ROZDZIAŁ 3
Let's get back to bed, boy (yeah)
Let's get back to bed, boy (give it up)
W mieszkaniu rozbrzmiewały słowa popularnej niegdyś piosenki Sarah Connor. Zgodnie z pierwszymi sekundami teledysku wanna wypełniona była białą pianą, a ustawione wokoło niej świece zapachowe o woni wanilii tworzyły klimatyczny kordon zachęcający do chwili relaksu. Bambusowa rozkładana półka kąpielowa na kieliszki i przekąski uginała się pod ciężarem szkarłatnego włoskiego wina Primitivo z regionu Apulia. Obok piętrzyły się słone przekąski, a pośrodku na krześle stał zwrócony do wanny laptop z otwartą platformą streamingową z filmami. Reżyser tego wydarzenia pomyślał o wszystkim, nawet o tym, by rolę lodówki na alkohol przejął tymczasowo zlew wypełniony zimną wodą. Parujące od temperatury lustra obwieszczały, że kąpiel jest już gotowa.
- Czy ty masz coś na sumieniu? - Natalia uśmiechnęła się i zrzuciła z siebie bluzkę na łóżko w sypialni.
- A muszę, żeby sprawiać ci radość? - Marcin odpowiedział uśmiechem, modyfikując w telefonie listę przebojów, które stanowić miały tło wspólnego relaksu.
Wiedział, że umieszczenie na niej kilku włoskich szlagierów z lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych wydatnie zwiększa szansę na upojną noc. Wartość artystyczna tych przebojów odbieranych przez Włochów tak jak przez nas disco polo nie miała znaczenia, liczył się sentyment i rytm.
- Im bardziej mi się podobasz, tym mniej ci wierzę - szepnęła, wpatrując się w swojego mężczyznę, który krzątał się, pokonując drogę między kuchnią a łazienką niezliczone razy niczym mrówka ciągnąca do zostawionego nieopatrznie owocu.
- Pakuj się do wanny i nie filozofuj - skwitował, wykonując zapraszający gest dłonią.
Dziewczyna zdjęła bieliznę i sprawdziwszy najpierw stopą temperaturę wody, zanurzyła się w białej pianie. Chwilę potem dołączył do niej Marcin, zajmując pozycję tuż za jej plecami. Rozprowadził na dłoniach oliwkę i zaczął masować jej szyję i ramiona. Czuł, jak powoli się rozluźnia, a spięcie mięśni ustępuje. Jego ręce wędrowały po całym jej ciele, wprawiając partnerkę w coraz lepszy nastrój.
- Masz wybrany jakiś film? - zapytała, przeglądając platformę. Nagle jej wzrok padł na kategorię "kontynuuj oglądanie". - Co to jest?! - Palec dziewczyny zastygł na jednej z pozycji.
- Nic takiego. - Kryminolog podrapał się po głowie.
- Pierniczek okrutniczek, horror, czarna komedia z oceną widzów trzy, przecinek cztery na dziesięć? Zawsze się zastanawiałam, kto traci czas na takie badziewie, nie sądziłam, że znajdę się w jednej wannie z fanem tego gatunku. Podaj mi, proszę, choć jeden powód, dla którego marnujesz życie na taką szmirę.
- Reżyser nie przejmuje się widzami, więc ich wrażliwość i oczekiwania nie ograniczają jego artystycznej kreacji. Może dać upust swojej nieskrępowanej fantazji - odparł filozoficznym tonem.
- Artystycznej, co? Przeczytam ci kawałek opisu: "Zły, a zarazem uroczy Piernikowy Ludzik ożywa, przyjmując duszę straconego na krześle zabójcy"2. - Jej głowa chodziła na boki z niedowierzania.
- Czasami zdarzają się istne perełki, kojarzysz może Atak krwiożerczych donatów? - Powaga w jego głosie kontrastowała z tematem.
Natalia nie wytrzymała i parsknęła śmiechem.
- Moja matka zawsze uważała, że rolą kobiety jest ochrona wizerunku swojego mężczyzny. Twojego nie da się uratować, chyba że ten sekret pozostanie tylko między nami.
- Umowa stoi, pinky swear? - zapytał, wystawiając mały palec.
- Odnoszę wrażenie, że masz więcej sekretów i nie wszystkie są takie słodkie. - Kąciki jej ust nieco się obniżyły.
- Co masz na myśli?
- Kiedy zamierzasz mi powiedzieć? - Dłonie kryminologa zatrzymały się w okolicach talii dziewczyny. Już miał odpowiedzieć, gdy z jej ust padło kolejne zdanie: - Przemyśl następne słowa.
- Wychodzi w przyszłym tygodniu, zdaje się w poniedziałek - mruknął, sięgając po kieliszek i wręczając go Natalii.
Sam chwycił za drugi, w którym zamiast wina znajdował się sok porzeczkowy w kolorze nie do odróżnienia od szkarłatnego trunku, jaki sączyła dziewczyna.
- Kiedy się dowiedziałeś?
- Jakoś wczoraj nad ranem. To przesłuchanie?
- Dlaczego tak uważasz? - odpowiedziała pytaniem na pytanie.
- Bo tak się czuję, jakbym zrobił coś złego.
- Przepraszam, źle to odbierasz. Jak byłeś w pracy, zadzwoniła Elżbieta i mnie o tym poinformowała. Przyznam, że jej szczebioczący ton trochę mnie zagrzał. Zachowuje się jak nastolatka, jakby żyła w innym uniwersum.
- Wiesz, myślę, że tak właśnie jest. Rozmawialiśmy o tym wielokrotnie. Kiedy wszystko się działo, jej los wisiał na włosku, a gdy zaczęła dochodzić do siebie i odzyskała świadomość, to człowiek, który załatwił jej leczenie, trafił za kratki.
- Zostawmy mamę, nie chce mi się o niej teraz gadać.
- Za to o Bogusławie jak najbardziej? - zapytał z wyczuwalną irytacją w głosie.
Natalia znieruchomiała na chwilę, wstała, podniosła półkę kąpielową i ułożyła się naprzeciwko Kocha, by móc go widzieć. Zapowiadało się na dłuższą rozmowę kosztem komedii romantycznej.
- Po prostu nie potrafię zrozumieć, jak to możliwe, że ktoś, kto pracował dla kartelu i niemalże wytruł pół miasta, wychodzi po trzech latach z pudła. - Westchnęła, biorąc solidny łyk wina.
- Tyle razy już o tym rozmawialiśmy.
- To daj mi odpowiedź jako kryminolog, dlaczego go puścili! Chyba nie tylko za dobre sprawowanie i laurki od szefa tego burdelu? - W jej oczach widać było rosnącą złość.
- Porozmawiamy, jak się uspokoisz. - Koch wymierzył w nią dyscyplinujące spojrzenie.
Wiedział doskonale, że jeśli zareaguje od razu, to uniknie roztrząsania problemu na nowo.
- Zgoda - przystała, podstawiając kieliszek po kolejną porcję wina.
- Nagrody i pochwały z pewnością mu nie zaszkodziły, podobnie jak laurki od wychowawcy, psychologa, a zwłaszcza samego dyrektora więzienia. Ważne jest również to, że współpracował z policją i ma status "petki", czyli karanego po raz pierwszy.
Marcin przemilczał, że podczas procesu nie wbił gwoździa do trumny Kleina i nie wskazał go jako bezpośrednio odpowiedzialnego za śmierć ofiar testowanego narkotyku. Ten sekret zachował dla siebie i nie zamierzał się nim dzielić.
- Fakt, tatuś z pewnością był nietypowym więźniem. Sprawdzałam kiedyś statystyki, wiesz, że jest jedynym profesorem obecnie przebywającym za kratami?
- Kiedyś o tym czytałem, białe kołnierzyki i lekarze to najczęstszy bywalcy zakładów karnych w gronie tych najlepiej wykształconych.
- Takich się niechętnie wpycha za kraty, prawda? Jak masz dobrą pozycję społeczną, to się z tobą liczą i kalkulują, czy mogą cię przymknąć. Podobnie jak sprawa tego gościa z Gdańska, nomen omen pseudonim Profesor.
- Mówisz o Ryszardzie Jakubczyku? Prawda, długo się migał i kluczył, ale chyba go ostatecznie posadzili?
- Poczekaj, sprawdzę. - Sięgnęła po komórkę. - Mam, dwadzieścia lat dostał, nawet go nazwali polskim Walterem White'em, od tego bohatera serialu Breaking Bad.
- Czyli w końcu trafił za kraty, widzisz?
- Przeczytam ci, co piszą w uzasadnieniu wyroku z maja dwa tysiące dwudziestego piątego - rzuciła z satysfakcją w głosie. - "Niestety, być może ze szkodą dla polskiej nauki, pan oskarżony Ryszard J. postanowił skanalizować swoje działania już od wielu lat w działalności przestępczej zamiast działać dla dobra polskiej nauki - uzasadniała sędzia Kaczmarek".
- No widzisz? - mruknął kryminolog, a potem wziął łyk soku.
- I tam jakoś dali radę, nie patrząc na to, jak zajebiście sobie radził w nauce. Oskarżał go Jarosław Paluch, ponoć bardzo dobry prokurator, który stanął na głowie, żeby ten pan J. trafił za kraty na długie lata. A mój ojciec nawet we Wronkach gwiazdorzył i odsiedział ułamek tego, co zasądzili Jakubczykowi - żachnęła się Natalia.
- Mam nadzieję, że dobrze wykorzystał ten czas - mruknął pojednawczo Koch.
- Serio w to wierzysz? Myślisz, że robił ozdoby z papieru i startował w konkursach literackich? On niczego nie robi za darmo i we wszystkim ma swój interes. Nawet jeśli w coś się angażował, to dlatego że liczył na łagodniejszą karę i przedterminowe zwolnienie. Wiemy, że owinął sobie wokół palca wszystkich dookoła, poczynając od administracji więziennej, poprzez tego medyka od trupów, nie wspominając Elżbiety, a kończąc na...
- Wiem, co chcesz powiedzieć - przerwał jej.
Milczał chwilę, po czym skierował na nią badawcze spojrzenie.
- Znam ten wzrok, strzelaj.
- Ty chyba także masz mały sekrecik na sumieniu? Mam rację?
- Nie wiem, o czym mówisz - szepnęła, przesuwając stopę po udzie Kocha w kierunku jego klatki piersiowej.
- O tym, że Klein zaliczył jednodniową przepustkę.
- I co z tego? - zapytała i uśmiechając się zalotnie, dotknęła brody Marcina palcami stopy.
- Pamiętasz, jak wydawało mi się, że go widziałem w szpitalu? Zbyłaś mnie, mówiąc, że to nieprawda, że byłem pod wpływem silnych leków. Sprawdziłem daty, pokrywają się... - Zawiesił głos.
- W porządku, kazałam mu wypierdalać i zagroziłam, że wezwę ochronę. - Skierowała wzrok gdzieś ponad jego głową, a jej oczy się zaszkliły.
- Nie chciałaś, żebym...
- Nie chciałam, żebyś znowu sobie ubzdurał, że coś mu zawdzięczasz i jesteś mu coś winien. Nie chciałam, żebyś znowu widział w nim jakiegoś pieprzonego wybawcę, któremu na tobie zależy, nie chciałam wreszcie, żebyś znowu sprowadzał go do naszego życia! - wykrzyczała, wpatrując się w kieliszek z winem.