Księgarnia między światami - Klaudia Świerczewska

Reflow text when sidebars are open.
Jesień w Willowridge przyszła w tym roku zdecydowanie wcześniej niż w poprzednich latach. Liście przybrały swoje kolory: pomarańcze, czerwienie i brązy, a temperatura powoli zmieniała się z plus trzydziestu na dwadzieścia parę i mniej. Na szczęście nie mogliśmy narzekać na zimne i deszczowe jesienie, a ja wręcz kochałam tę porę roku. Nie przepadałam za żarem lejącym się z nieba. Dodatkowo zbliżało się Halloween, czyli mój ulubiony dzień, a właściwie wieczór w roku. Moja księgarnia stawała się wtedy wyjątkowo magicznym miejscem, odwiedzanym przez ludzi z miasteczka i okolic.
- Hej, Alena - usłyszałam głos swojej koleżanki, Eleny. Znałyśmy się od kilku miesięcy i kiedy dowiedziałyśmy się o podobieństwie naszych imion, od razu przypadłyśmy sobie do gustu. Elena prowadziła swoją herbaciarnię i jej napary miały w sobie coś magicznego. Gdy opowiedziałam jej o swojej księgarni, nasza znajomość wskoczyła na inny poziom.
- Eleno, witaj - przywitałam ją z uśmiechem. - Co u ciebie?
- Przyniosłam kilka próbek herbat, takich, wiesz, idealnych do książki i wieczora pod kocykiem. Jest też parę na odporność i wzmocnienie. Będziesz mogła je dorzucać do książek albo większych zakupów - zaproponowała Elena, przerzucając przez ramię czarny warkocz.
- Super, dziękuję ci bardzo. Nie wiem, jak mam ci się odwdzięczyć.
- Daj spokój, nie ma za co. A jak twoi klienci będą pytać, skąd masz takie pyszności, to szepnij kilka dobrych słówek o mnie - zaproponowała, podnosząc ze stolika pozostawioną książkę.
- Masz to jak w banku - obiecałam jej, przejmując od niej książkę. - A jak tam ruch u ciebie?
- Teraz ruch jest trochę większy. Robi się chłodniej, więc ciągnie ludzi do ciepłej herbaciarni.
- Wiesz co, to może przyjdź do mnie w piątek z Evanem, dam wam kilka książek do lokalu. No wiesz, jakieś romanse czy kryminały. Tak jak wspomniałaś, do herbatki książka pasuje idealnie - zaproponowałam, a Elena uśmiechnęła się szeroko, poprawiając rękawy kolorowego, długiego swetra.
- Brzmi nieźle, super! Podjedziemy do ciebie, wieczorem pasuje?
- Pewnie.
- Idealnie. A czemu właściwie w piątek? Nie lepiej pod koniec miesiąca? - spytała Elena, a ja w odpowiedzi pokręciłam głową.
- Muszę się zabrać za inwentaryzację tytułów, sprawdzić, jakie powinnam mieć na liście. Zbliża się Halloween i muszę mieć przygotowane wszystkie lektury, które mogą być użyte podczas Nocy Odwiedzin. Nie chcę, by ktokolwiek został pozbawiony możliwości odwiedzenia bliskich. A tak, do piątku ogarnę tytuły, które na spokojnie mogę przekazać dalej, a resztę miesiąca spędzę na układaniu i naprawianiu książek - wyjaśniłam. - Pamiętaj, że jesteś również mile widziana. To chyba twoja pierwsza Noc Odwiedzin, co?
- Prawda - zgodziła się ze mną Elena. - Ale Evan i June co nieco mi o niej opowiedzieli. Przyznaję, początkowo nie uwierzyłam w to wszystko. Ale w sumie, jak tak pomyślę o mojej babci, to stwierdzam, że chyba faktycznie jest to możliwe.
- Więc zapraszam - powiedziałam, puszczając jej oczko. Drzwi księgarni otworzyły się w akompaniamencie dzwoneczków zawieszonych nad nimi, wpuszczając do środka chłodniejsze, jesienne powietrze. Przez krótką chwilę miałam wrażenie, że wraz z nim wślizgnęło się coś jeszcze.
- Oho, już masz ruch. A dopiero otworzyłaś. - Elena mrugnęła do mnie, uśmiechając się. Zgodziłam się z nią kiwnięciem głowy, bo tak było każdego dnia. Otwierałam księgarnię w okolicach godziny dziewiątej, a pierwsi klienci pojawiali się kilka minut później.
- Dzień dobry, panie Hayes - przywitałam się, odkładając na bok listę książek. - Lila, słoneczko, cześć.
Siedmioletnia dziewczynka uśmiechnęła się szeroko i pomachała energicznie w moim kierunku.
- Dzień dobry! - zawołała i, nie czekając na pytania w stylu "co u niej słychać", pobiegła w kierunku książek dla dzieci, znając już drogę na pamięć. Jej tata, Thomas, pokręcił lekko głową. Jak zwykle ubrany był elegancko i na luzie jednocześnie: biała koszula z podwiniętymi rękawami, lekko sprane jeansy i sweterek przerzucony przez ramię. Jego czarne włosy ułożone były nienagannie.
- Mam nadzieję, że nie robi bałaganu.
- Nigdy nie robi - powiedziałam, uśmiechając się do mężczyzny. - Odkłada wszystko na miejsce, pilnując nawet alfabetu.
- Cieszę się. Lila uwielbia tu przychodzić - powiedział Thomas. Uśmiechnął się do mnie i spokojnie ruszył za córką. Elena obserwowała nas uważnie, bez słowa. Gdy tylko mężczyzna odszedł od nas kawałek, nachyliła się w moją stronę, opierając ręce o blat.
- To oni? - szepnęła. Spojrzałam jej prosto w oczy, powoli kiwając głową.
- Tak, stali bywalcy, odkąd... - urwałam, przygryzając lekko dolną wargę. Wiedziałam, że nie musiałam mówić nic więcej, bo to, co spotkało Annę, matkę Lili, było tematem numer jeden w Willowridge przez kilka tygodni.
- Rozumiem - wyszeptała Elena. - Evan mi opowiadał.
Odetchnęłam cicho, przyciągając do siebie listę książek. Miałam spisane tytuły z poprzednich lat, których czytelnicy odeszli na drugą stronę. Musiałam je wykreślić i przenieść na normalne regały, by stały się zwykłymi książkami, dostępnymi dla każdego.
- Dzień dobry. - Podniosłam wzrok, gdy do środka weszła młoda dziewczyna. Smutna szatynka z cieniami pod oczami. Mimo wszystko próbowała się uśmiechnąć.
- Dzień dobry. W czym mogę pomóc? - spytałam, zapraszając ją gestem, by podeszła bliżej. Klientka zbliżyła się do lady. Przez chwilę nic się nie odzywała, bawiąc się koralikami przy bransoletce.
- Nie wiem, jak zacząć... - przyznała niepewnie dziewczyna.
- Na spokojnie, od początku - zaproponowałam.
- Chciałabym... zapisać się na Noc Odwiedzin. W tym roku, w maju... odeszła moja prababcia. Nie miałam możliwości się z nią pożegnać. Mam jej tyle do opowiedzenia... potrzebuję tego.
- Oczywiście, nie ma problemu - powiedziałam.
- Są jeszcze miejsca?
- Tak, miejsca są nieograniczone. Potrzebuję tylko tytułu ulubionej książki, twojej lub prababci - wytłumaczyłam. Dziewczyna kiwnęła głową, zastanawiając się chwilę.
- Może... "W pustyni i w puszczy"? Pamiętam... - Dziewczyna pociągnęła cicho nosem. - Któregoś razu, gdy zabrakło prądu, czytałam jej tę książkę przy świecach. Podobało jej się, jak modulowałam głos. Zawsze zasypiała przy końcu rozdziału, ale nigdy nie pozwalała mi przestać czytać - wyjaśniła, starając się lekko uśmiechnąć. Odwzajemniłam uśmiech, otwierając szufladę z listą tytułów.
- Chwileczkę, upewnię się, czy ten tytuł jest wolny... - powiedziałam spokojnie, przesuwając palcem po liście. - Jest wolny - potwierdziłam, odnajdując go na liście. Przez ułamek sekundy miałam wrażenie, że litery poruszyły się pod moim palcem. - Sekundkę, zaraz go przyniosę.
Wyszłam zza lady i podeszłam do odpowiedniego regału. Przejrzałam uważnie półki, odnalazłam książkę i wyciągnęłam ją.
- Proszę bardzo, Henryk Sienkiewicz, "W pustyni i w puszczy". Czyżby polskie korzenie w rodzinie? - zagadnęłam.
- Tak, dokładnie. Dziękuję. I co teraz? W sensie, jak ta książka ma mi pomóc w spotkaniu z prababcią? - spytała niepewnie dziewczyna, unosząc na mnie wzrok.
- Przeniosę ją na odpowiedni regał, opiszę twoim imieniem i imieniem twojej prababci. Gdy nadejdzie Noc Odwiedzin, przyjdziesz tutaj około godziny dziewiętnastej. Wytłumaczę wtedy, co i jak. I obiecuję, że spotkasz się z prababcią w halloweenową noc. Przynajmniej na tyle, na ile pozwalają zasady.
- Dziękuję. Bardzo dziękuję - powiedziała dziewczyna, uśmiechając się, a w jej oczach pojawiły się łzy. - To proszę zapisać: Claudia i Judy. Judy to moja prababcia.
Skinęłam głową, wpisując wszystkie informacje. Claudia dziękowała mi raz za razem, próbując też wcisnąć jakieś pieniądze, ale pokręciłam głową.
- Gdy wypożyczasz albo kupujesz książkę, to w porządku. Ale Noc Odwiedzin jest darmowa dla każdego. Zamiast tego zapraszam do herbaciarni Eleny - zaproponowałam, wskazując na koleżankę. Claudia spojrzała na nią i uśmiechnęła się lekko, ocierając łzy z policzków.
- Bardzo chętnie. Słyszałam wiele dobrego o tym lokalu. Na mieście nazywają go Herbaciarnią Uczuć - powiedziała, a Elena zachichotała.
- Tak, słyszałam. Zapraszam serdecznie.
Claudia kiwnęła głową, podziękowała nam raz jeszcze i opuściła księgarnię. Drzwi zamknęły się za nią cicho i przez chwilę w księgarni panowała niczym niezmącona cisza. Spojrzałam na książkę, którą wciąż trzymałam w dłoniach. Przesunęłam palcami po tytule, który zamigotał złotym blaskiem. Zamrugałam zaskoczona, zamykając na chwilę oczy, i gdy ponownie je otworzyłam, książka była już zwyczajna. Bez blasku i światła. Normalna książka.
- Coś nie tak? - spytała Elena. Uniosłam na nią wzrok i zorientowałam się, że uważnie mi się przygląda. Pokręciłam głową, odstawiając książkę na półkę z pozostałymi tytułami, które miały wziąć czynny udział w Nocy Odwiedzin. - Co teraz? - zainteresowała się moja towarzyszka.
- Nowy tytuł poleży na tej półce, nabierze magicznych mocy i będzie zabezpieczony, by nikt go nie wypożyczył.
- To ma aż takie znaczenie?
- Owszem - przyznałam, patrząc na Elenę. - Przy okazji, musimy wybrać tytuł dla ciebie i twojej babci.
Moja towarzyszka zastanowiła się chwilę, szukając w pamięci tytułów, jakie poznała dzięki babci.
- Wiem, już wiem - powiedziała, uśmiechając się lekko. - "Tajemniczy ogród". Moja babcia czytała mi tę książkę do poduszki.
- Super. Zaraz znajdę dla ciebie ten tytuł - obiecałam, zaglądając do listy. - Jest wolny przynajmniej jeden egzemplarz.
- Dziękuję. Może przyniosę na Noc Odwiedzin jakieś ciekawe mieszanki herbat? - zaproponowała. - Wyciszające, dodające odwagi?
- Świetny pomysł. Czasami ludzie mogą tego potrzebować.
- Świetnie, to jesteśmy w kontakcie. Lecę, muszę otworzyć swój interes.
- Trzymaj się - pożegnałam się z dziewczyną i ruszyłam między regały. Spojrzałam przelotnie na Lilę i jej tatę, którzy buszowali w książkach dziecięcych. Uśmiechnęłam się delikatnie, bo wyglądali naprawdę uroczo. Lila sięgała po kolejne tytuły i podekscytowana pokazywała je tacie. Spokojnie przeszłam do odpowiedniego regału i sięgnęłam po egzemplarz "Tajemniczego ogrodu", gdy między półkami dostrzegłam dziwny cień. Zmrużyłam lekko oczy, podążając za nim w głąb księgarni. Nie było to szybkie ani wyraźne. Raczej przypominało cień, który nie powinien się poruszać.
- Co jest? - szepnęłam sama do siebie. Byłam pewna, że coś widziałam. Skręciłam za nim, chcąc dopaść to dziwne coś... ale wpadłam na pustą ścianę, a cień zniknął, jakby w ogóle go nie było.
Pustka. Ślepa ściana. Jednak nadal czułam się obserwowana.
Coś było w mojej księgarni. Miałam tylko nadzieję, że to nic niebezpiecznego.
Wieczór zapadł szybciej, niż się spodziewałam. Miałam tyle obowiązków przed Nocą Odwiedzin, że sama nie wiedziałam, w co ręce włożyć. Klienci wyszli z lokalu na kilka minut przed zamknięciem, a gdy wybiła dwudziesta, przekręciłam klucz w zamku i odetchnęłam. Napawałam się ciszą, jaka mnie otoczyła. Jednak gdzieś z tyłu głowy czułam niepokój. Nie mogłam pozbyć się wrażenia, że nadal coś jest w moim azylu. Odetchnęłam głęboko, zmuszając się do spokoju. To nie był pierwszy raz, kiedy cisza w księgarni wydawała się... zbyt ciężka. Zdarzało się to co roku, tuż przed Nocą Odwiedzin. Granica między światami stawała się cieńsza, bardziej podatna na wszystko, co próbowało ją naruszyć.
A ja byłam od tego, żeby jej pilnować.
Ruszyłam w stronę zaplecza i sięgnęłam po drewnianą skrzynkę, którą wyciągałam tylko raz do roku. Jej powierzchnia była gładka i rozgrzewała się pod moimi palcami, jakby pamiętała mój dotyk i każdy poprzedni rytuał. Postawiłam ją na ladzie i uniosłam wieko.
W środku leżały świece - cienkie, woskowe, w odcieniach kości słoniowej i głębokiej czerni. Obok nich leżał pęk zasuszonych ziół, drobny flakonik z ciemnym proszkiem i niewielki srebrny nożyk. Na samym dnie znajdowało się pięć pieczęci do otwarcia portalu.
Okrągłe, chłodne w dotyku, podobne do siebie, ale każda inna. Obejrzałam je uważnie, bo zgubienie którejkolwiek z nich byłoby ogromnym problemem, niosącym za sobą poważne konsekwencje. Przejechałam palcami po jednej z nich, wzięłam pozostałe w dłonie i ruszyłam do pustego regału, który robił za szkielet dla Portalu.
Stanęłam przed nim, obserwując go uważnie. Odetchnęłam głęboko, przymykając na chwilę oczy. Musiałam oczyścić myśli.
- Skup się - mruknęłam pod nosem, sama do siebie. A kiedy otworzyłam oczy, czułam determinację i pewność co do tego, co robię. Zaczęłam przykładać pieczęcie do odpowiednich miejsc, powtarzając na głos ich nazwy. - Pieczęć Pamięci. Pieczęć Tęsknoty. Pieczęć Imienia. Pieczęć Granicy. Pieczęć Powrotu.
Każda z nich, gdy znalazła się na swoim miejscu, połączyła się z następną niewidzialną nicią, dosłownie tworząc wejście do Zaświatów. Ponownie podeszłam do skrzyni i wyciągnęłam pozostałe rzeczy. Rozstawiłam świece wzdłuż regałów, dokładnie tam, gdzie powinnam. Każda miała swoje miejsce, każda wyznaczała fragment granicy, której nie wolno było naruszyć.
Gdy zapaliłam pierwszą, płomień zadrżał niespokojnie. Potem drugą, trzecią i kolejne. Światło zaczęło rozlewać się powoli po księgarni, miękkie, ciepłe... a jednak zbyt delikatne, by całkowicie rozproszyć cienie i ciemność.
Sięgnęłam po proszek i rozsypałam cienką linię wzdłuż podłogi, tuż przy wejściu między regałami. Zabezpieczenie na wszelki wypadek przed wszystkim, co mroczne. Ostatnim krokiem był srebrny nóż i moja zapłata. Tajemniczy rytuał, o którym nikomu nie opowiadałam, jak wygląda. Ale to musiało poczekać do Nocy Odwiedzin, która wypadała za kilka dni. Co roku przeżywałam to tak samo: niepokój i stres, czy i tym razem dam sobie radę. Nie mogłam zawieść tych, którzy mnie odwiedzali. A zdarzały się osoby, które przygodę z Nocą Odwiedzin zaczęły, gdy byłam małym dzieckiem i to moja mama była Opiekunką Portalu. Na samo wspomnienie tamtych lat na moich ustach pojawił się uśmiech, a głowę zalały obrazy.
***
Biegałam wokół regałów z książkami, ganiając za Luckiem, ogromnym czarnym kotem. Zwierzak początkowo nie był zainteresowany zabawą i próbował mi uciec, ale gdy tylko przestawałam zwracać na niego uwagę, sam mnie zaczepiał i zachęcał do gonitwy. Mama w tym czasie szukała z klientami książek na zbliżającą się Noc Odwiedzin. Krążyłam między regałami, śmiejąc się cicho, żeby mnie nie upomniała.
- Lucek! No chodź! - zachichotałam. - Wiem, że tam jesteś! - zawołałam, zaglądając za jeden z regałów. Odpowiedziała mi jednak cisza, a ja zmarszczyłam brwi. Zrobiłam jeszcze kilka kroków, aż za plecami usłyszałam szelest. Odwróciłam się gwałtownie, a Lucek siedział na niskim regale, obserwując mnie uważnie swoimi żarówiastymi oczami. Jego długi i cienki ogon powoli merdał na prawo i lewo. Nie mrugał, tylko patrzył.
- Dziwny z ciebie kot - stwierdziłam, krzyżując ramiona na piersi.
- Alenka! - zawołała mama, patrząc na mnie. - Nie przeszkadzaj, proszę, Luckowi.
- Ale to on zawsze zaczyna - powiedziałam oburzona, podchodząc do niej. Mama zaśmiała się cicho. Gdy byłam już blisko, pogładziła mnie po rudych włosach, przesuwając między palcami warkoczyk, który zaplotła mi rano.
- Wiem, kochanie. Ale chodź, zamykamy księgarnię i musimy się zająć czymś niezwykle ważnym.
- Naprawdę? Czym? - zainteresowałam się, prawie podskakując w miejscu. Mama uśmiechnęła się tajemniczo, podniosła mnie i posadziła na blacie. Machając nogami, wpatrywałam się, jak podchodzi do drzwi i zamyka je na klucz. Przesunęła dłonią po drewnie, z którego były zrobione, i podeszła do mnie.
- Zabiorę tylko coś z zaplecza i wszystko ci dokładnie pokażę - powiedziała i zaraz zniknęła. Po niecałej minucie wróciła, niosąc w dłoniach ogromną skrzynię. Poprawiłam się na blacie i dotknęłam skrzyni, gdy znalazła się obok mnie. Drewno natychmiast zrobiło się ciepłe pod moim dotykiem.
- Jest ciepła! - zamrugałam, patrząc na mamę, a ona kiwnęła głową z uśmiechem.
- Tak, córeczko, skrzynia wyczuwa drzemiącą w tobie magię. Od mojego dotyku również robi się ciepła - wyjaśniła. - W przyszłości to ty będziesz ją otwierała i przygotowywała księgarnię do Nocy Odwiedzin.
- Mogę ci dzisiaj pomóc? Pokażesz mi, co i jak? - spytałam podekscytowana, a mama przytaknęła.
- Oczywiście. Najważniejsze są pieczęcie - powiedziała, otwierając wieko skrzyni. Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, to materiał, w który coś było zawinięte. Właśnie to zawiniątko mama wyciągnęła jako pierwsze i rozwinęła.
- To one? - spytałam, a mama potwierdziła skinięciem głowy.
- Trzeba je odpowiednio ustawić na tym pustym regale - wyjaśniła mama, wskazując go. - Każda z nich ma swoje znaczenie. Pierwsza i najważniejsza to Pieczęć Pamięci. Bez niej nie wiadomo, kogo mamy przywołać. Łączy się ona z książkami, które w Zaświatach są portalami do odpowiednich dusz. Jej miejsce jest tutaj, w lewym górnym rogu.
Obserwowałam mamę, która podeszła do regału i położyła ją dokładnie tam, gdzie mówiła. Starałam się uważnie słuchać tego, co miała mi do powiedzenia.
- Kolejna to Pieczęć Tęsknoty. Daje siłę, by otworzyć Portal. Kładziemy ją w prawym górnym rogu. Trzecia to Pieczęć Imienia, która weryfikuje duszę. Odwiedzający muszą podać prawdziwe imię tego, którego chcą odwiedzić. Jeśli ktoś skłamie, Portal może go odrzucić. Jej miejsce jest po lewej stronie, pod Pieczęcią Pamięci. Przedostatnia pieczęć to Pieczęć Granicy. Pilnuje, by dusze zostały w Zaświatach. Jej miejsce jest pod Pieczęcią Tęsknoty. Ostatnia to Pieczęć Powrotu. Pozwala wrócić do Świata Żywych. Ona będzie na najwyższej półce, by nikt jej nie kopnął ani nią nie poruszył podczas wchodzenia - wytłumaczyła mama. Wzięła pozostałe cztery pieczęcie i umieściła je tam, gdzie powiedziała. - Póki żywi są w Zaświatach, żadna z pieczęci nie może zostać naruszona. Ich połączenie nie może zostać przerwane. Zapamiętaj to, córeczko.
- Oczywiście, mamo - powiedziałam z powagą, kiwając głową.
- A teraz pomóż mi ze świecami. Ustawimy je wzdłuż regałów i odpalimy knoty, by sprawdzić, czy każda świeca jest gotowa na Noc Odwiedzin.
Kiwnęłam głową i z pomocą mamy zeszłam z blatu, po czym wzięłam świece. Obie zaczęłyśmy je ustawiać, a ja podpatrywałam, jak dokładnie robi to mama. Jej ruchy były zdecydowane. Robiła to przecież nie pierwszy raz.
- Mamo - zaczęłam z ciekawością rosnącą w głosie. - Która to twoja Noc Odwiedzin?
Mama zastanowiła się chwilę. Widziałam to po jej twarzy. Lekko zmarszczyła brwi, ale nie przestawała się uśmiechać.
- Miałam, jak ty, siedem lat, gdy babcia pokazała mi pierwszy raz, co i jak. Potem aż do jedenastych urodzin ćwiczyłam i stawałam się coraz lepsza. Do osiemnastego roku życia byłam pomocnicą babci, więc już mamy jedenaście lat samego pomagania.
- Teraz masz trzydzieści cztery, więc... dwadzieścia siedem lat, minus te jedenaście, kiedy pomagałaś... - Musiałam użyć palców do pomocy.
- I minus dwa lata, kiedy byłam z tobą w ciąży i byłaś malutka - przypomniała mi mama.
- Czyli... jedenaście lat pomagania i czternaście lat, gdy tworzysz takie noce sama - powiedziałam, patrząc na mamę z dumą. Kobieta uśmiechnęła się i pogładziła mnie po głowie.
- Tak, skarbie, właśnie tak. Wierzę, że i ty będziesz miała takie doświadczenie.
***
Otworzyłam powoli oczy, uśmiechając się pod nosem. Kochałam to wspomnienie, pamiętałam dumę, jaką czułam, gdy uczyłam się wszystkich tych tajemnic i sekretów. Podczas każdej Nocy Odwiedzin, gdy towarzyszyłam mojej mamie, starałam się być coraz lepsza. Mama dawała mi coraz więcej obowiązków i pierwszą Noc Odwiedzin odprawiłam, mając siedemnaście lat. Mama była przeszczęśliwa i dumna, że tego dokonałam i okazałam się lepsza od niej.
Spojrzałam na kalendarz. Już za parę dni Halloween, moje święto. I dziesiąta Noc Odwiedzin, którą miałam przeprowadzić sama. Czułam znajome mrowienie wzdłuż kręgosłupa, nie mogłam się doczekać, by ponownie spotkać moich odwiedzających. Poza tym uwielbiałam Zaświaty. W ten jeden dzień stawały się ogromną półką z książkami i wspomnieniami. A ja mogłam być obserwatorem, który przechadza się między nimi i chłonie piękne obrazy.