CZĘŚĆ 1
Adam
Adam był pierwszym człowiekiem nie z tego powodu, że jako pierwszy
zaistniał na tej ziemi. Przed nim żyło wielu innych ludzi. Nie utrwalili
się oni jednak w historii, nie mieli bowiem indywidualnego ego. To Adam
jako pierwszy powiedział "nie". Przed nim istniały miliony istot
ludzkich, jednak żadna z nich tego nie powiedziała. Nie mogły one w związku z tym stać się mężczyznami, nie mogły wykształcić niezależnego
ja.
To Adam powiedział "nie". Ucierpiał oczywiście z tego powodu. Został
bowiem wygnany z boskiego ogrodu.
Adam jest mężczyzną i każdy mężczyzna jest podobny do Adama. Dzieciństwo
natomiast jest niczym ogród Edenu. Każde dziecko jest tak szczęśliwe jak
zwierzęta, jak ludzie pierwotni, jak drzewa. Czy widziałeś dziecko,
które porusza się między drzewami lub biegnie po plaży? Dziecko nie
stało się jeszcze człowiekiem. Jego oczy są przejrzyste, lecz
nieświadome. Dziecko musi się wydostać z Edenu.
W tym właśnie zawiera się sens wypędzenia Adama z raju. Przestaje on być
częścią nieświadomego szczęścia. Musi się stać osobą świadomą. Droga do
tego prowadzi przez zjedzenie owocu z drzewa poznania. W ten sposób Adam
staje się człowiekiem.
Historia nie polega na tym, że pewnego razu Adam został wygnany z raju.
Każdy Adam musi przechodzić przez to samo doświadczenie. Każde dziecko
musi zostać wyrzucone z boskiego ogrodu. Jest to część jego procesu
rozwoju. Po to, by nastąpił wzrost, niezbędne jest doznanie bólu.
Człowiek musi utracić raj, by go ponownie odzyskać, tym razem świadomie.
Jest to ciężar, który człowiek musi udźwignąć, jest to jego
przeznaczenie. W tym zawarte jest cierpienie człowieka, a zarazem jego
wolność i wielkość.
Dlaczego nigdy nie jestem zadowolony z tego, kim jestem, i z tego, co
przyniosło mi życie? Ciągle pragnę robić coś innego, chcę być kimś
innym. Ciągle uważam, że inni mają więcej niż ja, zgodnie z powiedzeniem: "Po drugiej stronie mego płotu trawa jest bardziej
zielona".
Dlaczego tak się dzieje?
Dzieje się tak z powodu twojej dezorientacji. Poruszasz się w kierunku
niezgodnym z naturą. Nie realizujesz swego potencjału. Swój rozwój
dostosowujesz do oczekiwań innych ludzi. Nie może ci to jednak przynieść
zadowolenia. Skoro nie doświadczasz zadowolenia, twoje logiczne
rozumowanie podpowiada: "Być może mam za mało. Sięgnę po więcej". Chcesz
to osiągnąć. Rozglądasz się wokół siebie i dostrzegasz ludzi, którzy
uśmiechają się, wyglądają na szczęśliwych. Jednak są to tylko pozory.
Ludzie zakładają maski i oszukują siebie nawzajem. Ty także nosisz maskę
- dlatego inni myślą, że jesteś od nich szczęśliwszy. Ty natomiast
myślisz, że to inni są bardziej szczęśliwi.
Trawa wygląda na bardziej zieloną po drugiej stronie płotu. Dzieje się
tak w przypadku obu obserwujących osób. Osoba, która mieszka po drugiej
stronie ogrodzenia, widzi trawę na twojej działce jako bardziej zieloną,
grubszą, lepszą. To iluzja wywołana patrzeniem z większej odległości.
Gdybyś mógł patrzeć na tę trawę z bliska, stwierdziłbyś, że wcale taka
nie jest. Jednak ludzie odnoszą się do siebie z dystansem; nawet
przyjaciele i kochankowie. Nadmierna bliskość mogłaby być niebezpieczna.
Ludzie mogliby zobaczyć, jacy są naprawdę.
Od początku podążasz fałszywym tropem. Twoje działania prowadzą do
cierpienia. W przyrodzie nie ma pieniędzy. Gdyby pieniądze były wytworem
natury, rosłyby na drzewach. Pieniądze są wynalazkiem człowieka. Jest to
wynalazek pożyteczny, a zarazem niebezpieczny. Widzisz, że ktoś ma dużo
pieniędzy, i myślisz, że pieniądze przynoszą radość: "Spójrz na tego
człowieka. Wydaje się tak radosny". Wyciągasz z tego wniosek, że należy
gonić za pieniędzmi. Ktoś wygląda na zdrowszego - goń więc za zdrowiem.
Ktoś inny zajmuje się określoną działalnością i wygląda na zadowolonego.
Naśladuj go.
Orientujesz się ciągle na innych. Społeczeństwo ukształtowało cię w ten
sposób, abyś nigdy nie zwracał uwagi na własny potencjał. Całe
nieszczęście wynika po prostu stąd, że nie jesteś sobą. Bądź sobą, a wtedy nie będziesz doświadczał cierpienia, nie będziesz rywalizował z innymi, nie będzie ci przeszkadzać, że inni mają więcej.
Jeżeli chcesz, by trawa była bardziej zielona, nie musisz spoglądać na
drugą stronę, na teren sąsiada. Możesz uczynić trawę bardziej zieloną po
twojej stronie i to w prosty sposób. Ty jednak patrzysz we wszystkich
kierunkach i widzisz, że wszystkie trawniki, z wyjątkiem twego, są
niezwykle piękne.
Człowiek musi być połączony ze swoim potencjałem i nikt nie powinien
narzucać mu swego przewodnictwa. Ludzie powinni pomagać każdej osobie w jej indywidualnym rozwoju. Wówczas na świecie panowałoby pełne
zadowolenie.
Od dzieciństwa nie zdarzyło mi się odczuwać niezadowolenia. Nie
pozwoliłem bowiem nikomu przeszkodzić mi w moich działaniach i chroniłem
swoją indywidualność. Przyjęcie takiej postawy niezmiernie mi pomogło.
Było to trudne i trudności się nasilały. Obecnie cały świat zwrócił się
przeciwko mnie. Jednak to mi nie przeszkadza. Jestem w pełni szczęśliwy
i zadowolony. Nie mogę sobie wyobrazić, bym mógł przyjąć inną postawę. W każdym innym wypadku byłbym nieszczęśliwy.
Ten świat sprzeciwia się indywidualnym postawom, sprzeciwia się twemu
prawdziwemu ja. Świat chce, abyś był robotem. Wyraziłeś na to zgodę i dlatego znalazłeś się w kłopotliwym położeniu. Jednak intencją natury
nie jest uczynienie z ciebie robota. Zagubiłeś swoją oryginalną postać i z tego powodu ciągle czegoś szukasz, czegoś ci brakuje: "Może chodzi o lepsze meble, lepsze zasłony, lepszy dom, lepszą żonę, lepszą pracę...".
Przez całe życie pospiesznie podążasz z jednego miejsca w drugie.
Społeczeństwo od samego początku działa na ciebie zaburzająco.
Moje wysiłki skierowane są na to, byś mógł odnaleźć samego siebie.
Będziesz mógł nagle stwierdzić, że znikło wszelkie niezadowolenie.
Wystarczy być sobą.
Dlaczego tak trudno kochać siebie samego?
Każde dziecko rodzi się z ogromną miłością do siebie samego.
Społeczeństwo oraz religia niszczą tę pierwotną miłość. Gdyby dziecko,
rozwijając się, wzmacniało miłość do siebie samego, kto wówczas kochałby
Jezusa Chrystusa? Kto kochałby prezydenta? Kto kochałby rodziców? Miłość
dziecka do samego siebie musi zostać powstrzymana. Dziecko ma być
ukształtowane w ten sposób, by jego miłość była zawsze skierowana ku
obiektom zewnętrznym. Ten proces bardzo zubaża człowieka. Jeżeli bowiem
kochasz kogoś na zewnątrz siebie - Boga, papieża, swego ojca, swoją
żonę, swego męża czy swoje dzieci - popadasz w zależność. Stajesz się
istotą podrzędną, żebrakiem.
Urodziłeś się jako król, który jest całkowicie zadowolony z samego
siebie. Jednak twój ojciec pragnął, abyś go kochał; podobnie twoja
matka. Wszyscy w twoim otoczeniu chcieli, abyś ich kochał. Nikt nie
zwracał uwagi na to, że osoba, która nie kocha samej siebie, nie może
kochać kogoś innego. W sytuacji, gdy każdy usiłuje kogoś kochać, a nie
ma faktycznie nic do zaoferowania, powstaje szalone społeczeństwo.
Dlaczego ludzie pozostający w miłosnych związkach nieustannie walczą i nękają siebie nawzajem? Powód jest prosty. Nie dostali tego, czego się
spodziewali. Obie strony są żebrakami pozbawionymi miłości.
Dziecko, które jest kształtowane we właściwy sposób, może rozwijać
miłość do siebie samego. W rezultacie staje się tak pełne miłości, że
dzielenie się nią jest dla niego koniecznością. W takim wypadku miłość
nigdy nie czyni cię zależnym. Jesteś dawcą, a dawca nigdy nie jest
żebrakiem. Druga osoba także jest dawcą. Kiedy spotykają się dwaj
królowie, dwaj mistrzowie swych serc, wówczas pojawia się ogromna
radość. Żadna z tych osób nie jest zależna od drugiej. Obie zachowują
swą indywidualność i niezależność. Znajdują oparcie i ugruntowanie w sobie. Każda z tych osób jest głęboko zakorzeniona we własnej istocie. Z tego wewnętrznego źródła wypływa nektar zwany miłością i wydostając się
na powierzchnię, rozkwita tysiącami róż.
Tego rodzaju osoby nie mogły, jak dotąd, pojawić się z powodu istnienia
proroków, mesjaszy, boskich inkarnacji i innego rodzaju głupców. Te
"religijne" postacie niszczyły cię dla własnych korzyści, z pobudek
egoistycznych. Zniszczyły cię doszczętnie.
Pomyśl logicznie. W jednym wypadku to mesjasz czy zbawca staje się
przedmiotem twojej miłości, ty zaś cieniem, który ślepo za nim podąża. W drugim wypadku jesteś w pełni zadowolony, przepełnia cię miłość i rozkwitasz. Czy wówczas będziesz troszczył się o zbawienie? Już jesteś
zbawiony. Czy będziesz chciał się dostać do raju? Już w nim jesteś.
Jeżeli nauczysz się kochać siebie samego, znikną kapłani, a politycy nie
będą mieli zwolenników. Upadną wszelkie usankcjonowane autorytety i nieczyste interesy. One mogą bowiem prosperować dzięki subtelnej
psychicznej eksploatacji osób takich jak ty.
Uczenie się miłości do siebie samego nie jest trudne. Jest to proces
naturalny. Nauczyłeś się postawy sprzecznej z naturą, nauczyłeś się
kochać innych, nie kochając siebie. Zrobiłeś coś prawie niemożliwego.
Teraz masz to zmienić. Jest to kwestia zrozumienia, prostego
zrozumienia: "Mam kochać siebie, gdyż w przeciwnym razie zgubię sens
życia. Nigdy nie dorosnę. Po prostu się zestarzeję. Nie będę miał
indywidualności, nie stanę się prawdziwym człowiekiem, godnym i zintegrowanym".
Jeżeli nie potrafisz kochać siebie samego, nie możesz kochać nikogo w tym świecie. Wiele problemów psychicznych pojawia się z tego powodu, że
jesteś od siebie oddzielony. Jesteś bezwartościowy, nie jesteś taką
osobą, jaką powinieneś być. Twoje działania powinny zostać skorygowane.
Musisz być ukształtowany według określonego wzorca.
W Japonii rosną drzewa, które mają czterysta lat, lecz zaledwie
dwadzieścia centymetrów wysokości. Japończycy uważają, że te drzewa są
dziełem sztuki. Ja jednak uważam, że to morderstwo, czyste morderstwo!
Drzewo wygląda na bardzo stare, lecz ma tylko dwadzieścia centymetrów
wysokości. Powinno mieć wysokość czterdziestu metrów i sięgać ku
gwiazdom. W jaki sposób oni to robią? Jakiej używają metody? Japończycy
włożyli drzewo do naczynia, które nie ma dna. Kiedy drzewo puszcza
korzenie, skracają je. Ponieważ korzenie nie mogą wejść głębiej w glebę,
drzewo nie może rosnąć do góry. Staje się coraz starsze, lecz nie
rośnie. Takiej samej metody użyto przeciwko ludziom.
Miłość do siebie samego stanowi konieczny warunek twego wzrostu. Dlatego
uczę cię egoizmu. Jest to naturalna postawa.
Wszystkie religie nauczają postawy altruistycznej. Uczą poświęcenia dla
różnych głupich idei, na przykład dla flagi narodowej, która jest
kawałkiem starej szmaty. Masz służyć swemu państwu. Państwo zaś jest
zwykłą fantazją. Ziemia nie dzieli się na państwa. To przebiegłość
polityków doprowadziła do podziałów zaznaczonych na mapach. Poświęcasz
się w imię linii wytyczonych na mapach!
Masz umrzeć w imię własnej religii: chrześcijaństwa, hinduizmu, buddyzmu
czy islamu. Zorganizowano to w przemyślny sposób. Zostałeś złapany.
Jeżeli umrzesz za swój naród, zostaniesz uznany za męczennika. W rzeczywistości popełniasz samobójstwo i to z głupiego powodu. Jeżeli
umrzesz w imię swojej religii, trafisz do raju, będziesz doświadczał
wiecznych błogosławieństw. W ten sposób jesteś manipulowany. W tej
manipulacji pojawia się jeden zasadniczy wątek: nie kochaj siebie,
nienawidź siebie. Jesteś bowiem nic niewart.
Każdy jest pełen nienawiści w stosunku do samego siebie. A czy sądzisz,
że jeżeli nienawidzisz siebie, znajdziesz kogoś, kto cię pokocha?
Zaakceptowałeś przekonanie, że stajesz się wartościowym człowiekiem,
jeśli stosujesz się do określonych reguł, religijnych dogmatów czy
politycznych ideologii.
W momencie przyjścia na świat nie byłeś chrześcijaninem, katolikiem czy
komunistą. Każde dziecko w momencie narodzin jest niczym czysta karta
(tabula rasa), całkowicie czyste. Ta karta nie jest wypełniona ani
słowami Biblii, ani Koranu, ani Gity, ani też "Kapitału". Nic nie jest
na niej zapisane. Dziecko nie przynosi ze sobą żadnych świętych ksiąg.
Rodzi się całkowicie niewinne. Jego niewinność zostaje wykorzystana.
Dziecko zostaje otoczone przez stado wilków; są nimi politycy, kapłani,
rodzice, nauczyciele. Wszyscy oni czyhają na twoją dziecięcą niewinność.
Zaczynają zapisywać w tobie rzeczy, które będziesz później traktował
jako swoje dziedzictwo. W rzeczywistości oni niszczą twoje naturalne
dziedzictwo i zniewalają cię. W rezultacie musisz robić to, co oni chcą,
nawet mordować niewinnych ludzi.
Są to mafie religijne i polityczne, które cię eksploatują. Te grupy mogą
być wrogo do siebie ustosunkowane, lecz są zgodne co do jednego: nie
można pozwolić człowiekowi, by kochał siebie samego. To odcina go od
jego własnej istoty. Staje się wówczas bezradny i wykorzeniony niczym
kawałek drewna, dryfujący po morzu. Można zrobić z nim wszystko.
Obywatele tego kraju (Stanów Zjednoczonych) zabijali niewinnych ludzi w Wietnamie. Jaki mieli w tym interes? Wysyłano do walki młodych ludzi,
którzy nie posmakowali jeszcze życia. Zabijali oni i byli zabijani w imię demokracji, w imieniu Ameryki. Dlaczego jednak człowiek ma składać
ofiarę w imię czegokolwiek? Muzułmanie i chrześcijanie walczyli ze sobą
i zabijali pod tym samym sztandarem. Robili to w imię Boga. Stworzyliśmy
naprawdę dziwny świat!
Strategia jest bardzo prosta: należy zniszczyć naturalną miłość
człowieka do samego siebie. Wówczas ma on tak niskie poczucie własnej
wartości, że zrobi wszystko, by zdobyć "złoty medal". Chce się poczuć
choć odrobinę wartościowy. Chce poczuć się kimś.
Czy widzieliście, ile kolorowych naszywek noszą generałowie na swoich
mundurach? Cóż to za głupota! Generałowi przybywa naszywek, gdy w rzeczywistości zabija on i niszczy samego siebie.
Możesz umieścić takie kolorowe naszywki na swojej koszuli. Nie sądzę,
aby istniało jakieś prawo, które tego zabrania. Wyglądałbyś jednak wtedy
głupio. Czyż ci generałowie nie wyglądają głupio? Są szanowani i uznawani za wielkich bohaterów. A co zrobili? Wymordowali wielu ludzi
twego kraju i innych krajów. Tych morderców się nagradza.
Czy napotkałeś takie społeczeństwo, które nagradza osoby kochające? Nie,
osoby kochające muszą być potępione. Nie istnieje społeczeństwo, które
szanowałoby osoby kochające. Miłość stanowi dla społeczeństwa obrazę.
Wszystkie te brudne interesy sprowadzają się do tego, by odciągnąć cię
od miłości. Jak dotąd świat właśnie tak wygląda.
Przez miliony lat człowiek pozostawał w położeniu niewolnika. Miał
kompleks niższości, czuł się bezwartościowy. Nie mógł spełnić tego,
czego od niego wymagano. Te wymagania są w rzeczy samej tak
nienaturalne, że w żaden sposób nie można ich wypełnić. Z powodu twego
poczucia braku wartości rosną w siłę mesjasze. Mesjasze zapewniają, że
mogą cię zbawić. Powtarzają, że sam siebie nie możesz zbawić, że
pozostawiony sam sobie utoniesz.
Politycy bezustannie tworzą nadzieje na usunięcie ubóstwa. Ubóstwo zaś
rośnie. W Etiopii każdego dnia umierają tysiące osób. Zaskoczy cię
pewnie informacja, że w Ameryce pół miliona osób cierpi z powodu
nadmiernego jedzenia i otyłości. Ci ludzie stają się coraz grubsi. W Etiopii ludzie głodują, chudną i umierają. W Ameryce ludzie umierają z przejedzenia, w Etiopii zaś z powodu braku jedzenia. Czy myślisz, że
świat, który stworzyliśmy, jest zdrowy?
Połowa ludności Indii może wkrótce podzielić los Etiopii. Natomiast rząd
Indii sprzedaje pszenicę na eksport. Mieszkańcy Indii wkrótce będą
umierać z głodu, i to bardzo licznie. Połowa ludności znajduje się na
granicy głodu. W każdym momencie Indie mogą przekształcić się w Etiopię
na jeszcze większą skalę. Polityczni przywódcy sprzedają pszenicę do
innych krajów, ponieważ chcą mieć środki na zakup urządzeń nuklearnych,
chcą dysponować energią atomową. Pragną wziąć udział w bezsensownym
wyścigu militarnym, który toczy się teraz na świecie.
Wszystkie opisane działania są podejmowane w celu wspierania postawy
altruistycznej. Natomiast ja pragnę, abyście stali się całkowicie
egocentryczni. Kochajcie siebie i bądźcie sobą. Nie poddawajcie się
wpływom instytucji religijnych, politycznych, społecznych czy
edukacyjnych. Wasze podstawowe obowiązki nie wiążą się z religią ani też
z narodem. Największą powinność macie względem samych siebie.
Zauważ: gdyby każda osoba kochała samą siebie i dbała o siebie, wówczas
jej inteligencja osiągnęłaby szczyty, a miłość płynęła w obfitości. Moim
zdaniem filozofia egoizmu uczyni człowieka prawdziwie altruistycznym,
będzie on miał bowiem tak wiele do dania, że przekazywanie miłości
stanie się radością. Dzielenie się miłością będzie swoistą celebracją.
Altruizm może być jedynie produktem ubocznym miłości do samego siebie.
Czujesz się słaby, ponieważ nie kochasz samego siebie. Miłość zaś jest
pożywieniem i mocą.
Czy możesz poczuć się odpowiedzialny za samego siebie? Przywykłeś
przerzucać odpowiedzialność na barki innych. "To Bóg jest
odpowiedzialny, los jest odpowiedzialny. Adam i Ewa są odpowiedzialni.
Wąż, który skusił Ewę do nieposłuszeństwa wobec Boga, jest
odpowiedzialny". Czy dostrzegasz absurd przerzucania odpowiedzialności
za samego siebie na kogoś innego? "Wąż to uczynił przed milionami lat...".
Usiłowałem przeprowadzić z wężem rozmowę, lecz on się nie odzywał. W rzeczywistości wąż nawet nie słyszy. Stwierdziłem, że węże nie mają
uszu. Jeżeli węże nie mogą słyszeć, to jak mogą mówić? W jaki sposób wąż
mógł przemówić do Ewy?
Jednak my musimy przerzucać odpowiedzialność na kogoś innego. Adam
przerzucał ją na Ewę, Ewa na węża, wąż zaś - gdyby mógł mówić -
przerzuciłby odpowiedzialność na Boga. W ten sposób przerzucamy
odpowiedzialność, nie rozumiejąc, że dopiero przyjęcie odpowiedzialności
za siebie samego czyni nas odrębnymi jednostkami. Rezygnowanie z odpowiedzialności jest szkodliwe dla twojej indywidualności. Możesz
zaakceptować odpowiedzialność tylko wtedy, gdy dysponujesz potężną
miłością do samego siebie.
Akceptuję swoją odpowiedzialność i raduję się nią. Nigdy nie
przerzucałem swojej odpowiedzialności na kogokolwiek innego. Oznaczałoby
to bowiem rezygnację z wolności i poddanie się zniewoleniu w imię
korzyści innych ludzi. Kimkolwiek jestem, jestem całkowicie za to
odpowiedzialny. Daje mi to wielką moc. Dzięki temu zakorzeniam się i ugruntowuję. Źródłem tej odpowiedzialności jest miłość do samego siebie.
Mnie także próbowano wykorzystywać. Od samego początku jednak dałem
jasno do zrozumienia, że nie pozwolę, by ktoś mnie siłą wepchnął do
nieba. Kierując się swoją wolną wolą, jestem gotów udać się do piekła. W takim przypadku zachowam przynajmniej niezależność, dokonam własnego
wyboru.
Moi rodzice, moi nauczyciele i profesorowie walczyli ze mną.
Powiedziałem jednak:
"Jednego jestem pewien. Nie przyjmę żadnej łapówki i nie stanę się
niewolnikiem. Wolę raczej cierpieć wieczne męki w piekielnym ogniu, lecz
pozostać sobą. Będę miał przynajmniej satysfakcję, że jest to mój własny
wybór i nikt mnie do niego nie zmuszał".
Czy myślisz, że cieszyłbyś się z tego, gdybyś jako więzień został
zabrany do nieba? Mógłbyś podążyć do raju za Jezusem Chrystusem, za
Mojżeszem, Buddą lub Kryszną. Byłbyś tam ślepym wyznawcą, nie mógłbyś
zadawać pytań ani prowadzić dociekań. Taki raj byłby gorszy od piekła.
Ludzie oderwali się od swego prawdziwego źródła.
Chcę, abyście powrócili do swego domu. Szanujcie siebie. Odczuwajcie
radość i dumę, że życie was potrzebuje. Gdyby tak nie było, nie
znaleźlibyście się tutaj. Radujcie się, że życie nie może się bez was
obejść. Z tego powodu jesteście tutaj. Życie dało wam szansę.
Otrzymaliście istnienie bogate w niezwykłe skarby. Są one ukryte w was w postaci piękna, ekstazy i wolności.
Jednak wy nie podążacie za życiem! Jesteście chrześcijanami, buddystami
lub hinduistami. Ja natomiast pragnę, abyście wierzyli tylko w jedną
rzecz: w życie. Nie ma potrzeby chodzić do synagogi czy do kościoła.
Wystarczy doświadczać błękitu nieba, blasku gwiazd, wschodów i zachodów
słońca, kwitnących kwiatów, śpiewu ptaków... Całe istnienie jest kazaniem!
Nie zostało ono przygotowane przez głupiego kapłana.
Powinieneś sobie ufać. Jest to inne określenie kochania siebie. Kiedy
ufasz sobie i kochasz siebie, bierzesz na swoje barki całą
odpowiedzialność. Bierzesz na siebie całą odpowiedzialność za to, kim
jesteś i jaki jesteś. Daje to niezmierną moc. Nikt wówczas nie może cię
zniewolić.
Czy dostrzegłeś, jakie piękno tkwi w osobie, która potrafi stać na
własnych nogach? Cokolwiek przychodzi - radość czy smutek, życie czy
śmierć - człowiek, który kocha siebie, pozostaje zintegrowany. Potrafi
nie tylko cieszyć się życiem, lecz również śmiercią.
Sokrates był prześladowany przez społeczność, w której żył. Ludzie jego
pokroju są skazani na prześladowania, ponieważ są indywidualnościami i nie godzą się na podporządkowanie. Podano mu truciznę. Sokrates leżał na
łóżku, a człowiek, który miał mu podać truciznę, przygotowywał ją.
Słońce właśnie zachodziło i był to właściwy czas do podania trującego
napoju. Jednak przygotowujący truciznę wyraźnie się ociągał. Sokrates
zwrócił się do niego:
- Czas mija, słońce już zachodzi. Dlaczego zwlekasz?
Ten człowiek nie mógł uwierzyć, że ktoś, kto ma umrzeć, tak bardzo dba o właściwy czas wykonania wyroku. Sokrates powinien być wdzięczny za to
opóźnienie. Przygotowujący truciznę kochał Sokratesa. Słyszał jego
wypowiedzi podczas rozprawy sądowej i widział wspaniałość jego osoby.
Sokrates dysponował większą mądrością niż wszyscy mieszkańcy Aten razem
wzięci. Dlatego ten człowiek ociągał się, gdyż chciał, by Sokrates żył
trochę dłużej. Sokrates jednak nie zgadzał się na to. Powiedział:
- Nie ociągaj się. Podaj mi truciznę.
Człowiek, który podawał truciznę Sokratesowi, zapytał go:
- Dlaczego jesteś tak niecierpliwy? Twoja twarz jest promienna, a oczy
błyszczą. Czy nie rozumiesz, że zaraz umrzesz?
Sokrates odpowiedział:
- To właśnie chcę poznać. Poznałem już życie. Było to wspaniałe
doświadczenie, choć istniały w nim lęki i cierpienia. Sprawiało mi ono
radość. Samo oddychanie przynosi radość. Żyłem i kochałem. Robiłem
wszystko, co chciałem robić. Mówiłem to, co chciałem mówić. A teraz chcę
posmakować śmierci - im szybciej, tym lepiej.
Istnieją tylko dwie możliwości. W pierwszym przypadku moja dusza będzie
żyła w innej formie, jak utrzymują mistycy Wschodu. Jest to ekscytująca
perspektywa, gdy dusza uda się w podróż uwolniona od ciężaru ciała.
Ciało jest więzieniem, ma swoje ograniczenia. W drugim przypadku,
zgodnie z poglądami materialistów, wraz ze śmiercią ciała wszystko się
kończy. Nic już nie pozostaje. To również jest wspaniała i ekscytująca
perspektywa: nie istnieć! Wiem, co to znaczy istnieć, a teraz nadchodzi
moment, bym mógł poznać, co znaczy "nie istnieć". Kiedy nie będę już
istniał, to jaki w tym problem? Czym mam się martwić? Nie traćmy więc
czasu.
To jest człowiek, który kocha siebie. Wziął odpowiedzialność nawet za
własną śmierć. Sąd nie miał dowodów przeciwko Sokratesowi. Do procesu
doszło pod wpływem publicznych uprzedzeń. Doprowadzili do tego nikczemni
ludzie, którzy nie potrafili zrozumieć mądrości i inteligencji
Sokratesa. Stanowili oni większość i zadecydowali o jego śmierci. Ci
ludzie nie byli w stanie odpowiedzieć na proste pytanie postawione przez
Sokratesa. Myślę, że nawet nie rozumieli, co on mówił. Ich odpowiedzi
były chybione. Sokrates pozbawił swoich oponentów wszelkich sensownych
argumentów. Ateny były miastem demokracji. Ludzie stwierdzili, że ten
człowiek jest niebezpieczny. Należy mu podać truciznę.
Na czym polegała wina Sokratesa? Jego wina polegała na tym, że "On
buntował naszą młodzież. Nauczył ją sceptycznej postawy. Spowodował, że
młodzi ludzie stali się dziwni. On oddzielił młodszą generację od
starszej. Młodzi ludzie przestali nas słuchać. Ciągle przeciwstawiają
się nam. Wszystko to stało się za sprawą tego człowieka".
Jednak sędziowie wykazali bardziej przychylną postawę niż zwyczajni
ludzie. Powiedzieli do Sokratesa:
- Dajemy ci kilka możliwości. Jeżeli opuścisz Ateny i przyrzekniesz, że
nigdy nie powrócisz, możesz uratować siebie od śmierci. Jeżeli natomiast
chcesz pozostać w Atenach, musisz przestać mówić, musisz zamilknąć.
Wtedy przekonamy mieszkańców, by pozwolili ci żyć w tym mieście. Trzecie
rozwiązanie polega na tym, że jutro o zachodzie słońca będziesz musiał
wypić truciznę.
Co zrobił Sokrates? Powiedział:
- Jestem gotów wypić truciznę dziś lub jutro, kiedy tylko ją
przygotujecie. Jednak nie przestanę mówić prawdy. Będę mówił prawdę do
mojego ostatniego tchu. Nie opuszczę także Aten, by zachować życie,
ponieważ czułbym się wtedy jak słabeusz, który obawia się śmierci,
ucieka przed śmiercią, nie bierze odpowiedzialności za śmierć. Żyłem
zgodnie ze swymi ideami i uczuciami, ze swoją istotą. W ten sposób chcę
też umrzeć.
Nie czujcie się winni mojej śmierci. Nikt za nią nie jest
odpowiedzialny, jedynie ja sam. Wiedziałem, że tak się stanie, ponieważ
wyrażanie prawdy w społeczeństwie, które żyje w zakłamaniu i iluzjach,
grozi śmiercią. Nie oskarżajcie tych biednych ludzi, którzy skazali mnie
na śmierć. Jedynie ja jestem za nią odpowiedzialny. Chcę, abyście
wszyscy wiedzieli, że żyłem, biorąc za siebie odpowiedzialność, i umieram, biorąc za siebie odpowiedzialność. Żyłem jako człowiek wolny i umieram jako człowiek wolny. Nikt za mnie nie decyduje. Ja sam osobiście
podejmuję decyzję.
To jest postawa pełna godności, zintegrowana. Takie powinny być ludzkie
istoty. Gdyby cała ziemia była wypełniona tego rodzaju istotami, stałaby
się piękna, wspaniała, opływałaby we wszelkie dobra...
Musisz wziąć odpowiedzialność za samego siebie. Możesz to uczynić tylko
wtedy, gdy pokochasz siebie takim, jaki jesteś. Życie pragnie, byś był
właśnie taki. Jednak jeżeli utożsamiasz się z byciem chrześcijaninem,
muzułmaninem czy wyznawcą hinduizmu - popełniasz błąd.
Bądź sobą, po prostu sobą. Pamiętaj też, że podejmujesz znaczne ryzyko,
jeżeli stwierdzasz, że jesteś po prostu sobą. Nie należysz wówczas do
żadnego tłumu ani też stada. To są wszystko stada: hinduiści,
muzułmanie, chrześcijanie, komuniści. Stwierdzasz, że jesteś niezależną
jednostką i doskonale wiesz, że jest to ryzykowne. Tłum może ci tego nie
wybaczyć. Jest to jednak piękne, kiedy posuwamy się po ostrzu brzytwy -
każdy krok jest niebezpieczny. Im bardziej twoje życie wypełnione jest
niebezpieczeństwami, tym mocniej je odczuwasz. Możliwe jest życie
dokładnie w tym momencie, który jest całą wiecznością. Musisz być tylko
gotów, by żyć w pełni, kładąc wszystko na jedną szalę.
Nie chcę, abyś postępował jak biznesmen. Chcę, abyś postępował jak
hazardzista. Kiedy uprawisz hazard, stawiasz wszystko na jedną kartę.
Niczego nie odkładasz na później. Wtedy to, co się wydarzy, będzie
prawdziwym błogosławieństwem. Jeżeli nawet staniesz się żebrakiem,
uzyskasz godność wyższą niż król.
Człowiek nie mógł upaść niżej, a jednak upadł. Zapomniał o zdolności do
śmiechu, z którą rodzi się każde dziecko. Zagubił drogę wiodącą ku
zdrowiu i pełni.
Drzwi otwierają się dokładnie w tym momencie, tu i teraz, gdzie
następuje nieustające spotkanie życia i śmierci. Wybrałeś kierunek ku
śmierci, ponieważ leży to w interesie ludzi dzierżących władzę.
Zapomniałeś, że życie przemija, a ty zanurzasz się w smutku.
Pewnego razu uczeń spytał Konfucjusza, w jaki sposób można osiągnąć
szczęście i stan błogości. Konfucjusz odpowiedział: "Stawiasz dziwne
pytania. Te rzeczy są naturalne. Róże nie pytają, w jaki sposób mają być
różami". Jeśli chodzi o smutek i cierpienie, będziesz miał na to
dostatecznie dużo czasu w grobie. Wtedy będziesz mógł cierpieć, ile
dusza zapragnie. Kiedy jednak żyjesz, żyj całym sobą. Pełne i intensywne
życie stanowi podstawę szczęścia. A szczęśliwy człowiek na pewno chce
tańczyć.
Chcemy, aby cała ludzkość była szczęśliwa, aby wszyscy tańczyli i śpiewali. Wówczas cała planeta stanie się dojrzała, a świadomość
wzrośnie. Człowiek smutny i nieszczęśliwy nie może dysponować jasną
świadomością. Jego świadomość jest przymglona, mętna i ciemna. Kiedy
natomiast roześmiejesz się z całego serca, nagle cała ciemność znika.
W śmiechu wyraża się twoje prawdziwe ja. Kiedy popadasz w stan smutku,
przesłaniasz swoje oryginalne oblicze maską, której oczekuje od ciebie
społeczeństwo. Ludzie nie chcą, abyś był tak szczęśliwy, że zaczniesz
tańczyć na ulicach. Ludzie nie chcą też, abyś śmiał się serdecznie.
Gdybyś zachowywał się w ten sposób, sąsiedzi zaczęliby stukać w twoją
ścianę: "Przestań". Cierpienie jest tolerowane, natomiast śmiech stanowi
zakłócenie. Nieszczęśliwi ludzie nie są w stanie tolerować nikogo, kto
nie jest nieszczęśliwy. Jedyną zbrodnią ludzi takich jak Sokrates było
to, że czuli się niezmiernie szczęśliwi. Ich poczucie szczęścia
wywoływało ogromną zazdrość wśród mas. Masy nie potrafią tolerować
szczęśliwych ludzi. Ludzie tacy jak Sokrates muszą zostać zniszczeni,
ponieważ wywołują w tobie skłonność do buntu. Człowiek, który potrafi
się zbuntować, jest na właściwej ścieżce.
Ofiara
Dlaczego nie znasz swego własnego ja? Poznanie samego siebie okazuje się
prawie niemożliwe. Powinno to być najprostszą rzeczą na świecie, a stało
się najtrudniejszą. W czym tkwi błąd? Dysponujesz przecież umiejętnością
poznania. Dlaczego nie możesz jej użyć?
Zdarzyła się jedna niewłaściwa rzecz. Dopóki jej nie zauważysz i nie
naprawisz, nie będziesz mógł poznać siebie. Ta niewłaściwa rzecz to
wytworzenie w tobie podziału. Utraciłeś swoją integralność.
Społeczeństwo podzieliło cię na części, które wzajemnie się zwalczają.
Ta strategia jest prosta. Jeżeli ją zrozumiemy, będziemy mogli ją
zmienić. Społeczeństwo przekazało ci idealne wzorce dotyczące tego, jaki
powinieneś być. Te wzorce zostały ci głęboko zaszczepione. Jesteś więc
ciągle zainteresowany tym, "jaki powinieneś być", a zapomniałeś, kim
jesteś. Obsesyjnie gonisz za ideałami, a zapomniałeś o chwili obecnej, o teraźniejszości. Twój wzrok skupia się na odległej przyszłości. Dlatego
nie możesz spojrzeć do swego wnętrza. Ciągle myślisz o tym, co masz
zrobić, w jaki sposób to zrobić, kim masz być. Mówisz o różnych
powinnościach. Natomiast rzeczywistość obejmuje to, co jest.
Rzeczywistość nie zna wyrażeń typu "powinienem".
Róża jest różą. Dla tego kwiatu nie istnieje kwestia bycia czymś innym.
Lotos jest lotosem. Ani lotos nie próbuje być różą, ani też róża nie
próbuje być lotosem. Dlatego kwiaty nie chorują na nerwice. Nie
potrzebują psychiatrów ani psychoanalizy. Róża jest zdrowa, ponieważ po
prostu istnieje. Tak się mają sprawy ze wszystkimi stworzeniami za
wyjątkiem człowieka. Tylko człowiek kieruje się ideałami i powinnościami. Słyszysz wymagania: "Powinieneś być taki lub inny".
Następuje w tobie podział, oddzielasz się od swego "jestem".
"Powinienem" i "jestem" są opozycjami.
Nie możesz być niczym innym niż jesteś. Zanurz się głęboko w swoje
serce: możesz być tylko tym, czym jesteś. Kiedy w głąb twojej
świadomości dotrze prawda: "Mogę być tylko sobą", znikną wszelkie
ideały. Odrzucisz je automatycznie. W chwili, gdy pozbędziesz się
ideałów, pojawi się rzeczywistość. Wówczas skupisz się na tu i teraz; na
tym, kim naprawdę jesteś. Zniknął wewnętrzny podział, wewnętrzne
rozszczepienie. Jesteś całością.
Jest to pierwszy krok, by połączyć się z samym sobą. Bywa on trudny do
wykonania z powodu wielu uwarunkowań, przebytej edukacji i cywilizacyjnych wpływów. Wykonaj pierwszy krok: zaakceptuj siebie i pokochaj takim, jakim jesteś. Oto przykład: w tym momencie jesteś
smutny, natomiast wszczepione ci przekonanie mówi: "Nie powinieneś być
smutny. To jest złe. Nie powinieneś być smutny. Powinieneś być
szczęśliwy". W ten sposób powstaje problem. Jesteś smutny. Tak wygląda
prawda w tym właśnie momencie. Natomiast twój umysł podpowiada ci: "Nie
powinieneś być taki, musisz być szczęśliwy. Uśmiechnij się! Co pomyślą o tobie ludzie? Jeżeli będziesz taki smutny, może cię opuścić twoja
kobieta, mogą odsunąć się od ciebie twoi przyjaciele, a nawet twój
biznes może na tym ucierpieć. Musisz się śmiać, musisz się uśmiechać,
musisz przynajmniej udawać, że jesteś szczęśliwy. Jeżeli jesteś
lekarzem, twoi pacjenci nie będą się dobrze czuli, jeżeli będziesz taki
smutny. Pacjenci potrzebują lekarza, który jest szczęśliwy, wesoły i zdrowy, a ty wyglądasz tak smutno. Uśmiechnij się. Jeżeli nawet nie
będzie to prawdziwy uśmiech, udawaj, że się uśmiechasz, graj".
Na tym właśnie polega problem: udajesz i grasz. Możesz zmusić siebie do
uśmiechu, ale wówczas dzielisz się wewnętrznie. Zacierasz prawdę.
Stajesz się fałszywy.
Fałszywa postawa jest ceniona przez społeczeństwo. Fałszywi ludzie stają
się świętymi, a także wielkimi przywódcami. Fałsz staje się dominującą
postawą i ideałem.
Z tego właśnie powodu nie możesz poznać samego siebie. Jak możesz siebie
poznać, skoro nie akceptujesz siebie? Ciągle tłumisz swoją prawdziwą
istotę. Co należy więc zrobić? Kiedy jesteś smutny, zaakceptuj smutek:
to jesteś ty. Nie mów: "Jestem smutny". Nie mów, że smutek jest czymś od
ciebie oddzielonym. Powiedz po prostu: "Jestem smutkiem. W tym momencie
jestem smutkiem". Przeżywaj smutek w autentyczny sposób. Będziesz
zadziwiony, że otworzą się w tobie cudowne wrota. Jeżeli będziesz
przeżywał smutek bez oczekiwania szczęścia, nagle staniesz się
szczęśliwy, ponieważ zniknie wewnętrzny podział. Kiedy stwierdziłeś:
"Jestem smutkiem", zniknęła możliwość bycia czymkolwiek innym, wybranym
ideałem. Nie istnieje więc konflikt i nie trzeba dokonywać wysiłku.
"Jestem po prostu tym". Możesz się rozluźnić. W tym rozluźnieniu
pojawiają się wdzięk i radość.
Cały psychiczny ból istnieje z powodu wewnętrznego podziału. Ból
informuje, że istnieje podział. Natomiast doświadczenie błogości
informuje, że podział zniknął. Może ci się to wydać paradoksalne, że
akceptacja smutku prowadzi do doświadczania radości. Wygląda to na
paradoks, ale tak właśnie rzeczy się mają. Po prostu spróbuj.
Nie mówię, abyś spróbował być szczęśliwy. Nie mówię też, że masz
zaakceptować swój smutek, by stać się szczęśliwym. Nie mówię tego.
Jeżeli twoja motywacja jest taka, nic się nie wydarzy. Jesteś bowiem
ciągle pogrążony w walce. Będziesz się przyglądał kątem oka i myślał:
"Minęło tak dużo czasu i zaakceptowałem smutek. Powiedziałem też "Jestem
smutkiem" a radość jeszcze nie nadeszła". Jednak rzeczy nie przebiegają
w ten właśnie sposób.
Doświadczenie radości nie jest celem, lecz produktem ubocznym. Jest
naturalnym rezultatem osiągnięcia wewnętrznej jedności. Po prostu połącz
się z tym smutkiem bez szczególnej motywacji, bez określonego powodu.
Nie należy ustalać żadnego celu. Smutek jest w tym momencie twoją
prawdą. W następnym momencie możesz stać się zły. Zaakceptuj to także. W kolejnej chwili możesz stać się jeszcze innym uczuciem. Też to
zaakceptuj.
Żyj z chwili na chwilę z ogromną akceptacją, nie stwarzaj żadnych
podziałów, a znajdziesz się na drodze samopoznania. Porzuć podziały,
gdyż stwarzają one problemy. Kiedy jesteś podzielony, zwracasz się
przeciwko samemu sobie. Porzuć wszelkie ideały, które stwarzają w tobie
wewnętrzną sprzeczność. Jesteś taki, jaki jesteś. Zaakceptuj to z radością i wdzięcznością. Nagle odczujesz harmonię. Dwie części ciebie:
ja idealne i ja realne przestaną ze sobą walczyć. Skontaktują się ze
sobą i połączą.
To nie smutek powoduje w tobie doznanie bólu. To twoje przeświadczenie,
że smutek jest czymś złym, wywołuje ten ból i staje się problemem
psychicznym. Złość nie jest bolesnym uczuciem. To przekonanie, iż złość
jest czymś złym, wywołuje psychiczny lęk. Jest to więc określona
interpretacja, a nie fakt. Fakty zawsze prowadzą do wyzwolenia.
Jezus powiedział: "Prawda wyzwala". Te słowa mają ogromną wagę. Tak,
prawda wyzwala, ale nie wiedza o prawdzie. Bądź prawdą, a ona cię
wyzwoli. Bycie prawdą oznacza wyzwolenie. Nie musisz tego stwarzać ani
na to czekać. To staje się natychmiast.
W jaki sposób można być prawdą? Już jesteś prawdą. Dźwigasz fałszywe
ideały. One stwarzają kłopoty. Porzuć ideały. Przez kilka dni pozostawaj
istotą naturalną. Akceptuj siebie tak, jak to robią drzewa, zwierzęta i ptaki. Akceptuj samego siebie takim, jaki jesteś, akceptuj swoją istotę.
Pojawi się wtedy wielki spokój. Kiedy znikną interpretacje, smutek jest
piękny i ma głębię. Także złość jest piękna, ma w sobie życie i siłę
witalną. Również seks jest piękny, ponieważ zawiera się w nim siła
kreacji. Tam, gdzie nie istnieją interpretacje, wszystko jawi się jako
piękne. Kiedy wszystko jest piękne, odprężasz się. W trakcie odprężenia
powracasz do swego źródła, a to przynosi samopoznanie. Powrót do swego
źródła jest tym, co Sokrates wyraził słowami: Poznaj samego siebie. Nie
jest to kwestia wiedzy. To kwestia wewnętrznej transformacji. O jakiego
rodzaju transformację mi chodzi? Nie stawiam przed wami żadnych ideałów,
do których mielibyście się upodobnić. Nie mówię wam, abyście
przekształcili swoją obecną postać i stali się kimś innym. Po prostu
rozluźnijcie się w swojej obecnej postaci, a zobaczycie, co się wydarzy.
Czy słyszycie, co mówię? Zauważcie, o co chodzi - to prowadzi do
wyzwolenia. Pojawią się wspaniała harmonia i piękna muzyka. Ta muzyka
wyraża samopoznanie. Wówczas twoje życie zacznie się zmieniać. Będziesz
w posiadaniu klucza, który otwiera wszelkie drzwi.
Czym jest represja (stłumienie)? Represja oznacza spędzanie życia w sposób odmienny od tego, do czego zostaliśmy przeznaczeni. Represja
oznacza wykonywanie działań, których tak naprawdę nie chcesz wykonywać.
Represja oznacza bycie kimś, kim nie jesteś naprawdę. Represja jest
drogą wiodącą do niszczenia siebie. Represja to samobójstwo, oczywiście
bardzo powolne, lecz pewne. Jest stopniowym zatruwaniem siebie.
Ekspresja oznacza życie.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki