CZĘŚĆ PIERWSZA
Nieobecność światła
.
*
gdybyście spytali moją mamę, jak wygląda dziewięć miesięcy nieprzerwanego płaczu, odpowiedziałaby, że bardzo męcząco. kiedy przeglądała na telefonie zdjęcia z zeszłego roku, pomyślała sobie, że "kiedyś miałam całkiem sympatyczną twarz i myślę, że już nigdy nie będę takiej miała".
od momentu, kiedy wróciła ze szpitala, wszystko się nieodwracalnie zmieniło, chociaż była tam ledwie kilka dni.
wtedy straciła mnie na zawsze, jak to mówią. myślę, że cierpiała wtedy w sposób naprawdę nie do opisania. wielokrotnie powtarzała ojcu, że najchętniej by po prostu umarła, bo nie ma pojęcia, jak ma sobie poradzić z tym, co jej się przytrafiło.
"zdecydowanie będzie lepiej, jeśli zniknę z tego świata".
powtarzałem jej, że cały czas jestem przy niej i żeby mimo wszystko nie znikała z tego świata, ale tylko odwracała głowę, jakby ze wstydu nie była w stanie spojrzeć nikomu w oczy.
mama powtarzała ojcu, że tak bardzo płacze, bo nie dała rady urodzić mnie w całości, i że cierpi, bo nie wie, co ma zrobić z tą miłością, która została gdzieś pośrodku.
ale tak naprawdę nie wiedziała, dlaczego tak to przeżywa.
umarł ktoś, kogo tak naprawdę nie znała.
nie miała zdjęć tej osoby. nie znała jej imienia.
odeszło tylko coś, co kiedyś mogłoby być, a teraz już z całą pewnością nie będzie, i trzeba się z tym pogodzić. ludzie mówili jej, że jakoś nauczy się z tym żyć.
bardzo trudno byłoby mi opisać jej twarz, kiedy się nad tym zastanawiała.
ginekolog powiedział jej, że nie jest niczemu winna, ale mama stwierdziła, że i tak myśli, że jakoś zawiniła, i kto jej zagwarantuje, że nie.
no kto?
nikt.
"nikt mi nie może tego zagwarantować", krzyczała i uderzała głową o ścianę sypialni.
to się zaczęło jakoś koło bożego narodzenia i nie sądzę, żeby od tego czasu przestała choćby na jeden dzień. czas świąt ją dobił, bo już nie potrafiła się śmiać, a w tym okresie ludzie bardzo dużo się śmieją. dowiedziała się wtedy, że jej koleżanka jest w ciąży i że z jej dzieckiem jest wszystko w porządku. mama pogratulowała jej przez telefon i powiedziała, jak bardzo się cieszy, że dziecko koleżanki jest zdrowe, bo naprawdę się cieszyła. a potem. no, wtedy po raz pierwszy upadła na środku łazienki i przez jakiś czas tak leżała.
wtedy szeptałem do niej:
"mamo, naprawdę nie trzeba, żebyś za mną płakała".
ale nie usłyszała mnie i dalej leżała, dopóki ojciec nie wrócił ze sklepu i nie znalazł jej na podłodze łazienki, zwiniętej w kłębek.
podniósł ją i zaniósł do łóżka. w łóżku w ogóle się nie poruszyła i z początku myślałem, że przestała oddychać.
miała zaciśnięte oczy.
wciąż nie słyszałem jej oddechu.
"mamo, obudź się", powiedziałem do niej, bo byłoby naprawdę szkoda, gdyby zasnęła na zawsze.
"mamo, obudź się. obudź się, proszę".
położyłem się koło niej, żeby jej powiedzieć, jak bardzo ją kocham, i że, jeżeli o mnie chodzi, naprawdę nie jest niczemu winna, ale mnie nie słyszała.
mama często mnie nie słyszała, ale nie dlatego, że nie chciała mnie słyszeć, tylko dlatego,
że nosi aparat słuchowy i już od jakiegoś czasu nie słyszy szeptu.
*
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki