Wstęp
22 grudnia 1978 roku zapadła decyzja, która wstrząsnęła murami Watykanu. Pierwsza zagraniczna podróż nowo wybranego papieża. Kierunek: Meksyk. W korytarzach Kurii zawrzało. Zdziwienie mieszało się z niepokojem. To nie była bezpieczna, dyplomatyczna wizyta. To było wejście w sam środek ideologicznego pola minowego.
Jan Paweł II jako pierwszy papież postawił stopę na meksykańskiej ziemi - w kraju, z którym Stolica Apostolska nie utrzymywała oficjalnych stosunków dyplomatycznych. Było to państwo naznaczone antyklerykalizmem od lat 20., pamiętające krwawe powstanie cristeros i rządzone twardą ręką przez Partię Rewolucyjno-Instytucjonalną. A jednak to właśnie tam ruszył papież z Polski1.
Ameryka Łacińska końca lat 70. przypominała rozgrzany do czerwoności kontynent. Na obszarze niemal w całości deklarującym wiarę katolicką setki księży należały do partii komunistycznych. W kazaniach i publikacjach prywatną własność nazywano "zalegalizowanym złodziejstwem". Chrystusa zestawiano z Marksem i Leninem. Od Ciudad Juárez po Tierra del Fuego triumfy święciła teologia wyzwolenia - ideologia wspierana przez różne odłamy marksizmu, gotowa chwytać za broń w imię "sprawiedliwości społecznej". Jej symbolem stawał się Chrystus z karabinem przewieszonym przez ramię.
W 1970 roku, przed wyborami w Chile, podczas mszy odprawionej w rocznicę urodzin Lenina agitowano na rzecz Salvadora Allendego. W Meksyku pozwolono kręcić w stołecznej bazylice bluźnierczy film The Holy Mountain. Granice przesuwały się coraz dalej. Sojusz chrześcijaństwa z marksizmem wydawał się nie do zatrzymania.
Wielu oczekiwało, że nowy papież pójdzie z duchem epoki. Że okaże zrozumienie. Że poprze "wyzwolenie". Stało się jednak inaczej.
W 1979 roku w Puebli, podczas konferencji CELAM, padły słowa jak wystrzał: "Obraz Chrystusa polityka, rewolucjonisty, wywrotowca z Nazaretu, nie zgadza się z katechezą Kościoła". Nie była to dyplomacja. Była to deklaracja wojny ideologicznej. Fala krytyki uderzyła natychmiast. Pojawiły się oskarżenia o brak wrażliwości społecznej i niezrozumienie realiów Ameryki Łacińskiej.
Stolica Apostolska nie utrzymywała oficjalnych relacji dyplomatycznych z Meksykiem, dlatego wizyta papieża miała charakter nieoficjalny. Jak każdy podróżny, papież musiał w związku z tym wystąpić o wizę.
Ograniczenia wolności religijnej w Meksyku sięgały początku lat 20. XX wieku. Wówczas władze państwowe rozpoczęły prześladowania katolików, co doprowadziło do zbrojnych walk w obronie wolności religijnej, znanych jako powstanie cristeros. Konflikt ten na pewien czas zahamował krwawe represje, a Kościół i państwo wypracowały swoisty modus vivendi. Mimo to państwo pozostało oficjalnie antyklerykalne, choć wiara katolicka wśród ludności była żywa - przyznawało się do niej około 90% Meksykanów. Władzę w kraju przez wiele dekad sprawowała Partia Rewolucyjna-Instytucjonalna (pierwotnie Partia Narodowo-Rewolucyjna), która utraciła monopol dopiero w 2000 roku2.
Kościół w Ameryce Łacińskiej wszedł w okres głębokiego kryzysu po Soborze Watykańskim II. Reformy soborowe, zamiast stać się impulsem do odnowy, w wielu środowiskach zostały błędnie zinterpretowane. Zaczęto redefiniować misję Kościoła, przesuwając jej akcent z głoszenia Ewangelii ku programom o charakterze przede wszystkim społeczno-politycznym.
Od końca lat 60. coraz większą popularność zdobywała tzw. teologia wyzwolenia. W niektórych swoich nurtach, inspirowanych marksizmem, proponowała ona wizję walki klas jako drogi do sprawiedliwości społecznej. Pojawiały się nawet postulaty zbrojnej rewolucji jako narzędzia "wyzwolenia" ubogich. W przestrzeni symbolicznej utrwalił się wówczas wizerunek Chrystusa z karabinem na ramieniu - znak ideologicznego przekształcenia orędzia Ewangelii.
Przed papieżem stanęło więc wyjątkowo trudne zadanie: przywrócić właściwe rozumienie misji Kościoła, oddzielić autentyczną troskę o ubogich od ideologii przemocy i zmierzyć się z wizją "wyzwolenia", która coraz bardziej oddalała się od chrześcijańskiego przesłania miłości, pojednania i zbawienia3.
Historyczna wizyta Jana Pawła II w Puebli w 1979 roku, podczas zebrania Panamerykańskiej Konferencji Episkopatu (CELAM), uwidoczniła prawdziwą motywację papieskiej podróży do Ameryki Łacińskiej. Papież wyraźnie upomniał teologów wyzwolenia: "Obraz Chrystusa jako polityka, rewolucjonisty, wywrotowca z Nazaretu nie zgadza się z katechezą Kościoła".
Jego słowa - jak można było przewidzieć - wywołały falę krytyki. Oskarżano go o brak wrażliwości społecznej, o niezrozumienie dramatycznej sytuacji ubogich i o rzekome lekceważenie strukturalnych problemów regionu. W oczach wielu stał się przeciwnikiem "postępu", a nie jego przewodnikiem.
Podobne emocje wybuchły kilka lat później, gdy papież publicznie upomniał Ernesto Cardenala - nikaraguańskiego księdza i poetę, który w 1979 roku przyjął stanowisko ministra kultury w rządzie sandinistów po zwycięstwie Sandinistowskiego Frontu Wyzwolenia Narodowego. Kapłan sprawujący urząd w komunistycznym rządzie stał się symbolem zaangażowania części duchowieństwa w projekt rewolucyjny.
Dla papieża była to kwestia zasadnicza: kapłaństwo i bezpośrednie uczestnictwo we władzy politycznej - zwłaszcza w systemie opartym na ideologii marksistowskiej - nie dają się pogodzić. Publiczne upomnienie miało więc wymiar nie tylko osobisty, lecz także symboliczny. Było jasnym sygnałem, że Kościół nie może utożsamiać swojej misji z żadnym projektem partyjnym ani rewolucyjnym, nawet jeśli ten odwołuje się do haseł sprawiedliwości społecznej4. Cardenal twierdził, że krytyka marksizmu i komunizmu to grzech, za co, na oczach całego świata, został skarcony przez Ojca Świętego już na lotnisku podczas ceremonii powitalnej w stolicy Nikaragui, Managui. Kiedy Jan Paweł II zbliżył się do Cardenala, ten ukląkł, chcąc pocałować rękę Ojca Świętego. Papież cofnął jednak dłoń. Gdy duchowny poprosił o błogosławieństwo, Jan Paweł II wskazując go palcem, powiedział: "Najpierw będziesz musiał pogodzić się z Kościołem". A w następnym roku nałożył na duchownego suspensę5.
Możemy przypomnieć, że podobna reprymenda spotkała w Nikaragui innego komunistycznego ministra, księdza Miguela d'Escoto, nagrodzonego zresztą później przez ZSRR Międzynarodową Leninowską Nagrodą Pokoju6.
Erika Reyes, dziennikarka "El Sol de Puebla", zanotowała, że w 1979 roku papieskiej karawanie w meksykańskiej Puebli towarzyszył nieprzebrany tłum. Szacuje się, że półtora miliona osób, w tym przybysze z innych miast diecezjalnych i turyści, towarzyszyło Ojcu Świętemu w jego podróży od pojawienia się na Avenida Hermanos Serdán do seminarium Palafoxiano, gdzie odprawił mszę dla 250 tys. mieszkańców Puebli i wygłosił przemówienie, w którym zainaugurował III Konferencję Episkopatu Generalnego przed biskupami z całego kraju i Ameryki Łacińskiej7.
Dziennikarka stwierdziła, że ten historyczny dzień utrwalił się w pamięci i sercach mieszkańców Puebli, którzy wspominają go z wielką radością, bowiem Ojciec Święty okazał im wielki szacunek, czyniąc Pueblę celem swojej pierwszej zagranicznej podróży jako Papież "Pielgrzym", Papież "Przyjaciel"8.
Jak się okazało, Jan Paweł II nie poprzestał jedynie na ciepłych słowach kierowanych do tłumu. Jego słowne nagany kierowane do wielbicieli "teologii wyzwolenia" wzbudzały "kontrowersje" nie tylko wśród intelektualistów i postępowych teologów, lecz także wśród zwykłego duchowieństwa. Poprzez zdecydowaną politykę personalną papież w krótkim czasie doprowadził do oczyszczenia latynoskiego Kościoła z jawnych komunistów. Dzięki tej postawie pewne skłonności, na jakie pozwalali sobie latynoscy księża marksiści w latach 60. i 70., zdołano ograniczyć do znośnego minimum już po dekadzie od rozpoczęcia pontyfikatu polskiego papieża.
Podczas swojej pierwszej wizyty w Meksyku Jan Paweł II spotkał się także z polską kolonią w tym kraju. Mówił o bliskości i duchowej więzi Meksykanów i Polaków, wynikającej m.in. z podobnej historii, cierpień za wiarę i kultu Najświętszej Maryi Panny. Wypada tu dodać, że spotkania polskiego papieża z Polonią Ameryki Łacińskiej miały charakter szczególny i bardzo emocjonalny. Wpływały nie tylko na ożywienie życia religijnego, lecz także na dowartościowanie Polaków i ich potomków na obczyźnie. Dzięki papieżowi rosło zainteresowanie samą emigracją polską, jej historią, rozwojem i jej osiągnięciami. Temu zagadnieniu poświęcimy oddzielny rozdział.
Ogromne znaczenie dla losów latynoamerykańskiego katolicyzmu miały pielgrzymki Jana Pawła II do krajów targanych przemocą i napięciami społecznymi. Peru, gdzie działał maoistowski Świetlisty Szlak; Argentyny, terroryzowanej od marca 1976 roku przez krwawą prawicową juntę gen. Jorge Rafaela Videli; Urugwaju, którego władze nakazały pisać słowo "Bóg" małą literą; Chile, stojącego na rozdrożu między juntą gen. Augusto Pinocheta a komunistami; oraz Boliwii, gdzie w 1988 roku, podczas spotkania zgromadzającego ponad sto sześćdziesiąt tysięcy osób, wydarzyła się scena, która na długo zapadła w pamięć papieża.
Do Jana Pawła II podeszła Indianka, trzymając blaszany garnek. Nie było w nim pierożków z masłem ani zupy grzybowej. Garnek był pusty, a twarz kobiety smutna. Stanęła i poprosiła, aby papież wstawiał się za wszystkimi ubogimi, którzy nie mają co jeść. Widok pustego naczynia i słowa kobiety głęboko poruszyły Ojca Świętego. To był kolejny kraj, w którym bieda i głód rządziły codziennością9.
Jan Paweł II nie wybierał między jedną a drugą stroną barykady. Krytykował lewicowych terrorystów. Potępiał prawicowych dyktatorów. Konsekwentnie odrzucał przemoc, niezależnie od tego, czy była usprawiedliwiana hasłami rewolucji czy obroną porządku.
W Ameryce Łacińskiej doprowadził do zasadniczego zwrotu: zamiast teologii walki coraz wyraźniej zaczęła wybrzmiewać teologia pojednania. Jego przekaz był prosty i jednoznaczny. Drogą do pokoju społecznego nie jest ideologia marksistowska. Nie jest nią karabin ani mundur rewolucjonisty zamiast habitu. Fundamentem jest Dekalog. Fundamentem jest nienaruszalna godność osoby ludzkiej.
Papież wiedział, że nie rozwiąże bezpośrednio strukturalnych problemów biedy, nierówności i przemocy. Nie miał władzy politycznej ani narzędzi ekonomicznych. A jednak zainspirował wiele pozytywnych przemian. Przede wszystkim zaś ocalił to, co było najbardziej zagrożone - jedność Kościoła. W obliczu nacisków ideologicznych, w czasie gdy część duchownych otwarcie angażowała się w projekty rewolucyjne, przypomniał, że misją Kościoła nie jest prowadzenie walki klas, lecz prowadzenie ludzi do zbawienia10.
Idea księży rebeliantów, po ranach zadanych jej przez Jana Pawła II, nigdy już nie odzyskała dawnej świetności, a główni przedstawiciele lewicy na obszarze Ameryki Łacińskiej - obecni na kontynencie iberoamerykańskim niemal bez przerwy (Hugo Chavez, Evo Morales, Luiz Inácio Lula da Silva, Raúl Castro) - przestali wreszcie odwoływać się do rzekomego marksizmu Jezusa Chrystusa11.
Ameryka Łacińska była dla Jana Pawła II "kontynentem nadziei" - jak sam ją nazwał podczas swojej pierwszej wizyty w 1979 roku - ale także sceną intensywnych walk ideologicznych i ostrych kontrowersji podczas jego pontyfikatu. W ciągu 27 lat - od 1978 roku do śmierci w 2005 roku - Karol Wojtyła odbył 18 podróży apostolskich do Ameryki Łacińskiej i doświadczył z pierwszej ręki niektórych kluczowych epizodów intensywnej epoki dla tego kontynentu. Od początku pontyfikatu, kiedy mediował w konflikcie granicznym między Argentyną i Chile - które były na krawędzi wojny - aż do jego ostatniej podróży do regionu w 2002 roku, która objęła Kanadę, Gwatemalę i Meksyk.
Postrzegał Amerykę Łacińską jako kontynent następnego stulecia, gdzie "problem obecności Kościoła w świecie polityki miał zostać rozwiązany - albo zatoniemy" - powiedział BBC Mundo portorykański ksiądz Lorenzo Albacete, który osobiście znał Jana Pawła II12. Nawet po jego śmierci Ameryka Łacińska okazała się kluczowa dla kanonizacji polskiego papieża, gdy Watykan zatwierdził drugi cud, który utorował mu drogę do świętości: uzdrowienie kobiety z Kostaryki, Floribeth Mora Diaz, która w oczach Kościoła w cudowny sposób pokonała tętniaka mózgu.
Długa, intensywna i złożona relacja Jana Pawła II z Ameryką Łacińską, regionem, w którym mieszka prawie połowa katolików na świecie, miała kilka najważniejszych obrazów. Jednym z nich był bez wątpienia obraz papieża w surowej bieli, który pozdrawia wiernych. Obok niego, ubrany w ciemny garnitur i o poważnym wyrazie twarzy, generał Augusto Pinochet dzielił niewielką przestrzeń balkonu Palacio de la Moneda w Santiago de Chile. Papież bez ogródek nazwał chilijski rząd prezydenta Augusto Pinocheta "dyktatorskim" i podkreślił, że Kościół rzymskokatolicki musi walczyć o wprowadzenie demokracji w Chile. Przemawiając do dziennikarzy na pokładzie samolotu lecącego do Ameryki Południowej, Jan Paweł II powiedział, że Kościół powinien odgrywać w Chile taką samą rolę jak na Filipinach. W Chile, podobnie jak na Filipinach przed obaleniem prezydenta Ferdinanda E. Marcosa w 1986 roku, Kościół stanowczo potępił łamanie praw człowieka i ograniczanie swobód obywatelskich przez rząd13.
Podróż papieża do Urugwaju, Chile i Argentyny jest uważana przez watykańskich urzędników za jedną z najbardziej drażliwych politycznie podróży, jakie kiedykolwiek odbył. Używając niezwykle mocnego języka, Jan Paweł II wskazał, że przyjmie agresywne podejście do kwestii praw człowieka. Zapytany, czy Kościół mógłby odegrać taką samą rolę w Chile, jak na Filipinach, papież odpowiedział: "Myślę, że jest to nie tylko możliwe, ale konieczne, ponieważ jest to część duszpasterskiej misji Kościoła"14.
Inny ważny obraz papieskich relacji z Ameryką Łacińską miał swój początek w 1998 roku, kiedy to Kuba właśnie wychodziła z tak zwanego okresu specjalnego, który nastąpił po upadku Związku Radzieckiego, głównego partnera handlowego kraju. W tym kontekście wizyta Jana Pawła II była postrzegana przez wielu jako znak otwartości władz Kuby.
"To było ważne spotkanie dla papieża, ponieważ chciał on przekazać Kubie przesłanie katolicyzmu. Z kolei dla Castro ważne było pokazanie, że jest otwarty na różnorodność religijną. Myślę, że obie grupy skorzystały na tej podróży", mówił Vasquez Leonidas Ortiz, kolumbijski ksiądz, podkreślając znaczenie tej podróży dla Kościoła katolickiego na Kubie, ponieważ - jego zdaniem - oznaczała ona otwartość religijną. Ortiz wspominał jednak kilka napiętych momentów tej wizyty. "Być może najtrudniejsza była wizyta w Santiago de Cuba, gdzie obecny był biskup Pedro Claro Meurice, który wygłosił kilka słów powitania do papieża, podkreślając, że nie chodzi tylko o Kubańczyków na wyspie, ale także o tych za granicą, tych, którzy musieli wyemigrować i znaleźli azyl w innych krajach. Kilka dni po papieskiej wizycie biskup został potępiony przez władze", wspominał duchowny. Z szerszej perspektywy niektórzy postrzegali tę podróż jako przykład możliwości dialogu między Kościołem a ruchami lewicowymi na kontynencie, usuwając krytykę, że katolicyzm powinien zamknąć się na dialog z lewicą latynoamerykańską. Papież pokazał, że taki dialog jest nie tylko możliwy, ale że realnie się urzeczywistnia.
Warto wspomnieć o jeszcze jednym istotnym wydarzeniu, które miało miejsce w czasie pontyfikatu Jana Pawła II.
Nadszedł dzień 8 grudnia 1987 roku, kiedy to podczas święta Dziewicy z Caacupé w Paragwaju biskupi ogłosili wizytę papieża w ich kraju. Ta dobra wiadomość została przyjęta z radością przez wiernych zgromadzonych w duchowej stolicy Paragwaju. 16 maja 1988 roku papież Jan Paweł II przybył do Asunción, aby rozpocząć swoją krótką, ale długo oczekiwaną trzydniową wizytę, podczas której nie omieszkał ostro skrytykować dyktatora Alfredo Stroessnera15.
Pomimo ulewnego deszczu na placu ?u Guasú w Asunción zgromadziło się ponad 400 tys. ludzi, którzy ze stoickim spokojem znosili deszcz i zimno, by wysłuchać przemówienia Jana Pawła II. Tego dnia Ojciec Święty kanonizował paragwajskiego jezuitę Roque Gonzáleza de Santa Cruza oraz jego towarzyszy męczenników, Juana del Castillo i Alfonso Rodrígueza. Po zakończeniu mszy świętej Jan Paweł II udał się do Pałacu Rządowego. Wygłosił tam ostre przemówienie w obronie prześladowanych paragwajskich biskupów i chrześcijan oraz wypowiedział zdanie, które nie zostało dobrze odebrane przez dyktatora i jego świtę: "Kościół nie może być osaczony w swoich świątyniach, tak jak Bóg nie może być osaczony w sumieniach ludzi" - powiedział papież, spoglądając karcącym wzrokiem w kierunku Alfredo Stroessnera16. Słowa papieża bez wątpienia przyczyniły się do jego późniejszego obalenia.
W dalszym etapie pielgrzymki, 17 maja 1988 roku, Jan Paweł II dotarł do misji Santa Teresita w Mariscal Estigarribia w paragwajskim Chaco, gdzie odbył historyczne spotkanie z Indianami. Stojąc na skromnym i symbolicznym ołtarzu wykonanym z bali Karanday, papież potwierdził prawa przodków i godność rdzennej ludności, prześladowanej i represjonowanej przez reżim. Jak wspominają świadkowie tego wydarzenia, w spotkaniu uczestniczyła duża liczba rdzennej ludności ze wschodnich i zachodnich regionów kraju, a nawet z sąsiednich państw. "Jestem świadomy poważnych problemów, które was dotykają, szczególnie w odniesieniu do własności ziemi i tytułów własności. Dlatego apeluję do poczucia sprawiedliwości i człowieczeństwa wszystkich odpowiedzialnych za faworyzowanie najbardziej wywłaszczonych" - powiedział papież17. Przy tej okazji rozbrzmiały inne ważne słowa, które wygłosił przywódca Maskoy, René Ramírez, potępiający nadużycia wobec Indian i wywłaszczenia terytoriów18. Stojąc przed papieżem, łamiącym głosem stwierdził: "Społeczeństwo, w którym żyjemy, jest naznaczone głębokimi oznakami śmierci, które stanowią obrazę godności i praw dzieci Bożych"19. Jego słowa potępiające bezrobocie, niesprawiedliwe płace, łamanie praw człowieka i złe traktowanie Indian zostały usłyszane niemal w każdym zakątku świata, przed publicznością, jakiej w najnowszej historii Paragwaju nigdy nie było.
Domingo Laíno, wielokrotnie więziony opozycjonista, podkreślał po latach jedno: papież jasno wsparł paragwajskich biskupów w ich walce o pluralizm polityczny i sprawiedliwość społeczną. Stanął też po stronie ludności etnicznej, która w Janie Pawle II zobaczyła swojego rzecznika.
Ta wizyta miała realną siłę. Dodała odwagi narodowi żyjącemu w cieniu strachu i władzy absolutnej. Zanim minął rok od papieskiej pielgrzymki do Paragwaju, w nocy z 2 na 3 lutego 1989 roku upadł dyktator Alfredo Stroessner.
Rozdział I. Papieska Rewolucja Wolności: Walka z Cieniem Komunizmu
1.1. Zrodzeni w ogniu totalitaryzmu: Europa między bolszewikami a nazizmem
UPADŁY SYSTEM
Upadek komunizmu nie był przypadkiem ani jednorazowym wstrząsem historii. Jak każdy wielki konflikt miał swoje źródło w słabości ukrytej pod pozorną potęgą. System oparty na fałszu moralnym, duchowej pustce i ludzkim zakłamaniu przez dekady dominował w Rosji oraz w krajach Europy Środkowej i Wschodniej. Imperium wydawało się monolitem.
Ale w każdym imperium przychodzi moment pęknięcia.
Wystarczył jeden kraj, który odważył się powiedzieć "nie". Jedno ogniwo, które odmówiło podporządkowania się logice strachu. Gdy pierwsza bariera została przełamana - ruszył efekt domina. Kolejne państwa podjęły walkę. Utopia zaczęła się kruszyć od środka.
ZIARNO KONFLIKTU
Paradoksalnie, początek końca można dostrzec już w chwili narodzin systemu - podczas rewolucji październikowej w 1917 roku. Już wtedy ujawniły się sprzeczności, które miały go prześladować aż do upadku.
Największą z nich był terror. Brutalny, bezwzględny, stosowany w dawkach znacznie przekraczających to, co było konieczne do przejęcia władzy. System od początku budował swoją siłę na strachu. A strach jest bronią skuteczną - lecz krótkotrwałą.
DUCHOWY KONTRATAK
Każda wielka zmiana potrzebuje lidera. Kogoś, kto rozumie, że prawdziwa siła nie rodzi się z przemocy, lecz z idei.
Taką rolę odegrał Jan Paweł II. Jego strategia nie polegała na bezpośredniej konfrontacji militarnej. Była subtelniejsza - a przez to groźniejsza dla systemu.
Zamiast walczyć na polu terroru, wyrwał komunizm z jego naturalnego środowiska. Skierował walkę na obszar, w którym system był bezradny: kulturę, sumienie, godność człowieka.
Jego działalność duszpasterska, szczególnie w Polsce i w krajach Europy Wschodniej, wzmocniła zbiorowy opór karmiony indywidualnym przekonaniem moralnym. To była walka bez karabinów - ale z potężną siłą przekonań.
FINAŁ
Gdy ludzie przestali się bać, konstrukcja zaczęła się rozpadać. Dominacja terytorialna nie wystarczyła.
Upadek komunizmu był więc nie tylko wydarzeniem politycznym, lecz także kulminacją długiego konfliktu między przemocą a sumieniem.
A w kinie historii to właśnie sumienie okazało się silniejsze.
***
Dziś wolność wydaje się w Polsce czymś oczywistym. A przecież przez stulecia normą był nacisk silniejszych sąsiadów. Państwo rozciągnięte na otwartej równinie, między potęgami bogatszymi i militarnie silniejszymi, wielokrotnie doświadczało przemocy i dominacji.
Na Zachodzie zagrożenie przychodziło od Świętego Cesarstwa Rzymskiego, Zakonu Krzyżackiego, późniejszych Prus czy III Rzeszy. Na Wschodzie - od imperium rosyjskiego i jego komunistycznego spadkobiercy, Związku Radzieckiego. XVIII wiek przyniósł brutalną rusyfikację i opór wobec caratu.
Dramat życia z dwoma "mieczami Damoklesa" - zachodnim i wschodnim - osiągnął apogeum podczas II wojny światowej, gdy obaj wrogowie wspólnie uderzyli na Rzeczpospolitą.
Zanim jednak do tego doszło, nastał czas, kiedy Moskwa zaczęła realizować plan dominacji nad światem wymyślony przez rewolucyjnych przywódców bolszewickich. Armia Czerwona Trockiego, która chciała dotrzeć do Niemiec w celu rozpętania rewolucyjnego powstania w całej Europie, musiała najpierw przejść przez "gorszą" Polskę, wierząc, że marsz do Berlina odbędzie w sposób łatwy i szybki. Nie przewidziała, że w sierpniu 1920 roku wydarzy się Cud nad Wisłą, a marszałek Józef Piłsudski zada poważny cios formacjom komunistycznym, powodując ich totalną rozsypkę. Czerwoni dowódcy, w tym zaciekły Stalin, nie mogli nic zrobić. Wynik Bitwy Warszawskiej zmienił sytuację rewolucji bolszewickiej w sposób radykalny, co zostało zauważone przez Lenina, ale nie przez zachodnich Europejczyków, którzy zdawali się tego nie dostrzegać. Lekceważyli fakt polskiego zwycięstwa, nie zdając sobie sprawy, że gdyby nie Polacy, Armia Czerwona mogłaby dotrzeć do brzegów kanału La Manche, a może i dalej.
Druga Rzeczpospolita dała Karolowi Wojtyle przedsmak tego, jak to jest być częścią pokolenia Polaków, które dorastało w wolnej Polsce po raz pierwszy od 123 lat (urodził się w 1920 roku). Dała mu doświadczenie, które stało się częścią fundamentu jego myślenia i przyczyną działań zmierzających do zmiany historii XX wieku20.
Doświadczenie Jana Pawła II z lat II wojny światowej było doświadczeniem cywila - nie żołnierza na froncie, lecz młodego człowieka żyjącego pod okupacją. Bez wspólnoty broni, bez ducha wojskowej jedności. Z nieustannym lękiem. W świecie, w którym każde słowo mogło stać się donosem, a każda nieostrożność - wyrokiem. Życie kurczyło się do kręgu rodziny i najbliższych, pod czujnym spojrzeniem najeźdźcy.
Od starożytności okupanci wybierali jedną z dwóch dróg: tolerować podbite narody albo zniszczyć ich tożsamość. Niemieccy naziści w Polsce wybrali tę drugą - planowe wymazanie historii, kultury i przyszłości.
Wschodnie ziemie Rzeczypospolitej wchłonął Związek Radziecki. Centrum i zachód zajęły Niemcy. Około 94 tys. km2 - w tym rodzinne Wadowice - włączono bezpośrednio do III Rzeszy. Resztę przekształcono w Generalne Gubernatorstwo, kolonię rządzoną przez Hansa Franka, który urzędował na Wawelu w Krakowie21.
Czego można się było po nim spodziewać? Hans Frank był prawnikiem, członkiem partii nazistowskiej, ministrem sprawiedliwości Bawarii w 1933 roku, szefem Narodowosocjalistycznego Stowarzyszenia Prawników i prezesem Niemieckiej Akademii Prawa. Wydał zgodę na pozasądowe egzekucje w Dachau i podczas nocy długich noży. Pomimo jego wykształcenia prawniczego, wraz z utworzeniem Generalnego Gubernatorstwa, rządy prawa lub jakiekolwiek pozory sprawiedliwości przestały istnieć, ustępując miejsca rządom terroru. Jedyną karą za "przestępstwa" lub opór była natychmiastowa śmierć lub skazanie na obóz koncentracyjny, a "przestępstwem" mogło być na przykład niezejście z chodnika przed niemieckim patrolem lub niezdjęcie kapelusza przed niemieckim oficerem. Ludzie musieli przetrwać na diecie wynoszącej 900 kalorii dziennie, a jakiekolwiek szkolnictwo było zabronione.
W latach okupacji hitlerowskiej młody Karol Wojtyła pracował początkowo jako kelner w restauracji, następnie jako robotnik w kamieniołomach na Zakrzówku, a od października 1941 roku w zakładach chemicznych Solvay w Borku Fałęckim. W wolnych chwilach po pracy młody Wojtyła prowadził działalność konspiracyjną. Wszystko, co go interesowało: działalność religijna, kulturalna, teatralna, a nawet zwykła działalność literacka, ze względu na warunki okupacyjne, mogło być prowadzone tylko w ukryciu. Ale konspiracja nie mogła być indywidualna. Wielu Polaków, podobnie jak przyszły papież, sprzeciwiało się nazistowskim działaniom. Podejmowali ryzyko, narażając się na aresztowanie lub utratę życia, często nie tylko swojego, lecz także swoich rodzin i przyjaciół. To właśnie w tych grupach patriotów i w ich działaniach Karol Wojtyła odnalazł przykłady, które w młodym człowieku z intelektualnymi obawami, ale z wielką zdolnością do działania, miały pozostawić niezatarte ślady.
To właśnie wtedy - po śmierci ojca w 1941 roku (matkę stracił jako dziewięciolatek) - w Janie Pawle II dojrzewało powołanie kapłańskie. Praca w kamieniołomach i fabryce nauczyła Karola Wojtyłę szacunku dla godności robotników i siły solidarności rodzącej się w cierpieniu.
Do tajnego seminarium trafił jako jeden z pierwszych dziesięciu. Studiował w ukryciu, w cieniu stałych represji - pięciu jego kolegów aresztowano i wywieziono do Auschwitz. Każdy dzień groził dekonspiracją.
Momentem granicznym było Powstanie Warszawskie. 1 sierpnia 1944 roku Armia Krajowa podjęła próbę wyzwolenia stolicy przed nadejściem Sowietów. Po dwóch miesiącach, na rozkaz Adolfa Hitlera, powstanie zostało krwawo zdławione. Wojtyła cudem ocalał - ukryty w domu, za drzwiami piwnicy, trwając na modlitwie.
Lata seminaryjne ukształtowały jego myślenie i cele, które w pełni zrealizował trzy dekady później jako biskup Rzymu. Fascynacja literaturą i teatrem nie była hobby - była obroną kultury, a więc i tożsamości. W centrum jego myślenia pozostało jedno: nienaruszalna godność człowieka.
Wszystko to zaczęło go kształtować, zanim przybył do Rzymu, w "długą, ciemną noc okupacji". Poznał osobiście najgorsze strony ludzkiej kondycji i demony współczesnych systemów totalitarnych. Codziennie stykał się z kulturą totalitaryzmu i jej szkodliwym wpływem na jednostki i relacje międzyludzkie. Z tego wszystkiego wyłoni się jasność, która stanie się znakiem rozpoznawczym watykańskiej Ostpolitik ze światowo-historycznymi konsekwencjami. Przede wszystkim istniało przekonanie wśród watykańskich decydentów, że rewitalizacja polskiego katolicyzmu po Wielkiej Wojnie wymagała odpowiednio wykształconego i dynamicznego korpusu księży, którzy byliby w stanie odwrócić kolej rzeczy. Karol Wojtyła poczuł się w tej roli doskonale.
1.2. Żelazna kurtyna pada: triumf wolności nad komunizmem
Po II wojnie światowej, w realiach zimnej wojny, Jan Paweł II - wówczas Karol Wojtyła - współtworzył w Polsce duchową sieć oporu wobec komunizmu. Nie atakował systemu wprost, ale głosił wizję człowieka całkowicie sprzeczną z marksizmem. Bez udziału w demonstracjach, poprzez duszpasterstwo i pracę z młodzieżą, budował kulturową alternatywę wobec ideologii.
W 1958 roku Pius XII mianował go biskupem pomocniczym Krakowa oraz tytularnym biskupem Ombi w Egipcie. Miał 38 lat - był najmłodszym biskupem w kraju.
Od 1962 roku uczestniczył w Soborze Watykańskim II. W gronie ponad dwóch tysięcy biskupów dał się poznać jako człowiek modlitwy, intelektu i przekonującego słowa. W 1964 roku Paweł VI mianował go arcybiskupem Krakowa.
Władze komunistyczne przez 18 miesięcy blokowały kandydatów Watykanu, wetując siedem nazwisk. Czekały na Wojtyłę. Być może uznały go za młodego, apolitycznego i łatwego do kontrolowania. Szybko miało się okazać, jak bardzo się pomyliły.
W kalkulacjach komunistów wszystko miało się zgadzać. Młody, "niepolityczny", bez arystokratycznego rodowodu - idealny, by osłabić episkopat, zepchnąć na margines prymasa i ograniczyć wpływ Kościoła na opinię publiczną.
A przecież sygnały ostrzegawcze były wyraźne. Wojtyła potrafił zdobywać lojalność młodych. Miał za sobą doświadczenie Teatru Rapsodycznego, gdzie ujawnił talent organizacyjny i odwagę. Fascynował się duchownymi, którzy w czasach ucisku schodzili do podziemia. W kazaniach przypominał, że wolność nie jest dana raz na zawsze - nawet przywołując rocznicę powstania przeciw Rosji.
Wątpliwości miał raczej Stefan Wyszyński - Wojtyła był ósmym kandydatem. Być może decydowały młodość, brak doświadczenia, brak szlacheckiego pochodzenia, a może jego wyraźna sympatia do odnowy zapoczątkowanej przez Sobór Watykański II.
Jedno było pewne: nie był człowiekiem, którego łatwo da się kontrolować.
A być może chodziło o to, że komunistyczny rząd w Polsce postrzegał Wyszyńskiego jako swojego głównego wroga i szukał sposobów na wbicie klina w hierarchię kościelną. Sądzono, że poradzą sobie z Karolem Wojtyłą i w ten sposób ograniczą oraz przyćmią wpływy i prestiż prymasa. Tak się jednak nie stało.
Walka Karola Wojtyły o wolność religijną miała dwa fronty: kościoły i ulice. Budowa świątyń oraz publiczne manifestacje wiary - zwłaszcza procesje Bożego Ciała - stawały się sprawdzianem siły Kościoła wobec państwa.
W PRL nie można było swobodnie tworzyć parafii, a zgoda na budowę kościoła zależała od władzy. Odmowa była narzędziem blokowania rozwoju katolicyzmu. Wojtyła odpowiadał działaniem. W robotniczej Nowej Hucie - modelowym mieście bez Boga - doprowadził do powstania kościoła Arki Pana, konsekrowanego w 1977 roku. To był symbol zwycięstwa wiary nad ideologią.
Gdy reżim zakazywał formalnych organizacji katolickich, młodzi gromadzili się nieformalnie: na obozach, katechezach, w chórach, wokół muzyki liturgicznej. Powstawała kultura oporu.
W 1967 roku Paweł VI włączył Karola Wojtyłę do Kolegium Kardynalskiego. Od tej chwili jego wpływ przekroczył granice Polski. Stał się jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci Kościoła w Rzymie. Władze w Warszawie początkowo go zlekceważyły. Z czasem zrozumiały jednak, że rośnie ktoś, kto nie tylko nie da się podporządkować - ale realnie zagraża systemowi swoją moralną siłą i autorytetem.
W ciągłej konfrontacji z Kościołem polski reżim, głoszący hasło "partia jest wszystkim, jednostka niczym", nie potrafił zneutralizować Karola Wojtyły. Znał on kulturę kłamstwa od środka - był robotnikiem, mieszkał wśród ludzi i w pracy duszpasterskiej zetknął się z realnym życiem społecznym. Ta bliskość ulicy i doświadczenie ludu napędzały jego intelektualny opór wobec komunizmu i aktywizm. Żaden przeciwnik nie mógł mu zarzucić ignorancji; był stale śledzony i podsłuchiwany. Z czasem to właśnie Wojtyła wzbudzał w aparacie władzy największy strach.
Początkowo obawiano się jedynie, że może zastąpić Wyszyńskiego jako prymas. 16 października 1978 roku, wybierając go na papieża, komuniści dostali do ręki nowy powód do niepokoju - wpływ, jaki jego pontyfikat mógł mieć na zimną wojnę, był realny i namacalny.
Wybór Wojtyły stał się sensacją nie tylko w Polsce. Polityka Stolicy Apostolskiej wobec reżimów komunistycznych zyskała nagle zdecydowany rozmach, a Jałta - symbol kompromisu między mocarstwami - jawiła się jako triumf przemocy nad wolnością i fałszywego realizmu nad zasadami praw człowieka.
Jan Paweł II wykazywał niezwykłą stanowczość - był nie tylko głową Kościoła, lecz także dyplomatą i mężem stanu w jednej osobie, w pełni świadomym wagi swojego urzędu.
W czerwcu 1979 roku odbyła się jego pierwsza pielgrzymka do zniewolonej ojczyzny. Słowa, które poruszyły naród: "Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi!", niosły nadzieję i otuchę Polakom. Ta wizyta miała bezpośredni związek z późniejszymi demokratycznymi przemianami w Polsce i całej Europie Środkowo-Wschodniej.
Już rok po pielgrzymce powstała Solidarność - Niezależny Samorządny Związek Zawodowy "Solidarność", który wkrótce zrzeszał blisko 10 milionów osób, stając się siłą, z którą musiała się liczyć władza komunistyczna22.
Wiele osób jest zdania, że bez tej pielgrzymki nie byłoby Solidarności i późniejszego obalenia ustroju komunistycznego. "Rzeczywiście Jan Paweł II swoją pielgrzymką odpalił w pewnym sensie te prochy wybuchowe, które nagromadziły się od czasów zakończenia II wojny światowej, przez cały czas rządów komunistów" - zaznaczył w Polskim Radiu dr Paweł Błażewicz z Biura Rzecznika Prasowego IPN. "Natomiast - podkreślał - pierwszy dzień tej pielgrzymki wcale nie zapowiadał, że sprawa pójdzie tak różowo. Komuniści dali radę ograniczyć udział Polaków we mszy świętej na Placu Zwycięstwa w Warszawie"23.
Faktycznie, komunistyczne władze zaangażowały do obsługi papieskiej pielgrzymki tysiące tajnych współpracowników w ramach operacji pod kryptonimem "Lato 79". Agenci Służby Bezpieczeństwa przenikali do kościelnych służb porządkowych i, aby ograniczyć liczbę uczestników, niszczyli karty wstępu na msze święte. Telewizja Polska nadawała jedynie fragmenty spotkań, ograniczając się do bliskich planów, a wśród zgromadzonych najczęściej pokazywano osoby starsze lub zakonnice.
Druga pielgrzymka Ojca Świętego do ojczyzny, w 1983 roku, przebiegała w warunkach zawieszonego przez komunistyczne władze stanu wojennego. Trzecia natomiast odbyła się w dniach 8-14 czerwca 1987 roku pod hasłem "Do końca ich umiłował". Była to jednocześnie ostatnia wizyta papieża w PRL. Pomimo wielu środków zapobiegawczych podejmowanych przez komunistów msza święta na Skwerze Kościuszki w Gdyni okazała się wówczas wielką manifestacją Solidarności. "Wydaje mi się, że najlepszym podsumowaniem tych trzech pielgrzymek z epoki komunizmu w Polsce są słowa Jana Pawła II w 1991 roku w polskim - już wolnym - Sejmie, kiedy przypomniał, iż demokracja pozbawiona wartości zamienia się na totalitaryzm większości, na dyktaturę większości. Wartości są ponad polityką - podkreślił w radiu dr Paweł Błażewicz24.
1.3. Dyplomacja Jana Pawła II: Watykan w roli strategicznego gracza
Natura papieskiej dyplomacji jako całości zmieniła się radykalnie 16 października 1978 roku. Zmiana dotyczyła nie tylko taktyki, lecz także zasad. Wojtyła wniósł do papiestwa bardzo osobiste postrzeganie współczesnej historii25. Z filozoficznego punktu widzenia Jan Paweł II był realistą - wierzył, że prawdę można poznawać przez doświadczenie. Jego realizm nie odnosił się jednak do stosunków międzynarodowych: nie zgadzał się z tym, że historię napędza wyłącznie siła ekonomiczna czy militarna.
Jako chrześcijanin i analityk widział sprawczość Boga w dziejach. Na przykładzie Polski, która przetrwała zabory i okupację niemiecką, był przekonany, że to kultura kształtuje historię, a jej najważniejszym filarem jest religia. Siła ekonomii czy armii - choć pozornie decydująca - nie zapewniała prawdziwego przetrwania. To duch i kultura tworzą trwałe fundamenty narodu26.
"Realistyczna teoria stosunków międzynarodowych interpretowała historię jako królestwo amoralności"27. Jan Paweł II się z tym nie zgadzał. Jako Polak i chrześcijanin najlepiej odczytywał historię przez pryzmat analizy moralnej. Dlatego też, jego zdaniem, aneksja krajów zajętych przez imperium Stalina była moralną katastrofą, a warunkiem pokoju stała się korekta tego systemu.
Według niektórych autorów, takich jak profesor i przyjaciel papieża, Stefan Swieżawski, Sobór Watykański II (1962-1965) oznaczał koniec ery konstantyńskiej28, w której Kościół zajmował najbardziej eksponowane miejsce wśród najpotężniejszych narodów. We wnioskach Soboru stwierdzono, że sprawiedliwe państwo to państwo o ograniczonych i konstytucyjnie zdefiniowanych uprawnieniach. Utrata państwa papieskiego w 1870 roku i definicja sprawiedliwego państwa przyjęta przez Sobór Watykański II oznaczały "postkonstantyńską" relację między Kościołem a światem polityki. "Kościół nadal czuwał nad pewnymi prawdami o kondycji ludzkiej, a ponieważ prawdy te miały konsekwencje publiczne, dyplomacja Kościoła musiała być kontynuowana"29. Wojtyła wierzył, że jego relacje ze światem powinny obejmować silną obronę podstawowych praw człowieka i praw narodowych. Jeśli ostpolitik zmieniła się wraz z jego pontyfikatem, to dlatego, że znał sytuację Kościoła za żelazną kurtyną. Jan Paweł II wiedział, że jest coś radykalnie innego w reżimach komunistycznych, z czego dyplomaci, którzy wymyślili i zrealizowali ostpolitik Pawła VI, nie zdawali sobie w pełni sprawy. Każde państwo może popełniać czyny przestępcze, ale państwa komunistyczne były "z natury przedsiębiorstwami przestępczymi", a "rządy prawa" w reżimie komunistycznym były fikcją"30.
Terror w komunizmie był rutyną - narzędziem utrzymywania porządku i pozorów niezwyciężoności reżimu. Nowy papież dostrzegał zarówno jego słabości, jak i pozorną siłę, i wiedział, że opór kulturowy może skutecznie podważyć "niezwyciężoność" systemu.
Polska telewizja państwowa ogłosiła wybór kardynała Wojtyły na papieża dopiero kilka godzin po Watykanie, czekając na decyzję partii. Tymczasem wieść błyskawicznie rozeszła się w Krakowie. Dla zmanipulowanych urzędników była triumfem polskiego nacjonalizmu, dla Polaków - nadzieją. Słowianin, który znał kłamstwa i taktykę komunistów, pokazywał, jak im się przeciwstawić.
Jego słowa "Nie lękajcie się!" i "Otwórzcie bramy Chrystusowi!" stały się wezwaniem do duchowej i kulturowej walki za żelazną kurtyną. Obrona wolności religijnej i moralnego porządku była dla niego priorytetem. Niezłomnie bronił prześladowanych nie tylko w Polsce - działał globalnie, wzmacniając Kościół, zwłaszcza w Ameryce Łacińskiej.
Jan Paweł II potrafił obalać systemy i rozwiązywać problemy w skali globalnej. Przez cały pontyfikat przypominał, że fundamentem każdej wspólnej kultury - etycznej i politycznej - jest prymat godności osoby ludzkiej, a także wypływająca z niej wolność. To właśnie była pierwsza zasada jego "gramatyki etycznej".
Wolność nie jest łaskawym podarunkiem społeczeństwa czy władzy - jest naturalnym wyposażeniem człowieka. Papież podkreślał przy tym, że narzucanie prawdy jest sprzeczne z ludzką naturą. "Każdy człowiek, jako istota rozumna i wolna, ma prawo - i niejako obowiązek - odkrywać prawdę. Człowiek, jako współodkrywca prawdy, może działać konstruktywnie i kreatywnie... daleko od jałowego aktywizmu"31. Nie starał się nawracać na siłę. Apelował do człowieka i do społeczeństw, które człowiek tworzy, z przekonaniem, że zasiane ziarna wartości ogólnoludzkich, poszanowania praw człowieka, wolności, sprawiedliwości oraz prawdy o człowieku i Bogu... prędzej czy później zaowocują32.
Swoją misję Jan Paweł II realizował poprzez podróże i apele. Odwiedzał państwa dotknięte wojną - widział zrujnowane oblężeniem Sarajewo, jako pierwszy nazwał zbrodnię w Rwandzie ludobójstwem. Próbował interweniować w konfliktach w Czeczenii i Angoli.
Odwiedzając południowoamerykańskie kraje rządzone przez reżimy marksistowskie - Kubę i Nikaraguę - apelował o poszanowanie praw człowieka. Nie zawsze przynosiło to efekt33. Papieżowi nie udało się odwiedzić Rosji i Chin. Nie skutkowały apele o pokój w Libanie i w Zatoce Perskiej. Człowiek, który przeżył grozę II wojny światowej, popierał integrację europejską, którą uważał za gwarant pokoju na Starym Kontynencie. Jednocześnie ubolewał nad tym, że Europa odcina się od swoich chrześcijańskich korzeni. Nawiązał i prowadził dialog ekumeniczny z przedstawicielami największych religii. Spotykał się z głowami państw z całego świata. Bardzo często były to wydarzenia bez precedensu w historii papiestwa34.
1.4. Rzeki krwi i strumienie nadziei: człowiek między cierpieniem a miłością
Jan Paweł II wywarł ogromny wpływ na Amerykę Łacińską, choć opinie były podzielone. Jedni podkreślali jego wrażliwość na problemy ubogich, zwłaszcza rdzennej ludności, najbardziej marginalizowanej w regionie. Inni zwracali uwagę, że sprowadził do milczenia teologów wyzwolenia, mocno związanych z najbiedniejszymi.
Pierwsi chwalili jego stanowczą obronę życia - w sprawach aborcji, manipulacji genetycznych czy eutanazji. Drudzy krytykowali zbyt łagodne podejście wobec niektórych dyktatur, których ideologia i działania społeczne doprowadziły do poważnych, niekorzystnych zmian w państwach regionu.
Podobnie - jedni chwalili jego czułe objęcie przedstawicieli rdzennej ludności. Adwersarze krytykowali uścisk dłoni Roberto D'Aubuissona, szefa szwadronów śmierci w Salwadorze i organizatora spisku na monsignora Óscara Romero, czy naganę udzieloną klęczącemu ojcu Ernesto Cardenalowi w Nikaragui za przynależność do rządu sandinistów. Krytykowano także pojawienie się papieża na balkonie w Santiago de Chile obok Augusto Pinocheta, nie zwracając uwagi, że dyktator wkrótce zrezygnował z władzy. Pod lupę brano także dwuznaczny stosunek do junty wojskowej w Argentynie, odpowiedzialnej za "brudną wojnę" i śmierć 30 tysięcy ludzi, oraz poparcie dla kardynała Pio Laghiego, poplecznika reżimu.
Większość krytyków nie pamiętała jednak, że podczas niemal wszystkich pielgrzymek papież podkreślał konieczność respektowania praw człowieka. Lista dyktatorów, którzy utracili władzę po jego wizytach, nie ogranicza się do Pinocheta czy Stroessnera. W 1983 roku odwiedził Haiti, rządzone przez jednoosobowo sprawującego władzę Jean-Claude'a "Baby Doca" Duvaliera. W homiliach skrytykował jego rządy, pełne "strachu, w jakim żyje większość społeczeństwa".
Po pielgrzymce na Haiti wybuchły protesty uliczne, a w 1986 roku Duvalier został obalony w wyniku powstania. Papież wykazywał wielkie zrozumienie dla tych, którzy wzywali do drastycznego rozwiązania problemu zadłużenia zagranicznego, które dławiło gospodarki wielu biednych krajów Ameryki Łacińskiej, ale także dla rządu USA, gdy ten interweniował w konfliktach politycznych w Ameryce Środkowej35.
Ta dwoistość opinii jest zrozumiała. Papież dał się poznać światu nie tylko jako niestrudzony pielgrzym, którego misją było umacnianie braci w wierze, miłości i jedności, lecz także jako mąż stanu i zręczny dyplomata przeciwstawiający się komunizmowi i łamaniu praw człowieka w imieniu Ewangelii. Nie wszystkim się to podobało, zwłaszcza że, wbrew panującym trendom politycznym, umiał spojrzeć na świat z innej perspektywy, stawiając w centrum historii człowieka z jego przyrodzoną i nadprzyrodzoną godnością. Jego decyzje były głęboko przemyślane, przedyskutowane nie tylko z ludźmi, lecz także z Bogiem. Nie zabrakło mu również odwagi do ich realizacji zarówno w Kościele, jak i w świecie. To musiało budzić respekt i podziw, ale także niechęć części współczesnego świata.
Jan Paweł II miał bardzo szczególne relacje z kontynentem latynoamerykańskim. Papież "podróżnik" nazywał Amerykę Południową "kontynentem nadziei". Po raz pierwszy postawił tam stopę kilka miesięcy po wyborze na tron papieski w 1979 roku, kiedy odwiedził Dominikanę, Meksyk i Bahamy. W jego "duchowej geografii" Ameryka Łacińska bez wątpienia cieszyła się, jak sam kilkakrotnie stwierdził, szczególną atencją i stanowiła uprzywilejowaną pozycję w jego rozległym magisterium. Już jako papież odbył swoją pierwszą podróż duszpasterską, aby zainaugurować III Generalną Konferencję Episkopatu Ameryki Łacińskiej, która odbyła się w Puebli w dniach 27 stycznia - 13 lutego 1979 roku. Przemówienie, którym Jan Paweł II otworzył konferencję, jest jednym z najważniejszych przemówień jego pontyfikatu i owocem osobistej refleksji człowieka, który od bardzo młodego wieku rozmyślał nad moralnymi aspektami rewolucyjnej przemocy jako odpowiedzi na niesprawiedliwość społeczną. To wystąpienie, o wielkiej głębi teologicznej, było inspirowane adhortacją apostolską papieża Pawła VI Evangelii nuntiandi, uważaną za programowy manifest Kościoła posoborowego, skupiający się na trzech głównych tematach: prawdzie o Chrystusie, prawdzie o Kościele i prawdzie o człowieku36.
Wojtyła nie wierzył, że prawdziwe wyzwolenie pochodzi z rewolucji, powtarzając, że pierwszym zadaniem Kościoła nie jest wyzwolenie polityczne, ale stworzenie wolnych ludzi. Obawiał się, aby Kościół nie został zredukowany do roli agencji społeczno-politycznej. Konfrontował się z kryzysem latynoamerykańskiego katolicyzmu, próbując wzmocnić jego eklezjalną tożsamość, nie zaprzeczając jego społecznemu zaangażowaniu. Niektórzy twierdzą, że gdybyśmy zadali sobie pytanie, co by się stało, gdyby po ukończeniu studiów w Rzymie Karol Wojtyła został wysłany do parafii w fawelach Rio de Janeiro, uzyskalibyśmy odpowiedź, że jego ognisty, odważny i waleczny charakter, połączony z miłością do ludzi i pragnieniem sprawiedliwości, doprowadziłyby go do lektury Gustavo Gutiérreza, Leonardo Boffa i Iona Sobrina, a on sam skończyłby, głosząc i praktykując teologię wyzwolenia. Czy to możliwe?
W maju 1979 roku biskup Romero, symbol walki o prawa człowieka w wielu krajach Ameryki Południowej, udał się do Rzymu, aby pokazać nowo wybranemu papieżowi Janowi Pawłowi II dokumentację, z której wynikało, w jaki sposób reżim Carlosa Humberto Romera, ówczesnego prezydenta Salwadoru, prześladował Kościół za sam fakt obrony słabych. Monsignore, jako człowiek Kościoła, oczekiwał otwartego wsparcia ze strony Wojtyły i takie wsparcie, co prawda nieoficjalnie i niezbyt stanowczo, otrzymał. Można powiedzieć, że to, co było dystansem lub ostrożnością ze strony Wojtyły, ponieważ monsignor Romero uosabiał linię duszpasterską Medellín, utrzymując bliskie relacje z teologami wyzwolenia, w jakimś stopniu przestało mieć taki charakter. I znów odezwą się adwersarze, twierdząc, że zaangażowanie papieża na rzecz pokrzywdzonych nie zostało ani zrozumiane, ani zaakceptowane. Być może Wojtyła uważał, że Romero, tak jak jego zdaniem stało się z Kościołem, Ewangelią i wiarą, wpadł w pułapkę "instrumentalizacji" przez lewicę i z tego powodu powinien być postrzegany z "wielką ostrożnością". Było przecież jasne, że biskup, który faktycznie próbował być instrumentalizowany przez lewicę dla własnych celów, nie mógł być mile widziany ani przez papieża, ani przez żadnego innego kardynała Watykanu37.
Sytuacja w Ameryce Łacińskiej w latach 70. XX w. znacznie różniła się od sytuacji w Polsce w latach 40. XX w., kiedy Armia Czerwona rozbiła ruchy narodowe pragnące wolnej Polski skojarzonej ze światem zachodnim. W Ameryce Łacińskiej nie było Armii Czerwonej (a kubańska nie miała możliwości odegrania tej samej roli), ale raczej armia północnoamerykańska, zdolna nie dopuścić, aby jej "podwórko" stało się blokiem komunistycznym. Zdaniem autora artykułu Si Wojtyla hubiese ejercido..., oznaczało to, że w Ameryce Łacińskiej nigdy nie było prawdziwego zagrożenia komunistycznego; zamiast tego istniała ogromna liczba cierpień spowodowanych antykomunizmem tych, którzy nie chcieli zmian38. Autor twierdzi, że w ostatnich latach pontyfikatu papież Wojtyła stał się orędownikiem ideologicznej walki z neoliberalizmem, doktryną i praktyką, które rozwiązanie wszelkich problemów gospodarczych i społecznych umieszczały w wolnym rynku, a także wyróżnił się jako zwolennik ustanowienia nowego międzynarodowego porządku gospodarczego, który byłby w stanie wyeliminować wielką anomalię, jaką stanowi ubóstwo w świecie tak bogatym jak nasz39. Niektórzy twierdzą, że zdobyło mu to wiele punktów w Ameryce Łacińskiej, gdzie krytycy systemu wykorzystywali teksty jego przemówień do przeciwstawiania się fundamentalizmowi rynkowemu.
Dwa dokumenty wydane przez Kongregację Nauki Wiary podczas pontyfikatu Jana Pawła: Instrukcja o niektórych aspektach "teologii wyzwolenia", z dnia 6 sierpnia 1984 roku, oraz Libertatis conscientia o chrześcijańskiej wolności i wyzwoleniu, z dnia 22 marca 1986 roku, wyrażają obawę, że ta nowa teologiczna ścieżka może stanowić zagrożenie dla wolności i wyzwolenia, ale z drugiej strony podkreślają zasługi, jakie ten nowy sposób uprawiania teologii miał w życiu latynoamerykańskiego katolicyzmu. W swoim przemówieniu do biskupów Brazylii 13 marca 1986 roku papież poświęcił znaczną część swojej wypowiedzi kwestii teologii wyzwolenia w Ameryce Łacińskiej, wyrażając pragnienie, aby ta oryginalna droga teologiczna pogłębiła jego własną refleksję. Papież podjął wiele wątków tego ruchu teologicznego, co widać na przykład w liście apostolskim Novo Millennio Ineunte, w którym mocno podkreślał, że opcja preferencyjna na rzecz ubogich jest nieodwracalna. "Nauka chrześcijańska - napisał - nie odwraca człowieka od budowania świata i nie zachęca go do zaniedbywania dobra bliźnich, lecz raczej silniej wiąże go z obowiązkiem wypełniania tych rzeczy"40.
W Christifideles laici papież, myśląc o Ameryce Łacińskiej, podkreślał: "Tradycje pobożności i popularnej religijności chrześcijańskiej są [tutaj] nadal bardzo żywe; ale to moralne i duchowe dziedzictwo jest dziś zagrożone rozproszeniem pod wpływem wielu procesów, w tym sekularyzacji i rozprzestrzeniania się "nowych form chrześcijaństwa". Tylko nowa ewangelizacja może zapewnić wzrost jasnej i głębokiej wiary, zdolnej uczynić z tych tradycji siłę autentycznej wolności... Warunkiem jest jednak to, aby chrześcijańskie więzi tych samych wspólnot kościelnych, które żyją w tych krajach lub narodach, nie były w żaden sposób wyrazem powierzchowności i braku pełni, które często budziły podejrzliwość i pogardę wykształconych elit"41.
Podczas każdej z pielgrzymek do Ameryki Łacińskiej Jan Paweł II spotykał się z wieloma duszami różnorodnej mozaiki latynoamerykańskiej rzeczywistości: ubogimi, wyzyskiwanymi górnikami, prześladowanymi chłopami, zepchniętymi na margines Indianami, mieszkańcami miejskich przedmieść oraz ludźmi kultury i intelektualistami. Ale przede wszystkim z młodymi ludźmi, z którymi nawiązywał głęboką i bezpośrednią więź. Jego udział w Dniach Młodzieży w Buenos Aires był wielkim triumfem. Wzdłuż Avenida 9 de Julio w kwietniu 1987 roku zgromadziło się ponad dwa miliony ludzi. Niewiele mniej niż w roku zdobycia przez Argentynę mistrzostwa świata w piłce nożnej w roku 2023. Przyciągał młodych jak magnes.
Podczas swojego 27-letniego pontyfikatu był osobiście zaangażowany w serię spotkań, dzięki którym następował zwrot od dyktatury do demokracji: w Salwadorze, Gwatemali, Chile, Paragwaju, Brazylii, broniąc w ten sposób praw człowieka. Owocem tej geopolityki dialogu i pojednania była jego podróż na Kubę w dniach 21-26 stycznia 1998 roku. Międzynarodowa prasa opisała tę wizytę jako "pięć dni, które zmieniły wyspę". Ponad trzy tysiące dziennikarzy radia, prasy i telewizji informowało na bieżąco świat o tym wydarzeniu. Motywem przewodnim papieskiej wizyty było hasło: "Niech Kuba otworzy się na świat, a świat otworzy się na Kubę". W tym kontekście należy przypomnieć jego relacje z monsignorem Romero, postacią, którą niektóre sektory episkopatu uważały za zbyt skompromitowaną politycznie i którą papież zdecydował się osobiście wspierać. "Romero jest nasz", powiedział uroczyście, klęcząc przed grobem arcybiskupa San Salvadoru w rocznicę zamachu na jego życie42.
Wspominając ten historyczny pontyfikat, nie sposób pominąć szczególnego nabożeństwa Wojtyły do Matki Bożej oraz jego miłości do sanktuariów Ameryki Łacińskiej. To on kanonizował Juana Diego Cuauhtlatoatzina w Mexico City w dniu 31 lipca 2002 roku. Podczas swoich podróży odwiedził wiele amerykańskich sanktuariów, komponując serię specjalnych modlitw poświęconych Dziewicy, szczególnie tej z Guadalupe, będących wyrazem jego latynoamerykańskiej miłości do sanktuariów Nowego Świata. W 1978 roku kardynał Stefan Wyszyński powiedział: "Wybraliśmy maryjnego papieża. Nikt nie jest taki jak Wojtyła"43.
Na zakończenie należy podkreślić ogromny wpływ pontyfikatu Jana Pawła II na środowisko polonijne w Ameryce Łacińskiej i ożywienie życia religijnego wśród Polonii. Przykładem może być wizyta Jana Pawła II w Kurytybie w Brazylii w 1980 roku, a szczególnie jego spotkanie z Polakami na stadionie Couto Pereira. W tym wydarzeniu brało udział ponad 70 tys. ludzi polskiego pochodzenia, a w telewizji oglądała je cała Brazylia. Papież powiedział, że do tego spotkania mieli prawo wszyscy polscy emigranci, a także on sam. Utożsamiając się ze wspólnotą polonijną, wywołał wzruszenie. Oto jego słowa: "Do tego spotkania mieliście prawo wy, tu obecni, i wszyscy, których przedstawiacie; miałem prawo do tego spotkania również i ja, jako syn tej ziemi znad Wisły, z którą jesteśmy złączeni..."44.
Ożywienie religijne wraz z pielgrzymkami Jana Pawła do Ameryki Łacińskiej było widoczne nie tylko wśród Polonii. Proces ten objął różne grupy narodowościowe, które, stanowiąc całość, tworzyły różnorodną mozaikę kulturową kontynentu. Peruwiański duchowny katolicki, Héctor Miguel Cabrejos Vidarte, podkreślał silną więź, która łączyła św. Jana Pawła II z Ameryką Łacińską i Karaibami. "W swojej "geografii duchowej" Ameryka Łacińska niewątpliwie cieszyła się, jak sam wielokrotnie deklarował, szczególną atrakcją i stanowiła uprzywilejowanego odbiorcę jego rozległych nauk. Z ponad miliarda katolików liczonych na początku trzeciego tysiąclecia 42% mieszka w Ameryce Łacińskiej" - stwierdził przewodniczący Episkopatu Peru45.
Podkreślał to sam Jan Paweł II, papież z Polski, kiedy w 1999 roku przybył po raz kolejny do Ameryki Łacińskiej, do największego chrześcijańskiego kontynentu na ziemi, aby beatyfikować Juana Diego - Indianina, któremu w 1531 roku ukazała się Matka Boska z Guadalupe. Spoglądając w kierunku tłumów, zgromadzonych 22 stycznia 1999 roku na lotnisku Benita Juáreza w mieście Meksyk, papież powiedział: "Przybywam do kraju, w którego dziejach obecne są trzy rzeczywistości - niczym trzy rzeki płynące nieraz w ukryciu, ale nigdy nie wysychające - które czasem się spotykają, a kiedy indziej ujawniają swoją odmienność i wzajemną komplementarność. Nigdy jednak nie mieszają się całkowicie ze sobą. Są to: starożytna i bogata kultura ludów indiańskich, umiłowana przez Juana de Zumárragę i Vasco de Quirogę, których wiele z tych ludów nadal nazywa ojcami; chrześcijaństwo zakorzenione w duszach Meksykanów; i współczesny racjonalizm typu europejskiego, który tak wielki nacisk kładzie na niepodległość i wolność!"46.
Nawiązując do słów polskiego papieża wypowiedzianych w Meksyku, trzeba powiedzieć, że owe trzy rzeki, ta swoista semantyczno-obrazowa metafora o silnym zabarwieniu emocjonalnym, użyta przez Jana Pawła II w stosunku do dziejów Ameryki Łacińskiej, są w gruncie rzeczy realnym bytem, niemal odbiciem trzech największych rzek tego niezwykłego świata: Rio Grande, Rio Amazonas i Rio Paraná, nad którymi rozkwitały i żyły różne cywilizacje oraz narody. Od Azteków, Majów i Inków, przez społeczeństwa wicekrólestw Hiszpanii i portugalskiej kolonii w Brazylii, aż po czasy współczesne, kiedy rodziły się niepodległe państwa Ameryki z rządami o różnym charakterze, gdzie junty wojskowe i dyktatury pociągały za sobą tysiące zamordowanych i "zaginionych" ofiar, a kartele narkotykowe odciskały swoje piętno nie tylko na historii, lecz także na kulturze państw latynoskich. Dla współczesnych mieszkańców Ameryki Łacińskiej polski papież w wielu przypadkach był autorytetem, bardzo często wrogiem, ale najczęściej człowiekiem, który w swoich działaniach chciał nie tylko ożywiać i umacniać ducha misyjnego w Kościele, lecz także odczuwał potrzebę podniesienia głosu w obronie praw ludzkich, przybliżania się do palących problemów ludzi i narodów w misji tworzenia ludzi wolnych. Bez względu na wszystko. I właśnie o tym jest ta książka.