PRZEDMOWA TŁUMACZA
Dzieło, którego tłumaczenie niniejszym proponuję, wzbudza pośród duńskich i niemieckich towarzystw literackich gorliwe kontrowersje jeśli chodzi o jego autentyczność, kontrowersje, które jeszcze nie zostały zażegnane, gdyż są tacy, którzy twierdzą, że zawiera wewnętrzny dowód prawdy, podczas gdy inni utrzymują, że jest to oszustwo. Jednak nawet ci ostatni nie nalegają, że jest to dzieło współczesnego fałszerza. Dopuszczają, że może mieć sto, nawet sto pięćdziesiąt lat. Skoro to przyznają, nie widzę powodu, dla którego odmawiają mu wspaniałej antyczności; a jeśli chodzi o nieprawdopodobność opowiadań w nim zawartych, odsyłam czytelnika do wyczerpującego dochodzenia w Przedmowie Dr. Ottemy.
Czy trudniej jest uwierzyć w to, że pierwotni Fryzyjczycy, będący wytrzymałymi i nieustraszonymi morskimi poszukiwaczami przygód, dopłynęli do Morza Śródziemnego, a nawet dalej, niż w to, że Fenicjanie dopłynęli do Anglii po cynę i do Bałtyku po bursztyn? Albo w to, że mądra kobieta została prawodawczynią w Atenach, niż w to, że bogini wyskoczyła, w pełni dojrzała i uzbrojona, z rozłupanej czaszki Jowisza?
W opowiadaniach zawartych w tej księdze nie ma nic niezgodnego z prawdopodobieństwem, jednak mogą się one różnić od niektórych naszych z góry przyjętych założeń. Jednak niezależnie od tego, czy rzeczywiście jest ona tym, do czego pretenduje - bardzo starym manuskryptem, czy bardziej współczesną fikcją - jest nie mniej jednak wielce ciekawym dziełem i takim prezentuję je brytyjskiej publice.
W celu oddania idei manuskryptu zdobyłem fotografie dwóch jego stron, które zostały zawarte w tym tomie.
Zrealizowałem również plan Dr. Ottemy by wydrukować oryginalną fryzyjską treść niniejszego tłumaczenia, aby każdy czytelnik posiadający wiedzę na temat tegoż języka mógł zweryfikować poprawność przekładu.
Oprócz Przedmowy, którą przetłumaczyłem, Dr Ottema opracował dwie broszury na temat Księgi Oera Linda (1. Noty Historyczne i objaśnienia; 2. Akademia Królewska a Het Oera Linda Bok), z których obie byłyby bardzo wartościowe dla każdego, kto chciałby zbadać kontrowersje dotyczące autentyczności dzieła, ale których nie uznałem za konieczne tłumaczyć dla potrzeb niniejszej publikacji.
W "Deventer Courant" pojawiła się również seria dwunastu listów na ten sam temat. Mimo że napisane anonimowo, myślę, że są pióra Profesora Vitringa. Zostały przetłumaczone na język niemiecki przez Mr. Otto.
Autor wyraźnie podszedł do krytyki z poczuciem niedowierzania w autentyczność księgi. Jednak w ostatnim liście przyznaje, że po drobiazgowym badaniu nie jest w stanie wyrazić pewnego przekonania ani za ani przeciw niej.
Jego końcowe uwagi sprowadzają się do następującego:
"Jeśli księga jest romansem, muszę przyznać, że została napisana w dobrym celu i przez dobrego człowieka, ponieważ nastroje w niej wyrażone mają wysoce moralną tendencję; a przedstawione fakty, dopóki mogą pozostawać pod kontrolą zwykłej historii, nie są nieprawdziwe; a tam, gdzie dotyczą wydarzeń, z których nie posiadamy sprawozdań historycznych, nie urażają naszej idei ewentualności a nawet prawdopodobieństwa."
Wm. R. Sandbach.
WPROWADZENIE
C. Over de Linden, główny dozorca Stoczni Królewskiej w Helder, jest w posiadaniu bardzo starego manuskryptu, który był dziedziczony i przechowywany w jego rodzinie od niepamiętnych czasów i nikt nie wie, skąd się wziął i co zawiera, ponieważ sporządzony był w nieznanym języku i piśmie.
Wiadomo było tylko tyle, że zawartą w nim tradycję z pokolenia na pokolenie polecano uważnie chronić. Okazało się, że tradycja kryje się w treści dwóch listów, które otwierają manuskrypt, od Hido oera Linda, anno 1256 i od Liko oera Linda, anno 803. Do C. Over de Linden dotarł on z polecenia jego dziadka, Den Heer Andries Over de Linden, który mieszkał w Enkhuizen i tam 15 kwietnia 1820 roku zmarł w wieku sześćdziesięciu jeden lat. Ponieważ jego wnuk miał wtedy zaledwie dziesięć lat, manuskryptem zaopiekowała się za niego ciotka, Aafje Meylhoff, z domu Over de Linden, mieszkająca w Enkhuizen, która w kwietniu 1848 roku przekazała go obecnemu właścicielowi.
Usłyszawszy o tym, Dr E. Verwijs poprosił o pozwolenie zbadania manuskryptu i natychmiast rozpoznał go jako bardzo stary tekst fryzyjski. W tym samym czasie otrzymał pozwolenie na sporządzenie jego kopii na rzecz Stowarzyszenia Fryzji i był zdania, że może mieć wielkie znaczenie, pod warunkiem, że nie był falsyfikatem sporządzonym, czego się obawiał, w jakimś zwodniczym celu. Otrzymawszy manuskrypt w swoje ręce, również miałem wątpliwości, jednak nie mogłem pojąć, jaki ktoś mógł mieć cel w stworzeniu fałszywej kompozycji tylko po to, by utrzymywać ją w tajemnicy. Wątpliwości te trwały dopóki nie przestudiowałem ostrożnie wykonanych faksymiliów dwóch fragmentów, a następnie całego manuskryptu - na którego pierwszy widok byłem przekonany o wielkiej antyczności tego dokumentu.
Natychmiast przypomniała mi się uwaga Cezara na temat pism Galów i Helwetów w jego "Bello Gallico" (I. 29 oraz VI. 14) "Gr?cis utuntur literis"1 , chociaż w v. 48 okazuje się, że nie były to w całości greckie litery. Cezar podkreśla więc jedynie podobieństwo - i to bardzo prawdziwe - ponieważ pismo, które w całości nie odpowiada żadnej znanej formie liter, najbardziej przypomina, pobieżnie patrząc, pismo greckie, takie jak to znajdowane na zabytkach i w najstarszych manuskryptach i zalicza się do formy, którą nazywa się lapidarną. Poza tym sformułowałem później twierdzenie, że autorem drugiej części księgi był ktoś współczesny Cezarowi.
Forma i pochodzenie pisma są tak szczegółowo i w pełni opisane w pierwszej części księgi, że nie udałoby się tego dokonać w żadnym innym języku. Jest bardzo kompletny i składa się z trzydziestu czterech liter, pośród których są trzy oddzielne formy a i u oraz dwie e, i, y i o, poza czterema parami podwójnych spółgłosek ng, th, hs i gs. Dźwięk ng, który jako nosowy nie posiada określonego znaku w żadnym innym zachodnim języku, jest spójnikiem nierozdzielnym; th jest miękkie, jak w języku angielskim i czasem zastępowane przez d; gs spotyka się rzadko, chyba tylko w słowie segse - "mówić", we współczesnym języku fryzyjskim sidse (wym. sisze).
Papier, w dużym rozmiarze kwarto, wykonany jest z bawełny, niezbyt gruby, bez znaku wodnego lub znaku twórcy, wyprodukowany na ramie lub drucianej sieci o niezbyt szerokich równoległych liniach.
List wprowadzający podaje rok 1256 jako datę, kiedy manuskrypt ten został napisany przez Hiddo Overa Linda na nieznanym papierze. Wynika z tego, że musiał pochodzić z Hiszpanii, gdzie Arabowie wprowadzili na rynek papier wykonywany z bawełny.
W. Wattenbach pisze na ten temat w swoim "Das Schriftwesen im Mittelalter"2 (Leipzig, 1871), s. 93:-
"Produkcja papieru z bawełny musiała być w użyciu pośród Chińczyków od dawnych czasów i musiała stać się znana Arabom podczas podboju Samarkandy około roku 704. W Damaszku produkcja ta była ważną gałęzią przemysłu, z którego to powodu nazwany został Charta Damascena. Arabowie wprowadzili tę sztukę u Greków. Twierdzi się, że istnieją greckie manuskrypty z X w. napisane na bawełnianym papierze i że w XIII w. był on używany znacznie częściej niż pergamin. W celu odróżnienia od papieru egipskiego nazywany był Charta bombicina, gossypina, cuttunea, xylina. Odróżnienie od płótna nie było jeszcze konieczne. Pierwotnie do produkcji papieru bawełnianego używano surowej bawełny. Papier z kawałków materiału pierwszy raz wspomniany jest przez Petrusa Clusiacensisa (1122-50).
Hiszpanie i Włosi nauczyli się produkcji tego papieru od Arabów. Najsłynniejsze fabryki znajdowały się w Jativie, Walencji, Toledo, oprócz Fabriano w Marszu Ancony.3
Użycie tego materiału w Niemczech nie zostało rozpowszechnione, nieważne, czy przybył z Włoch, czy Hiszpanii, dlatego im dalej od Wschodu rozpowszechniał się ten towar, tym większa zachodziła potrzeba, by miejsce bawełny zastąpiło płótno. Wątpliwa jest autentyczność dokumentu Kaufbeuren z roku 1318 na papierze z płótna. Bodman uważa za najstarszy papier z czystego płótna z roku 1324, lecz do roku 1350 używano dużo papieru mieszanego. Wszystkie ostrożnie napisane manuskrypty o wielkiej antyczności, ukazują regularnością swych wierszy, że musiały być liniowane, mimo że nie można odróżnić śladów linijek. Do wykonania linii używano cienkiego grafitu, liniału i cyrkla by odmierzyć odległości.
W starych pismach atrament jest czarny lub brązowy. Lecz ponieważ pisanie było bardziej rozpowszechnione od XIII w., kolor atramentu jest często szary lub żółtawy, a czasem całkiem blady, co świadczy o zawartości żelaza. Wszystko to stanowi przekonujący dowód na to, że nasz manuskrypt pochodzi z połowy XIII w., napisany wyraźnymi czarnymi literami, między cienkimi liniami ostrożnie zaznaczonymi grafitem. Kolor atramentu ukazuje zdecydowanie brak zawartości żelaza. Dzięki tym dowodom podana data, 1256, zostaje dostatecznie potwierdzona i niemożliwe jest przypisanie innej. Tym samym znika całe podejrzenie współczesnego oszustwa.
Język to bardzo stary fryzyjski, starszy i bardziej czysty nawet niż fryzyjska Rjuchtboek czy stare fryzyjskie prawa i różniący się od nich zarówno formą jak i pisownią tak, że wydaje się całkiem oddzielnym dialektem i pokazuje, że rejon języka musiał obejmować (jeśli chodzi o użycie w mowie) obszar między Vlie a Schledt.
Styl jest bardzo prosty, zwięzły, przypominający styl zwykłej rozmowy, o swobodnym doborze słów. Prosta jest również pisownia, więc czytanie tekstu nie sprawia najmniejszych trudności, a jednak z całą swą regularnością tak nieograniczona, że każdy z autorów, którzy osobno pracowali nad księgą, ma własne cechy szczególne wynikające ze zmian w wymowie na przestrzeni lat, co naturalnie musiało mieć miejsce, gdyż ostatnia część dzieła napisana została pięć wieków po pierwszej.
Myślę, że mogę ośmielić się twierdzić, iż jako próbka starożytności w języku i piśmie, księga ta jest jedyna w swoim rodzaju.
Pismo sugeruje obserwację, która może mieć wielkie znaczenie.
Grecy wiedzą i przyznają, że ich pismo nie było ich własnym wynalazkiem. Wprowadzenie go przypisują Fenicjaninowi, Kadmusowi. Nazwy najstarszych liter, od alfy po tau, odpowiadają literom alfabetu hebrajskiego, z którym fenicki jest blisko spokrewniony, tak dokładnie, że nie można wątpić, iż język hebrajski był początkiem fenickiego. Jednak forma ich liter różni się tak mocno od tej z pisma fenickiego i hebrajskiego, że w tym względzie nie można odnaleźć między nimi żadnego powiązania. Skąd więc Grecy zaczerpnęli formę swych liter?