Krótko o smokach
Krótko o smokach
Spośród wszystkich fantastycznych zwierząt smoki i rozmaite mniej lub
bardziej wężowe potwory zdobyły niewątpliwie w ludzkich wyobrażeniach
największą popularność, przekraczającą granice epok, krajów i kręgów
cywilizacyjnych. I choć warto podkreślić, że europejski draco
niekoniecznie jest istotą w pełni tożsamą z chińskim lungiem, a w niektórych częściach świata zamiast smoków pojawiają się raczej wielkie
węże, to pewien archetyp wielkiego i potężnego gada wydaje się mieć
charakter ogólnoludzki. Trudno z całą pewnością stwierdzić, na ile ów
motyw kulturowy wynikał z przypadkowej zbieżności, a na ile miał jakieś
uniwersalne podstawy, niemniej jego obecność w bodaj każdym zamieszkałym
zakątku świata pozostaje pewnym fenomenem. Niniejsza praca pragnie ów
fenomen nieco Czytelnikom przybliżyć, warto więc w ramach krótkiego
wstępu zamieścić kilka istotnych dla tematu uwag.
Geneza postaci smoka nie jest jasna. Niektórzy próbowali dowodzić, iż
pojedyncze dinozaury lub inne potężne gady rodem z mezozoiku mogły
przetrwać w odosobnionych niszach do czasów współczesnych lub prawie
współczesnych, inspirując opowieści o smokach. Choć ta ekstrawagancka
hipoteza teoretycznie nie jest nierealna, to opiera się ona jedynie na
wątpliwych domysłach, dziwnie niepopartych ani jednym materialnym
dowodem, choćby dyskusyjnym, którego w przypadku jej prawdziwości
brakować nie powinno, choćby w odpowiednio datowanych szczątkach
kostnych. Szerzej rozpowszechniony jest pogląd głoszący, iż opowieści o smokach zainspirowały odnajdywane w różnym czasie kości wymarłych
stworzeń. Takie stwierdzenie wydaje się dużo bliższe prawdy,
niewykluczone nawet, iż rzeczywiście trafnie oddaje przyczyny pojawienia
się smoków w ludzkiej świadomości. Należy przyznać mu oczywistą
słuszność w konkretnych przypadkach, gdy odnalezione szczątki kostne
przyczyniały się - choćby w Krakowie czy Klagenfurcie - do powstania
opowieści o miejscowej bestii. Trudniej natomiast wyjaśnić, dlaczego
ludzie w różnych epokach i oddalonych od siebie miejscach mieliby
przyjmować, że wykopane kości to pozostałości akurat wielkiego gada, a nie innego stworzenia.
Zapewne więc podobne odkrycia nakładały się na utrwalone już wyobrażenia
i kreowały smoki lokalne, nie zaś smoka jako takiego - ten nie
potrzebował wcale pozostawiać swoich doczesnych szczątków wśród ludzi,
by ci wierzyli w jego istnienie. Smok jest bowiem istotą fantastyczną,
zazwyczaj hybrydą węża z innymi stworzeniami (według Jacoba Grimma po
prostu wężem ze skrzydłami), a przecież nikt nie poszukuje namacalnych
pozostałości po pierwowzorach gryfów, sfinksów czy bliskowschodnich
skrzydlatych byków. Genezy postaci smoka szukać należy zatem
prawdopodobnie nie w pokładach ziemi, żwiru czy zastygłej lawy, ale w pokładach ludzkiej fantazji i kultury symbolicznej.
Nie istniał nigdy jeden wizerunek smoka, ani w aspekcie fizycznym, ani
ideowym. Istoty te przedstawiano na rozmaite sposoby, zróżnicowane
pomiędzy poszczególnymi kręgami kulturowymi, a niekiedy również wewnątrz
nich. Pod względem fizycznym bywały wielkimi gadami lub tylko hybrydami
z przewagą gadzich cech, miały jedną głowę lub wiele, potrafiły zionąć
ogniem albo zabijać oddechem oraz latać, ale brak którejś z wymienionych
umiejętności ze smoczej rodziny nie wykluczał. Bywały istotami
inteligentnymi i nawet dysponującymi zdolnością mowy lub bezmyślnymi
bestiami, wiedzionymi najprostszymi instynktami. Także na poziomie
symbolicznym wizerunek smoka kreślono różnorodnie. Monstrum miało zwykle
nadprzyrodzony charakter, zresztą niejednolity: było piekielnym demonem
reprezentującym pierwotne siły chaosu lub dobrotliwym mieszkańcem
niebios i bóstwem albo towarzyszem bóstw, ale mogło również występować
jako zwykłe zwierzę, pozbawione nadnaturalnych koneksji i jakichkolwiek
cech mistycznych czy moralnych. Dość często smoki wiązano z żywiołami:
ogniem, powietrzem i wiatrem, a zwykle z wodą, deszczem, zaś jeszcze
chętniej z burzą. Wobec takiej rozmaitości smoczych postaci ich
charakter będzie w niniejszej publikacji prezentowany w ramach krótkiego
wprowadzenia z osobna dla każdego z kręgów kulturowych.
W wielu cywilizacjach brakowało wyraźnego rozróżnienia pomiędzy smokiem,
wielkim wężem i morskim potworem. Egipcjanie dla węży wyposażonych w kończyny czy kilka głów nie tworzyli żadnej osobnej kategorii, zaś
utwory biblijne, adaptujące na potrzeby swoich literackich wizji zastane
wyobrażenia starożytnego Bliskiego Wschodu, a następnie oddziałujące na
kulturę późnego antyku grecko-rzymskiego oraz średniowiecznej i nowożytnej Europy, operowały pewnymi pojęciami w taki sposób, że w rozmaitych przekładach zachodziła pełna wymienność pomiędzy smokiem,
wężem i przynajmniej niektórymi spośród morskich potworów. Greckie
tłumaczenie świętych ksiąg judaizmu - Septuaginta - regularnie
"potwora morskiego" zastępowało właśnie "smokiem". Wobec pewnej
tożsamości tych bytów biblijne przekłady nie były też zdecydowane, czy
prorok Daniel uśmiercił smoka czy węża babilońskiego. Nawet kusiciel z Księgi Rodzaju, niezmiennie i konsekwentnie nazywany wężem, jawi się
jako gad mający pierwotnie łapy, zatem bardziej smok niż typowy
przedstawiciel podrzędu Serpentes. Ostatnie słowo należy zresztą do
Apokalipsy Świętego Jana, która kontynuując żydowską, a zatem
bliskowschodnią tradycję, głosiła już w mowie Hellenów, że "strącony
został wielki Smok, Wąż Starodawny". Dlatego właśnie wielkie węże i rozmaite wężowe potwory musiały się stać naturalnym elementem publikacji
poświęconej grasującym po całym świecie smokom, nie tylko jako ich
odpowiedniki, ale jako istoty poniekąd z nimi tożsame, a przynajmniej
dające się sprowadzić do wspólnego mianownika. Książka o smokach świata
musiała bowiem siłą rzeczy stać się również książką o wężowych bestiach
w ogóle, jeśli nie miała razić tworzeniem sztucznych rozróżnień, obcych
tradycyjnej kulturze.
Publikacja pomyślana została jako poczet najistotniejszych i najciekawszych smoków/wężowych potworów przynależących do kultury
tradycyjnej wszelkich obszarów cywilizacyjnych. Każda z części
odpowiadających konkretnym kręgom kulturowym rozpoczyna się krótkim
wprowadzeniem dotyczącym charakteru smoków z danego regionu. Po tych
ogólnych uwagach następuje przegląd istotniejszych bestii z owego
zakresu, a każdy ze smoczych konterfektów stara się połączyć opis
konkretnego potwora i poświęcone mu opowieści. W praktyce, w zależności
od charakteru źródeł i innych czynników, portrety rozmaitych bestii
różnią się nieznacznie rozłożeniem akcentów, zasadniczo wszakże łącząc
formułę leksykonu ze zbiorem mitów i legend.
Skoro jednak publikacja ma przedstawić setki smoków ze wszystkich
zakątków świata, osadzić je w kulturowym kontekście, omówić każdego z nich i jeszcze zaprezentować związane z nim opowieści, naturalnym jest
wobec takiego ogromu materiału (z konieczności podzielonego na tomy), że
musi mieć pewne z góry założone ograniczenia. Pierwszym z nich jest
skrócenie analiz, sprowadzonych do najistotniejszych uwag. Wstępy do
każdego z omawianych kręgów kulturowych ograniczają się zatem do
kilkuzdaniowych wprowadzeń, wskazujących na najistotniejsze cechy smoków
bliskowschodnich, europejskich, afrykańskich, dalekowschodnich etc.,
które ukazane zostaną bardziej szczegółowo już na konkretnych
przykładach. Przytaczane mity, legendy, podania i baśnie starano się
przedstawić w sposób zwięzły, rezygnując z wątków drugorzędnych. Wiele
opowieści funkcjonuje zresztą w kilku wersjach, co wymusiło wybranie
jednej z nich - najpopularniejszej albo najciekawszej, z ewentualnym
zaznaczeniem, czym charakteryzują się warianty odmienne. Prawo do
autorskich adaptacji, o ile w ogóle z niego skorzystano, sprowadzono do
mało znaczących szczegółów, mających zwykle na celu zwiększenie
wewnętrznej logiki przytaczanych mitów, podań i legend, oraz do
wspomnianej już rezygnacji z wątków pobocznych.
Głównym celem niniejszego opracowania jest zwrócenie uwagi w przystępnej
formie na mnogość i różnorodność znanych ludzkości smoków. Autor ma więc
nadzieję, że Księga smoków świata - choć do tytułu monografii nie
aspiruje - zdoła w należyty sposób ukazać Czytelnikowi bogactwo
smoczo-wężowych wątków w kulturze symbolicznej różnych zakątków ziemi.
W świecie symboli i wyobrażeń starożytnego Egiptu wręcz roiło się od
straszliwych wężowych potworów o ogromnej mocy i niezwykłych cechach.
Należały do nich nadnaturalne rozmiary, złoty kolor, zdolność zionięcia
ogniem, posiadanie kilku głów, skrzydeł albo ludzkich nóg. Egipcjanie
nazywali owe istoty po prostu wężami, nie wyróżniając ich w odrębną
grupę, tym bardziej że niezwykłe przymioty tego typu gadów niekoniecznie
występowały łącznie. Niewątpliwie jednak egipskie wężowe potwory
odegrały znaczącą rolę w późniejszych przedstawieniach smoków.
W Egipcie węże, a niezwykłe węże w szczególności, związane były ze sferą
boską i z zaświatami. Były wcieleniem samych bóstw albo ich wiernymi
towarzyszami, sprzymierzeńcami, nawet opiekunami. Z drugiej strony - jak
w wielu innych cywilizacjach - łączono je również ze sferą chtoniczną:
obrazowano jako przedstawicieli pierwotnych sił chaosu, wciąż na nowo
podejmujących zawziętą walkę ze światem i bogami, stanowiących
zagrożenie nawet dla tych najpotężniejszych. Świat wyobrażeń egipskich
był jednak na tyle różnorodny, wieloaspektowy i niekonsekwentny, że obie
funkcje pełnione przez ogromne węże znad Nilu się zacierały. Najlepszym
tego dowodem było łączenie wężowych potworów z samymi bogami-stwórcami,
co godziło ich pierwotność z boską naturą.
Kematef, Irta i Heh
W okresie Średniego Państwa do szczególnego rozkwitu doszedł kult
tebańskiego Amona, który z wolna wysuwał się na pierwsze miejsce pośród
bóstw Egiptu (z czasem został utożsamiony z samym Re jako Amon-Re).
Zgodnie ze swoim imieniem ("Ukryty") był on bogiem tajemniczym,
nieuchwytnym i niezbadanym, różniącym się wyraźnie od innych bóstw,
przedstawianych ze znacznie większą dozą plastyczności. Rosnąca przewaga
Amona sprawiła, że jego kapłani chcieli widzieć w nim również stwórcę
świata. W skomplikowanej i wieloaspektowej religii egipskiej istniało
już kilka niezależnych i równorzędnych kosmogonii, związanych z ośrodkami kultowymi w Junu (Heliopolis), Memfis i Chemenu (Hermopolis).
Wizja heliopolitańska za właściwego demiurga uważała Re-Atuma-Chepri,
memficka - Ptaha, a hermopolitańska - Wielką Ósemkę (Ogdoadę)
pierwotnych bóstw. W Tebach stworzono więc kolejną, w ramach której
wszelkie dotychczasowe koncepcje podporządkowano nadrzędnej,
eksponującej rolę Amona, występującego w niej jako wąż Kematef albo
Kaemmutef ("Ten, Który Wypełnia Swój Czas"), będący praprzyczyną dzieła
stworzenia, ostatecznie dokonanego przez innego węża - jego syna Irtę
("Tego, Który Uczynił Ziemię").
U zarania dziejów jeden jeno przedwieczny wąż Kematef istniał, w praoceanie zrodzony. Dał on życie Ircie, swemu wężowemu synowi. Dożył
Kematef dni swoich, a jego śmierć dzieło stworzenia poruszyła. Gdy
bowiem umierał, Ircie utworzenie Wielkiej Ósemki bóstw nakazał: Nuna i Naunet, Heha i Hauhet, Kuka i Kauket, jako też Amona i Amaunet.
Uczynił zadość życzeniu ojca Irta, świętej Ogdoadzie dając życie.
Odetchnęła tchnieniem jego Wielka Ósemka, na ziemię spojrzała i do
Chemenu ruszyła, by Re na świat wydać. Później z biegiem Nilu do Memfis
się udała, by Ptahowi dać życie. Wżdy podążyła Ogdoada ku Junu, by Atuma
ożywić. Gdy poruszony już został krąg życia, powróciły do Teb bóstwa
pierwotne i tam życie zakończyły, w świątyni Kematefa pogrzebane, swego
stwórcy wężowego, pierwotnej przyczyny wszystkiego, co istnieje.
Fakt, iż Amon istniał od prawieków jako Kematef, a później dopiero
dzięki inwencji swojego wężowego wcielenia i działaniom Irty narodził
się we właściwej postaci, stając się swoim własnym wnukiem, nie był
niczym niezwykłym w egipskiej religii, z jej brakiem konsekwencji,
nakładaniem się starszych i młodszych tradycji oraz eteryczną
niejednoznacznością. Pozwolił natomiast osiągnąć zamierzony efekt
ukazania stwórczej roli bóstwa jako wielkiego węża, tradycyjnie
łączonego na Bliskim Wschodzie z prapoczątkami.
Należy jednak zaznaczyć, że bardziej tradycjonalistyczne kręgi nie
przeszły nad nowym mitem do porządku dziennego, ale adaptując stwórczą
rolę Kematefa i Irty, uznały ich za dzieło Re, a nie na odwrót. Według
jednego z zachowanych papirusów bóg słońca chełpił się: "Dokonałem
stworzenia Mehet uret, stworzyłem Kaemmutefa i radość kochania. Jestem
stworzycielem niebios". Nie zmienia to faktu, że w niekonsekwentnych
wyobrażeniach Egipcjan nie musiał istnieć konflikt pomiędzy stworzeniem
Kematefa przez Re a stworzeniem Re przez Kematefa, Irtę i Ogdoadę, skoro
niektóre bóstwa swobodnie funkcjonowały jako swoi właśni dziadkowie...
Swoją drogą, należący do Ogdoady Heh, ucieleśniający nieskończoność,
również przedstawiany był niekiedy w wężokształtnej postaci.
Nie brakowało także utożsamiania Kematefa z Atumem, przedstawianym pod
postacią węża, skoro miał się on wynurzyć z praoceanu, a po stworzeniu
bogów oznajmić: "Jestem tym, który trwa. Gdy świat powróci do chaosu i nicości, ja znowu przemienię się w węża, jakiego nikt z ludzi nie zna,
nikt z bogów nie widział".
Nehebkau
Nehebkau należał do najbardziej niejednoznacznych istot w wyobrażeniach
Egipcjan. Jako wielki wąż łączony był z prapoczątkami - uważano go za
jeden z najstarszych bytów. Przypisywano mu rozmaite genealogie: miał
być m.in. synem Geba, pradawnego bóstwa ziemi, ale równie chętnie
widziano go jako odwiecznego węża, który u zarania dziejów wypełznął
spod ziemi. Była to początkowo postać demoniczna - Nehebkau oddychał
ogniem, nie dało się go zranić ani mu zaszkodzić. Jego domem były
zaświaty, gdzie pożerał dusze potępieńców. Miał ścigać słoneczną barkę
Re, który uciekał przed złowrogą i niepowstrzymaną potęgą Nehebkau.
Groźny, demoniczny wąż, stanowiący ucieleśnienie zła, miał również
strzec bramy prowadzącej w zaświaty. Uważano, że jego agresywną naturę
jest w stanie okiełznać Atum. Nehebkau miał trzy głowy - dwie na
przedniej stronie ciała i jedną wyrastającą mniej dyplomatycznie z ogona. Księga tego, co jest w zaświatach mówiła o potworze, że
"wędruje do każdego miejsca każdego dnia i żyje z obfitości tego, co
wyjdzie z jego ust".
Z czasem wizerunek Nehebkau uległ pewnemu złagodzeniu: wężowy potwór z zawziętego wroga Re stał się jego wiernym towarzyszem, zaczął również
występować jako życzliwe ludziom bóstwo opiekuńcze i przyjaciel bogów.
Awansował także na jednego z sędziów świata umarłych, który po wydaniu
przez trybunał korzystnego dla zmarłego wyroku opiekował się jego duszą
ka.
Apop
Wzmiankowany w tekstach egipskich co najmniej od Pierwszego Okresu
Przejściowego Apop (Apopi, Apopis), którego imię oznacza po prostu
"Wielkiego Węża", był ogromnym, pradawnym gadem, reprezentującym
pierwotne siły chaosu, walczącym z bogami i dziełem stworzenia.
Przedstawiany był jako bestia o "złym charakterze" i "złym wyglądzie".
Gdy Re jako personifikacja słońca codziennie przemierzał na swojej barce
nieboskłon, a nocą zaświaty Amduat, za każdym razem toczyć musiał od
nowa bój z Apopem, którego stawką było przetrwanie świata i nadejście
kolejnego dnia. Starcie Re z Apopem rozgrywa się zatem nieustannie jako
ostatni, decydujący i wciąż aktualny akord walki bogów z pierwotnymi
demonami. Apop przebywał w mrokach podziemnych głębin, atakując
słoneczną barkę Re kilkakrotnie w ciągu doby (liczba tych ataków była
odmienna w różnych źródłach), ze szczególną zaciekłością tuż przed
świtaniem, gdy wąż zbierał wszystkie siły, by nie dopuścić do wzejścia
słońca. Wtedy to wypijał wodę praoceanu Nun i czaił się na powstałej
mieliźnie, na której grzęzła niebiańska łódź, lecz Re lub jego
towarzysze niezmiennie zwyciężali go stosownymi zaklęciami. W najlepszym
dla potwora razie musiał on oddać wychłeptaną wodę i się oddalić, według
mniej przyjemnych dlań scenariuszy był wiązany, ćwiartowany i palony w ogniu, co nie przeszkadzało mu po paru godzinach podejmować walki na
nowo. Stąd przypisywano potworowi zdolność regeneracji.
W codziennym boju z Apopem mogli wspomóc Re ludzie, odmawiając stosowne
modły i zaklęcia, często wypowiadane przed wizerunkiem samego wężowego
potwora. Jedno z nich brzmiało: "Przepadnij Apopie! Zgiń Apopie!
Przepadnij Apopie! Zgiń Apopie! Ci należący do Re i jego Ducha, ci
należący do faraona i jego Ducha. Przybywa Re - potężny. Przybywa Re -
silny. Przybywa Re - wysoki. Przybywa Re - uspokojony. Przyby-wa Re -
uradowany. Przybywa Re - piękny. Przybywa Re, jako król Górne-go Egiptu.
Przybywa Re, jako król Dolnego Egiptu. Przybywa Re, jako radość bogów.
Przybywa Re, usprawiedliwiony głosem. Przybądź do faraona - oby żył w szczęściu i zdrowiu. Zniszczyłeś jego wszystkich wrogów tak, jak on
powalił dla ciebie Apopa. On oddzielił dla ciebie dobro od zła. Pomodlił
się o moc twoją. Uczcił to wszystko, co jest tym objawieniem się. Ty
ukazujesz się jemu, tak jak on powala dla ciebie twych wszystkich
wrogów, każdego dnia".
Ostatecznie Apop wraz ze swoim potomstwem ma zostać spętany kajdanami,
dlatego też przedstawiano go jako skrępowanego potwora, w którego ciało
powbijane były noże. W niektórych wariantach opowieści o Apopie stwór
został pokonany przez towarzyszącego Re Seta. Później to właśnie Seta
zaczęto utożsamiać z Apopem, a w roli jego zwycięzcy obsadzono Horusa,
który przebił potwora włócznią.
Być może przez podobieństwo, a nawet pewne utożsamienie z Nehebkau,
również Apopowi zaczęto przypisywać z czasem pozytywne cechy. Wężowy
potwór brał więc udział w sądzie nad zmarłymi, zatem ucieleśniał
niewzruszoną sprawiedliwość. Przedstawiano go także jako strażnika
zamordowanego Ozyrysa, owiniętego w obronnej pozie wokół jego ciała.
Ka-em-ankh-neteru, Mehen, Ash-hrau, Cheti, Thes-hrau, Menmenut i inni towarzysze bogów
Odwieczna walka z Apopem była wprawdzie najbardziej widowiskową odsłoną
relacji łączących Re z ogromnymi wężami w typie odpowiadającym smokom,
ale dużo liczniejsze były niezwykłe węże towarzyszące bogu słońca.
Ka-em-ankh-neteru ("Dusza Tego, Który Pozwala Żyć Bogom") był mistycznym
wielkim wężem, w którego cielsko codziennie wpływała słoneczna barka Re.
Dostawała się doń mało dostojnie, bo przez ogon, po czym przemieściwszy
się przez całego potwora, wydostawała się jego paszczą jako wschodzące
słońce - Chepri. Później boska barka ciągnęła Ka-em-ankh-neteru po
niebie.
W materiale ikonograficznym Księgi tego, co jest w zaświatach rodzące
się poranne słońce - Chepri - przedstawione jest w łodzi poprzedzonej
trzema wężami, których imiona brzmią: Sek-Re, Sefa i Nepen. Innym razem
słoneczną barkę prowadzą dwa węże: Isis i Nephthys.
Mehen ("Ten, Który Otacza") był natomiast ogromnym wężem, który według
Tekstów Sarkofagów towarzyszył Re w jego nocnej podróży przez
zaświaty, owijając się wokół niego i chroniąc go przed siłami ciemności.
Według Księgi Bram otaczał swoimi splotami mistyczną kaplicę, w której
pojawiał się Re.
Gdy Chepri-Afu umiera, by odrodzić się wraz z nowym dniem, jego ciała
strzeże ogromny pięciogłowy wąż Ash-hrau ("O Wielu Twarzach") ze
skarabeuszami wieńczącymi jego łby.
Czasem Ash-hrau zastępowały inne gady - Ankh-aru-tchefau-ankh-aru,
Ankh-ta i węże plujące ogniem, również pilnujące ciała Re, nim ten
odrodzi się wraz z nowym dniem. Księga tego, co jest w zaświatach
wspomina, że słoneczna barka Re przebyć musi w swojej nocnej podróży
przez zaświaty dwanaście okręgów, odpowiadających dwunastu godzinom.
Okręgów tych strzeże dwanaście plujących ogniem węży, znanych jako "Te,
Które Rozświetlają Ciemność Zaświatów". Dzieło wymienia ich imiona:
Besit, Hetepit, Khut-mu, Heseq-khefti-Set, Nefert-kha, Mert-Ne-Ser,
Behent, Ap-she, Nesert, Ap-ast i Shenit (jedno jest nieczytelne). Inne
buchające ogniem z paszcz zaświatowe węże, uzbrojone w noże, nazywają
się: Ta-thenen, Tem, Szu, Seb, Asar, Heru, Apu i Hetepiu. Ponadto wielki
wąż Ankhaa-pau "żyje dzięki płomieniom dobywającym się z jego ust". Pod
postacią węża, z którego pyska wylewa się ogień, pojawiało się także
bóstwo Nesmekhef.
Kolejnym z potężnych węży, które towarzyszą Re, był ognisty Cheti.
Zamieszkujący zaświaty gad pluł ogniem, niszcząc wrogów boga słońca.
Według Księgi Bram gdy Re zwycięża siły ciemności, zostają one
strącone do siedmiu jezior i pożarte przez Chetiego. Z jego splotów
wyłania się Horus Zaświatów w postaci sokoła. Wszystko to wskazuje na
doniosłe znaczenie ognistego węża w świecie nadprzyrodzonym, choć
poświęcone mu źródła są niestety dość lakoniczne. Podobną do Chetiego
rolę odgrywały również jeszcze inne plujące ogniem zaświatowe węże -
Nesmekhef i Senmekhef, który o świcie podpalał wrogów Re.
Wielowątkowy mit o słonecznej barce Re kreował i innych mniej lub
bardziej wężowych towarzyszy jego i Afu, takich jak Aat-aru, Am-khu,
Ankhet, Ap-shet, Khut-tuat, Nebt-rekeh, Tekait, Tertneshen i Uamemti.
Dołączył do nich zresztą sam Nehebkau, który zmieniał front wraz z upodobaniami kolejnych epok.
Jeszcze bardziej smoka przypominał wymalowany w Księdze tego, co jest w zaświatach ogromny wąż z wielkimi skrzydłami i dwiema parami ludzkich
nóg Thes-hrau, na którego dwóch łbach spoczywały korony - na jednym
czerwona Dolnego Egiptu, na drugim biała Górnego Egiptu.
W łodzi, w której księga umieściła Ozyrysa, znajdował się stojący na
ogonie wąż Set-em-Maat. Utwór ukazuje ponadto tajemniczego węża z ludzką
głową i parą ludzkich nóg. Egipskie zaświaty okazały się na tyle
pojemne, że zamieszkiwać je miał także czuwający nad składanymi bogom
ofiarami wąż Tepan, "który żyje dzięki głosowi odwiecznych bogów ziemi".
Księga tego, co jest w zaświatach przedstawiała jeszcze inną parę
wielkich węży - męskiego Amena i żeńską Hekent. Bardziej plastyczna
Hekent miała ludzką głowę, wyrastającą u końca jej ogona. Natomiast Amen
został opisany w dość zrozumiały sposób: "Ten, który znajduje się w tym
obrazie, jest strażnikiem tajemnych przejść prowadzących do komnaty
Aheth; wędruje każdego dnia w każde miejsce, a żyje słowami bogów
strzegących tej drogi". Nie ulega więc wątpliwości, że Amen był związany
ze sferą boską. Inskrypcje dotyczące Hekent nie są tak jasne, choć przez
analogię żeński wąż winien być również uznany za istotę niebiańską,
stojącą po stronie sił światła. Wiele więcej o tajemniczej gadziej parze
nie sposób niestety wywnioskować.
W zbliżonym do nich kontekście pojawia się także trójgłowy wąż Menmenut,
na którego grzbiecie widniało sześć gwiazd i czternaście ludzkich głów.
Prawdopodobnie symbolizowały one bóstwa czternastu pierwszych dni
miesiąca.
Egipskie zaświaty były zatem wygodnym domem dla ogromnej liczby
towarzyszących bogom wielkich węży, jedno- i kilkugłowych, czasem
obdarzonych skrzydłami, czasem ludzkimi nogami, często ziejących ogniem.
Niestety, o ile wygląd owych boskich potworów nie jest tajemnicą, o tyle
wiadomości o większości z nich dostarczają jedynie bardzo ubogie
inskrypcje, niepozwalające na dostateczne poznanie staroegipskich
smoków. Gigantyczny Ka-em-ankh-neteru, potężny Mehen, trójgłowy Ash-hrau
i ognisty Cheti należą do tych nielicznych, których natura i rola w zaświatach zostały lepiej poznane. Wiele innych zachowało jednak swoje
tajemnice na wieki.
Chemet-em-bia
Chemet-em-bia to imię groźnego węża-strażnika, strzegącego miejsca
złożenia naczyń, do których zebrano "soki cielesne" Ozyrysa. Potwór
wywiązał się ze swojego zadania, co umożliwiło późniejsze wskrzeszenie
boga.
Być może to właśnie Chemet-em-bia jest zaświatowym wężem, znanym jako
"Jedyny Wielki", o którym z uznaniem mówi Re, zwracając się w Księdze
Bram do Ozyrysa i jego towarzyszy: "O moja głowo, moje oko, me
tajemnice, me podobizny, me ciało, me kształty, które towarzyszą
Ozyrysowi w tajemnych miejscach jego spoczynku, które Jedyny Wielki,
będący w swej jaskini, otacza, strzeże swych tajemnic".
Benen
Skrzydlaty wąż Benen był wcieleniem Anubisa, który przybrał tę postać,
by wesprzeć Horusa w jego walce z Setem. Benen był znakomicie uzbrojony
- trzymał w dłoniach noże, zaś jego skrzydła zakończone były kolejnymi
ostrzami. Z jego ciała wychodziło sześciu pomocników - po trzy plujące
ogniem węże z każdego boku.
Gdy Set oczy Horusa wyłupił i w dwóch szkatułkach na wzgórzu Per-Benen
złożył, sam zaś w krokodyla się zmieniwszy, na ich straży stanął,
przybrał Anubis postać skrzydlatego węża Benen, w noże zbrojnego, a po
trzy ogniem plujące węże z boków swych wypuszczającego. Przyczaił się
Benen na górze pobliskiej, którą odtąd Wzgórzem Węża przezwano. Tam
zmroku czekał, który sługi Seta uśpi.
Kiedy ciemności pokryły ziemię, ruszył Benen, by oczy Horusa odzyskać.
Błys-nęły ostrza w łapach jego i skrzydłach, krawędzie szkatułek
przecinając. Tak skradł Benen Seta skarb największy, zaczem na północy
go pogrzebał, poza wzrokiem ludzi i bogów. Później zaś gniew jego
przeciw stronnikom Seta się zwrócił i aż do ostatniego ich wygubił.
Oczy Horusa miały wyrosnąć jako winorośl, której winogrona stały się
jego źrenicami, a wyciskane z nich wino - łzami boga. Jednocześnie oczy
- uadżet/wadżet - zadziwiającym sposobem powrócić miały do swojego
właściciela. Wszystko to nie byłoby możliwe, gdyby nie interwencja
Benena - dobrodusznego i straszliwego dla sił ciemności wężowego
wcielenia Anubisa.
Święty Wąż
Święty Wąż był bohaterem jednego z popularniejszych mitów egipskich. Za
sprawą niebywale mocnego jadu była to istota potężna, zdolna do
uśmiercania największych bóstw. Nic dziwnego, skoro Święty Wąż był
bezpośrednią boską kreacją, powstałą z niebiańskiego pierwiastka, która
służyć miała Izydzie do poznania tajemnego imienia Re.
Choć pojęła Izyda arkana wiedzy wszelakiej, jednego sekretu w mądrości
swojej zgłębić nie potrafiła - wciąż poznać nie mogła tajemnego imienia
wielkiego Re, przed światem całym zakrytego. Ażeby tajemnicę ową
posiąść, na każdy czyn była gotowa, bowiem znajomość imienia sekretnego
boginię potężną uczynić z niej mogła.
Starym był już Re, ciężarem stuleci zgnębiony i zniedołężniały. Drżały
mu członki, ciekło mu z ust zaschłych. Wyczekała Izyda, aże ślina jego
na ziemię spadnie, i zaraz do dzieła swego przystąpiła. Ugniotła
wydzielinę boską z ziemią, niezwyciężonego Świętego Węża z niej lepiąc o jadzie straszliwym, zaczem na trasie słonecznej barki Re go umieściła.
Plan jej przewrotny ziścił się rychło, bo Święty Wąż przeciw Re powstał
i w ciele jego zęby jadowite zanurzył. Zakrzyknął bóg stary, gdy
trucizna jak ogień paląca po członkach jego się rozlała. Wówczas odczuł
ból przenikliwy i słabość wielką, a z niemocy swojej sprawę sobie
zdając, bogów wszystkich wezwał.
- Potwór straszliwy mnie ukąsił, jakiego nikt dotąd nie znał - oznajmił
zgromadzonym głosem słabym, po czym o ratunek prosić ich począł.
Ze smutkiem spoglądały nań wszystkie bóstwa Egiptu, lecz nikt rady nie
zdołał odnaleźć, bo i któż mógłby taką moc odwrócić, która samego Re
tchnieniem śmierci wypełniała? Wówczas zbliżyła się Izyda, uśmiech
przebiegły kryjąc, i rzekła:
- Wyznaj mi imię swoje, bo kto imię swoje wyzna, ten żył będzie!
Długo wymieniał Re wszelkie tytuły swoje i postaci, lecz bogini
zniecierpliwiona głową potrząsnęła.
- Wyznaj mi imię swoje sekretne, a wtedy pomóc co zdołam - ucięła
krótko.
Wtedy Re, jadem znękany, w tajemnicy imię swoje prawdziwe jej zdradził.
Wówczas to Izyda zaklęciem potężnym jad Świętego Węża od niego oddaliła.
Znajomość zaś imienia pierwszego z bogów moc jej niezmierzoną zapewniła.
Opowieść dość dokładnie przedstawiała genezę Świętego Węża i jego moc,
zdolną do uśmiercenia nawet najpotężniejszych bóstw, choć nie wspominała
o dalszych losach bestii. Popularny mit tłumaczył niezwykłą pozycję
Izydy wśród bóstw Egiptu, ale pełnił również funkcję bardziej praktyczną
- był zapisem zaklęcia. Zawarte w nim słowa Izydy uzdrawiającej Re
stanowiły magiczną formułę, którą należało wypowiedzieć nad człowiekiem
ukąszonym przez węża: "Odejdź jadzie, wyjdź z Re. Spraw, żeby Oko Horusa
wyszło z boga i zajaśniało poza jego ustami. Ja robię, ja sprawiam, że
trucizna spada na ziemię, ponieważ jad został zwyciężony. Zaprawdę, imię
wielkiego boga zostało mu zabrane. Re będzie żył, a trucizna zginie;
jeśli żyć będzie trucizna, zginie Re". Według Papirusu turyńskiego z okresu Nowego Państwa słowa te należało powtórzyć w intencji ukąszonego
nad wizerunkami Atuma, Horusa z Hekenu oraz Izydy i Horusa, dodając:
"Podobnie [tutaj należało podać imię zatrutego] będzie żył, a trucizna
zginie. Takie były słowa, które powiedziała Izyda, Wielka, Władczyni
Bogów, znająca własne imię Re". Historia Re i Świętego Węża była zatem
pewnym archetypem, który w konkretnym celu można było powtórzyć tu i teraz.
Kebechet, Uadżet, Renenutet i Meretseger
Egipcjanie kojarzyli węże ze sferą boską, nie dziwi zatem, że obok
Anubisa-Benena taką postać przybierały aż cztery boginie - Kebechet,
Uadżet, Renenutet i Meretseger. Tę ostatnią przedstawiano nawet jako
rodzaj skrzydlatego smoka.
Kebechet, czyli "Ożywcza Woda", związana była z Benenem rodzinnie, była
bowiem córką Anubisa. Występowała pod postacią węża, a czuwała nad
duszami zmarłych, dostarczając im - ożywczej wody.
Uadżet ("Zielona"), czyli Wadżet, była boginią czczoną w Buto, ukazywaną
w postaci kobry. Wężowa bogini już w okresie predynastycznym osiągnęła
ponadlokalne znaczenie i została uznana za patronkę Dolnego Egiptu. Po
zjednoczeniu kraju Uadżet utworzyła mistyczną parę z czuwającą nad
Górnym Egiptem Nechbet, przedstawianą w postaci sępa. W ten sposób obie
boginie stały się opiekunkami zjednoczonej monarchii, co symbolizował
ureusz - potężny amulet, wyobrażający postać atakującej kobry z głową
sępa, który wieńczył nakrycia głowy władców Egiptu i bóstw oraz strzegł
królewskich sarkofagów. Ureusz zdobił podwójną koronę Górnego i Dolnego
Egiptu (pszent) jako symbol opieki dwóch bogiń.
Inną wężową boginią była Renenutet ("Żywiący Wąż"), pani żniw i ludzkiego losu, od czasów XII dynastii czczona w oazie Fajum.
Przedstawiano ją jako kobrę lub kobietę z głową kobry. Z uwagi na taką
aparycję zaczęto łączyć ją z Uadżet i w konsekwencji również uznano za
patronkę władców.
Meretseger ("Kochająca Milczenie"), która żyć miała na wierzchołku
Al-Qurn, uznawana była za strażniczkę i opiekunkę królewskich grobowców,
szczególnie nekropolii tebańskiej. Jej wcieleniem był ogromny wąż o ptasich skrzydłach, zatem rodzaj smoka.
Złoty wąż z Punt
Z czasów Starego Państwa pochodzą pierwsze wzmianki o wyprawach do
położonej na południu i zasobnej w naturalne bogactwa - zwłaszcza mirrę
- krainy Punt, utożsamianej zwykle z późniejszą Etiopią. Kontakty te
uległy największej intensyfikacji w dobie Średniego Państwa, a ostatnie
wyprawy do Punt Egipcjanie podejmowali jeszcze pod koniec Nowego
Państwa, w czasach XX dynastii. Przez mieszkańców Egiptu odległa kraina
była postrzegana jako ziemia niemal mityczna, opływająca we wszelkie
bogactwa. Z czasów Średniego Państwa, gdy wyprawy do Punt podejmowano
najczęściej, pochodziła popularna opowieść o władającym nią wielkim i potężnym boskim wężu o złotym ciele i zdolności jasnowidzenia oraz o rozbitku, który spotkał go na jednej z należących do mistycznego gada, a bliżej nieokreślonych wysp, zapewne na Morzu Czerwonym.
Radował się wielce młodzieniec, gdy zaszczytu udziału w wyprawie
morskiej do odległych kopalń królewskich dostąpił. Z sercem dumą i umysłem ciekawością przepełnionym wsiadał na okręt do władcy swego
należący, a wszystkiemu z zadziwieniem się przyglądał. Nie widział
bowiem dotąd ni statku równie wspaniałego, ni załogi równie dzielnej i z morzem obytej.
Lecz za mało było dzielności jej wobec żywiołów rozgniewanych. Gdy na
morzu już byli, oto burza straszliwa się zerwała, a fale wściekle w okręt uderzyły. Na nic zdały się burty solidne i odwaga mężów, gdy
sztorm potężny na dno ich porwał.
Jeden jeno ów młodzieniec życie zachował, a gdy morze ucichło, fale na
wyspę nieznaną go wyrzuciły. Rozejrzał się rozbitek strwożony, atoli
wszelki dostatek na lądzie tajemniczym odnalazł. Wyspę bowiem figowce
bujne, winna latorośl i warzywa dorodne porastały, potoki pełne były
ryb, a zarośla ptactwa. Korzystał skwapliwie z owych darów młodzieniec i prędko pojął, że uczt wspanialszych nigdy w Egipcie nie pożywał jako na
owym odludziu. Nie skarżył się tedy na swój los, bo śmierci głodowej w raju przez się odkrytym nie mógł się spodziewać.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki