania.
- Istotnie - oświadczył wreszcie - obecność tego statku...
- I nasza na jego pokładzie - dodał dobitnie Robert.
- Osobliwe skomplikowane zagadnienie. Mimo wszystko jego rozwiązanie nie jest niemożliwe. Jakieś zakłócenie kosmiczne wyzwoliło olbrzymią ilość elektryczności, co pozwala nam wyciągnąć wniosek, że spotkał nas rodzaj rykoszetu energii, analogicznego do faktów po wielekroć obserwowanych po uderzeniu pioruna.
Rachmistrz urwał na widok towarzysza, który nerwowo wzruszał ramionami.
- Piękny jest ten twój "rykoszet energii" - szydził młody człowiek. - Zamknął nas w kabinie, położył na koi...
- Jak więc wyjaśnisz tę sprawę? - zapytał żywo Astéras, mający urażoną miłość własną naukowców, którzy byliby najbardziej wrażliwi na to z wszystkich ludzi, gdyby nie to, że żaden zawód nie żałuje niczego dla zaspokajania swej próżności.
- Nie wyjaśnię, ale przypuszczam, że ten statek nie płynie bez nikogo na nim, dlatego też pójdę pierwszego napotkanego majtka poprosić o klucz do tej tajemnicy.
- To prawda, otworzysz nim moje myśli.
- Do diabła! Jednym kluczem!
Balansując rozłożonymi ramionami, podpierając się w obronie przed podstępnymi atakami kołysania, młodzi ludzie opuścili kabinę.
Po przejściu wąskimi korytarzami dotarli do schodów prowadzących na pokład.
Oślepieni słońcem, zatrzymali się na chwilę, zamykając zalane światłością oczy. Potem ich powieki rozwarły się znowu.
- Ach tak! Co to za bandera?
Okrzyk ten wyrwał się Robertowi na widok łopoczącej na rufie flagi.
- Nie znam jej - wyszeptał Astéras. - Niebieska płachta z półksiężycem i trzema białymi gwiazdami. Myślę jednak, że układ tych ciał niebieskich wydaje się wskazywać...
- Wskazywać na co?
- Na zamiłowanie do astronomii. Tak więc...
- Statek ten jest pływającym obserwatorium. Brawo, miły marzycielu! Przypominam sobie jednak, że to flaga Egiptu65...
- Egiptu, jeśli chcesz. To starożytna kraina astronomów. Jej religia, 4000 lat przed naszą erą, była kultem ciał niebieskich. Ozyrys był uosobieniem słońca, Izyda księżyca, Anubis gwiazdy porannej66, a Horus67 słonecznej drogi dziennej. Mnie osobiście napawa szczęściem kroczenie po pokładzie statku należącego do tego wielkiego narodu.
- Moje szczęście wiąże się bardziej z ciekawością. Chciałbym wiedzieć, dlaczego po nim kroczę.
Na te słowa Robert chwycił za rękaw przechodzącego marynarza i zapytał:
- Przyjacielu, czy możecie mi powiedzieć, wskutek jakich okoliczności znalazłem się na pokładzie tego statku?
Marynarz się ukłonił, wysunął naprzód ręce z rozcapierzonymi palcami, w mistycznej postawie osób rytych na murach starożytnych Teb68, stolicy faraonów, ale nie odpowiedział.
Lavar?de powtórzył pytanie, nie uzyskawszy większego powodzenia, niż za pierwszym razem.
Tym razem majtek wskazał jednak gestami, że nic nie rozumie i szybko się wymknął.
Kasjer spółki Brice et Molbec nagle się rozzłościł. Tego było już za wiele. Od poprzedniego dnia - myślał, że przespał tylko jedną noc - jego cierpliwość była zbyt mocno doświadczana. Już samo porwanie w sercu Paryża, zamknięcie w prywatnym więzieniu, nie było niczym miłym. Zaśnięcie jednak dwa kroki od Obserwatorium i obudzenie się na pełnym morzu, bez znalezienia wytłumaczenia, w jaki sposób zmienił żywioł, to już przekraczało wszelkie granice!
Jedna myśl uspokoiła wszakże Roberta, przynajmniej na chwilę. Marynarz, którego zagadnął, mógł był wyjątkiem na pokładzie, dzikim prostakiem, chamem, ślepym jak kret na urodę języka francuskiego. Mądrze i łatwo nabierze pewności zadając owe pytania innym marynarzom.
Lavar?de jednak, za którym ulegle podążał Astéras, choć zwracał się pięknie do każdego marynarza akcentując sylaby, tak iż można się było rozpływać nad biegłością mówcy dorównującego Silvainowi z Comédie Française69, nabrał przykrego i pełnego przekonania, że na tym podłym statku nikt nie mówił w języku pana Félixa Faure'a70.
Chodząc od marynarza do marynarza, dwaj pasażerowie przemierzyli statek w całej jego rozciągłości. Stanęli na dziobie i milczący, zniechęceni, ponurym wzrokiem wpatrywali się w otaczający ich niebieski przestwór. Mniej przejęty Robert potrafił podziwiać elegancki steamer, który dygotał pod jego stopami, Zdumiał go widok stewy przedniej71 ozdobionej figurą kobiety, o czole zwieńczonym Półksiężycem Izydowym72. Nie potrafił wyjaśnić sobie dziwacznej postawy załogi, która zdawała się traktować go z pełną szacunku troską.
Nie miał jednak nastroju do takich spostrzeżeń. Dręczył go lęk wywołany tą zmianą miejsca. Czuł się rozbity, przytłoczony na myśl, że jest zabierany daleko od jego biura, do nieznanego przeznaczenia, że znajduje się pośród ludzi należących do innej rasy73 aniżeli on. Gdyby miał jakiekolwiek szanse na zwycięstwo, rzuciłby się na marynarzy; było ich jednak zbyt wielu. A zresztą choćby nawet zwyciężył, pozostałby nadal uwięziony na tym statku, którym nie potrafił kierować.
Kiedy tkwił pogrążony w tych posępnych myślach, poczuł dłoń, która spoczęła na jego ramieniu. Spojrzał i spostrzegł stojącą przed nim dziewczynkę mającą czternaście albo piętnaście lat. Miała osobliwy wygląd.
Owe dziecko brunatnej karnacji, o szczupłej twarzy z wyróżniającymi się ogromnymi oczyma o łagodnym spojrzeniu, owinięte było rodzajem tkaniny z białej wełny, pozwalającej widzieć jej nagie ramiona i stopy. Śliczna, wątła, miała chorobliwy i melancholijny wdzięk, który wywarł duże wrażenie na Astérasie, pomimo zwykłego u niego roztargnienia. Jak jego przyjaciel, rachmistrz czuł intuicyjnie, że na jego drodze znalazła się ofiara przeznaczenia.
Robert zapytał swym łagodnym głosem, w którym nie rozbrzmiewało najsłabsze echo poprzedniego niezadowolenia:
- Czego pragniesz, moje dziecko?
Nieśmiałym gestem wskazała, że nie może mówić.
- No nie! - zawołał Lavar?de - jeszcze jedna, która nie rozumie po francusku. Czemu w takim razie przyszłaś nas zaczepiać?
- To nie to chciała wyrazić - przerwał mu Ulysse.
- Świetnie! Astronomia zdradziła ci tajniki owej pantomimy.
- Całkiem możliwe.
I powoli, starannie wymawiając słowa, młody naukowiec zapytał:
- Rozumiesz po francusku, prawda, maleńka?
Dziewuszka się uśmiechnęła i potwierdziła skinieniem głowy.
- Widzisz, zna nasz język! - zawołał triumfująco Astéras, a następnie, zwracając się do rozmówczyni, zapytał ją: - Czemu więc nie odpowiadasz?
Rysy wątłej istotki wyraziły bolesne zdumienie. Spomiędzy rzędów szkliwa swych zębów powoli wysunęła różowy język.
- Jesteś niema?
Zaklaskała rada z tego, że została rozszyfrowana i wiele razy pokiwała głową z góry w dół. Potem złapała rachmistrza za rękę i spróbowała go pociągnąć.
- Bez wątpienia o coś jej chodzi - stwierdził ten, który mógł się szczycić zrozumieniem małej - więc chodźmy z nią.
- Zgoda - przystał Robert.
W ślad za przewodniczką przemierzyli pokład, zeszli schodami wiodącymi do kabin i znaleźli się wkrótce w jednej z nich, większej od tej, w której spali pasażerowie.
Na ścianach były umieszczone portrety aktorów, aktorek, tancerek, zdjęcia przedstawiające sceny z modnych przedstawień. Oświetlone iluminatorem biurko zasłane było plikiem papierów przytrzymywanych żelazną linijką.
Niema wskazała je młodym ludziom. Ponieważ zaś mieli oni opory przed wzięciem tych kartek do ręki, powstrzymywani nabranym od dawna nawykiem zachowywania dyskrecji, podniosła je i im podała.
Astéras bezwiednie rzucił okiem na pierwszą kartkę i wymknął mu się okrzyk zdziwienia:
- Twoje nazwisko, mój zacny Robercie.
- Gdzie?
- Tu, na górze strony.
Istotnie, w pierwszym wierszu kartki widniały wielkie litery tworzące miano "Robert Lavar?de".
- Te notatki mogą nam wskazać rozwiązanie zagadki. W każdym razie możemy je przeczytać, gdyż chodzi o nas.
I z narastającym zdumieniem kasjer spółki Brice et Molbec przeczytał co następuje:
Robert Lavar?de,
Urodzony w gospodarstwie Djebel-Gzam74, pięćdziesiąt kilometrów na zachód od Warkali (Algieria), sierota. Nauki pobierał w szkole średniej w Algierze, następnie w Nîmes. Żołnierz 105 pułku piechoty75. Nie ma krewnych ani dawnych znajomych.
- Ach tak! - mruknął młody człowiek - to mój życiorys.
- Czytaj dalej - rzucił mu Astéras.
Dokument wymieniał następnie skrupulatnie najdrobniejsze nawyki Roberta, jego znajomość z Ulysse'em, drogę pokonywaną pomiędzy Obserwatorium a ulicą Lalande.
Na dołu kartki innym charakterem napisano czerwonym atramentem:
Zatwierdzam. Kryjówka przygotowana. "Faraon" czeka. Działać szybko.
Podróżujący wbrew woli popatrzyli po sobie. Co to wszystko miało znaczyć?
Ponieważ w poruszającej zgodności wzruszyli ramionami w geście rozpaczy, który jak twierdzi Brasseur76, w sztuce teatralnej stanowi przyznanie się do bezradności, braku rozwiązania, po gwiździe nastąpił okrzyk cierpienia, który kazał się im odwrócić.
Opierająca się o ścianę niema była bardzo blada, na jej lewej ręce widniał czerwony siniak, a na progu stał mężczyzna trzymający w dłoni szpicrutę.
Był nim ów dziwny osobnik, który wraz z Niarim porwał młodych ludzi.
Przybyły ostrym gestem wskazał palcem drzwi. Dziewczynka natychmiast uciekła.
Potem, nie zostawiając Francuzom czasu na wyrażenie uczuć wywołanych brutalnym potraktowaniem nieszczęsnej małej przybysz powiedział:
- Panowie, niedyskrecja niewolnicy zmusza mnie do przedstawienia się panom o wcześniejszej porze, niż ją sobie wybrałem. Właściwie to sprawa bez znaczenia. Jestem hinduskim księciem Radjpoorem i bardzo jestem rad ze spotkania z panami. Mam wrażenie, że okoliczności ułożyły się dla mnie korzystnie.
- Okoliczności, które doprowadziły do tego spotkania! - zawołali pasażerowie nieznanego statku. - A zatem zna je pan?
- Bądźcie panowie pewni.
- Jak w takim razie wyjaśni nam pan to, że po zaśnięciu wczoraj przy ulicy Daguerre...
- Podana przez pana data jest błędna. Sen panów przedłużył się do czterech dni.
- Czterech dni? Żartuje pan.
- Nigdy nie żartuję.
- Nie spierajmy się o to. Chcemy jak najszybciej rozwikłać tajemnicę naszej obecności na tym statku. Niech pan mówi.
Radjpoor się uśmiechnął:
- Nie będę mówił długo. Udzielone przeze mnie panom wskazówki okażą się zwięzłe. Uśpionych przy użyciu narkotyku77...
- Narkotyku?
- Z przyczyn, które zostaną ujawnione później, przewieziono panów do Marsylii.
Niespodziewanie Robert podskoczył:
- Do Marsylii! Od czterech dni! Co muszą sobie myśleć w Brice et Molbec?
- A w Obserwatorium? - poparł go Astéras.
- Tego nie wiem - odparł książę nie tracąc nic ze swej flegmy - lecz jestem pewny, że w tej chwili znajdują się panowie na trawersie78 Sycylii, na pokładzie brygu79 "Faraon".
- Jeszcze teraz Sycylia! - zawołał z rozpaczą Lavar?de.
- Statek ten zabiera nas do Egiptu.
- Egiptu? Protestuję. Mam sprawy do załatwienia w moim biurze.
Silniejszy od przyjaciela Astéras rzucił dobitnie:
- A ja mam rozpoczętą pracę, która nie dopuszcza żadnej zwłoki. Poprawianie tabel paralaks.
Radjpoor wypowiedział niewzruszenie te słowa:
- Bez wątpienia prace panów są pilne; mniej wszakże aniżeli wzywające panów obowiązki.
- Jakie obowiązki?
Zadane przez Roberta pytanie wyrażało narastający gniew.
- Nie mogę odpowiedzieć, czego ogromnie żałuję - ciągnął rzekomy Hindus. - Trzeba zaczekać.
- Odmawiam czekania! - ryknął rachmistrz.
- Jak pan sobie życzy.
- Chcę wrócić do Francji.
- Nikt pana nie zatrzymuje. Jeśli jest pan dobrym pływakiem, może wyjść na pokład i skoczyć na głowę. Nic nie stanie na przeszkodzie pana zdeterminowaniu.
Powstrzymawszy gestem objawiającą się u Roberta złość, osobliwa postać zakończyła:
- Proszę mi wierzyć i zachować spokój. Dwaj ludzie, choćby zdecydowani, nie zdołają walczyć z załogą statku. Mogą być panowie pewni, że jedynymi przyczynami ich porwania są ważne względy. Nie spotka panów żadna krzywda. Wprost przeciwnie. Na końcu tej przygody czekają zaszczyty i bogactwa. Na trzydzieści osiem milionów80 Francuzów, rodaków panów, ponad dziewięć dziesiątych chciałoby się znaleźć na waszym miejscu.
Zaszczyty, bogactwa, magiczne słowa, którym nie może się oprzeć żaden gniew!
W oczekiwaniu na te zyski podróżni wbrew sobie uspokoili się nagle i Astéras zapytał tonem bardziej ugodowym:
- Co mamy robić?
- Pozwolić się zabrać i niczemu się nie sprzeciwiać.
- To wszystko?
- Całkowicie.
- W takim razie - oświadczył rachmistrz - chętnie się zgadzam. Proszę pana jedynie o wysłanie depeszy do Obserwatorium w Paryżu, w celu uśmierzenia obaw moich przełożonych, których moje zniknięcie niewątpliwie zaniepokoiło.
- Po przybyciu do Egiptu pańskie pragnienie zostanie spełnione.
- Dlaczego nie od razu? - Robert nie zdołał powstrzymać śmiechu.
- Ponieważ nie pokładzie statku nie ma urzędu telegraficznego.
Ulysse odpowiedź tę przyjął z oszołomieniem. Najwyraźniej astronom wyobrażał sobie, że steamer ma swoje połączenie z lądem, dziwaczny pogląd, podobnie jak wszystkie inne, które owe duże dziecko żywiło o szczegółach życia nie mających związku z badaniami syderalnymi81.
Czy przyczyną było rozczarowanie wywołane odpowiedzią przyjaciela? Nie wiadomo. W każdym razie rzucił, patrząc prosto w oczy Radjpoora:
- Sprawa ta nie ma dla nas żadnego znaczenia, a tak samo, jak gwiazda ? tkwi w głębi gwiazdozbioru Centaura82, my zostaliśmy wciągnięci pańskim ruchem. Nie stawiam oporu, ale proszę pana, aby nie posuwał się więcej do przejawów brutalności.
Hindus zmarszczył brwi. Wielce pokojowy zazwyczaj Astéras poczuł się teraz w nastroju bojowym, bo rzekł:
- Dziecko, które nas tu przyprowadziło, nie zasłużyło na uderzenie szpicrutą.
Radjpoor się uśmiechnął.
- To nie pańska sprawa.
- Ależ tak! To moja sprawa.
Jego rozmówca wzruszył ramionami:
- Ci Francuzi! Zawsze tacy sami!
- To pan powiedział, książę. Zawsze skłonni do bronienia słabszych i oddani idei sprawiedliwości.
- Nawet astronomowie?
- Są tacy jak inni. Owa idea jest także ich słońcem, którego badania są częścią naszego zawodu. Odchodzę jednak od tematu. Staję w obronie naszego biednego, małego "cicerone"83.
- Nie mówmy więcej o tej niewolnicy - rzucił zniecierpliwiony Hindus.
- Niewolnicy! - powtórzyli Francuzi, czując jak żal ściska im serce.
- No tak. Kupiłem ją na targu w Kairze. Należy do mnie i cenię ją mniej aniżeli psa, który nie zdradza swojego pana.
Potem, nagle zmieniając ton dodał:
- Zostawmy to. Ten temat nas dzieli, gdyż my, ludzie Wschodu, nie myślimy tak, jak ci z Europy. Chodźmy na pokład, a ponieważ wskutek okoliczności zostałem zmuszony do zostania strażnikiem więziennym panów, proszę ułatwić mi zadanie, uważając mnie za...
Dokończył zdanie:
- Udając, że uważają mnie panowie za przyjaciela.
Chwilę później wszyscy trzej siedzieli na rocking-chairs84 bujających się lekko wskutek mało odczuwalnego kołysania statku. Gdyby wszakże ktoś pochylił się nad Lavar?de'em, usłyszałby, jak ten szepcze:
- Niech mnie diabli, jeśli chcę podróżować. W pierwszym porcie porzucę towarzystwo tego księcia i wrócę do mojego biura. Czy tylko przez tego idiotę nie straciłem w nim posady?
58 Bulaj (iluminator) - hermetycznie zamykane okrągłe okienko z grubego szkła, umieszczone w burcie lub ścianie nadbudówki statku.
59 Farandola - taniec prowansalski w tempie umiarkowanym, tańczony przy wtórze jednoręcznego fletu i bębenka baskijskiego; tancerze tworzą długi wąż, trzymając się za ręce, i wykonują ewolucje, naśladując przodownika.
60 Koja - łóżko na statku, umocowane na stałe lub - w przypadku koi piętrowych - składane (podwieszane).
61 Steamer (ang.) - parowiec, słowo używane także jako zapożyczenie w języku francuskim (głównie w XIX wieku).
62 Lewiatan - w Starym Testamencie symboliczna nazwa demonicznego potwora morskiego (węża lub smoka o kilku głowach); personifikacja złych mocy pokonanych przez Jahwe.
63 Lutecja - przenośna, poetycka nazwa Paryża, z łacińskiej nazwy (Lutetia Parisorum) osady celtyckiego plemienia Paryzjów, znajdującej się na wyspie Sekwany Île de la Cité, w centrum dzisiejszego Paryża.
64 Zjawiska plutoniczne - związane z wciskaniem się magmy w warstwy skorupy ziemskiej bez wydostania się na powierzchnię ziemi.
65 Flaga Egiptu - flaga z białym półksiężycem i trzema białymi gwiazdami była używana w latach 1867-1881, ale miała ona tło czerwone, a nie niebieskie; później (do roku 1922) obowiązywała czerwona flaga z trzema znakami półksiężyca otaczającymi jedną gwiazdę.
66 Gwiazda poranna - Wenus, w starożytnym Egipcie nie łączono Anubisa z tą planetą, jej boginią byłą Hathor, bogini nieba, utożsamiana później z Sechmet i Izydą.
67 Horus - w religii starożytnego Egiptu syn Ozyrysa i Izydy, bóg nieba, o postaci sokoła, którego prawym okiem było słońce, a lewym księżyc (w jednym z wielu związanych z nim mitów).
68 Teby - miasto w środkowym Egipcie, nad Nilem, jedno z najważniejszych starożytnego Egiptu, stolica w czasach Średniego (XI dynastia) i Nowego Państwa (od XVII dynastii), obecnie miejsce wielu bardzo wielu zabytków (świątynie Karnaku i Luksoru, Dolina Królów).
69 Eug?ne Silvain (1851-1930) - wybitny aktor francuski, członek Comédie Française w latach 1878-1928, odnosił wielkie sukcesy; Comédie Française - francuski teatr narodowy, z siedzibą w Paryżu od roku 1680, kontynuator trupy Moliera, ma własny zespół aktorski, który nim kieruje, najstarszy działający nieprzerwanie teatr świata.
70 Félix Faure (1841-1899) - polityk francuski, prezydent Francji w latach 1895-1899, uchodził za znakomitego oratora.
71 Stewa przednia (dziobnica) - belka stanowiąca przedłużenie stępki, łącząca obie burty statku i tworząca zakończenie jego dziobu.
72 Półksiężyc Izydowy - dawne błędne określenie występujących na egipskich wizerunkach bogini rozchodzących się krowich rogów wieńczących głowę Izydy, pomiędzy którymi znajdowała się tarcza słoneczna.
73 Rasa - w XIX wieku słowo rasa miała szersze pojęcie niż obecnie, zwykle nie łączyło się z rasizmem w dzisiejszym rozumieniu, określało ludzi nie tylko o odmiennym kolorze skóry, ale także różniących się językiem, kulturą, zwyczajami, wyglądem.
74 Djebel-Gzam - nazwa nieznana, po arabsku Djebel to "góra".
75 105 pułk piechoty - utworzony w roku 1791 w miejsce Pułku Królewskiego, walczył w wojnach napoleońskich, podczas oblężenia Paryża w roku 1872, od roku 1875 stacjonował w Saint-Étienne, od 1890 w Lyonie, później walki w I i II wojnie światowej.
76 Brasseur - nazwisko sceniczne używane przez sławnego aktora francuskiego i dyrektora teatrów Julesa Brasseura (1829-1890) oraz jego potomków, także aktorów.
77 Narkotyk - autor użył tu tego słowa w dawnym znaczeniu, środka odurzającego, oszałamiającego, usypiającego, niekoniecznie uzależniającego.
78 Trawers - kierunek prostopadły do płaszczyzny symetrii statku.
79 Bryg - dwumasztowy żaglowiec z żaglami rejowymi; wcześniej autor nazwał jednak "Faraona" statkiem parowym (steamer), a nie żaglowym.
80 Trzydzieści osiem milionów - ludność Francji osiągnęła 38 milionów około roku 1874, a 39 milionów w roku 1902.
81 Syderalny - gwiezdny, gwiazdowy, syderyczny.
82 Gwiazdozbiór Centaura - duża konstelacja widoczna w pasie tropikalnym i na półkuli południowej, znajduje się w niej alfa Centauri, gwiazda najbliższa Słońca.
83 Cicerone (wł.) - osoba zajmująca się oprowadzaniem turystów, zwłaszcza we Włoszech, po włosku "mały Cyceron", od najsłynniejszego mówcy rzymskiego; przewodnik.
84 Rocking-chairs (ang.) - fotele bujane, na statkach także fotele lub krzesła podwieszane z sufitu, umożliwiające siedzenie podczas kołysania.