2021
1
Telefon dzwoni trzeci raz w ciągu niespełna dziesięciu minut. Rzucam okiem na wyświetlacz i widzę, że to ten sam nieznany numer. Ustaliłam, że właściciel również jest nieznany, co tylko utwierdza mnie w decyzji, żeby nie odbierać. Nienawidzę telemarketerów.
Odwracam głowę z powrotem do filiżanki herbaty i scenariusza.
Zostało mi pięć tygodni i trzy dni.
Do tej pory zdążyłam przełożyć jedną trzecią. Staram się przetłumaczyć siedem stron dziennie, ale nie jest to łatwe - nie, kiedy książka jest słaba, i nie, kiedy marzę tylko o tym, żeby spać. A właściwie zasnąć. Dziś w nocy udało mi się zasnąć dopiero trochę po trzeciej nad ranem, chociaż teraz nic już nie pamiętam z tych kilku minut chaotycznego snu.
- Nawiedza cię zbyt dużo demonów - powtarza Vegar. - Wejdź na Tindera.
- Straciłam wiarę w mężczyzn - odpowiadam równie często. - I wiarę w to, że gdzieś tam jest ktoś, kto wytrzyma to, co ja muszę wytrzymywać.
- Nie po to masz wejść na Tindera - odpowiada Vegar. - Potrzebujesz kogoś, z kim mogłabyś się zabawić.
- Tak, to dobry pomysł. Gdybym jeszcze pamiętała, jak to się robi.
Tym razem przychodzi esemes. Z tego samego numeru.
Hmm.
Telemarketerzy nie wysyłają esemesów.
Odblokowuję wyświetlacz i wpatruję się w słowa wiadomości.
"Odnalazłem twojego ojca".
*
Mój ojciec...
Serce wali mi w piersi, kiedy wybieram numer i przykładam telefon do ucha. Natychmiast się podnoszę. Odbiera po dwóch sygnałach. Męski głos mówi tylko "hej", a potem czeka, aż ja się odezwę.
- Co...?
Słowa grzęzną mi w gardle. Robi mi się gorąco.
- Mój ojciec...
Chrząkam i staram się odzyskać kontrolę nad słowami, pytaniami, aż dochodzę do pierwszego i chyba najważniejszego:
- Z kim rozmawiam?
Mija kilka sekund, zanim pada odpowiedź:
- To, kim jestem, nie jest istotne.
Marszczę czoło.
- Wystarczy, że wiem, kim ty jesteś - mówi dalej mężczyzna. - I wiem, kim był twój ojciec. Zaginiony, prawie dwa lata temu, uznany za zmarłego. Ale ty chyba nigdy do końca w to nie wierzyłaś, prawda?
Brzmi tak, jakby delektował się tym, o czym mówi. Próbuję przełknąć ślinę, ale nie mogę.
- Nie lubię rozmawiać z ludźmi, których nie znam - mówię i chrząkam.
- A ja nie lubię brokułów.
Nie wiem, co odpowiedzieć.
- Czego chcesz? - pytam w końcu.
- Jak już mówiłem: odnalazłem twojego ojca.
- No i?
Wybucha śmiechem.
- Nie jesteś ciekawa, co się z nim działo?
- Owszem - odpowiadam niepewnie. - Co się z nim działo? Gdzie jest?
Znowu się śmieje.
Staram się uporządkować myśli.
- A więc - mówię, ponieważ wydłużająca się cisza po drugiej stronie zaczyna mnie złościć. - Jeśli nie chcesz, żebym się rozłączyła, powinieneś podać mi nazwisko, które mogłabym sprawdzić, to znaczy twoje nazwisko, i wolałabym, żebyś mnie nie przekonywał, że jesteś bogatym wujkiem z Ameryki.
Mija kilka sekund.
- Nie znajdziesz mnie w necie.
- Nie?
- Ważniejsze od tego, kim jestem, jest to, co odkryłem. Twój ojciec...
Wyobrażam sobie, jak mężczyzna po drugiej stronie potrząsa głową.
- Nie możesz po prostu powiedzieć, czego ode mnie chcesz?
- Czego chcę?
Znowu zaczyna się śmiać.
- Czy to nie jest oczywiste?
- Chcesz... chcesz pieniędzy.
Nie odpowiada.
Przełykam ślinę.
- Ile?
- Sto.
- Sto...?
- Sto tysięcy.
- Sto tysięcy?!
Podnoszę głos.
- To naprawdę niewielka cena za to, czego się dowiedziałem.
Robię kilka kroków w stronę ściany. Odwracam się i idę z powrotem.
- Naprawdę myślisz, że mam do rozdania sto tysięcy?
Na to pytanie również nie odpowiada.
- Dlaczego zwracasz się z tym do mnie? Dlaczego nie idziesz z tym do mojej mamy?
- Ty wydajesz się trochę bardziej zainteresowana odkryciem prawdy o ojcu niż ona.
- I wiesz o tym - jąkam się - ponieważ dobrze znasz moją mamę?
- Nie - odpowiada. - Wiem o tym, ponieważ czytam gazety.
Wycieram pot z czoła.
Ma rację.
Po jakimś czasie mama przestała szukać i robić sobie nadzieję. Nie chciała zwracać się więcej z apelem do policji, do mediów, wolała, żebyśmy spróbowały zaakceptować fakt, że ojciec zniknął, chociaż to jego zniknięcie od początku wydawało się bardzo dziwne.
- Mówisz, że coś odkryłeś? A więc nie chodzi tylko o to, że go odnalazłeś? Tak mam to rozumieć? Odkryłeś również, dlaczego odszedł?
Mija parę sekund. W końcu odpowiada:
- Tak.
Kilka razy przełykam ślinę.
- Nie wierzę ci.
- Ty... mi nie wierzysz?
- Nie. Wydaje mi się, że próbujesz mnie oszukać.
Na krótką chwilę zapada cisza.
- Jest mnóstwo rzeczy dotyczących twojego ojca, o których nie wiesz.
- Cóż - odpowiadam. - I może niech tak zostanie. A ty na pewno jesteś facetem, któremu staje, kiedy tak dzwonisz po ludziach i igrasz z ich życiem, ale ja nie mam siły tego słuchać. Lecz się. Kimkolwiek jesteś.
*
Wybieram numer Vegara, który znajduje się na drugim miejscu na liście połączeń. Odbiera natychmiast. Zanim udaje mi się wykrztusić słowo, zaczynam płakać. Nie mogę się uspokoić.
- Co się dzieje? - pyta zmartwiony.
W końcu udaje mi się wyjąkać, co się stało.
- Chryste Panie! - woła. - Co to za chore zagranie?
- Nie wiem - odpowiadam.
Żadne z nas nie mówi nic przez dłuższą chwilę. Wciąż słyszę głos mężczyzny: jasny, chłodny, opanowany.
- A jeśli on nie kłamał? Jeśli tata żyje i ten facet naprawdę go odnalazł?
- Cóż - mówi Vegar. - Zadaj sobie pytanie: po co ktoś robi coś takiego? Po co szuka ludzi, którzy nie chcą być odnalezieni?
- Tak jak powiedział: żeby na tym zarobić.
- Owszem, ale wtedy zwykle płaci się z góry. Kontaktujesz się z kimś takim i pytasz: możesz znaleźć mojego ojca? W tym przypadku jest na odwrót. Facet przychodzi do ciebie i nie daje ci żadnych konkretów. Nie chce nawet ujawnić, kim jest.
Słucham, co Vegar ma do powiedzenia.
- To śmierdzi na odległość - dodaje.
Na kilka sekund zapada cisza, a potem odzywa się telefon. Wiadomość tekstowa. Z tego samego numeru.
- Shit!
- Co jest?
- Przysłał mi zdjęcie.
- Zdjęcie czego?
- Jeszcze go nie otworzyłam.
- To otwórz!
- A jeśli to jakiś pieprzony dickpic?
- To zobaczysz jednego od Bóg wie jak dawna. Nic ci nie będzie. No dalej, otwórz zdjęcie.
Nabieram powietrza i klikam na ikonę.
- O Boże!
Zdjęcie przedstawia mężczyznę patrzącego w bok, jakby sprawdzał, czy może bezpiecznie przejść na drugą stronę ulicy. Wykonano je z pewnej odległości, z góry i nieco ukośnie, jakby kamera monitoringu była skierowana na wejście do budynku. Ma krótsze i rzadsze włosy niż wtedy, gdy widziałam go po raz ostatni. Poza tym jest znacznie chudszy, tak że rzeczy na nim wiszą.
Ale nie mam najmniejszych wątpliwości.
- Co jest? - pyta Vegar.
Siedzę i patrzę na zdjęcie.
- To jest tata - odpowiadam w końcu.
- Żartujesz?
- Nie.
- Prześlesz mi to zdjęcie?
Robię to, o co prosi. Odzywa się ponownie zaledwie pół minuty później:
- Wiesz, że zdjęcie można łatwo sfałszować, prawda?
- Myślisz, że to fotomontaż?
Waha się lekko.
- Nie wiem.
Znowu zapada cisza.
- Co zamierzasz zrobić?
- Nie mam pojęcia. Trudno to wytłumaczyć, ale... facet brzmiał wiarygodnie.
- Potrzebujesz pieniędzy?
- Nie, nie.
- Wiesz, że mogę ci pożyczyć, jeśli...
- Nigdy nie poproszę cię o pieniądze.
- Daj spokój. Nie bądź dzieckiem.
- Sam nie bądź dzieckiem. To się nigdy nie stanie.
Vegar wzdycha.
- Oddzwonię do niego - mówię. - Spróbuję się z nim dogadać.
- Jesteś pewna?
- Nie.
Niczego nie jestem pewna. To jedyna rzecz, której jestem pewna.
Ale muszę się dowiedzieć.
Zwracałam się do wszystkich i szukałam odpowiedzi bardzo długo.
Muszę się upewnić.