Księża Hitlera. Kler katolicki i narodowy socjalizm - Kevin P. Spicer

Kup ebooka

49.00 zł
39.20 zł (37,08 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wstęp

Członkowie Narodowosocjalistycznej Niemieckiej Partii Robotników (NSDAP) z Augsburga i okolic zgromadzili się 14 grudnia 1930 roku w historycznym centrum miasta, by świętować Boże Narodzenie. Była to szczególna okazja do fetowania, gdyż w ogólnokrajowych wyborach z września 1930 roku NSDAP znacznie zwiększyła liczbę swoich posłów w Reichstagu1. Obecni na zgromadzeniu wieścili rychłe ostateczne zwycięstwo, wierząc, że ich przywódca, Adolf Hitler, wkrótce obejmie najwyższe stanowisko w rządzie niemieckim. Tymczasem tłum chłonął słowa płomiennych mówców, zarazem potwierdzających swoje aspiracje do władzy politycznej i odnawiających wiarę w ruch nazistowski. Gdy przedstawiciel lokalnych władz partii zapowiedział głównego mówcę, w tłumie dały się słyszeć głośne okrzyki i oklaski. Na scenę wszedł szczupły, łysiejący mężczyzna średniego wzrostu o surowym wyglądzie. Ubrany w długą czarną sutannę, położył swoje notatki na pulpicie i oznajmił: "Dziś narodowi socjaliści z Augsburga świętują Boże Narodzenie. To fakt. A oto kolejny fakt: na specjalne życzenie narodowych socjalistów orędzie na tym bożonarodzeniowym zgromadzeniu wygłasza ksiądz katolicki. Oba te fakty są bardzo smutne - smutne dla zadufanych w sobie faryzeuszy"2. Tak rozpoczęła się kampania ks. dr. Philippa Haeusera, kapłana diecezji augsburskiej, kampania popierająca zwłaszcza jego Führera, Adolfa Hitlera, którego miał odtąd popierać aż do śmierci. Od lat związany z polityką prawicową, duchowny ten od końca pierwszej wojny światowej opowiadał się za tym, co nazywał ruchem niemieckim, rozumiejąc przez to szerokie spektrum większości ruchów i partii politycznych o profilu prawicowym i konserwatywno-narodowym. Niemniej jednak po swym wystąpieniu na wiecu bożonarodzeniowym w 1930 roku i po jego późniejszej publikacji przez wydawnictwo NSDAP Franz Eher, Haeuser na zawsze związał się z partią nazistowską.

Haeuser był jednym z tych księży, których miał na myśli amerykański dyplomata Daniel Murphy, gdy w maju 1945 roku spytał kard. Michaela Faulhabera, arcybiskupa Monachium i Fryzyngi, o "niepokojące doniesienia, że w czasie wojny część kleru bawarskiego uległa wpływom nazistów". Faulhaber odpowiedział szczerze, że jest to "niestety prawda" i przyznał, że "pięciu księży z jego archidiecezji stanęło po stronie partii". Następnie zapewnił Murphy'ego, że "zwolnił" tych księży z ich "obowiązków, w tym z nauczania w szkołach katolickich, gdzie [...] wywierali szkodliwy wpływ". "Trzech z nich, dodał Faulhaber, już nie żyje, [...] a dwóch pozostałych znikło"3.

Choć Murphy zwrócił się do Faulhabera z wielkim szacunkiem, to pytania, które zadał, nadal niepokoiły kardynała. Zmuszały go do zmierzenia się z trudnym wyborem, którego księża musieli dokonywać w czasach nazizmu. Tymczasem ani Faulhaber, ani jego bracia w biskupstwie wcale nie mieli ochoty konfrontować się z porażką swojej instytucji4. Nie udzielali też zdecydowanego wsparcia działaniom aliantów na rzecz ścigania przestępców wojennych i denazyfikacji, zwłaszcza w kwestiach winy obywateli niemieckich w okresie sprawowania władzy przez nazistów5. Woleli raczej podkreślać prześladowania doznawane przez Kościół ze strony SS (Schutzstaffel, elitarnych oddziałów partii nazistowskiej) oraz Gestapo (Geheime Staatspolizei, tajnej policji państwowej), przypisując winę przede wszystkim tym organizacjom służącym szerzeniu terroru. W roku 1946 ks. Johannes Neuhäusler, który rok później zasilił szeregi episkopatu niemieckiego, jeszcze bardziej ujednoznacznił stanowisko biskupów, publikując książkę opisującą szczegółowo prześladowania Kościoła przez nazistów i podkreślając opór, jaki stawiali hierarchowie6. Większość zainteresowanych stron, w tym część historyków, zaakceptowała tę interpretację. Ten schemat obrony utrzymał się aż do początku lat sześćdziesiątych XX wieku, gdy nowe pokolenie badaczy opublikowało szereg studiów krytycznych wobec stosunku Kościoła katolickiego do państwa narodowosocjalistycznego7. Odtąd wśród historyków trwała nieustanna dyskusja o roli Kościoła w czasach narodowego socjalizmu.

Jak już pisałem w mojej poprzedniej pracy Opór wobec Trzeciej Rzeszy: Kler katolicki w Berlinie czasów Hitlera (Resisting the Third Reich: The Catholic Clergy in Hitler's Berlin), wśród niemieckiego kleru katolickiego było wiele poziomów akceptacji i odrzucenia państwa nazistowskiego. Nawet ci z duchownych, którzy wielokrotnie i wyraźnie dawali odpór narodowemu socjalizmowi (i płacili za to życiem), niekiedy podczas swej posługi publicznie wyrażali aprobatę dla pewnej formy rasizmu8. Kapłani, podobnie jak większość Niemców, musieli zmagać się z pokusą narodowego socjalizmu. Tymczasem relacje pomiędzy Kościołem a państwem w Niemczech stawiały księży w szczególnie trudnej sytuacji. Duchowni byli nie tylko przedstawicielami religii, podlegającymi najpierw Bogu, a potem swemu biskupowi diecezjalnemu czy wreszcie także normom katolickiego prawa kanonicznego, lecz również niejako funkcjonariuszami państwowymi, podległymi przepisom państwa9. W rezultacie tego stanu rzeczy, gdy państwo w lipcu 1933 roku wydało zarządzenie nakazujące urzędnikom państwowym używać pozdrowienia "Heil Hitler", księża katoliccy musieli się mu podporządkować10.

Niektórzy duchowni rzeczywiście używali nazistowskiego pozdrowienia. Ci, którzy to czynili, używali go, zwłaszcza wchodząc do klasy przed lekcjami katechezy w szkole państwowej. Choć ich postępowanie nie dawało dobrego przykładu katolickiej młodzieży, to większość z salutujących nie utożsamiała tego gestu z pełną aprobatą dla narodowego socjalizmu. Niektórzy godzili się nań tylko po to, by uniknąć problemów z państwem. Inni traktowali salut jako wyraz narodowej solidarności ze współrodakami. Istniała jednak grupa stu trzydziestu ośmiu księży, którzy regularnie stosowali nazistowskie pozdrowienie, często ku niezadowoleniu swoich parafian i współbraci w kapłaństwie. Co najmniej jedna trzecia tych księży wstąpiła do NSDAP. Reszta wprawdzie nie zapisała się do partii, ale ściśle się z nią utożsamiała i publicznie głosiła jej idee. Oczywiście wszyscy ci duchowni byli księżmi Hitlera, identyfikującymi się nie tylko z Führerem, lecz także z Weltanschauung (światopoglądem, ideologią) ruchu nazistowskiego. Była też pewna niewielka liczba księży, którzy całkowicie porzucili kapłaństwo i wyszli z Kościoła katolickiego, by zasilić szeregi SS11.

Tych, którzy pozostali w kapłaństwie i popierali narodowy socjalizm, nazywano często szyderczo "brunatnymi księżmi", jako że brunatny był oficjalnym kolorem ruchu nazistowskiego12. Ich akceptacji i uwielbienia dla narodowego socjalizmu nie należy jednak łączyć z żadnym określonym wydarzeniem czy ideologią. Duchowni ci, podobnie jak większość narodowych socjalistów, stawali po stronie partii nazistowskiej z różnych przyczyn13. Część z nich uważała, że wydarzenia, które nastąpiły po pierwszej wojnie światowej, i powstanie Republiki Weimarskiej wywołały upadek moralny, który według nich powstrzymać mógł jedynie narodowy socjalizm14. Myśleli tak szczególnie dawni żołnierze, lekarze czy kapelani. Inni traktowali członkostwo w NSDAP jako środek do robienia kariery państwowej i kościelnej bądź pozwalający uniknąć konfliktu z ich kościelnymi przełożonymi. Ci ostatni często odwoływali się do problemów związanych z takimi kwestiami, jak kryzys powołań, celibat czy alkoholizm15. Jak na ironię Hanns Kerrl, minister Rzeszy ds. wyznań, ostrzegał, by księża "nie traktowali partii jako parawanu", zasłaniając się przed problemami ze swoimi przełożonymi diecezjalnymi16. Jeszcze inni stawali się nazistami ze względu na swój antysemityzm, związany z przekonaniem, że Żydzi są odpowiedzialni za nieszczęścia, które spadły na Niemcy17.

Niezależnie od tych czy innych powodów poparcia dla narodowego socjalizmu wielu katolików wspierało Hitlera, zwłaszcza w początkowym okresie jego władzy18. Hitler wpisywał się w mityczne tęsknoty wielu Niemców za narodowym zbawcą. Istotną rolę w tej fascynacji odgrywały jego talenty oratorskie, podsycające tę tęsknotę. Również to, co mówił - zwłaszcza gdy atakował komunizm, niemoralność i bezrobocie - znajdowało oddźwięk w środowisku katolików niemieckich. W latach dwudziestych i trzydziestych XX wieku na przykład często zdarzało się, że w całych Niemczech na niedzielnych mszach katolicy wysłuchiwali kazań, w których ich duszpasterze ostrzegali przez złem niemoralności i komunizmu.

Zarówno klerowi katolickiemu, jak i większości katolickiego laikatu nieobcy był głoszony przez nazistów antysemityzm. Choć hierarchia katolicka oficjalnie odrzucała skrajną ideologię partii nazistowskiej, to podtrzymywała negatywny obraz Żydów, winiąc ich za ukrzyżowanie Chrystusa19. Zgodnie z retoryką i obiegowym poglądem katolickim Żydzi byli outsiderami i mieli niewielkie szanse na zbawienie, chyba że dawali się ochrzcić20.

Niemniej jednak księża i biskupi mieli powody do nieufności wobec narodowego socjalizmu. Faktycznie też w marcu 1931 roku biskupi niemieccy zabronili katolikom wstępowania do partii nazistowskiej. W niektórych diecezjach nakazywano nawet księżom, by nie udzielali sakramentów członkom NSDAP21. Główną obawą przywódców Kościoła było to, że narodowi socjaliści nie pozwolą Kościołowi swobodnie działać. Biskupi niepokoili się też, że naziści będą wzywać do założenia schizmatyckiego narodowego kościoła niemieckiego, do "oczyszczenia" Starego Testamentu, a zwłaszcza do uświęcenia rasy, co kwestionowałoby ważność chrztu Żydów nawróconych na katolicyzm22. Do marca 1933 roku Hitler zwiększył jeszcze te obawy, odmawiając sprecyzowania stanowiska swojej partii w kwestii Kościołów chrześcijańskich. Z przyzwolenia Führera w programie jego partii znalazł się punkt 24., zawierający dwuznaczne stwierdzenie, że nazizm akceptuje "pozytywne chrześcijaństwo". W rezultacie poszczególni okręgowi i lokalni przywódcy NSDAP traktowali ten punkt dość swobodnie, zajmując różne stanowiska, zarówno za Kościołami, jak i przeciw nim23.

Mimo niejednoznacznej i niekiedy wrogiej postawy partii wobec Kościołów niektórzy katolicy ulegali jej wpływom. Ich liczba wzrosła nieco po roku 1930, gdy NSDAP została liczącą się siłą polityczną w niemieckim Reichstagu24. Istotnym czynnikiem był tu akcent kładziony przez nazistów na nacjonalizm, który przekonał wielu katolików do zmiany poglądów w kwestii narodowego socjalizmu. Sytuacja ta zmieniła się dramatycznie 30 stycznia 1933 roku, gdy Hitler został kanclerzem Niemiec. Kiedy narodowi socjaliści stopniowo przejmowali stanowiska na szczeblu krajowym i lokalnym, katolicy coraz bardziej obawiali się, że zostaną usunięci z życia politycznego i okrzyknięci zdrajcami przez nowy rząd. Żaden praktykujący katolik niemiecki nie życzył sobie powrotu Kulturkampfu, który za rządów Ottona von Bismarcka w cesarstwie niemieckim próbował stłumić Kościół katolicki, powołując się na względy natury ogólnopaństwowej25. Obawy te nieustannie pojawiały się w publikacjach katolickich w latach tuż przed i po dojściu Hitlera do władzy26.

Dnia 23 marca 1933 roku, w mowie wygłoszonej do posłów do Reichstagu, Hitler starał się uśmierzyć te lęki. Szukając poparcia dla swojego rządu, a zwłaszcza dla aktu prawnego, który miał skupić władzę ustawodawczą w jego gabinecie, ostatecznie składając ją w jego ręce, obiecał Kościołom katolickiemu i luterańskiemu, że chrześcijaństwo stanowić będzie fundament narodu niemieckiego. Większość hierarchów katolickich uwierzyła obietnicy kanclerza. Kilka dni później biskupi niemieccy znieśli zakaz należenia do NSDAP i publicznie uznali obietnice, które Hitler poczynił wobec Kościołów. Biskupi nie zdecydowali się jednak na odwołanie "potępienia poważnych błędów religijnych i moralnych" w światopoglądzie narodowego socjalizmu27. Mieli tu szczególnie na myśli dość niejasne potępienie doktryny rasistowskiej narodowego socjalizmu, odrzucającej skuteczność chrztu i łaski uświęcającej. Nic dziwnego, że siedem miesięcy później, 20 lipca, rząd niemiecki pod wodzą Adolfa Hitlera podpisał konkordat z państwem watykańskim, który obiecywał ogólną opiekę rządową i uznanie Kościoła katolickiego oraz jego instytucji w Niemczech. Był to przywilej, którego nie ważyła się przyznać dotąd żadna Rzesza niemiecka28.

Zważywszy na ustępstwa Hitlera, katolicy mieli teraz wszelkie powody, by - przynajmniej na początku - udzielać wsparcia nowemu państwu niemieckiemu. Mogli teraz próbować dokonywać rozróżnienia między Hitlerem, którego popierali, a partią nazistowską, której światopoglądu nie podzielali w pełni. Należy też pamiętać, że do połowy lat trzydziestych XX wieku państwo niemieckie i partia nazistowska stanowiły dwa odrębne byty29. Ataki na doktrynę katolicką, przypuszczane przez członków partii, takich jak ideolog Alfred Rosenberg, jedynie wzmacniały to rozróżnienie30. Hitler jednak pozostawał poza wszelką krytyką; wielu katolików wolało nawet sądzić, że nie zgadza się on z pismami Rosenberga i innych członków partii31. W rezultacie przeważająca większość Niemców zaczęła postrzegać Hitlera jako zbawcę Niemiec.

Odpowiadając na wezwanie do wspierania Hitlera, brunatni księża uważali się za kapelanów czy nawet misjonarzy niemieckich ruchów prawicowych. Zazwyczaj oznaczało to, że nie byli zwolennikami popieranej przez katolików Partii Centrum (Zentrum) ani jej bawarskiej odpowiedniczki, Bawarskiej Partii Ludowej (BVP), lecz sekundowali partiom skrajnie prawicowym, działającym od powstania Republiki Weimarskiej. Co więcej, wielu takich księży uważało Partię Centrum i jej przedstawicieli za zdrajców Niemiec. W ich przekonaniu Kościół katolicki związał się z niewłaściwą partią polityczną. By się temu przeciwstawić, zasilali niekiedy szeregi katolickiej frakcji Niemieckiej Narodowej Partii Ludowej (DNVP) lub angażowali się w działania innych mniejszych prawicowych partii i ruchów. Ostatecznie wszyscy oni trafili do NSDAP: niektórzy jako członkowie, inni jako informatorzy, jeszcze inni jako "zewnętrzni" zwolennicy, gotowi nawet walczyć za sprawę narodowego socjalizmu. Uważali, że katolicyzm i narodowy socjalizm są w pełni ze sobą zgodne. Jeśli jakaś część partii atakowała ich tradycję religijną, to brunatni księża z wielką determinacją przypisywali te postawy ekstremistom, którzy jeszcze nie uzgodnili swoich poglądów z Hitlerem32.

Brunatni księża zawsze jednak wierzyli, że pozostają w nieomal mistycznej więzi z Hitlerem i odzwierciedlają istotę narodowego socjalizmu. Byli też przekonani, że stanowią prawdziwą odpowiedź swojej tradycji religijnej na narodowy socjalizm. Większość uważała się za prawych, pobożnych katolików, którzy rzadko wątpili w swoje powołanie do kapłaństwa. Co więcej, większość tych duchownych z ochotą oddawała się obowiązkom duszpasterskim i nauczycielskim, ze szczerą radością udzielając sakramentów i angażując się w intelektualne dyskusje o wierze. Ponad jedna trzecia z nich miała doktoraty z teologii lub filozofii. Nawet ci, którzy nie mogli poszczycić się wysokimi stopniami naukowymi, otrzymali jako seminarzyści doskonałe wykształcenie w teologiczno-filozoficznych kolegiach państwowych lub diecezjalnych albo na teologicznych wydziałach uniwersyteckich. Mimo tej intelektualnej formacji ci księża nie dostrzegali w narodowym socjalizmie żadnego istotnego zła. Często tworzyli wręcz własne wizje i wersje ideologii narodowych, stanowiące mieszaninę katolicyzmu niemieckiego i narodowego socjalizmu, niezgodne w pełni ani z nauką Kościoła, ani z ideologią partii nazistowskiej. Dla przywódców Kościoła księża ci byli renegatami, lekceważącymi zalecenia biskupów przez upolitycznianie swoich kazań i nauk. Z kolei - co zakrawało na ironię - dla oficjeli państwowych i przywódców partii nazistowskiej byli zbyt katoliccy i nie dość godni zaufania. Trzeba podkreślić, że najbardziej liczący się naziści odrzucali tę zaprawioną katolicyzmem wersję narodowego socjalizmu, jakakolwiek germańska by nie była33.

Ogólnie rzecz biorąc ci księża, którzy zbrunatnieli i działali na rzecz NSDAP, czynili to jako pojedyncze jednostki. Mimo kilku prób połączenia ich nie byli w żaden sposób zorganizowani jak ich odpowiednicy, Niemieccy Chrześcijanie (Deutsche Christen), stowarzyszenie złożone głównie z protestantów, którego członkowie dążyli do "syntezy ideologii nazistowskiej i tradycji protestanckiej i agitowali na rzecz Kościoła ludowego opartego na krwi"34. Mimo to istniała jednak nieformalna, lecz gęsta sieć powiązań pomiędzy brunatnymi księżmi. Wielu z nich znało się nawzajem; wiedzieli o sobie i o pracy, jaką wykonywali na rzecz narodowego socjalizmu. Wielu utrzymywało też regularną korespondencję. Gdy któryś z nich popadał w konflikt z lokalnym biskupem czy przełożonym zakonnym, mógł liczyć na wsparcie innych brunatnych księży. Ponadto w niektórych przypadkach wydawali się współpracować, wspierając różne inicjatywy państwowe i partyjne w swoich diecezjach i kościołach.

Badając życie tych brunatnych księży, a zwłaszcza ich pisma, dowiadujemy się, jak uzasadniali swoje poparcie dla światopoglądu narodowosocjalistycznego. W ich kazaniach, mowach i pismach tradycyjny katolicki religijny antysemityzm łączy się z rasowym antysemityzmem nazistów35. Odkrycie to potwierdza zawartą w książce Davida Kertzera The Popes against the Jews tezę, iż Kościół katolicki pośrednio podtrzymywał i beztrosko podsycał religijny, społeczny i ekonomiczny antysemityzm, który ostatecznie doprowadził do ukształtowania się kuszącej opcji służącej za fundament szerzej pojmowanego antysemityzmu o charakterze rasowym i niszczycielskim, lansowanego przez narodowy socjalizm36. Nawet dziś hierarchia katolicka wydaje się niezdolna do całkowitego odcięcia się od tej historycznej postawy. W roku 1998, gdy watykańska Komisja ds. Kontaktów Religijnych z Judaizmem wydała dokument Pamiętamy: Refleksje nad Szoah, oficjalne oświadczenie dotyczące zbrodni Holokaustu, przypisała ona nazistowski antysemityzm rasowy wyłącznie filozofii neopogańskiej, tak jakby ówczesna własna teologia Kościoła nie generowała równoważnej, choć odmiennej postaci antysemityzmu. Podobnie w roku 2005 Benedykt XVI powielił to samo ułomne rozumienie Zagłady podczas swej wizyty w synagodze w Kolonii37.

W niniejszej pracy przedstawiam pewną korektę tej redukcyjnej interpretacji teologicznej i wychodzę poza tezę Kertzera, pokazując, że na szczeblu lokalnym i parafialnym hierarchia niespecjalnie przejmowała się zarówno antysemityzmem podległych jej kapłanów, jak i nieposłuszeństwem brunatnych księży, odrzucających zakazy mieszania się do polityki i niepodporządkowujących się zaleceniom hierarchów. Największą troską biskupów niemieckich była zawsze ochrona Kościoła katolickiego i jego sakramentalnej misji.

Niniejsze studium brunatnych księży pokazuje też, że Kościół katolicki zawiódł na wszystkich szczeblach nadzoru i przywództwa, nie przeciwstawiając się prześladowaniu Żydów i urzeczywistnianiu przez nazistów ich celów społecznych i terytorialnych. Wiele współczesnych pozycji na ten temat podkreśla rolę papiestwa i biskupów, ignorując kolaborację kleru na szczeblu lokalnym i regionalnym. Podnoszę tu kwestię współudziału i współodpowiedzialności nie tylko wśród przedstawicieli duchowieństwa na najwyższym poziomie przywództwa Kościoła, lecz także wśród księży diecezjalnych i zakonnych, działających na szczeblu parafialnym.

Pierwsze pytanie, jakie zadaję, brzmi: "Co skłoniło danego kapłana katolickiego do stania się brunatnym księdzem?" Mając na uwadze to pytanie, badam tożsamość ideologiczną danego duchownego, próbując zrozumieć procesy teologiczne i społeczne, które zainspirowały niektóre z jego najbardziej antysemickich działań i myśli. Odwołując się do różnych przykładów i studiów poszczególnych przypadków, pochodzących z szeregu diecezji na terenie całych Niemiec, przedstawiam moje rozumienie terminu "brunatny ksiądz". Omawiam też poszczególne warstwy kolaboracji kleru katolickiego z państwem narodowosocjalistycznym, by następnie podjąć próbę zrozumienia teologicznej "brunatności" niemieckiego Kościoła katolickiego w ogóle.

Następnie dokonuję analizy życiorysów pierwszych księży, którzy udzielili poparcia Hitlerowi. Czynię to, odwołując się do konkretnych historii "starych druhów" (alte Kämpfer) - fanatycznych nazistów, którzy agitowali razem z Hitlerem w okresie walki o zdobycie władzy politycznej w latach 1919-1933. Przedstawiam sylwetki takich brunatnych księży, jak Bernhard Stempfle, wydawca Mein Kampf; Albanus (Alban) Jakob Schachleiter, benedyktyn i opat Emaus; dr Josef Roth, żołnierz piechoty w czasie pierwszej wojny światowej, i dr Lorenz Pieper, jeden z pierwszych agitatorów Hitlera. Wszyscy oni odegrali istotną rolę w machinie propagandowej, która przyciągnęła katolików do narodowego socjalizmu. Pokazuję, że motywy skłaniające do wspierania partii nazistowskiej były wielorakie i złożone; każdym z księży powodowały różne indywidualne pobudki, takie jak nacjonalizm, antyliberalizm, antybolszewizm, oportunizm i antysemityzm.

Ponieważ antysemityzm odegrał tak ogromną rolę w dziejach partii i państwa narodowosocjalistycznego, analizuję też życie dr. Philippa Haeusera, patrologa i biblisty oraz proboszcza ze Straßbergu. Duchowny ten głosił publicznie swoje antysemickie poglądy częściej niż którykolwiek z brunatnych księży. Oczerniając Żydów, jednocześnie gloryfikował i ubóstwiał Hitlera. Choć jego biskup nie znosił renegackiej natury swego księdza i próbował go kontrolować, to przyjaciel Haeusera, biskup pomocniczy Augsburga, sympatyzował z jego poczynaniami i zapewniał mu ochronę. Historia Haeusera z czasów narodowego socjalizmu jaskrawo ukazuje głębię i złożoną naturę antysemityzmu w katolicyzmie.

Antysemityzm nie był jednak jedynym czynnikiem skłaniającym księży do opowiedzenia się po stronie nazistów. Jeszcze bardziej nęcąca była pokusa nacjonalizmu, czego dowodzi przypadek ks. Antona Heubergera. Duchowny ten, proboszcz małej parafii w diecezji Eichstätt, niemal z dnia na dzień stał się medialnym ulubieńcem nazistowskiej machiny propagandowej, publicznie zadając pytanie: "Czy kapłan katolicki może być narodowym socjalistą?" Szybko przekonał się, że w małej, konserwatywnej diecezji katolickiej takich pytań nie należy zadawać. Brak determinacji jego biskupa, który ociągał się z natychmiastowym odsunięciem go od posługi duszpasterskiej, świadczy o cechującym hierarchię katolicką braku zrozumienia niebezpieczeństwa, jakie niósł ze sobą narodowy socjalizm.

Wielu brunatnych księży używało swojej formacji akademickiej do niemoralnych celów społecznych i etycznych, dowodząc zgodności narodowego socjalizmu z katolicyzmem. Działali zwłaszcza razem z innymi nazistami na rzecz wzmocnienia wykluczającej wizji aryjskiej Volksgemeinschaft (rasowej wspólnoty narodowej). Jedną z takich postaci był katecheta z Duderstadt, ks. Richard Kleine. Mimo iż nie pełnił on żadnej ważnej funkcji ani nie zajmował prominentnego stanowiska, głoszona przez niego apologia narodowego socjalizmu doczekała się oddźwięku, który wykraczał daleko poza mury duderstadzkiego gimnazjum. Po sześciu latach od powstania Trzeciej Rzeszy udało mu się zebrać grupę księży o poglądach narodowosocjalistycznych, wśród których byli tak wybitni teologowie, jak Karl Adam i Joseph Mayer, obaj działający na rzecz pogodzenia Kościoła katolickiego z NSDAP. Kleine jednocześnie zachęcał swoich kolegów do współpracy z podobnie myślącymi protestantami w celu promowania antysemickiego i wykluczającego światopoglądu nazistów.

Na koniec śledzę powojenne losy brunatnych księży, pokazując, jak radzili sobie w czasach denazyfikacji. Choć biskupi na ogół ich dyscyplinowali, to nieomal wszyscy brunatni księża ostatecznie zostali przywróceni do normalnej posługi duszpasterskiej.

Choć studium to ukazuje dzieje zaledwie niewielkiej części niemieckiego kleru katolickiego, to mam nadzieję, że dostarczam w nim pewnego schematu, który może posłużyć analizie ogólnej reakcji Kościoła katolickiego i jego księży na narodowy socjalizm. Wielu niemieckich duchownych katolickich uległo urokowi narodowego socjalizmu kosztem świadectwa wiary, oddzielając lojalność, którą winni byli Kościołowi jako kapłani Chrystusa, od swego oddania państwu, któremu dawali wyraz jako głosiciele skrajnego nacjonalizmu. Brunatni księża nigdy nie dostrzegali jednak rozbieżności pomiędzy wiarą i nienawiścią, częściowo dzięki głęboko zakorzenionym uczuciom antysemickim, które poprzedzały ich publiczne opowiedzenie się za nazizmem. Niestety uczucia te, choć wcześniej nigdy nie przeradzały się w czyny, usunęły ich wiarę w cień, gdy nazizm przekonał ich, że nienawiść do Żydów i miłość bliźniego w realiach przedwojennych Niemiec bynajmniej się nie wykluczają. Jeszcze smutniejszy jest fakt, że te rasistowskie uczucia mimochodem potęgowała tradycja katolicka sprzed Soboru Watykańskiego Drugiego, podsycając je teologicznym kłamstwem (tj. głosząc, że Żydzi zabili Chrystusa i dlatego są nieczyści z przyczyn teologicznych), co umożliwiało tym duchownym pogodzenie antysemityzmu z kapłaństwem. Zaiste, chrześcijański antysemityzm, drzemiący w ich kapłańskiej tożsamości, ostatecznie okazał się zatrutym ziarnem, którym miał karmić się ich rasowy, nihilistyczny światopogląd narodowosocjalistyczny. Książka ta poddaje analizie ich życiorysy, ukazując, w jaki sposób osobiste wybory tych brunatnych księży i towarzyszące im okoliczności historyczne wpłynęły na ich oddanie zarazem Bogu i Hitlerowi.

1 Dostosowywanie nauki katolickiej do ideologii nazistowskiej

W raporcie amerykańskiej Trzeciej Armii, sporządzonym po zakończeniu drugiej wojny światowej, czytamy: "To, kto jest nazistą, jest często nieprzeniknioną zagadką. [...] Niełatwo jest odpowiedzieć na pytanie, co to jest nazista". Mimo tych trudności każde z państw alianckich (Francja, Wielka Brytania, Związek Sowiecki i Stany Zjednoczone) stworzyły złożony system denazyfikacji z trybunałami, których zadaniem było ustalenie, kto był gorącym zwolennikiem narodowego socjalizmu. Stany Zjednoczone w swojej strefie okupacyjnej (obejmującej Hesję, północną część Badenii-Wirtembergii, Bawarię i południową część Berlina Zachodniego) opracowały szczegółowy Fragebogen (kwestionariusz), w którym obywatele niemieccy mieli deklarować, czy kiedykolwiek byli członkami NSDAP bądź którejkolwiek ze związanych z nią organizacji. Z kolei Amerykanie dysponowali katalogiem z kartami członków partii i weryfikowali odpowiedzi respondentów1. Mimo tych zasobów władze okupacyjne miały przed sobą gigantyczne zadanie, którego wykonanie zależało często od gotowości poszczególnych osób do oskarżania siebie lub innych.

Wielu przedstawicieli kleru niemieckiego podzielało negatywny stosunek swoich biskupów do denazyfikacji. Na przykład ks. Hermann Schmidt z Fuldy uznał denazyfikację za proces tak pełen uprzedzeń i nieuzasadnionych sądów, że złożył formalną skargę do armii amerykańskiej. Zastrzeżenia dotyczyły obowiązkowego usuwania z miejsca pracy, zwłaszcza jeśli dana osoba wstąpiła do NSDAP przed pierwszym maja 1937 - datą, wraz z którą wszyscy pracownicy państwowi (z wyjątkiem księży) mieli zapisać się do partii lub utracić swoje stanowiska. Schmidt uważał, że wiele osób, które wstąpiły do partii, zostało początkowo zwiedzionych jej obietnicami. Ten fakt, jak twierdził, był "zrozumiały i wybaczalny". Według niego "jedynie niewielu z nich było na tyle wyrobionych politycznie, by pojąć prawdziwe zasady diabolicznie zamaskowanego systemu [nazistowskiego]". Gdy jednak kierownictwo NSDAP ujawniło swoje prawdziwe zamiary, wielu jej członków, w opinii Schmidta, zmieniło swe nastawienie i stało się "zagorzałymi przeciwnikami partii". To niepoparte żadnymi dowodami twierdzenie miało niewiele wspólnego z rzeczywistością. Mimo to duchowny argumentował dalej, że NSDAP legalnie przejęła władzę: "Rządy innych państw uznawały ją bez zastrzeżeń [...] pozwalając, by ich flagi powiewały obok swastyki podczas igrzysk olimpijskich". Zwykli Niemcy robili to samo. Ponadto różne dodatkowe czynniki skłoniły wielu z nich do zwrócenia się ku narodowemu socjalizmowi. Zwłaszcza "beznadziejna sytuacja ekonomiczna" w końcowym okresie Republiki Weimarskiej rzuciła wielu w ramiona Hitlera. "Miliony ludzi pozostawało bez pracy. Przerażający komunizm ze swą historią krwawej rewolucji w Rosji groził dokonaniem przewrotu, który zmiótłby z powierzchni ziemi inteligencję i klasę średnią. Ponieważ system partyjny Republiki Weimarskiej, ze względu na swe beznadziejne rozdrobnienie, nie gwarantował już żadnej ochrony przed bolszewikami, wielu ludzi widziało w potężnej NSDAP jedyną nadzieję na ratunek z chaosu". Według Schmidta Hitler i jego partia podjęli to wyzwanie i niestrudzenie działali na rzecz stworzenia w Niemczech czegoś w rodzaju Rooseveltowskiego Nowego Ładu, który miał przywrócić porządek i godność Niemiec. Wskazując na sukcesy nazistów w tym względzie, duchowny wymieniał to, co uważał za osiągnięcia reżimu Hitlera, podkreślając, że to właśnie one przekonały tak katolików, jak i miliony innych Niemców. W jego przekonaniu należały do nich "szybkie zmniejszenie liczby bezrobotnych, liczne programy socjalne i higieniczne dla ludu (Volk), prowadzona na początku walka z niemoralnością w literaturze i na ulicach, usunięcie wcześniejszych panujących wśród ludu (Volk) napięć, podpisanie konkordatu pomiędzy Rzeszą i Watykanem, uciszenie wszystkich sporów religijnych, deklarowane początkowo pragnienie pokoju i odsunięcie groźby bolszewizmu!". Te szybkie "działania", jak twierdził Schmidt, stworzyły "falę zaufania" do Hitlera i jego rządu; naród (Volk) mu ufał. Schmidt przyznawał, że nawet księża katoliccy dali się porwać tej fali poparcia dla narodowego socjalizmu. Według niego "wielu księży i niektórzy biskupi początkowo odeszli od pierwotnej postawy sprzeciwu, i to wcale nie z pobudek oportunistycznych. Wydawało się, że narodowy socjalizm został mylnie osądzony. Dawne zastrzeżenia - że NSDAP jest partią brutalnych bojówkarzy wywołujących rozruchy na ulicach, stronnictwem agitatorów wojennych i wrogów religii - wydawały się teraz nieważne"2.

W swojej analizie Schmidt wskazał na wiele istotnych czynników, które przyciągały Niemców - tak katolików, jak i protestantów - do narodowego socjalizmu. Słusznie zauważył też, że wielu katolików, którzy na początku wspierali NSDAP, stopniowo zmieniło swoje stanowisko, zwłaszcza gdy różne służby państwowe i partyjne zaczęły ograniczać wolność Kościoła. W o wiele mniejszym stopniu było to oczywiście prawdą w przypadku tych katolików, który zapisali się do NSDAP. Tak czy inaczej, rozumowanie Schmidta budzi poważne wątpliwości, ponieważ formułował on swoje poglądy, zupełnie nie biorąc pod uwagę antysemityzmu i niszczycielskich skutków, jakie w okresie rządów nazistowskich miał on dla jego niemieckich współobywateli, którzy byli Żydami. Zarówno ton, jak i używana przez Schmidta frazeologia, świadcząca o jego frustracji wywołanej denazyfikacją, zdradza też żywione przezeń pragnienie ograniczenia jej zakresu. Można przyjąć, że opowiadał się za aresztowaniem i osądzeniem jedynie najbardziej gorliwych nazistów. Reszcie gotów był przebaczyć, gdyż w jego przekonaniu dołączyli oni jedynie do większości Niemców, którzy na początku zaufali Hitlerowi i jego partii.

W istocie też po zniesieniu przez biskupów zakazów skierowanych przeciw narodowemu socjalizmowi wielu przedstawicieli kleru katolickiego, podobnie jak Schmidt, przyłączyło się do współobywateli i wspierało pierwsze kroki nowego rządu niemieckiego. Nie oznacza to, że księża nie opowiadali się po stronie partii przed marcem 1933 roku. Niektórzy z nich na przykład w latach dwudziestych XX wieku otwarcie agitowali na rzecz NSDAP. Co więcej, byli też duchowni, którzy z radością witali dojście Hitlera do władzy i przyłączali się do swych prawicowych parafian, wywierając wspólnie z nimi presję na niemiecką hierarchię kościelną, by zniosła zakaz zabraniający katolikom wstępowania w szeregi partii nazistowskiej. Należałoby teraz odróżnić tych księży, których nacjonalizm był powierzchowny (kojarzących partię z jej dążeniem do odrodzenia narodowego), od tych, którzy byli gorliwymi zwolennikami NSDAP i jej światopoglądu. Pokażę, że granica pomiędzy tymi dwiema kategoriami jest płynna, zwłaszcza w latach tuż po mianowaniu Hitlera kanclerzem Rzeszy, które utrudniało niektórym księżom zachowanie konsekwentnej postawy neutralności.

Po marcu 1933 roku katolicy często otrzymywali od swych biskupów i księży sprzeczne sygnały w kwestii udziału w życiu państwa. Znamienici duchowni i uczeni katoliccy, wśród nich znany teolog systematyczny z Münster Michael Schmaus i pochodzący z Braniewa historyk Kościoła Joseph Lortz, publikowali liczne sugestywne opracowania pod tytułem "Rzesza i Kościół", przekonujące do pojednania między narodowym socjalizmem i katolicyzmem3. Także teolog systematyczny z Tybingi Karl Adam napisał rozprawę o "narodowości niemieckiej i katolickim chrześcijaństwie", w której przyswajał sobie słowa używane przez nazistów, takie jak Blut (krew), Boden (ziemia) i Volkstum (narodowość), omawiając kwestie rasy i skupiając się na związkach narodowego socjalizmu z niemieckim nacjonalizmem i chrześcijaństwem4. Wilhelm Berning, biskup Osnabrück, dokonywał dalszych konkretyzacji tych "wyjaśnień" teologicznych, gdy Hermann Göring, premier Prus, mianował go członkiem Rady Państwa (Staatsrat) - tytułu tego używał wielokrotnie w swojej korespondencji5. Choć funkcja ta w Trzeciej Rzeszy była raczej honorowa, to Berning pomagał legitymizować nowy rząd, przyjmując oferowane mu w nim stanowisko. Nie dość na tym - w kwietniu 1934 roku wydał książkę Kościół katolicki i narodowość niemiecka, w której próbował dokonać krytycznej reinterpretacji światopoglądu narodowosocjalistycznego w świetle zasad chrześcijańskich. Mimo wielkiej ostrożności, z jaką się wypowiadał, jego słowa zdradzały niekiedy sympatię dla ruchu Hitlera. W podsumowaniu zrelatywizował zresztą swój poprzedni krytycyzm, chwaląc rząd niemiecki za próby rozwiązania problemów społecznych i wyrażając życzenie ściślejszej współpracy między rządem a Kościołem6. Mimo to siedem miesięcy później, wygłaszając wykład w Hanowerze, Berning mówił bardziej krytycznie o narodowym socjalizmie, zwłaszcza o jego doktrynie rasowej7. Pomimo tej zmiany tonu biskupa szef SD (Sicherheitsdienst, służby bezpieczeństwa) Reinhard Heydrich wciąż rozważał możliwość kandydatury Berninga na urząd kolejnego biskupa Berlina ze względu na "jego przypuszczalne sympatie dla narodowego socjalizmu". Sceptyczny co do motywów księży Heydrich dodawał jednak, że ambicje biskupa mogłyby pchnąć go do starań o "kapelusz kardynalski", by "w ten sposób następnie pracować dla Rzymu przeciwko Niemcom, jak każdy inny biskup"8.

Znosząc zakazy skierowane przeciwko NSDAP, biskupi niemieccy postawili się w osobliwej sytuacji, dając swoim zwrotem w relacjach z nazistami powód do najrozmaitszych spekulacji. Czy zmiana ta podyktowana była względami dyplomatycznymi, nacjonalistycznymi, czy też jednymi i drugimi? Czy usztywnili swoje stanowisko w jednym z obszarów negocjacyjnych, by otworzyć się w innym? Czy też pragmatycznie zareagowali na rzeczywistość nowego rządu, po prostu próbując jak najlepiej znaleźć się w trudnej sytuacji? Ponieważ Kościół w okresie Trzeciej Rzeszy nie zszedł do podziemi, musiał działać w sferze publicznej. Dlatego jego postawa obywatelska musiała być osądzana i oceniana. Dodatkowo w lipcu 1933 roku konkordat umocnił status publiczny Kościoła katolickiego w Niemczech w taki sposób, że jako instytucja musiał odtąd odgrywać podwójną rolę, będąc zarazem adwokatem nowego rządu i czujnie przyglądając się jego poczynaniom. Ta dwoistość roli Kościoła miała stać się jeszcze bardziej widoczna w kolejnych latach. Z perspektywy państwowych propagandzistów fakt, że Kościół odwołał zakazy dotyczące nazistów, stanowił po prostu dowód całkowitej aprobaty dla rządu i jego poczynań dla dobra publicznego. Gdy zatem nowy biskup, w myśl postanowień konkordatu, złożył przysięgę władzom państwowym, nie tylko wzmacniała ona i potwierdzała artykuł 137. konstytucji weimarskiej, lecz w oczach katolików stanowiła potwierdzenie idei bliskich relacji pomiędzy Kościołem a państwem9. Ponadto wydany w roku 1934 Leksykon przywódców niemieckich, zawierający zdjęcia i krótkie biografie wszystkich publicznych przywódców Rzeszy, jedynie potwierdzał ten ścisły związek pomiędzy Kościołem a państwem, gdyż zawierał sylwetki wszystkich biskupów, osobiście przez nich napisane lub zatwierdzone. Bp Berning dopilnował, by w jego nocie biograficznej znalazł się przyznany mu tytuł Staatsrat10.

Oczywiście nie wszyscy biskupi odnosili się tak entuzjastycznie do współpracy z państwem. Do krytycznie nastawionych hierarchów należał Konrad von Preysing, biskup Eichstätt, który 31 maja 1933 roku ostrzegał swych braci w biskupstwie, by nie posługiwali się językiem reżimu, nazywając rząd "nowym porządkiem" czy "nowym państwem". Według Preysinga wszelka akceptacja światopoglądu nazistowskiego, którą uważał za niezgodną z wiarą katolicką i życiem moralnym, mogła jedynie pomóc nazistowskim przywódcom utożsamiać NSDAP z państwem11. Niestety niewielu biskupów w pełni podzielało poglądy Preysinga. Pojawiła się cała gama różnych, indywidualnych postaw i stanowisk. Reakcje większości sytuowały się gdzieś między skrajnościami, idąc za przykładem Johannesa Baptisty Sprolla, biskupa Rottenburga, który w wygłoszonej w styczniu 1934 roku mowie do duchowieństwa szczegółowo wymienił działania państwa, które katolicy winni popierać. Hierarcha oświadczył empatycznie: "Zajmujemy pozytywne stanowisko wobec nowego państwa. Chętnie uznajemy to, do czego dąży i co osiągnęło w różnych dziedzinach życia". Następnie przeszedł do podziękowań, które składał władzom "za pokonanie bolszewizmu, [...] odrzucenie licznych idei liberalnych, dążenie do prawdziwej wspólnoty narodowej (Volksgemeinschaft), akcentowanie zasady przywództwa, [...] walkę o sprawiedliwe traktowanie Niemiec przez inne narody, [...] wzmocnienie siły moralnej ludu (Volk), walkę z brudem i zepsuciem, usunięcie prostytucji z ulic, ochronę wartości rodzinnych i konsekwentną politykę populacyjną. We wszystkich tych kwestiach z radością wspieramy wysiłki rządu. Będziemy też chętnie współdziałać w walce na rzecz podniesienia pozycji rolników, z bezrobociem oraz z głodem i zimnem". Mimo tego pozytywnego przesłania Sproll zakończył swoje wystąpienie ostrzeżeniem: "Musimy jednak zwrócić się przeciwko prawom, które są sprzeczne z naszym sumieniem, jak to jest powiedziane w Piśmie Świętym: "Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi""12.

Prawdopodobnie biskupem najbardziej otwartym na współpracę z państwem był Conrad Gröber z Fryburga, którego w pierwszych latach Trzeciej Rzeszy nazywano często "brunatnym biskupem". Hierarcha wiązał tak wielkie nadzieje ze współpracą między państwem, partią i hierarchami Kościoła, że został "członkiem wspierającym SS" - ten niesławny fakt był zmuszony wyznać, gdy zmusił go do tego prawnik broniący esesmanów podczas procesów norymberskich13. Gröber udzielił też swojego błogosławieństwa Grupie Roboczej Katolików Niemieckich (Arbeitsgemeinschaft Katholischer Deutscher, AKD), kierowanej przez świeckich organizacji założonej jesienią 1933 roku przez Franza von Papena, wicekanclerza Rzeszy, i zatwierdzonej przez NSDAP, mającej promować współpracę pomiędzy partią, państwem i Kościołem14. Przywódcy grupy zwrócili się o pomoc do Gröbera, gdy kard. Adolf Bertram, arcybiskup Wrocławia i jeden z najstarszych rangą hierarchów niemieckich, odrzucił ich prośbę o oficjalne uznanie przez niemiecki episkopat katolicki. Szczególny sprzeciw Bertrama budziło dążenie Grupy do asystowania Kościołowi w konfliktach pomiędzy kościołem a państwem i jej zamiar "wzmagania niemieckiej świadomości narodowej" wśród katolików. W tym pierwszym przypadku kardynał obawiał się możliwego konfliktu z władzami kościelnymi, w tym drugim zaś wyrażał obawę, iż formuła ta sugeruje, jakoby "tylko katolikom" "brakowało miłości do niemieckości, narodu, ojczyzny oraz lojalności"15.

W roku 1933 Gröber publicznie oświadczył, że wspiera bliskie relacje pomiędzy Kościołem a państwem. W kwietniu stał się pierwszym niemieckim biskupem, który publicznie opowiedział się po stronie rządu. Gazeta "Kölnische Volkszeitung" donosiła, iż w swojej mowie Gröber "nie pozostawił cienia wątpliwości, że katolicy nie powinni odrzucać nowego państwa, lecz powinni zachować wobec niego pozytywną postawę i bez wahania dla niego pracować, czyniąc to jednak z godnością i powagą, bez prowokacji i niepotrzebnego męczeństwa"16. Dnia 28 czerwca 1933 roku, tuż przed podpisaniem konkordatu między Rzeszą a Watykanem, Gröber wzmocnił jeszcze stanowisko, nawołując swoich księży, by "w kazaniach, naukach chrześcijańskich i w katechezie, a także w działalności stowarzyszeniowej i w prywatnych rozmowach unikali wszystkiego, co można by uznać za krytykę najwyższych przedstawicieli państwa i miejscowej wspólnoty bądź za poglądy polityczne uzasadniające taką krytykę"17. Formułując taki nakaz, arcybiskup tłumił wśród księży wszelkie odruchy oporu wobec władzy. Gröber jednak nie był osamotniony; wielu jego braci w biskupstwie wydawało podobne oświadczenia, przede wszystkim po to, by usunąć wszelkie przeszkody, które w ostatniej chwili mogłyby przeszkodzić w podpisaniu konkordatu18. Niezależnie od tych okoliczności poparcie, którego Gröber publicznie udzielał państwu, zawsze szło o krok dalej. Na przykład w październiku 1933 roku, w mowie wygłoszonej w Karlsruhe, nie tylko podziękował obecnym przedstawicielom rządu, lecz także ogłosił, iż "całkowicie popiera nowy rząd i nową Rzeszę". "Dlaczegóż nie miałbym tego robić? - ciągnął. - Wiemy, do czego dąży nowy rząd. Zawarł porozumienie ze Stolicą Apostolską, które nie tylko istnieje na papierze, lecz ma zmienić życie katolików niemieckich. Jedno z pierwszych orędzi Führera było chrześcijańskie. Podniósł rękę przeciwko wszystkim, którzy przyszli szemrać przeciwko krzyżowi. Wiemy, że pomyślność narodu (Volk) i jego wielkość urzeczywistnią się tylko wtedy, gdy wyrastać będą z tych samych korzeni co korzenie krzyża"19. Choć hierarcha podczas swojego wystąpienia jasno oświadczył, że popiera rząd Hitlera jedynie ze względu na obietnice, jakie składa on chrześcijaństwu, jednocześnie nie pozostawił jednak wiele miejsca katolikom, którzy chcieliby mu się przeciwstawić.

Do roku 1935 Gröber stopniowo odchodził od wspierania reżimu, zwłaszcza po tym, jak różne służby państwowe zaczęły ingerować w sprawy związane z Kościołem, aresztując kapłanów za słowa i działania postrzegane jako wrogie interesom państwa20. Ale jeszcze w roku 1937 wciąż okazywał publicznie poparcie państwu, bez zastrzeżeń pozwalając swoim księżom diecezjalnym, uczącym religii w szkołach państwowych, składać nową przysięgę na wierność Hitlerowi. Gröber wydał to pozwolenie mimo oporu, z jakim zarządzenie to spotkało się w innych diecezjach niemieckich i wśród jego własnych księży21. Jak na ironię w tym samym roku SS zażądało od Gröbera i innych diecezjalnych prałatów, by zrezygnowali z członkostwa we wspierających je organizacjach. Choć większość z nich podporządkowała się temu zarządzeniu, on odmówił dobrowolnego wycofania swego nazwiska, tym samym zmuszając SS do usunięcia go z jego szeregów22.

Na początku lat trzydziestych XX wieku nie tylko niektórzy biskupi niemieccy zdecydowanie zachęcali katolików, by wspierali rząd Hitlera; wezwanie to wzięli sobie do serca również liczni znamienici przedstawiciele kleru diecezjalnego i zakonnego. Cienką granicę między nacjonalizmem i poparciem dla narodowego socjalizmu przekroczył między innymi o. Marianus Vetter, dominikanin i kaznodzieja z kościoła św. Jadwigi, katedry diecezji berlińskiej. Na początku wydawało się, że zakonnik w swoich kazaniach jedynie przejmuje język narodowych socjalistów, by pomóc katolikom bardziej skupić się na swej wierze, mniej zaś na czysto ideologicznej retoryce partyjnej i państwowej. Taka próba miała miejsce 25 czerwca 1933 roku, gdy Vetter przemawiał do tłumu ponad czterdziestu pięciu tysięcy katolików na trzydziestym pierwszym Katholikentagu (narodowej konwencji katolickiej), zgromadzonych na stadionie Berlin-Grunewald. Przywitany przez wielki chór złożony z przedstawicieli czterdziestu jeden parafii, Vetter mówił o przygotowywaniu się na nadejście królestwa Bożego. W swoim kazaniu zwrócił się do papieża Piusa XI, nazywając go "wodzem świata chrześcijańskiego" i dodając, że jedynie boski Führer "jasno postrzega" w sobie nowy światopogląd, przekazując go ludzkości z "profetyczną mocą". Führerem tym jest według Vettera Chrystus, "który musi znów stać się królem we wszystkich dziedzinach życia". Jeśliby się to dokonało, "ludzie na ziemi musieliby na powrót stać się prawdziwą, świętą Rzeszą, królestwem Chrystusa". By przyspieszyć ten stan rzeczy, zakonnik wezwał swych słuchaczy do udziału w pracy Kościoła i do podążania za Chrystusem, który wzywa ich, by budowali "świętą Rzeszę w was samych, w waszych własnych rodzinach i w waszym własnym narodzie (Volk)". Katolicy mogli więc teraz uczestniczyć w realizacji chrześcijańskiego zadania stojącego przed narodem niemieckim poprzez budowanie wspólnoty narodowej (Volksgemeinschaft) "w duchu Chrystusa". Vetter wyjaśniał, że nie sposób tego robić samemu, lecz tylko "w duchowej jedności z naszymi protestanckimi członkami narodu (Volk)". Razem obie wspólnoty mogły zawołać: "Niemcy obudźcie się - naprzód, ku Chrystusowi!"23.

Do września 1933 roku wsparcie Vettera dla państwa jeszcze się zwiększyło. W kazaniu upamiętniającym ratyfikację konkordatu pomiędzy Rzeszą i Watykanem wyraził rosnące zaufanie do rządu Hitlera. Ta szczególna okazja miała wielkie znaczenie dla propagandy nazistowskiej, gdyż mszy przewodniczył bp Cesare Orsenigo, nuncjusz Watykanu w Niemczech. Uczestniczyli w niej liczni katolicy, z których wielu było członkami Partii Narodowosocjalistycznej; po eucharystii odśpiewano niemiecki hymn narodowy i pieśń Horsta Wessela24. W swoim kazaniu Vessel stwierdził, że konkordat należy uznać za umowę, która gwarantuje ciągłość misji Kościoła katolickiego w Niemczech, nie zaś za kompromis z państwem. Hitler, "człowiek z silnie rozwiniętym poczuciem odpowiedzialności wobec Boga, szczerze zatroskany o pomyślność narodu niemieckiego opartą na pełnieniu woli Bożej", miał, jak mówił, zapewniać opiekę państwa nad Kościołem. Jednocześnie konkordat gwarantował "całkowitą wolność wyboru przynależności do wspólnoty religijnej i publicznego praktykowania religii katolickiej". Z kolei Kościół miał "objąć państwo i tożsamość narodową (Volkstum) swoją działalnością, modlitwą i błogosławieństwem", zaś wszyscy "przywódcy duchowi i pasterze każdej niemieckiej diecezji" mieli składać "przysięgę lojalności wobec ojczyzny i jej konstytucyjnego rządu".

Dotąd Vetter w swoim kazaniu zasadniczo tłumaczył przyświecające konkordatowi cele i motywy oraz jego zasadnicze postanowienia, przedstawiając Kościół jako równorzędnego partnera umowy korzystnej dla obu stron. Niemniej jednak w połowie kazania pozwolił sobie na szerszą interpretację celów konkordatu: miał on włączyć "katolicką część ludności we wspólnotę narodową (Volksgemeinschaft) nowego państwa". Taki język poruszał czułą strunę w sercach wielu jego słuchaczy, skłaniając ich do porzucenia wszelkich pokutujących wciąż obaw przed Kulturkampfem. Konkordat - mówił - gwarantuje katolikom pełne członkostwo w niemieckiej Volksgemeinschaft. Dlatego zachęcał ich, by "sami złożyli przysięgę lojalności naszemu krajowi i rządowi błogosławionemu przez naszych biskupów", uznając to za wyraz "odpowiedzialności wobec Boga" i miłości, która przynagla ich, by byli "nie tylko chrześcijanami i katolikami, lecz także katolickimi Niemcami".

Następnie Vetter zakończył swoje kazanie, ogłaszając Chrystusa "zbawcą świata", który "obudził nasz naród (Volk) niemiecki do nowego życia" i "wcieli nas do swojej Rzeszy". To Chrystus potajemnie skierował do narodu niemieckiego wezwanie: "Niemcy, wam mówię, powstańcie!"25.

Tuż przed tą uroczystością dziękczynną lokalny oddział NSDAP w Berlinie donosił w raporcie dla kancelarii Rzeszy, że "kazanie wygłosi kapłan narodowosocjalistyczny"26. Homiletyczny entuzjazm, z jakim Vetter mówił o nowym rządzie, i sprytne pomieszanie żargonu narodowosocjalistycznego z symboliką chrześcijańską, którym się posłużył, zapewne utrudniały słuchaczom rozumienie motywów, jakimi się kierował. Akcentując w swoim kazaniu takie chrześcijańskie frazy, jak "powstanie do nowego życia" i "królestwo Boże", kierował do swoich słuchaczy dwuznaczny komunikat, zwłaszcza że naziści używali w swoich mowach podobnych określeń, odnosząc się do obietnic Trzeciej Rzeszy. W swoich kazaniach Vetter bynajmniej nie zachęcał katolików, by dystansowali się od "przebudzenia" państwa niemieckiego; nie nakłaniał ich też wprost do opowiedzenia się za nazizmem. Mobilizował ich raczej, by dokonali sprawdzianu swego patriotyzmu w oparciu o wiarę katolicką, jednocześnie zachęcając ich, by pozostawali otwarci na rząd niemiecki. Ciekawe, że w roku 1937, opuściwszy Berlin, by objąć funkcję przełożonego wspólnoty dominikańskiej w Kolonii, Vetter sam przyznał, że jego wcześniejsze pragnienie harmonii w stosunkach między Kościołem a państwem skłoniło go do składania daleko idących deklaracji i czynienia ustępstw na rzecz państwa. Stwierdził, że jego działalność na rzecz "pokoju" zaszła tak daleko, iż niekiedy "podejrzewano go o potajemne członkostwo w partii"27.

Choć Marianus Vetter nie był ani brunatnym księdzem, ani ukrytym członkiem partii, jego słowa, przynajmniej w roku 1933, brzmiały, jak skierowany do katolików apel, by pogodzili się z narodowym socjalizmem oraz z państwem niemieckim i dostosowali się do sytuacji. W tym względzie życie tego duchownego stanowi przykład trudnych wyborów, jakich księża musieli dokonywać w czasach nazizmu. Vetter stanął przed niełatwym zadaniem wyważenia pomiędzy swoją miłością do Kościoła a swoim nacjonalizmem. Jego próby wypośrodkowania między tymi dwoma zobowiązaniami w rzeczywistości Trzeciej Rzeszy komplikowało rosnące zespolenie niemieckiego patriotyzmu z wiernością NSDAP. Choć Kościół zwyczajowo potępiał tradycyjny nacjonalizm, wielu Niemców, a wśród nich także katoliccy duchowni, nie potrafiło bądź wręcz nie chciało oddzielić nacjonalizmu od NSDAP. Wydawało się, iż są one tak nierozerwalnie związane ze sobą, że trudno jest je odróżnić. Dlatego wielu księży zaniedbywało lub wręcz odmawiało trzeźwej refleksji nad konsekwencjami swoich działań duszpasterskich w odniesieniu do państwa i partii. Podobnie jak wielu Niemców wierzyli oni (bądź działali tak, jakby wierzyli), że nacjonalizm i NSDAP idą ze sobą w parze, realizując podobne cele ekonomiczne i społeczne dla wspólnego dobra, wymagającego współpracy wszystkich odpowiedzialnych obywateli. Już w roku 1940 ks. Heinrich Molitor, duszpasterz z Moguncji, nakreślił wyraźny obraz takiego właśnie podejścia. Duchowny łączył pracę na parafii z obowiązkami kapelana żołnierzy stacjonujących w pobliżu jego miejsca zamieszkania. W listopadzie zgodził się przewodniczyć pogrzebowi kaprala SS Rheingana; ceremonia odbyła się w kaplicy cmentarnej. W towarzystwie nieznanego z nazwiska księdza Molitor przybył na cmentarz samochodem swego ordynariusza Alberta Stohra, biskupa Moguncji, którego ten użyczył mu na tę okazję. Po obrzędach w kaplicy Molitor w mundurze kapelana odprowadził ciało, towarzysząc oddziałowi umundurowanych esesmanów idących w procesji na miejsce pochówku. Tam duchowny wygłosił dwudziestopięciominutowe kazanie o "lojalności i miłości ojczyzny", "sprytnie łącząc ten temat z elementami nauki Kościoła". Reporter miejscowej gazety obecny podczas tego wydarzenia pisał, że mowa Molitora "wywarła wielkie wrażenie" na słuchaczach28. Wyczyn ten nie spodobał się SD. Nie chcąc sprawiać wrażenia, że SS i Kościół katolicki łączy bliska więź, służba bezpieczeństwa SS zaleciła, by w przyszłości esesmanom nie wolno było występować w mundurach na pogrzebach swych kolegów29.

Pomimo swego zaangażowania Molitor nie był brunatnym księdzem. Choć jego słowa i czyny mogą dziś wydawać się dowodem jawnego nacjonalizmu, w tamtych czasach wykonywał on jedynie swe kapłańskie obowiązki, mimo iż czynił to w mundurze wojskowym i błogosławił ciało zmarłego katolika należącego do SS. Podobny schemat ujawnia przypadek ks. Brunona Bayera z diecezji augsburskiej. Po wojnie miejscowy trybunał denazyfikacyjny wezwał go, by wyjaśnił swoje działania w czasach Trzeciej Rzeszy. W szczególności trybunał skupił się na relacji z marca 1936 roku, opublikowanej w lokalnej gazecie "Aichacher Zeitung", opisującej zlot w Oberwittelsbach w przeddzień wyborów do Reichstagu 29 marca 1936 roku, podczas którego Bayer miał publicznie chwalić "zasługi" Hitlera i skierować do obecnych "poruszający apel", by nie byli zdrajcami i nie odstąpili od "kanclerza ludu Adolfa Hitlera". Po ponownym zajęciu Nadrenii przez wojska niemieckie i rozwiązaniu Reichstagu "wybory" z 29 marca miały zasadniczo charakter referendum, w którym pytano niemieckich wyborców, czy popierają politykę Adolfa Hitlera. Przewaga głosów na "tak" zatwierdziła decyzję o przyłączeniu Nadrenii i uzasadniała dekret o rozwiązaniu Reichstagu ze względu na nowy kraj członkowski. Ponieważ aneksja ta unieważniała ważny zapis znienawidzonego traktatu wersalskiego, nic dziwnego, że 98,9 procent ludności niemieckiej głosowało za polityką swego Führera30.

Gdy jeden z członków trybunału spytał ks. Bayera, czy popierał politykę Adolfa Hitlera, wypowiadając wspomniane wyżej słowa, kapłan nie zaprzeczył. Twierdził jednak, że dziennikarz nieco przesadził, opisując poziom jego entuzjazmu31. W istocie duchowny przemawiał jedynie w nieco silniejszym tonie niż ówcześni biskupi niemieccy. Na ogół biskupi wspierali referendum, używając języka patriotycznego bez formułowania konkretnych pochwał pod adresem Hitlera, jego rządu czy partii. Jednocześnie wprost powiadamiali katolików, że ich stanowisko w żaden sposób nie oznacza poparcia dla jakichkolwiek "środków czy deklaracji", w domyśle ze strony państwa, wrogich wobec Kościoła i jego misji duszpasterskiej32. Zważywszy na nacjonalistyczny język tych laudacji, takie subtelne rozróżnienia mogły łatwo ujść uwagi zwykłych katolików.

Podobnie jak Bayer, ks. Friedrich Pfanzelt, duszpasterz z Dachau, również był wzywany przez trybunał denazyfikacyjny, by wyjaśnił swoje działania w pierwszych latach istnienia Trzeciej Rzeszy. Wedle zachowanych relacji w listopadzie 1934 roku Pfanzelt wygłosił do należących do jego parafii członków oddziałów szturmowych SA (Sturmabteilung) w Dachau mowę zatytułowaną "Działaj po męsku i bądź silny", w której zachęcał ich do pomagania ze wszystkich sił Hitlerowi w odbudowie Rzeszy. Wygłosiwszy tę mowę, w której, posługując się ostrym nacjonalistycznym językiem, poruszył liczne ważkie tematy, takie jak traktat wersalski, rewolucja, inflacja i bezrobocie, Pfanzelt odprawił mszę dla członków SA, z których 90 procent było katolikami33. Po wojnie jeden ze świadków zeznał, że Pfanzelt błogosławił też obecne na spotkaniu flagi SA34. Co więcej, miesiąc przed tym wydarzeniem szef okręgowy (Kreisleiter) NSDAP napisał do rządu bawarskiego list popierający Pfanzelta, w którym stwierdzał, że ksiądz ten nie tylko w żaden sposób nie okazał się przeciwnikiem partii, lecz dał jasno do zrozumienia, że nie zgadza się z "machinacjami" Bawarskiej Partii Ludowej, popieranej głównie przez katolików35. Ten sam Kreisleiter bronił też Pfanzelta, gdy esesman Johann Schober oskarżył duchownego o to, że zachęcał go do zwrócenia się przeciwko partii, i czynił obraźliwe komentarze na temat państwa w czasie sakramentu pokuty i w rozmowie, która po nim nastąpiła36. Jak dowodził adwokat Pfanzelta w czasie procesu denazyfikacyjnego, ksiądz ten był pod ogromną presją, sprawując swoją posługę w Dachau, w miejscu, gdzie znajdował się pierwszy oficjalny obóz koncentracyjny i gdzie stacjonowało wielu esesmanów. Kilka razy w okresie władzy nazistowskiej zdarzyło się, że esesmani, którzy zazwyczaj nie ufali Kościołom, próbowali nawet zastawić na niego pułapkę, organizując prowokację. Szczególnie drażniła ich posługa, którą sprawował wśród więźniów obozu koncentracyjnego37.

Mimo zapału duszpasterskiego, zwłaszcza tego, który przejawiał się w jego kontaktach z więźniami, Pfanzelt w przeszłości wielokrotnie wyrażał swoje poparcie dla konserwatywnych, prawicowych poglądów politycznych. Na przykład w styczniu 1932 roku kancelaria archidiecezji monachijskiej czuła się zmuszona napisać do do niego, prosząc o wyjaśnienie uwag, które wygłosił w Pellheim podczas wiecu, zorganizowanego tam w obronie bawarskiej ojczyzny38. Pfanzelt ochoczo odpowiedział na to zapytanie, dumnie informując swoich przełożonych diecezjalnych, że istotnie przemawiał w Pellheim i że ma zamiar przemówić jeszcze do dwóch innych miejscowych społeczności, tłumacząc, jak wielkie znaczenie ma obrona "naszej drogiej ojczyzny przed bolszewizmem i bezbożnictwem". Wyjaśniał, że czyni to z potrzeby serca, ostrzegając wiernych przed tymi "wielkimi niebezpieczeństwami"39. Oczywiście kancelaria nie znalazła niczego nagannego w wyjaśnieniach Pfanzelta, pozwalając mu na realizację wyłuszczonych planów. Trybunał denazyfikacyjny również orzekł, że działania duchownego w okresie Trzeciej Rzeszy nie zasługują na karę i oczyścił go z zarzutów. Trybunał nie zainteresował się bliżej ani konserwatywnymi i nacjonalistycznymi ekscesami Pfanzelta sprzed roku 1933, ani jego kontaktami z SA w roku 1934, lecz skupił się na jego pracy duszpasterskiej i na prześladowaniach, które spotykały go ze strony funkcjonariuszy SS i Gestapo40. Choć trybunał denazyfikacyjny oczyścił go ze wszystkich zarzutów z tytułu jego działalności w Trzeciej Rzeszy, to jego działania w tym okresie stanowią doskonały przykład tego, jak niektórzy księża flirtowali z narodowym socjalizmem, nie przystając do niego w pełni. W pewnym sensie splamił swoją sutannę, ale oczyścił ją, nim "brunatna" plama na trwałe się weń wżarła.

Narodowy socjalizm był atrakcyjny nie tylko dla Pfanzelta i Bayera, lecz również dla wielu innych przedstawicieli niemieckiego kleru katolickiego. Choć stosunki pomiędzy państwem i partią a Kościołem i jego kapłanami bywały napięte, to duchowni nie mogli przejść obojętnie obok działań państwa i partii na rzecz nacjonalizmu i jedności ludu niemieckiego (Volk). Zwłaszcza te właśnie czynniki powstrzymywały księży przed czynami, które mogły wydać się antynarodowe, a nawet antyniemieckie. Ponadto księża często usiłowali wypracować pozytywną roboczą relację z miejscowymi przedstawicielami władz partyjnych i państwowych, próbując chronić swoje parafie i stowarzyszone z nimi organizacje. Nie oznacza to jednak, że za każdym aktem poparcia dla partii i państwa nie stała też cała gama różnych motywów, nie wyłączając sympatii dla tego czy innego aspektu światopoglądu narodowosocjalistycznego.

Przykładem tego złożonego stosunku kleru katolickiego do państwa niemieckiego i do partii nazistowskiej była postawa kapłanów archidiecezji fryburskiej w Badenii, krainie położonej na południowym zachodzie Niemiec. Analizując ich działania w okresie Trzeciej Rzeszy, widzimy, jak bardzo złożoną kwestią jest przypinanie księżom łatki "brunatnych". W roku 1937 na przykład archidiecezja fryburska liczyła tysiąc pięciuset czterdziestu sześciu wyświęconych kapłanów, z których mniej więcej czterystu osiemdziesięciu ośmiu posługiwało w parafiach i instytucjach katolickich w Badenii41. W jednym z raportów partii nazistowskiej znajdujemy ocenę, wedle której sześćdziesięciu z tych księży, czyli 8,1 procent, było politycznie godnych zaufania; autorzy uznali, że sympatyzują oni z celami państwa i partii42. Partia miała otrzymywać informacje o tych duchownych przede wszystkim za pośrednictwem Gestapo i SD, które z kolei zbierały informacje od informatorów i czerpały je z osobistych spotkań z tymi księżmi. Wśród sześćdziesięciu wspomnianych duchownych funkcjonariusze partyjni wymieniali też ks. Paula Bleichrotha, o którym twierdzono, że jego stosunek do partii był "wcześniej nieznany", ale "dziś jest dobry i godzien zaufania". Wspomnieli też o ks. Konradzie Marbe, który "przed naszym dojściem do władzy był niezainteresowany polityką", obecnie zaś jego postawę należy określić jako "przychylną", zwłaszcza że prowadzi "intensywną akcję propagandową" na rzecz NSDAP "w istniejących organizacjach kościelnych". Do ks. Hermanna Kasta partia podeszła z większą rezerwą. Mimo iż "nie ujawnia on poglądów politycznych", uznano go za obiecującego, gdyż wykonywał swoją "funkcję nauczyciela i wychowawcy zgodnie z zasadami państwa narodowosocjalistycznego". Natomiast ks. Karl Behringer budził większe obawy, gdyż wprawdzie "publicznie" okazywał szacunek "partii" (jej fladze, pochodom i prasie partyjnej), ale jego "wewnętrzna postawa wobec partii pozostawała wątpliwa". Co gorsza, obawiano się, że ma on "wielki wpływ" zarówno "na ludność, jak i na członków partii". W wielu innych przypadkach partia uznawała, że dany ksiądz po prostu odznacza się "dobrą" lub "życzliwą" postawą wobec niej, nie uzupełniając tej opinii żadnymi innymi komentarzami. Mimo to opisy te oferują współczesnym historykom podstawę do rozróżnienia pomiędzy tymi księżmi, którzy sprzeciwiali się partii, a tymi, którzy z nią sympatyzowali. Na przykład w wypadku ks. Artura Oswalda uznano, że jest "oporny i złośliwy", a ks. Fabian Dietrich jest "przeciwnikiem partii, o czym kilka razy doniesiono na Gestapo". Na jeszcze ostrzejsze słowa krytyki zasłużył ks. Joseph Fritz, inny ksiądz parafialny, którego partia nazwała "niegdyś jawnym, nienawistnym agitatorem", obecnie działającym "jedynie w ukryciu".

Z konkretnych działań tych sześćdziesięciu duchownych uznanych za przychylnych partii i państwu wyłania się złożony obraz ich działań i postaw, niekiedy nawet niewolny od sprzeczności. Dwunastu z nich na przykład w którymś momencie swojej posługi naraziło się Gestapo43. Żaden jednak wprost nie sprzeciwił się państwu ani partii z przyczyn politycznych; ich konflikty wiązały się jedynie z posługą duszpasterską. Z tych dwunastu trzech miało problemy z miejscowymi przywódcami NSDAP w roku 1933 lub 1934, przede wszystkim w związku ze swoimi wystąpieniami publicznymi, które jakiś członek NSDAP uznał za wrogie państwu44. W roku 1937 Gestapo przesłuchało dodatkowych czterech księży, zarzucając im, że czytali lub rozpowszechniali egzemplarze encykliki papieskiej Mit brennender Sorge (Z palącą troską), krytycznej wobec rządu niemieckiego i NSDAP ze względu na to, w jaki sposób traktują one Kościół katolicki i jego organizacje45. Kolejnych pięciu księży popadło w konflikt z państwem albo dlatego, że krytycznie komentowali to, w jaki sposób państwo traktuje Kościół, albo z powodu swojej pracy duszpasterskiej z młodzieżą, kolidującej z działaniami Hitlerjugend. W roku 1941 ten ostatni powód stał się nawet przyczyną aresztowania ks. Alberta Riesterera, który spędził ponad trzy lata w obozie koncentracyjnym w Dachau za to, że zignorował zakaz Gestapo zabraniający mu powrotu do jego poprzedniej parafii46.

Obraz sytuacji jeszcze bardziej komplikuje fakt, że jedynie pięciu ze wspomnianych księży - Theodor Böser, Carl Robert Lehrmann, Karl Theodor Leuchtweis, Johann Gottfried Riegelsberger i Rudolf Sigi - pozostawiło po sobie jakiekolwiek dowody wskazujące na to, że rzeczywiście sympatyzowali z narodowym socjalizmem. Po drugiej wojnie światowej Böser i Leuchtweis na przykład przyznali we wspomnianym już formularzu wojskowym (Fragebogen), że byli członkami Narodowosocjalistycznej Ludowej Opieki Społecznej (Nationalsozialistische Volksvohlfahrt - NSV), organizacji która, promując zdrowie i dobrostan ludu niemieckiego, wprost wspierała i broniła zasad rasowych NSDAP. Zgodnie z raportem partyjnym do organizacji tej należał również Lehrmann. Jeśli chodzi o Riegelsbergera, który na początku roku 1937 sprawował posługę w Ottenheim, to jego relacje z władzami państwowymi oceniono jako "bardzo dobre!", dodając, że "obecnie jest on prawym człowiekiem"47. Kilka lat później burmistrz Ottenheim i zwolennik nazizmu Heinrich Benz wystosował do abp. Gröbera protest, skarżąc się, że ten przeniósł Riegelsbergera, wraz z pozostałymi księżmi, do innej parafii. Benz pisał, że parafia już nigdy nie będzie miała duszpasterza "tak znakomitego jak ks. Riegelsberger". Przypisał nawet jego obecności fakt, że liczba wiernych biorących udział w mszy wzrosła o 30 procent48. Żadna z tych relacji nie dowodzi jednak, że Riegelsberger miał sympatie narodowosocjalistyczne. Bardziej jednoznaczna jest sytuacja ks. Rudolfa Sigi, wikariusza z Engen. W kwietniu 1936 roku jego proboszcz, ks. Emil Dreher, poinformował abp. Gröbera, że Sigi wygłosił kazanie, posługując się "zwrotami językowymi przychylnymi wobec narodowego socjalizmu"49. W tym samym miesiącu kancelaria biskupia we Fryburgu otrzymała kilka listów od narodowych socjalistów, którzy domagali się usunięcia "politycznie nieprawomyślnych księży Drehera i Wilhelma Hauswirtha. Ten ostatni był również wikarym w Engen i kolegą Sigiego. Według miejscowego szefa NSDAP przeniesienie ks. Hauswirtha spowodowałoby, że na parafii zapanuje "spokój"50. Sytuacja uległa zaostrzeniu do tego stopnia, że Emmi Krucker, miejscowy szef NSV, rozpowszechniał wśród parafian z Engen petycję z wyrazami poparcia dla Sigiego51. Gdy konflikt dalej narastał, w lipcu 1936 roku ks. Dreher zwrócił się do kancelarii biskupiej o przeniesienie Sigiego, gdyż działał przeciw niemu, czyniąc użytek ze swych kontaktów partyjnych52. Oczywiście kancelaria stanęła po stronie Drehera i przeniosła Sigiego, mianując go administratorem parafii w Pfaffenweiler. Po przeniesieniu duchowny ten, który obecnie sam sprawował parafialną władzę, unikał już dalszych konfliktów, przynajmniej ze swymi współbraćmi w kapłaństwie53.

Choć jedynie dwóch z sześćdziesięciu wspomnianych księży można scharakteryzować jako jawnych, ideologicznych sympatyków narodowego socjalizmu, to jeden dodatkowy czynnik pomaga nam wyjaśnić, dlaczego mogli oni być, do pewnego stopnia, sympatykami nazizmu, co ostatecznie wyraziło się też gestem o radykalnie nacjonalistycznym wydźwięku: ich służbą wojskową. Z sześćdziesięciu księży wymienionych w raporcie trzynastu przed wyświęceniem w czasie pierwszej wojny światowej służyło w armii jako żołnierze; był wśród nich Robert Bleichroth, który przebywał w niewoli u Francuzów od 2 września 1918 do 19 marca 1920 roku54. Większość z tych trzynastu kapłanów uczestniczyło w walkach na froncie i zostało rannych lub zatrutych gazem. Oprócz tych trzynastu, którzy służyli w wojsku jako żołnierze, czterech było kapelanami w szpitalach lub na froncie55. Trzech kolejnych, Albert Riesterer, Robert Alfons Schlund i Erwin Schweizer, służyło też jako kapelani wojskowi podczas drugiej wojny światowej. Riesterer sprawował tę posługę zaledwie niecałe cztery miesiące, nim armia zwolniła go ze służby i nim aresztowało go Gestapo56. Tymczasem w lipcu 1940 r. Schweizer szczycił się w liście do kancelarii fryburskiej, że był pierwszym księdzem ze swej archidiecezji, który służył jako kapelan wojskowy na wojnie (nazwanej potem drugą wojną światową)57.

Chociaż ta analiza losów księży archidiecezji fryburskiej w Badenii nie pozwala nam wydać ostatecznego sądu na temat duszpasterskich czy ideologicznych motywów, które skłoniły ich do współpracy z pewnymi organizacjami partyjnymi i państwowymi, to część wspomnianych tu księży sama przedstawiała się, przynajmniej w latach 1937 i 1938, jako kapłani lojalni wobec państwa i partii. W wielu przypadkach oznaczało to po prostu, że trzymali się z dala od polityki i w kazaniach poruszali wyłącznie tematy religijne, nie czyniąc nawet najmniejszej aluzji do współczesnej im sytuacji politycznej, i starali się wypracować przyjazne stosunki z miejscowymi przedstawicielami władz partyjnych i państwowych. Jednocześnie musimy się też zmierzyć z "pozytywnymi" opiniami wydawanymi niektórym lojalnym księżom przez NSDAP, ujawniającymi ich prawicowe sympatie. Możliwe są tu różne, przeciwstawne interpretacje, zważywszy zwłaszcza na fakt, że do roku 1937 stosunki między Kościołem a państwem uległy drastycznemu pogorszeniu i że Watykan musiał podjąć radykalne środki, zwieńczone ogłoszeniem kontrowersyjnej encykliki Mit brennender Sorge. To z kolei oznacza, że księża musieli wznieść się ponad chaos panujący w stosunkach między państwem a Kościołem, by móc sprawować swą misję duszpasterską. By czynić to dobrze i w lokalnym kontekście, musieli przekonywająco przejawiać uczucia propaństwowe i propartyjne. Oczywiście zarówno autentyczne uczucia sympatii do partii i państwa, jak i zewnętrzne jej deklaracje czynione z powodów czysto pragmatycznych mogły skłonić każdego z tych księży do pewnych działań, które znajdowały uznanie w oczach przedstawicieli władz partyjnych i państwowych. Według oficjeli nazistowskich niektórzy księża bardziej jednak niż inni wydawali się reprezentować interesy partii i szczerzej przyjmowali i wyznawali światopogląd partyjny.

Analiza ta pokazuje, jak trudno było (i jest) nazwać tego czy innego księdza "brunatnym". Większość prezentowanych tu duchownych deklarowała co najwyżej publicznie chęć współpracy z władzami państwowymi i partyjnymi. Ponadto niektórzy chętniej niż inni dostosowywali się do stanu rzeczy, jaki istniał w czasie rządów narodowych socjalistów. Mimo to o prawie żadnym z nich nie da się powiedzieć, że służył Führerowi, otwarcie głosząc idee nazistowskie lub działając publicznie na rzecz realizacji celów ideologicznych narodowego socjalizmu. Większość z tych księży sytuuje się po jednej ze stron, które dzieli elastyczna granica oddzielająca "czarnych" (jak często nazywa się kler katolicki) od "brunatnych"; granica ta uwidacznia się i przejawia w różny sposób, w zależności od okoliczności, przekonań i potrzeb. Oscylując wokół tej zmiennej, niepewnej linii, kapłani z wyczuciem negocjowali swoje pozycje, wypośrodkowując pomiędzy ideologicznymi wymogami partii i państwa a wiecznymi żądaniami i wyzwaniami Kościoła.

Obraz, który tu kreślimy, komplikuje jeden z sześćdziesięciu kapłanów, których NSDAP uznała za ideologicznie godnych zaufania. Partia opisuje postawę tego księdza, Wilhelma Marii Senna, proboszcza Flehingen, a następnie Sickingen, jako "dobrą" - mianem tym obdarzono wielu z wymienionych wyżej księży. Jednak w porównaniu z duchownymi katolickimi, o których była mowa wcześniej, ks. Senn od dawna znany był ze swych antysemickich wypowiedzi i z jawnego opowiadania się za narodowym socjalizmem jeszcze przed dojściem Hitlera do władzy. Na przykład w roku 1931 opublikował rozprawę pod tytułem Katolicyzm i narodowy socjalizm: mowa o niemieckim katolicyzmie, w roku zaś 1932 Baczność! Katolicyzm i narodowy socjalizm: moja druga mowa do niemieckiego katolicyzmu i do Rzymu. W obu tych esejach zawarł pozytywny portret narodowego socjalizmu i zachęcał katolików do wspierania ruchu Hitlera. Senn używał ich też do propagowania czegoś, co uważał za najbardziej atrakcyjne w narodowym socjalizmie - jego antysemityzmu. W tym celu w rozprawie Katolicyzm i narodowy socjalizm pytał: "Czy nasz katolicyzm jest zażydzony?" I odpowiadał nader jednoznacznie: "Tak! Jesteśmy zażydzeni - i to jak! Przerażająco!", po czym przechodził do kreślenia obrazu świata, w którym Żydzi kontrolują wszystko, od polityki po prasę i kulturę. Według niego katolicyzm był zażydzony, gdyż nie chciał "chronić chrześcijaństwa i narodowości (Volkstum)", oddając je Żydom, którzy wyśmiewali wszelki sprzeciw jako "antysemityzm"58.

Choć w latach 1937-1938 - kiedy partia tworzyła swój raport o klerze katolickim Badenii - Senn zaprzestał swojej publicznej działalności, częściowo ze względu na chroniczne problemy zdrowotne, to określenie "dobre", charakteryzujące jego relacje z nazizmem, może zdecydowanie sugerować, że życiorysy i wybory jego współbraci w kapłaństwie, których określono w ten sam sposób, należy poddać ponownej ocenie. Być może świadectwa ich działalności w czasach Trzeciej Rzeszy nieadekwatnie odzwierciedlają stopień ich akceptacji narodowego socjalizmu. Z drugiej strony należy pamiętać, że mechanizmy ewaluacji stosowane przez partię i państwo nie zawsze dostarczają nam poprawnej oceny działań i motywów ewaluowanych. Gestapo czy SD regularnie uznawało pewnych księży za przeciwników państwa, choć ci odrzucali takie antynarodowe określenia. Dość często zdarzało się, że tacy rzekomi "przeciwnicy" państwa krytykowali je ze względów duszpasterskich, na przykład za to, że państwo ingerowało w życie Kościoła i naruszało ich duszpasterską wrażliwość. I odwrotnie, Gestapo lub SD mogły uznać pewnych księży za zwolenników państwa, choć ci nigdy nie opowiadali się publicznie po stronie partii czy państwa nazistowskiego.

Kim zatem byli brunatni księża? Byli to ci duchowni, którzy wstąpili w szeregi NSDAP, zwłaszcza ci, którzy zapisali się do partii przed dojściem Hitlera do władzy. Obok nich byli też inni, którzy nigdy nie wstąpili do partii, ale publicznie wspierali Führera i partię nazistowską swoją posługą, nauczaniem i publikacjami. Apolityczni duchowni i laikat katolicki niezmiennie określali takich księży mianem "brunatnych proboszczów" (braune Pfarrer), blisko współpracujących z narodowymi socjalistami lub wspierającymi cele ruchu Hitlera. Normalnie określenie takie oznaczało, że brunatny ksiądz podziela nie tylko ultranacjonalizm NSDAP, lecz również inne aspekty światopoglądu tej partii - nawet te, które kolidują z nauką Kościoła. Oczywiście istniały granice tego, co było do przyjęcia dla brunatnych księży. Niemniej jednak mimo różnic w poszczególnych kwestiach pomiędzy nimi a państwem czy partią większość brunatnych księży nie zamierzała całkowicie dystansować się od narodowego socjalizmu.

Ks. Wilhelm Senn nie był pierwszym duchownym, który zaryzykował swą karierę duszpasterską i kapłaństwo, by agitować za sprawą Hitlera. Wręcz przeciwnie, byli też inni, tak zwana "stara gwardia" - tym zabarwionym emocjonalnie mianem określali sami siebie narodowi socjaliści, którzy należeli do ruchu przed rokiem 1933. To oni przyłączyli się do Hitlera "w okopach", pomagając mu wzmacniać partię w latach dwudziestych XX wieku.

1 W roku 1930 liczba deputowanych NSDAP do Reichstagu zwiększyła się z 12 (2,6 procent głosów) do 107. T. Kirk, The Longman Companion to Nazi Germany, New York 1995, s. 22.

2 Ph. Haeuser, Kampfgeist gegen Pharisäertum, Munich 1931, s. 5.

3 Murphy do Matthewsa, 23 maja 1945 roku, NARA RG84, pudło 1.

4 W. Ziegler, Die deutschen katholischen Bischöfe unter der NS-Herrschaft: Religiöses Amt und politische Herausforderung, "Historisches Jahrbuch" 2006, nr 126, s. 395-437; L. Bendel-Maidl, R. Bendel, Schlaglichter auf den Umgang der deutschen Bischöfe mit der nationalsozialistischen Vergangenheit, w: Rainer Bendel (red.), Die katholische Schuld? Katholizismus im Dritten Reich - Zwischen Arrangement und Widerstand, Münster 2002, s. 221-247.

5 M. Phayer, Catholic Church and the Holocaust, 1930-1965, Bloomington 2000, s. 133-183; S. Brown-Fleming, The Holocaust and Catholic Conscience: Cardinal Aloisius Muench and the Guilt Question in Germany, Notre Dame 2006.

6 J. Neuhäusler, Kreuz und Hakenkreuz: Der Kampf des Nationalsozialismus gegen die katholische Kirche und der kirchliche Widerstand, Munich 19462.

7 W. Böckenförde, Der deutsche Katholizismus im Jahre 1933: Eine kritische Betrachtung, "Hochland" 1961, nr 3, s. 215-239; G. Lewy, Catholic Church and Nazi Germany, New York 1964.

8 K. P. Spicer, Resisting the Third Reich: The Catholic Clergy in Hitler's Berlin, DeKalb 2004, s. 161, 164-165.

9 H. Lenz, Der katholische Geistliche im weltlichen Recht, Trier 1932, zwłaszcza s. 7-15.

10 Amtsblatt des Bischöflichen Ordinariats Berlin z 22 września 1933 r., s. 73-74.

11 W. Dierker, Himmlers Glaubenskrieger: Der Sicherheitsdienst der SS und seine Religionspolitik 1933-1941, Paderborn 2001.

12 Duchownych, którzy wspierali ruch, nazywano niekiedy "brunatnymi księżmi" lub "brunatnymi pasterzami" (braune Pfarrer). Niekiedy oponenci partii Hitlera używali terminu "brunatny" dla wskazania tych, którzy należeli do NSDAP lub popierali tę partię. Th. Fandel, Konfession und Nationalsozialismus: Evangelische und katholische Pfarrer in der Pfalz 1930-1939, Paderborn 1997, s. 479-489.

13 Th. Childers, The Nazi Voter: The Social Foundations of Fascism in Germany, 1919-1933, Chapel Hill 1988, s. 262-269; P. Merkl, Political Violence under the Swastika: 581 Early Nazis, Princeton 1975.

14 G. May, Kirchenkampf oder Katholikenverfolgung? Ein Beitrag zu dem gegenseitigen Verhältnis von Nationalsozialismus und christlichen Bekenntnissen, Stein am Rhein 1991, s. 309.

15 SD-Bericht, c. 1936/1937, BArch B R58/5237, teczki 9-10.

16 Kerrl do Goebbelsa, 21 listopada 1935 r., BArch B R5101/22314.

17 H. Greive, Theologie und Ideologie: Katholizismus und Judentum in Deutschland und Österreich, 1918-1935, Heidelberg 1969, s. 41, 76; K. Breuning, Die Vision des Reiches: Deutscher Katholizismus zwischen Demokratie und Diktatur (1929-1934), Munich 969, s. 21.

18 U. Wagener Unterdrückungs- und Verfolgungsmaßnahmen gegen Priester des Erzbistums Paderborn in der Zeit des Nationalsozialismus: Ergebnisse einer Untersuchung der Kommission für Zeitgeschichte, "Theologie und Glaube" 1985, nr 75, s. 56.

19 List pasterski (Hirtenbrief) kardynała Bertrama z 1 stycznia 1931 r.; list episkopatu z Fuldy (Kundgebung der Fuldaer Bischofskonferenz) z 28 marca 1933 roku, w: H. Müller, Katholische Kirche und Nationalsozialismus: Dokumente 1930-1935, Munich 1963, s. 15-21, 76-78 oraz M. Kaller, Unser Laienapostolat: Was es ist und wie es sein soll, Leutesdorf am Rhein 1927, s. 264-267.

20 K. P. Spicer, Resisting the Third Reich, dz. cyt., s. 120-138.

21 H. Müller, Katholische Kirche und Nationalsozialismus, dz. cyt., s. 21-37.

22 Zentralstelle des Volksvereins für das katholische Deutschland (Hrsg.), Der Nationalsozialismus und die deutschen Katholiken, Mönchen-Gladbach 1931 (DAEI, NS-Zeit).

23 R. Steigemann-Hall, The Holy Reich: Nazi Conceptions of Christianity, 1919-1945, Cambridge 2003, zwłaszcza s. 13-50.

24 O. Heilbronner, D. Mühlberger, The Achilles' Heel of German Catholicism: 'Who Voted for Hitler?' Revisited, "European History Quarterly" 1997, nr 27, s. 221-49.

25 M. L. Anderson, The Kulturkampf and the Course of German History, "Central European History" 1986, nr 19, s: 82-115; B. A. Griech-Polelle, Bishop von Galen: German Catholicism and National Socialism, New Haven 2002, s. 23-41; M. B. Gross, The War against Catholicism: Liberalism and the Anti-Catholic Imagination in Nineteenth-Century Germany, Ann Arbor 2004; R. Krieg, Catholic Theologians in Nazi Germany, New York 2004, s. 21-27; M. Martin, Der katholische Weg ins Reich: Der Weg des deutschen Katholizismus vom Kulturkampf hin zur staatstragenden Kraft, Frankfurt, 1998; K. Repgen, Christen im Widerstand: Am Beispiel des Kulturkampfes der Bismarckzeit und des Kirchenkampfes der Hitlerdiktatur, w: Ich will euch Zukunft und Hoffnung geben. 85. Deutscher Katholikentag, Freiburg, September 13-17, 1978; K. P. Spicer, Resisting the Third Reich, dz. cyt., s. 18-19.

26 Katholisches Kirchenblatt für das Bistum Berlin z 12 czerwca 1932 roku oraz notatka Gröbera, b.d., EBAF B2/NS 51.

27 Kölnische Volkszeitung z 29 marca 1933 r., BArch B R5101/21675, teczka 108.

28 Watykan podpisał wcześniej konkordaty z rządami poszczególnych krajów niemieckich: Bawarii (1924), Prus (1929) i Badenii (1932). F. J. Coppa (ed.), Controversial Concordats: The Vatican's Relations with Napoleon, Mussolini, and Hitler, Washington 1999; J. J. Hughes, The Reich Concordat 1933: Capitulation or Compromise, "Australian Journal of Politics and History" 1974, nr 20, s. 164-175; A. Rhodes, The Vatican in the Age of the Dictators (1922-1945), New York 1973; L. Volk, Das Reichskonkordat vom 20. Juli 1933: Von den Ansätzen in der Weimarer Republik bis zur Ratifizierung am 10. September 1933, Mainz 1972; J. K. Zeender, The Genesis of the German Concordat of 1933, w: N. Minnich (ed.), Studies in Catholic History, Wilmington 1985, 617-665.

29 I. Münch (Hrsg.), Gesetze des NS-Staates, Paderborn 1994, s. 79-82; N. Frei, National Socialist Rule in Germany: The Führer State, 1933-1945, tłum. S. B. Steyne, Oxford 1993, s. 83-90; H. Krausnick, H. Buchheim, M. Broszat, H.-A. Jacobsen, Anatomy of the SS State, tłum. R. Barry, M. Jackson, D. Long, New York 1968.

30 R. Baumgärtner, Weltanschauungs-Kampf im Dritten Reich: Die Auseinandersetzung der Kirchen mit Alfred Rosenberg, Mainz 1977; D. Burkard, Härisie und Mythus des 20. Jahrhunderts: Rosenbergs nationalsozialistische Weltanschauung vor dem Tribunal der römischen Inquisition, Paderborn 2005.

31 I. Kershaw, The "Hitler Myth": Image and Reality in the Third Reich, Oxford 1989, s. 105-120.

32 H. Gründer, Rechtskatholizismus im Kaiserreich und in der Weimarer Republik unter besonderer Berücksichtigung des Rheinlandes und Westfalens, "Westfälische Zeitschrift" 1984, nr 134, s. 107-155; L. E. Jones, Catholic Conservatives in the Weimar Republic: The Politics of the Rhenish-Westphalian Aristocracy, 1918-1933, "German History" 2000, nr 1, s. 60-85; tenże, Franz von Papen, the German Center Party, and the Failure of Catholic Conservatism in the Weimar Republic, "Central European History" 2005, nr 38, s 191-217.

33 SD-Bericht, c. 1936/1937, BArch B R58/5237, teczki 5-7, 10.

34 D. L. Bergen, Twisted Cross. The German Christian Movement in the Third Reich, Chapel Hill 1996, s. 7.

35 J. H. Banki, J. T. Pawlikowski (ed.), Ethics in the Shadow of the Holocaust: Christian and Jewish Perspectives, Chicago: 2001; G. Baum, Is the New Testament Anti-Semitic? A Re-evaluation of the New Testament, Glen Rock 1965?; tenże, Christian Theology after Auschwitz, Council of Christians and Jews, London 1976; D. L. Bergen, "Catholics, Protestants, and Antisemitism in Nazi Germany", "Central European History" 1994, nr 27, s. 329-348; J. Carroll, Constantine's Sword: The Church and the Jews. A History, New York 2001; D. J. Dietrich, God and Humanity in Auschwitz: Jewish-Christian Relations and Sanctioned Murder, New Brunswick 1995; E. H. Flannery, "The Anguish of the Jews": Twenty-Three Centuries of Antisemitism, Rev. ed. Mahwah 1985; H. Greive, Theologie und Ideologie¸ dz. cyt.; H. Hürten, Deutsche Katholiken 1918-1945, Paderborn 1992, s. 425-440; F. H. Littell, The Crucifixion of the Jews, Macon 1986; W. Nicholls, Christian Antisemitism: A History of Hate, Northvale 1993; R. R. Reuther, Faith and Fratricide: The Theological Roots of anti-Semitism, Eugene 1997; K. P. Spicer (ed.), Antisemitism, Christian Ambivalence, and the Holocaust, Bloomington 2007; U. Tal, Christians and Jews in Germany: Religion, Politics, and Ideology in the Second Reich, 1870-1914, tłum. J. Jacobs, Ithaca 1975.

36 D. I. Kertzer, The Popes against the Jews: The Vatican's Role in the Rise of Modern Anti-Semitism, New York 2001.

37 Komisja ds. Kontaktów Religijnych z Judaizmem, Pamiętamy. Refleksje nad Szoah, 19 marca 1998 r., https://opoka.org.pl/biblioteka/W/WR/komisje_pontyfikalne/judaizm/pamietamy19031998.html (dostęp: 4.12.2023); Benedykt XVI, Przemówienie w synagodze kolońskiej, 19 sierpnia 2005 r., https://papiez.wiara.pl/doc/377361.Przemowienie-Benedykta-XVI-w-synagodze-kolonskiej (dostęp: 4.12.2023).

1 Third Army Report, maj-czerwiec 1945 r., w: E. F. Ziemke, The U.S. Army in the Occupation of Germany, 1944-1946, Washington 1990, s. 147, 380-381.

2 Schmidt do oficera informacji (Informationsoffizier), b.d., EAM NL Faulhaber 8552.

3 J. Lortz, Katholischer Zugang zum Nationalsozialismus, Münster 1933; M. Schmaus, Begegnungen zwischen katholischem Christentum und nationalsozialistischer Weltanschauung, Münster 1934.

4 K. Adam, Deutsches Volkstum und katholisches Christentum, "Theologische Quartalschrift" 1933, nr 114, s. 40-63 oraz cz. 2 (nieopublikowana), DAR N67/34.

5 K.-A. Recker, "Wem wollt ihr glauben?" Bischof Berning im Dritten Reich, Paderborn 1998, s. 59-63.

6 W. Berning, Katholische Kirche und deutsches Volkstum, Munich 1934.

7 K.-A. Recker, "Wem wollt ihr glauben?", dz. cyt., s. 89-92.

8 Heydrich do Rosenberga, 8 kwietnia 1935 r., BArch B NS 8/150, teczka 195.

9 E. Ch. Helmreich, The German Churches under Hitler: Background, Struggle, and Epilogue, Detroit 1979, s. 246.

10 Das Deutsche Führerlexikon 1934/1935, s. 32, USAMHI, Donovan Papers, pudło 37B.

11 Preysing do Konferencji Episkopatu w Fuldzie, 31 maja 1933 r., w: B. Stasiewski (Hrsg.), Akten deutscher Bischöfe über die Lage der Kirche 1933-1945, t. 1: 1933-1934, Mainz 1968, s. 238.

12 Württemberg Zeitung z 10 stycznia 1934 r., BArch B NS 8/256, teczka 79.

13 Babel do ordynariusza Freiburga, 17 kwietnia 1946 r.; Gröber do Babla, 7 czerwca 1946 r., EBAF B2/NS10; Gröber do gubernatora, 6 lipca 1945 r., EBAF B2/NS51; H. Buchheim, "Fördernde Mitgliedschaft bei der SS".

14 AKD Mitteilungsblatt, nr 1 (z 22 listopada 1933 r.), BArch B NS 8/130.

15 Bertram do Praschmy, 13 listopada 1933 r., DAR G1.5/138.

16 Kölnische Volkszeitung z 27 kwietnia 1933 r.; cyt. za: B. Schwalbach, Erzbischof Conrad Gröber und die nationalsozialistische Diktatur: Eine Studie zum Episkopat des Metropoliten der Oberrheinischen Kirchenprovinz während des Dritten Reiches, Karlsruhe 1985, s. 38.

17 Dekret Gröbera (Erlaß Gröbers) z 28 czerwca 1933 r., w: H. Müller, Katholische Kirche und Nationalsozialismus: Ein Bericht in Quellen, Paderborn 2006, s. 167.

18 Por. Pastoralblatt des Bistums Eichstätt z 27 czerwca 1933 r., wkładka; oraz Würzburger Diözesanblatt z 6 lipca 1933 r., wkładka.

19 Mowa Gröbera z 10 października 1933 r., w: H. Müller, Katholische Kirche und Nationalsozialismus, dz. cyt., s. 207.

20 B. Schwalbach, Erzbischof Condar Gröber, dz. cyt., s. 65-78.

21 H. Hürten, Deutsche Briefe, t. 2., s. 797-798; J. Maier, Schulkampf in Baden, s. 123-124 oraz R. Weis, Würden und Bürden: Katholische Kirche im Nationalsozialismus, Freiburg 1994, s. 113-114.

22 Pohl do Himmlera, 19 stycznia 1938 r., oraz Gruppenführer SS do Pohla, 29 stycznia 1938 r., NARA RG242 T580, szpula 42.

23 "Germania" z 26 czerwca 1933 r.

24 Horst-Wessel-Lied - hymn nazistów niemieckich, wykonywany w Niemczech w latach 1933-1945 na uroczystościach państwowych tuż po hymnie narodowym (przyp. tłum.).

25 "Germania" z 18 września 1933 roku.

26 Raport berlińskiego lokalnego działu propagandy NSDAP (NSDAP Groß-Berlin Gaupropagandaleitung) dla kancelarii Rzeszy z 23 sierpnia 1933 r., BArch B R43 II/174, teczka 85; A. Kupper (Hrsg.), Staatliche Akten, nr 3, s. 346.

27 Kazanie Vettera wygłoszone w Kolonii 4 lipca 1937 roku, PArcK, PA Vetter.

28 "Mainzer Anzeiger" z 16 listopada 1940 r.; raport SD (SD-Bericht), Darmstadt, 21 listopada 1940 r., BArch B BA R58/5809, teczka 116.

29 Pismo Hartla, funkcjonariusza SD w Berlinie, do administracji SS w Berlinie z 12 grudnia 1940 r., BArch B BA R58/5809, teczka 115.

30 I. Kershaw, Hitler 1889-1936: Hubris, s. 590.

31 Pismo Izby Orzekającej (Spruchkammer Aichach) do ministra bez teki (Minister für Sonderaufgaben), Monachium, 14 czerwca 1948 r., BayHStA MSo 1413.

32 Wyjaśnienie Schultego w sprawie głosowania (Erklärung Schultes zur Abstimmung), 19 marca 1936 r., w: B. Stasiewski (Hrsg.), Akten deutscher Bischöfe, t. 3, s. 303.

33 "Amper Bote", 20 listopada 1934 r., EAM, PA-P III 1316 Pfanzelt, oraz Pfanzelt do Burka, 25 lutego 1946 r., BayHStA MSo 1413.

34 Zeznania Ludwiga Wirtha z 21 kwietnia 1948 r., EAM, PA-P III 1316 Pfanzelt.

35 Szef okręgu NSDAP w Dachau (NSDAP Kreisleiter Dachau) do bawarskiego Ministerstwa ds. Edukacji i Kultu (Bayerisches Staatsministerium für Unterricht und Kultus), 24 października 1934 r., EAM, PA-P III 1316 Pfanzelt.

36 Relacje Schobera (Schober Berichte) z 6 i 19 lipca 1934 r., BayHStA MK 38287.

37 Pfanzelt do ordynariatu w Monachium, 24 października 1934 r., BayHStA MK 38287; Müller do Hagenauera, 19 lipca 1948 r.; skarga Pfanzelta z 14 lipca 1948 r.; Haaser do Izby Orzekającej w Dachau (Spruchkammer Dachau), 21 lipca 1948 r.; Haaser do Bayerisches Staatsministerium für Sonseraufgaben z 27 lipca 1948 r., BayHStA MSo 1413.

38 "Dachauer Zeitung" z 19 i 20 stycznia 1932 r. oraz "Amper Bote" z 22 stycznia 1932 r., EAM PA-P III 1316 Pfanzelt.

39 Pfanzelt do wikariusza generalnego, 22 stycznia 1932 r., EAM PA-P III 1314 Pfanzelt.

40 Pfanzelt do ordynariatu w Monachium, 3 maja 1949 r., EAM, PA-P III 1316 Pfanzelt.

41 H. A. Krose (ed.), Kirchliches Handbuch für das katholische Deutschland, t. 21: 1939-1940, Köln 1940, s. 291.

42 "Kraj badeński: lista duchownych wykazujących się godną zaufania postawą polityczną", zapisy partii nazistowskiej z lat 1937-1938, NARA RG 260, pudło 171.

43 U. von Hehl, Ch. Kösters, P. Stenz-Maur, E. Zimmermann, Priester unter Hitlers Terror: Eine biographische und statistische Erhebung, Paderborn: 1996, s. 599-661; oraz EBAF PA Baumann, Beugel, Gütle, Hettich, Kirchgessner, Krems, Lehrmann, Marbe, Reisterer, Uihlein i Winkel.

44 Baumann, Gütle i Lehrmann, EBAF PA.

45 Beugel, Frei, Krems i Uihlein, EBAF PA.

46 Zbiór korespondencji, EBAF PA Riesterer.

47 Raport roczny (Jahresbericht) za rok 1936 z 20 stycznia 1937 r., EBAF PA Riegelsberger.

48 Benz do Gröbera, październik 1940 r., EBAF PA Riegelsberger.

49 Dreher do Gröbera, 3 kwietnia 1936 r., EBAF PA Sigi.

50 Ortsgruppenleiter NSDAP do Gröbera, 9 kwietnia 1936 r., EBAF PA Sigi.

51 Raport rady ordynariatu (Ordinariatsrat) z 16 kwietnia 1936 r., EBAF PA Sigi.

52 Dreher do ordynariatu we Fryburgu, 17 czerwca 1936 r., EBAF PA Sigi.

53 Nekrolog, "Konradsblatt" z 15 września 1963 r., EBAF PA Sigi.

54 Baumann, Bleichroth, Gihr, Haas, Henn, Hettich, Hofmann, Market, Öchsler, Sigi, Spitzmüller, Voegelbacher i Winkel, EBAF PA.

55 Beck, Ebner, Lehrmann i Schaak, EBAF PA.

56 Notatka ze stycznia 1941 r., EBAF PA Riesterer.

57 Schweitzer do ordynariatu fryburskiego, 4 lipca 1940 r., EBAF PA Schweitzer.

58 W. M. Senn, Katholizismus und Nationalsozialismus: Eine Rede an den deutschen Katholizismus, Münster 1931 s. 58, 61; tenże, Halt! Katholizismus und Nationalsozialismus: Meine zweite Rede an den deutschen Katholizismus und-nach Rom, Munich 1932; tenże, Das Komplott des Schweigens in der Judenfrage, "Katholische Wehr", August 1930.