Kto pisze naszą historię? Rozmowy polskie wiosną XXI wieku - Andrzej Nowak

Kup ebooka

49.90 zł
38.92 zł (27,45 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Ry­cerz i de­zer­ter

ROZ­MOWA

ze Szcze­pa­nem Twar­do­chem

.

SZCZE­PAN TWAR­DOCH (ur. 1979) - pi­sarz.

.

AN­DRZEJ NO­WAK: Kiedy uma­wia­li­śmy się na to spo­tka­nie, wspo­mniał pan, że był nie­dawno na fron­cie na Ukra­inie. To było kilka ty­go­dni temu.

SZCZE­PAN TWAR­DOCH: Tak. Ju­tro wra­cam tam znowu.

Moje py­ta­nie w związku z tym jest na­stę­pu­jące: co pan zo­ba­czył, co prze­żył, co może opo­wie­dzieć i po co? Cho­dzi mi o kwe­stię bar­dziej ogólną: po co tam - czyli wprost do to­czą­cej się wojny - je­chać, pa­trzeć na nią, prze­ży­wać i opo­wia­dać?

Mam dwie li­nie od­po­wie­dzi na to py­ta­nie. Jedna li­nia jest, po­wie­dział­bym, ludzka i mo­ralna. Może na­wet oby­wa­tel­ska. A druga li­nia jest ar­ty­styczna. I w tej pierw­szej, w tym pierw­szym mo­du­sie, ja wie­rzę, że Ukra­ińcy to­czą wojnę spra­wie­dliwą, w ta­kim naj­bar­dziej kla­sycz­nym tego słowa zna­cze­niu. Wojnę spra­wie­dliwą w obro­nie, chcia­łem po­wie­dzieć - oj­czy­zny, ale tak na­prawdę im wię­cej tej wojny wi­dzę, a ja tam jeż­dżę od roku, by­łem tam już kil­ka­krot­nie...

Tam, to zna­czy gdzie pan był kon­kret­nie? O ile może pan po­wie­dzieć - w ja­kich był pan re­jo­nach?

Gdzie by­łem? No, ja jeż­dżę na front.

Czyli w różne miej­sca frontu?

Tak. Od re­jonu ku­piań­skiego i Char­kowa na pół­nocy po Don­bas, po Za­po­roże i Cher­soń. Te­raz ro­bię taki ob­jazd, bo mamy strasz­nie dużo sprzętu do roz­wie­zie­nia, więc będę miał taki tour wzdłuż ca­łej li­nii frontu, od po­łu­dnia na pół­noc.

Prze­pra­szam, że prze­rwa­łem.

Nic ta­kiego. Wra­ca­jąc więc: wie­rzę, że to jest wojna spra­wie­dliwa, na­to­miast im dłu­żej tam jeż­dżę, tym bar­dziej ro­śnie moja skłon­ność do re­duk­cji po­jęć, któ­rymi chcę się po­słu­gi­wać, my­śląc o tej woj­nie. Kiedy mó­wimy, że to jest wojna w obro­nie oj­czy­zny, to mamy na my­śli pewną ideę, pe­wien kon­strukt, prawda? Mnie zaś wy­daje się, że to wojna w obro­nie kon­kretu, nie kon­struktu. Że to jest wojna w obro­nie swo­ich ro­dzin, ziemi. Zie­mia, lu­dzie, ro­dzina - to jest kon­kret.

Dom być może też.

Dom, ję­zyk - to są kon­krety. I mam wra­że­nie, że bar­dziej tego ta wojna do­ty­czy. Nie zga­dzam się z taką po­wszech­nie gło­szoną tezą, że tam Ukra­ińcy biją się za nas - bo oni się biją za sie­bie. To jest ich po­wód do dzia­ła­nia, a nie ja­kieś ogól­niki: obrona Eu­ropy i tym po­dobne. Acz­kol­wiek nie mamy się co dzi­wić, że cza­sem się po­słu­gują tą re­to­ryką, bo to jest też tra­dy­cyjny mo­tyw pol­skiej hi­sto­rio­gra­fii, my­śle­nia o sa­mych so­bie: że je­ste­śmy przed­mu­rzem i tak da­lej. Ukra­ińcy się bro­nią, biją się za sa­mych sie­bie, na­to­miast za­trzy­ma­nie Ro­sjan na tej li­nii, na któ­rej są te­raz, jest oczy­wi­ście rów­nież w na­szym in­te­re­sie. No i po­my­śla­łem so­bie, że je­śli mogę ja­koś uczy­nić coś po­ży­tecz­nego z mo­jej nie­za­słu­żo­nej po­pu­lar­no­ści, je­śli mogę ją prze­kuć na kon­kretne dzia­ła­nia - a kon­kret tych dzia­łań też się ja­koś wy­raża - to za­czą­łem zbie­rać pie­nią­dze. I już w tej chwili łącz­nie jest ja­kieś mi­lion czte­ry­sta ty­sięcy zło­tych, za które ku­puję sprzęt i go do­wożę. Dla mnie to ważne, że do­wożę go bez­po­śred­nio do żoł­nie­rzy, Ukra­ina to kraj prze­żarty ko­rup­cją, więc wolę, żeby te rze­czy do­cie­rały ode mnie pro­sto do rąk wła­snych od­bior­ców. Cała ta sy­tu­acja, w któ­rej lu­dzie chcą wpła­cać mi pie­nią­dze, opiera się na ja­kimś za­ufa­niu, rę­czę za to swoim do­brym imie­niem, czuję się oczy­wi­ście zo­bo­wią­zany wo­bec tych, któ­rzy te pie­nią­dze wpła­cają, aby rze­czy te do­star­czyć wła­śnie do rąk wła­snych. Wła­ści­wie nie chcę uży­wać tu­taj ka­te­go­rii obo­wiązku, bo to nie jest obo­wią­zek. Obo­wiązki czło­wiek ma ra­czej wo­bec wła­snego pań­stwa, tak uwa­żam, ale nie chciał­bym do końca ży­cia żyć z my­ślą, że kiedy na­le­żało coś zro­bić, ja nie zro­bi­łem nic. I to jest może na­wet ego­istyczne tak na­prawdę, na sa­mym końcu, ale tak mi się wy­daje. To jest pierw­szy po­wód, dla któ­rego to ro­bię. Drugi jest zaś taki, że wojna za­wsze była moim te­ma­tem. Z po­wo­dów ro­dzin­nych. Z tego po­wodu, że wo­jenne do­świad­cze­nie po­ko­le­nia mo­ich dziad­ków było for­ma­cyjne dla nich: i dla męż­czyzn, i dla ko­biet. Mó­wię o po­ko­le­niu lu­dzi uro­dzo­nych gdzieś w oko­li­cach roku 1920, jesz­cze jako oby­wa­teli nie­miec­kich. My­śmy byli wy­cho­wy­wani w cie­niu tej wojny. To był te­mat...

Prze­pra­szam, że wcho­dzę w słowo, ale to jest dla mnie też cie­kawy wą­tek po­ko­le­niowy, w in­nym aspek­cie. Mówi pan, że był pan wy­cho­wy­wany w cie­niu tej, czyli dru­giej wojny świa­to­wej, choć uro­dził się pan w roku 1979, czyli czter­dzie­ści lat po jej wy­bu­chu, a trzy­dzie­ści cztery lata po jej za­koń­cze­niu. Mam wra­że­nie, że kiedy był pan chłop­cem, to już nie byli tak po­pu­larni na­wet Ja­nek Kos i Czte­rej pan­cerni i pies czy ka­pi­tan Kloss...

W la­tach osiem­dzie­sią­tych chyba jesz­cze był.

Ale to już była scho­dząca, po­wie­dział­bym, for­ma­cja pa­mięci. W każ­dym ra­zie wy­daje mi się, że druga wojna świa­towa była już chyba mniej waż­nym ukła­dem od­nie­sie­nia dla chłop­ców lat osiem­dzie­sią­tych czy po­czątku lat dzie­więć­dzie­sią­tych, niż była, po­wiedzmy, w la­tach sześć­dzie­sią­tych czy zwłasz­cza pięć­dzie­sią­tych.

Ja tego nie po­tra­fię oce­nić oczy­wi­ście, po­nie­waż mnie wtedy nie było, ale na pewno ma pan ra­cję. Po­tworną kon­sta­ta­cją jest dla mnie to, że od końca dru­giej wojny świa­to­wej do mo­ich uro­dzin upły­nęło mniej czasu niż od mo­ich uro­dzin do dziś... Nie mó­wię, nie chcę z tego ro­bić żad­nej mak­symy czy ja­kie­goś świa­dec­twa cza­sów czy po­ko­le­nia, mó­wię tylko o mo­jej oso­bi­stej sy­tu­acji ro­dzin­nej, w któ­rej ta na­sza hi­sto­ria dru­go­wo­jenna... Prze­pra­szam, wpa­dam w dy­gre­sję, pro­szę mi prze­ry­wać.

Nie, nie, dy­gre­sje są naj­cie­kaw­sze.

...w któ­rej ta na­sza hi­sto­ria, ślą­ska hi­sto­ria dru­go­wo­jenna, nie znaj­do­wała żad­nego wy­razu w hi­sto­rii ofi­cjal­nej. To było chyba moje w ogóle pierw­sze do­świad­cze­nie z hi­sto­rią jako ta­kie. Mój dzia­dek, który żył sto lat, szcze­gól­nie ważna po­stać w moim ży­ciu - zresztą tu wisi jego por­tret - był moim we­hi­ku­łem czasu. Kiedy się za­częły lek­cje hi­sto­rii w pod­sta­wówce, to była chyba czwarta klasa, to on za­wsze kon­tro­wał to, co sły­sza­łem w szkole - że to jest wszystko nie­prawda. Hi­sto­ria też za­wsze była pa­sjo­nu­jąca. Ta wo­jenna hi­sto­ria, po­nie­waż ona była tajna, ukry­wano ją przed nami.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki