Kupiec wenecki - William Shakespeare

Kup ebooka

12.99 zł
10.65 zł (6,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Scena 1

Wenecya. Ulica.

Wchodzą: ANTONIO, SALARINO i Solanio.

ANTONIO

W istocie, nie wiem, dlaczegom tak smutny. Już mam dość tego, i wy też podobno. Lecz skąd to przyszło, jakem w ten stan popadł, Co on ma znaczyć, z czego powstał, jestto Dla mnie zagadką. Bądź jak bądź, takiego Smutek ten robi ze mnie niedołęgę, Że sam zaledwie mogę siebie poznać.

SALARINO

Umysł twój błąka się po oceanie, Gdzie twe galery, dumnie prężąc żagle, Niby bogaci fal obywatele, Albo reprezentanci władców morza, Z góry na drobny lud kupiecki patrzą, Który je wita, skłania się przed niemi Z uszanowaniem, gdy tkanemi skrzydły Ciągną opodal.

SOLANIO

Wierzaj mi, że gdybym Na grę hazardu tyle co ty stawił, Ciągleby myśli moje żeglowały W trop mych nadziei; wciążbym zrywał trawę, By się przekonać o kierunku wiatru; Siedziałbym w mapach, dukwiąc nad śledzeniem Zatok, przystani i portów: i wszystko, Coby mi mogło nasuwać obawę O moje statki, niewątpliwieby mię W smutek wprawiało.

SALARINO.

Wiatr, którybym czynił, Dmuchając w zupę, aby ją ostudzić, Nabawiłby mię febrycznego dreszczu, Skorobym przytem pomyślał, jak zgubnym Silny wiatr bywa na morzu. Ilekroć Widziałbym piasek ciekący z klepsydry, Tylekroćby mi przychodziły na myśl Płytkie mielizny i ławy piaszczyste, I trwożnym oczom mojej wyobraźni Przedstawiałby się mój bogaty Argo Ugrzęzły w piasku, zwieszający głowę Do żeber, jakby chciał swój grób całować. Mógłżebym, idąc do kościoła, spojrzeć Na ten gmach święty, wzniesiony z kamienia, I nie pomyśleć natychmiast o rafach, Które drasnąwszy tylko bok mej nawy, Wnetby z niej w morze wysypały wszystkie Moje korzenie i ryczące fale Ubrały w moje bławaty. Tak łatwo Mogłoby w niwecz pójść to, co przed chwilą Tak było cennem. I mamie mieć władze Myślenia zdolne do myślenia o tem, A nie pomyśleć, że taki wypadek Pogrążyłby mię w smutku? Co tu gadać: Ja przekonany jestem, że, Antonio Smuci się, myśląc o swoich towarach.

ANTONIO.

Wierzcie mi, nic dlatego; dzięki szczęściu, Widoki moje nie są przywiązane Ani wyłącznie do jednego statku, Ani wyłącznie do jednego miejsca, Ani też mienie moje nie zawisło Od powodzenia w tym jedynie roku: Smutek mój nie ma więc związku z mym handlem.

SOLANIO.

Jesteś więc zakochany?

ANTONIO

Fuj! fuj!

SOLANIO.

Jakto? Nie zakochany? smutnyś więc dlatego, Żeś nie wesoły; mógłbyś z równą racyą Śmiać się i skakać, mówić, żeś wesoły, Boś nie jest smutny. W imię dwugłowego Bożka Janusa! natura wydaje Szczególniejszego rodzaju dziwadta: Jedni się zawsze mizdrzą i gotowi Z kobziarza nawet śmiać się do rozpuku; A inni mają w sobie tyle kwasu, Że ust nie nagną do uśmiechu, choćby Sam Nestor przysiągł, że się warto rozśmiać.

Wchodzą: BASSANIO, LORENCO i GRACYANO.

SALARINO

Oto BASSANIO, twój przezacny krewny, Gracyano i Lorenco. Do widzenia: Zostawiamy cię w lepszem towarzystwie.

SOLANIO

Byłbym był z tobą pozostał tak długo, Ażbym był chmurę spędził z twego czoła, Gdyby mię byli nie przyszli wyręczyć Godniejsi przyjaciele.

ANTONIO

Wasza wartość Wysoko stoi w mojem poważaniu. Przypuszczam, że was naglą interesy, I że chwytacie pretekst, aby odejsć.

SALARINO

Dzień dobry, mili panowie.

BASSANIO

Nawzajem. Kiedyż się znowu śmiać będziem ? Powiedzcie. Rzadkie z was ptaki: czy zawsze tak będzie?

SALARINO

W wolniejszym czasie będziem wam służyli.

SALARINO i SOLANIO odchodzą.

LORENCO

Bassanio, skoro znalazłeś Antonia, To cię żegnamy. Pomnij tylko, proszę, Że masz jeść z nami obiad.

BASSANIO

Liczcie na to.

GRACYANO

Signor Antonio, źle nam coś wyglądasz. Za seryo na świat patrzysz; kto się nazbyt Troszczy o niego, ten go sobie zraża. Bardzoś się zmienił, wierzaj.

ANTONIO

Świat jest dla mnie Poprostu światem, kochany Gracyano, Sceną, na której się gra jakąś rolę: Moja jest smutną.

GRACYANO

Ja zaś wolę na niej Odgrywać rolę śmieszka: niech mi czoło Pokryją zmarszczki od pustot i śmiechu, I niech mi raczej pierś pała od wina, Niżby mi miały serce mrozić jęki. Potrzebaż aby człowiek z krwią gorącą, Siedział jak dziadek kuty z alabastru? Spał, kiedy czuwa, i w żółtaczkę wpadał Od tetryczności? Posłuchaj, Antonio; Kocham cię, przyjaźń mówi przez me usta: Jest rodzaj ludzi, których twarz przybiera Pewną powłokę, jak woda w kałuży; Którzy z umysłu milczą, chcąc uchodzić Za wzór mądrości, wiedzy i powagi, Jakby mówili: "Ja jestem wyrocznią, A gdy otworzę usta, wara wtedy Musze przelecieć . O tak, mój Antonio: Znam ludzi, którzy mają reputacyę Głęboko mądrych, dlatego jedynie, Że nigdy, nic nie mówią; którzy mówiąc, Na potępienie skazaliby pewnie Swoich słuchaczy, bo ciby zgrzeszyli Mianując, swoich bliźnich półgłówkami, Powiem ci o tem więcej inną rażą; A teraz, proszę cię, zaniechaj łowić Takie piskorze, obłędnej opinii. Idźmy, Lorenco. Bądź zdrów i krzep serce: Skończę egzortę moją po wyżerce.

LORENCO

Zobaczym się więc w porze obiadowej. Muszę być jednym z owych niemych mędrców, Bo mi Gracyano nigdy nie da mówić.

GRACYANO

Żyj jeno ze mną przez parę lat jeszcze, A dźwięku głosu własnego zapomnisz.

ANTONIO

Bywajcie zdrowi! Dla miłości waszej Stanę się z czasem gadułą.

GRACYANO

Tak uczyń. Milczenie bowiem zaleca jedynie Ozór w pęcherzu i skromność w dziewczynie.

Odchodzi z Lorencem.

ANTONIO

Czy był w tem jaki sens? powiedz.

BASSANIO.

Gracyano Ma nieskończony zapas czczych wyrazów, Więcej niżeli ktokolwiek w Wenecyi. Rozsądne jego zdania w masie bredni Są jak dwa ziarna pszeniczne, w dwóch korcach Plew utajone: szukasz ich dzień cały, Zanim je znajdziesz, a gdy znajdziesz, korzyść Nie wynagradza trudu.

ANTONIO

Dobrze mówisz. A teraz, powiedz mi, co to za dama, Do której odbyć pielgrzymkę zamierzasz? Miałeś dziś ze mną mówić w tym przedmiocie.

BASSANIO

Nie jest ci obcem, Antonio, jak bardzo Nadwyrężyłem kredyt mój i mienie, Żyjąc wystawniej, niż mi na to moje Ograniczone środki pozwalały. Nie utyskuję nad tem, żem zmuszony Wysoką stopę zredukować; o to Mi tylko idzie, jakbym mógł uczciwie Wybrnąć z tych długów, w które mię pogrążył Dotychczasowy za pański tryb życia. Tobie, Antonio, winienem najwięcej, Bom ci jest dłużny pieniądze i przyjaźń: Twoja zaś przyjaźń pozwala mi śmiało Wywnętrzyć wszystkie myśli me i plany, W których spełnieniu leży możność spłaty Wszystkich mych długów.

ANTONIO.

Mów, mów, mój Bassanio. Jeżeli, o czem, znając cię, nie wątpię, Zamiary twoje są zgodne z honorem, Mieszek mój, moja osoba, i wszystko Czem rozporządzam, jest na twe usługi.

BASSANIO.

Za szkolnych czasów, gdym uronił strzałę, Puszczałem drugą, takiej samej miary, Tą samą drogą; lecz z większą uwagą, By tamtą znaleść, i ważąc obiedwie, Obiedwie często znajdowałem. Przykład Ten z lat dziecinnych przewodzęć dlatego, Że to, co powiem, jest równie niewinnem. Kredytowałeś mi wiele, i wszystko Coś mi pożyczył, marnie utraciłem; Jeżeli jednak zechcesz jeszcze jedną Strzałę wypuścić w tym samym kierunku, W którym poprzednia poszła, to nie wątpię, - Ze albo znajdę obiedwie u mety, Albo ci zwrócę niebawem w całości Ową powtórnie zaryzykowaną, Wdzięcznie za pierwszą pozostając dłużnym.

ANTONIO.

Znasz mię i tracisz tylko czas napróżno, Krętą przemową obchodząc mą przyjaźń. Pochopną moją chęć przyjścia ci w pomoc W stanowczej chwili podając w wątpliwość, Większą zaiste krzywdę mi wyrządzasz, Niż żebyś wydał wszystko, co posiadam. Powiedz mi zatem tylko, co mam czynić, Co się, twem zdaniem, przezemnie stać może, A znajdziesz k'temu mię gotowym: mów więc.

BASSANIO.

Jest w Belmont młoda, bogata dziedziczka I piękna, piękna nad wszelkie wyrazy; Rzadkich przymiotów, nierazem otrzymał Z jej oczu słodką, milczącą przesyłkę. Zowie się Porcya, nie tylko imieniem Ale i sercem podobna do owej Córy Katona, Brutusowej Porcyi. Świat też wartości jej nie jest nieświadom, Bo wszystkie cztery wiatry ze wszech krańców Stałego lądu sprowadzają do niej Niepospolitych zalotników. Swietne Promienie włosów wiszą u jej czoła Jak złote runo, czyniąc Belmont, miejsce Jej zamieszkania, krainą Kolchidy. Nie jeden Jazon kusi też się o nią. O! mój Antonio, gdybym tylko w ręku Miał środki do współzawodnictwa z nimi, Coś mi pochlebnie w duszy przepowiada, Że niezawodniebym szczęśliwym został.

ANTONIO

Mienie me całe jest, jak wiesz, na morzu; Nie mam gotówki, ani źródeł, z których Znaczniejszą sumę terazbym mógł podnieść: Idź więc i spróbuj, co mój kredyt zdoła. Wyciągnę go jak strunę, byś mógł w Belmont, Przed piękną Porcyą godnie się pokazać. Idź zaraz, pytaj, ktoby miał pieniądze Do pożyczenia: ja toż samo zrobię. Nie wątpię, że ich z łatwością dostaniem Za mą poręką i wspólnem staraniem.

Wychodzą.

Scena 2

Belmont. Pokój w zamku Porcyi.

PORCYA i NERYSSA.

PORCYA

Tak, Nerysso, moje maluczkie ja znudzone już tym wielkim światem.

NERYSSA

Mogłoby to być, pani, gdyby cię był los upośledził tak szczodrze, jak cię uposażył. A przecież, nieraz to widzę, że tym, co opływają we wszystko, równie źle bywa na świecie jak tym, co marnieją z niedostatku. Niepomierne to więc szczęście żyć w mierności; nadmiar wcześniej dostaje białych włosów i krócej żyje niż dostatniość.

PORCYA

Dobry to argument i dobrze wyłożony.

NERYSSA

Dobrze wykonany byłby lepszym.

PORCYA

Gdyby czynić dobrze tak było łatwo, jak wiedzieć, co jest dobrem, kaplice zamieniłyby się w kościoły, a chaty biedaków w pałace. Ten jest dobrym kaznodzieją, co postępuje według własnych przestróg; jabym prędzej dwudziestu osobom wskazała, co byłoby dobrze zrobić, niż poszła za własną wskazówką, będąc jedną z tych dwudziestu. Niech mózg dyktuje krwi, jakie chce prawa, gorący temperament przeskoczy zimne nakazy. Młodość-szał, jak zając, jednym susem przesadza sieć morału kaleki. Ależ to rozumowanie nie doprowadzi mię do wyboru męża. Wyboru! Jak czczym jest dla mnie ten wyraz!Nie mogę ani wybrać tego, kogobym chciała, ani odrzucić kogoś, coby mi się nie podobał; tak dalece wola żyjącej matki skrępowana jest wolą zmarłego ojca. Nie smutneż-to położenie, Nerysso, nie módz ani wybrać sobie kogoś ani odrzucić?

NERYSSA

Ojciec pani był wypróbowanej cnoty człowiek, a bogobojni ludzie miewają przy śmierci dobre natchnienia; nie można więc wątpić, że w tej loteryi, którą wymyślił z trzema skrzynkami, złotą, srebrną i ołowianą, z pomiędzy których wybierający właściwie ciebie, pani, ma posiąść, że mówię, w tej loteryi nie kto inny będzie szczęśliwy, jak ten, którego pani kochać będziesz, bo będzie godnym twej miłości. Ale jakiż stopień skłonności czujesz pani w sobie do tych książąt, którzy już przybyli ubiegać się o ciebie?

PORCYA

Wymień ich, proszę; w miarę jak ich wymieniać będziesz, starać się będę ich opisać, a z opisu mego będziesz mogła wyprowadzić wniosek o mej skłonności.

NERYSSA

A więc naprzód stawię neapolitańskiego księcia.

PORCYA

To młode źrebię: o niczem nie mówi tylko o swym koniu i ma to sobie za wielką zasługę,że go sam umie podkuwać. Boję się, czy jego matka nie zapatrzyła się za bardzo na kowala.

NERYSSA

Dalej idzie hrabia Palatyn.

PORCYA

Ten umie tylko brwi marszczyć, jakby chciał mówić: "jeżeli mię nie chcesz, to się obejdę . Słucha zakazanych powieści i ani razu się nic uśmiechnie. Pewnie z niego będzie na starość płaczliwy filozof, kiedy za młodu tak nietowarzysko jest ponury. Wolałabym być poślubioną trupiej głowie, niż jednemu z tych dwóch. Uchowaj mię od nich, panie!

NERYSSA

Cóż pani powiesz o tym francuskim markizie, monsieur Le Bon ?

PORCYA

Bóg go stworzył jak innych ludzi; godzi się więc uważać go za człowieka, Wiem zaiste, że to grzech, szydzić z bliźniego: ależ ten! Ma on wprawdzie konia lepszego niż Neapolitańczyk i lepszy zły zwyczaj marszczenia czoła, niż hrabia Palatyn; on jest wszystkiem i niczem. Gdy drozd zaśpiewa, on zaraz wyprawia kapryole; gotów się fechtować z własnym cieniem. Gdybym poszła za niego, dostałabym naraz dwudziestu mężów; gdyby mną pogardzał, przebaczyłabym mu: lecz choćby mię kochał do szaleństwa, nigdybym mu nie była wzajemną.

NERYSSA.

Cóżbyś też pani powiedziała o tym młodym angielskim baronie?

PORCYA.

Wiesz, że z nim nigdy nie mówię, bo ani on mnie nie rozumie, ani ja jego. Nie umie ani po łacinie, ani po francusku, ani po włosku; a że ja za grosz angielszczyzny nie posiadam, natobym śmiało mogła przysiądz w sądzie. Wygląda on na przyzwoitego człowieka, ależ niestety! któż się rozmówi z niemą figurą? Jak dziwnie się ubiera! Zdaje mi się, że kaftan jego z Włoch pochodzi, pantalony z Francyi, czapka z Niemiec, a maniery ze wszystkich stron świata.

NERYSSA

Jakież pani zdanie o tym szkockim lordzie, jego sąsiedzie?

PORCYA

To, że jest pełnyrn sąsiedzkiej uprzejmości. Pożyczył raz od Anglika policzek i przysiągł, że mu odda, jak będzie mógł; Francuz był podobno jego przyjacielem i podpisał się za niego.

NERYSSA

Jakże się pani podoba ten młody Niemiec, synowiec księcia saskiego ?

PORCYA

Nieznośny z rana, kiedy trzeźwy; a jeszcze nieznośniejszy w wieczór, kiedy ma w głowie. Kiedy się najlepiej przedstawia, wtedy się wydaje trochęgorzej niż człowiek; a kiedy się przedstawia najgorzej, wydaje się trochę lepiej niż zwierzę. Niech mięco najgorszego spotka, od niego przynajmniej uda mi się wykręcić, mam nadzieję.

NERYSSA

Jeżeli jednak zechce wybierać i wybierze szczęśliwą skrzynkę, w takim razie wzbroniłabyś się pani spełnić wolę ojca, gdybyś go przyjąć nie chciała.

PORCYA

Z obawy, aby się to nie stało, proszę cię, wsadź w niepomyślną skrzynkę sporą butelkę reńskiego wina, bo choćby szatan w innej siedział, a tej pokusy brakowało, gotówby inną wybrać.

NERYSSA

Nie masz pani potrzeby obawiać się tych adonisów: żadnemu z nich się nie dostaniesz. Objawili mi oni swe postanowienie, którego treścią jest, iż wracają do domu i zalotami swymi naprzykrzaćci się dłużej nie bęaę, chyba w takim razie, gdyby mogli pozyskać panię w inny sposób, a nie według woli jej ojca, za pośrednictwem tych skrzynek.

PORCYA

Choćbym tak długo żyła jak Sybilla, umrę tak czystą jak Dyana, jeślibym nie oddała ręki zgodnie z życzeniem mego ojca. Bardzom rada, że to grono aspirantów tak rozsądnie chce sobie postąpić, bo niema między nimi ani jednego, któregobym nieobecności najserdeczniej nie pragnęła, i prosić będę Boga, aby im dał szczęśliwą podróż.

NERYSSA

Nie przypominaszże sobie pani pewnego Wenecyanina, oficera, literata, który tu był z markizem Montferratu, jeszcze za życia twego ojca?

PORCYA

I owszem, to był Bassanio, zdaje mi się,że tak się nazywał?

NERYSSA

W istocie, tak. Ze wszystkich mężczyzn, których moje głupie oczy kiedykolwiek widziały, najgodniejszym posiadania pięknej kobiety ten mi się wydał.

PORCYA

Przypominam go sobie i przypominam sobie, że zasługuje na twoją pochwałę.

Wchodzi służący.

Cóż tam? co nam powiesz?

SŁUŻĄCY

Owi czterej cudzoziemcy czekają na panię, chcąc ją pożegnać. Jest tam także goniec od piątego, od marokańskiego księcia, który przyniósł wiadomość,że jego pan na noc tu zjedzie.

PORCYA

Gdybym mogła tego piątego powitać z tak lekkiem sercem, z jakiem tamtych czterech idę pożegnać, cieszyłabym się z jego przybycia. Jeżeli maświęty umysł a naturę szatańską, tobym go wolała na spowiednika niż na zalotnika. Pójdź, Nerysso. Ledwie zamkniemy bramę za jednym konkurentem, jużci drugi do niej kołacze.

Wychodzą.