Księżna Margaret. XVII-wieczna skandalistka i celebrytka - Danielle Dutton


Reflow text when sidebars are open.
owiła ośmioro dzieci. Najstarsze z nich, syn Tom, urodziło się w roku 1603, ostatnim roku panowania królowej Elżbiety I. Miała trzech synów i pięć córek; dzieci ubierała w bogate, acz proste i schludne stroje, by zaszczepić w nich nawyk skromności. Margaret była najmłodsza z rodzeństwa, a świat stał się dla niej księgą, w której pisała jak węglem na białej ścianie. Później stworzyła szesnaście dużo mniejszych książeczek, historii nieopatrzonych tytułami, związanych kawałkiem włóczki. Bohaterami jej lat dziewczęcych byli Szekspir, Owidiusz i Juliusz Cezar, a heroiną tych wczesnych prób literackich - ulubiona siostra, Catherine, której postać nie pojawiła się jedynie w pięciu z nich. Śnieg zasypywał okolicę, a ona siedziała przy kominku w pokoju dziecięcym i tkała swoje historie. Jako ostatnią snuła ponurą opowieść poprzetykaną wieloma odcieniami zieleni: szmaragdu, niebieskozielonego, mchu. Spotykamy w niej miniaturową księżniczkę mieszkającą w zamku z muszli i śpiącą w pościeli uszytej z powiek gołębic.
Mimo tak bogatego życia wewnętrznego Margaret cechowała nieśmiałość, a jej urodę uważano za pospolitą. Oprócz tego nie do twarzy było jej w żółtym, choć trzeba przyznać, że rzeczywiście nie wyglądała na swoje lata. Jednak i tak marzyła o sławie. Jako dorosła kobieta stroiła się jak pawica - a przynajmniej tak pisał o niej Samuel Pepys, słynny pamiętnikarz, który powodowany ciekawością wyszedł pewnego dnia na trakt londyński, wypatrując jej powozu - mającego tamtędy przejeżdżać. Był dzień 1 maja, a cały park przypominał wielki cyrk. "Na ustach wszystkich jest teraz księżna Newcastle i jej strojne toalety" - napisał Pepys kilka tygodni wcześniej.
Czy to przy śniadaniu, czy na uroczystej kolacji, nad owsianką, szczupakiem czy sosem z móżdżku świni, rozprawiano prawie wyłącznie o niej i wypatrywano jej jak samej królowej Catherine - a stanowiła widok o wiele bardziej ekscytujący od postaci monarchini: te czarne gwiazdki na jej policzkach, ta skandalizująca kreacja w teatrze, te kapelusze! Pewien anonimowy satyryk nazwał ją nawet "prześwietną ladacznicą z opactwa Welbeck". Inni po prostu mówili o niej, że wygląda jak dziwadło. Jak przerośnięta, rozpuszczona dziewczynka. Jej prace: obraz chaosu. Jej książki: smętna sterta bzdur. Niektórzy wspominali o jej "wybujałej obfitości". Jedni twierdzili, że jest stuknięta, inni nazywali ją wyjątkowo barwną postacią. Jednak Pepys wiedział, że istnieli również tacy, którzy widzieli w niej niezrównaną córę muz, spod pióra której wyszedł porażający obraz utopii na miarę dzieła samego Bacona.
Pamiętnikarz przysłonił sobie oczy brzegiem kapelusza, chroniąc je przed oślepiającym słońcem. Tuż przy jego stopach w poszukiwaniu pożywienia dziobał ziemię jakiś kruk. Zrezygnowany, już miał odejść i nie czekać dłużej na powóz księżnej, który wciąż nie nadjeżdżał, kiedy nagle ktoś na ulicy krzyknął: "Szalona Maggie!". "Szalona Maggie!" - zawtórował mu inny głos, a srebrno-czarny powóz księżnej z łoskotem wtoczył się na ulicę. Jednak konie musiały się zatrzymać, ponieważ garstka gapiów zdążyła się już zamienić w gęsty tłum. "Widzę ją!" - ktoś krzyknął. I wtedy Pepys też ją zobaczył - w oknie karety mignęły jej blade, ozdobione czarnymi gwiazdkami policzki. Tego wieczora zanotował w swoim dzienniku: "Cała historia tej damy, jak i wszystko, co robi, jest jak z romansu".