Księżna nazistów - Jim Wilson

-
Proszę czekać

 

 

Przypisy

Najczęściej wykorzystywane źródła

- Public Record Office [Narodowe Archiwum Zjednoczonego Królestwa, PRO], Kew: Dwie teczki brytyjskiego wywiadu z opisami działalności księżnej Stephanie [von] Hohenlohe. Pierwsza (sygnatura PRO KV2/1696) obejmuje lata 1928-1939. Druga (sygnatura KV2/1697), obejmująca lata 1939-1947, zawiera głównie dokumenty związane z ubieganiem się księżnej o zezwolenie na wyjazd z Wielkiej Brytanii do Ameryki oraz z krokami podejmowanymi dla upewnienia się, że nie wróci do Anglii,

- Hoover Institution Archives [Archiwa Instytutu Hoovera, HIA], Stanford University, California: "The Prinzessin Stephanie zu Hohenlohe-Waldenburg-Schillingsfürst Papers" [dalej: Archiwum księżnej Stephanie Hohenlohe], zbiór dziewięciu pudeł (boxes) zawierających listy, telegramy, dokumenty i informacje biograficzne,

- Franklin D. Roosevelt Library [Biblioteka Prezydencka Franklina D. Roosevelta, FDRL], Hyde Park, New York.

1. Podwójnie zaślubieni w Nowym Jorku

1 PRO KV2/1696.

2 Notatka w sprawie księżnej Stephanie von Hohenlohe z 28 września 1941 r., New York, [w] FDRL.

3 PRO J77/1933/483 & J77/2004/2811.

4 S.J. Taylor, The Great Outsiders: Northcliffe, Rothermere & the "Daily Mail", s. 253.

5 Archiwum księżnej Stephanie Hohenlohe (pudło 5), w: HIA.

2. Rothermere i Churchill

1 Nekrolog, "The Times" z 27 listopada 1940 r.

2 Archiwum Churchilla, w: Churchill College, Cambridge.

3 S.J. Taylor, op.cit., s. 191.

4 Nekrolog, "The Times" z 27 listopada 1940 r.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

 

 

Wstęp

Bardzo mnie przekonują słowa: "Niczego nie wyjaśniaj, na nic się nie skarż, księżno".

Stephanie von Hohenlohe

Ludzi złoszczą żarliwi wielbiciele najgorszego łotra.

Collin Brooks o lordzie Rothermere

Zacząłem doceniać jakość brytyjskiej propagandy. Jestem przekonany, że propaganda to środek niezbędny do osiągnięcia postawionych sobie celów.

Adolf Hitler

Jest kilka powodów, dla których czułem się w obowiązku napisać tę książkę.

Po pierwsze, niezależnie od ocen i opinii, jakie można mieć w odniesieniu do jej motywów czy postępowania, Jej Książęca Wysokość Stephanie von Hohenlohe-Waldenburg-Schillingsfürst była fascynującą postacią. Nazywana "osobistym ambasadorem" lorda Rothermere, jednego z czołowych właścicieli prasy, dla Hitlera była równocześnie "liebe Prinzessin", kochaną księżną. Jej historia to opowieść o intrygach, manipulacjach, szpiegostwie i dwulicowości w Wielkiej Brytanii, Stanach Zjednoczonych i Europie, gdy świat nieubłaganie zmierzał ku wojnie. Podołała wszystkiemu dzięki urokowi osobistemu, inteligencji i niewątpliwym politycznym talentom. Jeśli mogło to pomóc jej zamierzeniom - a często tak było - zamieniała się w uwodzicielkę i kusicielkę.

Po drugie, w latach trzydziestych obracała się w Europie i Ameryce wśród wpływowych osobistości, które prowadziły polityczną grę na tle zanikających już śladów okrutnej wojny światowej i rosnącego zagrożenia kolejną; w atmosferze nieporozumień, ustępstw i niebezpiecznego rozwoju faszystowskich dyktatur.

I po trzecie, w tekście pojawia się ciekawy związek z moją rodziną. Powiem nawet, że do większości tych wydarzeń nigdy by nie doszło, gdyby moja cioteczna babka Annabel nie przedstawiła księżnej lorda Rothermere, co doprowadziło później Stephanie do pełnego namiętności romansu z najbliższym adiutantem Adolfa Hitlera i sprawiło, że ona, Żydówka z urodzenia, stała się "kochaną księżną" Führera.

Nie mógłbym jednak opowiedzieć jej historii bez dostępu do akt brytyjskiego wywiadu, odtajnionych i przekazanych archiwum państwowemu w 2005 roku, jak również dużej kolekcji dokumentów należących do Stephanie, przechowywanych obecnie w archiwum Hoover Institution w kalifornijskim Stanford University.

Podziękowania należą się również mojej żonie Judith za jej pełne sympatii wsparcie i cierpliwość.

Jim Wilson OBE Norfolk

 

1

Podwójnie zaślubieni w Nowym Jorku

Brytyjski wywiad określał ją jako "jedyną kobietę, która była zdolna wpłynąć na Hitlera"1. Dla FBI była "niebezpieczna i sprytna", szpieg "gorszy od 10 tysięcy mężczyzn"2. Hitler mówił o niej "kochana księżna". Lord Rothermere, magnat prasowy, właściciel "Daily Mail"(01), zatrudnił ją jako pośredniczkę w kontaktach z Hitlerem i jego poplecznikami. Podejmowano ją w najlepszych kręgach towarzyskich Anglii, Ameryki i Europy, miała dostęp do większości rodzin panujących. Jednak inni, ci zwłaszcza, którzy wiedzieli o jej oszustwie, uważali ją za kusicielkę, niemoralną manipulatorkę, gotową sięgnąć po każdy środek, by osiągnąć swój cel.

Księżna Stephanie von Hohenlohe-Waldenburg-Schillingsfürst była kochanką zaufanego adiutanta Hitlera i polityczną intrygantką o niezwykłej pomysłowości i talentach. Dwulicowa, inteligentna, pełna uroku, wkręciła się w szeregi brytyjskiej socjety, szerząc na jej szczytach nazistowską propagandę w latach dwudziestych i trzydziestych XX wieku, gdy świat z okropności jednej wojny dryfował ku nieznanej grozie kolejnego konfliktu.

Wraz ze swym kochankiem Fritzem Wiedemannem, przełożonym Hitlera podczas pierwszej wojny światowej, potem zaś jego osobistym adiutantem, realizowała w Stanach Zjednoczonych zalecenia Führera: obudzić sympatię do nazistowskich Niemiec i trzymać Amerykę z dala od wojny, co sprzyjało interesom Rzeszy. Dzieje księżnej i prasowego potentata to historia pełna fałszu i ironii. Autentyczna w zamierzeniach próba nawiązania ściślejszego porozumienia między Wielką Brytanią i nowymi dyktaturami w Europie poprzedziła najbardziej niszczącą wojnę w historii. Mimo to w późniejszych latach Stephanie, po zwolnieniu z internowania w Stanach Zjednoczonych, obracała się wśród waszyngtońskiej śmietanki towarzyskiej jako protegowana prezydenta.

Wielu wpływowych Brytyjczyków, od których można było oczekiwać większej przenikliwości, wybrało drogę pojednania z nazistowskimi Niemcami, mimo iż Hitler podsycał napięcie prowadzące do drugiej wyniszczającej wojny światowej, rozpoczętej w Europie. Żaden nie podchodził do tego z równie skomplikowanych powodów co potężny propagandzista tego okresu, autentyczny wizjoner i przyjaciel Churchilla, lord Rothermere. Opowieść o tym współzałożycielu "Daily Mail" i jego ryzykownych umizgach do Hitlera, wykorzystujących "księżnę nazistów" Führera, uznać można by za opowieść zmyśloną, ale to prawda, podobnie jak i prawdziwe są niecodzienne postaci pojawiające się w niej. Do nich należy grająca główną rolę w tej historii moja cioteczna babka Annabel Kruse. Wraz ze swym bogatym mężem, właścicielem jednej z najwspanialszych kolekcji samochodów sportowych i wyścigowych w okresie międzywojennym, byli bliskimi przyjaciółmi księżnej i lorda Rothermere'a. Razem spełnili funkcję katalizatora dla tej opowieści o szpiegostwie i propagandzie, której nie można było w pełni ujawnić dopóty, dopóki zastrzeżona dokumentacja MI5 nie została odtajniona i przekazana w 2005 roku do Archiwum Państwowego. To właśnie zawartość tych akt wespół z zapiskami i protokołami amerykańskiego FBI dowodzi, jak poważnie władze obu krajów traktowały działalność księżnej. Pokazują również wyraźnie, że choć jej pracodawcą był prasowy magnat Rothermere, lojalność zachowała wobec Führera. Księżna Stephanie pół życia poświęciła zaprzeczaniu temu, co dla kogoś znającego jej przeszłość było oczywiste. Dzięki zimnej krwi i sile woli potrafiła oddalić wszelkie podejrzenia i zarzuty, by wyrobić sobie w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych ubiegłego stulecia znaczącą pozycję jako "aranżer wydarzeń/łącznik", pracując dla kilku spośród najbardziej liczących się wydawców i właścicieli prasy w Europie i Stanach Zjednoczonych.

Moja cioteczna babka była Amerykanką. Urodziła się w 1893 roku w Georgii w stanie Alabama jako Annabel Adora Belita Maria Colt. Jej ojciec, George R. Kane, miał sieć hoteli, matka, Alma, była Hiszpanką. Po hiszpańskich przodkach otrzymała oprócz krwi osobowość i temperament - Annabel, drobnej budowy, była pełną życia, intrygującą panną, która potrafiła poruszyć każde towarzystwo. Miała zaledwie 21 lat, gdy wyszła po raz wtóry za mąż za George'a Wilsona, wuja mego ojca, doświadczyła już zatem emocjonalnych wzlotów i upadków, owdowiawszy w pierwszym małżeństwie. George dał jej oparcie, jakiego szukała. Był ochmistrzem na liniowcu przemierzającym północny Atlantyk między Liverpoolem i Nowym Jorkiem, romans rozkwitł właśnie na statku. Pobrali się 13 kwietnia 1914 roku w imponującym gmachu nowojorskiego ratusza. Annabel mieszkała wówczas przy West 127th Street pod numerem 610 w Nowym Jorku. Na budzącym podziw świadectwie ślubu, podpisanym własnoręcznie przez miejskiego radnego (dokument znajduje się dziś w Kew), napisano, że George jest oficerem płatnikiem z Hartlepool w Anglii3. Małżeństwo przetrwało tragedię pierwszej wojny światowej, ale z jakichś powodów związek rozpadł się i w 1923 roku Annabel otrzymała warunkowy rozwód. Ostateczne rozstali się później, a Annabel znów przekroczyła Atlantyk. Być może rozważała powrót do Ameryki na stałe, ale przypadek całkowicie odmienił jej życie. W Nowym Jorku poznała i zakochała się w Jacku Fredericku Conradzie Kruse, ekstrawaganckim, nadzwyczaj przystojnym trzydziestolatku, najstarszym synu bankiera. Kruse był nie tylko pociągający fizycznie, jako kapitan Rezerwy Marynarki Królewskiej(02) mógł się również pochwalić zaszczytną służbą królowej. A przy tym był bardzo bogaty.

Jack Kruse urodził się 20 września 1892 roku w South Weald w hrabstwie Essex. Jego ojciec, Herman Conrad Kruse, wywodził się z rodziny o niemieckich korzeniach, która wyemigrowała do Holandii. Jeszcze przed narodzinami Jacka Kruse'owie przenieśli się ponownie, by tym razem osiąść w Anglii. Jack odebrał edukację w szkołach prywatnych i jako dwudziestolatek zarządzał już 800-akrowym (ok. 325 ha) gospodarstwem sadowniczym w Salehurst w hrabstwie Kent, należącym do sir Harolda Harmswortha. Harold z bratem Alfredem tworzył godny uwagi duet - to oni w maju 1896 roku założyli "Daily Mail". Alfreda można, pod wieloma względami, uznać za twórcę nowoczesnej gazety. Był geniuszem Fleet Street(03), znakomicie nadawał kierunek informacjom i nie miał sobie równego, jeśli chodzi o zrozumiewnie, co zapewni gazecie sprzedaż w nieosiągalnym wcześniej nakładzie - dzięki temu zwracał uwagę czytelników "Daily Mail" na wydarzenia, które mogły mieć wpływ na ich losy. Miał talent do robienia gazety, która przyciągała czytelników i zdobywała ich lojalność tak, jak nie udało się dotąd żadnemu pismu. To on wymyślił nagłówek na szerokość strony, położył szczególny nacisk na teksty ukazujące prawdziwych ludzi, wprowadził również znacznie bogatszy dział sportowy. W ciągu zaledwie trzech lat od powstania sprzedaż "Daily Mail" braci Harmsworth przekroczyła milion egzemplarzy dziennie.

Alfred i Harold byli wydawcami, dzięki którym dziennikarstwo osiągnęło, by tak rzec, pełnoletność. Kontynuowali ambitny rozwój popularnej prasy, powołując do życia w listopadzie 1902 roku dziennik "Daily Mirror". Niewykluczone, że kampania prasowa prowadzona przez ich gazety podczas pierwszej wojny światowej wpłynęła na zmianę sytuacji na frontach i skłoniła odpowiedzialnych za nią polityków do nowej oceny wydarzeń. Do Harmsworthów należały gazety najchętniej czytane przez żołnierzy frontowych w Europie. W okopach to "Mail" i "Mirror" przenosiły ich do ojczyzny. Dla wojaków liczyły się relacje z domu, tego właśnie oczekiwali. "Daily Mail" i pozostałe publikacje Harmsworthów wyznaczały również standardy we wprowadzaniu nowych technologii: rok po założeniu "Daily Mail" gazeta miała już linię telegraficzną z Nowym Jorkiem. Na Fleet Street było to pierwsze połączenie transatlantyckie. Dzięki niesamowitemu oku, jakie Alfred miał do tytułów, czołówek i konkursów przyciągających masowego czytelnika, sukces "Daily Mail" był nie do pobicia. Trzy lata po założeniu "Daily Mirror" Alfred otrzymał godność para i tytuł lorda Northcliffe.

Talent Harolda objawiał się z kolei w finansach. Znał się na giełdzie, miał opinię inwestora odnoszącego sukcesy. Jego mocną stroną były prognozy zysków i strat, w czym pomagała mu zdecydowana kontrola kosztów. Miał jedno zadanie: sprawić, by wydawnicze umiejętności Alfreda przynosiły korzyści finansowe. Osiągnął w tym takie mistrzostwo, że bracia wkrótce posiadali największy koncern prasowy w Wielkiej Brytanii, obejmujący dwie trzecie tytułów redagowanych na Fleet Street. Harold również został wyniesiony do godności para - w 1919 roku został lordem Rothermere'em, wcześniej, już po objęciu w 1910 roku majątku w Horsey w hrabstwie Norfolk, otrzymał tytuł baroneta. Gdy Northcliffe zmarł w 1922 roku, Rothermere'owi przypadły w spadku wszystkie wydawane tytuły i stał się, jak głosiła wieść, trzecim najbogatszym mieszkańcem Anglii, z fortuną wartą wedle dzisiejszych wyliczeń 780 mln funtów4. Sprzedaż kierowanej przez niego "Daily Mail" sięgnęła w 1926 roku 2 milionów egzemplarzy dziennie.

Rothermere, podobnie jak jego brat, miał znaczną władzę i wpływy. Zapewniały mu je nie tylko gazety i czasopisma, których był właścicielem i wydawcą, ale także szerokie kontakty w kręgach politycznych. Mimo że potrafił wykazać się zaskakującą przezornością w swych ocenach i przewidywaniach, ujawniał czasem brak rozsądku, angażując się w sprawy i cele, nad którymi inni długo by się zastanawiali. Rothermere, w przeciwieństwie do Northcliffe'a, człowieka pełnego pomysłów, towarzyskiego, miłego w obyciu, acz nieco porywczego, był raczej powściągliwy, wedle niektórych nawet nieufny i ociężały. Zamknięcie w sobie podkreślała dodatkowo postura fizyczna i potężne wąsiska, jakie zapuścił jeszcze w młodości. Z wiekiem utrzymywał zarost w ryzach, ale maniery typowe dla "butnego i gburowatego magnata przemysłowego" pozostały. Potrafił być wyjątkowo otwarty i bezceremonialny, wręcz nachalny i niegrzeczny. Księżna Stephanie nazwała go po latach publicznie człowiekiem "pozbawionym konsekwencji, typem o gwałtownie zmiennych nastrojach, zdolnym rzucić miliony dla wsparcia najbardziej płonnych zachcianek, całkowicie bezwzględnym w realizacji każdego pomysłu, który mógłby przynieść mu zawodowy rozgłos lub osobisty prestiż"5.

Utraciwszy na wojnie dwóch ukochanych synów, nieszczęśliwy z powodu separacji z żoną Lilian, z którą nigdy się nie rozwiódł, Rothermere pozostawał, pomimo swych bogactw i wpływów, nieco nieśmiały i samotny, skłonny otaczać opieką osoby, które polubił i szanował. Gdy już się z kimś zaprzyjaźnił, z ochotą sięgał do portfela, by okazać wielką hojność. Taką postacią był właśnie Jack Kruse. Rothermere'owi podobał się sposób, w jaki Kruse prowadził przed wojną gospodarstwo w Salehurst, imponował mu również udział Jacka w walkach pod Gallipoli(04). Po wojnie zaproponował mu funkcję prywatnego sekretarza, a następnie szybko awansował na coraz wyższe stanowiska w koncernie; w 1924 roku Jack był już dyrektorem kontynentalnej edycji "Daily Mail", wydawanej w Paryżu dla Brytyjczyków mieszkających w Europie.

W marcu 1924 roku lord Rothermere w towarzystwie kamerdynera, Kruse'a oraz dziennikarza "Daily Mail" Arthura Fullera odpłynęli z Monako, ulubionego miejsca zabaw bogaczy - Rothermere miał tam swą willę - do Nowego Jorku. Jego lordowska mość zawsze podróżował pierwszą klasą i zatrzymywał się w najlepszych hotelach, dlatego też w Nowym Jorku zajął pokoje w hotelu Plaza. Dla Jacka była to pierwsza wizyta w Stanach Zjednoczonych - wrażenie zrobiły na nim nie tylko tempo i dynamika tętniącego życiem miasta, ale i ludzie, których poznał. Wśród nich była Annabel Wilson. Nie znamy okoliczności ich spotkania, ale Annabel wywarła ogromne wrażenie na Jacku, o samym lordzie już nie wspominając. Romans rozwinął się błyskawicznie. Kilka tygodni od poznania Kruse'a i rok po rozwodzie z Wilsonem, 31-letnia Annabel zawarła trzeci związek małżeński. W maju towarzystwo wypłynęło na liniowcu w kierunku portu w Southampton. Lista pasażerów wymieniała tym razem Jacka i Annabel Kruse'ów, czyli męża i żonę, której asystowała służąca, niejaka Winfried R. Butcher. Ślub w Nowym Jorku poprzedziło wyjątkowo krótkie narzeczeństwo, co było rzadkie nawet dla omawianych tu czasów, czyli szalonych lat dwudziestych.

01 Gazeta codzienna dla klasy średniej, kierowana specjalnie do kobiet (do dziś stanowią one ponad połowę czytelników). Pierwsze wydanie ukazało się 4 maja 1896 roku w nakładzie 397 tysięcy egzemplarzy, czterokrotnie przekraczając planowaną liczbę. Na początku XX w. "Daily Mail" był największym dziennikiem na świecie (przypisy oznaczone asteryskiem pochodzą od tłumacza).

02 Royal Naval Reserve, powołana w 1859 roku formacja złożona z marynarzy i oficerów floty handlowej i rybackiej, którzy w razie potrzeby mogli zostać powołani do pomocniczej służby czynnej.

03 Ulica w londyńskim City, od początku XVI w. siedziba wydawnictw i agencji prasowych. Nazwa używana do dziś dla określenia prasy brytyjskiej.

04 Bitwa w cieśninie Dardanele przegrana przez państwa ententy dążące do zdobycia Istambułu i pokonania Turcji.

 

2

Rothermere i Churchill

Bogaty, przystojny i mający za sobą zaszczytną służbę wojskową, Jack Kruse był jednym z tych młodych ludzi, do których należał świat. Powróciwszy z jednego z najkoszmarniejszych teatrów pierwszej wojny światowej, jakim był półwysep Gallipoli, starał się oderwać od frontowych wspomnień i okropności, uciekając w świat samochodów sportowych. W latach dwudziestych szybka jazda samochodem stawała się częstym hobby. Słynne brytyjskie marki Rolls-Royce i Bentley konkurowały z kontynentalnymi producentami, takimi jak Alfa Romeo, Bugatti i Lancia we Włoszech czy Mercedes-Benz w Niemczech. Każda firma dokładała wszelkich starań, by jej sportowe i turystyczne auta przewyższały jakością konkurencyjne modele. Ruch na drogach niemal nie istniał, ograniczenie szybkości, kamery i radary były śpiewką przyszłości. Cóż za pokusa dla ludzi z pieniędzmi, apetytem na podniety i duchem przygody. Znaczące zawody sportowe, takie jak rajdy w Monte Carlo, Alpejski czy w Le Mans, przyciągały wszystkich żądnych wielkich emocji. Kruse, "szpaner" z pieniędzmi, miał wszelkie zadatki, by w tym nader kosztownym i rywalizującym środowisku zająć czołową pozycję.

Zapisał piękną wojenną kartę. Gdy ogłoszono mobilizację, rozpoczął służbę w jednej z najbardziej doborowych i wziętych jednostek armii brytyjskiej, Queen's Westminster Volunteers. Już w mundurze przekonał się, że piechota to nie przelewki, i jako porucznik marynarki poprosił o przeniesienie do Royal Naval Division(05), utworzonej przez Winstona Churchilla, wówczas Pierwszego Lorda Admiralicji. W wielu wcześniejszych konfliktach wojennych brygada marynarki wspomagała zwykle armię lądową; ze zwolnionych ze służby we flocie oficerów i marynarzy Churchill postanowił uformować, dołączając do nich sporą część rezerwistów z Royal Naval Volunteer Reserve, jedną wspólną jednostkę bojową, przypominającą dywizję armijną. Churchill stał za operacją w Dardanelach i to zapewne sprawiło, że Royal Naval Division należała do jednostek wysłanych pod Gallipoli. Kruse zaraz po zostaniu oficerem dywizji otrzymał awans, w czym pomogła mu, jak się zdaje, znajomość z lordem Rothermere'em.

Rothermere'a łączyła z Churchillem ścisła współpraca i przyjaźń. W rzeczy samej Winston często pisywał do "Daily Mail". W okresie odrzucenia go przez główny nurt polityki Wielkiej Brytanii, wiedział, że zawsze może zwrócić się do Rothermere'a i jego "Daily Mail", by trochę dorobić i nadać szeroki rozgłos swym poglądom. W latach trzydziestych z takim samym zapałem jak Rothermere pisał o potrzebie wzmocnienia przez Wielką Brytanię jej sił powietrznych. Podczas pierwszej wojny światowej Rothermere przez krótki czas był pierwszym w dziejach Zjednoczonego Królestwa ministrem do spraw lotnictwa. Mianowany przez Davida Lloyda George'a(06), lojalnie wspierał rząd brytyjski. Objął stanowisko z zamiarem stworzenia Królewskich Sił Lotniczych, chcąc unowocześnić siły niezbędne do prowadzenia wojny w powietrzu. Lotnictwo wojskowe nie stanowiło wówczas niezależnego rodzaju sił zbrojnych, ale podlegało Royal Flying Corps, włączonych do armii lądowej, oraz Royal Naval Air Services(07).

I to właśnie Rothermere mianował w grudniu 1917 roku generała sir Hugh Trencharda szefem sztabu lotnictwa. Oczywiście dziś powszechnie uważa się Trencharda za ojca RAF, ale część pochwał należy się Rothermere'owi, mimo że RAF powstał już po odejściu Rothermere'a z ministerialnego stanowiska. Planowane przez niego radykalne zmiany napotkały tak zacięty opór urzędników że, pokonany, odszedł z ministerstwa, zanim jego marzenia o Królewskich Siłach Lotniczych jako trzeciej formacji bojowej mogły się ziścić. "Pana wysiłki - dziękował mu Lloyd George - mają dla narodu wartość niewymierną. Nadejdzie czas, kiedy zostaną one właściwie ocenione"1.

Zainteresowanie, jakie Rothermere okazywał lotnictwu wojskowemu, i niewzruszone przekonanie o znaczeniu samolotów w działaniach wojennych sprawiły, że uważano go, podobnie jak Churchilla, za zwolennika budowy silnej, dobrze wyszkolonej formacji; nie zmieniło się to nawet po jego odejściu z ministerstwa. W późnych latach trzydziestych, gdy w niezwykłym tempie produkowano samoloty w Niemczech, pogląd Rothermere'a, że bombowce będą stanowić powszechne zagrożenie, przed którym nie znajdzie się środków obrony, zdominował kampanie, które prowadził w swoich gazetach. Dążył do przekonania Brytyjczyków o konieczności zwiększenia sił powietrznych i skupienia się na obronie przed bombardowaniami. Od dawna miał ukształtowaną opinię w sprawie możliwości lotnictwa. W 1906 roku jego "Daily Mail" dawał 1000 funtów nagrody za pierwszy lot nad kanałem La Manche i dziesięć razy tyle za lot z Londynu do Manchesteru. Agresywna promocja tych sportowych wyczynów na łamach prasy Rothermere'a spotykała się z kpinami innych pism. Satyryczny tygodnik "Punch" uznał pomysł za absurdalny i próbował go ośmieszyć, ogłaszając własną nagrodę za pierwszy lot na Marsa. Ale Rothermere śmiał się ostatni - już w 1920 roku jego obie nagrody zostały rozdane.

Spora część korespondencji, jaką Rothermere prowadził z Churchillem, jest przechowywana w archiwum premiera w college'u jego imienia na uniwersytecie w Cambridge. Jeden z listów, pisany krótko po rozpoczęciu pierwszej wojny światowej, zawiera informację, że przekonywał Churchilla, wówczas Pierwszego Lorda Admiralicji, by ten szepnął gdzie trzeba słówko w sprawie awansu Jacka Kruse'a na kapitana2. Churchill przychylił się do prośby przyjaciela, Kruse został kapitanem. Ale wstawiennictwo Rothermere'a nie gwarantowało Jackowi łatwej służby. Wysłany do Turcji, brał udział w nierozważnej i kosztownej kampanii pod Gallipoli i należał do ostatnich ewakuowanych z okopów po zakończeniu tej katastrofalnej wyprawy, w której oddało życie tak wielu żołnierzy wojsk brytyjskich i sprzymierzonych(08). Droga powrotna też nie była bezpieczna - jego okręt został storpedowany. Ale szczęście go nie opuszczało - wycieńczonego Jacka wydobyto z morza. Gdy trafił wreszcie do Anglii, przeniesiono go do Royal Marines. Po zawieszeniu broni wrócił do cywila, i na nowo podjął pracę w prasowym koncernie Rothermere'a, znanym teraz jako Amalgamated Press.

Magnat prasowy wyszedł z wojny zdruzgotany - stracił w niej dwóch ukochanych synów, Verego i Vyvyana. Porucznik Vere Sydney Harmsworth RNVR(09) przetrwał koszmar Gallipoli i zginął na froncie zachodnim 16 listopada 1916 roku, odważnie prowadząc atak swych żołnierzy z Royal Naval Division podczas walk nad Ancre. Kapitan Harold Alfred Vyvyan Harmsworth zmarł dwa lata później wskutek ran odniesionych w czasie drugiej bitwy pod Cambrai(10). Rothermere nigdy się już nie podniósł po stracie starszych synów, co wpłynęło na napięte stosunki z jedynym pozostałym przy życiu, Esmondem. W małżeństwie również mu się nie wiodło. Ożenił się z Lilian, gdy miała zaledwie 18 lat; nie kryła się zbytnio z romansem, jaki miała z jego młodszym bratem St. Johnem, sparaliżowanym po wypadku samochodowym. Nic dziwnego, że Rothermere, opuszczony i przygnębiony, szukał dla siebie innego miejsca niż koncern prasowy i raczej poddawał się biegowi wydarzeń, niż sprawował nad nimi kontrolę. Smutek, jaki wywołały straty poniesione w latach wojny, nigdy go nie opuścił; z pewnością miał wpływ na poparcie, jakiego udzielił później Chamberlainowi i jego polityce ustępstw.

Northcliffe, brat Rothermere'a, zrzucił na Churchilla niemal całą odpowiedzialność za katastrofalne lądowanie wojsk w Gallipoli, do czego wykorzystywał swe gazety. Wskutek gwałtownej kampanii prasowej Churchill stracił fotel, na pewien czas wycofał się z polityki i ruszył na front zachodni. Mimo kampanii prasowej brata Rothermere nie zerwał przyjaźni z Churchillem. Wojna jednak obydwu dała się we znaki - po latach Churchill przywołał pewien wzruszający epizod: Rothermere zaprosił go do siebie, gdy w domu na przepustce był zmęczony Vyvyan. Gość na palcach został zaprowadzony do sypialni młodego człowieka, który spał jak kamień. Churchill zanotował z sympatią, że Rothermere "przepełniony był uczuciem do chłopaka"3.

Możliwe, że to właśnie strata dwóch synów tłumaczy życzliwość Rothermere'a dla Jacka Kruse'a. Po powrocie z wojny Kruse mógł natychmiast podjąć pracę w Amalgamated Press za zupełnie przyzwoitą pensję. Nie minęło wiele czasu, gdy stał się jednym z najbliższych i najbardziej zaufanych współpracowników Rothermere'a. Krótko przed ślubem z Annabel Wilson zmarł Northcliffe, zapisując w testamencie szczodry legat (równowartość trzymiesięcznego uposażenia) dla każdego z 6 tysięcy pracowników. Cały koncern przypadł Rothermere'owi. Teraz jako właściciel Amalgamated Press stał się nie tylko jednym z najbardziej wpływowych ludzi w Wielkiej Brytanii, kimś w rodzaju Ruperta Murdocha, ale także jednym z najbogatszych. Należały do niego "Daily Mail" i "Daily Mirror", dwa dzienniki o najwyższych nakładach w kraju, tygodniki "Sunday Pictorial", "Sunday Dispatch" i "London Evening News" oraz garść innych czasopism. Po kilkunastu latach wespół z lordem Beaverbrookiem(11) kupił wydawnictwo Hulton Press(12), stając się największym na owe czasy potentatem prasowym na świecie4.

05 Dywizja złożona z nadliczbowych rezerwistów marynarki wojennej, wchodząca w skład "nowej armii" lorda Kitchenera.

06 Polityk, liberał, premier Wlk. Brytanii w latach 1916-1922. Sygnatariusz traktatu wersalskiego, w 1936 roku chwalił politykę Adolfa Hitlera.

07 Pierwsza formacja powietrzna marynarki królewskiej, powołana rozkazem z 13 kwietnia 1912 roku.

08 Straty obu stron wyniosły 131 tys. zabitych i dwa razy tyle rannych.

09 Royal Navy Volunteer Reserve, uformowana w 1903 roku rezerwa marynarki, złożona z cywilnych ochotników. W RNVR byli m.in. aktorzy Ralph Richardson, Lawrence Olivier i Alec Guinness, a także pisarze A.J. Cronin, Nicholas Monsarrat i Ian Fleming (James Bond miał rangę komandora porucznika RNVR).

10 Bitwa stoczona w dniach 8-10 października 1918 roku, w której wojska alianckie (brytyjskie, kanadyjskie i Nowej Zelandii) wprowadziły na dużą skalę czołgi.

11 William Maxwell Aitken, baron Beaverbrook (1879-1964), Kanadyjczyk z urodzenia, brytyjski polityk i magnat prasowy, mistrz gazetowej promocji. Należały do niego najbardziej wpływowe popularne dzienniki, m.in. "London Evening Standard" i "Daily Express" (tuż po wojnie sprzedający niemal 4 mln egzemplarzy dziennie).

12 Miniimperium prasowe założone w 1937 roku przez sir Edwarda Hultona. Spośród zapomnianych dziś tytułów wyróżniał się jeden: "Picture Post", którego fotograficzne archiwum stało się podstawą The Hulton Deutsch Collection, zbioru na tyle ważnego, że w 1996 roku przejęły go Getty Images, płacąc 8,6 mln funtów.