Księżniczka Kasia - William Butler Yeats

Kup ebooka

12.50 zł
10.25 zł (9,79 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

AKT PIERWSZY

Izba SZEMUSA RUY. W głębi, w środku ściany - drzwi; po prawej ich stronie - okno; po drugiej wisi ołtarzyk z Matką Boską. Na prawo drzwi, prowadzące do komory, na lewo kominek, na nim słaby ogień. Przez okno widać w półmroku i mgle tonący las dębów, jodeł, leszczyny i jarzębiny. MAIRE pilnuje TEIGA, który napełnia garnek wodą. Teig staje naraz, jakby nadsłuchując, i wylewa trochę wody na podłogę.

MAIRE. Niezdaro! TEIG. Matko, pies wyje na dworze I szara kokosz trzepoce się w kojcu; Przedziwne rzeczy dzieją się na świecie W tych czasach głodu: na rozstajnych drogach Pod Tubber-vanach jakowaś kobieta Spotkała chłopa o kłapiastych uszach, Które się chwiały nijak błony gacka. MAIRE. Szemus się spaźnia. TEIG. A pod Carrick-orus, Przy cmentarzysku, jeden owczarz spotkał

Chłopa, co nie miał gęby, ócz ni uszu - Twarz - bryła mięsa; widział go wyraźnie W świetle miesiąca. MAIRE podchodząc do ołtarzyka. Spraw, Niepokalana, By Szemus wrócił zdrów z strasznego boru; Chroń go od wilków; Szemus jest niebaczny; A chroń go także od leśnych upiorów, Co się skradają po drogach i zwodzą Posępnookie dusze świeżo zmarłych I tych, co żywi, ale giną z głodu. Chroń go, Przeczysta Dziewico! TEIG. Gdzieś w dali - Zda mi się - słyszę dźwięki harf i bębny.

(Ktoś puka do drzwi.)

MAIRE. To Szemus wraca. TEIG. Chyba lepszą dzisiaj Przynosi strawę, niż ta chuda wrona, Którą nam przyniósł wczoraj.

(MAIRE otwiera drzwi, SZEMUS wchodzi z ubitym wilkiem na plecach.)

MAIRE. Późno wracasz; Nie spieszno-ć było; lubisz pogawędki Z kimbądź po drodze; wiesz, jakie mnie straszne Sny niepokoją, jak ciągle się modlę. A ty od rana legasz na pagórkach,

Lub na przecznicach stajesz, z kim się zdarzy, I język sobie wycierasz strasznemi Czasami głodu. SZEMUS. Ano kłóć się ze mną! Macie wieczerzę!

(Rzuca wilka na stół.)

Zawszeć wilk jest lepszy, Niż ścierwo wronie. Łaziłem dzień cały: Myszy i szczury i jeże - to wszystko Snadź wyzdychało, anim też jednego Trzepotu skrzydeł nie usłyszał w puszczy, Choć stopy moje grzęzły po moczarach, Chociaż w powiędłych topiłem się liściach. Teraz dopiero spostrzegłem to wilcze Pod węgłem pustej obory: tym łukiem Ubiłem zwierza. MAIRE. Chwalić świętych Pańskich!

(Po chwili.)

Czemu to psisko tak dziś wyje? SZEMUS. Czemu?! - Słyszał, żem wrócił, i węszy jedzenie. TEIG. Tymczasem tedy nie zginiemy z głodu! SZEMUS. A jakie macie dotychczas zapasy? TEIG. Pół worka mąki i pół garnka mleka.

SZEMUS. I kurę Maiwę. MAIRE. Zanim powróciłeś, Straszne hałasy wyprawiała w kojcu. Cóż tak łopoce w okno? TEIG. Dwa puszczyki Mignęły w oknie i biją skrzydłami, Odkąd pies wyje. SZEMUS. Cicho! cicho! cicho!

(Nakłada strzałę na łuk i podchodzi ku drzwiom. Naraz słychać odgłos muzyki.)
CIĄG DALSZY TEKSTU W PEŁNEJ WERSJI