Rozdział 2
Maria
Maria czuła ciepło bijące od kamiennych schodków, na których przysiadła, notując coś w swoim zeszycie. Szybko przesuwała ołówkiem po papierze, zapisując przepis na nową kanapkę. Wśród składników były jabłka, kurczak i marynowana czerwona cebula. Rozejrzała się wokół, zastanawiając się, czy mogłaby jeszcze udoskonalić tę potrawę. W pewnym momencie jej wzrok spoczął na placu zabaw, który znajdował się blisko jej dzielnicy domków szeregowych. Nieopodal państwowa flaga łopotała na maszcie. Widocznie któreś z dzieci miało urodziny i wszyscy świętowali tę uroczystość na zewnątrz. Maluchy z zapałem ukrywały się za niskim ogrodzeniem i drewnianymi zjeżdżalniami, bawiąc się w chowanego.
Spojrzała na swoją komórkę i po chwili zawahania weszła na stronę Domu Aukcyjnego. Czuła dziwny niepokój, który delikatnym mrowieniem obejmował różne części jej ciała. By jakoś się uspokoić, rysowała małe kawałki czerwonej cebuli na zapisanej wcześniej kartce. Być może kurs dla wielbicieli antyków to było właśnie to, czego od dawna szukała. Na chwilę przeniosła wzrok z notatnika z powrotem na komórkę. W planie szkolenia było dziesięć spotkań, w których trakcie uczestnicy poznawali najprzeróżniejsze dzieła sztuki, począwszy od tych z epoki renesansu, a skończywszy na dziewiętnastowiecznych antykach. Na pewno spotkałaby tam interesujące osoby. Chociaż czy naprawdę miała na to ochotę?
Prawdziwym powodem, dla którego zdecydowała się na naukę, była chęć odbudowania relacji z Martinem. Może kurs sprawiłby, że na nowo zbliżyliby się do siebie? Przynajmniej mieliby wspólne tematy do rozmów. Nie była jednak co do tego przekonana. Czy kiedykolwiek odważy się powiedzieć mu, co naprawdę czuje? Ekscytacja połączona z niepokojem nagle przekształciła się w panikę, która ogarnęła całe jej ciało. Nerwowo drapiąc się po głowie, poprawiła fryzurę. Na próżno przeszukała kieszenie w poszukiwaniu jakiejś opaski.
W końcu nie wiedząc, co ma zrobić z rękami, narysowała znak dodawania po jednej stronie kartki, a symbol odejmowania po drugiej. Szybko stworzyła tabelę i zatytułowała ją jednym słowem: "związek". Przerwała na chwilę, by móc się spokojnie zastanowić. Jak właściwie miałaby przedstawić pozytywne i negatywne strony swojej relacji z Martinem? Co tak naprawdę czuła? I czy kurs dla wielbicieli antyków mógł tu cokolwiek zmienić? Cena szkolenia była dość wysoka. Na pewno Martin bardzo by na to narzekał. Z drugiej strony jednak oboje interesowali się starymi przedmiotami, a ona, przy odrobinie szczęścia, poznałaby ludzi, którzy wprowadziliby ją w świat sztuki. Mogłaby stać się kimś innym!
Ale to nie był najlepszy czas na ucieczkę od rzeczywistości. Musiała wziąć się w garść i w końcu porozmawiać z Martinem na poważne tematy. To mogło zaważyć na ich wspólnej przyszłości. Przez ostatnie lata oddalali się od siebie. Zamiast szczerze porozmawiać, informowali się jedynie o najważniejszych sprawach. Nie żyli ze sobą, tylko obok siebie, co prowadziło do wielu nieporozumień. Znów podrapała się po głowie. Uczucie swędzenia ewidentnie nie chciało dać za wygraną.
Ponownie skupiła swoją uwagę na kartce papieru. Jakie były zalety tego związku? W końcu wpisała w tabelę słowo "finanse". Nie było luksusu, ale z pewnością żyło się im w miarę dostatnio. Nie mogąc się jednak zdecydować, czy ten aspekt życia jej do końca odpowiada, skreśliła to hasło. Następnie dopisała do plusów słowa: "rodzina" i "bezpieczeństwo". Ale czy dzieci mogły być szczęśliwe, gdy między rodzicami się nie układało? Za wady uznała brak szacunku, komunikacji i poczucia wolności.
Westchnęła ciężko. Trzeba było działać od razu. Już wielokrotnie próbowała rozmawiać z Martinem, ale do niczego sensownego nie doszli. Siedząc teraz na schodach, postanowiła, że nie będzie wszczynać kolejnej awantury i podejdzie do sprawy spokojnie. Wstała, delikatnie chwiejąc się na nogach, po czym ukryła wystające ramiączko stanika pod koszulką. Wzięła głęboki oddech, otworzyła drzwi i weszła do środka.
Poczuła pod stopami chłodne, kamienne płytki w przedpokoju. Odczekała krótką chwilę, by przyzwyczaić oczy do półmroku panującego w pomieszczeniu. Następnie wolnym krokiem ruszyła w stronę salonu. Zasłony w pokoju były zaciągnięte, aby popołudniowe promienie słoneczne nie dostawały się do środka i nie przeszkadzały w oglądaniu telewizji. Nikt jednak nie siedział przed telewizorem. Maria wzięła do ręki pilota i włączyła odbiornik. Odsłoniła trochę jedną z zasłon, aby upewnić się, że dzieci nie wracają jeszcze do domu.
Plac zabaw nieustannie przyciągał jej wzrok. Musiała złapać się mocno ramy okiennej, aby opanować impuls i nie uciec na zewnątrz. Naprawdę bardzo tego pragnęła. Jak właściwie miała mu o tym powiedzieć? Podejmowała już wiele prób, ale zawsze brakowało jej odwagi, a do tego nie była w stanie do końca nad sobą zapanować. Martin w takich sytuacjach czuł się przyparty do muru i zwykle próba dogadania się kończyła się kłótnią.
Ale dlaczego to zawsze ona musiała inicjować te rozmowy? On przecież też mógł to zrobić. Ale wtedy z pewnością do niczego by nie doszli. Maria spróbowała uspokoić oddech, aby poczuć się trochę pewniej. Do pewnego stopnia jej się to nawet udało. Najważniejsze to panować nad swoimi emocjami. Sama do siebie pokiwała głową. Z Martinem niestety nie było ostatnio łatwo.
Jej mąż siedział teraz na krańcu kanapy, którą kupili w zeszłym roku za pieniądze odłożone na czarną godzinę. Maria podeszła do jednego z foteli i położyła na nim poduszkę, jednocześnie poprawiając kapę, którą sama uszyła.
- Dobrze mi wyszła ta narzuta - zagaiła rozmowę - praktycznie nie widać na niej śladów zużycia.
Nie doczekała się jednak reakcji ze strony męża i znów poczuła uporczywe swędzenie w okolicach głowy. W końcu usiadła na drugim końcu sofy. Dzielił ich ocean niewypowiedzianych pretensji, których żadne z nich nie odważyłoby się wyartykułować ze strachu przed wywołaniem kolejnej awantury. Maria po omacku sięgnęła ręką w poszukiwaniu pilota, chcąc użyć go jako narzędzia, które w cudowny sposób miałoby naprawić ich związek.
Gdy niebieski ekran telewizora nie przyniósł jej ukojenia, spróbowała przeczytać coś w swoim notesie, ale jej myśli od razu popędziły w innym kierunku. W końcu odwróciła wzrok w stronę mężczyzny, który był zajęty przeglądaniem stron internetowych na swoim telefonie. Wyraz jego twarzy zmieniał się w zależności od tego, czy znajdował interesujące go tematy. Nie mogła już dalej unikać tej rozmowy. Zbyt długo czekała na właściwy moment, ale ten nigdy nie nadszedł. Postanowiła, że właśnie teraz weźmie byka za rogi. W przeciwnym razie nigdy nie rozwieje trapiących ją wątpliwości. Przeszyły ją ciarki. Zebrała się na odwagę i przerwała ciszę.
- Będziemy tylko tak siedzieć i gapić się na siebie? Już nigdy nie będziemy ze sobą rozmawiać? - Maria mówiła coraz głośniej.
- Co?
Szybko podniósł głowę i spojrzał na nią.
- Masz coś na ustach.
Przesunęła palcami po wargach. Coś musiało się do nich przykleić. Był to żółty kawałek ołówka. Głośno westchnęła, chcąc zakończyć dopiero co rozpoczętą tyradę. W tym momencie stwierdziła jednak, że musi to zrobić teraz i nie ma już odwrotu. Znów poczuła dziwne mrowienie w okolicach ramion. Złapała za róg kanapy i na chwilę zamknęła oczy.
- Dlaczego już ze sobą nie rozmawiamy? Nie masz czasem ochoty zamienić ze mną choć kilku zdań?
Maria przeszyła męża badawczym wzrokiem.
- Czy już nigdy nie zrobimy niczego razem? Może wtedy zaczęlibyśmy się ze sobą lepiej komunikować. Tak jak dawniej.
Palce zbielały jej od ściskania sofy.
- Co?
Martin wiercił się wyraźnie zakłopotany. Jego oczy ponownie powędrowały w stronę telefonu.
- Poczekaj, mam tutaj teraz coś ważnego do załatwienia. Czy nie możemy wrócić do tego tematu innym razem?
- Nigdy nie będzie lepszego momentu, zawsze jest to samo. Co jest ważniejsze ode mnie i wymaga twojej natychmiastowej reakcji?
Nagle uzmysłowiła sobie, że już sam ton wypowiedzi zdradzał jej irytację.. Dlaczego nie mogła trzymać swych emocji na wodzy? Nie tak miało to wyglądać. Martin od razu przyjął postawę defensywną.
- To nie ma z tobą nic wspólnego. Jeśli będę miał ochotę sprawdzić coś w komórce, to zrobię to i nie życzę sobie, żebyś na mnie naskakiwała z tego powodu.
Oderwał wzrok od ekranu telefonu i nawet nie mrugnąwszy, utkwił spojrzenie w Marii.
- Gdybyś tylko posłuchała siebie samej, wiedziałabyś, jak to brzmi. Myślisz, że twój ton zachęca do jakiekolwiek rozmowy?
Ponownie zaczął przeglądać strony, nie zwracając dalszej uwagi na siedzącą obok żonę. Maria kilkakrotnie przeczesała włosy palcami. W końcu zajrzała mu przez ramię, zaciekawiona. Czytał coś o koncercie KSMB, który miał się odbyć niedaleko miejsca, w którym mieszkali, prawdopodobnie w Malmö.
- Uważasz więc, że twój stary punkowy zespół jest ważniejszy niż rozmowa ze mną?
Teraz poczuła, że swędzi ją skóra już na całym ciele. Próbowała uspokoić oddech, patrząc na półkę z książkami i pragnąc przypomnieć sobie ich treść, ale szybko straciła do tego cierpliwość.
- W naszym życiu nie dzieje się już nic ciekawego. Może gdybyśmy mieli jakąś wspólną pasję, byłoby lepiej. Pieniędzy starcza nam tylko na podstawowe potrzeby.
- Staram się, jak mogę, ale sama wiesz, że nie mam lekko w pracy. Cały czas kogoś zwalniają. Powinniśmy się cieszyć, że tak długo udało mi się tam utrzymać.
Wytarł telefon o spodnie, zmieniając pozycję na sofie.
- Może byłoby lepiej, gdybyś poszukał sobie innego zajęcia, a nie czekał, aż ktoś wręczy ci wypowiedzenie. Naprawdę potrzebujemy trochę więcej pieniędzy, żeby móc godnie żyć.
- Jeśli chodzi ci tylko o kasę, to ja mam już dość. Nie mam siły ciągle się z tobą użerać.
Słowa Martina bardzo ją ubodły.
- Nie, tu nie chodzi tylko o kwestie finansowe.
Ta wymiana zdań przebiegła zupełnie inaczej, niż to sobie wcześniej zaplanowała. Wciąż popełniała te same błędy. Kiedy ostatni raz udało im się zamienić ze sobą choć parę słów w spokojnej i miłej atmosferze? Gdyby tylko umiała jakoś do niego dotrzeć, wszystko od razu stałoby się łatwiejsze. Martin zmienił się nie do poznania i nie wiedziała już, jak ma z nim teraz postępować. Czasami w ogóle nie poznawała swojego męża.
- Zapewne teraz wyliczysz wszystkie moje wady... jak zwykle. Zawsze zaczynasz od narzekania na brak kasy, a potem skupiasz się na mnie.
- Wiesz, wydaje mi się, że już nic nas nie łączy z wyjątkiem dzieci, a to dla mnie jest zdecydowanie za mało. Powinniśmy wreszcie zrobić coś wspólnie, coś, co będzie interesujące i przyjemne.
- Ale po co?
Martin poruszył się nerwowo.
Maria westchnęła.
- Nie chcę, aby każde z nas siedziało na swoim kawałku sofy za piętnaście lat, kiedy dzieci już opuszczą dom. I nie będę potem ukrywać sama przed sobą, że w ogóle nie rozmawiamy o tym, co dla nas ważne, o rzeczach, z których składa się nasze życie. A to wszystko dlatego, że tak naprawdę nic nas już nie będzie łączyć. Trzeba włożyć trochę pracy w ten związek, aby uniknąć takiej sytuacji w przyszłości. Mam zatem propozycję.
- Chcesz się rozwieść? O to ci chodzi?
Martin wstał, przy czym upuścił telefon na dywan. Podniósł go, sprawdził, czy ekran jest cały, i odetchnął z ulgą.
- Co? Nie, ty w ogóle nie słuchasz tego, co do ciebie mówię. Jeśli się nie postaramy, to będziemy żyć obok siebie, w dwóch odrębnych światach, a to jest dla mnie tragedia.
Powoli zaczynała mieć już dość tej konwersacji. Ciężko jej się było wysłowić i przekazać to, co tak naprawdę chciała powiedzieć. On bynajmniej nie pomagał.
- Co powiedziałaś? - dopytywał Martin, ewidentnie chcąc jak najszybciej powrócić do swojej lektury.
- Czy możesz choć na chwilę zostawić ten telefon?
Posłusznie położył smartfon na stole, a ten niemal natychmiast zaczął wibrować. Szybko wziął go z powrotem do ręki i zaczął coś sprawdzać. Następnie wyraźnie się zmitygował i ponownie go odłożył.
- Zadowolona? - powiedział z ironią w głosie, patrząc na nią z wyrzutem.
Zignorowała zarówno jego komentarz, jak i wrogie spojrzenie.
- Myślę, że powinniśmy zapisać się razem na jakiś ciekawy kurs. To będzie nasza odskocznia. Oboje lubimy renowacje i antyki. Podobają nam się stare przedmioty, jeździliśmy kiedyś na targi staroci i małe aukcje.
- Tak?
W jego oczach pojawił się cień zainteresowania.
- Dom Aukcyjny w Skanii organizuje kurs dla wielbicieli antyków. Spotkania będą się odbywać raz w tygodniu przez ponad dwa miesiące. Poznamy style, w jakich wykonywano kiedyś meble, oraz ich konkretne przykłady wraz z cenami.
Może jednak była dla nich jakaś nadzieja.
- Kto wie, może mamy coś cennego w domu, a nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy. Pewnie spotkamy tam wiele fajnych osób. Będzie świetnie, zobaczysz! Popatrz na szczegóły.
Pokazała mu opis kursu widniejący na stronie Domu Aukcyjnego.
- Ile to kosztuje?
- 3150 koron za osobę.
- Przecież musimy kupić suszarkę do ubrań.
- Dobra, jak myślisz, co będzie tańsze: terapia dla par czy kurs dla wielbicieli antyków? Co wolisz? Przecież jakoś sobie radzimy bez suszarki, odkąd stara się zepsuła. Ten zakup może poczekać.
- Ręczniki i prześcieradła są bardzo szorstkie, gdy schną na powietrzu.
Na czole Martina zaczęły się pojawiać małe kropelki potu. Było widać, że się denerwuje.
- Czy musimy uciekać się do takich sposobów? Nie jest dobrze tak, jak jest? Jak się ma dzieci, to życie tak wygląda. Pomyślimy o kursie, jak dzieciaki trochę podrosną. Czy wciąż musimy wałkować ten temat?
Ślady potu pojawiły się teraz na całym jego ciele.
- To mnie nie bawi. Ile lat będę jeszcze czekać, by między nami było lepiej? Próbuję jedynie naprawić nasz związek, zanim będzie za późno. Pytam więc ostatni raz: terapia dla par czy kurs dla wielbicieli antyków? I wcale nie chodzi mi o rozwód.
- W takim razie kurs chyba będzie lepszy.
Martin westchnął.
Jego niechęć sprawiła jej ból, ale mimo trudności osiągnęła swój cel.
- Ale to ty nas tam zapiszesz.