Rozdział I
Krwawe początki cywilizacji faraonów
Człowiek nigdy nie czyni zła tak starannie i tak chętnie, jak wtedy, gdy działa z pobudek religijnych.
Blaise Pascal
Na całym świecie wierzono, że ofiary z ludzi przynoszą wymierne korzyści. Kraj nad Nilem nie należał pod tym względem do wyjątków. Mordowano, by zdobyć coś w świecie doczesnym, składanie ofiar miało zaś przynieść korzyści w zaświatach. Dowody na to znajdujemy już na początku cywilizacji staroegipskiej, która powstała w północno-wschodniej Afryce nad dolnym Nilem, równolegle do mezopotamskiej, jako druga z pierwszych cywilizacji Starego Świata.
Zespoły kultur, które rozwinęły się w Egipcie w IV tysiącleciu p.n.e. miały ogromne znaczenie dla powstania tej cywilizacji. Były to kultury: Nagada (I, II, III) w Górnym Egipcie i kultura dolnoegipska. W okresie kultury Nagada II (Gerzea - w latach 3500-3200 p.n.e.) powstawały rozległe cmentarzyska złożone z różnorodnych grobów (występują zarówno ubogie jamy ziemne, jak i grobowce z ceglanymi komorami i malowidłami).
Ale wcześniej w okresie od 4900 do 2700 p.n.e. w rejonie Sudanu wykształciła się kultura neolitu chartumskiego, którego wiele wzorców wykorzystywały inne kultury występujące nad Nilem. Ciekawym zjawiskiem jest umieszczanie w grobach późnoneolitycznych pośród darów grobowych drugiego pochówku bez żadnego wyposażenia. Sytuacja taka zazwyczaj widoczna jest w bogatych grobach. Może to świadczyć o tym, że pewnej grupie społecznej składano w grobie ofiarę z drugiej osoby. Pochówki takie znane są z cmentarzysk w Kadada i Kadruka
.
Przypuszcza się nawet, że wcześni królowie po 30 latach panowania (lub gdy nie okazywali się - zdaniem kapłanów - zdolni do sprawowania władzy) byli rytualnie zabijani. Prawdopodobnie jeden z takich władców wykazał się na tyle siłą charakteru i autorytetem, iż przerwał praktykowanie tego zwyczaju, utrzymując się u władzy aż do naturalnej śmierci.
Zagadnienie składania ofiar z ludzi przez starożytnych Egipcjan nurtowała badaczy od końca XIX wieku. Nasze wyobrażenia o schyłku epoki predynastycznej uległy zmianie w 1988 roku dzięki odkryciu najstarszego z królewskich grobów w Abydos, należącego do górnoegipskiego króla, którego imię (wyrażone ideogramem "Skorpion") jest najstarszym przykładem zastosowania hieroglifów. Władca ten nie jest jednak tożsamy ze znanym już wcześniej królem. Jak ustalono w trakcie dalszych badań, pomiędzy nimi panowało co najmniej czterech innych władców (Nu-Hor, Hat-Hor, Iry-Hor, Ka) tworzących tak zwawną dynastię "O"
.
Faraona, podobnie jak bogów, otaczała aura magicznego oddziaływania. Zbliżać się do króla można było tylko w proskinezie, czyli - jak mówili Egipcjanie - "całując ziemię". Na przykład kapłan Raur w inskrypcji na swoim grobowcu w Gizie zamieścił groźny dla siebie epizod, jaki się wydarzył za króla Neferirkare z V dynastii: otóż podczas ceremonii kultowej król przypadkowo dotknął kapłana maczugą, po czym musiał uroczyście oświadczyć, że zdarzyło się to niechcący, wobec czego nie należy wyrządzać kapłanowi żadnej krzywdy
.
Wykopaliska na wielkich cmentarzyskach w Abydos, Nagadzie i Sakkarze dostarczyły ogromnej ilości informacji na temat struktury społecznej cywilizacji początku Okresu Dynastycznego. Imponujące grobowce wzniesione przez pierwszych władców były otoczone równie wielkimi grobami ich rodzin oraz stronników. Królom przedstawionym na pierwszych znaleziskach, takich jak Maczuga Skorpiona i Paleta Narmera, zawsze towarzyszą słudzy lub dworzanie, których obecność podkreśla znaczenie ich przywódcy, akcentując jednocześnie ich wyższy status
.
W grobie należącym do króla Aha znaleziono skorupy kilkudziesięciu naczyń na wino, trochę narzędzi, biżuterii, ślady pozostawionej w ofierze zmarłemu żywności. Obok grobowca Flinders Petrie odkrył 35 grobów pomocniczych, które nazwał Wielkim Cmentarzem Służących. W publikowanych pracach nie poświęcił zbyt wiele miejsca temu zagadnieniu, sugerował jednak, że zmarli zostali złożeni w ofierze
. Należy pamiętać, że boskie przetrwanie króla stawało się gwarancją przetrwania jego niemal całego otoczenia.
Stąd wszyscy starali się rozmieścić swoje grobowce (z wyglądu i pod względem struktury wyraźnie różne od grobu samego władcy) jak najbliżej piramidy - miejsca, w którym boska natura króla osiągała wymiar uniwersalny. Pozwalało to władcy nadal zajmować się bytem tych, którzy dzięki położeniu swoich grobów wciąż pozostawali blisko niego, tworząc jego "wieczną" społeczność.
Status królewski miał szczególne znaczenie nawet po śmierci. Ostatecznym przeznaczeniem zwykłych śmiertelników był ziemski padół - dla króla jednak były to niebiosa: "ludzie chowają się, bogowie [natomiast] odlatują". Umierając, król stawał się Ozyrysem - archetypicznym "umarłym bogiem" - i jako taki partycypował w swoim zmartwychwstaniu. To świetlane przeznaczenie zapewniały mu odpowiednie rytuały, zarezerwowane wyłącznie dla królów.
Jedynym zespołem pogrzebowym znanym w czasach Petriego był Schunet el-Zebib, zbudowany 4600 lat temu przez króla II dynastii, niejakiego Chasechemwy. Dwóch współpracowników Petriego odkryło zespół grobowy z czasów II dynastii, zbudowany przez faraona Peribsena, a sam Petrie wrócił do Abydos w latach 20. XX wieku, aby odkopać setki grobów pomocniczych usytuowanych wokół trzech zespołów należących do władców I dynastii.
W 1991 roku natrafiono tam na niezwykłą flotę czternastu drewnianych łodzi, które spoczywały w pobliżu zespołu kultu pośmiertnego nieznanego władcy. Mierzyły około 27 metrów długości. Sądząc po precyzji wykonania, budowali je fachowcy, a jednostki w chwili zakopywania były sprawne i gotowe do użycia. Okazało się, że są to najstarsze zachowane łodzie wykonane z drewnianych desek (w odróżnieniu od łodzi z wiązek trzcin czy wydrążonych w pniach).
W 2002 roku dokonano kolejnego odkrycia - o czym donosi John Galvin - odkopano cały okręg. Po zewnętrznej stronie muru po odsłonięciu podłogi archeolodzy znaleźli w najbliższym otoczeniu sześć innych grobów. W trzech znajdowały się zwłoki kobiet, w jednym - młodego mężczyzny, a w kolejnym czterolub pięcioletniego dziecka, wyposażonego w 25 pięknych bransoletek z kości słoniowej zdobionych paciorkami z lapis-lazuli. Szósty grób czekał na zbadanie.
Ofiary odnajdywane w predynastycznych grobowcach egipskich dowodzą, że niezwykli mieszkańcy tego kraju wierzyli w życie po śmierci, a uporczywe aluzje do "życia wiecznego" i nieśmiertelności, jakie znajdujemy w tekstach ze wszystkich okresów pokazują, iż wiara w zmartwychwstanie była powszechna. Wystarczą dwa lub trzy fragmenty, by się przekonać o jej sile.
Odbiciem owej mocy może być następujący fragment, w którym zwracano się do króla: "On żyje! Unis żyje! On nie jest martwy, Unis nie jest martwy. On nie został osądzony, Unis nie został osądzony! On sądzi, to Unis sądzi!" W postaci "Przebywającego w Orionie" - raz jesteś w niebie, raz jesteś na ziemi. Ozyrysie, obróć swą twarz, abyś mógł widzieć Unisa, twoje nasienie, które wyszło z ciebie, tożsame. On żyje! Unis żyje! On nie jest martwy, Unis nie jest martwy". To, że życie pozagrobowe utożsamia się z życiem wiecznym, udowadnia inny fragment: "Służą mu [Unisowi] tysiące. Setki mu ofiarowują. Orion, ojciec bogów, wydał dlań edykt jako dla Wielkiej Władzy. Unis znów się ukazał w niebie"
.
Składanie ofiar z ludzi było zgodne z ówczesną wiarą Egipcjan w życie pozagrobowe. By utrzymać swoją pozycję na tamtym świecie, król musiał mieć liczną świtę. W znajdującym się w okręgu funeralnym w Abydos, w trójkomorowym grobowcu Aha, natrafiono na zestaw rozmaitych dóbr zapewniających dostatni byt w życiu wiecznym. Były tu połcie wołowiny, świeżo wypatroszone ptactwo wodne, bochny chleba, sery, suszone figi, dzbany piwa i kilkadziesiąt naczyń z winem, wszystkie opieczętowane królewskim znakiem Aha. Obok grobowca rozmieszczono w trzech rzędach ponad 30 grobów
.
Przywodzi to na myśl obraz z cmentarzyska T w Nagada, gdzie w grobie T5 złożono szczątki kilku zmarłych, prawdopodobnie wodza i jego świty. Grób nr 4 w Hierakonpolis, również datowany na okres Nagada, zawiera ślady tego samego rytuału. W niewielkiej jamie znajdował się przemieszany szkielet 25-letniego mężczyzny. Czaszkę położono na kościach długich, owiniętych lnianą tkaniną. Wielu kości brakowało, między innymi kręgosłupa, a na tych, które ocalały, widnieją wyraźne nacięcia i zadrapania. Przypuszcza się, że zmarły był ofiarą złożoną w trakcie budowy któregoś z sąsiednich grobów
.
Stan i ułożenie zwłok nie daje stuprocentowej pewności, czy byli to ludzie, którzy zmarli śmiercią naturalną, czy tylko dostąpili zaszczytu bycia pochowanym w pobliżu władcy. Zdaniem niektórych badaczy, nie ma wątpliwości co do ich rytualnego pochówku, na co wskazuje sposób, w jaki zostały skonstruowane grobowce: mają wspólne ściany i są bardzo głębokie - musiały powstać w tym samym czasie.
Na terenie otaczającym grobowce pierwszych władców Egiptu odkryto ponad tysiąc grobów - są identyczne w kształcie, a badania szkieletów wykazały, że żaden ze zmarłych nie przekroczył 25 roku życia. Nawet jak na tak zamierzchłe czasy, ćwierć wieku to trochę za wcześnie, by z przyczyn naturalnych zejść z tego padołu. We wszystkich wypadkach znaleziono dowody na rytualną śmierć pochowanych tu ludzi. Groby dworzan Aha po wykopaniu wyłożono cegłami i zadaszono drewnianym pokryciem, na wierzchu zaś położono cegły mułowe.
Podłoga z zaprawy wapiennej ciągnie się od okręgu ponad tymi ceglanymi czopami, pieczętując wszystkie groby. W podłodze nie ma śladów łączenia. To oznacza, że ciała zmarłych pochowano w owych sześciu grobach po jednej i tej samej ceremonii. Trudno uwierzyć, że 41 osób - 6 wewnątrz okręgu Aha oraz 35 przy samym grobie - umarło bez niczyjego udziału dokładnie w tym samym momencie. Oczywiście, istnieje możliwość, że umierali z przyczyn naturalnych, a ich ciała z jakiegoś powodu przechowywano, aby w końcu pochować wszystkie razem
.
Badania wykopaliskowe wczesnodynastycznych grobów królewskich - nie do końca jeszcze zidentyfikowanych - sugerują, że każdy król miał dwa groby: rzeczywiste miejsce pochówku na nekropoli w Sakkarze i cenotaf na starożytnej nekropoli w Abydos. Pielgrzymi gromadzili się tam milionami, szukając Ozyrysa, władcy świata zmarłych. Składane w ofierze naczynia z gliny na zawsze zabarwiały na czerwono tę część pustyni.
Dlaczego starożytni Egipcjanie wybrali Abydos, a nie wielkie piramidy, aby oddawać cześć wielkiemu bogu? Zastanawiające jest, co łączyło okręgi grobowe z położonymi dwa kilometry w głąb pustyni grobowcami? Odpowiedź może być kluczem dla zrozumienia wyjątkowego znaczenia Abydos. Znajdujący się obecnie w Turynie papirus potwierdza, że Egipcjanie wierzyli, iż przed pojawieniem się ludzi Egiptem bezpośrednio władali bogowie. Zgodnie z tym co podaje rzymski historyk Plutarch, Ozyrys był jednym z wielkich władców Egiptu, a jego szczególną zasługą było stworzenie w dolinie Nilu rolnictwa.
Dlatego w późniejszych okresach wzrost znaczenia Abydos tłumaczono faktem, że znajdował się tam grób Ozyrysa. Za rządów Ramzesów na pustyni poza Abydos kapłani dokonali odkrycia grobowców królów Egiptu pierwszych dwóch dynastii. Kapłani wiedzieli, że miejsca pochówku są bardzo stare i niektórzy identyfikowali jeden z tych grobowców z miejscem spoczynku samego boga śmierci.
Ponieważ utożsamiono zmarłego z Ozyrysem, to naturalnie będzie on szukał miejsca spoczynku tego boga, tak więc w Tekście Pepi czytamy: "Żeglowałeś w górę rzeki do Nomu Thinis, żeglowałeś wokół Abydos. Otworzyłeś drzwi w niebie na horyzoncie, bogowie cieszą się na spotkanie z tobą. Wciągnęli cię do nieba z twoją duszą i jesteś wśród nich obdarzony duszą. Pojawiasz się na niebie jako Horus z łona nieba, w tej twojej postaci, która wyłoniła się z ust Re, jako Horus, Wódz (lub Pierwszy) z Duchów".
Fragment ten ma istotne znaczenie, gdyż dowodzi, że drzwi otworzone do nieba znajdowały się w Abydos, że bogowie witali zmarłego, gdy przez nie przeszedł, że dali mu moc duszy i że potem pojawił się on jako nowo narodzony z łona nieba pod postacią Horusa, Horusa Wodza Duchów. Takie poglądy na temat Abydos panowały za czasów V dynastii i nie ma potrzeby zastanawiać się na tym, dlaczego każdy dobrze urodzony Egipcjanin chciał być tam pochowany. Wyjaśniają one też znaczenie miasta dla wszystkich Egipcjan.
Ścisły związek z wierzeniami religijnymi, takimi jak zmartwychwstanie, ma mumifikacja, a mit Ozyrysa zdaje się być odbiciem rzeczywistych praktyk. Od najwcześniejszych czasów Egipcjanie łączyli zwyczaj owijania ciała z procesem przywracania zmarłego do życia w następnym świecie. Dzięki wykopaliskom wiemy też, że w czasach predynastycznych w niektórych miejscach pochówku składano kompletne zwłoki, choć niekiedy głowa - po uprzednim oddzieleniu i wypełnieniu wonnymi korzeniami oraz ziołami - była ponownie przytwierdzana do kręgów szyjnych. W Księdze Umarłych czytamy: "Jestem Księciem, synem księcia, któremu głowa została zwrócona po uprzednim odcięciu".
Formuła ta - znana również z Tekstów Piramid - przetrwała nawet po zaniechaniu czynności oddzielania głów od korpusów. W tak zwanym grobie T5 w Nagada nie stwierdzono żadnych śladów rabunku, a mimo to kości ludzkie tam spoczywające zostały przemieszane przed ostatecznym zamknięciem grobu. Wszystkie kości leżały na podłodze, tworząc bezładny stos. Inne szczątki porozrzucano w różnych miejscach grobu. Wszystkie miały odłamane końce. Na środku leżało obok siebie pięć czaszek, a szóstą położono na cegle w południowym krańcu
.
Naukowcy przypuszczali, że w przypadku grobu T5 mamy do czynienia albo z wielokrotnym pochówkiem, albo z obyczajem składania ofiar z ludzi. Problem w tym, że grobowiec nie nosi śladów kilkakrotnego otwierania, a także żaden ze szkieletów nie spoczywa w pozycji wskazującej na klasyczny pochówek wielokrotny. Prawdopodobnie więc grób ten jest najstarszym zachowanym świadectwem złożenia w nim szczątków wodza i jego świty.
Łatwiej zrozumieć sens takiego postępowania, mając na względzie fragment Tekstu Pepi I , gdzie wzywa się bogów, "by zebrali kości Pepi i by połączyli jego ciało [tak, by] Pepi mógł siedzieć w swoim domu, [by] nie cierpiał zepsucia, by nie został zniszczony, by nie dostał się do niewoli". W innym miejscu czytamy: "Pepi zebrał swoje kości, połączył swoje ciało. Jako że zmarłego identyfikowano z Ozyrysem, to z powyższych fragmentów wynika wyraźnie, że odcinano głowę Ozyrysa, jego ciało dzielono na części, wnętrzności oddzielano od reszty, a kości rozrzucano.
Znany jest też fakt, jak konkluduje Ernest Alfred Wallis Budge w książce Ozyrys. Symbolika przejścia na drugą stronę, że potem łączono jego głowę, kości, narządy, budowano na nowo całe ciało i przywracano do życia. To właśnie w Abydos - zgodnie z tym, co głosi tradycja - Izyda odnalazła i pogrzebała głowę Ozyrysa; według innej wersji mitu, miało tu być pochowane całe ciało boga z wyjątkiem, rzecz jasna, członka.
W Egipcie wraz ze śmiercią pierwszego króla Aha nie kończyło się jego panowanie, i w zaświatach również będzie potrzebował świty, której członkowie tym chętniej oddawali swoje życie, ponieważ wierzyli, że tylko władca trafia po śmierci do raju. Towarzyszący mu wierni słudzy również mogą liczyć na ten przywilej. W nagrodę żyli wiecznie. Wierzono też, że gwarancją wiecznego życia jest śmierć zadana ostrzem z brązu.
Salima Ikram z Amerykańskiego Uniwersytetu w Kairze utrzymuje, że ilekroć archeolodzy znajdą wokół grobowca mniejsze groby, zakładają, że spoczywają w nich ofiary rytuałów. Dowody nie są jednoznaczne. Na ich trop naprowadziło malowidło z czasów króla Acha, na którym - zdaniem niektórych archeologów - widnieje scena podcinania gardła. Rzeczywiście, na kręgach szyjnych wielu szkieletów widnieją ślady nacięcia.
Ponadto Nancy Lovell, antropolog z Uniwersytetu Alberty, przyjrzała się czaszkom z grobu Aha i zaobserwowała znaczące plamy po wewnętrznej stronie zębów ofiar, co może świadczyć o tym, że przyczyną zgonu było uduszenie. W wypadku takiej śmierci rosnące ciśnienie krwi może doprowadzić do pękania krwinek, co w efekcie plami zębinę, czyli część zęba znajdującą się tuż pod szkliwem
.
Według zachowanych źródeł, po śmierci króla Dżera, który panował w Egipcie około 2900 roku p.n.e., zabito aż 580 osób, aby mogły mu towarzyszyć na tamtym świecie. Królowa z I dynastii, Merneit, została pochowana wraz ze swą świtą złożoną z 41 mężczyzn i 77 kobiet. Król Uadżi, również z I dynastii, zabrał ze sobą 335 dusz domowników
.
Na terenie nekropolii królewskiej, która została odkryta pod koniec XIX wieku znajduje się grobowiec króla Dena panującego około 2900 roku p.n.e. - to największy z grobowców z czasów I dynastii i najbardziej interesujący. Królewski okręg grobowy w Um El Ga'ab otaczają trzy kręgi. W jego mniejszych komnatach chowano prawdopodobnie kobiety i psy, a w większych mężczyzn.
Słudzy leżeli w małych osobnych grobach skupionych wokół monarchy. Gdy umacniało się scentralizowane państwo faraonów, a groby królewskie powiększały swe rozmiary i przepych, w ich zasięg włączano groby wysokich urzędników i przywódców, by tworzyć rodzaj dworu czy też państwa umarłych w hierarchicznej bliskości. Grób satelicki stał się w równej mierze religijną koniecznością, jak i przywilejem społecznym.
Gdy znajduje się zwłoki zmarłych z pierwszych dynastii, na pierwszy rzut oka nie widać na nich żadnych oznak przemocy. Czy zostali otruci? Czy po prostu umarli z przyczyn naturalnych i przyłączano ich zastępczo do królewskiej świty? Rytualne ofiary z ludzi niewątpliwie miały miejsce we współczesnej Azji, jak świadczy o tym historia Abrahama, która pokazuje, że jeszcze na początku II tysiąclecia p.n.e było to wciąż prawdopodobne.
Możliwe też, że słudzy podążali za swym panem dobrowolnie. Podobny zwyczaj spotykamy w starożytnym Ur - wczesnosumeryjskiej metropolii, gdzie znaleziono ponad tysiąc osiemset grobów. W większości mogił odkryto szczątki zwykłych mężczyzn i kobiet. Tak zwane groby królewskie nie były zwykłymi mogiłami, lecz prawdziwymi grobowcami; sklepienia i kopuły tych budowli wznosiły się ponad ceglanymi, podziemnymi komorami, w których składano ciała zmarłych.
Groby, o których tu mowa, datuje się - zależnie od tego, który z systemów chronologicznych się przyjmie dla III tysiąclecia - z okresu między rokiem 2700 a 2500 p.n.e. Król Sumerów spoczywał otoczony zestawem niezwykłych i bezcennych skarbów. Leonard Woolley, który dokonał tego odkrycia w 1922 roku, tak opisywał makabryczną scenerię w jednym z grobów:
Grzebaniu królów towarzyszyło składanie licznych ofiar z ludzi. Dno grobu usłane było ciałami kobiet i mężczyzn, którzy, jak się zdaje, zostali tu przyprowadzeni i zamordowani. W jednym z grobów żołnierze królewskiej gwardii w miedzianych hełmach, uzbrojeni we włócznie, leżeli u podnóża stromej rampy, prowadzącej w głąb komory. Na końcu pomieszczenia znajdowały się szczątki dziewięciu dam dworu w misternych, złotych diademach. Naprzeciw wejścia stały dwa ciężkie, czterokołowe wozy zaprzężone w trzy woły. Na wozach leżały kości woźniców, a szczątki stajennych znaleziono przy głowach zwierząt
.
W odpowiednim momencie grupa ludzi, przeważnie kobiet, niektórzy niosąc strunowe instrumenty muzyczne, wchodziła do dołu. Potem pochyłym przejściem wprowadzano tyłem do grobowca, zaprzężone w woły lub osły, obrzędowe wozy: przypuszczalnie znajdowały się w nich zwłoki głównego nieboszczyka oraz wyposażenie i ozdoby dla grobowca. Wiele danych przemawia za hipotezą - choć nie ma na to konkretnych dowodów - że podczas gdy składano do grobu zwłoki głównej mającej w nim spocząć osoby, w samym grobowcu lub na niezajętej nim pozostałej części wykopanego dołu odbywała się jakaś ceremonia, której towarzyszyła muzyka
.
Wbrew obiegowej opinii, że służba dobrowolnie poświęcała swoje życie, nie jest to prawdą. Zdaniem Sarah Collins, kurator British Museum, po tylu latach trudno bowiem odczytać cokolwiek pewnego ze szkieletów. Naukowcy z University of Pennsylvania zbadali szczątki najnowocześniejszym sprzętem służącym do obrazowania mózgu i twierdzą, że rozwikłali zagadkę ich śmierci. Dr Richard L. Zettler podaje, że odnaleziono ślady po uderzeniach w głowę tępym narzędziem.
Przypuszcza się, że część osób obecnych w dole lub prowadzącym do niego korytarzu otrzymywała mały kubek z gliny, kamienia lub metalu i z wielkiej czary nabierała nim trujący płyn. Ich zwłoki leżały w równych szeregach i nawet delikatne nakrycia głów kobiet zachowały swój staranny układ. Może to dowodzić, że mimo wszystko ludzie ci umierali w atmosferze spokoju i że ich ciał nie trzeba było po śmierci nawet odpowiednio układać.
Ze wzmianek w listach, a także z tekstów religijnych wiemy coś niecoś o obrzędach pogrzebowych w Mezopotamii w znacznie późniejszym okresie, a mianowicie w Asyrii w I tysiącleciu p.n.e. O obrzędach tych wspomina epistoła, która zachowała się niestety w stanie uszkodzonym, dlatego może być, w niektórych szczegółach, w różny sposób interpretowana. Najistotniejszy fragment tego listu brzmi: "Wybudowaliśmy grobowiec. On i jego pani pałacu zostali należycie przygotowani i ułożeni... Pogrzebano ich i odprawiono nad nimi lamentację".
Można by uważać, że wzmianka o "pani pałacu", która również poniosła śmierć, potwierdza teorię, że jeszcze i w pierwszym tysiącleciu przed naszą erą zdarzały się przypadki, gdy pewne bliskie królowi osoby towarzyszyły mu w chwili śmierci. List jednak bynajmniej nie musi być właśnie tak rozumiany, gdyż dla śmierci "pani pałacu" można znaleźć niejedno inne wyjaśnienie.
W Ur postać kobieca, zidentyfikowana jako królowa Puabi, zajmowała oddzielny grób tuż obok swojego małżonka. Archeolodzy nie dowiedzieli się, kim był, ale pomiędzy nimi znajdowało się coś, w czym odkryto szczątki uczestników orszaku pogrzebowego. Wół, który podczas ceremonii ciągnął wóz zmarłego króla, obsypanego złotymi wspaniałościami, został najwidoczniej złożony jako część ofiary. Ten okrutny los spotkał nie tylko niewinne zwierzę, ale również jego woźniców i stajennych, wojowników ze straży honorowej i towarzyszące orszakowi kobiety. Wokół ich szczątków odkryto czarki, z których być może dobrowolnie wypili truciznę.
Po samobójstwie ludzi obecnych w grobowcu zarzynano zwierzęta zaprzężone do wozów; padały one na ciała martwych już woźniców, gdzie znalazł je Woolley. Następnie dół i znajdujące się w nim zwłoki zasypano wykopaną uprzednio ziemią. Kiedy szyb grobowy był już nią wypełniony do określonego poziomu, urządzano dalsze libacje ofiarne wraz z posiłkiem obrzędowym; jego ślady opisane przez Woolleya bardzo przypominają posiłek grzebalny za zmarłych, znany również z innych rejonów starożytnego Bliskiego Wschodu.
Groby te świadczą o niezwykłym bogactwie i nieograniczonej władzy królów Ur. W jednym z nich, który Woolley nazwał "szybem śmierci", w zwartym szyku leżało 68 kobiet i 6 mężczyzn z orszaku, a ich szczątki wciąż miały na sobie dworskie klejnoty. Podobne pochówki odsłonięte w innych mezopotamskich miastach-państwach z tego samego okresu, gorzej zachowane i splądrowane dowodzą jednak tego, że Ur nie było wyjątkiem. Te dowody bogactwa i władzy, być może niezbędne dla umocnienia jedności i dobrobytu królestwa, z pewnością pomogły odróżnić członków rodziny królewskiej z Ur od zwykłego ludu
.
Z pewnością istniały prostsze sposoby pozbycia się nadmiaru jeńców, ale widowiskowe rzezie służyły specyficznemu celowi. Bez względu na to, co odczuwali widzowie - przerażenie czy religijną grozę - ofiara z ludzi dowodziła władzy przywódców, kapłanów i królów nad życiem i śmiercią jednostek. Na pewnym etapie prehistorii pokaz mocy zbrojnej stał się jednym z najważniejszych atrybutów królewskości. Monarchowie Egiptu i Mezopotamii szczycili się na pomnikach i tabliczkach "wyczynami takimi, jak okaleczanie, torturowanie i zabijanie własnymi rękami co szacowniejszych jeńców"
.
Jeszcze zanim można było się o tym dowiedzieć z relacji pisanych, byki utożsamiano z osobą króla. Wiele spośród ozdobnych palet łupkowych z okresu zjednoczenia przedstawia władcę jako byka, a niektóre grobowce urzędników pierwszych królów w Sakkarze ozdobione są rogami byków. Zwierzęta te były uosobieniem odwagi, męstwa, waleczności, siły i męskości. Uważano je za tak zawziętych wojowników, że króla często portretowano w chwili, gdy je zabijał, co miało podkreślić potęgę jego majestatu (choć zdarzało się, że dla bezpieczeństwa zwierzę było trzymane przez sługi).
Nie ma absolutnej pewności, od kiedy należy datować początek tego kultu - prawdopodobnie przypada on na czas rządów I dynastii, jeśli nie wcześniej. Najwcześniejsze nienaruszone przez rabusiów miejsce pochówku Apisa pochodzi z okresu rządów Horemheba (1328-1298 p.n.e.). W wyniku przeprowadzonych poszukiwań pod podłogą komory grobowej odnaleziono 12 wielkich, prostych glinianych naczyń kryjących w swoim wnętrzu prochy i spalone kości. Podobne naczynia depozyty znaleziono w kilku innych grobowcach Apisa. Pewne świadectwa wskazują na to, że w okresie Nowego Państwa ciało byka było oprawiane, a mięso przyrządzane i spożywane przez faraona i kapłanów.
Jedno jest pewne - nawet jeżeli się to zdarzało, to praktykę tę porzucono, a kolejne byki Apisy mumifikowano już w całości. Innych świętych stworzeń nie zjadano. Dalekim echem tych makabrycznych zwyczajów w życiu religijnym historycznych Egipcjan może być relacja o rozczłonkowaniu ciała Ozyrysa oraz opis zjadania bogów przez króla, zawarty w Tekstach Piramid:
Unis jest Bykiem Nieba, który postanowił w swoim sercu, by karmić się osobą każdego z bogów, który je ich wnętrzności, tych którzy pochodzą z Wyspy Ognia, z ich brzuchami, pełnymi magicznych uroków. Unis jest dobrze wyposażony przez tego, który wchłonął jego duchy. Unis ukazał się jako Wielki, władca tych, którzy są pod ręką. On usiądzie, zaś jego plecy [zwrócone będą] ku Gebowi. Oto Unis, ten który sądzi z "Tym, Czyje Imię Jest Skryte" w dniu, kiedy starszy człowiek jest poświęcany. Unis to władca ofiar, zawiązujący powróz, sam przygotowujący swój posiłek. Unis to ten, który będzie jeść ludzi, ten, który odżywia się bogami [...]. Zaprawdę, Chonsu morderca panów, ten, który skręca ich szyje (podrzyna im gardła) dla Unisa i wyjmuje dla niego [Unisa] to, co znajduje się w ich brzuchach. On jest posłańcem, którego on posyła chłostać. Naprawdę, to Szesmu tnie ich dla Unisa, gotuje z nich posiłek dla niego w naczyniach kuchennych, w których przygotowuje się kolację. Unis jest tym, który je ich magię, który połyka ich duchy. Ich wielcy są przeznaczeni na jego [Unisa] śniadanie. Ich średni na jego kolację, ich mali na jego nocny posiłek.
Dla części naukowców koronnym argumentem przeciwko kanibalizmowi był brak jakichkolwiek śladów osmalenia kości w ogniu. Jednak w zarysie dziejów egipskiej religii nie można pominąć znaleziska z cmentarzyska w Ballas, gdzie odkryto ślady rozczłonkowania zwłok, a nawet rozłupywania kości długich celem wydobycia z nich szpiku. Okaleczenie, uduszenie, rozczłonkowanie - ofiary z ludzi miały zadowolić nie tylko bogów, były również przejawem władzy, ponieważ przelana krew przekładała się na bogactwo i wpływy. Uderzające jest pragnienie egipskiej pary królewskiej, by "zachować swój dotychczasowy wizerunek" także w drugim życiu; zjawiali się w nim w otoczeniu tej samej świty, jakiej wymagała ich pozycja w doczesności. W innych okresach pewne cywilizacje znalazły mniej okrutny sposób na spełnienie tego wymogu. Egipcjanie byli ludźmi nadzwyczaj praktycznymi i doszli do wniosku, że pozbawianie nowego króla doświadczenia oraz umiejętności rzemieślników i urzędników służących jego poprzednikowi nie ma większego sensu.
Możliwe jest, że śmierć następowała z przyczyn naturalnych, a ciała przechowywano aż do nieuniknionego odejścia króla. Tak uhonorowani słudzy osiągali nieśmiertelność, której nie dostąpiła większość ich rodaków. Z prostych nagrobków oznaczających miejsce wielu dodatkowych pochówków wywnioskować można, że tylko urzędników niższych rang wybierano, aby towarzyszyli zmarłemu królowi. Ich bardziej zasobni i wpływowi zwierzchnicy mieli swoje groby, tym częściej niektóre z nich otaczano pochówkami ich własnej służby
.
Następca Aha, Dżer, hołdował jeszcze tradycji - przy okręgu grobowym tego władcy zlokalizowano 269 grobów. Za to Ka'a, ostatni z władców I dynastii, miał ich już niecałe 30. Za rządów II dynastii zwyczaj został zarzucony prawdopodobnie w wyniku rebelii w otoczeniu króla. Do grobów szli w końcu ludzie piastujący najwyższe urzędy w państwie, zatem powód zarzucenia zwyczaju mógł być bardziej polityczny czy ekonomiczny niż etyczny
. Nie oznacza to bynajmniej, że nad Nilem całkowicie porzucono koncepcję składania ofiar z ludzi.
Podobno gdy przez kilka lat Egipt nawiedzała klęska nieurodzajów, przybyły z Cypru wieszczek Frasjos doradził królowi, aby poświęcał co roku Zeusowi cudzoziemca dla ułagodzenia boga i sprowadzenia dostatku. Tak też uczynił Busiris - którego imię jednakże nie figuruje na listach władców żadnej z dynastii faraonów - zaczynając ofiarę od samego Frasjosa. Niektórzy antyczni autorzy powątpiewali w realność takich okrutnych praktyk. Jest wśród nich Herodot, który konstatował:
Hellenowie opowiadają jeszcze wiele innych rzeczy w sposób nierozważny; m.in. i to ich podanie jest naiwne, które o Heraklesie krąży, że go po przybyciu do Egiptu Egipcjanie uwieńczyli i wyprowadzili w uroczystej procesji, aby go ofiarować Zeusowi; Herakles przez jakiś czas zachowywał się spokojnie, kiedy jednak przy ołtarzu zaczęli sposobić się do ofiary, zaczął się bronić i wszystkich wymordował. Zdaje mi się, że ci Hellenowie, którzy to mówią, zupełnie nie są obznajomieni z charakterem i zwyczajami Egipcjan. Wszak tacy, którym nie godzi się nawet bydląt ofiarować, oprócz owiec, byków, cieląt, o ile one są czyste, i gęsi - jakżeżby oni mogli ludzi zarzynać na ofiarę? Nadto jak jest możliwe, żeby Herakles, sam jeden i jeszcze wtedy człowiek, jak twierdzą, wiele tysięcy ludzi uśmiercił? Lecz nam, którzyśmy tyle o tych sprawach mówili, niechajby i ze strony bogów, i ze strony herosów życzliwość przypadła w udziale!
Historyk Diodor Sycylijski z I wieku p.n.e. opowiadał o ofiarowywaniu osób o rudych (czerwonych) włosach, bo takie miał zabójca Ozyrysa, Seth (Tyfon). U Egipcjan ten kolor włosów należał do rzadkości, wyszukiwano więc ofiary wśród cudzoziemców. Dziejopisarz negował jednak te wszystkie opowieści, będąc przekonanym, że zostały one po prostu i bezpodstawnie (Egipcjanie słynęli z gościnności!) wymyślone.
Specyficzną formą rytualnej czynności składania ofiary dla bóstwa była "ofiara agrarna". Związana była z obrzędową pracą na roli, która przyczyniała się do rozwoju życia ukrytego w ziarnach płodów rolnych. Rolnik dostrzegał, że jego praca jest uzależniona od czasu, od rytmu pór roku. Obserwował, że cyklicznie nadchodząca zima nigdy nie jest czymś ostatecznym, gdyż zawsze po niej następuje całkowite odrodzenie przyrody. W jego wyobrażeniu nic nie umierało, wszystko regenerowało się i odpoczywało w oczekiwaniu na nową wiosnę.
W przeświadczeniu tym można doszukiwać się znaczenia rytuału składania ofiar z życia zwierząt i ludzi, które czyniono w celu odrodzenia siły, ujawniającej się w płodach. Zwyczaj składania ofiar z ludzi dla uzyskania lepszych plonów mógł mieć swe korzenie w Egipcie. Znany jest tam rytuał, w którym ofiarę z człowieka owijano w snop z papirusu - prototyp kolumny dżed, następnie ucinano mu głowę, którą wrzucano do wody, a resztę ciała chowano w polu
.
Podobnie w niektórych regionach Japonii istnieje jeszcze zwyczaj popychania młodych sadzarek, aby upadały w błoto ryżowiska. Pobrzmiewa tu dalekie echo rytuału ofiarnego, kiedy to przeznaczano młodą dziewczynę bogom wody, z którymi współpraca była niezbędna dla udanych wodnych upraw ryżu
. To dlatego do świętej rzeki występującej z brzegów po deszczach raz do roku wrzucano w ofierze dziewice.
Na podobnej zasadzie starożytni Egipcjanie uważali, że życie zależne jest od Horusa, boga Nilu i symbolu istnienia. W późniejszych czasach zwyczaj ten przybrał formę zastępczą, tak jak na Wyspach Japońskich, ale w Afryce Wschodniej zmienił się on w amputacje sfer intymnych u dziewcząt
. Praktyka obrzezania kobiet sięga czasów starożytnych, a najwcześniejsze zapiski dotyczące tego obrzędu pochodzą z XX wieku p.n.e. Najbrutalniejszym jej wariantem jest metoda "faraońska", zwana w Egipcie "sudańską".
Obrzezanie stanowi być może pozostałość po tradycji ofiar z ludzi, a napletek jest substytutem całego człowieka, z którego składano ofiarę. Niektórzy historycy snują domysły, że archaiczna wersja bóstwa, prawdopodobnie bogini, żądała ofiar z ludzi, a później przyjmowała zniszczenie męskich genitaliów jako wystarczający substytut całego mężczyzny; kastracja mogła być, w gruncie rzeczy, warunkiem koniecznym kapłaństwa w epoce archaicznej, kiedy główne bóstwo było żeńskie, reprezentowane przez kapłanki. Z czasem nawet to wymaganie złagodzono, a napletek zaczął stanowić substytut genitaliów i całego mężczyzny.
Nawiasem mówiąc, znanych jest wiele grup etnicznych, u których obrzęd obrzezania poprzedzał rytuał inicjacji. Nie wszędzie dokonanie tego obrzędu zbiegało się z osiągnięciem dojrzałości płciowej. Czasami dokonywano tej operacji, kiedy dziecko było pacholęciem. Obrzezaniu nadawano samodzielne znaczenie. Opowiadając o tym obrzędzie u Dogonów, francuska antropolożka Germaine Dieterlen pisała:
Niezależnie od płci noworodka, pozostaje on jeszcze "rybą". Napletek u chłopca świadczy o jego żeńskim pierwiastku, łechtaczka u dziewczynki - o męskim. Trwa to do chwili obrzezania; usunięcie tych organów wydala cielesne symbole, przekształcając te "ryby" do tego czasu dwupłciowe, w dziewczynkę lub chłopca
.
Obrzezanie zamykało więc w życiu człowieka okres istoty tylko biologicznej, a co za tym idzie - jeszcze społecznie niewartościowej. Proces wychowania młodzieży w toku cyklu inicjacyjnego zmierzał do tego, aby przyszli członkowie wspólnoty nie rzucali wyzwania istniejącym porządkom, lecz przyjmowali je jako świętą i niezachwianą spuściznę przodków. W dzisiejszych czasach w pewnych okresach roku, późnym wieczorem lub o świcie, z afrykańskich chat dobiegają przeszywające krzyki dorastających dziewcząt, którym usuwa się część, a czasem całą łechtaczkę oraz wargi sromowe, zależnie od tradycji regionu.
W Afryce bardzo surowo osądza się rodziców za niepoddanie dziewcząt i chłopców zabiegom inicjacyjnym. Odbywa się to niejednokrotnie bez aplikowania środków znieczulających, rany przyżega rozpalonym żelazem i posypuje papką ziołową mającą właściwości tamujące krew. Jeśli dziewczęta wykrwawiają się podczas zabiegu i umierają, uznaje się to za przejaw woli przodków.
Narzędzie do operacji zanurza się w roztopionym maśle lub dezynfekuje za pomocą alkoholu. Dolną część brzucha naciera się mieszanką masła i miodu i przystępuje do operacji. Uszkodzenia ciała bywają niekiedy rozleglejsze, jeśli dziecko pod wpływem bólu gwałtownie się poruszy, mimo silnego uścisku matron. Na wsiach Ghany 80 procent rodzin poddaje dziewczęta zabiegowi. We wsiach Sierra Leone jest on wciąż praktykowany, lecz trudno o dokładne dane, ponieważ zabiegi odbywają się pod patronatem tajnych stowarzyszeń, które za zdradę tajemnicy karzą śmiercią.
Po amputacji zewnętrznych organów płciowych przykłada się na ranę papkę z ziół i daktyli. Niekiedy dodaje się do tego henny, która ma właściwości odkażające i wzmacniające. Siódmego dnia dziewczynka lub dziewczynki, bo zabiegu dokonuje się grupowo, schodzą do Nilu, by przejść "balsamiczną kąpiel". Aicha Lemsine w swojej książce Ordalie des voix zwraca uwagę, że ekscyzja praktykowana nadal jest w kilkudziesięciu krajach, a rocznie przechodzą ją miliony kobiet, zwłaszcza w Afryce Wschodniej.
W 1979 roku obradowała w Chartumie specjalna konferencja, zwołana przez Światową Organizację Zdrowia, a poświęcona problemowi obrzezania dziewcząt w Afryce. Lekarze i specjaliści z różnych krajów afrykańskich zgodnie potępili ten barbarzyński zwyczaj, praktykowany głównie w Afryce muzułmańskiej, ale upowszechniony też w niektórych plemionach Czarnej Afryki. Wykazano, że miliony dziewcząt w Afryce od Senegalu po Sudan, Somalię i Mozambik podlegają tym niedopuszczalnym z punktu widzenia zdrowia fizycznego i psychicznego praktykom, powodującym niejednokrotnie przedwczesne zgony.
Owo potępienie nie zmieniło jednak głęboko zakorzenionego obyczaju. Ba, w latach 80. ubiegłego stulecia obrządek ten stał się źródłem zysku pewnego gangu w Paryżu. Ofiary wynajdowano wśród dzieci murzyńskich z rodzin poszukujących pracy we Francji. Proceder ten opisał amerykański turysta w czasopiśmie "Women International Network". Seans odbywał się w prywatnym apartamencie, a ofiarą była siedmioletnia czarna dziewczynka.
Leżała ona na stole z rękami związanymi na plecach, podczas gdy trzech mężczyzn dokonywało operacji. W "spektaklu" uczestniczyła czarna tancerka, która próbowała zagłuszyć śpiewem krzyk nieszczęsnego dziecka. Barbarzyńska ceremonia zgromadziła kilkudziesięciu turystów, z których każdy zapłacił tysiąc franków za prawo wstępu. Można też było fotografować poszczególne fazy zabiegu, płacąc po sto franków za każde zrobione zdjęcie...