Ks. Aleksander Smędzik (1930--2012) - Kamil Wiliwis
Kup ebooka
8.08 zł
6.71 zł
(6,87 zł najniższa cena z 30 dni)
«
»
Rozdział 2 - Cudowne okoliczności narodzin Ks.Prałata
Ksiądz Prałat jak już wspomniałem urodził się 21 września 1930 roku, ale z tym faktem wiążę się bardzo ciekawa i cudowna historia. W tym czasie, czyli w 1930 roku, był to w naszym kraju czas ciężki, ludzie byli biedni, ale myślę, że mimo wszystko szczęśliwi. Dlaczego byli szczęśliwi zapytasz drogi czytelniku? Dlatego, że mieli Boga w sercu, Pana Jezusa i Maryję i zawierzali wszystkie swoje sprawy i problemy najpierw Panu Bogu lub Maryi, a dopiero później ludziom lub lekarzom. Oto przykład na podstawie opowieści usłyszanych przeze mnie kiedyś, opowiadanych wielokrotnie przez Ks. Smędzika o okolicznościach jego narodzin. Zdradziła mu je Jego świętej pamięci Mama: Gdy Mama Ks. Prałata nosiła go pod swoim sercem, w pewnym momencie okazało się, że życie Ks. Prałata w łonie jego matki było zagrożone. Rodzice Ks. Prałata wybrali się więc do lekarza, lekarz doradzał im, aby dokonali aborcji! W tamtych czasach, no nie wiem dlaczego tak im doradził, nie wiem, nie mnie go oceniać. A Mama księdza Prałata do jego Taty: "Chodź, jedziemy do domu. Ja wolę sama umrzeć, niż zabić moje dziecko". Zobaczcie jaki to był piękny przykład miłości matczynej do nienarodzonego jeszcze dziecka, jaki wzór matki dla dzisiejszych matek, które wobec diagnozy lekarzy często niestety decydują się na aborcję. Jaki to byłby błąd i wielka strata dla Gołdapi gdyby rodzice Ks. Smędzika zdecydowali się na aborcję. Gołdap straciłaby wspaniałego człowieka, który potrafił załatwić wszystko ze wszystkimi, który niczego i nikogo nie bał się, który miał w swoim sercu przez całe swoje prawie 82-letnie życie Boga w sercu i Maryję za królową i za pewną przewodniczkę do nieba. Który podobnie jak nasz wieli rodak Św. Jan Paweł II, którego 103 rocznicę urodzin obchodzimy dzisiaj, był człowiekiem świętym, całe jego życie o tym świadczyło ponieważ Mama Ks. Aleksandra razem z Jego Tatą, po tej niezbyt dla nich przyjemnej wizycie u lekarza pojechali do domu. Wrócili do domu. I jak myślicie co zrobili? Czy narzekali i mieli pretensję do Pana Boga? NIE! Otóż zawierzyli ten problem, który mieli, ten dylemat życiowy Matce Bożej Częstochowskiej. Jak ta historia potoczyła się dalej? Dowiecie się z kolejnych stron mojej książki.