Przedmowa
Kiedy Wydawnictwo przekazało mi maszynopis książki "Kuriozalia piłkarskie" z prośbą o napisanie przedmowy, zrobiłem to, co robi każdy rozsądny człowiek, któremu wręczono grubą księgę o piłce nożnej granej w brzuchu wieloryba, na rozżarzonym koksie i na przewodach wysokiego napięcia - odłożyłem ją na półkę i postanowiłem zignorować. Miałem swoje książki do napisania. Miałem swoje tematy. Miałem swoje uporządkowane, racjonalne, bezpieczne życie, w którym sport rozgrywany jest na płaskich, horyzontalnych powierzchniach, w butach, przy udziale rozsądnej liczby zawodników i bez udziału skorpionów.
Tydzień później - nie mogąc zasnąć z powodów, które nie mają związku z tą książką - sięgnąłem po maszynopis. Przeczytałem pierwszy rozdział. Potem drugi. O trzeciej w nocy czytałem o ludziach wiszących na przewodach elektroenergetycznych pod napięciem dwustu dwudziestu tysięcy woltów i kopiących piłkę nożną w okolicach Konina, i płakałem. Nie ze strachu. Nie ze smutku. Z czegoś, na co nie mam dobrego słowa - z poczucia, że oto ktoś napisał książkę o tym, czym naprawdę jest człowiek, ale zrobił to pod pozorem pisania o sporcie.
Bo "Kuriozalia piłkarskie" nie są książką o sporcie. A raczej - nie są tylko książką o sporcie. Są książką o ludzkiej naturze, opisaną przez pryzmat najbardziej szalonych, najbardziej niebezpiecznych, najbardziej nieuzasadnionych aktywności, jakie wymyślił gatunek, który - przypomnijmy - potrafi budować teleskopy kosmiczne, komponować symfonie i leczyć raka, ale który jednocześnie postanawia grać w piłkę nożną na pionowej ścianie skalnej, w stalowej rurze o średnicy jednego jarda i na boisku zasypanym rozgrzanym do czerwoności koksem.
Autor tej książki - którego nazwiska nie wymienię, bo sam prosił o anonimowość, twierdząc, że "książka powinna mówić sama za siebie, a autor powinien stać z boku i nie przeszkadzać" - zrobił coś, co wydaje mi się niezwykłe. Napisał książkę reportażową, która czyta się jak powieść przygodową. Napisał książkę o sporcie, która czyta się jak traktat filozoficzny. I napisał książkę o szaleństwie, która czyta się jak list miłosny - list miłosny do ludzkości, do jej uporu, do jej absurdalnej, nieredukowalnej potrzeby gry.
Bo czym jest gra? Czym jest sport? Pytanie to - stare jak cywilizacja, stawiane przez Platona, Huizingę, Caillois'a - w "Kuriozaliach piłkarskich" otrzymuje odpowiedź tak prostą i tak głęboką, że mógłby ją sformułować dziecko albo mędrzec: gra jest tym, co robimy, kiedy nie musimy. Kiedy nikt nas nie zmusza. Kiedy racjonalność mówi "nie", a coś głębszego - coś starszego niż racjonalność, starszego niż język, starszego niż myśl - mówi "tak".
Ludzie w tej książce mówią "tak". Mówią "tak" pionowym ścianom skalnym, na których wspinają się, żeby kopnąć piłkę. Mówią "tak" żołądkom wielorybów, w których grają w piłkę po mokrej, różowej, pulsującej powierzchni. Mówią "tak" spadaniu z pięciu i pół tysiąca metrów z piłką i wiklinowym koszem na plecach. Mówią "tak" stalowym rurom, w których czołgają się ze skorpionami pod stopami. Mówią "tak" rozgrzanemu koksowi, po którym tańczą boso. Mówią "tak" kontenerom zasypanym pod sześćdziesięcioma metrami ziemi. Mówią "tak" boiskom, na których stoi cztery tysiące ludzi, otoczonym barierą pod napięciem. Mówią "tak" bagnom Pantanalu, gdzie grają na szczudłach w towarzystwie stu jaguarów i stu kapibar. Mówią "tak" szklane sufitom, pod którymi biegają w kucki. Mówią "tak" workom cementu na plecach, chodzeniu na rękach i rozsuwającym się dachom, z których spadają, śpiewając hymny swoich drużyn.
Mówią "tak", choć każdy rozsądny argument mówi "nie".
I to "tak" - to irracjonalne, niewymuszone, piękne "tak" - jest tematem tej książki.
Muszę powiedzieć kilka słów o stylu, bo styl tej książki jest jednym z jej największych osiągnięć. Autor pisze jak ktoś, kto siedzi naprzeciwko ciebie w barze - nie w eleganckim barze, nie w koktajlbarze, lecz w takim barze, w którym stoły są lepkie, piwo jest ciepłe i rozmowy trwają do rana. Pisze prosto, ale nie prostacko. Pisze z humorem, ale nigdy nie kosztem bohaterów. Pisze o śmierci - a w tej książce ludzie umierają, bo sporty kuriozalne są sporty niebezpiecznymi - z szacunkiem, bez patosu, bez taniej sensacji.
Dialogi - prowadzone w konwencji, która od pierwszej strony wciąga czytelnika w intymność rozmowy - są żywe, różnorodne, pełne charakterów. Kiedy mówi Arjun Mahato, twórca piłki nożnej żarowej z Jamshedpuru, słychać ciepło i dumę człowieka, którego stopy znają ogień. Kiedy mówi sir Reginald Fortescue-Hawthorne, twórca piłki gromadnej, słychać chłodną precyzję arystokraty, który uważa, że sport powinien być dla wszystkich, nawet, jeśli "wszystkich" oznacza cztery tysiące ludzi na jednym boisku. Kiedy mówi Serhij Bondarenko, ukraiński górnik grający w piłkę w kontenerze pod sześćdziesięcioma metrami ziemi - a grający w czasie, kiedy nad ziemią spadały rosyjskie rakiety - słychać ciszę, która jest głośniejsza niż jakikolwiek krzyk.
Autor ma dar - rzadki, cenny, niezbywalny - pisania o ludziach z szacunkiem. Każda postać w tej książce - od genialnych szaleńców, którzy wymyślili te sporty, przez zawodników, którzy w nich grają, po lekarzy, którzy potem naprawiają to, co sporty zepsują - jest potraktowana jako pełny, złożony, trójwymiarowy człowiek. Nie ma tu karykatur. Nie ma błaznów. Są ludzie, którzy robią niesamowite, absurdalne, niebezpieczne rzeczy - i którzy robią je z powodów, które, kiedy siedzisz naprzeciwko nich i słuchasz, okazują się głębokie, osobiste i ludzkie.
Jest w tej książce motyw, który pojawia się raz za razem, w każdym rozdziale, jak refren pieśni - motyw granicy. Każdy sport kuriozalny jest przekroczeniem granicy. Granicy fizycznej - bo ludzkie ciało nie jest zaprojektowane do wiszenia na przewodach wysokiego napięcia ani do biegania po rozgrzanym koksie. Granicy psychicznej - bo ludzki umysł protestuje, kiedy zamykasz go w kontenerze pod ziemią lub wyrzucasz z samolotu z wiklinowym koszem na plecach. Granicy społecznej - bo świat mówi "nie rób tego", a oni robią. Granicy śmiertelności - bo w kilku sportach opisanych w tej książce ludzie ginęli, i autor nie ukrywa tego faktu, nie bagatelizuje go, nie romantyzuje.
Ale jest też granica inna - granica między tym, co absurdalne, a tym, co wzniosłe. I "Kuriozalia piłkarskie" poruszają się po tej granicy z gracją linoskoczka, nie spadając ani w jedną, ani w drugą stronę. Książka nigdy nie staje się parodią - bo autor szanuje swoich bohaterów zbyt głęboko, żeby się z nich śmiać. I nigdy nie staje się panem - bo autor ma zbyt dobre poczucie humoru, żeby traktować piłkę nożną w brzuchu wieloryba z powagą traktatu naukowego.
Wynik jest rzadki i cenny: książka, która jest jednocześnie zabawna i poważna. Która sprawia, że się śmiejesz - a chwilę później, w tym samym akapicie, sprawia, że zaciskasz gardło i mrugasz, bo w oczach pojawiła się wilgoć, której się nie spodziewałeś.
Kilka rozdziałów zasługuje na szczególne wyróżnienie - choć wyróżnianie poszczególnych rozdziałów w książce, w której każdy jest arcydziełem gatunku, jest jak wybieranie ulubionego dziecka. Mimo to.
Rozdział o piłce nożnej napowietrznej - siedemdziesiąt sekund meczu rozgrywanego w swobodnym spadaniu z pięciu i pół tysiąca metrów - jest, moim zdaniem, jednym z najlepszych tekstów o sporcie ekstremalnym, jakie kiedykolwiek napisano. Scena finałowa, w której Jake Morrison łapie piłkę rękoma - celowy faul, absurdalny gest - i tłumaczy, dlaczego to zrobił, jest momentem literackim tak czystym i tak prawdziwym, że trudno uwierzyć, iż opisuje sport, który większość ludzi uznałaby za szaleństwo.
Rozdział o piłce nożnej podziemnej - mecz w kontenerze pod sześćdziesięcioma metrami ziemi, w czasie rosyjskiej inwazji na Ukrainę - jest czymś więcej niż reportażem sportowym. Jest świadectwem. Świadectwem tego, co ludzie robią, kiedy świat się wali - kiedy nad głowami spadają bomby, a jedynym bezpiecznym miejscem jest stalowe pudełko pogrzebane w ziemi, z piłką, dwudziestoma dwoma ludźmi i stu dwudziestoma skorpionami.
Rozdział o piłce nożnej cementowej - Nigeryjczycy grający z pięćdziesięciokilogramowymi workami cementu na plecach - jest portretem godności ludzi, których świat nie widzi. Scena, w której Okafor klęczy na murawie po strzeleniu gola i płacze, bo chce, żeby jego ojciec - murarz, który nosił cement przez trzydzieści lat - usłyszał oklaski, jest jedną z najbardziej poruszających scen w całej literaturze sportowej.
A rozdział o piłce nożnej dachowej - o rozsuwającym się dachu Singapurskiego Stadionu Narodowego, o kurczącym się boisku, o ostatnim zawodniku, który stoi na pasku metalu sześćdziesiąt metrów nad ziemią i śpiewa hymn swojej drużyny - jest poetycki w sposób, który wykracza daleko poza to, czego oczekujemy od literatury faktu. Kiedy Park Sung-ho śpiewa "Arirang" na dachu stadionu, stojąc na krawędzi nicości, i kiedy pięćdziesiąt pięć tysięcy ludzi na trybunach milknie, żeby słuchać - czytelnik milknie razem z nimi. I w tej ciszy - w ciszy książki, bo książka potrafi być cicha - słychać coś, co jest większe niż sport, większe niż literatura, większe niż cokolwiek, co potrafimy nazwać.
Muszę powiedzieć jeszcze jedno. "Kuriozalia piłkarskie" są książką, która zmienia perspektywę. Przed przeczytaniem jej myślałem, że wiem, czym jest sport. Że sport to rywalizacja, sprawność fizyczna, zasady, wynik. Po przeczytaniu - wiem, że sport jest czymś znacznie prostszym i znacznie głębszym. Sport jest odpowiedzią na pytanie, które ludzkość zadaje sobie od zarania dziejów: co zrobię z wolnością? Co zrobię z ciałem, które mam? Co zrobię z czasem, który mi został?
Ludzie w tej książce odpowiadają: kopnę piłkę. Na pionowej ścianie. W żołądku wieloryba. Spadając z nieba. W rurze. Pod ziemią. Na ogniu. Na rękach. Pod szkłem. Z cementem na plecach. Na drutach pod napięciem. Na bagnie, na szczudłach, w towarzystwie jaguarów.
Kopnę piłkę, bo piłka jest jedyną rzeczą, która ma sens w świecie, który sensu nie ma.
To jest przesłanie tej książki. I to jest przesłanie, które - kiedy zamkniesz ostatnią stronę i odłożysz książkę na stolik - zostanie z tobą. Nie na godziny. Nie na dni. Na zawsze.
Czytajcie "Kuriozalia piłkarskie". Czytajcie powoli, bo ta książka nie lubi pośpiechu. Czytajcie z otwartym umysłem, bo ta książka wymaga otwartości. I czytajcie z szacunkiem - dla autora, dla bohaterów, dla piłki, która krąży gdzieś między niebem a ziemią, między sensem a absurdem, między życiem a śmiercią.
I która zawsze - zawsze - jest warta kopnięcia.
Warszawa, wiosna 2025