Rozdział 10
Synowie ziemi.
Wśród telirsterilów zapanowała tylko im znana moda na odbieranie imion swym władcom. Tytuły "król" oraz "królowa" zostają nadane parze małżeńskiej, która obejmując urząd, traci wszelkie swe cechy posiadane sprzed nadania owej godności. Sprawowana funkcja sprowadza się właściwie do pełnienia powinności reprezentowania Rady Gwiazd - faktycznego rządu Eilon Dara. Wysoce niestosownym jest pytanie dostojników o ich miano. Wśród nadaracenów, którzy miast nazywać się Gwiazdami honorują się odmiennie: Kwiatami, obowiązuje taki sam obyczaj, jak w odległym Imperium, jednakże telirsterilowie z Pherru (ród Sinni'Vael) nie wybierają swoich królów, a władza jest dziedziczona, tak, jak miało to miejsce w Oberonie. Z kolei w Tysseus Oziri elemdelalowie rodu Asthal'Manzae nie posiadają jednego władcy, lecz każde miasto ma swojego, znanego z imienia króla.
Klup Tulu, Protokół dyplomatyczny, Mezańska Akademia Nauk, Sormhord, rok 4344.
Stara Levartia to przede wszystkim niezmierzone połacie wszelkiego rodzaju traw, ostrokrzewów, plątaniny przerośniętych chwastów, zakrywających skarby najdawniejszej przeszłości. Przemierzając morza traw, na których niczym samotne wyspy tu i ówdzie sterczą bardzo stare drzewa, można natknąć się na ruiny budowli, roztrzaskane z biegiem wieków mury, szczątki domostw, nieznanego pochodzenia i przeznaczenia kamienne place, starożytne cmentarzyska porośnięte z reguły krzewami czerwonych róż, czy osmętnione kurhany w ciszy kryjące tajemnice Dawnych Dni. Wszędzie, poza, jako tako widocznymi ścieżkami, czają się najprzeróżniejsze zwierzęta, często niebezpieczni drapieżcy. Wiele gatunków przetrwało próbę czasu tylko tutaj, wiele jest też takich, które pojawiły się wyłącznie w dziczy tych niecywilizowanych obszarów. Droga do Kradal Belmur - Miasta Trzech Wież - wiedzie od Półwyspu Rathmula wciąż na wschód. Kufadel Menug, dowódca Purpurowych Bażantów z Barnton, nakazał swym gościom nie zbaczać ze szlaku pod żadnym pozorem.
- Nawet, gdy na drugi dzień dotrzecie do osady na północy, nie ruszajcie się ze ścieżki! - Mówił im przed odjazdem. - Mieszkają tam oślizgi, byletherzy i paskudni hodirowie, którzy są kanibalami! Lepiej dla was, byście, przechodząc tamtędy, przyspieszyli, bo spotkanie z nimi może być bardzo niebezpieczne. Jeśli zobaczycie dymy nad wioską, nie musicie się obawiać, znak to, że mają co jeść, jeśli jednak nie, przemknijcie tamtędy ile sił!
Adun przed wyjazdem przyrzekł zapamiętać te przestrogi. Teraz podróżowali na czterech koniach - Odrodzony Bohater z Nadarianem luzem, swobodnie, a Era na noszach pomiędzy dwoma wierzchowcami. Na jednym z nich jechał Elend. Mieli zaopatrzenie na całą podróż. Po pierwszym dniu jazdy, doskwierały im siodła, bolały tyłki i uda, po drodze jednak nie napotkała ich żadna niespodzianka, ani niebezpieczeństwo. Zgodnie z instrukcjami Kufadela Menuga dotarli do miejsca, które nazywa się Strzępem Ogona - Zura Kordan. Jest to fragment dawnego muru, który niegdyś musiał biec przy rzece. Obecnie pozostał po nim jedynie ułomek dawnej świetności, a po wodzie w tym miejscu nie było już żadnego śladu. Przynajmniej nie na pierwszy rzut oka. Rozbili obóz pod ruiną kamiennej ściany. Skrawek osłaniał w tym miejscu wędrowców od wiatru, a także od niepotrzebnego wzroku bandytów, którzy na niedalekiej stąd północy mieli swoje ziemie. Na południe od Zura Kordan osłaniał ich las.
Rozpalili małe ognisko. Zapadł zmierzch. Adun nakazał Nadarianowi i Elendowi czujność, sam zaś podał Erze kolejną porcję ziół. Cyrulik z Barnton przykazał leczyć ją rzadkim kwiatem mięsożernej i niebezpiecznej dla hodirów rośliny Thal Evru. Niestety nie mieli takiego specyfiku, dlatego czarodziejka nie odzyskała przytomności natychmiast, a miało się to stać na dniach, w bliżej nieokreślonej przyszłości. O ile oczywiście, znachor Purpurowych Bażantów niczego nie pokręcił...
- Adunie! - szept Nadariana oderwał Odrodzonego od zamyślenia.
- Mów.
- Elend i ja znaleźliśmy ślady - młodzieniec wskazał na las. Adun spojrzał.
- Gdzie jest Elend?
- Był tu przed chwilą! - Nadarian zaczął się rozglądać. Tuż za nim stał jeden z nadaracenów mierząc do hodira z łuku gotowego do strzału. Rzut okiem i już wiedzieli, że są otoczeni. Opór nie miał sensu. Dzicy telirsterilowie z pogranicza cywilizowanych krain potrafili zastawić zasadzkę skuteczną i niewidoczną. Kiedy Adun wstał od nieprzytomnej czarodziejki, zauważył, że zakamuflowane łuki i włócznie zaczynają pojawiać się ze wszystkich stron. Musieli być obserwowani dłużej, niż mogliby podejrzewać.
- Odłóżcie wszelką broń nieznajomi! - przemówił jeden z nadaracenów o cerze barwy słomy i włosach ziemno-czarnych, pomalowanych cienkimi pasemkami na odcienie trawy. Można było się zastanawiać, czy były to kolory wrodzone, czy jednak nie? Adun nie znał ich wcale, toteż poddał się pod wpływem imponującego popisu, jakim było zakraść się tu niespostrzeżenie, ciszej niż wiatr. Zdani byli na łaskę nadaracenów.
Nadarian wiedział, że są to telirsterilowie, a właściwie: elemdelalowie, pochodzący z bardzo dawnych czasów, kiedy to na świecie istniał jeszcze Oberon. Zgodnie z legendą Drugi Wielki Amaral Galizur dał części swego społeczeństwa wybór: mogli oni żyć poza jurysdykcją władzy i jakichkolwiek społecznych ograniczeń, niczym silvu'ar. Część amaralskich poddanych mogła wybrać życie bliższe łonie natury, trudniejsze, lecz dające większą satysfakcję z bliskości przyrody. Takie Gwiazdy nazywano nadaracenami - synami ziemi. Wszystko czym dysponowali pochodziło od bogini Mai. Ich rzemiosło to obróbka drewna, kamieni, kości, skór i futer. Metale wśród nadaracenów w ogóle nie miały żadnej wartości. Miecz, żelazny grot włóczni, lub strzały, czy ciężka zbroja - to wszystko uznawali za złe, niewłaściwe, prowadzące istoty rozumne do upadku. Występujące w stanie naturalnym kruszce szlachetne zaś uznawali za święte. Nadarian wiedział, że tam, gdzie się osiedlają, znają każdy kąt lepiej niż ktokolwiek kiedykolwiek poznałby to miejsce, że ich wiedza w zakresie zielarstwa i natury jest niezmierzona włącznie z tajnikami przyrodniczej magii. Nie wiedział jednak jak ich potraktuje ten myśliwski zwiad?